Cykl felietonow wydrukowanych w londynskim "Dzienniku Polskim" i "Tygodniu Polskim"
Wednesday, 4 February 2026
„Teraz My”. Przełomowe wydarzenie czy zasadzka na polonię?
Saturday, 1 March 2025
Czym dla POSKu była wizyta Króla 5 lutego?
Thursday, 7 November 2024
Polemika z prezesem POSKu
Jak mozna uniknac rozlamu w POSKu
Monday, 30 September 2024
Marcin Kalinowski, kandydat na prezesa POSKu
Friday, 23 August 2024
Ratujmy POSK
Saturday, 13 April 2024
Wyklad w Ognisku o ksiazce Chasing Phileas Fogg
W poniedziałek 15go stycznia w salonie na 2 piętrze w Ognisku Polskim odbył się wieczór autorski Wiktora Moszczyńskiego w związku wydaniem jego nowej książki w języku angielskim pt. „Goniąc Phileas Fogga: 80 Dni na Pokładzie Borealis”. („Chasing Phileas Fogg; 80 Days on the Borealis”. ) Autor opisał swoją podróż, wraz z żoną, na pokładzie statku Borealis, trwającą 80 dni, i trzymającą się z grubsza drogi morskiej bohatera książki Verne’go „W 80 dni dookoła świata”. Oficjalnie rejs celebrował 150 rocznicę pierwszego wydania tej książki Verne’go, ale również, na szczeblu osobistym, celebrował 50ą rocznicę ślubu państwa Moszczyńskich. W czasie wykładu autor wyświetlił na ekranie paręset zdjęć z podróży dookoła świata, wyrażając swój podziw i szacunek dla odmiennej kultury i obyczajów przeszło 14 różnych państw położonych na pięciu kontynentach. Zwiedzał m.inn. Egipt, Indie, Singapur, Wietnam, Japonię, Hawaje, Meksyk, Kolumbię czy wyspy karaibskie i o każdym kraju miał odpowiedni komentarz czy anegdotę. Opisał również w książce swoje przygotowania na rejs, nakreślając swoje doświadczenia jako działacz polonijny, nie pomijając swoją pracę w POSKu, Zjednoczeniu Polskim w Wielkiej Brytanii, Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie, czy jako sympatyk i doradca Sceny Polskiej. Książka ma 44 stronic i zawiera 120 kolorowych zdjęć.
Spotkanie w Ognisku zorganizował Związek Pisarzy Polskich na Obczyźnie, z poparciem Instytutu Polskiego w Londynie. Na wstępie, gości przywitał Dyrektor Instytutu Polskiego, Bartosz Wiśniewski, a Regina Wasiak-Taylor, prezes Związku Pisarzy, zaprezentowała dorobek literacki autora. Urywki z książki odczytywała słynna aktorka, Rula Lenska. Było obecnych około 70 słuchaczy, a po wykładzie autora, nastąpiły liczne pytania i sprzedaż książki z dedykacj osobista autora po konkurencyjnej cenie wyłącznie dla uczestników zebrania.
Tuesday, 24 October 2023
I ja tam byłem, i głosy liczyłem
Gdy dotarli w końcu do progu, czekała ich komisja moich kolegów i koleżanek, sprawdzająca nazwiska i paszporty, podzielona alfabetycznie na cztery mini-kolejki. Czasem ludzie przepływali przez ten sprawdzian tożsamości zwinnie, szczególnie w momentach porannych lub wieczornych, a czasem był tłok przypominający stadion futbolowy, choć wciąż trwał spokój i ład. Następnie wyborcy, uzbrojeni już w ogromną płachtę zawierającą listę przeszło 250 warszawskich kandydatów do Sejmu, i dwóch do Senatu, stanęli ponownie lecz cierpliwie w następnej kolejce aby skorzystać z pospiesznie skonstruowanych prywatnych kabin do głosowania. Tam zasiadali spokojnie, albo sami brnąc przez te szeregi nazwisk, albo tworzyli panele rodzinne aby uzgodnić wspólnego kandydata, albo jeszcze dzwonili nawet do znajomych lub krewnych, prosząc o rady, i wyliczając nazwiska kandydatów, jak gdyby były to konie do wytypowania na następny wyścig. Takich scen przy wyborach brytyjskich nigdy nie widziałem. Ci co nie chcieli doczekać się kabiny, bo brakowało tam miejsc, zasiadali sobie na krzesłach z boku, i wypełniali kartę wyborczą opierając się o kolano albo o ścianę.
A potem podchodzili do przezroczystej urny, składając dyskretnie złożone karty do głosowania, często fotografując się nawzajem. Najpiękniejszy widok dotyczył te momenty gdy podchodziły do urny malutkie dzieci, nie sięgające nawet pokrycia tego magicznego pudła, starając się na oczach swoich dumnych rodziców wsadzać te upiorne dokumenty przez tak wąski otwór sięgający powyżej ich głowy. Czułem wtedy jakbym był na jakimś karnawale, a dusza moja śpiewała z wrażenia że wreszcie ocknął się ponownie duch narodu, uśpiony marazmem poprzednich lat.
Po głosowaniu nastąpiło już liczenie. Najpierw uzyskaliśmy statystyki osób głosujących (w naszej komisji akurat 1772) z listy zarejestrowanych wyborców. A potem otwierano urnę i segregowaliśmy, z początku dosłownie na podłodze, karty wyborcze na sejm, na senat i na ten nieszczęsny referendum, który poprzednio niemal jedna trzecia głosujących dobrowolnie odmawiała. A potem przez następne godziny żmudnie liczyliśmy głosy poszczególnych sejmowych list wyborczych, a wreszcie poszczególnych już osób wyznaczonych na tych listach, kończąc na zliczeniu głosów na najpopularniejszego kandydata, który zdobył przeszło jedną trzecią wszystkich oddanych głosów. Liczenie głosów do senatu między dwoma tylko kandydatami było już rzeczą prostą. Ostatecznie w godzinach porannych poniedziałku zostały nam jeszcze głosy na referendum. Choć nie tak liczne jak głosy na sejm i senat, ale jednak bardziej skomplikowane w strukturze bo obejmowały cztery pytania z alternatywą „tak” czy „nie”, z ogromnym urozmaiceniem potencjalnych wyników.
Byliśmy już głodni i chłodni, zasypiając w naszych krzesłach, lub na podłodze, w momentach wymaganego spoczynku. Dyrekcja POSKu dwukrotnie dostarczyła nam ciepłe jedzenie, mimo że w poniedziałki, restauracja i kawiarnia są zamknięte. Najgorszym okresem było wielogodzinne czekanie na potwierdzenie z Państwowej Komisji Wyborczej w Warszawie, którego w końcu nie doczekaliśmy się, bo nasze protokoły zatwierdzone zostały dopiero w około północy i odebrane zostały przez konsulaty. Wyniki wywieszono na drzwiach POSKu dopiero we wtorek. Po tych ciężkich godzinach liczenia i stresu, te sześć czy siedem godzin daremnego wyczekiwania odebrało nam nieco humor.
Wróciłem do domu o 8ej wieczorem w poniedziałek zmęczony ale zadowolony. A liczyłem jeszcze te głosy przez trzy noce we śnie. Ale te sny nie były juz koszmarami. Sama radocha.
Wiktor Moszczynski
Monday, 25 September 2023
Nieświadomy Sojusznik Putina?
Od początku tzw. “dobrej zmiany”, Prawo i Sprawiedliwość systematycznie wprowadzili program dramatycznych zmian w ustroju i w panującej ideologii naszego kraju. Jarosław Kaczyński nie baczył ani na dotychczasowe normy działania w Polsce, ani na opinię światową. Występował z wyraźnym wyzwaniem wobec opinii ekspertów prawnych czy gospodarczych, jak i elit kulturowych i naukowych. Wybrał dla swojego obozu jasną z góry zapowiedzianą politykę przemian, wykonaną nocnymi sesjami w Sejmie z żelazną dyscypliną nad własnymi posłami, z pogardą dla obozów opozycyjnych. Miał poza tym wysubtelnione wyczucie jak trafić do nastrojów mniej zamożnych warstw społeczeństwa polskiego, a szczególnie wiejskiego, nie mającego dostępu do innych źódeł informacji poza państwową TVP. Grał na ich obawach, uprzedzeniach i kompleksach, ubierając je zręcznie w barwach narodowych.
Okrzyknięto prosperującą Polskę jako „kraj w ruinie” i
przekształcono gospodarkę na system roszczeniowy z wrastającym sektorem
upaństwowionym. Wykorzystano bogate rezerwy finansowe, odziedziczone po
poprzednich rządach, na powszechny system nieokiełznanego rozdawnictwa, jak np.
akcja 500 plus. Z początku te posunięcia ożywiały gospodarkę przez wzrost konsumpcji na rynku
wewnętrznym, ale zachwiały nieco wiarę wpływowych agencji ratingowych i
inwestorów zachodnich w efektywność zarządzenia polskiej gospodarki. Kaczyński
i jego pierwszy premier, Beata Szydło, nie przejmowali się tym bo nie znali obcych
języków i opinia światowa ich nie interesowała. Tymczasem monopolizowano krok
po kroku media krajowe, które wszczęły ostrą kampanię nienawiści i pogardy
wobec partii opozycyjnych, niezależnych ośrodków społecznych, i wybitnych
jednostek w świecie kultury i nauki, szanowanych w opinii zachodniej. Oskarżono opozycję o prowadzenie „totalnej
opozycji”, kiedy to rząd prowadził przeciw niej politykę „totalną”. Pozostałe
ośrodki niezależnej prasy czy telewizji, jak choćby TVN, OKO Press czy Gazetę
Wyborczą, zwalczano administracyjnie i w bezustannych pozwach sądowych.
Wprowadzano ogólny element zastraszenia. Kaczyński działał zgodnie z
klasycznymi orwellowskimi wzorcami zcentralizowania władzy i środków
medialnych.
Poprzednie rządy w Polsce miały od 25 lat stały kierunek działania
zapewniający Polsce bezpieczeństwo i rozwój gospodarczy w oparciu o sojusz
transatlantycki, uczestnictwo w ukladach europejskich, i transformację
gospdarki na system wolnorynkowy. Przez okres światowego kryzysu finansowego,
Polska była jedynym państwem europejskim który nie doznał recesji. Polska żyła
zgodnie ze światem demokratycznym, szanująca istniejące układy i z kolei
szanowana jako sojusznik promujący wartosci państw zachodnich, na którym można polegać.
Wojska polskie służyły w Afganistanie i w Iraku. Ambicją ówczesnych rządów był
dostęp do ewentualnego udziału w szczytach światowej grupy G20. Nawet w wypadku
Rosji, Polska początkowo również wgłębiła się we wspólny front demokratycznych
sojuszników liczących na ewentualną pokojową europeizację Rosji drogą wymian
handlowych i kulturowych. Wykorzystano względną wówczas dobrą wolę Rosji aby
założyć i utrzymać cmentarze polskich ofiar stalinowskiego terroru, a
szczególnie miejsc pochówku dla zamordowanych oficerów w Katyniu, Ostaszkowie i
Starobielsku. Wspólnie też uczczono ofiary katastrofy smoleńskiej. Ale cały
czas Polska stała na czele tych państw które ostrzegały kraje zachodnie przed
rosnącymi dążeniami imperialistycznymi Federacji Rosyjskiej i wyraziła gotowość
obrony niezależności Ukrainy.
Po roku 2015 nowe władze w Polsce wzmocniły swoją wrogość
wobec Rosji, ale dolewały oliwy do ognia oskarżając Rosję wręcz o spowodowanie
katastrofy smoleńskiej, w rzekomym porozumieniu z poprzednim rządem polskim. Po
prostu traktowali to oskarżenie instrumentalnie, choć, mimo wszelkich starań,
nie byli w stanie to oskarżenie uzasadnić. Ich celem nadrzędnym była próba
skompromitowania opozycji.
W wypadku państw zachodnich, Polska po roku 2015 wyraźnie
zaczęła zmieniać kierunek. Zaczeło się już w pierwszych miesiącach od rajdu
nocnego na siedzibę NATO w Warszawie, i od całostkowej likwidacji Wojskowych
Służb Informacyjnych, pod pozorem dekomunizacji, choć pzez wiele lat owocnie
współpracowały z sieciami wywiadowczymi na Zachodzie. Szeregi rządowe i ich
media powszechnie potępiały liberalne wartości europejskie, szczególnie
wykpiwając ich podejście do szanowania praw mniejszości i ich uczulenia na
zachodzące zagrożenia wynikające ze zmian klimatycznych. Sam szef MSZ Witold
Waszczykowski wodził rej w prowokacyjnym i niedyplomatycznym wyśmiewaniu
wartości zachodnich. Przypominało to stałą PRLowską propagandę zochydzającą
Zachód i zachodnie ustroje. Od początku, również pod fałszywym hasłem
dekomunizacji, starano się wbrew Konstytucji, podporządkować niezależne
sądownictwo pod kontrolę polityczną ministerstwa sprawiedliwości i wprowadzano
sankcje przeciwko sędziom nie godzącym się na te zmiany. Rządy polskie obrażały
się na ogólnie szanowane instytucje zachodzie gdy te śmiały krytykować aspekty
„dobrej zmiany”, które wyraźnie były niezgodne z tradycyjnymi wartościami
demokratycznymi Zachodu.
Z początku bardziej dyplomatycznie, ale z czasem już w
ostrzejszych tonach, instytucje unijne ostrzegały Polskę przed podważaniem
wspólnie przyjętych norm demokratycznych, a w tym i łamaniu własnej Konstytucji
która tym normom podlegała. Doszło w końcu do tymczasowego wstrzymania dla
Polski należnych jej funduszy na rzecz post-covidowej odbudowy, dopóki do tych
norm nie powrócono. Polska polityka rządowa przemieniła się z czasem w otwartą wojnę
z instytucjami i wartościami europejskimi, często pod pozorem utożsamiania
unijnej Europy z państwem niemieckim. W odróżnieniu od Wielkiej Brytanii,
polski rząd nie ma zamiaru opuścić Unię Europejską. Ale robi wszystko, wspólnie
z autorytatywnym rządem węgierskim, aby podważyć ład europejski od wewnątrz i
zastąpić go swoją ideologią państwa suwerennego z wartościami odmiennymi od
liberalnych. W swoim pierwszym wywiadzie po objęciu funkcji, obecny premier
Mateusz Morawiecki zapowiedział że jego celem jest, po prostu,
„rechrystianizacja Europy”, czyli zastąpienie tradycyjnych państw świeckich
państwami wyznaniowymi. Na ogół rządy zachodnie omijają ambarasujące wyskoki
polskiej dyplomacji, licząc się z tym że ktoregoś dnia polski rząd otrzeźwieje
i powróci do normalnego współżycia z innymi krajami zachodnimi we wspólnym
froncie przeciw Rosji. Prezydenci Obama i Biden traktowali rząd polski z pewnym
dystansem, Tylko za czasów prezydentury Donalda Trumpa ociepliły się stosunki
posko-amerykańskie mimo że ten prezydent gotów był rozwiązać NATO jako
niepotrzebny sojusz, i widział w Putinie partnera do rozwiązania problemów
światowych. Przez długi czas rząd Polski, i ich tuba medialna TVP, nie uznawały
w pełni zwycięstwa Joe Biden’a w wyborach prezydenckich.
Wydaje się że Polska robi wszystko aby zaostrzyć konflikt
nie tylko z sąsiadem wschodnim, ale również i z zachodnim. Nie chodzi tu tylko
o to że Niemcy, jako najsilniejsze i najbogatsze państwo w Unii Europejskiej,
ścisle przestrzega obecne sankcje unijne przeciw Polsce. Rząd i media państwowe
chcą Niemcy zdemonizować w oczach Polaków. Sięgają głeboko wstecz do traumy
narodowej powstałej pod okupacją hitlerowskich Niemiec i sowieckiej Rosji w
czasie Drugiej Wojny Światowej, aby utrzymać stały gorączkowy stan konfliktu z
Niemcami. Mimo poprzednich umów z Niemcami, potwierdzonymi ostatecznie przez
PiSowskiego ministra spraw zagranicznych, Annę Fotygę, że Polska nie ma już
dalszych roszczeń o reperacje ze strony Niemiec za zbrodnie wojenne, rząd
Polski podjął się wystawić rządowi niemieckiemu nierealny rachunek na zawrotną
sumę $1.5trn bez żadnej wstępnej dyskusji. Wykonał to mimo wspólnego
uczestnictwa Polski i Niemiec w poparciu militarnym i finasowym dla Ukrainy.
Robiąc to rząd Polski zaniedbał podobne żądania wobec rządu rosyjskiego z
którym jest w autentycznym konflikcie i który, w odróżnieniu od Niemiec, do
większości zbrodni wobec Polski się nie przyznał. Ten obraźliwy gest wobiec
Niemiec był akt złośliwym i infantylnym w świecie dyplomacji, przynaglonym przede
wszystkim celem ujawnienia rzekomej
niepatriotycznej postawy opozycji w okresie przedwyborczym. To się nie udało,
ale urazy w Niemczech po tym akcie zostały i mogą wzmocnić poparcie dla prawicy
niemieckiej.
Sprawa wygrania nadchodzących wyborów jest w tej chwili
nadrzędną sprawą dla obecnego rządu. Klęska wyborcza może doprowadzić do całej
plejady pozew sądowych za korupcję i za łamanie konstytucji. Polityka
zagraniczna jest tylko instrumentem w walce o utrzymaniu się przy władzy. Ten
nacisk na przetrwanie doprowadził nie tylko do niepotrzebnego konfliktu Polski
z Unią Europejską i z Niemcami, ale do konfrontacji nawet z Ukrainą, którą całe
polskie społeczeństwo wspierało z powodu inwazji rosyjskiej na ich teren. Po
blokadzie czarnomorskich portów ukraińskich przez flotę rosyjską Ukraina
wysyłała przez Polskę masowe ilości zboża do państw trzeciego świata aby
ratować ich przed głodem. Polska mogła stać się intratnym przewoźnikiem tych
towarów przez swój terytorium. Niestety państwowe przedsiębiorstwa zainterweniowały
i skupowały zboże ukraińskie na rynek polski. Spowodowało to słuszny protest
polskich farmerów i to z kolei doprowadziło do odruchowego bojkotu ukraińskiego
zboża na terenie Polski. Ostre wymiany dyplomatyczne między Polską i Ukrainą,
deklaracje premiera Morawieckiego o zaprzestaniu dalszych dostaw broni do
walczącej Ukrainy i brak przywitania między głowami obu państw na konferencji w
nowojorskim gmachu ONZ, a później w Polsce, stało się symptomem patologicznej degradacji obecnej
dyplomacji polskiej. Rzekomy przyjaciel Zelenskiego, Andrzej Duda, porównał
prezydenta walczącej Ukrainy do „tonącego człowieka chwytającego się brzytwy”.
Moskwa te wypowiedzi interpretuje po swojemu. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow,
komentując wywiad Morawieckiego, wyraził przekonanie, że „rozłam między Kijowem
Warszawą i innymi europejskimi stolicami będzie się pogłębiał z czasem”. W
każdym razie te słowa hańbią wizerunek polski w oczach Ukrainy, w oczach
Zachodu i w oczach własnego społeczeństwa.
Do najważniejszych celów polityki Putina, poza ujarzmieniem
Ukrainy, jest rozbicie Unii Europejskiej, podważenie systemów demokratycznych w
zachodniej Europie, konflikt stały między Polską a Niemcami, tryumf Trump’a w
następnych wyborach amerykańskich, i przywrócenie dominacji rosyjskiej nad ich
zachodnimi sąsiadami. Ale dlaczego obecny rząd Polski wyznacza sobie podobne
cele? I czy robi to w naiwności, czy celowo?
Wiktor Moszczyński
Wiktor Moszczyński
Thursday, 27 April 2023
List do Ministra Mularczyka
27 kwiecien 2023
Wp Arkadiusz Mularczyk,
Sekretarz Stanu, Ministerstwo
Spraw Zagranicznych
Przez grzeczność Ambasady RP w
Londynie
Szanowny Panie Ministrze!
Pozwalam sobie jako wieloletni działacz polonijny zajmujący
się promowaniem spraw polskich w Wielkiej Brytanii, skreślić parę uwag odnośnie
kwestii reparacji ze strony Niemiec za agresję na Polskę i zbrodnie z tego aktu
agresji wynikające. Niestety jestem obecnie za granicą, poza Wielką Brytanią, i
nie będę mógł być obecny na spotkaniu Pana Ministra w londyńskim POSKu 28go
kwietnia br., czego szczerze żałuję.
Pańska, jeszcze poselska, inicjatywa spisania,
udokumentowania i obliczenia ilości strat ludzkich, materialnych i
kulturalnych, wynikających z okupacji niemieckiej w naszym kraju, oszacowanych
na 1.5 bilionów dolarów (po ang. $1.5 trillion), jest dużym osiągnięciem dla
świata nauki i dla wiedzy o prawdzie historycznej naszego narodu. Mogłaby być
punktem odnośnym do wielkiej debaty społecznej obejmującej szerokie kręgi
społecezństwa i również ekspertyzy prawnej, naukowej i kulturalnej, jako wstęp
do przedstawienia go do dalszej debaty na forum międzynarodowym. Mam nadzieję
że w przyszłości uda się przygotować podobną listę strat wynikająch z wojennej
okupacji sowieckiej na wszystkich przedwojennych terenach Polski, łącznie ze
skutkiem długoletnich rządów PRL.
Uważam jednak że publiczne przedstawienie Waszego raportu
jako oficjalną deklaracją państwową wymagało nieco więcej uwagi niż jedna
pospieszna debata w Sejmie i Senacie.
Dopiero po wyczerpującej debacie mogła być stać się spopularyzowaną
wersją naszej historii i przedmiotem odpowiednim dla szkół i wyższych uczelni.
Każdy Polak kochający swój kraj, mógłby potem tylko przyklasnąć. I dopiero po
takiej debacie mogłaby by być przedstawiona rządowi niemieckiemu.
Trzeba przyznać że obecny rząd Polski, wyczuł, może bardziej
dokładnie niż jego poprzednicy, kontynuację stałej traumy narodowej,
szczególnie wśród starszych pokoleń, wynikającej ze strasznych zniszczeń i
przeżyć wojennych, i z nieadekwatnych odszkowań dla Polski za te straty
ludzkie, materialne i kulturalne.
Faktycznie, po roku 1990, poprzednie rządy priorytetyzowały
politykę tworzenia państwa nowoczesnego, nie szukającego rewizji żadnych
granic, i patrzącego optymistycznie w przyszłość gospodarczą narodu.
Koncentrowały się na zatwierdzeniu zdrowego ustroju demokratycznego,
znajdującego swoje miejsce w ówczesnym gronie innych państw demokratycznych i
jako suwerennego członka ONZ, starającego się skutecznie o członkostwo
Wspólnoty Europejskiej i NATO. Liczono wówczas na to że nowoczesna Polska,
patrząca z nadzieją w przyszłość, nie będzie wciąż jeszcze obarczona tą traumą
narodową. Oczywiście świadomość tej traumy istniała zawsze. Obchody rocznic tragedii
i bohaterstwa nie zaniedbywano, lecz nie uwzględniano wystarczająco poczucia
niedosytu i braku sprawiedliwości wśród wielu ofiar wojennych, i może nie
przewidziano jak daleko ta rana została jeszcze nie zagojona. Nie mam zamiaru
krytykować tej postawy, ale każda decyzja polityczna ma swóją ujemną
stronę.
Oczywiście pozostaje teraz decyzja co zrobić z tym zebranym
materiałem w realnym świecie politycznym. Na pewno, po adekwatnej debacie
wewnętrznej w szerokich kręgach społeczeństwa polskiego, koniecznością było
przedstawić taki raport rządowi niemieckiemu i światu naukowemu w Niemczech,
jak również upowszechnić go w sąsiednich i sojuszniczych państwach, jak np.w
Izrealu, Austrii czy Stanach Zjednoczonych, a nawet w Rosji. Myślę że próba
zwrotu zagrabionych z Polski dóbr kulturalnych znajdujących się obecnie w
Niemczech powinno być pierwszym punktem działania. Jest to cel, który przy
dobrej woli niemieciej, może być szybko zrealizowany. Natomiast odzyskania
odszkodowań materialnych na skali państwowej, czy dla osób indywidualnych lub
instytucji, zarówno polskich i żydowskich, leży już w domenie politycznej,
prawnej i moralnej, biorąc pod uwagę znaczenia dotychczasowych umów podpisanych
przez ówczesne przedstawicielstwa obydwu państw, niezależnie od tego czy te
przedstawicielstwa było tym krajom narzucone z góry, czy nie.
Obecnie państwo niemieckie jest naszym sojusznikiem w NATO,
szczególnie w kwestii agresji rosyjskiej wobec Ukrainy. Jest partnerem w Unii
Europejskiej, i sąsiednim narodem związanym z Polską wieloma niciami zarówno
dyplomatycznymi, gospodarczymi, kulturalnymi czy rodzinnymi. Przeszło milion
Polaków pracuje, prosperuje i płaci podatki w Niemczech. Republika Federalna
uznaje nasze obecne granice, narzucone, pamiętajmy, obu państwom przez Stalina,
liczącego na to że tylko on będzie gwarantorem uznania granicy między
skłóconymi między sobą w przyszłości państwami. Zarówno obecny rząd niemiecki,
jak i społeczeństwo niemieckie, uznają winę narodu niemieckiego za zbrodnie
popełnione w Polsce i innych terenach Europy, biorą udział oficjalnie w naszych
rocznicach i obchodach z okresu wojennego gdy ich zapraszamy, i płaciły prawnie
należną kompensację zgodnie z umowami podpisanymi między obydwoma państwami.
Również wypłacało chojne odszkodowania wielu indywidualnym Polakom zamieszkałym
poza granicami Polski. Wiemy że to nie jest wystarczającą rekompensatą dla
Polski i jej mieszkańców, ale umowy podpisane przedtem w naszym imieniu
dotychczas uniemożliwiały pełniejszą reparację.
Nasz stosunek do państwa niemieckiego powinien mieć inne
wymiary. Jest to okres kiedy rząd polski powinien mieć jak największy wpływ na
wewnętrzną debatę w Niemczech na temat przyszłości udziału Niemiec w pomocy dla
Ukrainy i na temat ich roli w Unii Europejskiej. Dyplomacja niemiecka jest na
epokowym zakręcie porzucając kierunek politycny wobec Rosji kanclerza Angeli
Merkel. Polska powinna utrzymywać nacisk na opinię publiczną i na ministrów w
Niemczech w utrwaleniu nowej polityki poparcia dla Ukrainy. Uważam że jest to
jeden z najważniejszych priorytetów polskiej racji stanu. Trzeba więc się
zastanowić czy obecny rząd Polski ma odpowiedni autorytet w korytarzach władzy
czy w mediach niemieckich aby taką rolę odegrać.
Obawiam się że nie. Sposób przekazania noty o reparacjach
przez szefa MSZ, a później przez prezydenta RP, były wyjątkowo lekceważące dla
tak strategicznego sojusznika i nowoczesnego demokratycznego państwa. Również
zaskakujący był termin złożenia noty wymagającej tak zawrotną sumę gdy rząd
niemiecki zmaga się z kryzysem energetycznym wynikającym z utraty zakupu gazu i
ropy naftowej z Rosji. Takie zachowanie mogło zadowolić tylko rząd rosyjski,
spadkobiercę Stalina, który ucieszył się że tak kluczowe państwa w koalicji
pro-ukraińskiej wchodzą w konflikt egzystencjalny.
Reakcja niemiecka na notę polską była negatywna, bo przy
takim podejściu z Polski, jak mogło być inaczej? Polska dyplomacja nie powinna
była nigdy podstawić władzom niemieckim precedens aby znaleść powód do tak
kategorycznej odmowy dalszych reparacji. Ta nieforunna wymiana not zamyka
obecnie drogę do wszelkiej dalszej dyskusji bilateralnej na ten temat. Polska
strona tak zadziałała jakby nie chciała uzyskać pozytywnej odpowiedzi, i jakby
chciała sprowokować tą odmowę.
Tym samym ten sposób przekazania noty podważył również całą
wartość tej pracy którą Pan Minister, jeszcze jako poseł, podejmował,
przygotowując ten cenny dokument. Media polskie i zagraniczne podejrzewały że
rząd wcale nie zwracał uwagi na efekty przekazania takiej noty na rząd czy
opinię publiczną w Niemczech i że celem sprawy reparacji było rozbudzenie
społecznych emocji i pogłębianie
wewnętrznej polaryzacji politycznej w naszym państwie, z myślą o wygraniu
następnych wyborów parlamentarnych. Taki właśnie pogląd w sondażach wyraziło
wówczas 68% polskiego społeczeństwa.
Pański oryginalny raport i rachunek, jak i dalsza dyskusja
na ten temat z narodem niemieckim, mógł był być punktem zwrotnym w zagojeniu
tej powojennej traumy w społeczeństwie polskim. Tymczasem stał się powodem do
pogłębienia jej przez upolitycznienie krzywdy narodowej.
Wiadomo, że przy najlepszej woli, ani Niemcy, ani żaden inny
kraj, nie byłyby w stanie zapłacić teraz takiej sumy. Ale przez dialog można
było uzyskać deklarację o naturze moralnej zapowiadającej jakąś formę
potencjalnych dalszych reparacji w przyszłości. Nie może teraz nastąpić taki
dialog w tej sprawie z Niemcami, jeżeli rząd Polski sam nie podejmuje dialogu,
a tylko prowadzi politykę deklaratywną. To podejście uniemożliwia nawet wstępne
kroki dialogu na temat reparacji kulturalnych.
Dlatego proponowałbym aby rząd Polski odłożył na przyszłość
dalsze noty dyplomatyczne i politykę megafonową w sprawie reparacji, przekazując inicjatywę w
tej sprawie Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego i Instytutowi Pamięci
Narodowej. Zamiast tego powinien podjąć zasadnicze kroki w wsparciu tych
polityków i mediów niemieckich którzy mają zamiar ofiarować Ukrainie pełnego
wsparcia politycznego i militarnego.
Słusznie trzeba docenić i uszanować niewyczerpane wciąż po
75 latach poczucie niespłaconego długu za cierpienia narodu polskiego w okresie
wojennym, ale nie może to być powodem aby historyczne tragedie miały dyktować
kierunek przyszłej polskiej polityki zagranicznej która byłaby nie zgodna z
polską racją stanu.
Łączę wyrazy poważania
Wiktor Moszczyński
Wednesday, 8 February 2023
Historia powstania Stowarzyszenia Przyjaciół Polskich Weteranów

Genezą Stowarzyszenia Przyjaciół Polskich Weteranów był
zjazd 15 aktywnych wówczas Zarządów Kół Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w
Wielkiej Brytanii (SPK WB), zwołany 21 lipca 2012 roku w Leicester. Prezesi i
członkowie omawianych 15 kół kategorycznie zaprotestowali przeciwko planowanej likwidacji starego Stowarzyszenia
przez ówczesnego Zarządu głównego SPK WB w Londynie. Plan zamknięcia powstał 2
lata wcześniej na Walnym Zjeździe SPK WB, który przeprowadził uchwałę o rozwiązaniu wszystkich Kół SPK i
zawłaszczeniu ich majątku z kąt bankowych i depozytów. Niektóre Koła były
bogate bo mieściły się we własnym Domu Kombatanta i prowadziły swoją działalność
gospodarczą. Po likwidacji ich Koła i sprzedaży Domów fundusze miały być
przekazane bezpośrednio do działu gospodarczego Polish ExCombatants Association
in Great Britain Trust Fund (po polsku znaną jako Fundacja SPK WB), mieszcząca
się w polskim Londynie.
Niepoprawność decyzji Walnego Zjazdu WB, zatwierdzającego
uchwałę likwidacji SPK i sprzedaży Domów Kombatanta, polegała na tym że użyto
głosy nieistniejących już Kół SPK ażeby przegłosować istniejące. Według
uczestników, środowiska które wciąż chciały działać dla dobra swoich
zrzeszonych oddanych działaczy przegrały jednym tylko głosem.
Organizatorzy Zjazdu w Leicester przygotowali równolegle
petycję składającą się z 873 indywidualnych podpisów, czyli 63% działających
członków ówczesnego SPK WB, domagając się zwołania Nadzwyczajnego Walnego
Zjazdu SPK WB, na którym pragnęli złożyć wniosek o wotum nieufności Zarządowi
Głównemu SPK WB. Władze główne SPK WB nie przyjęli tej petycji. Natomiast pod
przykrywką zebrania roboczego w październiku roku 2012, Zarząd Główny
przeprowadził ostateczną uchwałę o likwidacji zasłużonej kombatanckiej
organizacji, która od roku 1946 masowo reprezentowała byłych Żołnierzy Polskich
Sił Zbrojnych na Zachodzie, ich rodzin i sympatyków. Koła niezależne nie brały
udziału w wyżej wymienionym zebraniu.
Pomimo utraty i braku funduszy niezależne Koła SPK
zdecydowały ukonstytuować się jako niezależna organizacja będąca kontynuacją
pamięci o historii Polskich Sił Zbrojnych.
15 maja 2013 w Companies House została zarejestrowana nowa
organizacja, jeszcze wtedy pod roboczą nazwą SPK Limited, która później
przekształcona została w obecną organizację Stowarzyszenie Przyjaciół Polskich Weteranów. Następstwem
rejestracji 13 lipca tego roku zwołany został Pierwszy Zjazd przyszłego SPPW,
który przyjął tymczasową nazwę SPK Limited. Uchwalono na nim statut którego
cele określono jako zespolenie wszystkich byłych członków kół SPK w dziedzinie
ideowej, dotyczącej zachowania wiernej pamięci o weteranach Polskich Sił
Zbrojnych na Zachodzie, i szerzenie, wśród Polaków i wszystkich innych
narodowości, prawdy historycznej o wkładzie i chwalebnym udziale Polskich Sił
Zbrojnych w ostatniej wojnie światowej. Przewodnim hasłem nowej organizacji był
epitafium pod pomnikiem PSZ w Arboretum, „Będziemy ich pamiętać dzisiaj, jutro,
na zawsze. Oni umierali w służbie swego Kraju, będziemy pamiętać!” Prezesem
Honorowym organizacji został major (później płk) Otton Hulacki, zesłaniec i
uczestnik Bitwy pod Monte Cassino. Wielkim swoim osobistym doświadczeniem i
dużym wachlarzu przeżyć wojennych, major Hulacki poparł inicjatywę niezależnych
Kół SPK. Należy tu podkreślić, że Otton Hulacki przez szereg lat sprawował
władzę w Zarządzie SPK WB, był przedstawicielem Zarządu Głównego. Jednak nie
poparł uchwały o likwidacji SPK i przekazaniu całego ich majątku na Fundację
SPK. W styczniu 2022 roku płk Otton Hulacki świętował setne urodziny.
Powstanie nowej organizacji, przyszłej SPPW, odbywało się w
napiętej atmosferze obejmującej całe starsze polskie społeczeństwo w Anglii i
Szkocji. Przy ognistych polemikach w prasie polonijnej i innych mediach
opisywano często o dramatycznych wypadkach nie dopuszczenia sztandarów Kół SPPW
do londyńskiego kościoła, i wykluczania byłych członków SPK z Domów Kombatanta
czyli siedzib SPK, jak było w Glasgow, Leicester, Peterborough czy Bristol.
A w tym samym czasie poszczególne Koła nowej organizacji
rozwijały swoją działalność. Organizowały co roku na swoich terenach Święta
Żołnierza, Święta Odzyskania Niepodległości, uroczyste opłatki dla swoich
członków i rodzin, wspomagały sobotnie szkoły i harcerstwo. Składały hołd
ofiarom zbrodni katyńskiej i współpracowały z lokalnymi oddziałami Royal
British Legion w pochodach na Remembrance Sunday. Często koła wspierały się
nawzajem, organizując na przykład wspólne obchody katyńskie w Bristolu czy
Cannock Chase (przy Kole w Wolverhampton), i wspólne obchody Święta Żołnierza w
Bradford. Nowa organizacja została zaliczona jako organizacja kombatancka przez
Urząd do Spraw Kombatantów i Ofiar Represji w Warszawie. W Londynie SPPW przez
szereg lat stało się organizatorem udziału Polaków w corocznym przemarszu przed
Cenotaf organizowanego przez Royal British Legion i ukazywało sie w programach
BBC.
4go października 2014 odbył się kolejny Zjazd w Leicester
obejmujący 25 delegatów z 14 kół , na którym zatwierdzono dotychczasową
działalność Zarządu. Wybrano ponownie istniejące władze, które miały za zadanie
dojść do porozumienia z Fundacją SPK w sprawie prawnej własności do użycia
nazwy i logo SPK.
Wreszcie w 2016 roku doszło do sesji mediacyjnej,
organizowanej przez brytyjskie Biuro Własności Intelektualnej (IPO), pomiędzy
Fundacją SPK a Kołami niezależnymi używającymi wówczas jeszcze roboczą
zarejestrowaną nazwę SPK Limited. Oficjalnie wtedy nasza organizacja przejęła
nową nazwę Stowarzyszenie Przyjaciół Polskich Weteranów (SPPW), a po angielsku
Friends of Polish Veterans Association i zatwierdziła tą decyzją na nadzwyczajnym
Zebraniu w Londynie 27go lutego 2016.
Pierwszy uroczysty Zjazd organizacji już pod stałą nową
nazwą Stowarzyszenie Przyjaciół Polskich Weteranów miał miejsce w Luton 14 go
października 2017 roku. Była na nim obecna przedstawicielka Urzędu do Spraw
Kombatanckich i Osób Represjonowanych. W Zjeździe uczestniczyli delegaci
reprezentujący 9 Kół SPPW. Przedstawiciele zarządów Kół potwierdzili
dotychczasową działalność poszczególnych Kół na terenach w Anglii i Szkocji i
uchwalili nowy statut SPPW zastępujący o podobnym słownictwie statutu SPK
Limited. Zjazd upoważnił Zarząd SPPW do udziału w mediacji prawnej z Fundacją
SPK tym razem w sprawie rozstrzygnięcia przyszłości sztandarów SPK przy poszczególnych
Kołach.
W lipcu 2018 roku SPPW Southampton zaprojektowało przepiękne
godło dla wszystkich Kół SPPW, który przyjęły to jako oficjalne logo
organizacji. Jest ono w kształcie orła białego na tle białoczerwonej tarczy
opartej o dwie szable.
W listopadzie tego roku koła SPPW złożyły stare
organizacyjne sztandary SPK w Instytucie Polskim i muzeum im. Gen Sikorskiego.
Po przekazaniu starych sztandarów Zarządy Kół SPPW indywidualnie składały zamówienia
w Polsce na wykonanie nowych sztandarów z nowym godłem SPPW i nazwą
miejscowości w której działa Koło SPPW. W następnych miesiącach odbywały się poświęcenia
sztandarów w różnych ośrodkach.
30 września 2020 roku, SPPW, w ramach oszczędności,
wyrejestrowało się z Companies House i od tego dnia każde Koło pozostaje na
własnym rozrachunku.
11 maja 2019 roku, w porozumieniu z Royal British Legion,
Italy Star Association i Polish Heritage Society, koła SPPW wzięły czynny udział
w organizowaniu 75 tej rocznicy czterech bitew o Monte Cassino w National
Arboretum w Staffordshire. W tych obchodach uczestniczyli polscy weterani
Drugiego Korpusu, łącznie z weteranami brytyjskimi, hinduskimi, francuskimi i
innymi. Po głównych obchodach, Zarządy Kół Stowarzyszenia Przyjaciół Polskich
Weteranów z Bradford, Oldham, Southampton, Manchester i Kirkcaldy złożyli
wspólnie hołd ze swoimi nowymi sztandarami pod pomnikiem Polskich Sił Zbrojnych
w Arboretum.
Przez następne 2 lata działalność Kół była utrudniona przez
pandemię Covid-19, ale większość Kół z czasem dopasowała sie do działalności
zdalnej, opartej na najnowszej technologii informatycznej. Ale w świadomości że
nie wszystkie Koła były zdolne do łączności w internecie, następny Walny Zjazd
odłożono do roku 2022, kiedy groźba covidu-19 już znacznie zmalała. Drugi Walny
Zjazd SPPW miał więc miejsce 14 maja 2022 w Luton. Obecni byli delegaci z 6-iu
najbardziej czynnych Kół. Wyrażano poparcie dla zmagań Koła SPPW w Kirkcaldy w
próbie zakupu Domu Polskiemu, w którym dotychczas urzędowali jeszcze od czasów
gdy istniało tam Koło SPK. Zjazd wybrał nowego prezesa SPPW, kol. Alicję Łapicką która zapowiedziała większe
uaktywnienie Zarządu, możliwość wspólnych wycieczek i wprowadzenie strony
internetowej dla krajowej organizacji SPPW.
SPPW wkracza odważnie do następnej dekady swojej zaszczytnej
działalności społecznej i wychowawczej na terenie Wielkiej Brytanii.
Wiktor Moszczyński
Krystyna Dereszewska
Prezes SPPW (przedtem SPK Limited) 2012-2022 Skarbnik SPPW 2012-2022
Dla nowej strony internetowej Stowarzyszenia Przyjaci Polskich Weteranow 08.02.2023
Friday, 9 December 2022
Haniebna Rocznica

Równo sto lat temu, 16 grudnia 1922, miała miejsce najbardziej
hańbiąca dla Polski zbrodnia w jej dziejach nowoczesnych.
Po odzyskaniu niepodległości i po wywalczeniu swoich granic,
Polska przygotowywała się na okres pokojowego rozwoju w strukturze
demokratycznej określonej w nowej tzw. marcowej konstytucji z roku 1921. Ale ta
konstytucja zawierała kompromis oparty na osłabieniu władzy wykonawczej, a
szczególnie w ograniczeniu uprawnień prezydenta, i na uzależnieniu kierunku
państwa od Sejmu i umów jego stronnictw. Konstytucja była wymierzona przeciw
jednej mocnej osobowości jakim był Józef Piłsudski, który jako dotychczasowy
Naczelnik państwa posiadał mocniejsze uprawnienia z których korzystał. Wrogom
Piłsudskiego nie chodziło tylko o obawy personalne potencjalnej dyktatury
Piłsudskiego, ale również o ideologiczną
konfrontację dwóch konkurujących ze sobą koncepcji państwa polskiego.
Koncepcja Piłsudskiego oparta była na odtworzeniu Polski
przedrozbiorowej, wielonarodowej, skupiającej mniejszości które, pod patronatem
polskim, mogą się bronić skutecznie przed imperializmem rosyjskim, niezależnie
czy carskim czy bolszewickim. Było to pojęcie federacyjne w której znalazło by
się miejsce dla Ukraińców, Białorusinów, Niemców, Żydów, Litwinów i innych
mniejszości na zasadzie pełnego równouprawnienia. Piłsudski, może nieco
naiwnie, liczył na to że taki układ narodowościowy zabezpieczy zewnętrzne
bezpieczeństwo i wewnętrzny spokój na tle narodowościowym, religijnym i
kulturalnym. Była to koncepcja nieco
archaiczna, która była mylnie odczytana przez państwa zachodnie jako forma
polskiego imperializmu. W praktyce nie była strawna też dla wielu tych
narodowości które znalazły się w ostatecznych granicach Polski po podpisaniu
traktatu ryskiego, lub zdecydowały na pełną suwerenność, jak akurat Litwini. Po
traktacie ryskim, musiały zmagać się z potencjalną polonizacją w Polsce i
rusyfikacją w Rosji Sowieckiej. Dlatego jego koncepcja stała się z czasem coraz
mniej realistyczna.
Ta koncepcja była również nie do przyjęcia dla obozu
narodowościowego, zwanego wówczas pod nazwą Narodowej Demokracji (endecy). Ich
główny ideolog, Roman Dmowski, miał inną o dużo bardziej nowoczesną na te czasy
koncepcję polskiego państwa narodowego, w której inne mniejszości poddane
byłyby ewentualnej asymilacji, albo wyparcia. W ówczesnych granicach ilość
etnicznych Polaków wynosiło zaledwie 70%. Istnienie około 6 milionów Ukraińców
i 1,5 miliona Białorusinów żyjących na wschodnich terenach, i około 3 miliony Żydów
i 1 milion Niemców rozproszonych po całym kraju, było dla endeków powodem
niepokoju, a nie dumy. Wrogość tego obozu politycznego wobec tych mniejszości
narodowych, a przede wszystkim wobec Żydom, zapowiadało stałe wewnętrzny
konflikty na tle narodowościowym i politycznym. Antysemityzm był stałym wątkiem
dużej części Polaków w tym czasie, podżegany na tle religijnym, kulturalnym i
gospodarczym, szczególnie w bardziej prymitywnych terenach wiejskich i małych
miasteczkach. Właśnie ta obawa że naród polski zostanie w jakiś sposób
wynarodowiony przez te mniejszości narodowe był powodem dlaczego negocjatorzy
polscy traktatu ryskiego, chcieli nawet zmniejszyć ilość terenów ukraińskich i
białoruskich na wschodzie znajdujących się pod władzą polską. Na tej zasadzie
delegacja polska odmówiła przyjęcia wewnątrz granic Polski Mińska, okupowanego
już przez wojsko polskie.
Roman Dmowski pisał wówczas „Państwo może stworzyć tylko
naród zdrowy, silny, liczny, spójny i silnie do swej odrębności przywiązany.
Państwo polskie stworzy przede wszystkim naród polski, z rdzennej polskiej
ludności złożony, polską żyjący kulturą.” Dla wielu narodowców Piłsudski i
partie lewicowe były widziane jako wrogowie takiego spójnego jednonarodowego
państwa, gotowi rzekomo poddać Polskę interesom obcych mocarstw i zmyślonym
konspiracjom masońskim i żydowskim. Ten zasadniczy konflikt o przyszłość Polski
stał się podłożem dramatu wyborów prezydenckich i zamordowania prezydenta w
grudniu 1922.
Były to wybory na pierwszego prezydenta nowej Rzeczpospolitej
Polski. Ogólnie przyjęto że kandydatem z największą szansą wygrania wyborów był
sam Józef Piłsudski. Endecja wystawiła przeciwko niemu demonstracyjną
kandydaturę ziemianina Maurycego Zamoyskiego, który był oponentem proponowanych
wówczas reform rolnym. Wiedziała że kandydaturę Piłsudskiego Zamoyski nie
pokona. Dwa główne stronnictwa ludowe też nie mogły poprzeć Zamoyskiego. PSL
„Piast” zgłosiło na kandydata, Stanisława Wojciechowskiego, a PSL „Wyzwolenie”,
Gabriela Narutowicza. Ale marcowa konstytucja przeznaczała prezydentowi rolę
niemal tylko ceremonialną, podobną do roli króla Wielkiej Brytanii. Piłsudski
wycofał więc swoją kandydaturę i poparł kandydaturę Wojciechowskiego, który
został wówczas faworytem na wygranie wyborów.
9 grudnia doszło do głosowania w Zgromadzeniu
Narodowym. W pierwszych trzech
głosowaniach odpadli kandydaci z mniejszą ilością głosów. W głosowaniu czwartym
głosy mniejszości i socjalistów skierowane zostały do Narutowicza, na skutek
którego odpadła kandydatura faworyta Wojciechowskiego. Ku ogólnemu zdumieniu
społeczeństwa, a szczególnie endecji, w ostatecznym piątym głosowaniu Zamoyski
uzyskał 227, a Narutowicz 289. Narutowicz, liberał, wybitny inżynier żyjący
wiele lat w Szwajcarii, a ostatnio polski minister spraw zagranicznych, został
ogłoszony prezydentem. Piłsudski, choć zaskoczony tym wynikiem, przyjął go
pozytywnie, bojąc się jednak o rozwścieczone nastroje społeczne.
Natomiast prawica nie chciała przyjąć do wiadomości
niespodziewany wynik wyborów i wpadła w histeryczny szał nienawiści i negacji,
podobnej do reakcji Donalda Trumpa na wyniki wyborów w roku 2020. Gazety
prawicowe oskarżały Narutowicza że jest wrogiem polskiego narodu, kosmopolitą,
masonem, „sprzyjającym międzynarodowemu żydostwu”, a jego wybór głosami mniejszości
był, w słowach redaktora Stanisława Strońskiego, „wyzwaniem rzuconym narodowi
polskiemu” i „zaporą”. Zapowiadano że „popłyną rzeki krwi”. 10 grudnia
wszystkie gazety endeckie opublikowały oświadczenie podpisane przez przywódców
obozów prawicowych, m. inn. przez Wojciecha Korfantego, przywódcy trzeciego
powstania śląskiego, byłego posła do sejmu austriackiego i wybitnego
parlamentarzysty, Stanisława Głąbińskiego, negocjatora traktatu ryskiego,
Stanisława Grabskiego, członka wojennego Komitetu Narodowego w Paryżu, Mariana
Seydy, i innych polityków prawicy, domagające się rezygnacji Narutowicza. To
tak jakby pewna część założycieli wolnej Polski, w frustracji i poniesionym
gniewie, chciała teraz tą Polskę pogrzebać. Zaskaujące jak łatwo takie autorytety
moralne zamieniły się w naganiaczy nienawistnych tłumów i prawicowych bojówek.
11 grudnia miało odbyć się zaprzysiężenie nowego prezydenta
w Sejmie. W ostaniej chwili premier Julian Nowak wycofał się z akomponowania
prezydentowi w podróży. Prawicowe tłumy, wzburzone propagandą prawicową i
chęcią zniszczenia tej „zapory”, starały się powstrzymać przyjazd nowego
prezydenta do Sejmu, obrzucając jego otwartą karocę błotem i brudnym śniegiem,
blokując nawet w pewnym momencie jego drogę barykadą. Policja stała szpalerem
salutując ale w ogóle nie ruszając się aby obronić prezydenta. Prezydent
wykazał wielką odwagę i zimną krew. Prawicowa opozycja zbojkotowała sesję
przysięgi, a bojówki prawicowe starały nie dopuścić posłów centrum i lewicy do
sejmu. Na pomoc tym ostatnim przybyły demonstracje i bojówki PPS. Na Placu
Trzech Krzyży odbyła się strzelanina na skutek którego zginął jeden robotnik. W
końcu Narutowicz złożył przysięgę zgodnie z konstytucją. Na ulicach Warszawy i
innych miast, demonstracje odbywały się dalej, domagające jego ustąpienia z
urzędu. W demonstracji protestacyjnej gen Józef Haller, bohater Armii
Błękitnej, przemawiał z własnego balkonu o „sponiewieranej Polsce” i nawoływał
do kontynuowania protestów. „Odruch wasz jest wskaźnikiem, iż oburzenie narodu,
którego jesteście rzecznikiem, rośnie i wzbiera jak fala! O ile obecny odruch
stolicy nie będzie słomianym ogniem – zwyciężymy!” Prezydent dostawał liczne
anonimy grożące śmiercią. Wydawało się że wojna domowa wisiała na włosku.
12 grudnia Narutowicz postarał powołać nowy rząd w
porozumieniu ze wszystkimi partiami w Sejmie, ale Głąbiński, w imieniu
narodowców, odmówił udziału i domagał się dalej jego rezygnacji. Trwały więc
rozmowy do powołania rządu pozaparlamentarnego. Tekę spraw zagranicznych Narutowicz
ofiarował byłemu konkurentowi Zamoyskiemu.
16 grudnia prezydent Narutowicz otwierał wystawę w
warszawskim Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych. W czasie wizyty w galerii
obrazów prezydent został postrzelony trzy razy przez malarza Eligiusza Niewiadomskiego.
Rany okazały się śmiertelne. W popłochu, gdy spanikowany tłum opuścił budynek,
butny zamachowiec stanął w miejscu dumnie oczekując aresztowania przez służby
bezpieczeństwa. Gdy do niego architekt
Witkiewicz zawołał „Jak mógł Pan podnieść rękę na pierwszego obywatela
Polski?”, krzyknął „Za pieniądze żydowskie wybranego!”. Obecny na Zachęcie,
gen. Haller zareagował obojętnie, ale poseł socjalistyczny zawołał do niego
„Krew ta spada na Twoją głowę.” Pojedynkowali się potem.
Okazało się że Niewiadomski działał samowolnie, bez
niczyjego nakazu. Widział siebie, nie jako zbrodniarza, ale oswobodziciela.
Działał w nienawiści pobudzonej przez polemistów prasy narodowej, jak Stanisław
Stroński i ks. Kazimierz Lutosławski. Na krótko ucichło w prasie prawicowej i
odsunięto się od czynu Niewiadomskiego. „Ciszej nad tą trumną,” nawoływał
Stroński, obawiając się moralnego odwetu, a nawet fizycznego, ze strony lewicy
i piłsudczyków. Faktycznie, warszawska PPS, w porozumieniu z grupą piłsudczyków
i byłych działaczy POW, szykowała sie na wielki odwet, który pogłębiłby dalszy
rozlew krwi, a nawet stworzył możliwy pucz.
Na szczęście, Ignacy Daszyński, przywódca krajowy PPS, w
płomiennym przemówieniu namówił socjalistów do powstrzymania się od odwetu, a
marszałek sejmu Maciej Rataj, w porozumieniu z Piłsudskim, powołał nowy rząd z
premierem generałem Władysławem Sikorskim, który wprowadził stan wyjątkowy,
obsadzając wojskiem ulice i główne obiekty państwowe. Zagroził użyciem wojska
„nie rozróżniając niewinnych od winnych.” Nastąpił tymczasowy spokój. Cztery
dni po śmierci jednego prezydenta, wybrano jego następcę, Stanisława
Wojciechowskiego, i to tą samą różnicą głosów co poprzednio. Wynik przyjęto tym
razem bez dalszych ekscesów.
Ale skutki tej zbrodni, obciążające polskie elity, były dla
Polski bardzo niekorzystne. Po pierwsze, Piłsudski był tak roztrzięsiony
zamachem na Narutowicza, że stracił ostatecznie zaufanie do ustroju
politycznego w którym stronnictwa polityczne mogły w tak nieodpowiedzialny
sposób zarządzać krajem i paraliżować skuteczność władzy wykonawczej. Nienawiść
jego szczególnie było skierowana wobec działaczy endeckich. Najpierw osunął się
od władzy, a potem siłą ją odebrał, organizując udany zamach majowy w roku
1926. Zarówno zabójstwo pierwszego prezydenta, jak i zamach majowy, obniżyły
prestiż Polski w szeregach państw demokratycznych i uzależniały ją coraz
bardziej od współpracy z państwami rządów bardziej autorytarnych. Było to
dodatkowym przyczynkiem do osamotnienia Polski w roku 1939.
Drugim ujemnym skutkiem zbrodni był brak obywatelskiej
odpowiedzialności za ten czyn. Sam zamachowiec Niewiadomski, postawiony przed
sądem, skazany został na rozstrzelanie, ale po jego płomiennej mowie na sali
sądowej, okrzyczany został w prasie prawicowej jako męczennik i bohater
narodowy. Biskupi apelowali aby jednak kościoły nie organizowały mszy żałobne
za zbrodniarza. Daremnie. Mogiła
Niewiadomskiego na Powązkach przez wiele lat zasypywana była kwiatami. Poza
Niewiadomskim, nikt inny z przywódców prawicowych nie poniósł żadnych
konsekwencji prawnych. Korfanty, Głąbiński, Stroński, Haller, Seyda nie
stracili poszanowanie w swoich szeregach partyjnych, a nawet, z czasem, w
szerszym społeczeństwie. Stroński, Haller i Seyda służyli w rządzie
emigracyjnym generała Sikorskiego. Na emigracji Stroński był przez wiele
prezesem Związku Pisarzy Polskich; Hallera pamiętam otoczonego nimbem
legendarnego bohatera, modlącego się każdej niedieli w pierwszej ławce w
kościele na Ealingu. Ich autentyczne zasługi dla Polski zaćmiły w pamięci
Polaków ich rolę w najbardziej haniebnej zbrodni Drugiej Rzeczypospolitej.
A ta nienawiść wobec przeciwników politycznych i ślepy
nacjonalizm wciąż ujawniają się jak upiór przeszłości w dzisiejszej Polsce, a w
postaci Pawła Adamowicza, prezydenta miasta Gdańsk, widzieliśmy już pierwsze
ofiary. Oby nie było ich więcej.
Wiktor
Moszczyński
Tydzien Polski 16.12.2022







