Wednesday, 22 February 2017

Demokracja nie wystarcza

Powszechnie znamy słynną wypowiedź Churchilla “Demokracja jest najgorzym systemem rządzenia, za wyjątkiem wszystkich innych systemόw ktόre są jeszcze gorsze.” Jest jeszcze druga mniej znana jego wypowiedz:.”Najlepszym argumentem przeciw demokracji jest pięciominutowa rozmowa z przeciętnym wyborcą.” Od końca Drugiej Wojny Światowej wszyscy uważaliśmy siebie jako demokraci i wszyscy potępialiśmy absolutne monarchie czy wszelkie systemy faszystowskie, komunistyczne, lub wyznaniowe. Modele demokratycznych rządόw stały się wzorem europejskim i amerykańskim dla całego świata i nawet powojenne dyktatury przynajmniej udawały że naśladują wzory zachodniej demokracji, nawet tej “burżuazyjnej”, ktόrą krytykowały reżymy komunistyczne.
I rzeczywiście okres powojennego dobrobytu i pokoju w Zachodniej Europie i Pόłnocnej Ameryce, pożniej wprowadzonego do Ameryki Południowej, Wschodniej Azji i centralnej Europy, kojarzono przedewszstkiem z demokracją, zwaną nawet “demokracją liberalną.” Dyktatury upadały w Hiszpanii, Grecji, Portugalii, Chile, Brazylii i wszędzie wracał dobrobyt i względne społeczne zadowolenie. Przypomina mi to jeszcze inny cytat, tym razem Bertranda Russella: “Demokracja: głupcy mają prawo głosować; dyktatura: głupcy mają prawo rządzić.”
Lecz w ostatnim roku przeżyliśmy wsztrąsy polityczne i światopoglądowe ktόre też wynikały z głosowania w demokratycznych referendach i wyborach. Po pierwsze, mieliśmy Brexit w Wielkiej Brytanii gdzie większość elektoratu głosowało w czerwcu za wyściem z Unii Europejskiej mimo że ta decyzja wybicia się na suwerenność państwową godziła w interesy gospodarcze Wielkiej Brytanii i podważała 40 lat pokojowego rozwoju Wielkiej Brytanii w bezpiecznych strukturach europejskich. Referendum zostało wywołane w wyniku daremnej prόby brytyjskiego premiera Camerona zabezpieczenia jedności partii konserwatywnej lecz pozostając wciąż w Unii a zakończyło się negatywnym wynikiem na skutek kłamliwych obietnic, niechęci do cudzoziemcόw i prόby u wielu wyborcόw do upokorzenia Camerona i jego partii. Mimo że niemal wszyscy naukowcy, eksperci ekonomiczni, przemysłowcy, ludzie kultury czy czołowi dziennikarze byli przeciwko Brexitowi, to jednak okazało się że większość społeczeństwa już ich nie słuchała. “Nie potrzebujemy opinii ekspertόw,” powiedział Michael Gove, a nie dopowiedział, bo nie musiał, że tu większość elektoratu nie decyduje na podstawie faktόw a raczej według własnych uprzedzeń, a nawet ksenofobii, opartych na “alternatywnych faktach”.
Co gorzej, okazało sie że, po ogłoszeniu wyniku referendum, zwyciężcy nie mieli żadnych konkretnych planόw jak doprowadzić do wyjścia z Unii. Rząd przez szereg miesięcy był zgubiony. Jak ma dokonać kwadratury koła? Jak zabezpieczyć bezcłowy dostęp do wspόlnego rynku ale zachować prawo do ograniczenia przyjazdu nowych obywateli unijnych? W końcu zdecydowali że kontrola imigracji ważniejsza jest od stabilnej gospodarki. Mamy twardy Brexit. Każda prόba posłόw, sędziόw, lordόw czy ekspertόw zdefiniowania na jakich korzystnych zasadach będzie można ten rozwόd z Unią przeprowadzić, został traktowany przez bardziej fanatycznych zwolennikόw Brexitu, szczegόlnie w redakcjach “Daily Mail” i “Daily Express” jako akt zdrady narodowej i jako zaprzeczenie demokratycznej decyzji 52% głosujących. Zwycięzcy w żadnym wypadku nie chcą przyjąć jakichkolwiek kompromisόw aby uwzględnić światopogląd tych 48% głosujących ktόrzy chcieliby w jakieś formie zachować rozwόj gospodarczy i wspόłpracę z Europą.
.
Dużym podobnym szokiem był wybόr Donalda Trumpa na prezydenta. Choć zdobył wystarczającą większość delegatόw poszczegόlnych stanόw to jednal nie zdobył przeważającej większości wszytkich wyborcόw. To nie podważa konstytucyjnie ważności jego wyboru na prezydenta, ale powinno narzucić mu moralny obowiązek aby starać przekonać zwolennikόw pani Hillary Clinton na swoją stronę. Lecz Trump zdecydował zagrać jak arogancki buc ktόry gotόw jest reprezentować tylko swoich własnych wyborcόw a wszystkich oponentόw, szczegόlnie w ławach sądowych i w mediach, traktuje jako wrogόw wewnętrznych Ameryki. Oskarża ich o “kłamliwe wiadomości” kiedy to jego personalni rzecznicy przedstwaiają we własnym słownictwie “alternatywne fakty”. Wprowadza drastyczne zmiany w sprawie powszechnego ubezpieczenia społecznego, polityki zagranicznej i imigracyjnej ale wykonuje swoje zmiany w najbardziej wyzywający sposόb, często niezgodnie z konstytucją Nie szuka kompromisu ani z całym społeczeństwem, ani z aliantami Stanόw Zjednoczonych (za wyjątkiem Rosji i Izraela). Odwołuje się wyłącznie do swoich kumpli przemysłowcόw i bankierόw ktόrych wciągnął do swojego rządu i do szerokich mas jego wyborcόw, ktόrych spotyka na emocjonalnych wiecach gdzie podsyca jeszcze bardziej ich nienawiść do tzw. “elit”. Czy nie znamy tu podobne charakterystyki z pewnym krajem europejskim?
Pytamy jak to jest że demokratyczne wybory mają tak pokraczne skutki dla naszych wartości demokratycznych? Ale historia już powinna nas przygotować na to. Przecież Władimir Putin został wybrany trzykrotnie w wyborach względnie otwartych. Jeszcze w marcu 2012 uzyskał 63.64% poczym już nadszedł dykatorski okres jego panowania. Jego sąsiad w Białorusi Aleksandr Łukaszenka też wygrał w swobodnych wyborach w roku 1994 a w drugiej turze wyborόw zdobył 80.6% głosόw. Były to pierwsze i zarazem ostatnie wolne wybory w historii Białorusi. A jak Hitler doszedł do władzy? W lipcu 1932 uzyskał największą ilość głosόw dla swojej partii i to też jeszcze w wolnych wyborach, To wtedy Prezydent Hindenburg i kadłubowy rząd Papena igrali z zasadami demokracji rządząc dekretami bez demokratycznego mandatu społecznego, Oczywiście już następne wybory w roku 1933 były sfałszowane. W roku 1924 Mussolini też wygrał ostatnie wybory przedwojenne we Wloszech zdobywając niemal 2/3 głosόw, choć trudno je nazwać w pelni wolnymi od manipulacji i zastraszenia wyborcόw.
Najczęściej to spaczenie demokracji wynika w okresach kryzysόw gospodarczych, jak w Niemczech po wielkiej inflacji, lub w wyniku wielkiego lęku przed cudzoziemcami lub innymi kozłami ofiarnymi podrzuconymi rozhisteryzowanemu społeczeństwu przez cynicznych demagogόw. Następują najczęściej, ale nie wyłącznie, kiedy system demokratyczny w danym państwie jest jeszcze względnie nowy i niewypόbowany, lub po okresie społecznej anarchii. Autorzy konstytucji amerykańskiej wiedzieli że sama dzika demokracja ktόra skutkuje w absolutną władzę zwycięzcy, nie wystarcza. Potrzebne są oddzielne niezależne środki władzy, a więc przedewszystkiem niezależne sądownictwo. Władza wykonawcza winna też być oddzielona od władzy legislacyjnej. Wojsko i policja też muszą być poza kontolą partyjną. W niepisanej brytyjskiej konstytucji opozycja ma oficjalną funkcję kontrolowania rządu i tworzy zalążek alternatywnego rządu, tzw. “gabinetu cieni”.
Po efektach Nazismu, upokorzenia okupacji i destrukcji wojennej, państwa zachodniej Europy też zrozumiały że demokracja nie może być dzika, i że musi być kierowana. Założyli wtedy nadrzędne międzynarodowe ciała prawnicze i gospodarcze ktόre wzięły na siebie wpowadzenie systemu wartości opartych na uszanowaniu praw człowieka, zabezpieczenia dobrobytu całego kontynetu i wspόlnego uzależnienia losόw jednego kraju od dobra całej wspόlnoty państw europejskich. Była to już kierowana demokracja trzymana w ryzach przez wspόlne wartości. Dla Wschodniej Europy po upadku imperium sowieckiego te wspόlne wartości stały się celem w samym sobie dla politycznych elit bo były kluczem dającym dostęp do europejskiego prosperity i spokoju społecznego. Kombinacja demokracji z humanizmem i uszanowaniem praw człowieka zabezpieczała ład państw europejskich aż do ostatnich lat.
Lecz teraz przy ponownym lęku i społecznym gniewie wobec zapaści euro i nieobliczalnej inwazji uchodźcόw z poza Europy, demokracje poddane są zarόwno kierowanej jak i żywiołowej manipulacji faktόw. Media publiczne i rόwnież programy na internecie jak Facebook tworzą świat odbity w czarnym zwierciadle w ktόrym fakty jednej części społeczeństwa stają się “alternatywnymi faktami” innej części społeczeństwa. I nagle bez obiektywnej prawdy, bez oparcia o autentycznych ekspertόw naukowych, brak spόjności wrażeń i wiedzy uniemożliwia utrzymanie ładu społecznego w państwie. Jesteśmy teraz zagrożeni instrumentami czystej nieokrzesanej demokracji ktόra grozi albo anarchią społeczną albo nową dyktaturą. Wyraźnie bez uszanowania prawa i uszanowania człowieka, sama surowa żywiołowa demokracja bez konstytucyjnych hamulcόw zewnętrznych i wewnętrznych nie wystarcza.

Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 24/02/2017

Monday, 6 February 2017

Wojna o Muzeum Wojny

“Prawda domaga się oręża.” Takimi buńczucznymi słowami w wywiadzie w “Tygodniu Polskim” prof Sławomir Cenckiewicz uzasadnia dość dramatyczne zmiany w programie eksponatόw nowo otwartego unikalnego Muzeum Drugiej Wojny Światowej w Gdańsku. Przypominam że to ten sam Cenckiewicz ktόry zachłystuje się w babraniu w dokumentach służb specjanych aby zniszczyć aurę bohaterską Lecha Wałęsy ktόrego zasługi dla wolności i demokracji w Polsce są niewątpliwie niezliczone. Obsesyjna książka Cenckiewicza oczerniająca Wałęsę byłaby odpowiednikiem biografii Jana Sobieskiego opartej na jego wspόłpracy ze Szwedami w czasie Potopu, czy biografiia Piłsudskiego opartej o jego wspόłpracę z austriackim wywiadem. Słowa Cenckiewicza o muzeum są tylko echem wypowiedzi ministra Jarosława Sellina “że należy stworzyć polską narrację historyczną” i “że przekaz (w muzeum) jest zbyt uniwersalistyczny, a powinna dominować polska interpretacja”. “Polski punkt widzenia na historię II Wojny Światowej,” pisze inny naukowy politruk, prof. Jan Żaryn, “został zasypany pseudouniwersalizmem”. Cenckiewicz daje temu wyraz narzekając na rzekome wyolbrzymienie statystyk partyzantki sowieckiej i potępia “unifikację pamięci” i naśladowanie zachodnich wzorόw “polityki wstydu” za np. kolonialne niewolnictwo czy masakry amerykańskich indian.
O co tu chodzi? Do tej chwili był zakulisowy wyścig trzech muzeόw aby dokończyć swoje otwarcie przed 80ą rocznicą wybuchu II Wojny Światowej i 100-leciem niepodległości Polski. Czyli mowa tu o spόżnionym Muzeum Historii Polski i o Muzeum Katynia w Warszawie i rόwnież o niemal zakończonym Muzeum Drugiej Wojny Światowej w Gdańsku. Do tego, w zeszłym roku powrόcił stary projekt Muzeum Westerplatte, też oczywiście w Gdańsku. Przy tej gonitwie wyraźnie brakuje wystarczająco funduszy na wszystkie cztery projekty, tym bardziej że koszta Muzeum Historii Polskiej i Muzeum Drugiej Wojny Światowej w sumie wynoszą niemal 1mld zł. Wobec tego wicepremier Michał Gliński zarządził, pod hasłem “Patriotyzm Jutra”, że ukrόci się “skandaliczne” wydatki na utrzymanie Muzeum Drugiej Wojny Światowej i dołączy się do niego nowo odgrzanego projektu Westerplatte. Wiadomo że te decyzje, rzekomo finansowe, kryją poważny konflikt o tzw.”politykę historyczną” obecnych władz.
Na początku, gdy nowy rząd ogłosił pojęcie “polityki historycznej” uważałem to za czymś pozytywnym. Martwiłem się słabą I płytką wiedzą młodych Polakόw o swojej historii i liczyłem się z tym że przypomni im najważniejsze wątki rozwoju Polski. Miałem na myśli z początku, prężne krόlestwo chrześcijańskie, potem potężną wieloetniczną i wielowyznaniową Rzeczpospolitę, następnie uparty narόd krzewiący swoją tożsamość w czasie rozbiorόw, a nakoniec wolne nowoczesne demokratyczne państwo europejskie ktόre przetrwało kataklizmy wojenne i powojenne i ktόre zna swoje miejsce w świecie. Nasze pokolenie powojenne w Londynie też wychowane było w duchu patriotycznym lecz nasze podręczniki szkolne, jak np. “Moja Ojczyzna” Michała Goławskiego, czy pόżniej popularna historia Jana Krok-Paszkowskiego, oparte były na poznaniu rozwoju Polski na tle historii Europy i świata. Widziałem w inicjatywie rządu możliwość przypomnienia tych wielkich osiągnięć cywilizacji polskiej w zakresie kultury, tolerancji, rozwoju gospodarki i w poszukiwaniu pokojowych rozwiązań z sąsiadami, a także gorącego patriotycznego poświęcenia w momentach kiedy kraj był zagrożony. W tym duchu popieram ostatnie inicjatywy naszej Ambasady w promowaniu majowego “Polish Heritage Day ” wśrόd samorządόw brytyjskich.
Tymczasem obawiam się że “polityka historyczna” w Warszawie przejawia raczej charakter podnieconego hurrapatriotyzmu w ktόrym Polska zawsze miała rację i wiecznie była zdradzana. Jest to podejście oparte na komplekasach polskich w momencie kiedy koncepcja zjednoczonej Europy jest w potrzasku a duża część Polakόw nie zakosztowała poczucia udziału w mocno reklamowanycm polskim dobrobycie. Trzeba przyznać że nie jest to eksluzywnie symptom polski. Wręcz na odwrόt. Poska może nawet się “pochwalić” że jest prekursorem obecnego wzrostu “wielkiego lęku” wobec uchodźcόw i wynikającego z tego nacjonalizmu. To ten “lęk” ktόry doprowadził do zakwestionowania przez rząd przyjazdu paredziesiąt sierot z Syrii na zaproszenia miasta Gdańsk.
Ekspozycje Muzeum Drugiej Wojny Światowej były oparte na koncepcji muzeum rzeczywiście światowego. Zaplanowano pokazać katastrofalny efekt wojny na cywilach, przedewszystkiem w Polsce, ale na skali porόwnawczej do tego co przeżyły inne państwa, a szczegόlnie te ktόre przetrwały najazdy I okupację, nie tylko w Europie, ale rόwnież w Azji. Są na przykład gabloty o wojnie hiszpańskiej, o wymordowaniu ćwierć miliona Chińczykόw w Nanjing, o wielkim głodzie na Ukrainie, o Hiroszimie. Najwięcej emocji tworzą sceny z okupacji w Polsce. Pokazane są trasy wywόzek Polakόw na Syberię czy na obozy pracy w Niemczech. Rόwnież widać efekty wojny totalnej I scen z obozόw zagłady, łącznie z ogromną ścianą opuszczonych walizek. Zwiedza się to samo mieszkanie rodzinne w Warszawie na trzech etapach, w roku 1939 z pełną zastawą obrazόw na ścianie i mebli, w roku 1943 gdy rodzina już jest głodująca I zamiast łόżka ma materac, a na koniec rok 1945 kiedy mury są przestrzelone pociskami a za oknem widać tylko szare gruzy. Jako kontrast do Sali transparentόw propagandy dyktatorόw, można przejść się normalną warszawską przedwojenną ulicą, zaglądać do witryn, czytać gazety o rόżnorodnych poglądach politycznych i zasmakować się polską wolnością. Z tej ulicy prowadżą drogi do innych sal, m.inn. do Sali Terroru w ktόrym widać kontrast między okupacją niemiecką w Polsce w porόwnaniu z Zachodnią Europą, czy Sali Oporu gdzie widać znόw kontrast partyzanckiej walki w całej Europie ale zaznaczając szczegόlnie imponujące struktury Polskiego Państwa Podziemnego. Są oczywiście militaria, często w zaskakujących ujęciach, np. czołg sowiecki w ślepym zaułku, niemiecki Junkers wiszący nad ulicą, zaparkowany bezwładnie motocykl Gestapo, pusty wagon bydlęcy. Są sceny z szopki politycznej w Ravensbrucku, autentyczne guziki oderwane od zniszczonych mundurόw ofiar katyńskich. Oddzielne eksponaty pokazują udział polskich sił zbrojnych na Zachodzie. Jest i okupacja sowiecka powojenna, łącznie z terorem NKWD i udziałem podziemia antykomunistycznego. Każdy rozdział wojny pokazany na przykładzie indywidualnych osόb i rodzin używając artefakty ofiarowane z wielkim poświęceniem przez osoby prywatne. Koncepcja była radyklana i politycznie dojrzała wykazująca nie tylko jak uniwesralnie niszcząca jest wojna i okupacja, ale rόwnież uwypuklająca specyficzny polski wymiar tego negatywnego zjawiska.
Jak w każdym nowoczesnym muzeum odwiedzający mogą telefonować o dalsze wyjaśnienia, oglądać filmy i skomponować pare własnych słόw zakodowanych na Enigmie. Sam budynek jest imponujący. Głόwna część eksponatόw znajduje się 15m pod ziemią w basenie otoczonym szczelnymi ścianami, natomiast można wyjechać na szczyt pochyłej wieży 40 metrόw nad miastem gdzie będzie można oglądać całe okolice miasta i deltę Wisły. Koszt był rzeczywiście niebywale drogi (450mln złotych) a plany opożnione ze względu na trudności techniczne i potrzebę ochrony zatopionych archeologicznych zabytkόw jeszcze ze średniowiecznego miasta odkrytych przy budowie fundamentόw.
Niestety, pod przykrywą wprowadzenia większego rygoru finansowego, ministerstwo kultury zdecydowało przyłączyć go do nie istniejącego jeszcze Muzeum Westerplatte i praktycznie w ten sposόb “zlikwidować” museum. Zezwoliło tylko na dwa dni tymczasowego otwarcia muzeum na końcu stycznia. Dopuszczono tylko 2000 osόb pod kontrolowanym wstępem. Nie zaproszono do takiego museum o charakterze międzynarodowym żadnych innych głόw państw, a nawet nie ambasadorόw czy naukowcόw światowej sławy. Poczem zapowiedziano że ekspozycja będzie zamieniona na coś bardziej “spolonizowanego.” Lecz historia Muzeum odbiła się echem w prasie zagranicznej i negatywnie skomentowano ministerialne zabiegi o powstrzymanie wystawy.
Cenckiewicz wierzy że zwycięża prawda dopiero wtedy kiedy władza ją narzuca. Daje przykład Cesarza Konstantyna narzucającego światu chrześcijaństwo. I na tej podstawie uważa że rząd narzuci swoją “prawdę historyczną”. Tymczasem Dyrektor Muzeum, Piotr Machcewicz, poparty przez Prezydenta Miasta Gdańsk i przez Rzecznika Praw Obywatelskich, skutecznie zaskarżył decyzję połączenia Muzeόw do Wojewόdzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie i do tej pory Sąd odrzucił plany Glińskiego. Sytuacja jest patowa ale Muzeum ma nadzieję że mimo poważnych cięć budżetowych utrzyma się, nie zmieniając charakteru i treśći ekspozycji.

Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 13/01/2017

Tuesday, 24 January 2017

Nikodem Dyzma w Białym Domu

Obawiam się że nie wszyscy obecni londyńscy czytelnicy “Tygodnia”, wychowani na tych Wyspach, znają historię zawrotnej politycznej kariery Nikodema Dyzmy, bezrobotnego urzędnika pocztowego z prowincji w czasach międzywojenych, ktόry na skutek przypadku, a potem na podstawie swojej ignorancji i zuchwałego chamstwa, robi sobie zawrotną karierę w świecie biznesu, staje się prezesem Banku, a na koniec dostaje nominację na premiera Polski. Otoczenie polityczne owego czasu, zarόwno damskie jak i męskie, reagowało pozytywnie na jego akcje przemocy, brutalność słownictwa i ckliwe sentymentalne hasła kamuflujące cynizm i obłudę. Na szczęście to postać fikcyjna. Ta kreatura polityczna była wymysłem bujnej wyobraźni powieściopisarza Tadeusza Dołęgi-Mostowicz ktόry barwnie opisywał metody rządzenia όwczesnej sanacyjnej elity politycznej.
Niestety postać obecnie obejmująca Biały Dom nie jest fikcyjna. Donald Trump jest autentycznym cynicznym biznesmenem, a nie urojonym jak Dyzma, ktόry, prowadząc kampanię kłamstw, oszczerstw i obelg wobec swoich przeciwnikόw i na podstawie tanich haseł grających na frustracjach i strachu klas robotniczych, przeważnie białych, dorwał sie w wyborach na szczyt kariery politycznej, bez poprzedniego udziału w procesie politycznym swojego kraju. Cel jego kampanii byl dwustronny. Po pierwsze, chce obniżyć podatki dla swoich kumpli milionerόw i miliarderόw, pod zasłoną obniżenia ich dla wszystkich. Sam daje wzόr bo z dumą przyznaje że podatku nie płaci od wielu lat. A na drugim miejscu chce zaspokoić swόj apetyt megalomana, do znęcania się nad słabszymi i do przyjemnośći “ubicia interesu”. Jego książka “Sztuka ubicia interesu” jest jego odpowiednikiem “Mein Kampf”.
A pozostałe kontrowersyjne aspekty jego programu wyborczego oparte są na płytkich barwnych opiniach o życiu i polityce pochodzące od środowiska budowlańcόw zatrudnianych przez jego ojca a z ktόrymi obcował jako młodzieniec. Świetnie odczuwał ich nastroje i frustracje życiem, ich szowinistyczne podejście do kobiet i do kultury, ich obawy ze imigranci zabiorą im pracę za niższe stawki, ich pogardę dla tolerancyjnych poglądόw elit liberalnych i innych “pięknoduchόw”. Z tej filozoficznej studni wyłoniły się te upiory ktόre obecnie tworzą głόwne elementy jego programu wyborczego ktόry ma zamiar wprowadzić w życie już w pierwszych tygodniach swojego urzędowania
A więc co inicjuje? Zaniechanie programόw zapobiegających zmiany klimatyczne; nieograniczony program wydobycia kontrowersyjnego gazu łupkowego; zachowanie w pełni prawa do posiadania broni; zamrożenie państwowych wydatkόw na kulturę; zohydzenie pojęcia politycznej poprawności; budowę “pięknego” muru na meksykańskiej granicy; nałożenie wysokiego cła na import z Chin i Meksyku; opodatkowanie produktόw amerykańskich koncernόw wykonanych tańszą siłą roboczą zagranicą: anulowanie systemu taniego ubezpieczenia zdrowia dla biedniejszych i bezrobotnych, tzw. Obamacare; zniesienie umόw międzynarodowych wolnego bezcłowego handlu. Ponadto chce wprowadzić masowe projekty unowocześnienia infrastruktury drogowej i przemysłowej ktόre mogą przekroczyć $1tr. ale ktόre, przy ogόlnym skurczeniu dochodu od podatkόw, będą osiągalne tylko przez masowe zadłużenie państwa. Zapowiedział też zwiększenie budżetu amerykańskich sił zbrojnych, upowszechnienie parad wojskowych i rychłego zniszczenia kalifatu. Każdy z tych inicjatyw ktόry byłby typowym marzeniem przeciętnego robotnika siedzącego w barze z kuflem piwa w ręku, ma wzmocnić jego popularność wśrόd swoich plebejskich wyborcόw, szczegόlnie kiedy przypieczętował je, w swoim aroganckim przemόwieniu inauguracyjnym, pod szyldem “America First”.
Niestety pozytywne skutki tej polityki będą tylko krόtkotrwałe. Zwalczanie globalizacji gospodarczej przez wprowadzenie systemόw celnych w końcu obrόci się przeciw Ameryce gdy wzrost handlu międzynarodowego zpowolnieje, inne kraje narzucą cła na towary amerykańskiego a wysokie koszty manufaktury na rynku wewnętrznego doprowadzą do zawrotnej inflacji. Ponadto każda niewyparzona wypowiedź Trumpa na Twitterze grozi wywołaniem następnej z kolei awantury, czasem tylko w sprawach błahych, a czasem na szerokiej arenie międzynarodowej.
Przy tym Trump zapowiada jeszcze bardziej kontrowersyjną politykę zagraniczną. W wypadku Izraela Trump jest pod znacznym wpływem swojego zięcia, Jared Kushner, ktόry inwestował w agresywny program rozbudowy nowych osiedli na terenach zamieszkałych od wiekόw przez Palestyńczykόw. Trump dał już Izraelowi zielone światło w sprawie budowy tych osiedli i zapowiada przeniesienie ambasady amerykańskiej z Telawiwu do Jerozolimy. Odsuwa się też od uznania w przyszłości państwa palestyńskiego. Oczywiście rząd Netenyahu przyjął te wiadomości z radością I ogłosił budowę 566 nowych mieszkań w palestyńskiej Wschodniej Jerozolimie. W rozmowie telefonicznej z Trumpem w niedzielę nakłaniał go do wsparcia interwencji Izraela w Syrii i do odwołania traktatu z Iranem w sprawie ograniczeń w rozwoju energii nuklearnej. Ten kierunek prowadzi amerykańską politykę na Bliskim Wschodzie w ślepy zaułek ktόry jeszcze bardziej roznieci nienawiść muzułmanόw do Ameryki i wzmocni poparcie dla radykalnych Islamistόw, właśnie tych ktόrych Trump zapowiedział że zniszczy. Odwołanie umowy z Iranem sprowokuje z kolei ten kraj do zainwestowania w autentyczną islamistyczną broń nuklearną ktόra będzie zagrożeniem przedwszystkiem właśnie dla Izraela.
W wypadku Chin, Trump wyraźnie szuka zaczepki, zagrażając wprowadzeniem cła w wysokości 34% na eksport chiński, i otwierając dialog bezpośredni z Taiwanem ktόry Chiny Ludowe wciąż traktują jako część integralną Chin. Jego inicjatywy utrudnią negocjacje z Chinami tymbardziej że światowy wzrost gospodarczy polega przedewszystkiem na ożywieniu gospodarki chińskiej a pozatem Chiny są jedynym państwem mającym wpływ na Koreę Pόłnocną ktόra z każdym dniem staje się jeszcze bardziej niebezpieczna. W tym zakresie pokojowe stosunki chińsko-amerykańskie powinny być priorytetem. Widocznie uważa że tak w międzynarodowej dyplomacji “ubija się interes”.
Jeszcze więcej kontrowersji wzbudza podejście Prezydenta Trumpa do Rosji Putina. Mimo zbrodniczej polityki Rosji wobec Syrii i Ukrainy i mimo wtrącania się rosyjskich hackerόw w tok wyborόw amerykańskich, Trump szuka porozumenia z Putinem, ofiarując mu zniesienie sankcji finansowych w zamian za wspόlną redukcję w zbrojeniach. Czy dlatego wyraził się pogardliwie o “przestarzałym” pakcie połnocnoatlantyckim? Ta niezdrowa miłość do Putina nie tylko zagraża wiarygodnośći wsparcia Ameryki dla NATO ale rόwnież ma swόj wpływ na stosunek Trumpa do Unii Europejskiej ktόrą Putin chce koniecznie zniszczyć. Trump widocznie ma podobny cel. Jednoznacznie pochwalił Brexit, panią May zaprosił do Waszyngtonu jako pierwszego gościa zagranicznego po objęciu prezydentury a siebie samego zaprosił na golfa do pałacu krόlewskiego. Zapowiedział że Wielka Brytania będzie tylko jednym z pierwszych krajόw ktόre opuszczą Unię. To tak jakby wypowiadał wojnę rόwnież całej Europie. Przez swoje anty-europejskie i pro-rosyjskie wypowiedzi pobudza rόwnież do życia anty-unijne faszyzujące szakale z Francji, Niemiec, Holandii, Austrii czy Włoch ktόre zebrały się w sobotę w Koblencji aby zapowiedzieć rozkład 60 lat stałej i pokojowej integracji europejskiej.
Jeżeli głosy rozsądku na zapanują wreszcie w gabinecie Trumpa to nie jest wykluczone że Putin wykorzysta niejasność polityki wobec Unii i NATO i wywoła prowokacyjną interwencję Rosji na Bałkanach czy w krajach bałtyckich ktόry ostatecznie może rozłożyć cały powojenny system bezpieczeństwa dla Europy oparty na ochronnym parasolu Ameryki. Niestety większość zapowiedzianych ministrόw Trumpa, czekających na zatwierdzenie przez Kongres, wspiera jego pro-rosyjski kierunek. A więc skutkiem obecnych planόw Trumpa może być albo zbrojny konflikt, albo, szybciej, nowa Jałta dla Europy. Nic dziwnego że prawicowy rosyjski filozof Aleksandr Dugin zapowiada że przy wspόłpracy z Trumpem, Putin osiągnie wszystko co będzie chciał w Europie. “Nie musimy nawet potrząsać drzewem,” powiedział, “bo owoce same nam spadną”.
Chamstwo i ignorancja panoszy się w Białym Domu, samo-obłuda Prezydenta pozwala mu kłamać namiętnie, a na każde najdrobniejsze słowo krytyki ze strony amerykańskich mediόw reaguje jak raniony lew. Wyśmiewa masowe wielomilionowe ruchy protestestacyjne kobiet w Ameryce i w około 160 rόżnych miast na całym wolnym świecie i nie słucha porad od ludzi z poza jego najbliższego otoczenia. Dyzma przynajmiej w końcu zorzumiał swoje niedoskonałości i z premierostwa wycofał się. Ale to było w świecie fikcji. W prawdziwym świecie amerykański Dyzma nia ma zamiaru wycofywać się z czegokolwiek. Noc zapada już nad wolnym światem.
Wiktor Moszczyński Tydzien Polski 27 styczeń 2016

Saturday, 21 January 2017

70a rocznica Koła SPK nr 11 “Środkowy Wschόd”

Koło SPK nr 11, jedno z najbardziej wzorowych i liczebnych Kόł SPK, dostało swoją nazwę “Środkowy Wschόd” z tego prostego powodu że jako jedyne koło SPK W Brytania powstało poza W Brytanią, na Bliskim Wschodzie. A ścisle miało to miejsce jescze w roku 1946 na terenie byłego głόwnego obozu Drugiego Korpusu w Egipcie w miejscowości Quassasim. Stworzyła go grupa polskich żołnierzy w tym obozie ktόrzy organizowali wysyłki paczek do rodzin w kraju pod okupacją sowiecką i opiekowali się książkami pozostałymi po Korpusie..
W czerwcu 1947 roku, przy likwidacji obozu w Quassassim, przeniesiono tzw “placόwkę paczkową” do Anglii, a członkόw Koła rozproszono. Lecz lwia część członkόw pod wodzą prezesa Antoniego Ropelewskiego i sekretarza Tadeusza Jurowskiego przetoczyła się jako jednostka, poprzez cztery kolejne obozy w pόłnocnej Anglii – Repham, Mona Camp, Greystoke i Cark - zakładając w międzyczasie księgarnię i rόwnież zakład fotograficzny, kolportarz prasy wojskowej i emigracyjnej i kasę pożyczkową.
Z tymi zdolnościami i z tym samym patriotyzmem i energią przeniesiono Koło ewentualnie, po likwidacji każdego z kolei obozu, w marcu roku 1949 do Londynu, do nowo nabytej siedziby SPK Wielka Brytania na 18 Queens Gate Terrace w Kensingtonie. Bo wielu z oryginalnych członkόw z Quassasim przeniosło sie już indywidualnie lub z rodzinami do Londynu i tu Koło kontynuowało swoją pracowitą działalność pod kierownictwem aktywnego i charyzmatycznego prezesa Tadeusza Jurowskiego.
Koło nabrało w tym okresie ogromną dynamikę zarόwno w ilości członkόw i w szerokim wachlarzu działalności ideowej, kulturalnej i gospodarczej. Jeszcze w roku 1949 liczyła około 100 członkόw. Lecz już dwa lata pόźniej zarejestrowało się przeszło 1100 członkόw. Wśrόd najznakomitrzych członkόw, ktόrzy aktywnie brali udział w pracach Koła, byli generałowie Karol Ziemski, Stanisław Lubodziecki i Antoni Brochwicz-Lewiński, pułkownik Marian Jadwiński, b. wojewoda kielecki Władysław Dziadosz i profesor Roman Wajda, założyciel POSKu.
Prezes Jurowski przejął w roku 1950 od Zarządu Głόwnego bibliotekę polską, wόwczas posiadającą 10,000 tomόw. Prowadził ją w imieniu Koła w siedzibie na Queens Gate Terrace najpierw Jόzef Zadurski, a pόżniej z wielkim zamiłowaniem i poświęceniem Mirosława Pasek. Na przykład w jednym tylko roku 1951 było 764 stałych czytelnikόw a wypożyczono 38,496 tomόw. Do roku 1972, kiedy SPK sprzedało siedzibę na Queens Gate Terrace, i kiedy trzeba było zamknąć tą cenną placόwkę, biblioteka zebrała już 20,000 tomόw, w tym kilkaset cennych “białych krukόw” pochodzących z bibliotek wojskowych. Zbiory biblioteki rozprowadzono wόwczas m.inn. bibliotekom w POSKu, w SPK Manchester (gdzie poszło niemal 5000 tomόw beletrystyki), klubowi samotnych w Putney, do innych Kόł SPK i do szkόł sobotnich.
Koło miało bardzo czynną działaność naukową I kulturalną. Jej dział kulturalno-oświatowy wydał w druku pieśń pod nazwą “Marsz Kombatancki”. Wydał też tom poezji Tymona Terleckiego ktόry napisał w liście do Koła “gdyby 10% Kόł SPK, gdyby 1% wsystkich istniejących organizacji społecznych zdobyło się na tak konkretne I celowe działanie, los poezji na wygnaniu, a nawet całej literatury wolnej, wyglądałby inaczej….”. Koło założyło też Sekcję Studiόw Zagadnień Wojskowych.
Koło organizowało wciąż wysyłki paczek do rodzin w Polsce i załόżyło w latach 50-ych Komitet Pomocy Repatriantom z Sowietόw ktόry przekazał ofiarom zesłania mnόstwo lekarstw i przeszło 5000 workόw odzieży. Istniał też bardzy aktywny dział Opieki dla Starych Członkόw ktόry zajmował się poradami i odwiedzaniem starszych kolegόw w szpitalach.
Ale Koło było rόwniez wpatrzone w przyszłość. Od roku 1950 pod patronatem Koła była szkoła polska im Stefana Zeromskiego, najpierw na Fulham, a potem po roku 1966 w gmachu szkoły Our Lady of Victories w dzielnicy Brompton. Opiekunem był wciąż prezes Jurowski, a kierowniczką szkoły Wacława Całowa. W latach 1970ych szkoła zaczęła się kurczyć bo większość rodzicόw wyprowadziła się już z centralnego Londynu, ale trwała dla mniejszej grupki najpierw w Sali PUNO w POSKu, aż do roku 1988 kiedy pani Całowa prowadziła jeszcze kursy w Polish A level prywatnie u siebie w domu. Koło było też wspόlpatronem Zespołu Tanecznego im Oskara Kolberga pod kierownictwem Olgi Żeromskiej. Dzięki Tadeuszowi Krasoniowi był rόwnież bardzo aktywny Dział Sportowy ktόry założył klub sportowy “Wisła” a pόżniej “Młodzi” z mistrzowską drużyną piłkarską i organizował międzyszkolne zawody z atletyki pod nazwą “Biegi Narodowe 3 Maja”.
W czasie wizyty w obozie junackim na terenie Anglii Prezes Jurowski odkrył w starej skrzyni zaniedbany sztandar Szkoły Junakόw w Beit Nabala w Palestynie. Zajął się odnowieniem sztandaru ktόry potem służył jako sztandar Koła i rόwnież szkoły im Stefana Żeromskiego. W roku 1971, w czasie uroczystości śrebrnego Jubileuszu Koła w Sali sztandarowej Instytutu Sikorskiego, sztandar Koła został odznaczony złotą odznaką honorową SPK.
Lata 50 I 60 był okresem wspaniałych osiągnięć Koła i był wzorowym Kołem dla innych ogniw kombatanckich. Był otwarty dla wszystkich Polakόw wiernych Statutowi SPK niezależnie od ich politycznych przynależności i apelował na Zjazdach SPK o jedność obozu niepodległościowego. Lecz niestety biologia robiła swoje i z czasem, tak jak w innych organizacjach emigracyjnych, ilość członkόw zaczęła maleć. W roku 1960 miała jeszcze 572 członkόw a w roku 1965 już tylko 239. W tym czasie, a właściwie w roku 1968, zmarł tzw. “Żelazny Prezes” Tadeusz Jurowski. Jego prezesura trwała 20 lat I była bardzo owocna dla Koła. W uroczystym pogrzebie uczestniczyło przeszło 200 osόb. Mimo jego śmierci Koło działało dalej pod nową prezesurą Mariana Just-Tęgoborskiego i sekretarza Anny Moszczyńskiej ktόra organizowała szumne obchody 20 i 25-lecia Koła..
W roku 1971, ostatni dowόdca Jednostek Wojskowych na Środkowym Wschodzie, gen. Jόzef Wiatr, upoważnił wszystkich członkόw Koła do noszenia specjalnej odznaki tych Jednostek, czyli JWŚW. W roku 1976 Koło ufundowało nowy sztandar, wyhaftowany przez Jadwigę Hawerową, krόry łącznie z ryngrafem Matki Boskiej Ostrobramskiej, był uroczyście poświęcony w kościele św Andrzeja Boboli. Sztandar ten zostaje do pory obecnej sztandarem Koła. Poprzedni sztandar, były sztandar Junakόw z Palestyny, przekazany został w roku 1978 Szkole Junakόw i Młodszych Ochotniczek po ich Zjeździe w Birmingham.
W następnych latach Koło przetrwało okres odejścia wielu aktywnych członkόw a szczegόlnym szokiem była nagła śmierć w roku 1995 zarόwno prezesa Jozefa Szόkalskiego i długoletniego sekretarza Jόzefa Bieszczada. Koło liczyło wtedy już 136 członkόw. Była nawet propozycja rozwiązania Koła ale zdecydowano w końcu utrzymać dalej działalność Koła pod nową prezesurą Alojzego Kozłowskiego i sekretarza Krystyny Dereszewskiej.
Przy rosnących debatach na temat przyszłości organizacji SPK WB w następnych latach Koło trzymało się wciąż linii przetrwania organizacji i zaniechania pochopnych sprzedaży majątkόw. Wciąż regularnie organizowała coroczne uroczyste opłatki dla swoich członkόw i gości na terenie restauracji Łowiczanka w POSKu, zajmowała się chorymi członkami odwiedzając ich w szpitalach, a co roku organizowała Walny Zjazd członkόw Koła na ktόrym omawiano sprawy bieżące z udziałem przedstawiciela Zarządu Głόwnego SPK.
Po zjeżdzie w roku 2010, w ktόrym Stowarzyszenie zapowiedziało ewentualne rozwiązenie organizacji i przekazanie z czasem majątku krajowego do Fundacji SPK, Koło pod prezesurą już Krystyny Dereszewskiej stanęło po stronie tych 18 aktywnych jeszcze Kόł ktόre chciały kontynuować swoją działalność. Po bardzo przykrych konfliktach z byłym Zarządem Głόwnym SPK, ktόry jednak pochopnie rozwiązał organizację w roku 2013, Koła niezależne doszły do porozumienia w zeszłym roku z Fundacją SPK na zmianę nazwy z SPK na SPPW – Stowarzyszenie Przyjaciόł Polskich Weteranόw i mogły zachować wciąż strukurę organizacyjną Koła, stary numer i swόj sztandar.
I w tej chwili, wciąż, pod energiczną i już teraz długoletnią prezesurą kol. Krytyny Dereszewskiej, Koło SPPW nr. 11 “Srodkowy Wschόd” kontynuuje swoją działalnosć z lat poprzednich a dodatkowo zajmuje się organizowaniem, przy wspόłpracy z Polish Heritage Society, udziału Polakόw w corocznym pochodzie przed Cenotafem w Londynie na Remembrance Sunday i wspieraniem działalności innych Kόł SPPW.
Trudno nie wyrazić podziwu nad chwalebną działalnością społeczną i niepodległościową członkόw tego Kola przez ostatnie 70 lat i trudno nie wyrazić hołdu dla tych szerokich szeregόw zmarłych już działaczy ktόrz tyle czasu i poświęcenia łożyli na działalność społeczną, a szczegόlnie hołdu dla kolejnych członkόw Zarządu Koła i kolejnych prezesόw: Antoni Ropelewski, Tadeusz Jurowski, Marian Just-Tęgoborski, Stanisław Trębacz, Władysław Sikorski, Kazimierz Hołyński, Bolesław Barczyński, Jόzef Szόkalski, Alojzy Kozłowski i Jerzy Szumiło.
Cześć ich pamięci.

Wiktor Moszczyński 21 styczeń 2016

Tuesday, 3 January 2017

Jesteśmy pod Obserwacją w Lewisham

Uwaga! Jesteśmy pod obserwacją. Nasze 984,000 obywateli polskich w Wielkiej Brytanii stają się co raz częściej obiektem badań zawodowych naukowcόw zarόwno w Polsce jak i w Wielkiej Brytanii. Tworzymy liczną lecz zagadkową grupę. Badają nasze nowe pokolenia socjolodzy, antropolodzy, urbaniści, badacze migracji, działacze młodzieżowi, kolporterzy sondażόw politycznych i komercyjnych. Każdy poszukuje co innego i wyciąga inne wnioski. Są np. specjaliści badający efekt religii na życie społeczne Polakόw w Wielkiej Brytanii. Inni mierzą motywacje rodzicόw polskich wysyłających dzieci do szkόł sobotnich. Są tacy ktόrzy chcą udowodnić w pracach naukowych czy sondażach że Polacy po Brexicie wracają masowo do Polski; inni że jednak zostają. Mimo tych analiz i badań, Polacy tutejsi nie zmieniają swojego trybu życia i poszukują wciąż swoje własne drogi do zadowolenia osobistych potrzeb własnych i swoich rodzin.
Są jednak instytucje ktόre mają własną agendę wobec społeczeństwa polskiego i kierują swoje badania w celu uświadamiania jego, czy nawet poprawienia ich bytu. Chcą aby Polacy przestali być tylko obiektem badań i aby stali się tu bardziej samodzielni i integrowali się skuteczniej z brytyjskim otoczeniem. Nie chodzi tu o organizacje polonijne, ktόrym najbardziej powinno zależyć na tych badaniach, bo te normalnie nie posiadają należytych środkόw finansowych do zatrudnienia odpowiednich naukowcόw. Chodzi tu raczej o samorządy, czyli te instytucje brytyjskie ktόre na prawdę będą mogły pomόc społeczeństwom polskim w integrowaniu się z brytyjskim otoczeniem. Aby zapewnić najbardziej skuteczną formę przeprowadzania swoich badań nawiązują kontakty z instytucjami naukowymi w Polsce i z lokalnymi organizacjami polonijnymi.
Przykład takiego raportu przysłano mi tuż przed Nowym Rokiem. Chodzi tu o konkluzje projektu “Londoner-Pole-Citizen” sporządzone w języku angielskim w dzielnicy południowo-londyńskiej – Lewisham, pod redakcją dr Anny Kordasiewicz i Przemysława Sadury. Sprawozdanie wynikło ze wspόłpracy Rady Miejskiej Lewisham z Ośrodkiem Badań nad Migracjami w Warszawie, z Uniwersytetem Londyńskim i z Polskim Ośrodkiem w Lewisham. Wspόłfinansował Senat RP.
Oryginalnym celem badań było wyszukanie drόg do bliższej integracji młodzieży polskiej w życiu społecznym i politycznym na terenie Lewisham. Okazało się że młodzi Polacy są “podwόjnie wykluczeni” bo nie uczęszczają w wydarzeniach organizowanych dla brytyjskiej młodzieży lokalnej i nie należą do żadnych polskich organizacji. Ale rozszerzono tematykę rόwnież do badań nad nikłym wspόłudziałem dorosłych Polakόw w życiu dzielnicy. I rzeczywiście w czasie badań udało się trochę nadrobić te braki. Dla przykładu, zaproszono Polakόw wypełniających ankietę na udział w wyborach na Młodego Burmistrza organizowanych corocznie przez magistrat w Lewisham; ściągnięto działaczy samorządu na warsztaty badawcze w Ośrodku Polskim i zorganizowano Otwarty Dzień w Ośrodku Polskim dla lokalnego społeczeństwa na ktόry rόwnież zjawiło się po raz pierwszy trochę młodzieży polskiej. A magistratat wprowadził nową mapę “Polskiego Lewisham” na swoim portalu w ktόrym zamieszczone są wszystkie lokalne instytucje polskie, kościόł, sklepy spożywcze, polska galeria obrazόw i polscy fryzjerzy. A młodzieżowa organizacja lokalna zorganizowała spacer połączony z pogadanką na temat Janusza Korczaka ktόry przebywał na jakiś czas w Forest Hill niedaleko dzisiejszego Ośrodka Polskiego.
Jeden z ciekawszych spostrzeżeń tych badań było potwierdzenie że Polacy ktόrzy przyjechali po roku 2004 nie mają jednolitych poglądόw a rόżnice uzależnione są w większym stopniu od jakiej klasy społecznej pochodzą. Dotyczy to ich podejścia do szkolenia dzieci, uczestnictwa w zajęciach Ośrodka Polskiego czy nastawienia do innych narodowości. Na przykład w wypadku szkolnictwa migranci ze średnich klas wybierają szkoły z najwyższym poziomem nauczania, a robotnicze rodziny wybierają szkoły ktόry są najbliżej albo są szkołami katolickimi. Natomiast wynik tych upodobań klasowych jest podobny bo ci z klas średnich też wybierają najczęsciej katolickie, ale nie dlatego że są katolickie, ale dlatego że mają wyższy poziom i lepszą dyscyplinę. . Zauważono też że wszyscy rodzice, niezależnie od pochodzenia, są świadomi jak znaleść w statystykach magistratu listę szkόł o nawyższym poziomie. Są rόwnież świadomi jako unikać dla swoich dzieci szkoły gdzie jest najwięcej wypadkόw napaści czy wizyt od policji.
Podobny podział klasowy dotyczy uczestnictwa w Zarządzie i w wydarzeniach Ośrodka Polskiego. Obecny Zarząd wciąż jest jeszcze dominowany przez starą polonię powojenną i ich bezpośrednich potomkόw. Po roku 2004 władze Ośrodka uświadomili sobie że budynek nie będzie miał przyszłości bez wspόludziału z nowszymi przybyszami ale też ta wspόłpraca najłatwiej rozwinęła się z osobami ze średniej klasy społecznej ktόrzy widzieli potencjał rozwinięcia tu działalności kulturalnej i ktόrym imponowało “bardziej kulturalne” starsze pokolenie. Jedna z tych nowszych członkόw zarządu chwaliła się przeczytaniem autobiografii założyciela Ośrodka w roku 1973, Tadeusza Walczaka. Natomiast ci z niższej klasy społecznej nie widzą dla siebie roli w tym bardziej “kulturalnym” środowisku bo wolą miejsce gdzie mogą spotkać sie towarzysko. Dopiero przychodzą do Ośrodka na festyny w ogrόdku gdzie mogą przyjść sami lub z rodzinami i spożyć polskie towary, alkoholowe i inne, razem z kolegami. Natomiast nowoprzybyli ze średnich klas cytują niefortunne przykłady rasistowskich poglądόw matek ze środowisk “niższych” ktόre zniechęcają kontakty swoich dzieci z dziećmi o ciemniejszym kolorze skόry.
Natomiast z rozmόw z młodymi Polakami (w wieku od 11 lat do 18) widać że rόżnorodność etniczna dzielnicy Lewisham im nie przeszkadza i nie podzielają uprzedzeń swoich rodzicόw. Tak jak rodzice, są zadowoleni z pomocy dla polskich dzieci w szkołach angielskich aby uzupełnić ich znajomość języka angielskiego w najmłodszych latach.W znacznej mierze liczą się ze stałym pobytem w Wielkiej Brytanii, określają siebie jako przedewszystkiem “młodzieżą”, a dopiero na drugim miejscu jako “Polacy”. Tracą już kontakt z Polską jako krajem i ze swoimi rodzinami, choć dalej udzielają się w polskich uroczystościach religijnych i jedzą polskie potrawy.
Brakuje mi pare cennych wątkόw w tym raporcie. Jeżeli dzielimy społeczeństwo nowoprzybyłych Polakόw według ich pochodzenia społecznego to dlaczego nie można też rozrόżnić wypowiedzi według płci. Wyczuwam z wypowiedzi w teksie raportu, ale rόwnież z własnego doświadczenia, że kobiety polskie są bardziej nastawione na integrację ze środowiskiem brytyjskim. Szybciej i sprawniej uczą się języka angielskiego. Rόwnież brakuje mi tu zasadniczego zainteresowania ze strony Lewisham Council w sprawie dalszej integracji choćby przez zachęcanie Polakόw do udziału w radach szkolnych (Governing Boards) i stowarzyszeniach mieszkańcόw (residents albo tenants associations) a rόwnież do wypełnienia etatόw w magistracie lub kandydowaniu na członka rady (borough councillors). Nie piszą też nic na temat głosowania w lokalnych wyborach, szczegόlnie teraz kiedy grozi Polakom utrata praw wyborczych.
Z tego raportu wyłoniono szereg wartościowych wskazόwek jak mogą tradycyjne polskie ośrodki, jak ten w Lewisham, przyciągać większego udziału społeczeństwa polskiego. Budynki te normalnie wyglądają dość surowe w wyglądzie, ze słabym światłem i atmosferą przepełnioną przeszłością. Prowadzone są zazwyczaj przez Zarządy w ktόrych brak świeżej krwi. Raport proponuje wprowadzenie więcej wydarzeń otwartych na świeżym powietrzu, wprowadzenie biura porad, lekcji językόw i klubu sportowego otwartego nie tylko dla młodzieży polskiej, ale rόwnież dla ich kolegόw z innych narodowości. Proponowane są rόwnież kursy gotowania czy pierwszej pomocy i konkursy fotograficzne lub artystyczne. Zewnątrzna ściana budynku powinna wyglądać bardziej kolorowo, a wewnątrz sale powinne być jasne i przejrzyste, z muzyką nowoczesną w tle. Podpisuję się dwoma rękami pod takimi propozycjami. Szkoda że nie udało się uratować w ten sposόb dziesiątki innych ośrodkόw polskich w terenie.
Wiktor Moszczyński 06/01/2017 Tydzień Polski

Monday, 19 December 2016

Prawo Pobytu Tak, ale Jakie?

Czy rząd brytyjski szykuje prezent gwiazdkowy dla Polakόw i innych obywateli unijnych w tym kraju w postaci oświadczenia o prawie pozostania? Obawiam się że nie jest jeszcze na to gotowy.
Pytam bo głosy domagające się takiej deklaracji natężają się. Głos 40 obywateli brytyjskich polskiego pochodzenia ktόry ukazał się w tygodniku parlamentarnym “The House” 9 grudnia domagający się “A Fair deal for Poles in UK” był tylko jedną kroplą w rosnącym strumeniu głosόw nawołujących do natychmiastowego uznania prawa pobytu na Wyspach. W niedzielę bardzo wymowna była wspόlna deklaracja centrali związkόw zawodowych i Brytyjskiej Izby Handlowej domagająca się rychłej decyzji jednostronnej o prawie pobytu. Mόwi się co raz częściej że to jest konieczny pierwszy akt nim jeszcze oficjalne negocjacje rozpoczną się. Pozatem 84% społeczeństwa orzekło w sondażu że popiera prawo pozostania dla tych ktόrzy już tu są. W parlamencie pojawiły się już znaczące pytania od wpływowych posłόw na ten temat. Na przykład Hilary Benn, przewodniczący komisji parlamentarnej do Brexitu, pyta czy przygotowywane są specjalne dokumenty dla obywateli unijnych w tym kraju. Minister do spraw wewnętrznych, pani Amber Rudd, odpowiada że nic konkretnego jeszcze nie jest przygotowane, choć ewentualnie specjalne dowody osobiste będą wprowadzane stopniowo dla unijnych obywateli.
Po zatwierdzeniu przez parlament rządowego harmonogramu do wywołania Artykułu 50 przed końcem marca, sprawa Brexitu w parlamencie ucichła nieco, mimo że w prasie skrajnie anty-europejskiej jak “Daily Mail” burza wciąż trwa o rzekomej “zdradzie” elektoratu przez parlamentarzystόw i sędziόw. Na zasadzie że nie ma pełnego zaufania do posłόw, rząd wciąż trzyma swoje karty zakryte, odkrywając je tylko wtedy kiedy już musi. Lecz głόwnym powodem tej tajemniczości pozostaje ciągły brak orientacji w samym gabinecie co do kierunku ktόry ma doprowadzić do ewentualnej umowy z Europą. Brexitowski minister David Davis wylicza czteropunktową formułę celόw negocjacji jako, primo, uzyskanie kontroli nad ilością obywateli unijnych przyjeżdająch w celu osiedlenia, a potem: odzyskanie suwerenności brytyjskich sądόw, jak najszerszy możliwy dostęp do jednolitego rynku unijnego i możliwośc wynegocjowania własnych umόw handlowych z innymi państwami. A więc wciąż, jak to Donald Tusk określił, marzą o tym aby posiadać cały tort, a jednak go skonsumować.
The Times opisuje rzekomy chaos odbywający się na posiedzeniach brytyjskiego gabinetu i jego podrzędnych komitetόw. Brexitowcy jak David Davis i Liam Fox nadają ton i z wielkim optymizmem określają szanse uzyskania umowy zaznaczając że ograniczenie liczby imigrantόw jest pierwszo-planowym celem. Przypominają np. że eksporterzy niemieckich samochodόw dopilnują tego że dalej będzie obowiązywała strefa bezcłowa w Europie dla brytyjskich towarόw. Po czym minister finansόw, Philip Hammond, przypomina z kolei że w żadnym wypadku społeczeństwo brytyjskie nie będzie chciało ponosić strat finansowych wynikających z decyzji wyjścia z Unii a taki właśnie będzie efekt tych ograniczeń w imigracji ktόrych domaga się Davis. Pozatem Hammond zaznacza że na dobrej woli przemysłowcόw niemieckich nie można będzie polegać bo rząd niemiecki i sekretariat w Brukseli kierują się innymi priorytetami. Na to minister rolnictwa, pani Andrei Leadsom, określa wszelką krytykę decyzji o Brexicie jako zdradę państwa. W tej krainie absurdu pani May stara się doprowadzić dyskusję w swoim gabinecie do jakiegoś konkretnego rozwiązania, ale wciąż jezcze bezskutecznie. Ale zgadzają się że będzie potrzebny okres przejściowy między pełnym członkostwem a ostatecznym odejściem.
Lecz w kontowersyjnej sprawie pozostania Polakόw i innych obywateli unijnych wyczuwam że rząd jest zgodny co do samej zasady ale jeszcze uzależnia decyzję od reakcji negocjatorόw unijnych. Pani May poruszyła to dyskretnie na ostatnim szczycie unijnym jako wstępny krok poprzedzający głόwne negocjacje. Miała nadzieję że w tej sprawie negocjatorzy unijni pomogą jej i zaproponują zatwierdzenie praw Brytyjczykόw w krajach Unii Europejskiej. Zawiodła się.
Natomiast, jak można było wywnioskować z wypowiedzi pani Rudd, rząd posunął się już tak daleko że zastanawia się co do metody wykonania tej decyzji o prawie pobytu. Mer Londynu i Londyńska Izba Handlowa proponują specjalny dowόd londyński dla unijnych obywateli w stolicy.Tak samo niezdecydowani jeszcze są lobbyiści starający się uzyskać gwarancje pozostania dla obywateli EU. Sprawy posunęły się już tak daleko że organizacje naciskające na to uznanie stałego pobytu, jak 3Milion, czy New Europeans czy British Future, nie mόwią już tylko “kiedy?”, ale rόwnież “jak?”.
Są dwa głόwne warianty. Pierwszy, zapowiedziany ostatnio przez organizację British Future, uważa że wszyscy obywatele unijni tu obecni powinny uzyskać stały pobyt (“permanent residence”) z tymi samymi prawami w dziedzinie zdrowia, opieki społecznej i oświaty co obywatele brytyjscy. Istnieje obawa że przy obecnym tempie przyznania stałego pobytu zatwierdzenie wszystkim podlegającym pod to prawo przekroczyłoby 150 lat! British Future proponuje więc aby ci ktόrzy już tu przebywają przeszło 5 lat uzyskaliby to prawo automatycznie poprzez rejestr utrzymany przez samorządy lokalne, zaś ci ktόrzy przybyli w ostatnich 5 latach musieliby zwrόcić się do Home Office o załatwienie tej gwarancji. To prawo nie dotyczyłoby już tych co przyjadą tu po marcu 2017 kiedy rozpoczną się oficjalne negocjacje. Ten projekt popierany jest zarόwno przez poplecznikόw pozostania i wyjścia z Unii, przez posłόw ze wszystkich partii, przez Instytut Dyrektorόw i przez związki zawodowe.
Drugi wariant, wspierany przez tzw. Grupę 3Million, obawia się że system wprowadzenia stałego pobytu jest zanadto biurokratyczny i niesprawiedliwy. Wymaga utrzymania szerokiej dokumentacji dotyczacej kontraktόw pracy, pejslipόw, świadectwa podrόży, aktόw ślubu, świadectw szkolnych i dyplomowych a często podania (84 stronicowe) są odrzucone z najrόżniejszych trywialnych powodόw. Członkowie tej grupy uważają że rząd brytyjski powinien stworzyć nowy oddzielny status prawny dla obywateli unijnych tu przebywających niezależnie od tego jak długo tu są.
Osobiście jestem zwolennikiem połączenia obydwu koncepcji. Sympatyzuję z propozycją wprowadzenia nowego oddzielnego statusu, coś jakby na wzόr statusu obywateli irlandzkich czy maltańskich. Rząd brytyjski może, przy dobrej woli, wprowadzić to dość szybko bez oglądania się na państwa europejskie. Nowy status prawny powinien obejmować wszystkich obywateli unijnych, łącznie z ich rodzinami, ktόrzy tu przybyli legalnie przed datą referendum (23 czerwca 2016), ktόrzy nie przyjęli jeszcze obywatelstwa brytyjskiego, posiadają tzw. National Insurance number i ktόrzy nie są winni przestępstwa ani w tym kraju ani w kraju pochodzenia. Osoby te będą miały prawo rόwnoznaczne do obecnych praw obywateli unijnych, a więc rόwnież będą mogli mieć prawo głosu w wyborach lokalnych i ostatecznie prawo ubiegania się o obywatelstwo brytyjskie. Aby przyspieszyć i ułatwić procedurę administracyjną istniejące już dane o nich powinny zarejestrować samorządy lokalne wykorzystując rόwnież do tego wsparcie finansowe i przekaz uzupełniających informacji ze strony Home Office i departamentu od usług społecznych (DWP).
Uważam że czas aby przedstawiciele polonii też zabrali głos na ten temat w połączeniu z innymi grupami nacisku, na zasadzie ktόry wariant będzie mniej szkodliwy dla Polakόw. W międzyczasie powinni namawiać rodakόw do zgromadzenia materiałόw z ostatnich 5 paru lat zatwierdzających ich prawo do pozostania w Wielkiej Brytanii na okres stały. Bo strzeżonych Pan Bόg strzeże.
Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 23/12/2016

Wednesday, 7 December 2016

Ukryte Pokolenie

W ostatnim miesiącu zostałem wciągnięty w ciekawą dyskusję na temat roli drugiego polskiego pokolenia powojennego w Wielkiej Brytanii. Chodzi o tych polskich “baby boomers” urodzonych już w Wielkiej Brytanii, czy jeszcze na Bliskim Wschodzie, w pierwszych latach po wojnie. Ich rodzice pochodzili z emigracji żołnierskiej lub z uchodźcόw powojennych ktόrzy przeżyli Syberię lub obozy niemieckie. Oczywiście sam pochodzę z tego pokolenia. Urodzony byłem w rok po wojnie. Mama wywieziona bydlęcym wagonem ze Lwowa spędziła dwie zimy w trzaskającym mrozie wyciągając żywicę z drzew tajgi nie daleko jeziora Bajkał, ojciec odsiedział rok w obozie w Kozielsku. Obydwaj spotkali się pracując w ambasadzie polskiej w Kujbyszewie a potem spotkali się ponownie i pobrali w Londynie jeszcze w 1945 roku. Typowy życiorys tamtych nietypowych lat kiedy każdy Polak i każda Polka przeżywali niedole i tragedie niespόłmiernie bardziej dramatyczne niż mόgł by wyświetlić jakichś hollywoodzki film. W porόwnaniu z nimi nasze dzieciństwa były anielsko beztroskie. Zyliśmy bezpiecznie w όwczesnej spokojnej Wielkiej Brytanii, pochłonięci szkołą angielską i polskimi tradycjami. Mieliśmy rajskie życie, mimo że na ogόł nasi rodzice nie byli majętni i dopiero powoli się dorabiali w tym obcym środowisku. Otόz 28 października br. ukazał się artykuł Anny Dobieckiej w “Gońcu Polskim” pod tytułem “Kim Będą Nasze Dzieci”. Artykuł rozpatrywał decyzje dzisiejsze rodzicόw co do przyszłego wychowania swoich pociech. Czy mają pozostać w tradycyjnym polskim getcie? Czy mają się integrować w życie angielskie ale zachowując język polski w domu i polskie tradycje? Czy mają się asymilować w pełni i nawet w domu mόwić już tylko po angielsku? Autorka traktowała ten temat jakby był nowym zjawiskiem. Posługiwała się opiniami nie tylko samych rodzicόw ale rόwnież nauczycieli szkόł sobotnich i rόżnego rodzaju “specjalistόw”, w postaci psychologόw, psychoterapeutόw, autorόw podręcznikόw czy profesorόw na uniwersytetach w Polsce. Autorka, choć wylicza sumiennie dylematy i opcje obecnych rodzicόw, ani razu nie zastanawiała się nad tym że w Wielkiej Brytanii wychowuje się dzieci polskie od 70 lat i że te dylematy nie są niczym nowym. W moim komentarzu do tego artykułu zwrόciłem uwagę że nie trzeba odkrywać tu nowych teorii. Od 70 lat istnieją parafie polskie i szkoły sobotnie, od 70 lat dzieci polskie chodzą do szkόł angielskich, uczą się biegle angielskiego a swoją wiedzę o Polsce uzupełniają w domu, w szkołach sobotnich, w harcerstwie, w klubach sportowych czy folklorystycznych. Był to okres jeszcze zimnej wojny. Przez pierwsze lata styczność naszego pokolenia z samą Polską była dość słaba ze względu na izolację starej emigracji od tzw. reżymu PRL, ale z czasem polskość wygrywała, młodzież sama już jeździła do Polski, często wbrew woli rodzicόw, i mogła wyrobić sobie własne zdanie na temat realiόw życia w Polsce. Nasze pokolenie mόwiło, jak teraz, w domu po polsku, w szkole angielskiej po angielsku. Wśrόd naszej młodzieży powstawała podkultura anglo-polska wzbogacająca życie όwczesnej polonii. Ta młodzież integrowała się znakomicie w tkance życia społeczenego, kulturalnego i gospodarczego Wielkiej Brytanii. Co do dylematόw decyzyjnych najnowszych rodzicόw o ktόrych tu mowa powiem w skrόcie że najlepiej duchowo i materialnie z moich rόwieśnikόw wyszli ci co skorzystali z kultury i języka ojczystego rodzicόw a zarazem szkoły i uczelni brytyjskiej. Znaliśmy polskie tradycje świąteczne i (z grubsza) głόwny zarys historii Polski, nie zmienialiśmy nazwisk na język angielski a dzieci nasze z kolei wychowaliśmy w ten sam sposόb. Obecnie w szkołach sobotnich są już dzieci z trzeciego pokolenia starej emigracji powojennej. Natomiast najgorzej wypadaly te dzieci ktόrych rodzice zmieniali nazwiska i mόwili w domu z dziećmi wyłącznie po angielsku. Wόwczas dzieci mόwiły po angielsku ze złym akcenterm, języka polskiego nie poznawały, z rodziną w Polsce nie miały żadnego kontaktu a pόżniej, gdy dorośli, mieli poważne dylematy ze swoją tożsamością. Najbardziej udanym modelem była więc zawodowa integracja, ale bez kulturalnej asymilacji. Z mojego doświadczenia wynika, że moimi obecnymi najserdeczniejszymi przyjaciόłmi są wciąż koledzy i koleżanki polskiego pochodzenia z mojego pokolenia. Mieliśmy i mamy wciąż życie bogate, dobrze się tu czujemy a jednak sprawami polskimi, a szczegόlnie nową polonią, wciąż się interesujemy. Wielu z nas brało udział w demonstracjach przez Ambasadą PRL w latach stanu wojennego, partycypowało w transformacji gospodarczej i ustrojowej Polski po roku 1990, prowadziło akcje o zniesienie wiz dla Polakόw, o przyłączenie Polski do NATO i UE (Poland Comes Home campaign) i ratowało parokrotnie polskie egzaminy na poziomie GCSE i A level. Ostatnio 40 naszych obywateli brytyjskich polskiego pochodzenia własnym kosztem pokryło opublikowanie 9 grudnia w organie parlamentranym “The House” otwartego listu domagającego się ustabilizowania statusu prawnego Polakόw ktόrzy tu przybyli w ostatnich latach. Przypomniałem że w tej chwili z tych lat pozostaje pareset tysięcy osόb mόwiących gorzej czy lepiej po polsku, biegle po angielsku, i z dużym poczuciem tożsamości polskiej, ktόrych w ogόle autorka nie dostrzegła. Nawet skomentowałem że traktowano nas jako obcych dinozaurόw z epoki jurajskiej a nie jako odbitkę tego jak może będą wyglądać obecne pokolenia polskich dzieci po 50 latach pobytu w Anglii. List mόj wywołał gorący odzew wśrόd moich rowieśnikόw wyrażających oburzenie że te nasze pokolenie jest niedostrzeżone. Wyraźnie byli wdzięczni że ten temat poruszyłem. Ale z kolei ten ich odzew też dał mi sporo do myślenia. To dlaczego jesteśmy niezauważeni? Dlaczego autorzy w Polsce i dziennikarze nowszych pism piszą dużo o Polakach w czasie wojny i o problematyce polskiej fali po-unijnej ale rzadko dostrzegają nas? Czemu jesteśmy tym “ukrytym” pokoleniem? I uświadomiłem sobie dlaczego. Mimo naszych osiągnięć zawodowych w Wielkiej Brytanii i w świecie, mimo utrzymania tradycji polskich i wychowania naszych dzieci w tych samych tradycjach, pozostaje pytanie. Co nasze pokolenie osiągnęło nowego, swojego? Owszem w tej chwili jesteśmy menadżerami rόżnych instytucji i rόżnych organizacji: POSK, YMCA, PUNO, Penrhos, Instytut Sikorskiego, St. Johns Ambulance, Stowarzyszenia Przyjaciόł Polskich Weteranόw, Antokol, harcerstwo, parafie. Kierowaliśmy do ostatnich lat Polską Macierz Szkolną, Towarzystwo Pomocy Polakom i Związek Technikόw. Kierujemy te instytucje nawet, powiedziałbym, dość kompetentnie z dobrą znajomością praktyk I przepisόw brytyjskich. Konsolidujemy, unowocześniami, remontujemy, ale rzadko tworzymy od nowa. Były wyjątki. Takim liderem naszego pokolenia była śp. Ewa Brzeska ktόra prowadziła tzw. Polskie Pokolenie Powojenne, lecz za wcześniej odeszła. Powstawało parę instytucji charytatywnych jak Friends of Poland. Wyjątkiem jest też Polish Heritage Society odpowiedzialne za postawienie szeregu pomnikόw i tablic pamiątkowych, między innymi Polskich Sił Zbrojnych w Arboretum. Ale pozatem nie wiele Nasze pokolenie naczęściej odziedziczało instytucje od poprzedniego pokolenia ktόre je zakładało. Szło to drogą, jak by to nazwać, “demokratycznej osmozy”. Czasem nawalaliśmy. Nasze pokolenie sprzedało przeszło 30 klubόw SPK porozsianych po całej Wielkiej Brytanii nie licząc się z tym że mogły z niego korzystać nowe pokolenia. Nie uratowaliśmy Dziennika Polskiego bo za mało z nas czytało lekturę polską. Nie mieliśmy własnego pisma, nie zakładaliśmy własnych organizacji. Rzadko o sobie pisaliśmy. “Bigos and Chips” Mike’a Oborskiego był już raczej wyjątkiem. Nie pisaliśmy też o naszych rodzicach; zostawialiśmy to historykom z Polski. Nie pozostawiliśmy po sobie żadnej trwałej literatury ani w języku polskim, ani angielskim. Tak że dorobek mieliśmy, ale nie taki aby pozostawić po sobie stałe ślady. Nie dostrzegają nas nowi przybysze bo się nie afiszujemy. Może jesteśmy za skromni. Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 09.12.2016