Cykl felietonow wydrukowanych w londynskim "Dzienniku Polskim" i "Tygodniu Polskim"
Wednesday, 4 February 2026
„Teraz My”. Przełomowe wydarzenie czy zasadzka na polonię?
W czwartek 28 stycznia tradycyjne elity polonii brytyjskiej przybyły licznie do Ambasady RP na jubileuszowy obchód 75-lecia Polskiej Fundacji Kulturalnej. Spodziewano się przeglądu dotychczasowej działalności i dorobku Fundacji od czasu przejęcia Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza z rąk porzuconego przez aliantów rządu emigracyjnego do powstania nowego masowego portalu społecznego „My.Polska”. Można by powiedzieć że była to techniczna podróż od Gutenberga do internetu; a polityczna od zgliszcz po-jałtańskich do dzisiejszej multimedialnej kakofonii.
W skład członków Komitetu Honorowego zaproszeni zostali luminarze świata politycznego i medialnego w Polsce i sama śmietanka tradycyjnych organizacji polonijnych na terenie Wielkiej Brytanii. Wiedzieli że w pierwszych dniach stycznia wydany został ostatni numer „Tygodnia Polskiego”, co było wielkim ciosem dla nielicznej już polonii powojennej. Następne pokolenie miało ten wieczór odebrać jako uroczyste pożegnanie drukowanego pisma. Przyszli wysłuchać okolicznściowe wystąpienie zasłużonego Prezesa Fundacji, Aleksandry Podhorodeckiej, i prelekcję o zaszczytnej historii Fundacji przez wieloletniego redaktora gazety Jarosława Koźmińskiego. Liczyli na prezentację apoteozy osiągnięć wydawniczych Fundacji w formie niezależnej gazety i niezależnych książek które kiedyś odważnie głosiły tę prawdę o rzeczywistości polskiej zakazanej przez reżym komunistyczny, i nawet były w Polsce rozchwytywane.
Problem wieczoru dla tych pokoleń dopiero nastąpił po tych wstępnych prezentacjach, gdy wystąpili kolejno, administrator nowego portalu, Magdalena Grzymkowska-Chuchra, i redaktor Marta Dziok-Kaczyńska, która wręczała nagrody w plebiscycie „Teraz My: polski influencer w UK 2025”. Po zakończeniu zebrania szereg członków Komitetu Honorowego opuściło salę uderzonych jakby obuchem przez konfrontację z nowym światem medialnym. Ukazał im się nieznany świat, młody, pewny siebie, samo określający, kipiący energią. Wydawało się im że w większości nowi gracze medialni i influencerzy byli jakby zapatrzeni w swój własny bliski świat przez ograniczony pryzmat rodziny, psychicznej tożsamości, porad zdrowotnych i szyku najnowszej mody. Był to świat trudny do pojęcia dla starszych działaczy społecznych, jakoby bez parafii, bez szkół polskich, bez POSKu, bez patriotyzmu, a zachwycony swoją działalnością w swoim lokalnym ośrodku polskim, domem rodzinnym czy najnowszą kuchnią.
„Uśmiercili nas,” słyszałem później przy bufecie na parterze Ambasady. „To koniec Polonii,” mówili inni. Nie tego spodziewało się wielu członków Komitetu Honorowego. Choć, jako publicysta i społecznik, nie podzielałem tej pesymistycznej oceny, ale mimo wszystko czułem się tu trochę jak przysłowiowy dinozaur w ogrodzonym parku jurajskim. Widać było, w tym samym czasie, w tej samej sali, przygnębionych weteranów-prezesów poszczególnych organizacji i stowarzyszeń polskich, a obok nich rozpromienionych nowych bohaterów diaspory polskiej, dzierżących w ręku nowo nadane dyplomy PFK potwierdzające ich promieniste pojawienie się w plejadzie polonijnej.
Nikt nie mógł zaprzeczyć że cała prezentacja była świetnie wyreżyserowana, a zakończona występami artystycznymi nowej polonii. Była to wyraźna zasługa zarówno starszego jak i młodszego kierownictwa Fundacji. Tymbardziej bolesny wydawał się cios. Jednakże celem organizatorów nie było ujawnienie wymierających instytucji, a jedynie otwarcie oczu na nadchodzącą przyszłą nową erę w życiu polonii. Przedstawiano młodych rzekomo nieznanych influencerów, wyselekcjowanych yłącznie w wyniku szeregu plebiscytów z udziałem, nie setki odbiorców, ale kilkudziesiąt tysięcy. A więc wcale nie byli oni „nieznani”. Właściwie mieli parokrotnie więcej czytelników niż kiedyś rozpoznawalni autorzy „Tygodnia Polskiego” czy wcześniejszych darmowych miesięczników polonijnych. Na przykład, 6039 odbiorców głosowało na portal Lewisham Polish Centre w kategorii „Życia na Wyspach”, czyli więcej niż aktywnych członków jakiejkolwiek instytucji polskiej w Londynie. Zwycięzcą Nagrody Publicznej, czyli partnerzy „Ula i Olek – Here we go again” uzyskali aż 21,321 głosów poparcia na swój blog. Na polonijne warunki to była zawrotna liczba.
Ale nie jest to tylko sprawa ilości odbiorców w tym nowym świecie wydawniczym. Są tu autorzy książek po polsku i po angielsku, działacze charytatywni, promotorzy języka polskiego, szermierzy współżycia w brytyjskim środowisku multikulturalnym, autorzy porad społecznych i zdrowotnych, zawodowi dziennikarze jak Jakub Krupa, organizatorzy wydarzeń na wielką skalę jak Malwina Kukaj, popularni komentatorzy na Facebooku o życiu Polaków w Anglii jak Aleksandra Fiddler. Tak, są to samo promujące głosy. Lecz są to również głosy rozsądku, wiedzy, humoru, śmiało wyrażające swoje poglądy, bez potrzeby redaktora czy wydawcy, mające autentyczny wpływ na setki, a nawet tysiące, polskich odbiorców. Jest w tych szeregach między innymi, założycielka Uniwersytetu Bzdurologii, Magda Kamińska, czy dwujęzyczny Alan Krzempek mający na Instagramie ponad 111,000 „followersów”, czy autorka kryminalnych powieści Anna Rozenberg, czy Łukasz Pietraszkiewicz, członek Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie. We wcześniejszym świecie czasopism drukowanych, ci internauci mogliby cieszyć nas swoimi regularnymi felietonami, ale nie cieszyli by się wtedy tak wielką jak dziś ilością wdzięcznych odbiorców którzy mogą teraz od razu swobodnie komentować na miejscu ich teksty bez monitorowania przez redaktorów.
Nie oznacza to że jedna polonia nagle wypiera poprzednią. Widzę czwartkowe wydarzenie nie jako stypę czy pożegnanie, a raczej jako ukłon nowych nazwisk skierowany do swoich polonijnych poprzedników. Powinnyśmy być wdzięczni Fundacji Kulturalnej że umożliwiła działaczom istniejących organizacji i fundacji zapoznanie się z tymi nowymi autorami, którzy zapowiadają ciągłość kultury polskiej na tych wyspach. Oczywiście nie wiemy ilu z tych osób przetrwa, jak się będą rozwijać, i czy ich obecny płomienny entuzjazm i energia nie wypalą się z czasem. Nie wiemy do jakiego stopnia widzą siebie jako kontynuatorów literatury emigracyjnej czy dotychczasowych kulturalnych osiągnięć tutejszych Polaków. Ich wkład w społeczeństwo polskie nie podważa równie cennego wkładu powierników istniejących polskich organizacji, czy nauczycieli szkół polskich, czy członków lokalnych komitetów parafialnych, czy osób opiekujących się starszymi lub bezdomnymi. Inne organizacje jak POSK też mają dostęp do tych nowych pokoleń i nowych talentów. Nowo reklamowany Polish Jazz Festival nie przekreśla zasięgu kulturalny poskowego Jazz Cafe. Nic nie zastąpi polskich zespołów teatralnych czy folklorystycznych, zasilanych nowym narybkiem. Wciąż pozostają niezastąpione ośrodki naukowe jak Biblioteka w POSKu, PUNO czy Instytut Sikorskiego. Ale możliwość wprowadzenia nowych talentów ze świata cyfryzacyjnego na szersze wody zorganizowanego polskiego życia społecznego zapewni przetrwanie naszego świata i rozkwit tych instytucji które będą dalej dla nich pożyteczne.
Wiktor Moszczyński (w charakterze prywatnym)
Subscribe to:
Comments (Atom)
