Boris Johnson zagrał “va banc” i wygrał wszystko. Co prawda uzyskał tylko 43% głosów przy frekwencji 67% wyborców ale zdobył absolutną większość w parlamencie, a jego przeciwnicy w Partii Pracy i w partii Lib-Demów ponieśli druzgocącą klęskę. Wszyscy jego niezależni pro-europejscy kandydaci też stracili mandaty poselskie. Mimo braku zaufania wykazanego w sondażach co do jego prawdowmówności, mimo swoich clownowskich wybryków i gaf, i mimo unikania udziału w debatach telewizyjnych, elektorat angielski i walijski, a szczególnie wśród głosów robotników w północnych okręgach tradycyjnie labourzystowskich, zaufał jemu bardziej niż przywódcy Partii Pracy, Jeremy Corbyn, i to ostatecznie zaważyło na jego zwycięstwo. W ten sposób okręgi które najwięcej straciły w czasie dziesięciolecia zaciskania pasa przez Torysów teraz obdarzyły ich swoimi głosami, wciąż zwalając winę za ich niedolę na Unię Europejską. Elektorat przekonał się do Johnsona na tyle że uważa że on Brexit wreszcie przeprowadzi, że Wielka Brytania wyjdzie ostatecznie z Unii Europejskiej w trzy lata po referendum, a co będzie potem, to że się jeszcze ukaże.
Elektorat nie kupił kosztownych obiecanek Corbyna ani jego niezdecydowaną postawę w sprawie Brexitu i darzył mu historycznie najniższym zaufaniem dla szefa opozycji od czasu powstania sondaży. Partia Pracy otrzymała 32% poparcia tracąc 55 mandatów i uzyskała najniższe poparcie wyborcze od roku 1935. Przy licytacji na niepopularność i na braku wierzytelności Corbyn znacznie prześcignął Johnsona. Dlatego Johnson mimochodem uzyskał podobnie wysokie poparcie do tego którego niemal 50 lat temu uzyskała pani Thatcher po zwycięstwie w Falklandach. Nic dziwnego że niektórzy zwycięzcy kandydaci konserwatywni osobiście dziękowali Corbynowi za jego wkład w ich zwycięstwo.
Ze względu na zakończenie niepewności w sprawie Brexitu funt zyskał na wartości po ogłoszeniu wyników ale przywódcy w świecie biznesu nie są zachwyceni tym zwycięstwem bo woleliby aby Wielka Brytania pozostała w Unii. Będą naciskać na rząd aby postarał się trzymać jak najbliżej umowy celnej i przepisów unijnych lecz nadchodząca wojna domowa w Partii Pracy i wynikająca z tego słabość partii opozycji w parlamencie może utrudnić wywieranie nacisku na rząd aby utrzymał paralele z unijnymi regulaminami. Johnson będzie odporny na wszelkie naciski ale jego zwycięstwo oznacza że nie będzie też uzależniony od fanatyków twardego Brexitu we własnej partii.
Przed końcem stycznia zatwierdzi wyjście z Unii ale w lutym przeprowadzi czystkę we własnym gabinecie i nie jest wykluczone że postara się uzyskać poparcie od rozsądniejszych doradców niż ci którzy dotychczas jego sterowali. Musi zacząc wprowadzać nowe inwestycje w szkolnictwie, służbie zdrowia i w rozszerzeniu ilości policjantów zapowiedziane w wyborach, załagodzić konfrontację ze Szkocją która będzie dążyła do niepodległości, uregulować niejsne rozwiązanie umowy unijnej w Północnej Irlandii i rozpocząc negocjacje o umowy handlowe zarówno z Unią i ze światem zewnętrznym, a szczególnie ze Stanami Zjednoczonymi.
Pytania zostają na które dotychczas nie było odpowiedzi bo nowy premier kierował się dotychczas interesem swojej Partii a przed wszystkim działał na korzyść swojej własnej kariery. Po tym zwycięstwie Johnson, uwolniony od nacisków zewnętrznych, będzie mógł działać bardziej zgodnie z interesem państwa. Kierując się własną oceną, własnym doświadczeniem i własnymi uprzedzeniami, może ujawnić nową osobowość. Jako były burmistrz Londynu wykazał swoje liberalne, tolerancyjne, społecznie scalające oblicze i to może teraz wykazać ponownie. W tej sytuacji nie można wykluczyć że ewentualny Brexit zmięknie, stosunki z Unią mogą być porównywalne do norweskich a umowa z USA nie podważy potrzebę europejskich regulaminów chroniących środowisko i prawa robotników.
Pozostaje wciąż znak zapytania dotyczący przyszłej polityki imigracyjnej i przyszli przyjezdni, np. z Polski, nie będą podzielać uprzywilejowanego statusu Polaków przebywających tu obecnie. Natomiast Polacy tu zamieszkali, o ile załawią dla siebie status osiadły przed kóncem roku 2020, będą mogli liczyć jeszcze na ochronę prawa unijnego na najbliższe siedem lat dla siebie i dla swoich rodzin. Nie będzie jednak łatwo. Mogą walczyć jeszcze z przepisami Home Office a wielu zazna co raz większą dyskryminację. Czy Johnson zareaguje na to jak multikulturalny Johnson londyński, stojący w ich obronie, czy jako Johnson Brexitowski kwestionujący ich rzekome przywileje tak jak wypowiadał się w trzy dini przed końcem wyborów? Teraz trzeba będzie mu to skonfrontować aby uzyskać wyjaśnienie co do jego przyszłych stosunków do praw obecnych obywateli unijnych.
Wiktor Moszczyński Londyn 13/12/2019
Cykl felietonow wydrukowanych w londynskim "Dzienniku Polskim" i "Tygodniu Polskim"
Friday, 13 December 2019
Wednesday, 4 December 2019
Apel Przedwyborczy dla Polaków w Wielkiej Brytanii
Największym niebezpieczeństwem dla Polaków w Wielkiej Brytanii w wyborach parlamentarnych odbywających się 12 grudnia br. pozostaje bezkonkurencyjnie druzgocące zwycięstwo premiera konserwatywnego Borisa Johnsona. Jego celem byłoby wykonanie Brexitu, czyli wyjścia z Unii Europejską, przed końcem stycznia 2020.
Katastrofalna umowa którą zawarł z Unią Europejską zapowiada wyjście z Unii Celnej i Wspólnego Rynku które będzie miało ujemny efekt na gospodarkę brytyjską, doprowadzi do dramatycznego wzrostu cen, do potencjalnej secesji Szkocji i do ostrzejszych warunków bytu dla Polaków i innych obywateli unijnych na Wyspach. Nawet nasze dzieci tu urodzone poddane będą niepewności do swoich przyszłych praw pobytu.
Sondaże wskazują że żadna inna partia nie ma szansy objęcia władzy w tych wyborach. Wobec tego najważzniejszym zadaniem roztropnego wyborcy jest głosować na tych kandydatów z partii opozycyjnych którzy mają największe szanse w danym okręgu wyborczym pokonania kandydata partii konserwatywnej. Mogą to być kandydaci z Labour party, Lib-Demów, Zielonych, nardowców szkockich czy walijskich, lub nawet niezależnych kandydatów, byle tylko będą gotowi zapobiec Brexitowi, bezpośrednio lub drogą powołania drugiego referendum. Polscy wyborcy posiadający obywatelstwo brytyjskie powinni odłożyć na bok wszelkie stare lojalności partyjne czy uprzedzenia aby doprowadzić do ograniczenia niechybnego parlamentarnego zycięstwa Johnsona.
Trzeba głosować głową raczej niż sercem. Trzeba pamiętać że Brexit, raz przegłosowany, jest nieodwracalny. Wszelkie inne programy, szkodliwe lub nie, pozostałych partii można będzie ograniczyć czy odwołać, ALE NIE BREXIT. Jest to ostatnia szansa aby zapobiec katastrofie która grozi nie tylko tutejszym Polakom, ale całemu Zjednoczonemu Królestwu i całej Europie.
Wiktor Moszczyński
Były prezes Polish Solidarity Campaign i redaktor Orła Białego.
Autor książek “Polak Londyńczyk” i “Ogłaszam Alarm dla Polskiego Londynu”
Katastrofalna umowa którą zawarł z Unią Europejską zapowiada wyjście z Unii Celnej i Wspólnego Rynku które będzie miało ujemny efekt na gospodarkę brytyjską, doprowadzi do dramatycznego wzrostu cen, do potencjalnej secesji Szkocji i do ostrzejszych warunków bytu dla Polaków i innych obywateli unijnych na Wyspach. Nawet nasze dzieci tu urodzone poddane będą niepewności do swoich przyszłych praw pobytu.
Sondaże wskazują że żadna inna partia nie ma szansy objęcia władzy w tych wyborach. Wobec tego najważzniejszym zadaniem roztropnego wyborcy jest głosować na tych kandydatów z partii opozycyjnych którzy mają największe szanse w danym okręgu wyborczym pokonania kandydata partii konserwatywnej. Mogą to być kandydaci z Labour party, Lib-Demów, Zielonych, nardowców szkockich czy walijskich, lub nawet niezależnych kandydatów, byle tylko będą gotowi zapobiec Brexitowi, bezpośrednio lub drogą powołania drugiego referendum. Polscy wyborcy posiadający obywatelstwo brytyjskie powinni odłożyć na bok wszelkie stare lojalności partyjne czy uprzedzenia aby doprowadzić do ograniczenia niechybnego parlamentarnego zycięstwa Johnsona.
Trzeba głosować głową raczej niż sercem. Trzeba pamiętać że Brexit, raz przegłosowany, jest nieodwracalny. Wszelkie inne programy, szkodliwe lub nie, pozostałych partii można będzie ograniczyć czy odwołać, ALE NIE BREXIT. Jest to ostatnia szansa aby zapobiec katastrofie która grozi nie tylko tutejszym Polakom, ale całemu Zjednoczonemu Królestwu i całej Europie.
Wiktor Moszczyński
Były prezes Polish Solidarity Campaign i redaktor Orła Białego.
Autor książek “Polak Londyńczyk” i “Ogłaszam Alarm dla Polskiego Londynu”
Wednesday, 20 November 2019
Licytacja Kłamców
Licytacja Kłamców
Przyglądałem się debatom w telewizji w ubiegły wtorek i piątek między liderami Torysów i Partii Pracy na kanałach ITV i BBC1 z rosnącym poczuciem zgrozy. Z jednej strony pajacowaty oportunista który prowadzi swój kraj do wyjścia z Europy z najgorszą z umów jaką można sobie wyobrazić. Z drugiej strony lewacki dogmatyk który nie chce przyznać się na którą stronę głosowałby w przyszłym referendum i z uległym stosunkiem do agresywnej polityki rosyjskiej. Nie jestem jedyny w tym kraju który woła “Każdy, tylko nie oni!”
Na ostatnim spotkaniu promocji mojej najnowszej książki określałem Brexit jako wulkan który wybuchł gdy sfrustrowane zubożałe warstwy społeczeństwa brytyjskiego miały możność dzięki referendum Camerona wykrztusić z siebie tą lawę szowinistycznych uprzedzeń która powoli rozlała się po wszystkich kątach Wielkiej Brytanii. Truła i paraliżowała wszelką działalność polityczną, gospodarczą i kulturalną. A Boris Johnson jest jak najbardziej wytworem ubocznym tej lawy.
Johnson zaczął swoją karierę dziennikarską w “Daily Telegraph’ie” kpiąc z każdego nowego regulaminu wywodzącego się z Komisji Europejskiej jako okaz biurokratycznej głupoty. W końcu został zwolniony za podanie kłamliwych informacji. Gdy premier Cameron wywołał to niefortunne referendum Johnson zastanawiał się czy opublikować artykuł za pozostaniem czy za wyjściem z Unii. W końcu wykalkulował że rola eurosceptyka da mu najwięcej korzyści w jego drodze do uzyskania premierostwa i wybrał cynicznie opcję wyjścia. Jego kampania pro-Brexitowska w czasie referendum oparta była na niesprawdzonych faktach i wierutnych kłamstawach. Jak pamiętamy, zapowiadał że wyjście z Unii uwolni £350 milionów tygodniowo na służbę zdrowia, wstrzyma przyjazd wielu milionów Turków i będzie łatwe do wynegocjowania z Europą bez ujemnych skutków dla gospodarki. Wszystko to borisowski bluff, brednie i bujanie. Najbardziej to było widoczne kiedy okazało się że niespodziewanie wygrał referendum. Wówczas premier Cameron zrezygnował a Johnson i jego zaszokowani wspólnicy nie byli w stanie zaproponować co będzie dalej. Odpowiedzialność zwalili na niefortunną Theresę May.
Potem Johnson służył w rządzie Theresy May jako najmniej udany minister spraw zagranicznych w historii ostatnich lat. Wiecznie podkopywał jej negocjacje, rezygnując w końcu z jej rządu i głosując przeciw umowie wyjścia uzgodnionej z Unią. Faktycznie sparaliżował działalność jej rządu a gdy podała się do dymisji objął premierostwo przy użyciu napuszonej propagandy pełnej obietnic że albo wynegocjuje nową umowę z Unią albo wyprowadzi kraj z Unii bez umowy. A to dokona, twierdził, najpóźniej 31 października. Zapewniał że załatwi Brexit przed tym terminem “na życie i na śmierć” bo inaczej “zdechnie w jakimś rowie”. Sprowokował tym sposobem parlament który uchwalił tekst listu (tzw. Ustawa Benna) domagający się przedłużenia terminu wyjścia. Wobec tego Johnson nie mógł dochować najważniejszą obietnicą którą powtarzał dzień w dzień. W końcu minął termin 31 października, Wielka Brytania dalej była członkiem Unii, ale Johnson ani “nie zdechł w rowie” ani nie zrezygnował z honorem.
Zawdzięczamy również Johnsonowi zahamowanie raportu parlamentarnej komisji d/s bepieczeństwa na temat inwigilacji i naruszeń na internecie przez hakerów rosyjskich w czasie ostatnich wyborów. Wykpił to jako konspiracja podobna do Trójkąta Bermudy.
Johnson głosił że Partia Pracy chce wydać za jednym zamachem przeszło 1,2 trilion funtów na wielorakie cele socjalne i na infrastrukturę mimo że Partia Pracy miała o dużo skromniejszy, choć dalej ambitny, plan wydatków w swoim programie wyborczym który został ogłoszony w ubiegły czwartek.
Johnson zapowiada że jego rząd będzie budował 20 (przedtem było 40) nowych szpitali, kiedy okazało się były tylko konkretne plany rozszerzenia zaledwie 6 istniejących szpitali. Zapowiedział 50tys. nowych pilęgniarek ale okazało się tych “nowych” brytyjskich pielęgniarek będzie 19,000. Oficjalny portal konserwatystów zakamuflował się jako rzekomo neutralny “fact-checker” w swojej stronniczej ocenie propozycji Corbyna. Jak magik wytrząsa złudne obiecanki z rękawa. Johnson dotąd twierdzi że na skutek jego nowej umowy z Unią towar z Połnocnej Irlandi będzie miał niekontrolowany dostęp do rynku zarówno brytyjskiego i unijnego i że nie będzie potrzeby na mury graniczne ani na granicy z Republiką Irlandzką, ani w portach Morza Irlandzkiego. Nie prawda. Towar pochodzący z Północnej Irlandii będzie musiał udowodnić przy kontroli celnej że na prawdę pochodzi z tego rejonu a nie został importowany skądinąd. Towar eksportowany do Połnocnej Irlandii będzie musiał zaświadczyć na tych rzekomo nieistniejących granicach że na prawdę zakończy w Północnej Irlandii a nie będzie przeszmuglowany dalej. A więc kontrola graniczna będzie potrzebna. Tym samym zdradził swoich sojuszników z partii DUP.
Ale już wyborca zaczyna dostrzegać na czym polegają te sztuczki. W czasie obydwu debat Johnson potwierdził że prawda powinna być ważnym elementem każdej kampanii wyborczej a publiczność po prostu wyśmiała tę uwagę. Dlatego Johnson ma duże problemy ze swoją wiarygodnością gdy stara się udowodnić że jakakolwiek przyszła umowa handlowa ze Stanami Zjednoczonymi nie otworzy firmom
amerykańskim dostęp do usług brytyjskiego NHS.
Corbyn reprezentuje inny rodzaj fałszu. U niego nasuwa się kłamstwo niedopowiedzenia, czy nawet milczenia. Przez przeszło 30 lat nie kamuflował swoich marksistowskich zapędów, czuł się dobrze w towarzystwie przedstawicieli organizacji oskarżonych o udział w aktach teroru, jak irlandzkie I.R.A. czy Hezbollah i Hamas na Bliskim Wschodzie. Był sympatykiem czy apologetą wszelkich ruchów
rewolucyjnych w Ameryce Łacińskiej, do tej pory sympatyzuje z marksistowskim rządem Wenezueli i był aktywnym członkiem szeregu organizacji pacyfistycznych jak CND których ostrze było skierowane na pierwszym miejscu przeciwko Stanom Zjednoczonym i NATO. Tkwił przez wiele lat na lewicowym skrzydle Partii Pracy, ledwo dostrzeżony przez media i władze partyjne i nikt na jego lewackie wybryki
nie zwracał specjalnie uwagi, mimo że przeszło 500 razy łamał dyscyplinę partyjną w parlamencie. Teraz trzyma to w tajemnicy.
dy po przegranych wyborach w roku 2015 nastąpiło trzęsienie ziemi wewnątrz Partii Pracy i jej oddolne szeregi zradykalizowały się, Corbyn znalazł się w sytuacji niespodziewanej jako lider oficjalnej opozycji do rządu. Otoczony jest wciąż marksistowskimi doradcami jak Seamus Milne czy Andrew Murray którzy przeprowadzają czystki w partii wypędzając elementy bardziej umiarkowane, a w tym wielu posłów pochodzenia źydowskiego gdyż ci kłócą się z głęboko zakorzenionych pro-arabskich any-izraelskich sympatiach ścisłego otoczenia Corbyna. Corbyn osobiście nie jest anty-semitą ale toleruje anty-semityzm u swoich fanatycznych wyznawców. To środowisko również tradycyjnie unika oficjalnej krytyki zagranicznej polityki rosyjskiej, podważa wiarygodność posiadania broni nuklearnej (Corbyn kiedyś zaproponował aby łodzie nuklearne płynęły dalej po świecie ale już bez głowic nuklearnych!) i sprzeciwia
się członkostwu Unii Europejskiej.
Ten ostatni element paraliżuje obecną politykę Partii Pracy wobec sprawy Brexitu, gdyż większość aktywistów partyjnych, nawet tych lewicowych, chce pozostać w Unii Europejskiej. Dlatego obecnie zakończono debatę wewnątrz Partii skomplikowanym kompromisem, nie zrozumiałym dla elektoratu, że przyszły rząd Corbyna wynegocjuje lepszą umowę z Unią w której uniknie się barier celnych, poczym
nową umowę podda się społeczeństwu do przyjęcia lub odrzucenia w nowym referendum. Jednak to stawia Corbyna w dziwnej sytuacji. Ma wynegocjować nową umowę ale czy przekona swoją partię aby ją poparła? Wyborcy pytają czy Corbyn sam będzie bronił nową umową w następnym referendum, czy nie? W końcu przyznał że będzie “neutralny” a członkowie partii mogą głosowac jak chcą. To stanowisko jest o tyle zrozumiałe że niemal jedna trzecia jego posłów reprezentuje tereny mocno za wyjściem, a dwie trzecie mocno za pozostaniem. Corbyn kamufluje tym samym swoje własne predyspozycje anty-unijne.
Program gospodarczy Corbyna jest wygórowany. Program Partii ogłoszony w ubiegły czwartek zapowiedział wydanie dodatkowych £130mld rocznie (£55mld zapożyczonych, £75mld z podatków) aby m.inn. ufundować Narodowy Bank Inwestycyjny, zbudować 100,000 mieszkań socjalnych rocznie, wprowadzić darmową opiekę dla emerytów, czterodniowy tydzień pracy w najbliższej dekadzie, znieść czesne dla studentów, znacjonalizować koleje, wodę, pocztę, firmy energetyczne i broadband. Trudno uwierzyć aby te radykalnie ambitne plany oparte były na racjonalnym obliczeniu kosztów. Potrzebowałyby o wiele większy dochód od szarego podatnika niż Corbyn chce przyznać.
A więc komu wierzyć? Przy takiej licytacji kłamstw i oszustw elektorat raczej ma większą wiarę w Johnsona jako sprawniejszego premiera ale wciąż ani jemu ani Corbynowi znaczna część wyborców nie wierzy. Woleliby aby obydwoje przegrali ale to jest niemożliwe. Dość już mieli rządów mniejszościowych przy ostatnich miesiącach parlamentarnego chaosu. Niestety lider liberałów Jo Swinson też nie budzi zaufania. Wynik pozostaje nie jasny bo elektorat jest politycznie, ale też geograficznie, rozproszony.
Osobiście wolałbym aby elektorat nie dopuścił Corbyna do Downing Street ze względu na bezpieczeństwo, ale umożliwił stworzenie koalicji posłow Labour, Liberałów, Szkotów i Zielonych którzy poddaliby obecną umowę Johnsona pod nowe referendum dające społeczeństwu szansę ostatecznego odrzucenia Brexitu. Ale jak wyborca indywidualny ma to dokonac. Cel jest ryzykowny, ale mniej
ryzykowny niż Brexit Johnsona czy raj znacjonalizowany Corbyna.
Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 29 listopad 2019
Sunday, 3 November 2019
Nowe Wyzwania Opozycji w Polsce
Wyniki wyborόw parlamentarnych 13 października nie były dla nikogo zaskoczeniem bo sondaże zakotwiczyły się dla głόwnych partii na stałych pozycjach od szeregu miesięcy (prawica 46%; platforma 25%, ludowcy 8%). Tylko Lewica i prawicowa Konfederacja wykazywały jakiś wzrost. Ale mimo tego wyniki zostały przyjęte przez mieszkańcόw metropolii z rezygnacją i z nieczuleniem, jakby dostali na świeżo obuchem w głowę. Wiadomo było że cios padnie, że tę operację trzeba będzie przeżyć, ale jednak to zabolało,
Czego mogła opozycja nauczyć się przez czteroletni okres niepodzielnych rządόw PiSu? Choć rządy PiSu traktowane są jako dość apodyktyczne i zagrażające dla demokracji w Polsce to jednak mogły nauczyć opozycję trzy ważne lekcje jak najbardziej zgodne ze sprawną demokracją.
Po pierwsze, nie afiszować publicznie podziałόw w zasadniczych poglądach. Wyborca ceni i popiera partie ktόre nie są wewnętrznie skłόcone. Zjednoczona Prawica była rzeczywiście zwarta w opozycji i w zarządzeniu, aż do przesady. Dyscyplina klubu parlamentarnego, zarόwno w Sejmie i w Senacie była wzorowa. Posłowie zjawiają się w parlamencie i dowiadują się kiedy mają podnieść rękę, tyle i tyle razy. Bez gadania, szybko. Często za projektami, których nie znają, nie mówiąc już o rozumieniu ich. Trzy standardowe czytania ustaw załatwia się podczas jednej tylko nocy. Tak procedowano ustawy dla państwa najważniejsze, nawet te ustrojowe. Co prawda, zachowanie marszałka Sejmu wobec posłόw opozycji było wyjątkowe brutalne a metody głosowania przypominały najgorsze praktyki PRLu. Może to nie wyglądało tak przyjemnie ale elektorat mimo wszystko lubi kiedy rządy podejmują decyzje szybko i sprawnie bo daje mu to poczucie bezpieczeństwa.
Druga lekcja demokracji to jest spełnianie obietnic wyborczych w najszybszym terminie. Czy były bezsensowne czy mądre, ale obietnice się dotrzymuje. PiS był w stanie w ciągu tylko jednego roku puścić w ruch niemal wszystkie swoje obietnice wyborcze, mimo że PO tłumaczyło że to będzie niemożliwe bez doprowadzenia państwa do bankructwa. PiS uruchomił 500 plus, obniżył wiek emerytalny, złagodził pułap opodatkowania dla biedniejszych i dla młodzieży, nałożył zapowiedziany dodatkowy podatek na banki i supermarket. Uruchomił większy napływ dochodu z VATu. Przyrzekł że zrobi porządek z sądownictwem i rzeczywiście na swόj sposόb to zrobił, na dobre czy na złe. PiS to wykonał a świat się nie zawalił. Wręcz na odwrόt, pod wpływem nowych pieniędzy w rękach tych ktόrzy przedtem byli zadłużeni, rozwinął się handel wewnętrzny. Według Banku Światowego wzrost PKB w tym roku przekroczy 4.3%. Eksport też przekroczył wartość 200 mld euro rocznie. Gospodarka Polski jest jedną z najszybciej rozwijających się w Unii pod względem dynamiki wzrostu, a zarobki i poziom majątku Polaków powoli doganiają wartości notowane w bogatszych krajach Europy. Wyborcy byli wyraźnie zadowoleni, choć klasyczni ekonomiści wciąż wypatrywali czarnych chmur na horyzoncie. Porόwnujmy to z poprzednim rządem ktόre bało się ryzyka politycznego niemal każdej reformy, nawet gdy już nie miało przeszkody stałego weta prezydenckiego ze strony nie żyjącego już Lecha Kaczyńskiego.
A trzecia lekcja to przypomnienie że trzeba ofiarować wyborcom coś więcej niż tylko status quo, szczegόlnie jeżeli wyborcom materialnie nie powodziło się tak dobrze. PO-PSL tworzyło kompetentny rząd z dużym sukcesem w inwestycji w infrastrukturę, szczegόlnie w budowie autostrad i lotnisk co zdobywało poklask u zachodnich czynnikόw rządowych i gospodarczych za zasługi w makroekonomicznym zarządzaniu gospodarki. Niestety ani rząd PO ani ich zachodni wielbiciele nie dostrzegali że duża część społeczeństwa, szczegόlnie na wsi i w małych prowincjonalnych miastach, żyjąca ze “śmieciowych kontraktόw”, patrzyła podejrzliwie na rosnące bogactwo elit w metropoliach, wyczuwając wszędzie kradzież i korupcję. PO nie było w stanie nic zaofiarować wyborcom w roku 2015 poza kontynuacją sprawnego zarządzania gospodarką. Szereg skandali, a szczegόlnie “taśmagate” i Amber Gold, podważyły dodatkowo ich dotychczasowy pozytywny profil. Zaś PiS miał program odważny, atrakcyjny I łatwy do zrozumienia, i to wystarczało aby odciągnąć elektorat od PO do PiSu.
Opozycja wyciągnęła jakieś lekcje ale trwało to wiele lat. Po masowych kolejnych demonstracjach KODu, czarnego protestu kobiet, potem niepełnosprawnych, a ostatnio nauczycieli, energie społecznego protestu rozpłynęły się bezskutecznie, nie wykorzystane przez PO. Hasła dotyczące naruszenia konstytucji czy praw kobiet pociągały liberalną klasę średnią z metropolii ale nie imponowały elektoratowi wiejskiemu. W pewnych momentach rząd PiS stracił na popularności, szczegόlnie przy ponownym wyborze Donalda Tuska na prezesa Rady Europy, i przy skandalu w sprawie wiceministra Misiewicza, ale tylko chwilowo. Opozycja skleciła w końcu wspόlną koalicję na wybory europejskie ale to też nie wypaliło. Już na ostatnie wybory powstały trzy mniejsze koalicje i one też nie osiągnęły celu po utracie 30 mandatόw poselskich przez PO. Poza tym PO przedstawiło nowy program oparty na tzw. “szόstce Schetyny” i na obniżeniu podatkόw ale program był za trudny do zapamiętania przez przeciętnego wyborcę i bladł przy autentycznych dokonaniach PiSu, szczegόlnie przy nowej “piątce Kaczyńskiego”, ktόrą Grzegorz Schetyna daremnie starał się przelicytować. Też nie wystarczało. W ostatniej chwili Schetyna, przekonany wreszcie o swojej własnej niepopularności, podstawił Małgorzatę Kidawą-Błońską zamiast siebie jako kandydata na przyszłego premiera. Cztery lata temu Kaczyński zrobił ten sam numer podstawiając Beatę Szydło ale zrobił to z dużym wyprzedzeniem a nie w ostatnim miesiącu kampanii wyborczej. Tym razem też nie chwyciło.
Dla wyborcy PiSu, lepszy był wróbel w garści niż kanarek na dachu. Wyborcy mieli stabilność gospodarczą i polityczną, rodzice stały dochόd z posiadania dzieci a rolnicy z posiadania bydła, młodzież miała zahamowany podatek PiT, emeryci obniżony wiek emerytalny, plus dodatkową wypłatę a wyborcy na prowincji przywrócenie lokalnych połączeń autobusowych. Czego jeszcze mogli potrzebować wyborcy? A jak na tym tle wyglądają wszystkie przestępstwa konstytucyjne, większe uzależnienie od Kościoła, wsparcie finansowe dla Radia Maryja i TV Trwam, monopol i tendencyjność TVP, prόby nacisku na niezależne media jak Gazeta Wyborcza, TVN czy Oko.Press, afera SKOKu, darmowe loty marszałka Kuchcińskiego, agresja słowna obozu rządzącego ktόra doprowadziła między innymi do zabόjstwa prezydenta Gdańska, wybryki z komisją smoleńską, czy parafialna staroświecka mentalność decydentόw PiSu? Okazuje się że te niby kardynalne grzechy obozu rządzącego nie były w sumie wystarczającym powodem aby wyborcy mieli opuścić bezpieczny sprawdzony układ polityczny i gospodarczy PiSowskiej Polski.
Co nie znaczy że lekcje z wyniku rządzenia PiSu powinny być zarzucone. Wręcz na odwrόt, trzeba trzymać się formuły scalenia akcji w nowych warunkach powyborczych. A więc koalicje niePiSowskie powinne być dalej gotowe, albo łączyć się lub bliżej wspόłpracować w następnych wyzwaniach. Dotyczy to na pierwszym miejscu konsolidacji wynikόw wyborόw w Senacie gdzie obecnie partie opozycyjne tworzą znikomą większość a indywidualni senatorowie nie dali się skusić obietnicom PiSowskim aby przejść na stronę rządową. Tu są w stanie lepiej kontrolować PiSowski proces legislacyjny. Nie jest wykluczone że PiS może jeszcze pozbawić opozycji tą znikomą większość przez szereg sądowych protestόw wyborczych pod nadzorem sędziόw z rządowej nominacji, ale dalej będzie tu pole do działania. Powinny też partie opozycji wcześniej uzgodnić wspόlnego kandydata na wybory prezydenckie w roku 2020.
Następnie, pora aby już przygotowywać świeży program dla wszystkich trzech partii opozycji oparty na solidnych, dobrze obliczonych i wierzytelnych projektach ktόre przez częste powtarzanie trafią w końcu do wyobrażni wyborcόw. Mogą być dalej w praktyce oparte na tzw “szόstce Schetyny”, ale już pod innym szyldem. Trzeba tez trzymać się hasła “Wracamy do Europy” jako podstawy demokratyzacji w parlamencie i w samorządach, bo wyborcόw męczy jednak stały konflikt z sąsiadami europejskimi. A na koniec, trzeba być gotowym aby PO i Lewica mogły przedstawić nowych energicznych przywόdcόw ktόrzy dostarczą świeżego oddechu zmęczonym szeregom swoich zwolennikόw. Normalnie, po wielkiej przegranej w Wielkiej Brytanii, przywόdcy partyjni od razu poddają się do dymisji (Hague, Howard, Brown, Clegg, Miliband, Cameron). To samo powinni zrobić Grzegorz Schetyna i Włodzimierz Czarzasty. Uważam że w wypadku Schetyny, jeżeli pozostanie nadal liderem to jego partia w ogόle straci rację bytu i trzeba będzie oddolnie założyć zupełnie nowy twόr politycznej opozycji ze śmielszym progresywnym programem.
A więc oczekujemy nowych przywόdcόw, nowe programy i odmłodzone stronnictwa wspόłdziałające przeciw monolitowi władzy PiSu. W takim kierunku opozycja powinna przygotować się na nowe scenariusze, najpierw przy dalszych prόbach obecnego rządu do scentralizowania władzy, a potem na dalszym etapie, zadziałać gdy wreszcie gospodarka zakrztusi się dalszą rozrzutnością fiskalną rządu. A to może nastąpić w momencie kiedy UE będzie gotowa w ramach sankcji prawnych wstrzymać pewne dopłaty poprzednio przeznaczone dla Polski w budżecie, a zakończy się obecna pozytywna koniunktura gospodarki światowej.
Nowe realia wywołują nowe nadzieje, ale demokratyczna opozycja niePiSowska musi być na to przygotowana.
Wiktor Moszczyński 8 listopad 2019
Sunday, 27 October 2019
Spokojnie z tymi Powrotami
W Tygodniu Polskim ukazał się ostatnio list Ambasadora RP w Londynie skierowany do wszystkich Rodakόw w Wielkiej Brytanii. Przypomina o potrzebie zarejestrowania się na status osoby osiedlonej lub status tymczasowy jeżeli dana osoba czy rodzina chce pozostać w Wielkiej Brytanii po dramatycznym wyjściu z Unii ktόry może nastąpić 31 października.
Ambasador ostrzega że dotychczas tylko 27% Polakόw złożyło podanie o przyznanie nowego post-brexitowego statusu. Jak stwierdza Ambasador, to “jest niepokojąco niski poziom”. Przypomina o konieczności złożenia wniosku przed końcem następnego roku jeżeli chce się utrzymać swoje dotychczasowe prawa pobytu, pracy i korzystania z opieki społecznej w tym kraju. Podaje też link do portalu rządowego poświęconemu Brexitowi.
Ale dlaczego Polacy są tak powolni w rejestrowaniu się? Można oczywiście zwalać winę na toporny brytyjski system informowania obywateli unijnych ktόry unika najbardziej bezpośredni dostęp do wszystkich legalnie żyjących obywateli unijnych poprzez samorządy. W kόncu rady miejskie wiedzą najwięcej o swoich mieszkańcach, poprzez rejestrację urodzin, małżeństw i zgonόw, listę osόb płacących podatek miejski, rejestrację dzieci w szkołach, emerytόw w domu starcόw i listę wyborcόw. Nie każdy też posiada odpowiedni telefon komόrkowy. Nie każdy posiadający taki telefon umie operować komόrkowym programem rejestracji. Nie każdy jest biegły w języku angielskim. Nie każdy ma dostęp do źrόdeł informacji rozpowszechnionych przez rząd brytyjski czy przez ambasadę własnego kraju. Nie każdy może łatwo udowodnić że pracował tu na stałe przez 5 lat, szczegόlnie jeżeli był samozatrudniony. Nie każdy chce ujawnić się ze swojej dotychczasowej anonimowości w tym kraju. A prawie każdy boi się dobrowolnej styczności z urzędnikami Home Office.
Mimo tych wymόwek 1,271,600 obywateli unijnych jednak zgłosiło się do końca sierpnia z podaniem o status osiedlenia, czyli około 40% obywateli unijnych zamieszkałych w tym kraju. Dla wielu z nich była to sprawa parę tylko minut. W wyniku tych podań 62.4% uzyskało status osiedlony a 37.1% status tymczasowy. W wielu wypadkach ten status tymczasowy, świadczący o pobycie w tym kraju nie przekraczającym 5 lat, nadany został niesłusznie osobom ktόre przebywały tu dłużej, ale można wciąż korygować te błędne decyzje przez przedstawienie uzupełniających informacji. Trzeba przyznać że Home Office dwoi się i troi aby odejść od znanych poprzednich czarnych nawykόw poniżania cudzoziemcόw. Zapowiedział że w wypadku obywateli unijnych “zmieni swoją kulturę administracyjną”. Rzeczywiście, biorąc pod uwagę dokładność swoich konsultacji z organizacjami społecznymi, m. inn z POSKiem, jak rόwnież w wielu swoich pozytywnych decyzjach, ten bardziej humanitarny “Home Office nie będący Home Office” (jak to określił jeden aktywista od sprawach imigracyjnych), sprawdził się. Przynajmniej do czasu. Ponadto Home Office założył 77 ośrodkόw dokumentacyjnych porozsiewanych po Wyspach ktόre mogą bezpłatnie doradzać i dopuszczać słabiej zorientowanych kandydatόw do technologii składania podań. Wśrόd tych ośrodkόw są aż trzy polskojęzyczne, a pozostałe też mogą ofiarować usługi w polskim języku. A więc, dostęp do nowego statusu istnieje i dotychczas, dla przykładu, 52% tutejszych obywateli węgierskich i portugalskich złożyło już podania, 59% Austriakόw, a wśrόd Bułgarόw w Wielkiej Brytanii już 70% zarejestrowało się.
A więc dlaczego tylko 250 tys. Polakόw, na 950 tys. tu obecnych, złożyło podanie? Odpowiedzi można znaleść często w nieparlamentarnych komentarzach na ten temat w portalach podających informacje o potrzebie rejestracji. Oczywiście pozostaje wciąż niewiedza Polakόw zamieszkałych w terenach odosobnionych od szerszych kanałόw informacji, w małych miasteczkach, czy na wsi, ludzi czasem bez stałego adresu zamieszkania ktόrzy nawet sami decydują odcinać się od otaczającego ich środowiska brytyjskiego, a nawet polskiego. Następnie, jest duża liczba osόb bojących się wszelkiej styczności z biurokracją brytyjską. Lecz najbardziej widoczni w tych komentarzach społecznych to są ludzie uparci, przesączeni dumą narodową, zachłystujący się własną umylśną niewiedzą. “Po co mam znowu składać podanie, kiedy już raz uzyskałem rezydenturę?” “Jakim prawem mają mi i mojej rodzinie grozić utratą prawa pracy czy dostępu do służby zdrowia!” “Przecież nas Angole nie wyrzucą! Potrzebują nas!” Reagują jak strusie chowające głowę w piasek. Może powinna Ambasada puszczać ostrzejsze spoty na You Tube krytykujące taką bezmyślną postawę.
A na koniec, są ci śmiałkowie ktόrzy mόwią że jeszcze Brexitu nie ma i że mogą śmiało odłożyć składanie podania dla siebie i swojej rodziny aż do końca roku 2020. Myślę że możliwość zaostrzenia przepisόw wjazdu do kraju od 1 listopada 2019, zapowiedziane przez obecną minister spraw wewnętrznych, Priti Patel, mogą znacznie utrudnić podrόże Polakόw za granicę jeżeli nie będą mieli paszportu polskiego czy świadectwa złożenia podania o status osiedlony. Jeszcze nowy regulamin wjazdόw na granicy nie jest wyjaśniony przez Home Office ale nie radziłbym zwlekać w tej sprawie. Optymiści twierdzą że może jeszcze Brexitu nie będzie. Optymiści. Daj im Boże zdrowie! Mądrzy muzułmanie jednak mόwią “Ufajcie Allahowi ale najpierw trzeba przywiązać wielbłąda”.
Jak wynika z ostatnich posiedzeń Polonijnej Rady Konsultacyjnej, Ambasada jest dobrze obeznana w problematyce Brexitu. Nie jest co prawda w stanie swoim listem otwartym dotrzeć do każdego Polaka w tym kraju, bo nie ma mechanizmu dotarcia pod każdą strzechą, czy do łόżka polowego, w archipelagu polskich osiedli czy indywidualnych istot w tym kraju. Może polegać na poparciu lokalnych polskich organizacji społecznych, czy polskich parafii lub szkόł sobotnich a szczegόlnie na polonijnych I krajowych mediach. Okrągła antena satelitarna Kanal+ ma często większy zasięg dla tutejszych Polakόw niż ambona. Konsulaty posiadają placόwki dostarczające informacje dla Polakόw o Brexicie i rozwijają usługi paszportowe szczegόlnie dla tych ktόrzy tu przyjechali legalnie nie posiadając paszportu. Ale wciąż Ambasada i polskie społeczeństwo mają przed sobą wielkie wyzwanie w dotarciu do wszystkich.
W ostatnim akapicie listu Ambasador zachęcał “do poważnego rozważenia możliwości powrotu do Ojczyzny”. Sam w sobie, jest to apel zupełnie zrozumiały, zresztą powtόrzony rok w rok jeszcze przez poprzednie rządy. Już w styczniu roku 2018 Mateusz Morawiecki, jeszcze wόwczas wicepremier, apelował w Sky News w ramach wywiadu na temat Brexitu, aby Polacy wracali do Polski. Przypominał że Polska potrzebuje zupełnie nowego pokolenia naukowców i menadżerów, którzy dadzą silny impuls do rozwoju Polski. Kusił programem 500+ i niskim bezrobociem. Rzeczywiście to mogłoby trafić do kogoś, kto nie daje sobie tutaj rady, lub ktoś kto już zaplanował powrόt po odpowiednim dorobieniu się.
Ambasador przypomina o możliwości powrotόw w formie uzupełniającej refleksji po poruszeniu kłopotliwego tematu Brexitu. Rzeczywiście statystyki wykazują że pewien procent Polakόw zbiera manatki i wraca. Liczba obywateli polskich mieszkających w Wielkiej Brytanii spadła w zeszłym roku o 116 tys. do 905 tysięcy. Dotyczy to przed wszystkim osόb bez dzieci. Stresy rodzinne i niepewności w sprawie przyszłych możliwości zatrudnienia mogą odegrać rolę ale ten sam upόr i duma narodowa ktόre powodują odkładanie na pόźniej procesu rejestracji na status osiedlenia powstrzymują rόwniesz wielu Polakόw przed myślą o powrocie. Są nastawieni na przetrwanie. Firma Eurotax oblicza że przeciętny zarobek ich polskich klientόw w Wielkiej Brytanii wynosi 9581 zł rocznie, gdy w Polsce przeciętny zarobek wynosi około 3900 zł. Więc rachunek gospodarczy nie kierowałby obecnie powrotami, a najwyżej sentyment rodzinny czy stres przed nastrojami społecznymi związanymi z Brexitem,
Uważam że MSZ słusznie przestrzega przed Brexitem i słusznie apeluje o powroty dla dobra gospodarki polskiej. Ale nie powinien to robić w tym samym wywiadzie czy w tym samy apelu. Łączenie tych dwuch pojęć mimo wszystko sugeruje że lepiej by było gdyby Polacy dali już sobie spokόj z Wielką Brytanią i wrόcili do Polski. Tam widziano by ich wtedy nie jako nowy zdolny narybek do pracy ale jako uchodźcόw uciekający przez jakimś pogromem. Może ich Polska przyjąć z pobłażaniem czy litością, ale nie jako partnerόw do krzewienia rozwoju gospodarki.
Jeszcze gorsze konsekwencje mogą zaistnieć tutaj gdzie taki apel Ambasadora, juz szeroko komentowany przez BBC i prasę brytyjską (np. Daily Express pt. “It’s time to come home, Poland’s Ambassador tells 800,000 Poles”), może powrόcić na agendę w wypadku przyszłego zaognionego klimatu anty-imigracyjnego. “Co? Polacy jeszcze tu są? Przecież nawet Wasz ambassador kazał Wam wracać.” Dobre intencje Ambasadora mogłyby być naumyślnie przeinaczone.
Polska ma swoje potrzeby gospodarcze ale każdy Polak czy Polka czy polskie dziecko tu zamieszkałe ma prawo tu pozostać jeżeli tego sobie życzy. Nie można zasugerować, nawet jeżeli to nie było wcale intencją MSZu, że w wyniku naciskόw Brexitu Polacy mieliby dać za wygraną i wyjechać.
Wiktor Moszczyński
Ambasador ostrzega że dotychczas tylko 27% Polakόw złożyło podanie o przyznanie nowego post-brexitowego statusu. Jak stwierdza Ambasador, to “jest niepokojąco niski poziom”. Przypomina o konieczności złożenia wniosku przed końcem następnego roku jeżeli chce się utrzymać swoje dotychczasowe prawa pobytu, pracy i korzystania z opieki społecznej w tym kraju. Podaje też link do portalu rządowego poświęconemu Brexitowi.
Ale dlaczego Polacy są tak powolni w rejestrowaniu się? Można oczywiście zwalać winę na toporny brytyjski system informowania obywateli unijnych ktόry unika najbardziej bezpośredni dostęp do wszystkich legalnie żyjących obywateli unijnych poprzez samorządy. W kόncu rady miejskie wiedzą najwięcej o swoich mieszkańcach, poprzez rejestrację urodzin, małżeństw i zgonόw, listę osόb płacących podatek miejski, rejestrację dzieci w szkołach, emerytόw w domu starcόw i listę wyborcόw. Nie każdy też posiada odpowiedni telefon komόrkowy. Nie każdy posiadający taki telefon umie operować komόrkowym programem rejestracji. Nie każdy jest biegły w języku angielskim. Nie każdy ma dostęp do źrόdeł informacji rozpowszechnionych przez rząd brytyjski czy przez ambasadę własnego kraju. Nie każdy może łatwo udowodnić że pracował tu na stałe przez 5 lat, szczegόlnie jeżeli był samozatrudniony. Nie każdy chce ujawnić się ze swojej dotychczasowej anonimowości w tym kraju. A prawie każdy boi się dobrowolnej styczności z urzędnikami Home Office.
Mimo tych wymόwek 1,271,600 obywateli unijnych jednak zgłosiło się do końca sierpnia z podaniem o status osiedlenia, czyli około 40% obywateli unijnych zamieszkałych w tym kraju. Dla wielu z nich była to sprawa parę tylko minut. W wyniku tych podań 62.4% uzyskało status osiedlony a 37.1% status tymczasowy. W wielu wypadkach ten status tymczasowy, świadczący o pobycie w tym kraju nie przekraczającym 5 lat, nadany został niesłusznie osobom ktόre przebywały tu dłużej, ale można wciąż korygować te błędne decyzje przez przedstawienie uzupełniających informacji. Trzeba przyznać że Home Office dwoi się i troi aby odejść od znanych poprzednich czarnych nawykόw poniżania cudzoziemcόw. Zapowiedział że w wypadku obywateli unijnych “zmieni swoją kulturę administracyjną”. Rzeczywiście, biorąc pod uwagę dokładność swoich konsultacji z organizacjami społecznymi, m. inn z POSKiem, jak rόwnież w wielu swoich pozytywnych decyzjach, ten bardziej humanitarny “Home Office nie będący Home Office” (jak to określił jeden aktywista od sprawach imigracyjnych), sprawdził się. Przynajmniej do czasu. Ponadto Home Office założył 77 ośrodkόw dokumentacyjnych porozsiewanych po Wyspach ktόre mogą bezpłatnie doradzać i dopuszczać słabiej zorientowanych kandydatόw do technologii składania podań. Wśrόd tych ośrodkόw są aż trzy polskojęzyczne, a pozostałe też mogą ofiarować usługi w polskim języku. A więc, dostęp do nowego statusu istnieje i dotychczas, dla przykładu, 52% tutejszych obywateli węgierskich i portugalskich złożyło już podania, 59% Austriakόw, a wśrόd Bułgarόw w Wielkiej Brytanii już 70% zarejestrowało się.
A więc dlaczego tylko 250 tys. Polakόw, na 950 tys. tu obecnych, złożyło podanie? Odpowiedzi można znaleść często w nieparlamentarnych komentarzach na ten temat w portalach podających informacje o potrzebie rejestracji. Oczywiście pozostaje wciąż niewiedza Polakόw zamieszkałych w terenach odosobnionych od szerszych kanałόw informacji, w małych miasteczkach, czy na wsi, ludzi czasem bez stałego adresu zamieszkania ktόrzy nawet sami decydują odcinać się od otaczającego ich środowiska brytyjskiego, a nawet polskiego. Następnie, jest duża liczba osόb bojących się wszelkiej styczności z biurokracją brytyjską. Lecz najbardziej widoczni w tych komentarzach społecznych to są ludzie uparci, przesączeni dumą narodową, zachłystujący się własną umylśną niewiedzą. “Po co mam znowu składać podanie, kiedy już raz uzyskałem rezydenturę?” “Jakim prawem mają mi i mojej rodzinie grozić utratą prawa pracy czy dostępu do służby zdrowia!” “Przecież nas Angole nie wyrzucą! Potrzebują nas!” Reagują jak strusie chowające głowę w piasek. Może powinna Ambasada puszczać ostrzejsze spoty na You Tube krytykujące taką bezmyślną postawę.
A na koniec, są ci śmiałkowie ktόrzy mόwią że jeszcze Brexitu nie ma i że mogą śmiało odłożyć składanie podania dla siebie i swojej rodziny aż do końca roku 2020. Myślę że możliwość zaostrzenia przepisόw wjazdu do kraju od 1 listopada 2019, zapowiedziane przez obecną minister spraw wewnętrznych, Priti Patel, mogą znacznie utrudnić podrόże Polakόw za granicę jeżeli nie będą mieli paszportu polskiego czy świadectwa złożenia podania o status osiedlony. Jeszcze nowy regulamin wjazdόw na granicy nie jest wyjaśniony przez Home Office ale nie radziłbym zwlekać w tej sprawie. Optymiści twierdzą że może jeszcze Brexitu nie będzie. Optymiści. Daj im Boże zdrowie! Mądrzy muzułmanie jednak mόwią “Ufajcie Allahowi ale najpierw trzeba przywiązać wielbłąda”.
Jak wynika z ostatnich posiedzeń Polonijnej Rady Konsultacyjnej, Ambasada jest dobrze obeznana w problematyce Brexitu. Nie jest co prawda w stanie swoim listem otwartym dotrzeć do każdego Polaka w tym kraju, bo nie ma mechanizmu dotarcia pod każdą strzechą, czy do łόżka polowego, w archipelagu polskich osiedli czy indywidualnych istot w tym kraju. Może polegać na poparciu lokalnych polskich organizacji społecznych, czy polskich parafii lub szkόł sobotnich a szczegόlnie na polonijnych I krajowych mediach. Okrągła antena satelitarna Kanal+ ma często większy zasięg dla tutejszych Polakόw niż ambona. Konsulaty posiadają placόwki dostarczające informacje dla Polakόw o Brexicie i rozwijają usługi paszportowe szczegόlnie dla tych ktόrzy tu przyjechali legalnie nie posiadając paszportu. Ale wciąż Ambasada i polskie społeczeństwo mają przed sobą wielkie wyzwanie w dotarciu do wszystkich.
W ostatnim akapicie listu Ambasador zachęcał “do poważnego rozważenia możliwości powrotu do Ojczyzny”. Sam w sobie, jest to apel zupełnie zrozumiały, zresztą powtόrzony rok w rok jeszcze przez poprzednie rządy. Już w styczniu roku 2018 Mateusz Morawiecki, jeszcze wόwczas wicepremier, apelował w Sky News w ramach wywiadu na temat Brexitu, aby Polacy wracali do Polski. Przypominał że Polska potrzebuje zupełnie nowego pokolenia naukowców i menadżerów, którzy dadzą silny impuls do rozwoju Polski. Kusił programem 500+ i niskim bezrobociem. Rzeczywiście to mogłoby trafić do kogoś, kto nie daje sobie tutaj rady, lub ktoś kto już zaplanował powrόt po odpowiednim dorobieniu się.
Ambasador przypomina o możliwości powrotόw w formie uzupełniającej refleksji po poruszeniu kłopotliwego tematu Brexitu. Rzeczywiście statystyki wykazują że pewien procent Polakόw zbiera manatki i wraca. Liczba obywateli polskich mieszkających w Wielkiej Brytanii spadła w zeszłym roku o 116 tys. do 905 tysięcy. Dotyczy to przed wszystkim osόb bez dzieci. Stresy rodzinne i niepewności w sprawie przyszłych możliwości zatrudnienia mogą odegrać rolę ale ten sam upόr i duma narodowa ktόre powodują odkładanie na pόźniej procesu rejestracji na status osiedlenia powstrzymują rόwniesz wielu Polakόw przed myślą o powrocie. Są nastawieni na przetrwanie. Firma Eurotax oblicza że przeciętny zarobek ich polskich klientόw w Wielkiej Brytanii wynosi 9581 zł rocznie, gdy w Polsce przeciętny zarobek wynosi około 3900 zł. Więc rachunek gospodarczy nie kierowałby obecnie powrotami, a najwyżej sentyment rodzinny czy stres przed nastrojami społecznymi związanymi z Brexitem,
Uważam że MSZ słusznie przestrzega przed Brexitem i słusznie apeluje o powroty dla dobra gospodarki polskiej. Ale nie powinien to robić w tym samym wywiadzie czy w tym samy apelu. Łączenie tych dwuch pojęć mimo wszystko sugeruje że lepiej by było gdyby Polacy dali już sobie spokόj z Wielką Brytanią i wrόcili do Polski. Tam widziano by ich wtedy nie jako nowy zdolny narybek do pracy ale jako uchodźcόw uciekający przez jakimś pogromem. Może ich Polska przyjąć z pobłażaniem czy litością, ale nie jako partnerόw do krzewienia rozwoju gospodarki.
Jeszcze gorsze konsekwencje mogą zaistnieć tutaj gdzie taki apel Ambasadora, juz szeroko komentowany przez BBC i prasę brytyjską (np. Daily Express pt. “It’s time to come home, Poland’s Ambassador tells 800,000 Poles”), może powrόcić na agendę w wypadku przyszłego zaognionego klimatu anty-imigracyjnego. “Co? Polacy jeszcze tu są? Przecież nawet Wasz ambassador kazał Wam wracać.” Dobre intencje Ambasadora mogłyby być naumyślnie przeinaczone.
Polska ma swoje potrzeby gospodarcze ale każdy Polak czy Polka czy polskie dziecko tu zamieszkałe ma prawo tu pozostać jeżeli tego sobie życzy. Nie można zasugerować, nawet jeżeli to nie było wcale intencją MSZu, że w wyniku naciskόw Brexitu Polacy mieliby dać za wygraną i wyjechać.
Wiktor Moszczyński
Friday, 25 October 2019
Zdeponowanie Sztandarόw SPK w Instytucie Sikorskiego
Przemόwienie na ostatnie zdjęcie przed budynkiem Instytutu
Dziś, 25go października 2019 o godzinie 1530. my, przedstawiciele sześciu Kόł terenowych Stowarzyszenia Przyjaciόł Polskich Weteranόw (SPPW) deponujemy na stałe Instytutowi Polskiemu I muzeum im gen Sikorskiego sztandary Stowarzyszenia Polskich Kombatantόw, ktόrymi opiekowaliśmy się od czasu rozwiązania się Stowarzyszenia Polskich Kombatantόw w Wielkiej Brytanii 7 lat temu.
Oddajemy te sztandary dumni z poczucia dobrzego spełnionego obowiązku opieki nad historycznymi zabytkami ktόre należą do całego społeczeństwa w Wielkiej Brytanii a ktόre teraz będą mogły być dostępne dla tego społeczeństwa poprzez wyeksponowanie w salach Muzeum im gen Sikorskiego.
Podajemy miejscowości Kόł terenowych od tych sztandarόw:
Kirkcaldy – sztandar SPK Koła nr 50 poświęcony w listopadzie 1969 patronat gen. Stanisław Maczek.
Londyn – sztandar SPK Koła nr 11 (Środkowy Wschόd) poświęcony 2go października 1976
Manchester – sztandar Koła SPK nr 181 poświęcony 6 grudnia 1970 patron prez. Stanisław Ostrowski
Oldham – sztandar Koła SPK nr 232 poświęcony 26 stycznia 2002
Rugby – sztandar Koła SPK nr. 301 poświęcony 4 maja 1975
Southampton – sztandar SPK nr. 309 – poświęcony w roku 1993
Sztandary te były ufundowane lokalnie przez członkόw Kόł SPK, po zbiόrkach wśrόd lokalnych organizacji i działaczy społecznych. Nazwy fundatorόw wyryte są na okuciu drzewca sztandaru. Często sam płat sztandaru był wyhaftowany w domu przez lokalne członkinie Koła. Sztandary ozdobione są symbolami religijnymi i kombatanckimi. Służyły przez wiele dekad jako symbole niepodległej Polski w swoim terenie w okresie kiedy Polska nie była jeszcze wolna i niepodległa. Służyły zarόwno przy mszach i akademiach z okazji polskich świąt narodowych, występowały przy ceremoniach lokalnych brytyjskich władz samorządowych i kόł Royal British Legion. Żegnały zasłużonych weteranόw i działaczy społecznych na ich pogrzebach, zapraszane były na akademiach lokalnych szkόł sobotnich i wieczorόw harcerskich. Wśrόd lokalnych środowisk, nie tylko kombatanckich, te sztandary były traktowane z należytą czcią.
Po rozwiązaniu Stowarzyszenia Polskich Kombatantόw w Wielkiej Brytanii, tymi sześcioma sztandarami opiekowali się dawni działacze tych Kόl, obecnie tworzący lokalne Koła Stowarzyszenia Przyjaziόł Polskich Weteranόw, w ktόrych utrzymują dalej tradycje narodowe, kombatanckie i wychowawcze.
Działające prężnie Koła SPPW zastąpią zdeponowane sztandary nowymi sztandarami z godłem i hasłem Stowarzyszenia Przyjaciόł Polskich Weteranόw, przy ktόrych będą mogli dalej na swoich terenach służyć Polsce i składać hołd żyjącym i zmarłym weteranom ktόrzy walczyli o wolną Polskę.
Oddajemy te sztandary Instytutowi Polskiemu i Muzeum im gen Sikorskiego ktόrego misją od 70 lat jest gromadzenie, zabezpieczenie jak i udostępnienie zasobόw polskiego dziedzictwa kulturalnego i ktόra jest największą polską instytucją archiwolno-muzealną poza Polską. Jej szczegόlnym obiektem badawczym jest historia Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i rządu RP na Uchodżstwie.
Teraz przed wejściem do gmachu Instytutu, sztandary uformowane są na ostatnie pożegnalne zdjęcie. Będą przekazane Instytutowi razem z dokumentami podającymi bogatą historię tych sztandarόw i tych terenowych działaczy ktόrzy posługiwali się tymi sztandarami i je utrzymywali przez wiele wiele lat.
Cześć pamięci tym żołnierzom ktόrzy za Wolną Polskę walczyli i ginęli! Cześć tym ktόrzy na ich cześć te sztandary ufundowali na swoich terenach! I cześć tym ktόrzy na tych samych terenach wiernie sztandarami opiekowali się! Chwała im za to!
Wiktor Moszczyński
Sunday, 20 October 2019
Artur Rynkiewicz
Artur Rynkiewicz urodził się 8 grudnia 1927 w Stołowiczach, niedaleko od Baranowicz w wojewόdztwie nowogrodzkim. Jako 13 letnie dziecko kresόw deportowany został w roku 1940 do ZSRR ale po amnestii w 1942 wydostał się z Armią Andersa do Iranu. W 1942 uczył się w Junackiej Szkole Kadetów w Kastinie a w latach 1943–1947 w brytyjskiej szkole lotniczej RAF dla małoletnich. Od 1947 do 1953 służył w RAF w służbach technicznych, w stopniu sierżanta, w latach 1953–1957 studiował elektrotechnikę w Polytechnic of North London, w latach 1957–1963 pracował jako inżynier, następnie był wykładowcą w Twickenham College of Technology (1963–1965) i Southall College of Technology (1965–1988).
Przez szereg lat był prezesem Zrzeszenia Studentόw i Absolwentόw Polskich na Uchodźstwie I organizował marsz pod Ambasadę PRL w marcu 1968 protestujących przeciw represjom wobec studentόw w Polsce. Był też wiceprezesem Stowarzyszenia Techników Polskich przez dwie kadencje.
Jako działacz “nowego pokolenia” wszedł w struktury Zjednoczenia Polskiego w Wielkiej Brytanii, z początku jako skarbnik, a w latach 1974–1990 był prezesem Zjednoczenia Polskiego w Wielkiej Brytanii, wybrany ponownie na tę funkcję 15 razy. Artur przysłużył się jako Prezes Zjednoczenia i był nowatorem w zarządzeniu tą kluczową reprezentatywną organizacją wprowadzając rozszerzenie działalności poprzez komisje robocze ze stałymi przewodniczącymi, w tym, między innymi, komisje od opieki społecznej i od obrony dobrego imienia Polski. Wyprowadził tę organizację na szersze tory poza ciasny oprzęd organizacji społecznych i niepodległościowych we Wielkiej Brytanii wpatrzonych przedewszystkiem w przeszłośc i w sprawy lokalne. Rozszerzył tę działalność na trzy względnie nowe obszary.
Po pierwsze, był to prezes ktόry pierwszy wciągnął Zjednoczenie we wspόłpracę z działaczami demokratycznej opozycji w Polsce. Był to odważny ale konieczny krok bo opozycja zaczęła nabierać wόwczas rozpędu, a nawet rozgłosu za granicą, i bez tej wspόłpracy rola organizacji emigracyjnych mogłaby być zmarginalizowana. Robiąc to zaczął wywierać co raz większy nacisk na władze i media brytyjskie, demonstrując sprzeciw podczas wizyty w Londynie byłego szefa KGB Szelepina i także na wspόlnym wiecu z Leszkiem Kołakowskim, poświęconym wsparciu dla KORu i strajkujących robotnikόw Radomia i Ursusa. Organizował marsz protestacyjny w związku z wizytą wicepremiera PRL Piotra Jaroszewicza. W związku ze zbliżającą się konferencją nt. bezpieczeństwa i wspόłpracy w Belgradzie w roku 1977, Zjednoczenia przygotowało 234-stronicowy raport po polsku i (w tłumaczeniu Artura) po angielsku, oparty o materiały przygotowane w Kraju, podający szczegόły łamania międzynarodowej umowy o przestrzeganiu wolności myśli, wyrażania opinii i swobόd religijnych w Polsce. Dokument dostarczono delegatom 23 państw ktόre były sygnatariuszami umowy helsińskiej.
Już w roku 1980, a szczegόlnie po stanie wojennym, zaczał sie cały proces rόżnych politycznych wystąpień publicznych częściowo organizowanych przez Zjednoczenie a częściowo przez inne nowe organizacje jak Polish Solidarity Campaign czy Solidarity with Solidarity na ktόre Artur był regularnie proszony o przemόwienie. Nigdy nie odmawiał. Artur Rynkiewicz miał niezliczoną ilość wystąpień publicznych w języku angielskim, a w każdym naciskał na rząd brytyjski aby wprowadził sankcje przeciw władzom PRL. We wspόłpracy z działaczami Solidarności, uczestniczył w roku 1983 jako gość na pierwszym zjeździe działaczy przy Biurze NSZZ Solidarność w Brukseli.
Drugim polem jego inowacji było wzmocznienie kontaktόw z Polonią w innych częściach świata. Pod jego przewodnictwem Zjednoczenie zareagowało szybko na apel powołania jednej organizacji reprezentującej wszystkich wolnych Polakόw na świecie i uczestniczył aktywnie w Konferencji Polonii Świata w Waszyngtonie w roku 1975 I w konferencji Polonia 78 – Polonia Jutra w Toronto w roku 1978, a potem w roku 1979 w Rzymie (po wyborze Papieża Jana Pawła II). W roku 1983, przy pewnym marazmie organizacyjnym Rady Koordynacyjnej Polonii Wolnego Świata, Zjednoczenie podjęło samo podjęło inicjatywę zorganizowania Zjazdu Polonii Świata w Londynie gdzie przybyło 182 delegatόw reprezentujących 19 krajόw osiedlenia. Pod prezesurą Artura Rynkiewicz Zjednoczenie stało sie głόwnym motorem organizacyjnym i ideowym w poczynaniach Polonii Wolnego Świata gdyż wiele innych organizacji krajowych nie mogło dorownać spoistości i zapału do pracy naszego Prezesa.
Jako Sybirak ktόry doświadczył głodu i nędzy na nieludzkiej ziemi, Artur kładł jeszcze większy nacisk organizacyjny w latach 70-ych I 80-ych aby koordynować centralnie pomoc lekarską i społeczną dla starszych Polakόw kόrych brytyjski “welfare state” pomijał ze względu na ich wyobcowanie z życia normalnego w Anglii. Był to trzeci nowy obszar jego działalności. Zorganizował zjazd wszystkich parafialnych komitetόw opieki społecznej i zainicjował kurs 3-dniowy dla działaczy opieki społecznej. Rόwnież przy każdej wypowiedzi publicznej o sytuacji w Polsce podkreślał potrzebę wsparcia prawnego i materialnego dla uchodźcόw z Polski. Uzyskał zapewnienia od rządu brytyjskiego że ci uchodźcy uzyskają prawo pobytu i pracy w Anglii.
We wrześniu 1981, wspόlnie z Związkiem Lekarzy Polskich, doprowadził do powstania Medical Aid for Poland, ktόre istnieje do dzisiaj. Głόwnym celem jej działalności była wysyłka sprzętu medycznego I lekόw do Komisji Charytatywnej Episkopatu w Polsce ktόra dokonywała rozdziału pomiędzy szpitale, kliniki I inne potrzebujące ośrodki. Zajęto się rόwnież wysyłką obuwia, odzieży i żywności. Ogόlna wartość pomocy w samym tylko roku 1982 przekroczyła 1 milion funtόw a w roku następnym przekroczyła 4 mln funtόw. Dalsze £10 tys. przekazano pośrednio ofiarom terroru w Polsce. Ta pomoc ciągnęła sie przez wiele lat I była kontynuowana nawet po odzyskaniu wolności.
Duża część apeli społecznych Zjednoczenia odnosiła się do założenia i rozwinięcia POSKu w Londynie. Na przykład na apel Prezesa Zjednoczenia w roku 1980 zgromadzono przeszło £200tys. Funtόw dla POSKu w momencie dla niego kryzysowym. Artur był entuzjastycznym członkiem Rady POSKu od jej zarania zrezygnował dopiero ze względόw zdrowotnych w roku 1996. Od 1967 był członkiem zarządu Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego w Londynie (m.in. pełnił funkcje prezesa, skarbnika i wiceprezesa) a w pόźniejszych latach był odpowiedzialny za kontakty POSKu z organizacjami społecznymi innych narodowości w Wielkiej Brytanii.
Przez cały ten okres działalności Artur Rynkiewicz był wiernym obrońcą Rządu Polskiego w Londynie i przy całej swojej działalności społecznej nigdy nie kończył przemόwienia bez nawoływania do potrzeby odzyskania niepodległości Polski. W latach 1973–1991 był członkiem Rady Narodowej RP z ramienia Niezależnej Grupy Społecznej, następnie z wyboru. W V Radzie Narodowej zasiadał był członkiem Komisji Spraw Zagranicznych a w latach 1978–1990 był członkiem Głównej Komisji Skarbu Narodowego, ponownie wybrany 21 lutego 1986, następnie wchodził w skład Komisji Likwidacyjnej Skarbu Narodowego.
Na początku 1989 został przewodniczącym Obywatelskiego Komitetu Wyborczego, do którego weszli działacze niepodległościowi zamieszkujący Wielką Brytanię i działający w ośrodku legalistycznym. W roku 1990 zrezygnował w końcu z funkcji Prezesa Zjednoczenia Polskiego a od 8 sierpnia 1990 do 22 grudnia 1990 był ministrem do spraw emigracji w drugim, czyli ostatnim, rządzie Edwarda Szczepanika. Był ostatnim żyjącym ministrem Rządu RP na uchodźstwie.
Wspόłpraca z Arturem Rynkiewiczem była bardzo łatwa bo był zarόwno pracowity jak i lojalny wobec organizacji i wobec członkom ktόrym służył. Trudno sobie wyobrazić aby mόgł zrobić komukolwiek personalną krzywdę bo był bardzo prostolinijny bez żadnej skłonności do intryg czy personalnych rozgrywek. Umiał trzymaćsprawy gospodarcze w porządku w wielu rόżnych organizacjach i dlatego tak często był skarbnikiem, gdy nie był prezesem. Była to osoba, do ktόrego wszyscy, a szczegόlnie młodsi działacze, mogli mieć zaufanie i właśnie dlatego tyle razy proszono go aby objął prezesurę tak kluczowej scalającej organizacji jakimi były Zjednoczenie Polskie, czy POSK.
Odznaczony został Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (1989), Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (1983), i Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej (1999) za wybitne zasługi dla kultury polskiej).
Zmarł po ciężkiej chorobie 15 września 2019 na Ealingu w wieku 91 lat. Zostawił po sobie wieloletnią małżonkę Annę. Msza pogrzebowa miała miejsce 26 września w kościele św. Andrzeja Boboli w Londynie a odprowadzały go liczne grona działaczy polonijnych z nowego powojennego pokolenia z ktόrymi zawsze umiał wydajnie wspόłpracować.
Wiktor Moszczyński
Subscribe to:
Posts (Atom)






