Wednesday, 4 February 2026

„Teraz My”. Przełomowe wydarzenie czy zasadzka na polonię?

W czwartek 28 stycznia tradycyjne elity polonii brytyjskiej przybyły licznie do Ambasady RP na jubileuszowy obchód 75-lecia Polskiej Fundacji Kulturalnej. Spodziewano się przeglądu dotychczasowej działalności i dorobku Fundacji od czasu przejęcia Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza z rąk porzuconego przez aliantów rządu emigracyjnego do powstania nowego masowego portalu społecznego „My.Polska”. Można by powiedzieć że była to techniczna podróż od Gutenberga do internetu; a polityczna od zgliszcz po-jałtańskich do dzisiejszej multimedialnej kakofonii. W skład członków Komitetu Honorowego zaproszeni zostali luminarze świata politycznego i medialnego w Polsce i sama śmietanka tradycyjnych organizacji polonijnych na terenie Wielkiej Brytanii. Wiedzieli że w pierwszych dniach stycznia wydany został ostatni numer „Tygodnia Polskiego”, co było wielkim ciosem dla nielicznej już polonii powojennej. Następne pokolenie miało ten wieczór odebrać jako uroczyste pożegnanie drukowanego pisma. Przyszli wysłuchać okolicznściowe wystąpienie zasłużonego Prezesa Fundacji, Aleksandry Podhorodeckiej, i prelekcję o zaszczytnej historii Fundacji przez wieloletniego redaktora gazety Jarosława Koźmińskiego. Liczyli na prezentację apoteozy osiągnięć wydawniczych Fundacji w formie niezależnej gazety i niezależnych książek które kiedyś odważnie głosiły tę prawdę o rzeczywistości polskiej zakazanej przez reżym komunistyczny, i nawet były w Polsce rozchwytywane. Problem wieczoru dla tych pokoleń dopiero nastąpił po tych wstępnych prezentacjach, gdy wystąpili kolejno, administrator nowego portalu, Magdalena Grzymkowska-Chuchra, i redaktor Marta Dziok-Kaczyńska, która wręczała nagrody w plebiscycie „Teraz My: polski influencer w UK 2025”. Po zakończeniu zebrania szereg członków Komitetu Honorowego opuściło salę uderzonych jakby obuchem przez konfrontację z nowym światem medialnym. Ukazał im się nieznany świat, młody, pewny siebie, samo określający, kipiący energią. Wydawało się im że w większości nowi gracze medialni i influencerzy byli jakby zapatrzeni w swój własny bliski świat przez ograniczony pryzmat rodziny, psychicznej tożsamości, porad zdrowotnych i szyku najnowszej mody. Był to świat trudny do pojęcia dla starszych działaczy społecznych, jakoby bez parafii, bez szkół polskich, bez POSKu, bez patriotyzmu, a zachwycony swoją działalnością w swoim lokalnym ośrodku polskim, domem rodzinnym czy najnowszą kuchnią. „Uśmiercili nas,” słyszałem później przy bufecie na parterze Ambasady. „To koniec Polonii,” mówili inni. Nie tego spodziewało się wielu członków Komitetu Honorowego. Choć, jako publicysta i społecznik, nie podzielałem tej pesymistycznej oceny, ale mimo wszystko czułem się tu trochę jak przysłowiowy dinozaur w ogrodzonym parku jurajskim. Widać było, w tym samym czasie, w tej samej sali, przygnębionych weteranów-prezesów poszczególnych organizacji i stowarzyszeń polskich, a obok nich rozpromienionych nowych bohaterów diaspory polskiej, dzierżących w ręku nowo nadane dyplomy PFK potwierdzające ich promieniste pojawienie się w plejadzie polonijnej. Nikt nie mógł zaprzeczyć że cała prezentacja była świetnie wyreżyserowana, a zakończona występami artystycznymi nowej polonii. Była to wyraźna zasługa zarówno starszego jak i młodszego kierownictwa Fundacji. Tymbardziej bolesny wydawał się cios. Jednakże celem organizatorów nie było ujawnienie wymierających instytucji, a jedynie otwarcie oczu na nadchodzącą przyszłą nową erę w życiu polonii. Przedstawiano młodych rzekomo nieznanych influencerów, wyselekcjowanych yłącznie w wyniku szeregu plebiscytów z udziałem, nie setki odbiorców, ale kilkudziesiąt tysięcy. A więc wcale nie byli oni „nieznani”. Właściwie mieli parokrotnie więcej czytelników niż kiedyś rozpoznawalni autorzy „Tygodnia Polskiego” czy wcześniejszych darmowych miesięczników polonijnych. Na przykład, 6039 odbiorców głosowało na portal Lewisham Polish Centre w kategorii „Życia na Wyspach”, czyli więcej niż aktywnych członków jakiejkolwiek instytucji polskiej w Londynie. Zwycięzcą Nagrody Publicznej, czyli partnerzy „Ula i Olek – Here we go again” uzyskali aż 21,321 głosów poparcia na swój blog. Na polonijne warunki to była zawrotna liczba. Ale nie jest to tylko sprawa ilości odbiorców w tym nowym świecie wydawniczym. Są tu autorzy książek po polsku i po angielsku, działacze charytatywni, promotorzy języka polskiego, szermierzy współżycia w brytyjskim środowisku multikulturalnym, autorzy porad społecznych i zdrowotnych, zawodowi dziennikarze jak Jakub Krupa, organizatorzy wydarzeń na wielką skalę jak Malwina Kukaj, popularni komentatorzy na Facebooku o życiu Polaków w Anglii jak Aleksandra Fiddler. Tak, są to samo promujące głosy. Lecz są to również głosy rozsądku, wiedzy, humoru, śmiało wyrażające swoje poglądy, bez potrzeby redaktora czy wydawcy, mające autentyczny wpływ na setki, a nawet tysiące, polskich odbiorców. Jest w tych szeregach między innymi, założycielka Uniwersytetu Bzdurologii, Magda Kamińska, czy dwujęzyczny Alan Krzempek mający na Instagramie ponad 111,000 „followersów”, czy autorka kryminalnych powieści Anna Rozenberg, czy Łukasz Pietraszkiewicz, członek Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie. We wcześniejszym świecie czasopism drukowanych, ci internauci mogliby cieszyć nas swoimi regularnymi felietonami, ale nie cieszyli by się wtedy tak wielką jak dziś ilością wdzięcznych odbiorców którzy mogą teraz od razu swobodnie komentować na miejscu ich teksty bez monitorowania przez redaktorów. Nie oznacza to że jedna polonia nagle wypiera poprzednią. Widzę czwartkowe wydarzenie nie jako stypę czy pożegnanie, a raczej jako ukłon nowych nazwisk skierowany do swoich polonijnych poprzedników. Powinnyśmy być wdzięczni Fundacji Kulturalnej że umożliwiła działaczom istniejących organizacji i fundacji zapoznanie się z tymi nowymi autorami, którzy zapowiadają ciągłość kultury polskiej na tych wyspach. Oczywiście nie wiemy ilu z tych osób przetrwa, jak się będą rozwijać, i czy ich obecny płomienny entuzjazm i energia nie wypalą się z czasem. Nie wiemy do jakiego stopnia widzą siebie jako kontynuatorów literatury emigracyjnej czy dotychczasowych kulturalnych osiągnięć tutejszych Polaków. Ich wkład w społeczeństwo polskie nie podważa równie cennego wkładu powierników istniejących polskich organizacji, czy nauczycieli szkół polskich, czy członków lokalnych komitetów parafialnych, czy osób opiekujących się starszymi lub bezdomnymi. Inne organizacje jak POSK też mają dostęp do tych nowych pokoleń i nowych talentów. Nowo reklamowany Polish Jazz Festival nie przekreśla zasięgu kulturalny poskowego Jazz Cafe. Nic nie zastąpi polskich zespołów teatralnych czy folklorystycznych, zasilanych nowym narybkiem. Wciąż pozostają niezastąpione ośrodki naukowe jak Biblioteka w POSKu, PUNO czy Instytut Sikorskiego. Ale możliwość wprowadzenia nowych talentów ze świata cyfryzacyjnego na szersze wody zorganizowanego polskiego życia społecznego zapewni przetrwanie naszego świata i rozkwit tych instytucji które będą dalej dla nich pożyteczne. Wiktor Moszczyński (w charakterze prywatnym)

Saturday, 1 March 2025

Czym dla POSKu była wizyta Króla 5 lutego?

Zacznijmy od tego że wizyta była zarazem wielkim wyróżnieniem, ale była też wielką niespodzianką. Mała grupa wtajemniczonych członków Zarządu dowiedziała się znienacka pod koniec stycznia, o wizycie w POSKu urzędniczki i policjanta z Palacu, oznajmiającej nadchodzącą wizytę ważnego VIPa. Ta grupa była w szoku. Jak przygotować? Które sale? O której godzinie? Które media i instytucje informować? Kogo zapraszać? Jakie zamówić jedzenie? Jak trzymać wszystko do ostatniej chwili w tajemnicy, bo „inaczej wizyta może być odwołana”? Termin wizyty i wybór pomieszczenia na spotkanie wybral dla nas pałac. Urzędniczka i policjant podali nam zgrubsza poranek 5 go lutego jako termin spotkania, oglądnęli różne sale w budynku, i w końcu wybrali aulę wejściową, Galerię i Salę Malinową. Sprawę kuchni zostawliśmy Łowiczance, mówiąc im o ważnym tajemniczym gościu, który zainteresuje się polską kuchnią i któremu zostawi się nazwy poszczególnych potraw na dołączonej etykecie. Ale nie zdradziliśmy że to był Król Zjednoczonego Królestwa. W korespondencji i rozmowach z pałacem, i z wcześniej wtajemniczoną już Ambasadą, ustalono charakter selekcji gości którymi zainteresuje się Król, aby przedstawiali pracowników i wolontariuszy POSKu i przekrój społeczeństwa polskiego (weterani, dzieci, stroje ludowe, dzialacze kultury, nauki, opieki społecznej, znawcy historii polskiej). Ilość gości z którymi spotka się Król w Sali Malinowej ma nie przekraczać 100 osób. Proszono o udział pianisty grającego Chopina i dzieci śpiewające pieśni powitalne. Chcieli nawet wiedzieć co dzieci będą śpiewać. Trzeba też było określić charakter wystawy obrazów Felika Fabiana w Galerii i nazwiska i biogramy oprowadzających. Wiadomo że w takiej atmosferze, zarazem napięcia i tajemnicy pałacowej, dokonania sprawiedliwego wyboru gości gdzie zasłużonych działaczy i instytucji wielokrotnie przekraczało setkę osób, wymagało i delikatności i stanowczości. Mogliśmy tylko wybierać jedną osobę od kluczowych organizacji, a zaproszenie musialo być, z natury rzeczy, imienne, i nie przekazywane zastępcom bez naszej zgody. Wiedzieliśmy z góry że dużo osób będzie zawiedzionych, ale liczyliśmy na powszechne zrozumienie trudności naszej sytuacji. I tak przyznajemy że pewne ważne organizacje zostały niechybnie ominięte przez niedopatrzenie. Dla zachowania porządku wszyscy goście musieli przybyć do budynku POSKu z paszportami lub dowodem osobistym, z kopią zaproszenia, bez torebek, najpóżniej do godziny 10.30 rano, aby wziąść udział w spotkaniu z wybitnym gociem.Nawet na zaproszeniu nie mogliśmy podać że to Krół, ale większość gości już się tego domyślało. Pałac pełnił też pełną kontrolę nad medialną oprawą wizyty. Ich oświadczenie prasowe wysłane 3go lutego, a więc dwa dni przed wizytą, było wciąż zaznaczone słowem „embargo”, a więc nie mógł być cytowany wcześniej niż godzinę PO zakónczeniu wizyty Króla. Mogliśmy wybrać tylko jednego przedstawiciela mediów polskich, co też wywołało nieco kontrowersji, ale zdaje się w końcu mogliśmy zadowolić potrzeby większości lokalnej prasy polonijnej w Londynie i również media krajowe. Jeszcze w ostatniej chwili dowiedzieliśmy się o udziale Sir Kenneth Olisa OBE, który pełni urząd Lord-Lietenant of Greater London, a więc reprezentuje Króla na terenie całego Londynu. Otóż jego rolą będzie zaprezentowanie Królowi głównych gospodarzy spotkania, czyli Ambasadora i Prezesa POSKu. Miał przyjechać o pół godziny wcześniej przed Królem. Przypomijmy sobie że był to też moment kiedy część społeczeństwa polskiego wyrażała swoje oburzenie z powodu ominięcia narodu polskiego przez Króla w Krakowie parę dni wcześniej, gdy wyliczał narodowość ofiar w Oświęcimiu. Na wszelki wypadek musiałem ostrzec rzeczniczkę prasową pałacu że ktoryś z naszych gości może niechybnie tą sprawę poruszyć, choćy dyplomatycznym językiem. Wiedzieliśmy że zarówno Ambasada i Zjednoczenie Polskie składali już oświadczenie w tej sprawie pałacowi, i lyczyliśmy na to że to wystarczy. Toteż gdy nadszedł dzień wizyty było w naszym sercu nieco napięcia. Tymczasem każdy etap wizyty spotkania przeszedł w spokojnej, nawet można powiedzić radosnej, atmosferze. Pierwszy przybył Lord Lieutenant w pięknym czerwonym płaszczu i ozdobnym czarnym kapeluszem. Zapoznał się z organizatorami, sprawdził dostęp przez dwa piętra do Sali Malinowej i wyraził zadowolenie i pocieszał nas że wszystko pójdzie dobrze. Król Karol przybył na omówiony czas królewską limuzyną. Czekał już na niego przed POSKiem uśmiechnięty Lord-Lieutenant. Przyprowadził Króla do nas w Auli i przedstawił kolejno Ambasadora Piotra Wilczka i Prezesa POSKu Marcina Kalinowskiego. Następnie Król przeszedł do galerii gdzie, pod okiem Dyrektora ds Kultury, Żanety Brudzińskiej, i Dyrektora od Biblioteki, dr Dobrosławy Platt, oprowadzała go po wystawie obrazów Feliksa Fabiana kierowniczka galerii, Joanna Ciechanowska. Był tam niemal 10 minut. Nastepnie, wraz z tzw. medialną „rotą królewską” , przeszedł dwa piętra szybkim spacerem do Sali Malinowej. Nie widać było u Króla żadnego zmęczenia po tym wysiłku, mimo niedawnego pobytu w szpitalu. Wręcz na odwrót. Był uśmiechnięty, w dobrym humorze. Przy wejściu do Sali Malinowej, tak jak nas ostrzeżono, Król skierował pierwsze kroki bocznych stołówgdzie czekały na jego inspekcję ciepłe i zimne pokarmy przygotowane przez restaurację Łowiczankę. Tajemnice i atrakcje polskiej kuchni wyjaśniała mu Prezes Zjednoczenia Polskiego w Wielkiej Brytani,i Alicja Donimirska. Następnie, przy asyscie Ambasadora i Prezesa POSKu, Król kontynuował swój obchod Polaków w Sali Malinowej. Rozpoczął od trzech młodych Polaków, reprezezentujących zespoły taneczne Mazury i Tatry w strojach ludowych. Następnie przywitał się indywidualnie z członkami Zarządu POSKu, z każdym wymieniając parę zdań, a potem z kierownikiem Jazz Club i z pracownikami POSKu i Biblioteki i kierowniczką Łowiczanki, której gratulował wystrój gastronomiczny, mimo że sam nie skosztował niczego. Ambasador z kolei przedstawił Królowi swój czołowy personel. Później widać było jak Król wymieniał zdania z lokalnym posłem Andy Slaughter, i z przedstawicielami Medical Aid for Poland, Polish Heritage Society, Koła Lwowian, Polish Klan Association, Związku Pisarzy, Polskiej Macierzy Szkolnej, Stowrzyszeniem Techników Polskich i Związku Nauczycielstwa i innych organizacji. Zabawił się na krótko z polskimi dziećmi które zaofiarowały mu kwiaty. Po wymianie zdań z byłymi Prezesami POSKu, Joanną Młudzińską i Olgierdem Lalko, zatrzymał się dłużej z 102-letnim weteranem Eugeniuszem Niedzińskim który walczył z Polską Dywizją Pancerną w Normandii i opisywał jak był wywieziony do Rosji. Te spotkania miały miejsce przy akompaniamencie pianistki Joanny Kacperek, grającej muzykę Chopina, i grupką młodych artystów z Teatru POSK Dzieciom, śpiewającym, między innymi, „Czerwone Maki na Monte Cassino” i „Serce w Plecaku”. Dzieciom Król szczególnie podziękował za ich występ. W końcowej fazie Król zdążył jeszcze zamienić słowa z przedstawicielami Stowarzyszenia Powierników Polskich, Instytutu Józefa Piłsudskiego, Studium Polski Podziemnej i Instytutu Polskiego i Muzeum im gen Sikorskiego. Po czym Król zeszedł znów schodami do auli wejściowej, pożegnał się z gospodarzami i wyszedł do czekającego na niego tłumu ludzi na chodniku przed POSKiem. Całość spotkania trwała zaledwie 45 minut, ale Król, wciąż uśmiechnięty i pogodny, zdążył w tym czasie podać rękę co najmniej 50 osobom. O czym rozmawiał z Polakami? To zależało najczęściej od tego jaki temat poruszyl rozmówca. Ludzie rozmawiali o różnych sprawach, np. o swojej pracy społecznej, o POSKu, o swoich przeżyciach w Anglii, lub pytali Króla o jego wrażeniach z wizyty w Polsce, czy po prostu o zdrowie jego i małżonki. Słychać było sporo śmiechu i ludzie odchodzili przyjemnie zaskoczeni bezpośredim zachowaniem Króla. Można to było określić jako rozmowę dwóch sąsiadów przez płot. Ale znaczenie spotkania oznaczało że kraj ten przyjmuje Polaków jako stabilną zintegrowaną część społeczeństwa brytyjskiego, zachowującą jednak swoje odrębne zwyczaje i tradycje. Zdjęcia i filmiki z wizyty ukazywały się w mediach narodowych w Polsce i Wielkiej Brytanii, a jeszcze szerzej w mediach społecznych Facebook, X i instagram. POSK występuje już teraz na mapie Londynu jako twórcza część tej wielkiej metropolii, w niczym nie ustępując innym stołecznym mniejszościom narodowym. Wiktor Moszczyński, Dyrektor POSKu ds Komunikacji i Wizerunku. Ukazalo sie w miwsieczniku Sami Swoi

Thursday, 7 November 2024

Polemika z prezesem POSKu

List do Tygodnia Polskiego ukazal sie 11 go pazdziernika 2024 Szanowny Panie Redaktorze! Prezes POSKu, dr Marek Laskiewicz, zupełnie mnie zaskoczył zapowiadając w TP w ubiegłą niedzielę publiczne spotkanie na temat mojego apeluo demokratyzację POSKu, mimo mojej nieobecności w tym czasie w Wielkiej Brytanii. Czuję więc potrzebę dać szybkiej odpowiedzi na jegokrytyczne uwagi w swojej zapowiedzi wymierzonej we mnie na łamach TygodniaPolskiego.    Po pierwsze, przyjmuje że nie wszystkie osoby, któreprzekazują mu mandat aby głosować w ich imieniu na Walnym Zebraniu na jego reelekcję, są jego pupilami. Wystarczy że jednak jest poważny ich procent.Głównym problemem w operowaniu masowego głosowania przez proxy na walnymZebraniu POSKu leży w tym że duża ilość uczestników bierze, mimo woli, czynny udział w decyzjach nie będąc obecni, i o których treści są kompletnienieświadomi. Robią to w tajemnicy przed pozostałymi członkami zebrania. Systemproxy może działać legalnie tylko jeżeli głosowanie jest przejrzyste iczłonkowie POSKu wiedzą ile osób posiada te głosy podarowane przez innychczłonków. Tymczasem Prezes i jego zwolennicy robią z głosów proxy wielkątajemnicę co tylko pobudza głębsze podejrzenia. Następnie, prezes Laskiewicz proponuje unieważnić do końcagrudnia br. obecne umowy z restauracją Łowiczanka (z którą POSK współpracujeowocnie od 38 iu lat) , i z prywatnym klubem POSKlub, na czwartym piętrze, (zktórym POSK współpracuje 48 lat), aby przekazać ich pomieszczenia nowym anonimowymosobom bez dotychczasowego ogłoszenia terminu publicznego przetargu, którewymaga Statut POSKu. Zamiast załatwiać te sprawy polubownie sprawa toczy się wsądzie a my nie widzimy żadnych korzyści. Gorzej, tylko straty dochodu. Czy jestto przykład "dynamicznego podejścia nowego zarządu"? A może chodzi tuo „dynamiczną” wymianę przeszło połowy niezadowolonych członków zarządu w jednym roku.  Prezes lansuje ponad to, od dwóch lat swój tzw „wirtualnymuzeum”, chowający się pod nazwą Anglo-Polish Cultural Exchange, który nieposiada dotychczas ani jednego eksponatu. A koszty jego przekraczają jak dotąd£100,000. Poza szeregiem paru ciekawszych wystaw, instytucja ta zajmuje sięorganizowaniem konferencji naukowych poza Londynem z żadną oczywistą korzyściądla POSKu a kontrakt z główną dyrektorką tej inicjatywy nie został ujawniony aniRadzie ani Komisji Rewizyjnej. Istnieje zapowiedź realnego muzeum zajmującajedną salę w POSKu, ale bez żadnej korzyści finansowej dla POSKU. Komisjarewizyjna kwestionuje "sens istnienia takiego kosztownego Muzeumwirtualnego POSKu."   Dalej, Prezes chwali bezpłatne wydarzenia jak odczyty poezji, co również miało miejsce i przedtem, ale członkowie jego zarządu poważnie martwili się ilością tych darmowych przedstawień które blokowały dostęp do sali teatralnej dla regularnych użytkowników, jak np. Syrena czy Scena Polska,kiedy dochody POSKu z wynajmu kurczą się dramatycznie.  W ostatnim punkcie, należę do tych co uważają ze POSKpowinien chronić swoją niezależność i, mając obecnie wystarczająco rezerw finansowychpo sprzedaży domu na Frascati w Warszawie, Prezes nie powinien poddawać siępokusom dotacji od organizacji polskich mających swoją agenda czy swój osobliwy program działania.   Te różnice w metodach zarządzania poszły już tak daleko ze 29 go września Rada POSKu przegłosowała jednogłośnie wniosek oceniając że nadaje się do bycia dyrektorem POSKu. Dość miernego folwarku,i trzeba wrócić do porządnej organizacji charytatywnej służącej Polsce. Pan Prezes nie raczył nawet przybyć na to zebranie Rady i udaje że takie zebraniejest statutowo nieważne. Ostatecznie Walne Zebranie 9 go listopada rozstrzygnieczy Prezes utrzyma się, lub czy zastąpi go młodszy i bardziej rozsądny kandydat, jak Marcin Kalinowski.  Z powaźaniem Wiktor Moszczyński

Jak mozna uniknac rozlamu w POSKu

Artykul opublikowany w www.Londynek.net 8 listopada 2024 W ostatnim artykule w Londynku, Zarząd POSKu chwali się ze życie kulturalne w POSKu kwitnie i ze żadnego rozłamu nie ma. I rzeczywiście odbywają się różne wydarzenia kulturalne jak koncerty chopinowskie zgodnie ze stałą tradycją POSKu. Słuchacze mogli nacieszyć się słuchając wykwintnych dźwięków na nowym fortepianie Steinway, i nie musieli się martwić oriyginalną ceną £94,000 na ten zakup, którego termin na zwrot kosztów nabytku trudno przewidzieć. Co prawda szereg koncertów i wydarzeń na wiosnę tego roku, które miały święcić 60-lecie POSKu trzeba było odwołać w ostatniej chwili, a Bal 60-lecia odłożono z wiosny na wrzesień. Zdarza się. Zarząd chwali się ze sytuacja finansowa jest zdrowa, ale to nic dziwnego bo jeszcze poprzedni zarząd załatwił wreszcie przekaz £2mln ze sprzedaży domu na ulicy Frascati w Warszawie który teraz się procentuje. Właściwie szkoda tylko ze nie zainwestowano część tych funduszy na konieczne remonty w Sali Teatralnej i Sali Malinowej. Ale sytuacja jest daleko od tego aby była zadowalająca. Prezes twierdzi w "Tygodniu Polskim" ze będzie "zarządzać i działać dynamicznie... Tak więc będą następować zmiany za zmianami". Ale wciąż, mimo tych zapowiedzi, mało wiemy o tych planach. Tragizm sytuacji w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym leży w tym że w ostatnich latach Prezes, mimo że był wybrany już trzykrotnie, podejmuje wciąż decyzje po amatorsku samowolnie, i dlatego niestety nie umie ostatecznie dopasować tego co nazywa swoją „wizją” do świata realnego. Zapomina że celem kluczowym brytyjskiej organizacji charytatywnej jak POSK jest wspólne dobro, gdzie ogólna strategia i poszczególne decyzje podjęte są kolegialnie, przy współpracy z Zarządem, z Radą POSKu i ze szerszą publicznością, trzymając się przepisów Statutu na podstawie którego był wybrany. Niestety rok obecny kończy się tym że pozostaje mu tylko kadłub swojego Zarządu, po straceniu więcej niż połowę jej członków. Tymczasem Komisja Rewizyjna nie chce mu przyznać absolutorium, a Rada uchwala wniosek w którym mówi że „Prezes nie nadaje się na Dyrektora POSK’u” (co jest równoznaczne z wotum nieufności). Tymczasem Prezes wciąż informuje mediom że „nie ma żadnego rozłamu”. Co tu się dzieje? W wypadku Zarządu dymisje i rezygnacje niezależnie myślących dyrektorów postępowały w dramatycznych okolicznościach. Na przykład, jeden dyrektor był usunięty w czasie pobytu w szpitalu, jeden w czasie pobytu w Polsce, dwóch nie dopuszczono do decydującego zebrania zarządu bo Prezes zawłaszczył wszystkie klucze do biura POSKu. Ostatnio jeden Dyrektor musiał zrezygnować bo sprofanował afisz wyborczy kontrkandydata Marcina Kalinowskiego, zamalowując mu wąsy i dodając znaczące słowo "Adolf". Tymczasem przez dwa lata Prezes występował też jako swój własny Skarbnik, tak że nie było oddzielnej kontroli nad wydatkami, a w ostatnich miesiącach Prezes również przejął rolę dyrektora od kultury, bhp i opieki społecznej. Taki monopol władzy jest sprzeczny z Charity Act 2011. Radę POSKu też traktował jako zło konieczne, nie przekazywał kluczowych informacji finansowych i nie dopuszczał do uchwalenia niewygodnych dla niego wniosków. Protokoły były przygotowane niechlujnie, a Rada wciąż czeka na ostatnie dwa protokoły. Następowały sceny surrealistyczne gdzie członkowie Rady opuszczali masowo salę obrad protestując przeciw jego decyzjom nie przyjęcia ich wniosków do głosowania, a gdy wybrani delegaci Rady POSKu zgłaszali się do Biura POSKu aby sprawdzić zamówioną dokumentację, Prezes poinformował ich przez domofon że ich nie wpuści, po czym po cichu wymknął się z budynku. Gdy Rada powołała, zgodnie ze Statutem, zebranie z wnioskiem o wotum nieufności, Prezes nie przybył na zebranie i nie uznał ważności tego zebrania. Na radzie 2 listopada znów nie przyjął pod głosowanie wniosek domagający zatwierdzenie protokołu z zebrania wrześniowego na który nie przybył. Komisja Rewizyjna też czuła się zmuszona złożyć raport do Walnego Zebrania że członkowie nie dostawali żadnych sprawozdań finansowych i wyjaśnień co do decyzji Zarządu i mocno krytykowala inne decyzje Prezesa.. W tej atmosferze napięcia i podejrzliwości Prezes podejmował cały szereg szkodliwych decyzji. Dał na przykład 6 miesięczne wymówienie restauracji Łowiczanka z którą POSK współpracuje przez 38 lat, po tym jak przez niemal 2 lata nie odpowiadał na jej plany unowocześnienia restauracji i popularnej Cafe Maya. Dopiero dowiedzieliśmy się w ostatnich tygodniach że jego intencją jest wprowadzenie szeregu konkurujących restauracji w jednym budynku i że marzą się jemu gwiazdki Michelina. Przez dwa lata trzymał to w tajemnicy, a teraz czeka POSK bardzo niebezpieczna rozprawa sądowa i potencjalna utrata dochodu z restauracji na nieokreślony czas, a POSK może być bez funkcjonującej restauracji na Święta i Nowy Rok. Równie pochopna jest jego decyzja wymówienia wynajmu dla 48-letniego POSKlubu, spowodowane nałożeniem zbyt wysokiego czynszu. Też nie znany jest powód zamknięcia, bez deklarowanego planu na przyszłość. Innym przykładem jest remont Sali Malinowej. Prezes zwlekał przez szereg lat z przygotowaniem specyfikacji i budżetu mimo nalegań Rady i mimo zdobycia odpowiednich funduszy na ten cel przez poprzedni Zarząd. W końcu rozpoczął pracę w lecie br. ale bez specyfikacji, i bez przetargu, choć wysoki koszt projektu tego prawnie i statutowo wymagał. Prezes rozdzielił prace na cztery małe kontrakty, każdy poniżej £25,000, zapraszając kontrahenta do przygotowania własnej specyfikacji. Skutek był taki że klimatyzacja nie chłodziła sali, nagłośnienie nie działało, ekran na nadawał się na wizualne prezentacje, barek na Sali nie mial wody, nie ma schodków do podium, a nowa podłoga była za słaba, tak że pierwsi klienci brytyjscy tej sali, Chiswick Arts i Addison Singers, odmówili dalszego użycia jej. Mimo tego Prezes chwalił się wielkim sukcesem „nowoczesnej sali na XXI wiek”. Z wielkim entuzjazmem Prezes ogłosił wprowadzenie okablowania w różnych salach POSKu aby wprowadzic tzw. "hybrydyzacje". To nieco chybiony pomysł, nie zatwierdzony przez marketing, aby wszelkie występy artystyczne w POSKu mogłyby byc nagrane dla publiczności nie przybywającej do POSKu. Mimo tego kable nie są jeszcze podłączone do sieci, a prace wykonała firma której główny dyrektor był członkiem Rady, a obecnie jest nawet Dyrektorem POSKu, wbrew przepisom statutowych w tej sprawie. Również na kluczowy remont czeka od szeregu lat widownia w Sali Teatralnej. Kluczową częścią „wizji” Prezesa był muzeum, najpierw wirtualny, a następnie fizyczny. Wirtualny muzeum ograniczył się do strony internetowej pod nazwą Anglo-Polish Cultural Exchange, prowadzonej z wielkim rozmachem przez wysoko płatną kierowniczkę która pod tym szyldem organizowała wystawy i konferencje, nie zawsze na terenie POSKu. Z tego POSK miał słabe korzyści reklamowe. Ostatnio, kontakt z tą osobą został tajemniczo zerwany, i trudno dopatrzyć jakie były ostatecznie korzyści z tej współpracy, mimo kosztów przekraczających £100,000. W wypadku trzech zaplanowanych muzeów fizycznych, okazało się że w tajemnicy przed Radą i nawet członkami Zarządu, Prezes realizował długoletni plan opróżnienia wystarczającej ilość sal aby to zrealizować. Już przeszło rok trzymał pusto pomieszczenie po firmie Kasa UK, odrzucając propozycje wynajmu zainteresowanym klientom, i obecnie szuka na ten cel możliwość przeniesienia księgarni PMS do frontowej auli. Trzeba pamiętać że taki POSKowy muzeum nie płaciłby żadnego czynszu, i znów zmniejszyłby przychody dla POSKu. Mimo tych wyraźnych niedociągnięć Prezes wyraża zadowolenie ze swojej działalności i wmawia wszystkim że po swoim wyborze ożywił POSK i że przywrócił POSKowi prestiż jako placówka polskości w Londynie. Można przyznać że ożywił nieco członkostwo POSKu wśród nowej polonii, ale POSK zawsze miał dobrą renomę wśród zwiedzających Polaków z Polski i w brytyjskim społeczeństwie. Przyjeżdżali tu polscy i brytyjscy premierzy, ministrowie, członkowie rodziny królewskiej, słynni artyści, a szczególnie popularne było kino polskie które obecny zarząd zaniechał. Poziom artystyczny występów nie jest wcale większy niż za czasów jego poprzedników, jak mylnie twierdzi Prezes. Jest prawdą że prezesurę dr Laskiewicza poprzedził okres pandemii. W tym okresie oczywiście drastycznie zmniejszył się użytek budynku, i to mogło dać wrażenie że nowy prezes rzeczywicie ożywił życie artystyczne i towarzyskie w budynku. Najbardziej szokująca była decyzja wprowadzenia zmiany w Statucie która złagodziła przepisy broniące POSK przed wyzyskiem finansowym dla potencjalnych kontrahentów którzy byliby również członkami Rady. Obecny Artykuł 6(3) nie zezwala na to by członek Zarządu czy Rady, czy nawet osoba mającą związek z członkiem Rady, mógliby korzystać ze sprzedaży towaru lub usług POSKowi, a Artykuł 6(5) zezwala osobę mającą podobny związek do korzyści materialnej tylko w wypadku specjalnej uchwały Rady. Na Walnym Zebraniu Zarząd dr Laskiewicza przedstawił wniosek zezwalający na to by wybrany członek Rady mógł również korzystać z zawarcia umowy o sprzedaż towaru czy usługi jeżeli warunki umowy są przedstawione Radzie i wyjaśniono by innym członkom Rady że byłoby to w najlepszym interesie dla POSKu. Gdzie poprzednio była tylko mała szparka możliwości udzielenia płatnej usługi, przy nowym artykule ta szparka zamienia się potencjalnie w bramę wjazdową dla biznesu. Groziłaby nam już nowa Rada, nie społeczników, ale kolesiów po fachu. Taka propozycja, jak i poprzednie przykłady działania, potwierdzają tylko że dr Laskiewicz nie rozumie, czy nie chce rozumieć, że praca w organizacji charytatywnej wymaga decyzji zespołowej, że rola Prezesa powinna tylko być tylko nadzorcza nad pracą członków zarządu, i że nie może tylko rządzić jednostka wykonująca plan trzymany w tajemnicy przed Radą. Musi być też wyraźny podział między pracą wolontaryjną członków Zarządu czy Rady, a komercyjną stroną działalności POSKu. Obawiam się że obecny Prezes, i pozostali członkowie jego Zarządu, nie są w stanie dostosować się do kluczowych zasad które Charity Commission wymagałoby od władz organizacji charytatywnej jak POSK. Zachowują się jakby pod wrażeniem że polski charakter tej instytucji zwalnia ich od trzymania się zasad brytyjskiego prawa zawartego w Charity Act 2011, gdzie ma ich obowiązywać kolegialność, przejrzystość informacji, i brak konfliktu interesów. Jawnym przykładem jakby polskiego elementu tego nadużycia jest sposób przeprowadzenia wyborów na Walnym Zjeździe w którym Prezes i jego najbliżsi współpracownicy wykorzystują każdego nowego członka POSKu zapisanego w czasie szkoleń dla pracowników technicznych prowadzonych przez dr Laskiewicza. Tu każdy nowy członek jest od razu zachęcany do podpisania głosu proxy. Po zbiorze takiego żniwa kartek wyborczych prezes jest zapewniony swojej re-elekcji i jest w praktyce wolny do dalszego wykonywania swojego programu, niezależnie czy większość aktywnych członków POSKu tego życzy, czy nie. Ma to też ten korumpujący efekt że inni członkowie dołączają się do tego corocznego wyścigu o mandaty proxy, co daje każdemu kolejnemu Walnemu Zebraniu charakter konfrontacyjny a nie spójny. W innych organizacjach charytatywnych głosy proxy przekazane są tylko do przewodniczącego zebrania z wyraźnymi instrukcjami na co ma głosować. Wydaje się że zmiana w kierownictwie na walnym Zebraniu 9 listopada br. jest dopiero pierwszym krokiem aby wyzwolić organizację od tych wypaczeń. Patrząc na ulotkę wyborczą kontrkandydata Marcina Kalinowskiego widać że „zaufanie i współpraca” jest jednym z jego głównych haseł. „POSK..to Wy .” Młodszy przedstawiciel nowej Polonii, przedsiębiorca doświadczony w zarządzaniu, przez dwie kadencje p. Kalinowski pełnił funkcję dyrektora POSKu od spraw domu, i jest gotowy do współpracy z osobami ze świata kultury i szkolnictwa. Byłby przynajmniej otwarty na nowe propozycje potrzebnych zmian w statucie i w metodach zarządzania aby były zgodne z wymogami prawodawstwa charytatywnego. Byłby tez pierwszym Prezesem POSKu z nowej polonii. To prawda że grozi obecnie konstytucyjny rozłam w POSKu, ale przy odpowiednim wyniku wyborów są wszelkie znaki że POSK odżyje cały i zdrowy. Wiktor Moszczynski Czlonek Rady POSKu Wiktor Moszczyński

Monday, 30 September 2024

Marcin Kalinowski, kandydat na prezesa POSKu

Komunikat Prasowy O godz 1800 w niedzielę 29 września br. w restauracji Łowiczanka odbyła się konferencja prasowa Marcina Kalinowskiego, nowego kandydata na Prezesa Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego w Londynie (POSK). Przy nim wystąpili również, w charakterze organizatorów zebrania, Wiktor Moszczynski, autor książki "Polak Londyńczyk" i Janusz Wajda, były sekretarz POSKu. Marcin Kalinowski jest doświadczonym działaczem społecznym który przez dwie kadencje pełnił funkcję Dyrektora POSKu, z ważną odpowiedzialnością za utrzymanie i remont budynku. Jest również 44 letnim przedsiębiorcą, urodzonym w Polsce. Mieszka w Londynie gdzie założył rodzinę i wychowuje dwie dorastające córki. Jest świetnym przykładem nowo przybyłej polonii brytyjskiej, pełnej patriotyzmu i zapału do pracy, która tworzy nowa polską wspólnotę na Wyspach Brytyjskich. Marcin jest doświadczonym i szanowanym pracodawcą i społecznikiem, spokojnym, uczciwym i skutecznym, zarówno w pracy zawodowej i społecznej. Wolny czas poświęca nie tylko rodzinie, ale też zajmuje się wędkarstwem, jazdą motocyklem i udziałem w uroczystościach patriotycznych na terenie Anglii. Marcin Kalinowski traktuje POSK jako prawdziwe serce polonii brytyjskiej, które powinno pozostać finansowo niezależne i nie powinno uzależnić swojej przyszłości od zewnętrznych dotacji. W czasie konferencji wyjaśnił że chce uskutecznić wynajmowanie budynku przez polskie instytucje i biura i nie pozwolić na to aby sale i pokoje pozostawały puste przez wiele miesięcy, bez lokatorów i bez zapewnionych użytkowników. Uważał tez że nie można dawać wymówienie ważnym długoletnim lokatorom POSKu, przynoszącym wielotysięczny dochód rocznie POSKowi, tak jak obecnie ma miejsce, bez zapewnienia sobie nowych użytkowników zdobytych drogą jawnego przetargu. Chce uatrakcyjnić wynajem biur przez wyraźny podział budynku na część społeczno-artystyczną, i część komercyjną, tak jak obecnie jest oddzielona część rezydencka. Marcin uważa że trzeba wykorzystać obecne rezerwy bankowe na unowocześnienie teatru i zapewnić bardziej efektywne kierowanie programów artystycznych, łącznie z ponownym reaktywowaniem kina z polskimi filmami, gdyż to byłaby silna atrakcja przyciągająca do POSKu mlode rodziny, szczegolnie z mieszanych małżeństw. Marcin Kalinowski chce też aby jego administracja mogla uniknąć obecnych konfliktów w POSKu przez dobrą współpracę i wspólne zaufanie między zarządem a innymi organami POSKu. Głównym hasłem którym się kieruje jest "POSK to Ty!" Marcin Kalinowski posiada szeroki wachlarz poparcia w środowisku londyńskim. Jego kandydaturę poparli, m.inn. przedstawiciele emigracji niepodległościowej Jagoda Kaczorowska i Jolanta Sabbat; była prezes POSKu, Joanna Młudzińska ; Włodzimierz Mier Jędrzejowicz, rektor Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie; artysta sceny i muzyki, Teresa Greliak; kierownik Teatru POSK dla Dzieci, Monika Kobylec; oraz działacz oświatowy, Żaneta Brudzińska. Jego promotorzy uważają że Marcin Kalinowski jest jedyną nadzieją na unowocześnienie POSKu i na przywrócenie dobrych zwyczajów respektujących wolę wszystkich członków POSKu. Wybory na prezesa POSKu odbędą się na Walnym Zebraniu POSKu który odbędzie się w Sali Teatralnej w sobotę 9 go listopada br o godzinie 11 ej. Członkowie POSKu są mocno zachęcani aby przybyć na Walne Zebranie, ale osoby nie mogące wziąć udziału będą mogły uczestniczyć w głosowaniu przez przekazanie swoich głosów proxy zaufanemu uczestnikowi zebrania. Powyższy komunikat wydany przez Sztab Wyborczy Marcina Kalinowskiego, POSK, 240 King Street, London W6 0RF W wypadku potrzeby kontaktu czy zadania pytania prosimy zwrócić się telefonicznie do niżej podpisanego Wiktora Moszczyńskiego, tel 07786471833.

Friday, 23 August 2024

Ratujmy POSK

Drodzy czytelnicy Tygodnia Polskiego, Drodzy Rodacy którym blisko serca jest przyszłość perły polskiego Londynu, czyli POSKu Bijemy na alarm aby ratować demokrację i dobre imię POSKu. Historia pierwszych 60 lat tej instytucji napawa dumą nie tylko Polaków w Wielkiej Brytanii, ale na całym świecie, łącznie z Polską. Książka Józefa Garlińskiego "Cud nad Tamizą" daje smak tych wielkich osiągnięć kiedy ogromnym poświęceniem istniejących wówczas polskich niepodległościowych organizacji społecznych, i przy poparciu wdowiego grosza od całego społeczeństwa, powstała z niczego imponująca polska instytucja społeczna i kulturalna w Londynie. W niej znalazły schronienie nie tylko największa polska biblioteka poza Polską, ale również siedziba polskiego teatru, restauracja, galeria, księgarnia, polska prasa, Instytut Piłsudskiego i liczne cenne polskie ośrodki jak Polska Macierz Szkolna, Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii i Stowarzyszenie Kombatantów Polskich. Mimo powracających kryzysów finansowych i braku stałego mecenasa, organizacja ta przetrwała i kwitła, niezależnie od pokus PRL owskich organów. Niestety istnieje wielka obawa że ten wniosły projektMiał to być odważny nowy kierunek, nowa wizja, społeczny, ze swoim masowym członkostwem, może się rozpaść pod nową administracją od roku 2021 Marka Laskiewicza. Miał to być odważny nowy kierunek, nowa wizja, nowi ludzie. Ale mamy potwierdzenie na ostatnim zebraniu Rady POSKu 3 sierpnia br. że, pod swoim hasłem "Nowy POSK", "wizja” Marka Laskiewicza dla POSKu jest całkowitym zaprzeczeniem wizji jej założycieli i ich następnych pokoleń. Znamy juz kierunek w którym podąża obecne kierownictwo POSKu. Nie jest to juz niestety tradycyjne demokratyczne zbiorowe dzieło społeczników polskich w Wielkiej Brytanii prowadzone na korzyść polskiej diaspory i zgodnie z wymogami angielskiego prawa charytatywnego. Raczej to przypomina izbę rozrachunkową dla dorabiających się kolesiów wyszkolonych przez Prezesa, w poszukiwaniu kontraktów. Potwierdza to zadeklarowana propozycja Prezesa aby zmienić Statut żeby złagodzić (a nie zaostrzyć!) obecne przepisy dla członków Rady o unikaniu korzyści materialnych. Mamy obecnie duży narybek nowych członków. Ale nie jest to wyłącznie dobra wiadomość. Po otrzymaniu swoich dyplomów zawodowych duża ilość polskich rzemieślników i techników, szkolonych przez Prezesa w jego roli zawodowej, rekrutowani są jako nowi kandydaci na członków POSKu. Wykorzystani są do utrzymania Prezesa na swoim stanowisku bo składając, za namową Prezesa, podanie na członkostwo POSKu, namawiani są do podpisania deklaracji przekazującej swój głos na użytek Prezesa w głosowaniu przez proxy. W ten sposób popierają Prezesa i jego wspólników w Radzie POSKu w wyborach corocznych na Walnych Zebraniach. Z takim zasobem paruset przekazanych głosów Prezes zapewniony jest corocznego ponownego wyboru siebie jako Prezesa i swoich zwolenników do Rady POSKu. Z takim zapleczem w głosowaniu Prezes czuje się na sile podejmując arbitralne decyzje, np. wypowiedzenie pomieszczenia dla restauracji Łowiczanka po 34 latach współpracy, czy POSKlubu, nie przyjęcia do dyskusji wniosków dla niego niewygodnych, czy zwalniania, lub zmuszenia do rezygnacji, połowy swoich Dyrektorów w tym roku. Robi wszystko aby przeprowadzić swój obsesyjny projekt polskiego wirtualnego muzeum, które nie przynosi żadnego dochodu, kosztuje do £50,000 rocznie i jest krytykowane na każdym kroku przez większość w Radzie POSKu. Na miejsce historycznej książki „Cud nad Tamizą”, mamy teraz tylko „smród nad Tamizą”. Piszę to z wielkim żalem, nie tylko dlatego że obecny zarząd wykonuje destrukcyjną robotę nad historycznym ideałem POSKu, ale również z powodu poważnej obawy przed niezdrowym zagospodarowaniem budynku. Spodziewałem się od Prezesa i jego drużyny, nie tylko większej ideowości, ale również większego profesjonalizmu. Tajemniczość i brak przejrzystości w prowadzeniu rachunkowości i zarządzaniu tak cennego majątku, nie wróży dobrze dla dalszej przyszłości tej instytucji. Koncerty są ogłaszane i odwoływane, sale są wynajmowane za darmo faworyzowanym osobom czy organizacjom, kontrakty są wynagradzane znajomym przedsiębiorcom, pianina są zakupione na użytek w nieodpowiednich salach, a pomieszczenia biurowe są pozostawiane bez lokatorów z braku decyzji o ich przyszłości. Poza tym Prezes woli też polegać coraz bardziej na uzależniających subsydiach od instytucji z Polski zamiast stawiać na tradycyjną niezależność POSKu, W tej sytuacji, ci którzy chcą jeszcze wyprowadzić POSK na właściwą drogę, mają w tej chwili ograniczone możliwości działania. Koniecznością jest zmobilizowanie istniejących członków POSKu do aktywnego udziału w następnym Walnym Zebraniu POSKu 9 listopada i zwiększenie członkostwa POSKu niezależnymi głosami. Trzeba zarejestrować jak najwięcej nowych członków i złożyć te podania do biura POSKu jeszcze w pierwszych tygodniach września 2024. Szukajmy i zapraszajmy członków z naszych organizacji i wśród naszych osobistych przyjaciół aby stali się nowymi członkami POSKu. Zapisujmy swoich partnerów, swoich rodziców, swoich dzieci, szwagrów i kuzynów. Bez nowego narybku nawet szersze możliwości do głosowania nie pomogą. Liczymy na to że jeszcze zdążymy te nowe glosy przyjąć przed Walnym Zebraniem, o ile będzie zwołane zebranie Rady w październiku. Koszt jednorazowego członkostwa wynosi £60 ale jest dożywotni. Więc płaci się tylko jednorazowo a jest się członkiem na resztę życia. Każde podanie wymaga podpisy dwóch istniejących członków POSKu jako sponsorów. Oczywiście zawsze mogę przyjąć takie podania do podpisu i pomóc w znalezieniu drugiego sponsora. A istniejący członkowie powinni tym razem przybyć tlumnie na Walne Zebranie w POSKu 9 listopada o godzinie 11 ej. Jeżeli im zależy na przetrwaniu POSKu jako demokratycznej instytucji w rękach własnych członków, to przybycie i udział w głosowaniu jest obowiązkiem obywatelskim. Nawet gdyby nowi czy istniejący członkowie czuli że nie mogliby przybyć na Walne Zebranie fizycznie, z jakichkolwiek powodów, zawsze mogą złożyć Wam, czy mojej osobie, podpisy upoważniające użycie ich głosów w formie proxy. Bądźmy dobrej myśli. Przynajmniej wiemy że jeszcze robimy wszystko w naszych możliwościach aby ratować POSK, dorobek wcześniejszych pokoleń Polaków w Wielkiej Brytanii. Załączam link do podania na członkostwo POSKu. Pamiętajcie że to jednorazowa zapłata £60 i członkostwo utrzymuje ważność na całe życie. Przypominam o potrzebie podpisów dwóch istniejących członków jako sponsorów. https://posk.org/wp-content/uploads/2023/04/A_POSK_membership_application.pdf Ratujmy POSK. Z poważaniem, ale i z gorącym apelem, Wiktor Moszczyński Członek Rady POSKu Autor „Hello, I’m Your Polish Neighbour”, “Polak Londyńczyk” i “Ogłaszam alarm dla polskiego Londynu” Link do Wikipedii: https://en.wikipedia.org/wiki/Wiktor_Andrzej_Moszczy%C5%84ski

Saturday, 13 April 2024

Wyklad w Ognisku o ksiazce Chasing Phileas Fogg

 



W poniedziałek 15go stycznia w salonie na 2 piętrze w Ognisku Polskim odbył się wieczór autorski Wiktora Moszczyńskiego w związku wydaniem jego nowej książki w języku angielskim pt. „Goniąc Phileas Fogga: 80 Dni na Pokładzie Borealis”. („Chasing Phileas Fogg; 80 Days on the Borealis”. ) Autor opisał swoją podróż, wraz z żoną, na pokładzie statku Borealis, trwającą 80 dni, i trzymającą się z grubsza drogi morskiej bohatera książki Verne’go „W 80 dni dookoła świata”. Oficjalnie rejs celebrował 150 rocznicę pierwszego wydania tej książki Verne’go, ale również, na szczeblu osobistym, celebrował 50ą rocznicę ślubu państwa Moszczyńskich. W czasie wykładu autor wyświetlił na ekranie paręset zdjęć z podróży dookoła świata, wyrażając swój podziw i szacunek dla odmiennej kultury i obyczajów przeszło 14 różnych państw położonych na pięciu kontynentach. Zwiedzał m.inn. Egipt, Indie, Singapur, Wietnam, Japonię, Hawaje, Meksyk, Kolumbię czy wyspy karaibskie i o każdym kraju miał odpowiedni komentarz czy anegdotę. Opisał również w książce swoje przygotowania na rejs, nakreślając swoje doświadczenia jako działacz polonijny, nie pomijając swoją pracę w POSKu, Zjednoczeniu Polskim w Wielkiej Brytanii, Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie, czy jako sympatyk i doradca Sceny Polskiej. Książka ma 44 stronic i zawiera 120 kolorowych zdjęć. 



Spotkanie w Ognisku zorganizował Związek Pisarzy Polskich na Obczyźnie, z poparciem Instytutu Polskiego w Londynie. Na wstępie, gości przywitał Dyrektor Instytutu Polskiego, Bartosz Wiśniewski, a Regina Wasiak-Taylor, prezes Związku Pisarzy, zaprezentowała dorobek literacki autora. Urywki z książki odczytywała słynna aktorka, Rula Lenska. Było obecnych około 70 słuchaczy, a po wykładzie autora, nastąpiły liczne pytania i sprzedaż książki z dedykacj osobista autora po konkurencyjnej cenie wyłącznie dla uczestników zebrania.  

Tuesday, 24 October 2023

I ja tam byłem, i głosy liczyłem

Byłem uprzywilejowany możliwością udziału w jednej z komisji wyborczych na terenie POSKu. Czytałem opisy innych uczestników tych komisji i podzielam ich poczucie spełnionego obowiązku, ich frustrację z powodu opóźnionego zatwierdzenia protokołów komisji przez Warszawę, ale przede wszystkim ich uniesienia jako świadkowie i uczestnicy tego festynu demokracji. Obserwowałem z dumą jak całe rodziny z dziećmi, samotni mieszkańcy czy panie w towarzystwie, starsi i młodsi, niepełnosprawni na wózkach i wysportowani wracający z siłowni, kolejno oddawali swoje cenne głosy dla przyszłości swojego kraju, mimo ich pobytu za granicą. Kolejki do naszych czterech komisji w POSKu ciągnęły się wspólnie jak jeden wąż w około budynku, nim je rozdzielono. Stali ludzie przez szereg godzin, cierpliwie i pogodnie, bez awantur, a nawet w dobrym humorze, posuwając się z wolna w kierunku przeznaczonej dla nich sali wyborczej. 

Gdy dotarli w końcu do progu, czekała ich komisja moich kolegów i koleżanek, sprawdzająca nazwiska i paszporty, podzielona alfabetycznie na cztery mini-kolejki. Czasem ludzie przepływali przez ten sprawdzian tożsamości zwinnie, szczególnie w momentach porannych lub wieczornych, a czasem był tłok przypominający stadion futbolowy, choć wciąż trwał spokój i ład. Następnie wyborcy, uzbrojeni już w ogromną płachtę zawierającą listę przeszło 250  warszawskich kandydatów do Sejmu, i dwóch do Senatu, stanęli ponownie lecz cierpliwie w następnej kolejce aby skorzystać z pospiesznie skonstruowanych prywatnych kabin do głosowania. Tam zasiadali spokojnie, albo sami brnąc przez te szeregi nazwisk, albo tworzyli panele rodzinne aby uzgodnić wspólnego kandydata, albo jeszcze dzwonili nawet do znajomych lub krewnych, prosząc o rady, i wyliczając nazwiska kandydatów, jak gdyby były to konie do wytypowania na następny wyścig.  Takich scen przy wyborach brytyjskich nigdy nie widziałem. Ci co nie chcieli doczekać się kabiny, bo brakowało tam miejsc, zasiadali sobie na krzesłach z boku, i wypełniali kartę wyborczą opierając się o kolano albo o ścianę. 

A potem podchodzili do przezroczystej urny, składając dyskretnie złożone karty do głosowania, często fotografując się nawzajem. Najpiękniejszy widok dotyczył te momenty gdy podchodziły do urny malutkie dzieci, nie sięgające nawet pokrycia tego magicznego pudła, starając się na oczach swoich dumnych rodziców wsadzać te upiorne dokumenty przez tak wąski otwór sięgający powyżej ich głowy. Czułem wtedy jakbym był na jakimś karnawale, a dusza moja śpiewała z wrażenia że wreszcie ocknął się ponownie duch narodu, uśpiony marazmem poprzednich lat. 

Po głosowaniu nastąpiło już liczenie. Najpierw uzyskaliśmy statystyki osób głosujących (w naszej komisji akurat 1772) z listy zarejestrowanych wyborców. A potem otwierano urnę i segregowaliśmy, z początku dosłownie na podłodze, karty wyborcze na sejm, na senat i na ten nieszczęsny referendum, który poprzednio niemal jedna trzecia głosujących dobrowolnie odmawiała. A potem przez następne godziny żmudnie liczyliśmy głosy poszczególnych sejmowych list wyborczych, a wreszcie poszczególnych już osób wyznaczonych na tych listach, kończąc na zliczeniu głosów na najpopularniejszego kandydata, który zdobył przeszło jedną trzecią wszystkich oddanych głosów. Liczenie głosów do senatu między dwoma tylko kandydatami było już rzeczą prostą. Ostatecznie w godzinach porannych poniedziałku zostały nam jeszcze głosy na referendum. Choć nie tak liczne jak głosy na sejm i senat, ale jednak bardziej skomplikowane w strukturze bo obejmowały cztery pytania z alternatywą „tak” czy „nie”, z ogromnym urozmaiceniem potencjalnych wyników. 

Byliśmy już głodni i chłodni, zasypiając w naszych krzesłach, lub na podłodze, w momentach wymaganego spoczynku. Dyrekcja POSKu dwukrotnie dostarczyła nam ciepłe jedzenie, mimo że w poniedziałki, restauracja i kawiarnia są zamknięte. Najgorszym okresem było wielogodzinne czekanie na potwierdzenie z Państwowej Komisji Wyborczej w Warszawie, którego w końcu nie doczekaliśmy się, bo nasze protokoły zatwierdzone zostały dopiero w około północy i odebrane zostały przez konsulaty. Wyniki wywieszono na drzwiach POSKu dopiero we wtorek. Po tych ciężkich godzinach liczenia i stresu, te sześć czy siedem godzin daremnego wyczekiwania odebrało nam nieco humor.

Wróciłem do domu o 8ej wieczorem w poniedziałek zmęczony ale zadowolony. A liczyłem jeszcze te głosy przez trzy noce we śnie. Ale te sny nie były juz koszmarami. Sama radocha.

Wiktor Moszczynski


Monday, 25 September 2023

Nieświadomy Sojusznik Putina?

 


Od początku tzw. “dobrej zmiany”, Prawo i Sprawiedliwość systematycznie wprowadzili program dramatycznych zmian w ustroju i w panującej ideologii naszego kraju. Jarosław Kaczyński nie baczył ani na dotychczasowe normy działania w Polsce, ani na opinię światową. Występował z wyraźnym wyzwaniem wobec opinii ekspertów prawnych czy gospodarczych, jak i elit kulturowych i naukowych. Wybrał dla swojego obozu jasną z góry zapowiedzianą politykę przemian, wykonaną nocnymi sesjami w Sejmie z żelazną dyscypliną nad własnymi posłami, z pogardą dla obozów opozycyjnych. Miał poza tym wysubtelnione wyczucie jak trafić do nastrojów mniej zamożnych warstw społeczeństwa polskiego, a szczególnie wiejskiego, nie mającego dostępu do innych źódeł informacji poza państwową TVP.  Grał na ich obawach, uprzedzeniach i kompleksach, ubierając je zręcznie w barwach narodowych.

Okrzyknięto prosperującą Polskę jako „kraj w ruinie” i przekształcono gospodarkę na system roszczeniowy z wrastającym sektorem upaństwowionym. Wykorzystano bogate rezerwy finansowe, odziedziczone po poprzednich rządach, na powszechny system nieokiełznanego rozdawnictwa, jak np. akcja 500 plus. Z początku te posunięcia ożywiały  gospodarkę przez wzrost konsumpcji na rynku wewnętrznym, ale zachwiały nieco wiarę wpływowych agencji ratingowych i inwestorów zachodnich w efektywność zarządzenia polskiej gospodarki. Kaczyński i jego pierwszy premier, Beata Szydło, nie przejmowali się tym bo nie znali obcych języków i opinia światowa ich nie interesowała. Tymczasem monopolizowano krok po kroku media krajowe, które wszczęły ostrą kampanię nienawiści i pogardy wobec partii opozycyjnych, niezależnych ośrodków społecznych, i wybitnych jednostek w świecie kultury i nauki, szanowanych w opinii zachodniej.  Oskarżono opozycję o prowadzenie „totalnej opozycji”, kiedy to rząd prowadził przeciw niej politykę „totalną”. Pozostałe ośrodki niezależnej prasy czy telewizji, jak choćby TVN, OKO Press czy Gazetę Wyborczą, zwalczano administracyjnie i w bezustannych pozwach sądowych. Wprowadzano ogólny element zastraszenia. Kaczyński działał zgodnie z klasycznymi orwellowskimi wzorcami zcentralizowania władzy i środków medialnych.

Poprzednie rządy w Polsce miały od 25 lat stały kierunek działania zapewniający Polsce bezpieczeństwo i rozwój gospodarczy w oparciu o sojusz transatlantycki, uczestnictwo w ukladach europejskich, i transformację gospdarki na system wolnorynkowy. Przez okres światowego kryzysu finansowego, Polska była jedynym państwem europejskim który nie doznał recesji. Polska żyła zgodnie ze światem demokratycznym, szanująca istniejące układy i z kolei szanowana jako sojusznik promujący wartosci państw zachodnich, na którym można polegać. Wojska polskie służyły w Afganistanie i w Iraku. Ambicją ówczesnych rządów był dostęp do ewentualnego udziału w szczytach światowej grupy G20. Nawet w wypadku Rosji, Polska początkowo również wgłębiła się we wspólny front demokratycznych sojuszników liczących na ewentualną pokojową europeizację Rosji drogą wymian handlowych i kulturowych. Wykorzystano względną wówczas dobrą wolę Rosji aby założyć i utrzymać cmentarze polskich ofiar stalinowskiego terroru, a szczególnie miejsc pochówku dla zamordowanych oficerów w Katyniu, Ostaszkowie i Starobielsku. Wspólnie też uczczono ofiary katastrofy smoleńskiej. Ale cały czas Polska stała na czele tych państw które ostrzegały kraje zachodnie przed rosnącymi dążeniami imperialistycznymi Federacji Rosyjskiej i wyraziła gotowość obrony niezależności Ukrainy.

Po roku 2015 nowe władze w Polsce wzmocniły swoją wrogość wobec Rosji, ale dolewały oliwy do ognia oskarżając Rosję wręcz o spowodowanie katastrofy smoleńskiej, w rzekomym porozumieniu z poprzednim rządem polskim. Po prostu traktowali to oskarżenie instrumentalnie, choć, mimo wszelkich starań, nie byli w stanie to oskarżenie uzasadnić. Ich celem nadrzędnym była próba skompromitowania opozycji. 

W wypadku państw zachodnich, Polska po roku 2015 wyraźnie zaczęła zmieniać kierunek. Zaczeło się już w pierwszych miesiącach od rajdu nocnego na siedzibę NATO w Warszawie, i od całostkowej likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, pod pozorem dekomunizacji, choć pzez wiele lat owocnie współpracowały z sieciami wywiadowczymi na Zachodzie. Szeregi rządowe i ich media powszechnie potępiały liberalne wartości europejskie, szczególnie wykpiwając ich podejście do szanowania praw mniejszości i ich uczulenia na zachodzące zagrożenia wynikające ze zmian klimatycznych. Sam szef MSZ Witold Waszczykowski wodził rej w prowokacyjnym i niedyplomatycznym wyśmiewaniu wartości zachodnich. Przypominało to stałą PRLowską propagandę zochydzającą Zachód i zachodnie ustroje. Od początku, również pod fałszywym hasłem dekomunizacji, starano się wbrew Konstytucji, podporządkować niezależne sądownictwo pod kontrolę polityczną ministerstwa sprawiedliwości i wprowadzano sankcje przeciwko sędziom nie godzącym się na te zmiany. Rządy polskie obrażały się na ogólnie szanowane instytucje zachodzie gdy te śmiały krytykować aspekty „dobrej zmiany”, które wyraźnie były niezgodne z tradycyjnymi wartościami demokratycznymi Zachodu.

Z początku bardziej dyplomatycznie, ale z czasem już w ostrzejszych tonach, instytucje unijne ostrzegały Polskę przed podważaniem wspólnie przyjętych norm demokratycznych, a w tym i łamaniu własnej Konstytucji która tym normom podlegała. Doszło w końcu do tymczasowego wstrzymania dla Polski należnych jej funduszy na rzecz post-covidowej odbudowy, dopóki do tych norm nie powrócono. Polska polityka rządowa przemieniła się z czasem w otwartą wojnę z instytucjami i wartościami europejskimi, często pod pozorem utożsamiania unijnej Europy z państwem niemieckim. W odróżnieniu od Wielkiej Brytanii, polski rząd nie ma zamiaru opuścić Unię Europejską. Ale robi wszystko, wspólnie z autorytatywnym rządem węgierskim, aby podważyć ład europejski od wewnątrz i zastąpić go swoją ideologią państwa suwerennego z wartościami odmiennymi od liberalnych. W swoim pierwszym wywiadzie po objęciu funkcji, obecny premier Mateusz Morawiecki zapowiedział że jego celem jest, po prostu, „rechrystianizacja Europy”, czyli zastąpienie tradycyjnych państw świeckich państwami wyznaniowymi. Na ogół rządy zachodnie omijają ambarasujące wyskoki polskiej dyplomacji, licząc się z tym że ktoregoś dnia polski rząd otrzeźwieje i powróci do normalnego współżycia z innymi krajami zachodnimi we wspólnym froncie przeciw Rosji. Prezydenci Obama i Biden traktowali rząd polski z pewnym dystansem, Tylko za czasów prezydentury Donalda Trumpa ociepliły się stosunki posko-amerykańskie mimo że ten prezydent gotów był rozwiązać NATO jako niepotrzebny sojusz, i widział w Putinie partnera do rozwiązania problemów światowych. Przez długi czas rząd Polski, i ich tuba medialna TVP, nie uznawały w pełni zwycięstwa Joe Biden’a w wyborach prezydenckich.

Wydaje się że Polska robi wszystko aby zaostrzyć konflikt nie tylko z sąsiadem wschodnim, ale również i z zachodnim. Nie chodzi tu tylko o to że Niemcy, jako najsilniejsze i najbogatsze państwo w Unii Europejskiej, ścisle przestrzega obecne sankcje unijne przeciw Polsce. Rząd i media państwowe chcą Niemcy zdemonizować w oczach Polaków. Sięgają głeboko wstecz do traumy narodowej powstałej pod okupacją hitlerowskich Niemiec i sowieckiej Rosji w czasie Drugiej Wojny Światowej, aby utrzymać stały gorączkowy stan konfliktu z Niemcami. Mimo poprzednich umów z Niemcami, potwierdzonymi ostatecznie przez PiSowskiego ministra spraw zagranicznych, Annę Fotygę, że Polska nie ma już dalszych roszczeń o reperacje ze strony Niemiec za zbrodnie wojenne, rząd Polski podjął się wystawić rządowi niemieckiemu nierealny rachunek na zawrotną sumę $1.5trn bez żadnej wstępnej dyskusji. Wykonał to mimo wspólnego uczestnictwa Polski i Niemiec w poparciu militarnym i finasowym dla Ukrainy. Robiąc to rząd Polski zaniedbał podobne żądania wobec rządu rosyjskiego z którym jest w autentycznym konflikcie i który, w odróżnieniu od Niemiec, do większości zbrodni wobec Polski się nie przyznał. Ten obraźliwy gest wobiec Niemiec był akt złośliwym i infantylnym w świecie dyplomacji, przynaglonym przede wszystkim celem  ujawnienia rzekomej niepatriotycznej postawy opozycji w okresie przedwyborczym. To się nie udało, ale urazy w Niemczech po tym akcie zostały i mogą wzmocnić poparcie dla prawicy niemieckiej.

Sprawa wygrania nadchodzących wyborów jest w tej chwili nadrzędną sprawą dla obecnego rządu. Klęska wyborcza może doprowadzić do całej plejady pozew sądowych za korupcję i za łamanie konstytucji. Polityka zagraniczna jest tylko instrumentem w walce o utrzymaniu się przy władzy. Ten nacisk na przetrwanie doprowadził nie tylko do niepotrzebnego konfliktu Polski z Unią Europejską i z Niemcami, ale do konfrontacji nawet z Ukrainą, którą całe polskie społeczeństwo wspierało z powodu inwazji rosyjskiej na ich teren. Po blokadzie czarnomorskich portów ukraińskich przez flotę rosyjską Ukraina wysyłała przez Polskę masowe ilości zboża do państw trzeciego świata aby ratować ich przed głodem. Polska mogła stać się intratnym przewoźnikiem tych towarów przez swój terytorium. Niestety państwowe przedsiębiorstwa zainterweniowały i skupowały zboże ukraińskie na rynek polski. Spowodowało to słuszny protest polskich farmerów i to z kolei doprowadziło do odruchowego bojkotu ukraińskiego zboża na terenie Polski. Ostre wymiany dyplomatyczne między Polską i Ukrainą, deklaracje premiera Morawieckiego o zaprzestaniu dalszych dostaw broni do walczącej Ukrainy i brak przywitania między głowami obu państw na konferencji w nowojorskim gmachu ONZ, a później w Polsce, stało się  symptomem patologicznej degradacji obecnej dyplomacji polskiej. Rzekomy przyjaciel Zelenskiego, Andrzej Duda, porównał prezydenta walczącej Ukrainy do „tonącego człowieka chwytającego się brzytwy”. Moskwa te wypowiedzi interpretuje po swojemu. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, komentując wywiad Morawieckiego, wyraził przekonanie, że „rozłam między Kijowem Warszawą i innymi europejskimi stolicami będzie się pogłębiał z czasem”. W każdym razie te słowa hańbią wizerunek polski w oczach Ukrainy, w oczach Zachodu i w oczach własnego społeczeństwa.

Do najważniejszych celów polityki Putina, poza ujarzmieniem Ukrainy, jest rozbicie Unii Europejskiej, podważenie systemów demokratycznych w zachodniej Europie, konflikt stały między Polską a Niemcami, tryumf Trump’a w następnych wyborach amerykańskich, i przywrócenie dominacji rosyjskiej nad ich zachodnimi sąsiadami. Ale dlaczego obecny rząd Polski wyznacza sobie podobne cele? I czy robi to w naiwności, czy celowo?

Wiktor Moszczyński

 

Wiktor Moszczyński

Thursday, 27 April 2023

List do Ministra Mularczyka

 

      


                                                                                                       27 kwiecien 2023

Wp Arkadiusz Mularczyk,

Sekretarz Stanu, Ministerstwo Spraw Zagranicznych

Przez grzeczność Ambasady RP w Londynie

 

Szanowny Panie Ministrze!

Pozwalam sobie jako wieloletni działacz polonijny zajmujący się promowaniem spraw polskich w Wielkiej Brytanii, skreślić parę uwag odnośnie kwestii reparacji ze strony Niemiec za agresję na Polskę i zbrodnie z tego aktu agresji wynikające. Niestety jestem obecnie za granicą, poza Wielką Brytanią, i nie będę mógł być obecny na spotkaniu Pana Ministra w londyńskim POSKu 28go kwietnia br., czego szczerze żałuję.

Pańska, jeszcze poselska, inicjatywa spisania, udokumentowania i obliczenia ilości strat ludzkich, materialnych i kulturalnych, wynikających z okupacji niemieckiej w naszym kraju, oszacowanych na 1.5 bilionów dolarów (po ang. $1.5 trillion), jest dużym osiągnięciem dla świata nauki i dla wiedzy o prawdzie historycznej naszego narodu. Mogłaby być punktem odnośnym do wielkiej debaty społecznej obejmującej szerokie kręgi społecezństwa i również ekspertyzy prawnej, naukowej i kulturalnej, jako wstęp do przedstawienia go do dalszej debaty na forum międzynarodowym. Mam nadzieję że w przyszłości uda się przygotować podobną listę strat wynikająch z wojennej okupacji sowieckiej na wszystkich przedwojennych terenach Polski, łącznie ze skutkiem długoletnich rządów PRL.

Uważam jednak że publiczne przedstawienie Waszego raportu jako oficjalną deklaracją państwową wymagało nieco więcej uwagi niż jedna pospieszna debata w Sejmie i Senacie.  Dopiero po wyczerpującej debacie mogła być stać się spopularyzowaną wersją naszej historii i przedmiotem odpowiednim dla szkół i wyższych uczelni. Każdy Polak kochający swój kraj, mógłby potem tylko przyklasnąć. I dopiero po takiej debacie mogłaby by być przedstawiona rządowi niemieckiemu.

Trzeba przyznać że obecny rząd Polski, wyczuł, może bardziej dokładnie niż jego poprzednicy, kontynuację stałej traumy narodowej, szczególnie wśród starszych pokoleń, wynikającej ze strasznych zniszczeń i przeżyć wojennych, i z nieadekwatnych odszkowań dla Polski za te straty ludzkie, materialne i kulturalne. 

Faktycznie, po roku 1990, poprzednie rządy priorytetyzowały politykę tworzenia państwa nowoczesnego, nie szukającego rewizji żadnych granic, i patrzącego optymistycznie w przyszłość gospodarczą narodu. Koncentrowały się na zatwierdzeniu zdrowego ustroju demokratycznego, znajdującego swoje miejsce w ówczesnym gronie innych państw demokratycznych i jako suwerennego członka ONZ, starającego się skutecznie o członkostwo Wspólnoty Europejskiej i NATO. Liczono wówczas na to że nowoczesna Polska, patrząca z nadzieją w przyszłość, nie będzie wciąż jeszcze obarczona tą traumą narodową. Oczywiście świadomość tej traumy istniała zawsze. Obchody rocznic tragedii i bohaterstwa nie zaniedbywano, lecz nie uwzględniano wystarczająco poczucia niedosytu i braku sprawiedliwości wśród wielu ofiar wojennych, i może nie przewidziano jak daleko ta rana została jeszcze nie zagojona. Nie mam zamiaru krytykować tej postawy, ale każda decyzja polityczna ma swóją ujemną stronę.   

Oczywiście pozostaje teraz decyzja co zrobić z tym zebranym materiałem w realnym świecie politycznym. Na pewno, po adekwatnej debacie wewnętrznej w szerokich kręgach społeczeństwa polskiego, koniecznością było przedstawić taki raport rządowi niemieckiemu i światu naukowemu w Niemczech, jak również upowszechnić go w sąsiednich i sojuszniczych państwach, jak np.w Izrealu, Austrii czy Stanach Zjednoczonych, a nawet w Rosji. Myślę że próba zwrotu zagrabionych z Polski dóbr kulturalnych znajdujących się obecnie w Niemczech powinno być pierwszym punktem działania. Jest to cel, który przy dobrej woli niemieciej, może być szybko zrealizowany. Natomiast odzyskania odszkodowań materialnych na skali państwowej, czy dla osób indywidualnych lub instytucji, zarówno polskich i żydowskich, leży już w domenie politycznej, prawnej i moralnej, biorąc pod uwagę znaczenia dotychczasowych umów podpisanych przez ówczesne przedstawicielstwa obydwu państw, niezależnie od tego czy te przedstawicielstwa było tym krajom narzucone z góry, czy nie.

Obecnie państwo niemieckie jest naszym sojusznikiem w NATO, szczególnie w kwestii agresji rosyjskiej wobec Ukrainy. Jest partnerem w Unii Europejskiej, i sąsiednim narodem związanym z Polską wieloma niciami zarówno dyplomatycznymi, gospodarczymi, kulturalnymi czy rodzinnymi. Przeszło milion Polaków pracuje, prosperuje i płaci podatki w Niemczech. Republika Federalna uznaje nasze obecne granice, narzucone, pamiętajmy, obu państwom przez Stalina, liczącego na to że tylko on będzie gwarantorem uznania granicy między skłóconymi między sobą w przyszłości państwami. Zarówno obecny rząd niemiecki, jak i społeczeństwo niemieckie, uznają winę narodu niemieckiego za zbrodnie popełnione w Polsce i innych terenach Europy, biorą udział oficjalnie w naszych rocznicach i obchodach z okresu wojennego gdy ich zapraszamy, i płaciły prawnie należną kompensację zgodnie z umowami podpisanymi między obydwoma państwami. Również wypłacało chojne odszkodowania wielu indywidualnym Polakom zamieszkałym poza granicami Polski. Wiemy że to nie jest wystarczającą rekompensatą dla Polski i jej mieszkańców, ale umowy podpisane przedtem w naszym imieniu dotychczas uniemożliwiały pełniejszą reparację.

Nasz stosunek do państwa niemieckiego powinien mieć inne wymiary. Jest to okres kiedy rząd polski powinien mieć jak największy wpływ na wewnętrzną debatę w Niemczech na temat przyszłości udziału Niemiec w pomocy dla Ukrainy i na temat ich roli w Unii Europejskiej. Dyplomacja niemiecka jest na epokowym zakręcie porzucając kierunek politycny wobec Rosji kanclerza Angeli Merkel. Polska powinna utrzymywać nacisk na opinię publiczną i na ministrów w Niemczech w utrwaleniu nowej polityki poparcia dla Ukrainy. Uważam że jest to jeden z najważniejszych priorytetów polskiej racji stanu. Trzeba więc się zastanowić czy obecny rząd Polski ma odpowiedni autorytet w korytarzach władzy czy w mediach niemieckich aby taką rolę odegrać.

Obawiam się że nie. Sposób przekazania noty o reparacjach przez szefa MSZ, a później przez prezydenta RP, były wyjątkowo lekceważące dla tak strategicznego sojusznika i nowoczesnego demokratycznego państwa. Również zaskakujący był termin złożenia noty wymagającej tak zawrotną sumę gdy rząd niemiecki zmaga się z kryzysem energetycznym wynikającym z utraty zakupu gazu i ropy naftowej z Rosji. Takie zachowanie mogło zadowolić tylko rząd rosyjski, spadkobiercę Stalina, który ucieszył się że tak kluczowe państwa w koalicji pro-ukraińskiej wchodzą w konflikt egzystencjalny.

Reakcja niemiecka na notę polską była negatywna, bo przy takim podejściu z Polski, jak mogło być inaczej? Polska dyplomacja nie powinna była nigdy podstawić władzom niemieckim precedens aby znaleść powód do tak kategorycznej odmowy dalszych reparacji. Ta nieforunna wymiana not zamyka obecnie drogę do wszelkiej dalszej dyskusji bilateralnej na ten temat. Polska strona tak zadziałała jakby nie chciała uzyskać pozytywnej odpowiedzi, i jakby chciała sprowokować tą odmowę.

Tym samym ten sposób przekazania noty podważył również całą wartość tej pracy którą Pan Minister, jeszcze jako poseł, podejmował, przygotowując ten cenny dokument. Media polskie i zagraniczne podejrzewały że rząd wcale nie zwracał uwagi na efekty przekazania takiej noty na rząd czy opinię publiczną w Niemczech i że celem sprawy reparacji było rozbudzenie społecznych emocji i  pogłębianie wewnętrznej polaryzacji politycznej w naszym państwie, z myślą o wygraniu następnych wyborów parlamentarnych. Taki właśnie pogląd w sondażach wyraziło wówczas 68% polskiego społeczeństwa.

Pański oryginalny raport i rachunek, jak i dalsza dyskusja na ten temat z narodem niemieckim, mógł był być punktem zwrotnym w zagojeniu tej powojennej traumy w społeczeństwie polskim. Tymczasem stał się powodem do pogłębienia jej przez upolitycznienie krzywdy narodowej.

Wiadomo, że przy najlepszej woli, ani Niemcy, ani żaden inny kraj, nie byłyby w stanie zapłacić teraz takiej sumy. Ale przez dialog można było uzyskać deklarację o naturze moralnej zapowiadającej jakąś formę potencjalnych dalszych reparacji w przyszłości. Nie może teraz nastąpić taki dialog w tej sprawie z Niemcami, jeżeli rząd Polski sam nie podejmuje dialogu, a tylko prowadzi politykę deklaratywną. To podejście uniemożliwia nawet wstępne kroki dialogu na temat reparacji kulturalnych.

Dlatego proponowałbym aby rząd Polski odłożył na przyszłość dalsze noty dyplomatyczne i politykę megafonową w  sprawie reparacji, przekazując inicjatywę w tej sprawie Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego i Instytutowi Pamięci Narodowej. Zamiast tego powinien podjąć zasadnicze kroki w wsparciu tych polityków i mediów niemieckich którzy mają zamiar ofiarować Ukrainie pełnego wsparcia politycznego i militarnego.

Słusznie trzeba docenić i uszanować niewyczerpane wciąż po 75 latach poczucie niespłaconego długu za cierpienia narodu polskiego w okresie wojennym, ale nie może to być powodem aby historyczne tragedie miały dyktować kierunek przyszłej polskiej polityki zagranicznej która byłaby nie zgodna z polską racją stanu.

Łączę wyrazy poważania

Wiktor Moszczyński

 

 

Wednesday, 8 February 2023

Historia powstania Stowarzyszenia Przyjaciół Polskich Weteranów

 

                        

Genezą Stowarzyszenia Przyjaciół Polskich Weteranów był zjazd 15 aktywnych wówczas Zarządów Kół Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Wielkiej Brytanii (SPK WB), zwołany 21 lipca 2012 roku w Leicester. Prezesi i członkowie omawianych 15 kół kategorycznie zaprotestowali przeciwko  planowanej likwidacji starego Stowarzyszenia przez ówczesnego Zarządu głównego SPK WB w Londynie. Plan zamknięcia powstał 2 lata wcześniej na Walnym Zjeździe SPK WB, który przeprowadził  uchwałę o rozwiązaniu wszystkich Kół SPK i zawłaszczeniu ich majątku z kąt bankowych i depozytów. Niektóre Koła były bogate bo mieściły się we własnym Domu Kombatanta i prowadziły swoją działalność gospodarczą. Po likwidacji ich Koła i sprzedaży Domów fundusze miały być przekazane bezpośrednio do działu gospodarczego Polish ExCombatants Association in Great Britain Trust Fund (po polsku znaną jako Fundacja SPK WB), mieszcząca się w polskim Londynie.

Niepoprawność decyzji Walnego Zjazdu WB, zatwierdzającego uchwałę likwidacji SPK i sprzedaży Domów Kombatanta, polegała na tym że użyto głosy nieistniejących już Kół SPK ażeby przegłosować istniejące. Według uczestników, środowiska które wciąż chciały działać dla dobra swoich zrzeszonych oddanych działaczy przegrały jednym tylko głosem.

Organizatorzy Zjazdu w Leicester przygotowali równolegle petycję składającą się z 873 indywidualnych podpisów, czyli 63% działających członków ówczesnego SPK WB, domagając się zwołania Nadzwyczajnego Walnego Zjazdu SPK WB, na którym pragnęli złożyć wniosek o wotum nieufności Zarządowi Głównemu SPK WB. Władze główne SPK WB nie przyjęli tej petycji. Natomiast pod przykrywką zebrania roboczego w październiku roku 2012, Zarząd Główny przeprowadził ostateczną uchwałę o likwidacji zasłużonej kombatanckiej organizacji, która od roku 1946 masowo reprezentowała byłych Żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, ich rodzin i sympatyków. Koła niezależne nie brały udziału w wyżej wymienionym zebraniu.

Pomimo utraty i braku funduszy niezależne Koła SPK zdecydowały ukonstytuować się jako niezależna organizacja będąca kontynuacją pamięci o historii Polskich Sił Zbrojnych.

15 maja 2013 w Companies House została zarejestrowana nowa organizacja, jeszcze wtedy pod roboczą nazwą SPK Limited, która później przekształcona została w obecną organizację Stowarzyszenie  Przyjaciół Polskich Weteranów. Następstwem rejestracji 13 lipca tego roku zwołany został Pierwszy Zjazd przyszłego SPPW, który przyjął tymczasową nazwę SPK Limited. Uchwalono na nim statut którego cele określono jako zespolenie wszystkich byłych członków kół SPK w dziedzinie ideowej, dotyczącej zachowania wiernej pamięci o weteranach Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, i szerzenie, wśród Polaków i wszystkich innych narodowości, prawdy historycznej o wkładzie i chwalebnym udziale Polskich Sił Zbrojnych w ostatniej wojnie światowej. Przewodnim hasłem nowej organizacji był epitafium pod pomnikiem PSZ w Arboretum, „Będziemy ich pamiętać dzisiaj, jutro, na zawsze. Oni umierali w służbie swego Kraju, będziemy pamiętać!” Prezesem Honorowym organizacji został major (później płk) Otton Hulacki, zesłaniec i uczestnik Bitwy pod Monte Cassino. Wielkim swoim osobistym doświadczeniem i dużym wachlarzu przeżyć wojennych, major Hulacki poparł inicjatywę niezależnych Kół SPK. Należy tu podkreślić, że Otton Hulacki przez szereg lat sprawował władzę w Zarządzie SPK WB, był przedstawicielem Zarządu Głównego. Jednak nie poparł uchwały o likwidacji SPK i przekazaniu całego ich majątku na Fundację SPK. W styczniu 2022 roku płk Otton Hulacki świętował setne urodziny.

Powstanie nowej organizacji, przyszłej SPPW, odbywało się w napiętej atmosferze obejmującej całe starsze polskie społeczeństwo w Anglii i Szkocji. Przy ognistych polemikach w prasie polonijnej i innych mediach opisywano często o dramatycznych wypadkach nie dopuszczenia sztandarów Kół SPPW do londyńskiego kościoła, i wykluczania byłych członków SPK z Domów Kombatanta czyli siedzib SPK, jak było w Glasgow, Leicester, Peterborough czy Bristol.

 

A w tym samym czasie poszczególne Koła nowej organizacji rozwijały swoją działalność. Organizowały co roku na swoich terenach Święta Żołnierza, Święta Odzyskania Niepodległości, uroczyste opłatki dla swoich członków i rodzin, wspomagały sobotnie szkoły i harcerstwo. Składały hołd ofiarom zbrodni katyńskiej i współpracowały z lokalnymi oddziałami Royal British Legion w pochodach na Remembrance Sunday. Często koła wspierały się nawzajem, organizując na przykład wspólne obchody katyńskie w Bristolu czy Cannock Chase (przy Kole w Wolverhampton), i wspólne obchody Święta Żołnierza w Bradford. Nowa organizacja została zaliczona jako organizacja kombatancka przez Urząd do Spraw Kombatantów i Ofiar Represji w Warszawie. W Londynie SPPW przez szereg lat stało się organizatorem udziału Polaków w corocznym przemarszu przed Cenotaf organizowanego przez Royal British Legion i ukazywało sie w programach BBC.

4go października 2014 odbył się kolejny Zjazd w Leicester obejmujący 25 delegatów z 14 kół , na którym zatwierdzono dotychczasową działalność Zarządu. Wybrano ponownie istniejące władze, które miały za zadanie dojść do porozumienia z Fundacją SPK w sprawie prawnej własności do użycia nazwy i logo SPK.

Wreszcie w 2016 roku doszło do sesji mediacyjnej, organizowanej przez brytyjskie Biuro Własności Intelektualnej (IPO), pomiędzy Fundacją SPK a Kołami niezależnymi używającymi wówczas jeszcze roboczą zarejestrowaną nazwę SPK Limited. Oficjalnie wtedy nasza organizacja przejęła nową nazwę Stowarzyszenie Przyjaciół Polskich Weteranów (SPPW), a po angielsku Friends of Polish Veterans Association i zatwierdziła tą decyzją na nadzwyczajnym Zebraniu w Londynie 27go lutego 2016. 

Pierwszy uroczysty Zjazd organizacji już pod stałą nową nazwą Stowarzyszenie Przyjaciół Polskich Weteranów miał miejsce w Luton 14 go października 2017 roku. Była na nim obecna przedstawicielka Urzędu do Spraw Kombatanckich i Osób Represjonowanych. W Zjeździe uczestniczyli delegaci reprezentujący 9 Kół SPPW. Przedstawiciele zarządów Kół potwierdzili dotychczasową działalność poszczególnych Kół na terenach w Anglii i Szkocji i uchwalili nowy statut SPPW zastępujący o podobnym słownictwie statutu SPK Limited. Zjazd upoważnił Zarząd SPPW do udziału w mediacji prawnej z Fundacją SPK tym razem w sprawie rozstrzygnięcia przyszłości sztandarów SPK przy poszczególnych Kołach.

W lipcu 2018 roku SPPW Southampton zaprojektowało przepiękne godło dla wszystkich Kół SPPW, który przyjęły to jako oficjalne logo organizacji. Jest ono w kształcie orła białego na tle białoczerwonej tarczy opartej o dwie szable.

W listopadzie tego roku koła SPPW złożyły stare organizacyjne sztandary SPK w Instytucie Polskim i muzeum im. Gen Sikorskiego. Po przekazaniu starych sztandarów Zarządy Kół SPPW indywidualnie składały zamówienia w Polsce na wykonanie nowych sztandarów z nowym godłem SPPW i nazwą miejscowości w której działa Koło SPPW. W następnych miesiącach odbywały się poświęcenia sztandarów w różnych ośrodkach.

30 września 2020 roku, SPPW, w ramach oszczędności, wyrejestrowało się z Companies House i od tego dnia każde Koło pozostaje na własnym rozrachunku.

11 maja 2019 roku, w porozumieniu z Royal British Legion, Italy Star Association i Polish Heritage Society, koła SPPW wzięły czynny udział w organizowaniu 75 tej rocznicy czterech bitew o Monte Cassino w National Arboretum w Staffordshire. W tych obchodach uczestniczyli polscy weterani Drugiego Korpusu, łącznie z weteranami brytyjskimi, hinduskimi, francuskimi i innymi. Po głównych obchodach, Zarządy Kół Stowarzyszenia Przyjaciół Polskich Weteranów z Bradford, Oldham, Southampton, Manchester i Kirkcaldy złożyli wspólnie hołd ze swoimi nowymi sztandarami pod pomnikiem Polskich Sił Zbrojnych w Arboretum.  

Przez następne 2 lata działalność Kół była utrudniona przez pandemię Covid-19, ale większość Kół z czasem dopasowała sie do działalności zdalnej, opartej na najnowszej technologii informatycznej. Ale w świadomości że nie wszystkie Koła były zdolne do łączności w internecie, następny Walny Zjazd odłożono do roku 2022, kiedy groźba covidu-19 już znacznie zmalała. Drugi Walny Zjazd SPPW miał więc miejsce 14 maja 2022 w Luton. Obecni byli delegaci z 6-iu najbardziej czynnych Kół. Wyrażano poparcie dla zmagań Koła SPPW w Kirkcaldy w próbie zakupu Domu Polskiemu, w którym dotychczas urzędowali jeszcze od czasów gdy istniało tam Koło SPK. Zjazd wybrał nowego prezesa SPPW, kol.  Alicję Łapicką która zapowiedziała większe uaktywnienie Zarządu, możliwość wspólnych wycieczek i wprowadzenie strony internetowej dla krajowej organizacji SPPW.   

SPPW wkracza odważnie do następnej dekady swojej zaszczytnej działalności społecznej i wychowawczej na terenie Wielkiej Brytanii.

Wiktor Moszczyński                                                                         Krystyna Dereszewska

Prezes SPPW (przedtem SPK Limited) 2012-2022                     Skarbnik SPPW 2012-2022        


Dla nowej strony internetowej Stowarzyszenia Przyjaci Polskich Weteranow  08.02.2023



Friday, 9 December 2022

Haniebna Rocznica

 

                                

Równo sto lat temu, 16 grudnia 1922, miała miejsce najbardziej hańbiąca dla Polski zbrodnia w jej dziejach nowoczesnych. 

Po odzyskaniu niepodległości i po wywalczeniu swoich granic, Polska przygotowywała się na okres pokojowego rozwoju w strukturze demokratycznej określonej w nowej tzw. marcowej konstytucji z roku 1921. Ale ta konstytucja zawierała kompromis oparty na osłabieniu władzy wykonawczej, a szczególnie w ograniczeniu uprawnień prezydenta, i na uzależnieniu kierunku państwa od Sejmu i umów jego stronnictw. Konstytucja była wymierzona przeciw jednej mocnej osobowości jakim był Józef Piłsudski, który jako dotychczasowy Naczelnik państwa posiadał mocniejsze uprawnienia z których korzystał. Wrogom Piłsudskiego nie chodziło tylko o obawy personalne potencjalnej dyktatury Piłsudskiego, ale również o ideologiczną  konfrontację dwóch konkurujących ze sobą koncepcji państwa polskiego.

Koncepcja Piłsudskiego oparta była na odtworzeniu Polski przedrozbiorowej, wielonarodowej, skupiającej mniejszości które, pod patronatem polskim, mogą się bronić skutecznie przed imperializmem rosyjskim, niezależnie czy carskim czy bolszewickim. Było to pojęcie federacyjne w której znalazło by się miejsce dla Ukraińców, Białorusinów, Niemców, Żydów, Litwinów i innych mniejszości na zasadzie pełnego równouprawnienia. Piłsudski, może nieco naiwnie, liczył na to że taki układ narodowościowy zabezpieczy zewnętrzne bezpieczeństwo i wewnętrzny spokój na tle narodowościowym, religijnym i kulturalnym.  Była to koncepcja nieco archaiczna, która była mylnie odczytana przez państwa zachodnie jako forma polskiego imperializmu. W praktyce nie była strawna też dla wielu tych narodowości które znalazły się w ostatecznych granicach Polski po podpisaniu traktatu ryskiego, lub zdecydowały na pełną suwerenność, jak akurat Litwini. Po traktacie ryskim, musiały zmagać się z potencjalną polonizacją w Polsce i rusyfikacją w Rosji Sowieckiej. Dlatego jego koncepcja stała się z czasem coraz mniej realistyczna.

Ta koncepcja była również nie do przyjęcia dla obozu narodowościowego, zwanego wówczas pod nazwą Narodowej Demokracji (endecy). Ich główny ideolog, Roman Dmowski, miał inną o dużo bardziej nowoczesną na te czasy koncepcję polskiego państwa narodowego, w której inne mniejszości poddane byłyby ewentualnej asymilacji, albo wyparcia. W ówczesnych granicach ilość etnicznych Polaków wynosiło zaledwie 70%. Istnienie około 6 milionów Ukraińców i 1,5 miliona Białorusinów żyjących na wschodnich terenach, i około 3 miliony Żydów i 1 milion Niemców rozproszonych po całym kraju, było dla endeków powodem niepokoju, a nie dumy. Wrogość tego obozu politycznego wobec tych mniejszości narodowych, a przede wszystkim wobec Żydom, zapowiadało stałe wewnętrzny konflikty na tle narodowościowym i politycznym. Antysemityzm był stałym wątkiem dużej części Polaków w tym czasie, podżegany na tle religijnym, kulturalnym i gospodarczym, szczególnie w bardziej prymitywnych terenach wiejskich i małych miasteczkach. Właśnie ta obawa że naród polski zostanie w jakiś sposób wynarodowiony przez te mniejszości narodowe był powodem dlaczego negocjatorzy polscy traktatu ryskiego, chcieli nawet zmniejszyć ilość terenów ukraińskich i białoruskich na wschodzie znajdujących się pod władzą polską. Na tej zasadzie delegacja polska odmówiła przyjęcia wewnątrz granic Polski Mińska, okupowanego już przez wojsko polskie.

Roman Dmowski pisał wówczas „Państwo może stworzyć tylko naród zdrowy, silny, liczny, spójny i silnie do swej odrębności przywiązany. Państwo polskie stworzy przede wszystkim naród polski, z rdzennej polskiej ludności złożony, polską żyjący kulturą.” Dla wielu narodowców Piłsudski i partie lewicowe były widziane jako wrogowie takiego spójnego jednonarodowego państwa, gotowi rzekomo poddać Polskę interesom obcych mocarstw i zmyślonym konspiracjom masońskim i żydowskim. Ten zasadniczy konflikt o przyszłość Polski stał się podłożem dramatu wyborów prezydenckich i zamordowania prezydenta w grudniu 1922.

Były to wybory na pierwszego prezydenta nowej Rzeczpospolitej Polski. Ogólnie przyjęto że kandydatem z największą szansą wygrania wyborów był sam Józef Piłsudski. Endecja wystawiła przeciwko niemu demonstracyjną kandydaturę ziemianina Maurycego Zamoyskiego, który był oponentem proponowanych wówczas reform rolnym. Wiedziała że kandydaturę Piłsudskiego Zamoyski nie pokona. Dwa główne stronnictwa ludowe też nie mogły poprzeć Zamoyskiego. PSL „Piast” zgłosiło na kandydata, Stanisława Wojciechowskiego, a PSL „Wyzwolenie”, Gabriela Narutowicza. Ale marcowa konstytucja przeznaczała prezydentowi rolę niemal tylko ceremonialną, podobną do roli króla Wielkiej Brytanii. Piłsudski wycofał więc swoją kandydaturę i poparł kandydaturę Wojciechowskiego, który został wówczas faworytem na wygranie wyborów.

9 grudnia doszło do głosowania w Zgromadzeniu Narodowym.  W pierwszych trzech głosowaniach odpadli kandydaci z mniejszą ilością głosów. W głosowaniu czwartym głosy mniejszości i socjalistów skierowane zostały do Narutowicza, na skutek którego odpadła kandydatura faworyta Wojciechowskiego. Ku ogólnemu zdumieniu społeczeństwa, a szczególnie endecji, w ostatecznym piątym głosowaniu Zamoyski uzyskał 227, a Narutowicz 289. Narutowicz, liberał, wybitny inżynier żyjący wiele lat w Szwajcarii, a ostatnio polski minister spraw zagranicznych, został ogłoszony prezydentem. Piłsudski, choć zaskoczony tym wynikiem, przyjął go pozytywnie, bojąc się jednak o rozwścieczone nastroje społeczne.

Natomiast prawica nie chciała przyjąć do wiadomości niespodziewany wynik wyborów i wpadła w histeryczny szał nienawiści i negacji, podobnej do reakcji Donalda Trumpa na wyniki wyborów w roku 2020. Gazety prawicowe oskarżały Narutowicza że jest wrogiem polskiego narodu, kosmopolitą, masonem, „sprzyjającym międzynarodowemu żydostwu”, a jego wybór głosami mniejszości był, w słowach redaktora Stanisława Strońskiego, „wyzwaniem rzuconym narodowi polskiemu” i „zaporą”. Zapowiadano że „popłyną rzeki krwi”. 10 grudnia wszystkie gazety endeckie opublikowały oświadczenie podpisane przez przywódców obozów prawicowych, m. inn. przez Wojciecha Korfantego, przywódcy trzeciego powstania śląskiego, byłego posła do sejmu austriackiego i wybitnego parlamentarzysty, Stanisława Głąbińskiego, negocjatora traktatu ryskiego, Stanisława Grabskiego, członka wojennego Komitetu Narodowego w Paryżu, Mariana Seydy, i innych polityków prawicy, domagające się rezygnacji Narutowicza. To tak jakby pewna część założycieli wolnej Polski, w frustracji i poniesionym gniewie, chciała teraz tą Polskę pogrzebać. Zaskaujące jak łatwo takie autorytety moralne zamieniły się w naganiaczy nienawistnych tłumów i prawicowych bojówek.

11 grudnia miało odbyć się zaprzysiężenie nowego prezydenta w Sejmie. W ostaniej chwili premier Julian Nowak wycofał się z akomponowania prezydentowi w podróży. Prawicowe tłumy, wzburzone propagandą prawicową i chęcią zniszczenia tej „zapory”, starały się powstrzymać przyjazd nowego prezydenta do Sejmu, obrzucając jego otwartą karocę błotem i brudnym śniegiem, blokując nawet w pewnym momencie jego drogę barykadą. Policja stała szpalerem salutując ale w ogóle nie ruszając się aby obronić prezydenta. Prezydent wykazał wielką odwagę i zimną krew. Prawicowa opozycja zbojkotowała sesję przysięgi, a bojówki prawicowe starały nie dopuścić posłów centrum i lewicy do sejmu. Na pomoc tym ostatnim przybyły demonstracje i bojówki PPS. Na Placu Trzech Krzyży odbyła się strzelanina na skutek którego zginął jeden robotnik. W końcu Narutowicz złożył przysięgę zgodnie z konstytucją. Na ulicach Warszawy i innych miast, demonstracje odbywały się dalej, domagające jego ustąpienia z urzędu. W demonstracji protestacyjnej gen Józef Haller, bohater Armii Błękitnej, przemawiał z własnego balkonu o „sponiewieranej Polsce” i nawoływał do kontynuowania protestów. „Odruch wasz jest wskaźnikiem, iż oburzenie narodu, którego jesteście rzecznikiem, rośnie i wzbiera jak fala! O ile obecny odruch stolicy nie będzie słomianym ogniem – zwyciężymy!” Prezydent dostawał liczne anonimy grożące śmiercią. Wydawało się że wojna domowa wisiała na włosku.

12 grudnia Narutowicz postarał powołać nowy rząd w porozumieniu ze wszystkimi partiami w Sejmie, ale Głąbiński, w imieniu narodowców, odmówił udziału i domagał się dalej jego rezygnacji. Trwały więc rozmowy do powołania rządu pozaparlamentarnego. Tekę spraw zagranicznych Narutowicz ofiarował byłemu konkurentowi Zamoyskiemu.

16 grudnia prezydent Narutowicz otwierał wystawę w warszawskim Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych. W czasie wizyty w galerii obrazów prezydent został postrzelony trzy razy przez malarza Eligiusza Niewiadomskiego. Rany okazały się śmiertelne. W popłochu, gdy spanikowany tłum opuścił budynek, butny zamachowiec stanął w miejscu dumnie oczekując aresztowania przez służby bezpieczeństwa.  Gdy do niego architekt Witkiewicz zawołał „Jak mógł Pan podnieść rękę na pierwszego obywatela Polski?”, krzyknął „Za pieniądze żydowskie wybranego!”. Obecny na Zachęcie, gen. Haller zareagował obojętnie, ale poseł socjalistyczny zawołał do niego „Krew ta spada na Twoją głowę.” Pojedynkowali się potem.

Okazało się że Niewiadomski działał samowolnie, bez niczyjego nakazu. Widział siebie, nie jako zbrodniarza, ale oswobodziciela. Działał w nienawiści pobudzonej przez polemistów prasy narodowej, jak Stanisław Stroński i ks. Kazimierz Lutosławski. Na krótko ucichło w prasie prawicowej i odsunięto się od czynu Niewiadomskiego. „Ciszej nad tą trumną,” nawoływał Stroński, obawiając się moralnego odwetu, a nawet fizycznego, ze strony lewicy i piłsudczyków. Faktycznie, warszawska PPS, w porozumieniu z grupą piłsudczyków i byłych działaczy POW, szykowała sie na wielki odwet, który pogłębiłby dalszy rozlew krwi, a nawet stworzył możliwy pucz.

Na szczęście, Ignacy Daszyński, przywódca krajowy PPS, w płomiennym przemówieniu namówił socjalistów do powstrzymania się od odwetu, a marszałek sejmu Maciej Rataj, w porozumieniu z Piłsudskim, powołał nowy rząd z premierem generałem Władysławem Sikorskim, który wprowadził stan wyjątkowy, obsadzając wojskiem ulice i główne obiekty państwowe. Zagroził użyciem wojska „nie rozróżniając niewinnych od winnych.” Nastąpił tymczasowy spokój. Cztery dni po śmierci jednego prezydenta, wybrano jego następcę, Stanisława Wojciechowskiego, i to tą samą różnicą głosów co poprzednio. Wynik przyjęto tym razem bez dalszych ekscesów.

Ale skutki tej zbrodni, obciążające polskie elity, były dla Polski bardzo niekorzystne. Po pierwsze, Piłsudski był tak roztrzięsiony zamachem na Narutowicza, że stracił ostatecznie zaufanie do ustroju politycznego w którym stronnictwa polityczne mogły w tak nieodpowiedzialny sposób zarządzać krajem i paraliżować skuteczność władzy wykonawczej. Nienawiść jego szczególnie było skierowana wobec działaczy endeckich. Najpierw osunął się od władzy, a potem siłą ją odebrał, organizując udany zamach majowy w roku 1926. Zarówno zabójstwo pierwszego prezydenta, jak i zamach majowy, obniżyły prestiż Polski w szeregach państw demokratycznych i uzależniały ją coraz bardziej od współpracy z państwami rządów bardziej autorytarnych. Było to dodatkowym przyczynkiem do osamotnienia Polski w roku 1939.

Drugim ujemnym skutkiem zbrodni był brak obywatelskiej odpowiedzialności za ten czyn. Sam zamachowiec Niewiadomski, postawiony przed sądem, skazany został na rozstrzelanie, ale po jego płomiennej mowie na sali sądowej, okrzyczany został w prasie prawicowej jako męczennik i bohater narodowy. Biskupi apelowali aby jednak kościoły nie organizowały mszy żałobne za zbrodniarza.  Daremnie. Mogiła Niewiadomskiego na Powązkach przez wiele lat zasypywana była kwiatami. Poza Niewiadomskim, nikt inny z przywódców prawicowych nie poniósł żadnych konsekwencji prawnych. Korfanty, Głąbiński, Stroński, Haller, Seyda nie stracili poszanowanie w swoich szeregach partyjnych, a nawet, z czasem, w szerszym społeczeństwie. Stroński, Haller i Seyda służyli w rządzie emigracyjnym generała Sikorskiego. Na emigracji Stroński był przez wiele prezesem Związku Pisarzy Polskich; Hallera pamiętam otoczonego nimbem legendarnego bohatera, modlącego się każdej niedieli w pierwszej ławce w kościele na Ealingu. Ich autentyczne zasługi dla Polski zaćmiły w pamięci Polaków ich rolę w najbardziej haniebnej zbrodni Drugiej Rzeczypospolitej.

A ta nienawiść wobec przeciwników politycznych i ślepy nacjonalizm wciąż ujawniają się jak upiór przeszłości w dzisiejszej Polsce, a w postaci Pawła Adamowicza, prezydenta miasta Gdańsk, widzieliśmy już pierwsze ofiary. Oby nie było ich więcej.

 

        Wiktor Moszczyński                                     Tydzien Polski    16.12.2022