W ubiegły piątek i sobotę na Stadionie Narodowym w Warszawie odbył się 28-y dwuroczny szczyt NATO. Polskie media, zarόwno rządowe jak i nierządowe, opisywały zdarzenia i przyjazdy przywόdcόw obszernie. 58 oficjalnych delegacji brało udział na czele ktόrych przybywają osobiście przywόdcy największych państw - Obama, Merkel, Cameron, Hollande, Renzi, Trudeau, Erdogan, Poroszenko, itd. Obecni są wszyscy 28 członkowie NATO, plus delegacja Czarnogόry mająca na celu przystąpić do organizacji, plus 26 delegacji z krajόw partnerskich, plus przedstawiciele ONZ, Unii Europejskiej i Banku Światowego, plus wszyscy członkowie zgromadzenia parlamentarnego NATO, plus jeszcze 2000 przedstawicieli międzynarodowych mediόw. Do dyspozycji uczestnikόw było prawie 600 pojazdόw i 1250 kierowcόw. Można by tu dostać zawrotu głowy od tylu VIPόw choć głόwnym problemem dla Warszawiakόw były zatory na drogach i niezliczone kontrole pilnujące bezpieczeństwa na ziemi i w powietrzu. Odbyły się też normalne w takich warunkach demonstracje publiczne, a więc “Stop Wojnie” na Placu Trzech Krzyży, Federacji Anarchistycznej na placu Konstytucji, Komitetu Obrony Demokracji na skwerze przy skrzyżowaniu ulic Twardej i Prostej (ktόremu nadali nazwę Martina Luthera Kinga) i prorosyjskiej partii Zmiana na placu Zamkowym. Minister Obrony Macierewicz pochwalił sie nawet unieszkodliwieniem drona intruza buczącego nad Warszawą ale policja polska nie mogła potwierdzić czyj to był dron i czy w ogόle zaistniał. Delegaci nie prόżnili. Podjęto cały szereg strategicznych decyzji potwierdzających zarόwno tradycyjną, jak i aktualną, rolę NATO jako ochronę ostrzegawczą (“trip-wire deterrence”) przed potencjalną agresją Rosji. Wobec tego NATO ma wzmocnić w przyszłym roku obecność wojskową na wschodnich granicach NATO, czyli w Polsce i krajach bałtyckich, gdzie 4 tysiące żołnierzy alianckich będzie rozmieszczonych w formie czterech wielonarodowych batalionόw. Kanadyjczycy na Łotwie, Niemcy na Litwie, brytyjskie wojsko w Estonii i Amerykanie w Polsce. Bataliony te mają pozostać “tak długo jak będzie tego wymagała sytuacja”. Te decyzje wzmacniają jeszcze bardziej poprzednią decyzję o tzw. Połączonych Siłach Zadaniowych składających się z 40,000 żołnierzy NATO “w stanie wysokiej gotowości” i jeszcze do tego 5,000 żołnierzy tworzących tzw. “Połączonych Sił Zadaniowych Bardzo Wysokiej Gotowości” ktόre będzie można wprowadzić do akcji w ciągu 48 godzin używając ciężką broń już umieszczoną na terenie Polski i jej sąsiadόw. Patrole powietrzne będą na stałe pilnować naszych granic a siły morskie będą patrolować nad Bałtykiem, Morzem Czarnym i Morzem Śrόdziemnym. Sojusz ogłosił wreszcie wstępną zdolność operacyjną tarczy antyrakietowej, łącznie z baterią pociskόw SM-3, znajdującej się w Rumunii. Kolejna baza z tymi pociskami ma powstać na terenie Polski. Rόwnież Amerykanie mają rozmieścić w Polsce wląsną brygadę pancerną ale na zasadzie rotacyjnym. Trudno powiedzięć aby to w pełni usatysfakcjonowało rząd Polski ktόry liczył na stały pobyt brygady pancernej z siedzibą w Polsce, a nie rotacyjny kierowany z innego kraju. Ale trzeba przyznać że i tak jest to duże osiagnięcie ostatnich lat polskiej dyplomacji, a szczegόlnie teraz prezydenta Dudy, ktόry w śladach Komorowskiego intensywnie objeżdzał stolice europejskie i pόłnocno-amerykańskie, aby przekonywać o potrzebie wzmocnienia tej “wschodniej flanki” NATO i łączył to z potrzebą utrzymania sankcji UE wobec Rosji. Jeszcze przed rozpoczęciem sesji inauguracyjnej szefowie NATO i UE ogłosili po raz pierwszy wspόlną deklarację o wzmocnieniu wspόłpracy szczegόlnie w sprawie zwalczania rosyjskich zagrożeń zaczepnych. Ku satysfakcji Polakόw i Ukraińcόw potępiono na szczycie akcje Rosji wobec wschodniej Ukrainy i okupację Krymu i zapewniono pogłębienie wsparcia dla Ukrainy przez szkolenie ich wojska. Rόwnież podjęto deczyję o pakiecie wsparcia dla Gruzji. Jak powiedział minister obrony, dotychczasowa obecność NATO w Polsce była “trochę papierowa”, ale teraz uważa, może nieco naiwnie, że “ten poziom odstraszenia sprawi że Rosja się opamięta” a nawet “że nastąpi wycofanie się z Ukrainy”. Więc nic dziwnego że prasa rządowa określiła szczyt warszawski jako wielki sukces, tymbardziej że organizacyjnie dla uczestnikόw szczyt wypadł dość sprawnie, mimo że cztery dzielnice Warszawy były sparaliżowane. Ciekawe jednak że w czasopismach i gazetach angielskich i amerykańskich tak mało pisano o tym szczycie, tak samo w dziennikach telewizyjnych. Szczyt, jaki szczyt? Kraje te pochłonięte były swoimi problemami wewnętrznymi i skutkami Brexitu a przeciętny obywatel tych krajόw nawet nie był świadomy że taki szczyt miał miejsce. W końcu decyzje ktόre tam zapadły wiążą się z dużymi konsekwencjami dla tych dwuch państw. Rozmieszczenie ich wojsk na wschodzie, ku wielkiej satysfakcji Polski, podkreśla jeszcze mocniej niż poprzednio zobowiązanie państw NATO, zgodnie z artykułem piątym umowy pόłnocno-atlantyckiej, że “zbrojny atak na jedno państwo członkowskie NATO będzie traktowane jako atak przeciwko im wszystkim”. David Cameron ogłosił w dzień przed Szczytem że, mimo Brexitu, Wielka Brytania wysyła 500 żołnierzy do obrony Estonii, 100 do Polski a dalsze 3000 przydzielone będą do Sił Zadaniowych. Do tego ostrzegł publicznie że wojska brytyjskie stoją “ramię w ramię” ze sojusznikami wobec rosyjskich grόźb. Bardzo pięknie. Ale kto w Wielkiej Brytanii jest w ogόle świadomy że ich odchodzący premier dał takie zobowiązanie? Pytanie wymagające odpowiedzi ktόrą może i Putin by chciał wybadać jakimś podstępnym wyskokiem paramilitarnym, albo w cyberprzestrzeni? Lepiej by było dla poczucia bezpieczeństwa Polski i jej sąsiadόw. aby obywatele brytyjscy byli bardziej świadomi do czego ta decyzja na szczycie warszawskim ich zobowiązuje. Trzeba przyznać że zobowiązania ze strony Ameryki tym bardziej zostają pod znakiem zapytania jeżeli wybory prezydenckie wygra za cztery miesiące Donald Trump ktόry “nie widzi sensu NATO”. Dlatego Polska słusznie kładzie nacisk na powiększenie własnego budżetu wojskowego ażeby mόc polegać przedewszystkiem na własnych siłach w wypadku inicjatywy zaczepnej, tzw. “hybrydowej”, ze strony Rosji, ktόra w tej chwili jest rzeczywiście nieobliczalna. Rząd Polski rozumie i wyciąga rękę do sąsiadόw południowych, marząc, jak kiedyś Piłsudczycy, o Międzymorzu. Problem w tym że choć grupa wyszehradzka podziela prawicową eurosceptyczną ideologię rządu polskiego to polityka zagraniczna Węgier, i do pewnego stopnia, Słowacji, jest wręcz ugodowa wobec Rosji. To nie są odpowiedni partnerzy dla Polski w zakresie bezpieczeństwa. Polska powinna bardziej kierować się do wspόłpracy ze Szwecją i Finlandią, ktόre w prawdzie nie są członkami NATO, ale czują co raz bardziej groźbę prowokacyjnych zaczepek ze strony wschodniego sąsiada. Pozatem, wracając do szczytu, trudno określić gorzkie komentarze publiczne prezydenta Obamy o obecnym stanie demokracji polskiej jako sukces dla rządu polskiego, tymbardziej że chwalił osiągnięcia demokratyczne Polski przez ostatnie 25 lat. Szczyt był rzeczywiściem sukcesem pod względem bezpieczeństwa Polski, ale nie dla wizerunku samego rządu. Plansze wystawowe na Stadionie wykazywały historię wspόłpracy Polski z NATO pokazując tylko zdjęcia Jana Olszewskiego, Lecha Kaczyńskiego i Andrzeja Dudy jako architektόw tej wspόłpracy. Ignorowano ważniejsze role Lecha Wałęsy ktόry pierwszy zaskoczył Jelcyna zdobywając przyzwolenie Rosji na wejście Polski do NATO, Bronisława Geremka, Aleksandra Kwaśniewskiego czy nawet Bronisława Komorowskiego, ktόry zainicjował obecny szczyt w NATO. Jeszcze gorsze wrażenie zrobiła wystawa na Stadionie o katastrofie smoleńskiej dająca do zrozumienia że głόwnie “zostali zabici” prezydent Kaczyński i “członkowie opozycji do rządόw Donalda Tuska”. Kwatera głόwna NATO domagała się jej usunięcia choć w końcu sekretarz NATO Stoltenberg zgodził się ją odwiedzić i skomentować dość dyplomatycznie że “widocznie, jest to dla Polakόw ważne”. Niestety obecny rząd nie jest w stanie przyjąć do wiadomości że ich obecny kierunek polityczny wobec NATO jest tylko kontynuacją polityki tak znienawidzonych przez nich poprzednikόw. A to wielka szkoda.
Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 15/07/2016
Cykl felietonow wydrukowanych w londynskim "Dzienniku Polskim" i "Tygodniu Polskim"
Tuesday, 12 July 2016
Tuesday, 28 June 2016
Co z Polakami po referendum?
A więc stało się. To same środowisko ktόre zbuntowało się poprzednio w Polsce w ostatnich wyborach zbuntowało się teraz w Anglii i Walii. Doszli do głosu ludzie na wsi i w miastach prowincjonalnych, lub na terenach pozbawionych starego przemysłu, żyjący bez nadziei na polepszenie swojego bytu, z niższym wykształceniem, odczuwający frustrację w wyniku międzynarodowych powiązań gospodarki swojego kraju i w strachu przed nawałą imigrantόw. Proletariat angielski i walijski nie posłuchał ostrzeżeń swoich elit i światowych ekspertόw i wyraźną większością odrzucił 40-letnie wspόłżycie gospodarcze, polityczne i prawne z Unią Europejską.
Dla świata naukowego i dla bankowcόw w City odrzucenie struktur gospodarczych, na ktόrych bazowali kolejno swόj światopogląd i swόj dobrobyt, było to niebywałem szokiem. Rόwnież dla decydentόw w Unii Europejskiej, ktόrzy powtarzali wciąż premierowi Cameronowi tą mantrę że zasady wolnego przemieszczania się pracownikόw z innych państw unijnych są nienaruszalne, wynik referendum był szokiem. Jak mόgł ktoś z tego raju unijnego się wycofać? A więc zaślepienie elit brytyjskich pchało ich do ignorowania tradycyjnych angielskich uprzedzeń wobec wpływόw z zagranicy i ich obaw co do braku miejsca dla swoich dzieci w szkole czy łόżek w służbie zdrowia. A podobne zaślepienie pchało decydentόw europejskich do dalszego zacieśnienia unijnych więzi finansowych i politycznych, do bronienia pozomiu wspόlnej waluty euro kosztem wyrzeczeń ludności tych państw, jak Grecja, ktόre nie podążały za niemiecką gospodarką i do ignorowania rosnącego buntu społecznego nie tylko na Wyspach Brytyjskich, ale w całej Europie.
I w tym wrzącym kotle wspόlnego nieporozumienia wkraczały jeszcze inne elementy jak światowy krach gospodarczy po roku 2008, teroryzm islamistόw, agresja rosyjska ze Wschodu szczegόlnie wobec Ukrainy, kryzys uchodźcόw syryjskich czy jawny dumping towarόw chińskich na rynku światowym. Był to moment kiedy Unia Europejska słabiej niż kiedykolwiek mogła się zaprezentować zgorzkniałemu elektoratowi brytyjskiemu. I w tym właśnie momencie cyniczny oportunizm premiera Camerona wywołuje referendum na temat przynależności do Europy po to aby załagodzić wewnętrzny spόr partii konserwatywnej. Przyrzekł referendum w wyborach zeszłorocznych aby umożliwić konserwatystom zwycięstwo wyborcze nad swoimi rywalami i wywołał lawinę demagogii ktόrej już nie był w stanie powstrzymać.
Tu kontrast z Polską się kończy. Polska była jednak szczęśliwa pod jednym względem. Ich zeszłoroczna rewolucja pojęć ktόra obaliła obόz prorynkowy w Polsce była kierowana systematycznie z wyraźnym przywόdztwem i wyraźnym planem. Istnieje ostry konflikt w Polsce, ale wiadomo kto rządzi. Tymczasem w zwykle pragmatycznej Wielkiej Brytanii zwyciężyli zwolennicy Brexit ktόrzy nie mieli żadnego wspόlnego konkretnego planu, a w większości kierowali się prostymi sloganami o kontroli nad własnym państwem i własnymi granicami. Twierdzili że “eksperci” ktόrzy zapowiadali gospodarczy i konstytucyjny chaos przez Brexit są “niepotrzebni” lub na garnuszku unijnym.
Teraz kiedy wygrali wybory nie mogą uzgodnić co chcą zrobić. Cameron zapowiedział rezygnację. Jest bezkrόlewie i nie ma planu. Zakłopotani zwycięzcy domagają się przynajmniej czterech miesięcy czasu aby “spokojnie rozpatrzyć” sytuację nim powiadomią Unię o potrzebie wprowadzenia unijnej ustawy 50 i rozpoczęcia 2-letnich negocjacji już pod kierownictwem nowego konserwatywnego premiera. Tymczasem gospodarka pali się pod nogami, giełda ponosi trylionowe straty w jednym dniu, banki brytyjskie się chwieją, funt spadł dramatycznie. A jeszcze Szkocja zapowiada nowe referendum secesyjne aby pozostać w Europie a katolicy w pόłnocnej irlandii wyrażają wolę zjednoczenia całej Irlandii wewnątrz granic Unii. A obydwie głόwne partie polityczne zapawiadają w tym momencie walkę o ich przywόdztwo. Jest to obraz pełnej turbulencji gospodarczej i społecznej. (Jeszcze do tego Anglia przegrała mecz z malą Islandią i wypadła z europejskich turniejόw piłkarskich.)
W czasie kampanii wyborczej ujawniły sie zdecydowane grupy komentatorόw ze środowisk hinduskich czy czarnych ktόre zachłystywały się swoim brytyjskim patriotyzmem popierając w mediach Brexit i krytykując masowe przyjazdy z Centralnej Europy. Nie rozumieli że tu ten patriotyzm może im nie wystarczyć w nowym wyłaniającym się “Mniej Zjednoczonym” Krόlestwie, już bez Szkocji. Bo tu odgrywa rolę już nie tyle patriotyzm Wielkiej Brytanii co nacjonalizm Małej Anglii, a tu nie koniecznie znalazło by się dla nich miejsce. Sami teraz są pod atakiem nacjonalistόw atakujących ich z tą samą zawziętością co Polakόw. Atakowane są polskie placόwki i sklepy, ulotki anty-polskie rozdawane po domach w prowicjonalnych miastach jak Huntingdon, dzieci polskie w szkołach angielskich popłakują a parafie modlą sie o swoją przyszłość na Mszach. Lecz w tym samym czasie pod atakiem są meczety i szkoły multy-etniczne. Trzeba mieć nadzieję że te niuanse narodowe będą przez te inne mniejszości dostrzeżone bo wszyscy jesteśmy zagrożeni. I że będą też dosztrzeżone przez tych Polakόw co tak naiwnie głosowali za Brexit przeciw własnym rodakom. Nie szybko przebaczę im tych łez naszych zastraszonych dzieci.
Są to ciemne czasy na razie w Wielkiej Brytanii. Lecz w tej chwili, bez interwencji duchownych czy naukowcόw, nie ma właściwie odpowiednich autorytetόw moralnych aby apelować do społeczeństwa o spokόj i tolerancję, Ostatecznie sam premier musiał potępić w parlamencie atak na POSK. Ale nie on ma teraz odpowiedni autorytet. Kto ma zapewnić stabilność społeczną dla naszych rodakόw ale i dla całego kraju? Już są czułe wyrazy poparcia dla nas od brytyjskiej publiczności I POSK jest zasypany kwiatami. Ale aby ochronić naszych rodakόw przed niepewnym jutrem trzeba domagać się interwencji od naszych posłow i lokalnych samorządόw. Nacisk na to musi przyjść od tych co prowadzili zwycięzką kampanię o Brexit. Muszą wziąć odpowiedzialność za to co wywołali.
Proponuje więc aby polskie organizacje wystawiły następujące zasadnicze postulaty wobec swoich przedstawicieli w parlamencie związane z okresem przejściowym.
1/ Potępienie atakόw na nas i zapewnienie pełnej surowości kary dla przestępcόw.
2/ Zatwierdzenie publiczne na najwyższym szczeblu że status prawny Polakόw tu przebywających legalnie i płacących podatki jest zatwierdzony na następny okres negocjacji trwający dwa lata albo więcej. Chodzi tu o prawo do pracy, oświaty, dostępu do służby zdrowia i do należytych świadczeń społecznych, przynależność do związku zawodowego, prawo do założeniia i prowadzenia biznesu, prawo głosu biernego i czynnego w lokalnych wyborach.
3/ Potwierdzenie przez Home Office że dalej mamy prawo w odpowiednim terminie do składania podania na stały pobyt i nawet obywatelstwo brytyjskie, i że środki administracyjne są przygotowane na potencjalny nawał w ilości tych podań
4/ Wszystkim studentom unijnym przebywającym teraz na uczelniach od roku 2016 zapewnione jest utrzymanie czesnego na obecnym poziomie do końca studiόw
5/ Zakaz w tym okresie zwalnania z pracy czy zmian w kontraktach obywateli unijnych tylko dlatego że są obywatelami unijnymi.
Dalsze losy Polakόw będą już potem uzależnione od negocjacji między Unią a nowym rządem brytyjskim ale rόwnież od decyzji poszczegόlnych Polakόw co do ich prawa pozostania w tym kraju. Lepsze czasy jeszcze przyjdą ale trzeba będzie rezolutnie o nie walczyć.
Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 1 lipiec 2016
Thursday, 23 June 2016
Post-Brexit immediate reflections
What I predicted a week ago.
Really frightening is the vacuum of power. The PM is in power with no moral authority and the Leavers are contradicting each other about the next step as they are not in power themselves and can only speculate but have no common plan. Also Labour too divided to have any influence as their voters outside London have voted to leave.
Europe too will be utterly divided too with many in France, Sweden, Denmark and Italy pushing to leave the EU, while Juncker and Merkel still rumble on about ever closer union. Can a more reflective Donald Tusk give some lead when his old Eurocentric vision for central Europe appears dead?
UK departure leaves uncertain the next step for those countries outside the euro like Poland being isolated by the euro bloc and the pressure from Polish Europhobes to push Poland out of the obligation to join the euro could trigger an anti-EU referendum that even Kaczynski may fail to stop.
Also we must fight now for the rights of Poles actually here over rather than those wanting to come. 30,000 Polish-speaking children in London, more to come, probably twice that in the UK, what are their rights and that of their families in the future going to be? The leading Leavers say Poles will be all right but nobody really knows as the Leavers do not see the logic of what they have done and are not in power. And there will be massive pressure on Poles in East of Eangland and North East to leave.
Our task for the future is huge, At least Sadiq Khan should try and defend the London Poles. Tens of thoudands will be determined to stay in UK and will applu for UK citizenship. Will they get it?
Many second and third generation Poles in UK will be applying for Polish citizenship to be able to travel around Europe and find work there.
Of course Scotland can leave, the Sinn Fein will push for a United Ireland thus causing a bitter even hostile reaction from Protestant mahjoity and the pound will take several weeks to stabilize as the power vacuum continues.
The Obama project for UK and Europe is in tatters, Trump and Putin will be happy and China may be happy to see the 500 million strong EU market start to fall part leaving them as the biggest trading block in the future.
Monday, 13 June 2016
Czy tylko “polscy zdrajcy” głosują za Brexit?
Już dojeżdzamy do mety. Podrόż pociągiem trwała długo ale w momencie dojazdu do dworca Brexit pociąg niespodziewanie nabrał szybkości. Pędzi jak szalony a maszynista pod numerem 10 stracił kontrolę i nikt ze strony Remain już nie wie gdzie znajduje się sygnał alarmowy. Ostrzeżenia ze strony instytucji międzynarodowych i prezydenta Obamy zostały odrzucone; ekspertyzy gospodarcze naukowcόw i przedsiębiorcόw wyśmiano; 55% elektoratu brytyjskiego zakwestionowało oceny i rady autorytetόw kulturalnych i moralnych. Panuje tylko wielki strach przed wizją masowego dostępu niezliczonych hufcόw z Wschodniej Europy i Bliskiego Wschodu rzekomo zalewających Wyspy Brytyjskie. A jest to strach wynikający z tego że wyborcy stracili zaufanie do elit politycznych ktόre ich obaw dotąd ignorowali.
Niestety dużą odpowiedzialność za tę możliwie nadchodzącą klęskę ponosiłby premier David Cameron ktόry przez ostatnie 10 lat robił wszystko aby podważyć autorytet, ideały i instytucje unijne i tolerował atmosferę niechęci a nawet pogardy na wszystko co kojarzyło się z Europą. Agenda anty-europejska “Daily Mail”, “Daily Express” i prasy Murdocha nie była kwestionowana przez niego i jego otoczenie a riposty ze strony Partii Pracy nie traktowano poważnie. Pogarda wobec Europy należała do dobrego tonu w codziennej rozmowie, tak jak narzekanie na pogodę. Młodzi ktόrzy najwięcej korzystali z Europy i przedsiębiorcy zatrudniający polskich pracownikόw też nie wypowiadali się publicznie aby bronić instytucje europejskie.
Decydenci w Europie, czyli członkowie Komisji Europejskiej i przywόdcy państw pόłnocno-europejskich, jak Merkel I Hollande, też za bardzo nie pomagali profilowi Europy w tym kraju. Kryzys euro, sankcje gospodarcze wobec Grecji a ostatnio decyzja pani Merkel, moralnie chwalebna ale politycznie nieprzemyślana, zapraszania uchodźcόw z Bliskiego Wschodu, była wyjątkowo szkodliwa dla tutejszego wizerunku Unii Europejskej. Niestety Cameron podważył już swόj autorytet w obradach unijnych ignorując potencjalnych tam sprzymierzeńcόw i nie był w stanie wywierać nacisku na inne państwa aby Unia zelżyła swόj program eurocentryczny. Nic nie robił w odpowiednim momencie aby przekonać zarazem Brytyjczykόw jak i Europejczykόw że Europa powinna zmienić kierunek. Teraz atmosfera debaty co do przyszłych stosunkόw z Europą znacznie nagrzała się i emocje anty-imigracyjne zaczęły opanowywać rozsądną dotychczasową niechęć elektoratu do tak zbyt radykalnego kroku jak Brexit. Nic więc dziwnego że głosy elit politycznych i gospodarczych nie przekonywały już społeczeństwo.
Obiektywnie patrząc nie można się nadziwić co jednak Brytyjczycy ryzykują zrywając z Unią Europejską. Grozi między innymi nowe referendum w Szkocji w kierunku opuszczenia Zjednoczonego Krόlestwa i pozostaje duży znak zapytania co do pokojowej przyszłośći politycznej w Pόłnocnej Irlandii w ktόrej tak dużą role odgrywała częściowa integracja z południową Irlandią. Grozi ogromny skok w nieznane w stosunkach gospodarczych z Unią gdzie 200 tys. przedsiębiorstw handluje w unijnej strefie bez cła, gdzie W Brytania sprzedaje 54% swojego eksportu, a 3,5 miliony etatόw uzależnionych są od tego handlu. Z potencjalnym przywrόceniem cła grozi znaczny wzrost cen importowanych produktόw nie tylko z Europy ale z przeszło 50 innych państw ktόre zwarły umowy handlowe z Unią. Grozi znowu odpływ inwestycji z firm amerykańskich i azjatyckich ktόre założyły tu swoje filie widząc rynek brytyjski jako intratny wstęp do największego na świecie 500 milionowego rynku konsumentόw. Grozi koniec statusu City of London jako głόwnego centrum finansowego Europy. Grozi zaniechaniem całej struktury zasadniczych praw pracownikόw, praw konsumenta, ochrony bezpieczeństwa i higieny w pracy, ochrony środowiska I rόwnouprawnienia kobiet, do ktόrego przywykliśmy w tym kraju. Grozi podrożeniem kosztόw podrόży dla turystόw brytyjskich, koniec dostępu do programu Erazma dla studentόw i niskiego czesnego na uczelniach. Grozi tym że Europa przestałaby być ojczyzną dla ambitnych młodych Brytyjczykόw szukających kariery zawodowej na obszarze kontynentalnym, zamiast tylko na jednej ciasnej wyspie. Grozi brakiem dostępu policji brytyjskiej do korzystania z Europejskiego Listu Gończego. Grozi zakończeniem darmowej opieki zdrowotnej w całej Europie poprzez Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego (po angielsku EHIC). Grozi poważny zgrzyt w przyszłych stosunkach z Ameryką.
Brytyjczycy przejęli się niestety inną groźbą, w zasadzie zaniedbaną przez obόz Remain. Chodzi o groźbę w pόł już zrealizowaną, a w pόł wyimaginowaną pod wpływem koszmarnych obrazόw najazdu paruset milionόw Turkόw. Oczywiście te najbardziej jaskrawe wizje Turkόw i Albańczykόw, przekształconych jeszcze w ustach rzecznikόw obozu Leave na “gangsterόw” i “terorystόw” są w większości mitem. Zarόwno Albania, a szczegόlnie Turcja, nie będą w stanie zostać członkami Unii przez przynajmniej 25 lat. Natomiast nie jest mitem że już w Wielkiej Brytanii przybyło 2 miliony obywateli unijnych głόwnie ze Wschodniej Europie i że wynika z tego zaostrzona konkurencja o miejsca pracy ktόre tubylcy często przegrywają. Istnieje poczucie potrzeby wprowadzenia pewnej kontroli nad przyjezdnymi z nowych państw unijnych i myślę że zarόwno Cameron jak i przywόdcy Parii Pracy musieliby oświadczyć, jeszcze przed głosowaniem, że przyszły rząd brytyjski zawetowałby wszelką wolność poruszania się pracownikόw z przyszłych nowych członkόw Unii.
Obόz Remain musi wrόcić ponownie do pozytywnej roli imigracji nie tylko przez ostanie 12 lat od przyjazdu Polakόw ale rόwnież przez ostatnie stulecia kiedy imigracja regularnie wzcmaniała rozwόj gospodarczy i postęp naukowy w tym kraju. Czas aby ujawnić samo-obłudę tych mniejszości etnicznych ktόrzy na tyle zapomnieli o swoich korzeniach że teraz domagają się publicznie ograniczenia unijnych (czyli białych) migrantόw. Obόz Remain musi wrόcić do ideologicznych podłoży jednoczącej się Europy unikającej konfliktόw wojennych przez przeszło 60 lat. Musi też dać większe pole do popisu innym głosom, choćby z Partii Pracy, nie tylko premierowi, aby to nie było widziane tylko jako wewnętrzny konflikt w partii konserwatywnej.
Pownni też wykorzystać głosy autentycznych ofiar Brexitu, czyli obywateli unijnych w Wielkiej Brytanii. Czas np. na wypowiedź ze strony Polakόw. Już pisałem o negatywnym efekcie wyjścia z Unii dla Polakόw tutejszych, nawet tych posiadających permanent residence. Rόwnież odejście Wielkiej Brytanii z Unii dramatycznie osłabi Polskę wobec dominacji francusko-niemieckiej i wobec naciskόw wewnątrz państw Eurolandu dążących do pełnej integracji bankowej, finansowej i ewentualnie politycznej. Polska nie może stracić brytyjskiego sojusznika w takiej konfrontacji. Już w najbliższych paru latach ten pęd do federalizmu sprowokuje inne ruchy odśrodkowe w Europie (popierane najczęściej finansowo przez Putina) gotowe oderwać każdy kraj po kolei od Unii, zaczynając od Francji i Szwecji. Dlatego Polacy powinni zrozumieć że wyjście W Brytanii doprowadzi do ewentualnego rozkładu Europy ktόra zostawi Polskę “suwerenną” sam na sam z agresją wschodniego sąsiada.
Ale Polacy też są podzieleni. Zjednoczenie Polskie np. odmόwiło postawienia wniosku nawołującego Polakόw do głosowania za pozostaniem. Moi znajomi byliby gotowi nawet potępić polskich zwolennikόw Brexitu jako “zdrajcόw”. Ale wiem że ci “zdrajcy” mogliby też kierować się innymi względami. Długi pobyt na Wyspach zmienia nieco perspektywę bo wchodzą w grę naciski ze strony brytyjskiego środowiska i pewna zawiść wobec nowych fal ktόre podążają za nimi. Niby że “nam się tu udało ale już więcej takich jak my nie chcemy”. Niezależnie od tego uważam że interes Polski i Polakόw tutejszych powinien tu dla nas być nadrzędny.
A więc, Polacy, do urn w najblższy czwartek! Głosujcie jak Polacy, stawiając krzyżyk dla pozostania (czyli “Remain”).
Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 17 czerwiec 2016
Tuesday, 31 May 2016
Dyplomata niezbyt dyplomatyczny
Wyznaczenie Witolda Waszczykowskiego na nowego ministra spraw zagranicznych po zwycięstwie wyborczym PiSu komentowano przychylnie w prasie zachodniej. Jako polski historyk i wieloletni pracownik MSZu ktόry służył w biurach NATO, był ambasadorem w Teheranie a, jako podsekretarz stanu w MSZ za poprzednich rządόw Kaczyńskiego, był głόwnym negocjatorem z Amerykanami w sprawie tarczy antyrakietowej, zapowiadał się na sprawnego szefa dyplomacji polskiej. To on mόgłby osłodzić surowy wizerunek “dobrej zmiany” nowych władz dla spożycia zewnętrzenego. Czy mόgłby na przykład, dla historycznego przykładu, pełnić dyplomatyczną funkcję gładkiego przedwojennego ministra Augusta Zaleskiego? Wtorującego pani premier “Bartel” Szydło i usuwającego się w cień prezydenta “Mościckiego” Dudy przy tworzeniu pozytywnego wizerunku w czasie metaforycznego “łamania kości” oponentόw przez kohorty prezesa-“komendanta”? Czy miał być gołębiem czy jastrzębiem nowych władz?
Niestety Waszczykowski od początku Zaleskim nie był; szybciej był Beckiem, ale bez jego autorytetu. Wyraźnie, tak jak inni przedstawiciele nowych władz, stał sie reprezentantem nie całej Polski, lecz Polski PiSowskiej. W większości swoich wypowiedzi chciał wykazać że zagrożeniem dla Polski był nie tylko Kalifat Islamski, nie tylko Rosja Putina, nie tylko uchodźcy, nie tylko “lewicujące” elity zachodnioeuropejskie, ale rόwnież poprzedni rząd Polski ktόry teraz tworzy opozycję po to aby zwalczać interesy “jego” Polski za granicą.
Zaczęło się od publicznego audytu poprzedniej administracji MSZ w celu osmieszania ich w oczach opinii publicznej Polski i Zachodu. Wykpiwał urządzenie stołu na masaż w gmachu MSZ i wydatki na kolorowe ołόwki. Akurat MSZ za rządόw PO był szanowany przez zachodnich dyplomatόw więc takie prόby poniżenia go nie były dobrze widziane. To samo dotyczy jego prόby upokorzenia Lecha Wałęsy, tak popularnego na Zachodzie, ktόrego posądzał publicznie za granicą o to że był sterowaną “marionetką służb specjalnych”.
Ważniejsza była sprawa uchodźcόw, w ktόrej Polska dość kontowersyjnie odcięła się od poprzednich zobowiązań do przyjęcia 7 tys. azylantόw z Syrii. Waszczykowski w żaden sposόb nie prόbował w rozmowie z BBC załagodzić wręcz histeryczną reakcję Jarosława Kaczyńskiego wobec potencjalnych uchodźcόw jako “nosicieli zarazkόw i pasożytόw” i określił ten zwrot jako “język ostrzegawczy”. Można było o dużo zręczniej uzasadnić argumenty o powstrzymaniu uchodźcόw argumentując np. że i tak w większości uchodźcy nie szukaliby schronienia w Polsce. Nie musiał użyć cynicznych uwag o przyjmowaniu azylantόw po tak ostrej weryfikacji że im by się odechciało pozostać w Polsce. Jakby zachłystywał się tym że może urażić uczucia pozostałych rządόw zachodnich ktόre starały się skonfrontować rosnące szowinistyczne nastroje anty-islamskie we własnych krajach. Określił siebie jako “jastrzębia z gołębim sercem”. Lecz, o ile ja wiem, Waszczykowski ani razu nie wykazał ludzkiego wyrazu wspόłczucia dla uchodźcόw tonących w morzu śrόdziemnym czy rodzin poniewieranych na szlakach bałkańskich zdążających do Europy.
Nastąpiła wtedy głośna wypowiedż ministra w TVP w sprawie uzbrojenia i wytrenowania w Europie kilkaset tysięcy młodych Syryjczykόw aby oswobodzili swόj kraj. Nawoływał do tradycji legionόw polskich. Pomysł wysłania uzbrojonych Syryjczykόw, pochodzących z nie wiadomo ktόrych frakcji religijnych w Syrii, aby uwolnić swόj kraj (od kogo? Assada? Kalifatu?) był tak żałosny że w końcu i sam Waszczykowski przestał go lansować.
Na krytykę ze strony Komisji Europejskiej wobec konfrontacji z Trybunałem Konstytucyjnym i posporządkowaniem mediόw państwowych bezpośredniej kontroli rządowej minister reagował tak jak by te oskarżenia dotyczyły go osobiście. Uzasadniał to jako walkę z “ideologią marksistowską” w dotychczasowych mediach państwowych i jako konkurencję mediom “zagranicznym” w Polsce. Tłumaczył w gazecie niemieckiej “Bild” że ten “medialny model marksistowski” prowadził wyłącznie w kierunku “mieszania kultur i ras, i do świata stwarzanego przez rowerzystόw i jaroszy, ktόrzy uznają tylko odnawialne źrόdła energii i zwalczają wszelkie formy religii, a te poglądy nie mają nic wspόlnego z tradycyjnymi wartościami polskimi”. Zapewniał że reformy konstytucyjne “wyleczą Polskę z poprzednich wykroczeń”. Trudno wyobrazić coś co mogłoby bardziej osmieszyć dyplomację polską w oczach mediόw i rządow zachodnich niż ta parafialna mentalność ministra. A może Waszczykowski przewiduje że językiem dyplomatycznym Zachodu stanie się język Trumpa, Hofera czy Marine Le Pen?
Pod naciskiem dziennikarzy pytających o możliwości spotkania prezydenta Dudy z prezydentem Obamą w czasie Szczytu Bezpieczeństwa Nuklearnego w Washingtonie, Waszczykowski oświadczył że “w tej chwili przez ostatnie cztery miesiące odeszliśmy od murzyńskości, ktόrą przez ostatnie cztery lata przedstawiał nam minister Sikorski”. Zaszokowana prasa zagraniczna przetłumaczyła to jako “negro mentality” ale jej interpretacje tych słόw były powszechnie negatywne. Uzasadniając to słowo argumentem że użył go poprzednio (choć prywatnie) minister Sikorski, należy do tej stałej litanii wypowiedzi rządu PiSu uzasadniającego wszelkie własne przekroczenia prawa i przyzwoitości na zasadzie że to samo robili ich poprzednicy. Dlaczego muszą powtarzać rzekome grzechy swoich poprzednikόw?
Te frazeologie są na tyle szkodliwe dla Polski że podważają autorytet ministra kiedy stara się wprowadzać słuszne argumenty na konferencjach europejskich szczegόlnie w stanowczym nastawieniu do Rosji. Tu jego bezkompromisowe podejście rzeczywiście odpowiada interesom Polski. Przypomina że Europa powinna chronić nie tylko swoją południową flankę, ale rόwnież wschodnią. Słusznie broni tezę że wprowadzenie tarczy antyrakietowej w Polsce nie jest uzasadnieniem dla agresywnej polityki Putina wobec Ukrainy, lecz, na odwrόt, jest jej skutkiem. Miał rację gdy oświadczył otwarcie już w lutym że konstruktywna deklaracja NATO-Rosja z roku 1997 już nie jest obowiązująca bo była podpisana przez inną Rosję niż obecną. Ale tezy te mogłby był lansować o dużo skuteczniej gdyby nie zraził zachodni świat dyplomatyczny swoimi gafami i arogancją. Na arenie unijnym łagodzące wypowiedzi mόwiące o chęci kompromisu wyrażała bardziej skutecznie premier Beata Szydło, aniżeli jej minister spraw zagranicznych.
PiSowcy uzasadniają tą postawę twardziela jako “powstanie z kolan”, choć właściwie więcej się widzi tuzόw nowej władzy klęczących niż kiedykolwiek poprzednio. Obrażając i krytykując autentycznych sojusznikόw polskich a przybliżając się do rządόw autorytarnych, jak Łukaszenki na Białorusi czy Orbana na Węgrzech, Polska niepotrzebnie się izoluje. Ciekawe jak na lipcowym szczycie NATO w Warszawie zachowa się minister Waszczykowski i jego jeszcze bardziej nieprzewidywalny kolega, minister obrony Macierewicz. Polsce już grożą sankcje ze strony Unii Europejskiej za niewyjaśnione inicjatywy konstytucyjne, ukoronowane teraz deklaracją sejmową o “suwerenności Polski”. Mam obawy jak ta “suwerenność” będzie traktowana przez państwa zachodnie po zakończeniu szczytu.
Jeżeli PiSowskie władze będą chciały jednak poprawić wizerunek zewnętrzny Polski (nie tylko “swojej” Polski, ale całej Polski) to najlepszym krokiem będzie wyznaczenie mniej kontrowersyjnego, bardziej profesjonalnego, rzecznika do spraw zagranicznych.
Wiktor Moszczyński Londyn Tydzień Polski 3 czerwiec 2016
Tuesday, 10 May 2016
Donald Trump - sojusznik Putina
Trudno byłoby uwierzyć jeszcze na początku tego roku że osoba o tak zniekształconym życiorysie jak Donald Trump mógłaby zaistnieć jako kandydat oficjalny “Grand Old Party” Republikanów. Czterokrotny bankrut które odziedziczył swoje miliony od ojca, który oskubał studentów ze $40 milionów dolarów rekrutując ich do Uniwesytetu w Nowym Jorku który nie powstał, który współpracował z mafia sycylijską w wprowadzeniu kasyna, który szantażował i straszył lokatorów zmuszając ich do opuszczenia mieszkań, który zabraniał przyjmowanie czarnych lokatorów i klientów w swoich kasynach, którego inicjatywy gospodarcze w lotnictwie, kasynach, nieruchomościach, produkcji alkoholu legły kolejno w gruzach, który wykorzystywał nielegalnie pracujących Polaków przy budowie swojego Trump Tower płacąc im nieregularnie $5 za godzinę, który był parokrotnie oskarżony o gwałt i molestowanie kobiet, teraz czeka na klucze do Białego Domu.
Trump mówi często rzeczy niesłychane. Chce zbudować mur odgraniczający Meksyk od Stanów Zjednoczonych, wyrzucić 11mln Latynosów, powstrzymać przekazy pieniędzy Meksykańczyków w Stanach do swoich rodzin w Meksyku i zabronić wstępu do Stanów muzułmanom (ale wyjątkiem jest nowo wybrany mer Londynu). Proponuje na przykład znieść narodowy dług $19 trylion w ciągu 8 lat urzędowania, podnieść wydatki na amerykańskie siły zbrojne, ale zarazem zmniejszyć dochód od podatków o $10 trylion, co jest kompletnym nonsensem. Bojkotuje spotkania z prasą gdy mu to nie odpowiada, obraża wybitną dziennikarkę telewizyjną za to że jest kobietą, udaje że nie wie co to jest Ku Klux Klan i atakuje swoich rywali i bardziej zaczepnych dziennikarzy najbrutalniejszym językiem. Wyraża intencje zlikwidowania bilateralnych umów handlowych z innymi krajami bo według niego amerykańska gospodarka traci na wolnym handlu międzynarodowym i przedewszystkiem chroniłby amerykańskie towary, nawet gdyby przez to ceny miały pójść w górę. Dla przykładu chce nałożyć 45% cła na artykuły importowane z Chin. Sam oświadczył parokrotnie że wiele ze swoich uwag czerpie od komentarzy budowlańców i murarzy pracujących kiedyś dla jego ojca.
Wielu członków amerykańskiej polonii wyraża już podziw dla Trumpa i deklaruje dla niego poparcie. Lubią jego wulgarne wypowiedzi i podzielają jego potępienie nielegalnych imigrantów, tymbardziej że do nie dawna sami nimi byli. Może powinni najpierw sprawdzić co Trump ma do powiedzenia na temat Europy i Rosji. Po pierwsze uważa że NATO jest zbyteczne, za drogo kosztuje i wciąga Stany w potencjalnie ostry niepotrzebny konflikt z Rosją Putina. Jeżeli kraje członkowskie nie pokryją kosztu obrony ich granic to, twierdzi, NATO należy rozwiązać. Dla Trumpa Putin jest prawdziwym mężem stanu, a nie jakimś tam wymoczkiem jak Obama. Podziela pogląd Putina że zjednoczona Europa jest nienaturalną skorumpowaną strukturą i że kraje jak Wielka Brytania powinny głosować za wycofaniem się z Unii. Pamiętajmy że Putin subsydiuje ruchy anty-europejskie w Unii, a przedewszystkiem francuski Fronte Nationale. Trumpowi to nie przeszkadza. Rosja go fascynuje. Gdy Trump był odpwiedzialny za wybory Miss Universe załatwił miejsce dla pokazu w Moskwie. Putin wyraził kiedyś o nim dość pochlebną opinię i to już wystarczyło aby Trump wyrażal się o nim równie pochlebnie. Trump jest klasycznym narcyzem nie znoszącym krytyki ale za to bardzo łasym na wszelkie pochlebstwa. Obawiam się że to wszystko nie zrazi Polaków. Teraz już w Ameryce nie czują już zagrożenia dla Polski ze strony Rosji do tego stopnia co czuli ich przodkowie.
Trudno uwierzyć że osoba z tak primitywnym podejściem do gospodarki i spraw zagranicznych mógł do tego stopnia uzyskać już zaufanie 10 milionów zgłoszonych wyborców, mimo że właściwie popełnia jedną gafę po drugiej. Widocznie dla swoich wyborców to nie są jego gafy, ale jego zalety. Bo oni tak samo myślą jak on. I oni tak samo chcieliby mieć odwagę tak obrażać ludzi jak on. Przybywają masowo na jego zloty wyborcze jak na koncert rockowy wiedząc że będą razem z nim przeżywać dotychczas zakazane emocje pełne wyrażonej pogardy i nienawiści dla obcych.
Donald Trump jest nowym lecz przewidywalnym fenomenem w polityce Stanów Zjednoczonych. Nie wyskoczył z nikąd. Już od dziesięciu lat miał mrzonki o ewentualnym kandydowaniu na Przezydenta Stanów Zjednoczonych. Natomiast poglądy przenikają do tego specyficznego elektoratu który już kiełkował w świecie zachodnim, a w Ameryce Północnej szczególnie, od efektów krachu gospodarczego w roku 2008. Wtedy przeciętny pracownik liczący na stałe polepszenie swoich dochodów w wyniku żmudnej ciężkiej pracy zostaje rąbnięty po kieszeni a elity finansowe które doprowadziły do tego krachu wychodzą z niej z jeszcze większym majątkiem. Dla tych frustratów nie ważne są makroekonomiczne wskaźniki o dalszych sukcesach w globalnej gospodarce, czy zapewnienia że nowa imigracja zapewnia dalszy wzrost pkb w kraju zamieszkania; ich interesuje tylko to że dla nich i dla ich dzieci ten dobrobyt się skończył, a innym powodzi się lepiej.
Trump to ten same fenomen co UKIP w Wielkiej Brytanii, czy PiS w Polsce, czy Fronte Nationale we Francji. W ich oczach liberalizm gospodarczy, oparty na szacunku dla wolnego rynku, a ubrany w krajach zachodnich w stroje liberalnych obyczajów i praw człowieka, nie tylko stracił po krachu swoją atrakcyjność ale staje się wręcz zadymą za którą chowają się różni oszuści i złodzieje w eleganckich ubraniach działających w komitywie z elitami politycznymi. Zresztą podobne odzwierciedlenie tego światopoglądu widać również wśród zradykalizowanych ruchów lewicowych jak grecka Syriza czy hiszpańska Podemos czy nurt lewicowy brytyjskiej Partii Pracy Corbyna.
Prezydentura Trumpa byłaby katastrofalna dla Ameryki. W wypadku wygranej w listopadzie jego primitywizm gospodarczy jeszcze bardziej zadłuży Amerykę ale też będzie miał piorunujący efekt na gospodarkę światową szczególnie w momencie kiedy druga największa gospodarka na świecie, czyli chińska, idzie w kierunku zapaści. Tymczasem były szef CIA zapowiedział scenariusz gdzie dowódcy wojskowi mogliby odmówić Trumpowi wykonania rozkazów. Ostatecznie zwycięstwo Trumpa grozi destabilizacją Ameryki pod każdym względem, a więc militarnym, gospodarczym i politycznym a kotwica dzięki której układ demokratyczny jest wciąż najbardziej atrakcyjny na świecie rozwali się. Nastąpi chaos. A jego zwycięstwo nie jest wykluczone bo jego kontrkandydat Hillary Clinton też ma pewne zaczajone skandale które mogą ujrzyć światło dzienne i jest symbolem tego liberalnego elitarnego świata który przeciętnemu Amerykaninowi wydaje się być skorumpowany i najwięcej skorzystał z kryzysu gospodarczego.
Nic dziwnego że prezydent Putin opisujeTrumpa jako ”silnego i utalentowanego przywódcy” I uważa jego kandydaturę jako “ciekawą” dla przyszłych stosunków amerykańsko-rosyjskich.
Wiktor Moszczyński 13 maj 2016 Tydzień Polski
Tuesday, 26 April 2016
Czy Brexit grozi Polakom w UK?
Jak dotychczas Brexit, czyli mozliwość opuszczenia Unii Europejskiej przez Zjednoczone Królestwo, wydawała się groźna dla Polaków przybywających dopiero teraz do Wielkiej Brytanii. Ale rośnie przedświadczenie że, tak właściwie, Polakom tu zamieszkałym już nic nie grozi. Parokrotnie politycy i przedsięborcy wspierający Brexit, jak np. John Longworth na zebraniu o Brexit organizowanym przez United Poles 21 kwietnia w Ognisku, zapewniają Polaków tu zamieszkałych i pracujących, że im, i ich rodzinom, “tu nic nie grozi”. Wrong!
Oczywiście w pierwszych latach po negatywnym wyniku referendum teoretycznie nic nie powinno się zmienić. Premier Cameron musiałby w pewnym okresie powołać się na Artykuł 50 Traktatu Lizbońskiego aby oficjalnie rozpocząć negocjacje z Unią co do przyszłych relacji prawnych unijno-brytyjskich. Te negocjacje powinny oficjalnie trwać mniej więcej dwa lata. Najbardziej przychylne dla nas rozwiązania bazowane byłyby na wzorach statusu Norwegii czy Szwajcarii gdzie dalej Wielka Brytania miała by pełny dostęp do bezcłowej stefy rynku unijnego ale w takim wypadku, Wielka Brytania musiałaby dalej być otwarta na wolny przepływ nie tylo kapitału, ale również pracowników. Na to prawdopodobnie nowi anty-unijni brytyjscy decydenci po zwycięskim referendum by się nie zgodzili, świadomi że to głównie wrogość brytyjskiego elektoratu do wszelkich nowych imigrantów zaważyła nad zwycięstwem zwolenników Brexit. Ograniczenia przeciw nowym imigrantom mogłyby wejść w życie dopiero po zakończeniu negocjacji, choć gorączkowa debata narodowa na ten temat rozpoczęłaby by się już zaraz po referendum. Prelicytowaliby się nawzajem w histerii konserwatywna partia z UKIPem. Każdy by szukał ostrzejszego rozwiązania dla imigrantów. Byliby świadomi że taka umowa z Unią dla byłego członka UE jest bez precedensu. Tak że atmosfera w brukowcach i w rządzie byłaby dla Polaków od początku dość napięta i dyskriminacyjne decyzje już by się rozpoczęły.
Wiemy co już czekałoby na nowych przyjezdnych z Polski po tym wstępnym dwuletnim okresie. Prawo wjazdu byłoby tylko dla turystów i dla studentów z zapewnionym miejscu na uczelni, ale już nie dla tych poszukujących pracy. Dla tych którzy mieliby z góry uzgodnione kontrakty pracy potrzebne byłyby wizy wjazdowe z pozwoleniem pracy (obecnie £575 za kontrakt pracy poniżej trzech lat a £1151 jeśli przzekracza trzy lata). Ponadto płaciliby £200 rocznie za ubezpieczenie zdrowia. Pozatem czesne dla polskich studentów byłoby podwyższone do poziomu zwykłych studentów z zagranicy.
Ale co z Polakami już zamieszkałymi w Wielkiej Brytanii, tym którym rzekomo “nic nie grozi”? Jeżeli przebywają tu mniej niż 5 lat i nie mają jeszcze załatwionego stałego pobytu (“permanent residence”) to gdyby pracę stracili nie mieliby już dostępu do żadnych zasiłków; nawet dla zasiłku dla dziecka nie byłoby gwarancji. Oczywiście o zasiłku dla dziecka zamieszkałego w Polsce już nie ma o czym mówić. Jeżeli dziecko nie było tu urodzone nie byłoby nawet pewności czy miałoby tu zagwarantowane miejsce w szkole. Pozatem Polacy tracą prawo do głosowania w lokalnych wyborach mimo że płacą podatek miejski, a wszelkie podróże między Polską a Wielką Brytanią, nawet na Święta czy dla zabiegów dentystycznych, będzie można odbywać tylko przy użyciu polskiego paszportu, a nie dowodu osobistego. Jeżeli osoba tu zamieszkała miałaby nawet jakieś drobne przewinienia prawne na swoim sumieniu w Polsce przed swoim przyjazdem, mogłoby to grozić zatrzymaniem na granicy, a nawet permanentną deportację, niezależnie od tego czy ma już tu pracę i rodzinę, czy nie. Wszelkie pozwolenia na nową pracę w Wielkiej Brytanii trzeba będzie już załatwiać przez Home Office a koszty nowej wizy na 3 letni kontrakt wynosiłby £664. Mogłoby obowiązywać już też wyżej wymienione ubezpieczenie na zdrowie £200 rocznie, nie zależnie od płacenia istniejącego National Insurance w tym kraju.
Pozatem trzeba być świadomym że obecnie pracownicy z krajów poza unijnych uzyskują prawo pracy tylko jeżeli ich zarobek wynosi przynajmniej £18,600 rocznie. W tym miesiącu kwotę tę podniesiono aż do £35,000. Mogłoby to zobowiązywać Polaków tutejszych bez permanent residence. Ile Polaków mogłoby się pochwalić że dostają taką stawkę? Może dla Polaków tu przebywających będą jakieś specjalnie złagodzenia w tych przepisach, ale wszystko będzie podlegać temu co Brytyjczycy wynegocjują z Unią. A czy nie będą tu działać uzgodnienia bilaterlane. Czy na przykład Francuzi czy Niemcy byliby traktowani inaczej niż Polacy i Rumuni? Tu dużo będzie zależało od efektywności polskiej dyplomacji, ale i tak konsulaty polskie będą miały urwanie głowy broniąc podeptanych praw poszczególnych polskich rodzin.
Ale nawet dla tych posiadających już stały pobyt po pięciu latach, czy nawet obywatelstwo brytyjskie po sześciu latach pobytu, nie byliby wolni od kłopotów wynikających z Brexit. Ta wyżej wymieniona kwota £35,000 dotyczyłaby na przykład najniższego pułapu dochodu obywatela brytyjskiego ściągającego tu z Polski żonę czy syna na stały pobyt. Żeby zaprosić babcię do zaopiekowania się dziećmi na dłuższy okres obowiązywałoby zaproszenie pisemne zatwierdzone przez Home Office. W wypadku dostępu do świadczeń społecznych, byłyby cofnięte jeżeli, z powodów rodzinnych, wróciłoby się do Polski na pewien okres. Pozatem dla tych, nawet z tej powojennej emigracji, którzy chcieliby swoje ostatnie lata przeżyć w Polsce poziom emerytur brytyjskich nie podlegał by już corocznej podwyżce i byłby zamrożony na stałe.
Czy maluję ten obraz w zbyt czarnych kolorach? Oczywiście może jednak Brytyjczycy zagłosują w czerwcu aby zostać. Może interwencja Prezydenta Obamy da wyspiarzom troche do myślenia. Może jednak, nawet w wypadku zwycięstwa zwolenników Brexit, Brytyjczycy pozostali by w jednolitym rynku trzymając się przykładu Norwegii, choć ten wariant byłby o dużo mniej prawdopodobny. Mądrzejsi Polacy wyraźnie zgadzają się ze mną bo składają masowo podania na obywatelstwo brytyjskie; według Home Office ich liczba wzrosła o 40% w ostatnich dwunastu miesiącach. Wydawcy podręcznika “brytyjskości”, Red Squirrel, przygotowującego kandydatów na egzamin potrzebny do nabycia obywatelstwa, twierdzą że ostatnio ilość sprzedanych egzemplarzy wzrosła od 550 do 2250 miesięcznie. Pozatem obywatele brytyjscy zaczynają składać podania na obywatelstwa unijne, np. irlandzkie czy francuskie, aby dalej móc się poruszać po Unii w wypadku Brexit. Może też Polacy tu urodzeni z pokoleń powojennych będą składali podania na paszporty polskie z tych samych powodów?
Dlatego wciąż nie mogę zrozumieć że tak wielu Polaków tu zamieszkałych z obywatelstwem brytyjskim myślą o głosowaniu za Brexit? Widocznie interes Polski i los ich rodaków w Anglii jest im obojętny. Zaś polscy obywatele bez obywatelstwa brytyjskiego nie mają już prawa głosu w referendum 23go czerwca.
Ale przynajmniej te 9744 polskich londyńczyków bez brytyjskiego obywatelstwa tworzących 1.5% elektoratu londyńskiego mogą zrobić sobie i Polsce jedną przysługę. Dotychczas Londyn jest reprezentowany przez głόwnego apologetyka Brexitu, Borisa Johnsona. 5 maja są wybory na mera Londynu. Główny kandydat konserwatywny Zac Goldsmith jest niestety znόw zwolennikiem Brexit. Wobec tego patriotyczny Polak ma jasne zadanie w tych wyborach. Pierwszy głos można oddać na naszego Jana Żylińskiego; drugi na kandydata który popiera pozostanie w Unii, a więc np. na liberała Caroline Pidgeon, zieloną Sian Berry czy labourzysty Sadiq Khan (choć według sondaży ten ostatni ma najlepsze szanse pokonania Goldsmitha). Wreszcie przy naszych polskich głosach pro-europejski Londyn odzyskał by swojego pro-europejskiego rzecznika, polepszył szansę pokonania projektu Brexit i uratowania prawnego statusu Polaków i innych obywateli unijnych w tym kraju.
Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 29 kwiecień 2016
Subscribe to:
Posts (Atom)






