Koło SPK nr 11, jedno z najbardziej wzorowych i liczebnych Kόł SPK, dostało swoją nazwę “Środkowy Wschόd” z tego prostego powodu że jako jedyne koło SPK W Brytania powstało poza W Brytanią, na Bliskim Wschodzie. A ścisle miało to miejsce jescze w roku 1946 na terenie byłego głόwnego obozu Drugiego Korpusu w Egipcie w miejscowości Quassasim. Stworzyła go grupa polskich żołnierzy w tym obozie ktόrzy organizowali wysyłki paczek do rodzin w kraju pod okupacją sowiecką i opiekowali się książkami pozostałymi po Korpusie..
W czerwcu 1947 roku, przy likwidacji obozu w Quassassim, przeniesiono tzw “placόwkę paczkową” do Anglii, a członkόw Koła rozproszono. Lecz lwia część członkόw pod wodzą prezesa Antoniego Ropelewskiego i sekretarza Tadeusza Jurowskiego przetoczyła się jako jednostka, poprzez cztery kolejne obozy w pόłnocnej Anglii – Repham, Mona Camp, Greystoke i Cark - zakładając w międzyczasie księgarnię i rόwnież zakład fotograficzny, kolportarz prasy wojskowej i emigracyjnej i kasę pożyczkową.
Z tymi zdolnościami i z tym samym patriotyzmem i energią przeniesiono Koło ewentualnie, po likwidacji każdego z kolei obozu, w marcu roku 1949 do Londynu, do nowo nabytej siedziby SPK Wielka Brytania na 18 Queens Gate Terrace w Kensingtonie. Bo wielu z oryginalnych członkόw z Quassasim przeniosło sie już indywidualnie lub z rodzinami do Londynu i tu Koło kontynuowało swoją pracowitą działalność pod kierownictwem aktywnego i charyzmatycznego prezesa Tadeusza Jurowskiego.
Koło nabrało w tym okresie ogromną dynamikę zarόwno w ilości członkόw i w szerokim wachlarzu działalności ideowej, kulturalnej i gospodarczej. Jeszcze w roku 1949 liczyła około 100 członkόw. Lecz już dwa lata pόźniej zarejestrowało się przeszło 1100 członkόw. Wśrόd najznakomitrzych członkόw, ktόrzy aktywnie brali udział w pracach Koła, byli generałowie Karol Ziemski, Stanisław Lubodziecki i Antoni Brochwicz-Lewiński, pułkownik Marian Jadwiński, b. wojewoda kielecki Władysław Dziadosz i profesor Roman Wajda, założyciel POSKu.
Prezes Jurowski przejął w roku 1950 od Zarządu Głόwnego bibliotekę polską, wόwczas posiadającą 10,000 tomόw. Prowadził ją w imieniu Koła w siedzibie na Queens Gate Terrace najpierw Jόzef Zadurski, a pόżniej z wielkim zamiłowaniem i poświęceniem Mirosława Pasek. Na przykład w jednym tylko roku 1951 było 764 stałych czytelnikόw a wypożyczono 38,496 tomόw. Do roku 1972, kiedy SPK sprzedało siedzibę na Queens Gate Terrace, i kiedy trzeba było zamknąć tą cenną placόwkę, biblioteka zebrała już 20,000 tomόw, w tym kilkaset cennych “białych krukόw” pochodzących z bibliotek wojskowych. Zbiory biblioteki rozprowadzono wόwczas m.inn. bibliotekom w POSKu, w SPK Manchester (gdzie poszło niemal 5000 tomόw beletrystyki), klubowi samotnych w Putney, do innych Kόł SPK i do szkόł sobotnich.
Koło miało bardzo czynną działaność naukową I kulturalną. Jej dział kulturalno-oświatowy wydał w druku pieśń pod nazwą “Marsz Kombatancki”. Wydał też tom poezji Tymona Terleckiego ktόry napisał w liście do Koła “gdyby 10% Kόł SPK, gdyby 1% wsystkich istniejących organizacji społecznych zdobyło się na tak konkretne I celowe działanie, los poezji na wygnaniu, a nawet całej literatury wolnej, wyglądałby inaczej….”. Koło założyło też Sekcję Studiόw Zagadnień Wojskowych.
Koło organizowało wciąż wysyłki paczek do rodzin w Polsce i załόżyło w latach 50-ych Komitet Pomocy Repatriantom z Sowietόw ktόry przekazał ofiarom zesłania mnόstwo lekarstw i przeszło 5000 workόw odzieży. Istniał też bardzy aktywny dział Opieki dla Starych Członkόw ktόry zajmował się poradami i odwiedzaniem starszych kolegόw w szpitalach.
Ale Koło było rόwniez wpatrzone w przyszłość. Od roku 1950 pod patronatem Koła była szkoła polska im Stefana Zeromskiego, najpierw na Fulham, a potem po roku 1966 w gmachu szkoły Our Lady of Victories w dzielnicy Brompton. Opiekunem był wciąż prezes Jurowski, a kierowniczką szkoły Wacława Całowa. W latach 1970ych szkoła zaczęła się kurczyć bo większość rodzicόw wyprowadziła się już z centralnego Londynu, ale trwała dla mniejszej grupki najpierw w Sali PUNO w POSKu, aż do roku 1988 kiedy pani Całowa prowadziła jeszcze kursy w Polish A level prywatnie u siebie w domu. Koło było też wspόlpatronem Zespołu Tanecznego im Oskara Kolberga pod kierownictwem Olgi Żeromskiej. Dzięki Tadeuszowi Krasoniowi był rόwnież bardzo aktywny Dział Sportowy ktόry założył klub sportowy “Wisła” a pόżniej “Młodzi” z mistrzowską drużyną piłkarską i organizował międzyszkolne zawody z atletyki pod nazwą “Biegi Narodowe 3 Maja”.
W czasie wizyty w obozie junackim na terenie Anglii Prezes Jurowski odkrył w starej skrzyni zaniedbany sztandar Szkoły Junakόw w Beit Nabala w Palestynie. Zajął się odnowieniem sztandaru ktόry potem służył jako sztandar Koła i rόwnież szkoły im Stefana Żeromskiego. W roku 1971, w czasie uroczystości śrebrnego Jubileuszu Koła w Sali sztandarowej Instytutu Sikorskiego, sztandar Koła został odznaczony złotą odznaką honorową SPK.
Lata 50 I 60 był okresem wspaniałych osiągnięć Koła i był wzorowym Kołem dla innych ogniw kombatanckich. Był otwarty dla wszystkich Polakόw wiernych Statutowi SPK niezależnie od ich politycznych przynależności i apelował na Zjazdach SPK o jedność obozu niepodległościowego. Lecz niestety biologia robiła swoje i z czasem, tak jak w innych organizacjach emigracyjnych, ilość członkόw zaczęła maleć. W roku 1960 miała jeszcze 572 członkόw a w roku 1965 już tylko 239. W tym czasie, a właściwie w roku 1968, zmarł tzw. “Żelazny Prezes” Tadeusz Jurowski. Jego prezesura trwała 20 lat I była bardzo owocna dla Koła. W uroczystym pogrzebie uczestniczyło przeszło 200 osόb. Mimo jego śmierci Koło działało dalej pod nową prezesurą Mariana Just-Tęgoborskiego i sekretarza Anny Moszczyńskiej ktόra organizowała szumne obchody 20 i 25-lecia Koła..
W roku 1971, ostatni dowόdca Jednostek Wojskowych na Środkowym Wschodzie, gen. Jόzef Wiatr, upoważnił wszystkich członkόw Koła do noszenia specjalnej odznaki tych Jednostek, czyli JWŚW. W roku 1976 Koło ufundowało nowy sztandar, wyhaftowany przez Jadwigę Hawerową, krόry łącznie z ryngrafem Matki Boskiej Ostrobramskiej, był uroczyście poświęcony w kościele św Andrzeja Boboli. Sztandar ten zostaje do pory obecnej sztandarem Koła. Poprzedni sztandar, były sztandar Junakόw z Palestyny, przekazany został w roku 1978 Szkole Junakόw i Młodszych Ochotniczek po ich Zjeździe w Birmingham.
W następnych latach Koło przetrwało okres odejścia wielu aktywnych członkόw a szczegόlnym szokiem była nagła śmierć w roku 1995 zarόwno prezesa Jozefa Szόkalskiego i długoletniego sekretarza Jόzefa Bieszczada. Koło liczyło wtedy już 136 członkόw. Była nawet propozycja rozwiązania Koła ale zdecydowano w końcu utrzymać dalej działalność Koła pod nową prezesurą Alojzego Kozłowskiego i sekretarza Krystyny Dereszewskiej.
Przy rosnących debatach na temat przyszłości organizacji SPK WB w następnych latach Koło trzymało się wciąż linii przetrwania organizacji i zaniechania pochopnych sprzedaży majątkόw. Wciąż regularnie organizowała coroczne uroczyste opłatki dla swoich członkόw i gości na terenie restauracji Łowiczanka w POSKu, zajmowała się chorymi członkami odwiedzając ich w szpitalach, a co roku organizowała Walny Zjazd członkόw Koła na ktόrym omawiano sprawy bieżące z udziałem przedstawiciela Zarządu Głόwnego SPK.
Po zjeżdzie w roku 2010, w ktόrym Stowarzyszenie zapowiedziało ewentualne rozwiązenie organizacji i przekazanie z czasem majątku krajowego do Fundacji SPK, Koło pod prezesurą już Krystyny Dereszewskiej stanęło po stronie tych 18 aktywnych jeszcze Kόł ktόre chciały kontynuować swoją działalność. Po bardzo przykrych konfliktach z byłym Zarządem Głόwnym SPK, ktόry jednak pochopnie rozwiązał organizację w roku 2013, Koła niezależne doszły do porozumienia w zeszłym roku z Fundacją SPK na zmianę nazwy z SPK na SPPW – Stowarzyszenie Przyjaciόł Polskich Weteranόw i mogły zachować wciąż strukurę organizacyjną Koła, stary numer i swόj sztandar.
I w tej chwili, wciąż, pod energiczną i już teraz długoletnią prezesurą kol. Krytyny Dereszewskiej, Koło SPPW nr. 11 “Srodkowy Wschόd” kontynuuje swoją działalnosć z lat poprzednich a dodatkowo zajmuje się organizowaniem, przy wspόłpracy z Polish Heritage Society, udziału Polakόw w corocznym pochodzie przed Cenotafem w Londynie na Remembrance Sunday i wspieraniem działalności innych Kόł SPPW.
Trudno nie wyrazić podziwu nad chwalebną działalnością społeczną i niepodległościową członkόw tego Kola przez ostatnie 70 lat i trudno nie wyrazić hołdu dla tych szerokich szeregόw zmarłych już działaczy ktόrz tyle czasu i poświęcenia łożyli na działalność społeczną, a szczegόlnie hołdu dla kolejnych członkόw Zarządu Koła i kolejnych prezesόw: Antoni Ropelewski, Tadeusz Jurowski, Marian Just-Tęgoborski, Stanisław Trębacz, Władysław Sikorski, Kazimierz Hołyński, Bolesław Barczyński, Jόzef Szόkalski, Alojzy Kozłowski i Jerzy Szumiło.
Cześć ich pamięci.
Wiktor Moszczyński 21 styczeń 2016
Cykl felietonow wydrukowanych w londynskim "Dzienniku Polskim" i "Tygodniu Polskim"
Saturday, 21 January 2017
Tuesday, 3 January 2017
Jesteśmy pod Obserwacją w Lewisham
Uwaga! Jesteśmy pod obserwacją. Nasze 984,000 obywateli polskich w Wielkiej Brytanii stają się co raz częściej obiektem badań zawodowych naukowcόw zarόwno w Polsce jak i w Wielkiej Brytanii. Tworzymy liczną lecz zagadkową grupę. Badają nasze nowe pokolenia socjolodzy, antropolodzy, urbaniści, badacze migracji, działacze młodzieżowi, kolporterzy sondażόw politycznych i komercyjnych. Każdy poszukuje co innego i wyciąga inne wnioski. Są np. specjaliści badający efekt religii na życie społeczne Polakόw w Wielkiej Brytanii. Inni mierzą motywacje rodzicόw polskich wysyłających dzieci do szkόł sobotnich. Są tacy ktόrzy chcą udowodnić w pracach naukowych czy sondażach że Polacy po Brexicie wracają masowo do Polski; inni że jednak zostają. Mimo tych analiz i badań, Polacy tutejsi nie zmieniają swojego trybu życia i poszukują wciąż swoje własne drogi do zadowolenia osobistych potrzeb własnych i swoich rodzin.
Są jednak instytucje ktόre mają własną agendę wobec społeczeństwa polskiego i kierują swoje badania w celu uświadamiania jego, czy nawet poprawienia ich bytu. Chcą aby Polacy przestali być tylko obiektem badań i aby stali się tu bardziej samodzielni i integrowali się skuteczniej z brytyjskim otoczeniem. Nie chodzi tu o organizacje polonijne, ktόrym najbardziej powinno zależyć na tych badaniach, bo te normalnie nie posiadają należytych środkόw finansowych do zatrudnienia odpowiednich naukowcόw. Chodzi tu raczej o samorządy, czyli te instytucje brytyjskie ktόre na prawdę będą mogły pomόc społeczeństwom polskim w integrowaniu się z brytyjskim otoczeniem. Aby zapewnić najbardziej skuteczną formę przeprowadzania swoich badań nawiązują kontakty z instytucjami naukowymi w Polsce i z lokalnymi organizacjami polonijnymi.
Przykład takiego raportu przysłano mi tuż przed Nowym Rokiem. Chodzi tu o konkluzje projektu “Londoner-Pole-Citizen” sporządzone w języku angielskim w dzielnicy południowo-londyńskiej – Lewisham, pod redakcją dr Anny Kordasiewicz i Przemysława Sadury. Sprawozdanie wynikło ze wspόłpracy Rady Miejskiej Lewisham z Ośrodkiem Badań nad Migracjami w Warszawie, z Uniwersytetem Londyńskim i z Polskim Ośrodkiem w Lewisham. Wspόłfinansował Senat RP.
Oryginalnym celem badań było wyszukanie drόg do bliższej integracji młodzieży polskiej w życiu społecznym i politycznym na terenie Lewisham. Okazało się że młodzi Polacy są “podwόjnie wykluczeni” bo nie uczęszczają w wydarzeniach organizowanych dla brytyjskiej młodzieży lokalnej i nie należą do żadnych polskich organizacji. Ale rozszerzono tematykę rόwnież do badań nad nikłym wspόłudziałem dorosłych Polakόw w życiu dzielnicy. I rzeczywiście w czasie badań udało się trochę nadrobić te braki. Dla przykładu, zaproszono Polakόw wypełniających ankietę na udział w wyborach na Młodego Burmistrza organizowanych corocznie przez magistrat w Lewisham; ściągnięto działaczy samorządu na warsztaty badawcze w Ośrodku Polskim i zorganizowano Otwarty Dzień w Ośrodku Polskim dla lokalnego społeczeństwa na ktόry rόwnież zjawiło się po raz pierwszy trochę młodzieży polskiej. A magistratat wprowadził nową mapę “Polskiego Lewisham” na swoim portalu w ktόrym zamieszczone są wszystkie lokalne instytucje polskie, kościόł, sklepy spożywcze, polska galeria obrazόw i polscy fryzjerzy. A młodzieżowa organizacja lokalna zorganizowała spacer połączony z pogadanką na temat Janusza Korczaka ktόry przebywał na jakiś czas w Forest Hill niedaleko dzisiejszego Ośrodka Polskiego.
Jeden z ciekawszych spostrzeżeń tych badań było potwierdzenie że Polacy ktόrzy przyjechali po roku 2004 nie mają jednolitych poglądόw a rόżnice uzależnione są w większym stopniu od jakiej klasy społecznej pochodzą. Dotyczy to ich podejścia do szkolenia dzieci, uczestnictwa w zajęciach Ośrodka Polskiego czy nastawienia do innych narodowości. Na przykład w wypadku szkolnictwa migranci ze średnich klas wybierają szkoły z najwyższym poziomem nauczania, a robotnicze rodziny wybierają szkoły ktόry są najbliżej albo są szkołami katolickimi. Natomiast wynik tych upodobań klasowych jest podobny bo ci z klas średnich też wybierają najczęsciej katolickie, ale nie dlatego że są katolickie, ale dlatego że mają wyższy poziom i lepszą dyscyplinę. . Zauważono też że wszyscy rodzice, niezależnie od pochodzenia, są świadomi jak znaleść w statystykach magistratu listę szkόł o nawyższym poziomie. Są rόwnież świadomi jako unikać dla swoich dzieci szkoły gdzie jest najwięcej wypadkόw napaści czy wizyt od policji.
Podobny podział klasowy dotyczy uczestnictwa w Zarządzie i w wydarzeniach Ośrodka Polskiego. Obecny Zarząd wciąż jest jeszcze dominowany przez starą polonię powojenną i ich bezpośrednich potomkόw. Po roku 2004 władze Ośrodka uświadomili sobie że budynek nie będzie miał przyszłości bez wspόludziału z nowszymi przybyszami ale też ta wspόłpraca najłatwiej rozwinęła się z osobami ze średniej klasy społecznej ktόrzy widzieli potencjał rozwinięcia tu działalności kulturalnej i ktόrym imponowało “bardziej kulturalne” starsze pokolenie. Jedna z tych nowszych członkόw zarządu chwaliła się przeczytaniem autobiografii założyciela Ośrodka w roku 1973, Tadeusza Walczaka. Natomiast ci z niższej klasy społecznej nie widzą dla siebie roli w tym bardziej “kulturalnym” środowisku bo wolą miejsce gdzie mogą spotkać sie towarzysko. Dopiero przychodzą do Ośrodka na festyny w ogrόdku gdzie mogą przyjść sami lub z rodzinami i spożyć polskie towary, alkoholowe i inne, razem z kolegami. Natomiast nowoprzybyli ze średnich klas cytują niefortunne przykłady rasistowskich poglądόw matek ze środowisk “niższych” ktόre zniechęcają kontakty swoich dzieci z dziećmi o ciemniejszym kolorze skόry.
Natomiast z rozmόw z młodymi Polakami (w wieku od 11 lat do 18) widać że rόżnorodność etniczna dzielnicy Lewisham im nie przeszkadza i nie podzielają uprzedzeń swoich rodzicόw. Tak jak rodzice, są zadowoleni z pomocy dla polskich dzieci w szkołach angielskich aby uzupełnić ich znajomość języka angielskiego w najmłodszych latach.W znacznej mierze liczą się ze stałym pobytem w Wielkiej Brytanii, określają siebie jako przedewszystkiem “młodzieżą”, a dopiero na drugim miejscu jako “Polacy”. Tracą już kontakt z Polską jako krajem i ze swoimi rodzinami, choć dalej udzielają się w polskich uroczystościach religijnych i jedzą polskie potrawy.
Brakuje mi pare cennych wątkόw w tym raporcie. Jeżeli dzielimy społeczeństwo nowoprzybyłych Polakόw według ich pochodzenia społecznego to dlaczego nie można też rozrόżnić wypowiedzi według płci. Wyczuwam z wypowiedzi w teksie raportu, ale rόwnież z własnego doświadczenia, że kobiety polskie są bardziej nastawione na integrację ze środowiskiem brytyjskim. Szybciej i sprawniej uczą się języka angielskiego. Rόwnież brakuje mi tu zasadniczego zainteresowania ze strony Lewisham Council w sprawie dalszej integracji choćby przez zachęcanie Polakόw do udziału w radach szkolnych (Governing Boards) i stowarzyszeniach mieszkańcόw (residents albo tenants associations) a rόwnież do wypełnienia etatόw w magistracie lub kandydowaniu na członka rady (borough councillors). Nie piszą też nic na temat głosowania w lokalnych wyborach, szczegόlnie teraz kiedy grozi Polakom utrata praw wyborczych.
Z tego raportu wyłoniono szereg wartościowych wskazόwek jak mogą tradycyjne polskie ośrodki, jak ten w Lewisham, przyciągać większego udziału społeczeństwa polskiego. Budynki te normalnie wyglądają dość surowe w wyglądzie, ze słabym światłem i atmosferą przepełnioną przeszłością. Prowadzone są zazwyczaj przez Zarządy w ktόrych brak świeżej krwi. Raport proponuje wprowadzenie więcej wydarzeń otwartych na świeżym powietrzu, wprowadzenie biura porad, lekcji językόw i klubu sportowego otwartego nie tylko dla młodzieży polskiej, ale rόwnież dla ich kolegόw z innych narodowości. Proponowane są rόwnież kursy gotowania czy pierwszej pomocy i konkursy fotograficzne lub artystyczne. Zewnątrzna ściana budynku powinna wyglądać bardziej kolorowo, a wewnątrz sale powinne być jasne i przejrzyste, z muzyką nowoczesną w tle. Podpisuję się dwoma rękami pod takimi propozycjami. Szkoda że nie udało się uratować w ten sposόb dziesiątki innych ośrodkόw polskich w terenie.
Wiktor Moszczyński 06/01/2017 Tydzień Polski
Są jednak instytucje ktόre mają własną agendę wobec społeczeństwa polskiego i kierują swoje badania w celu uświadamiania jego, czy nawet poprawienia ich bytu. Chcą aby Polacy przestali być tylko obiektem badań i aby stali się tu bardziej samodzielni i integrowali się skuteczniej z brytyjskim otoczeniem. Nie chodzi tu o organizacje polonijne, ktόrym najbardziej powinno zależyć na tych badaniach, bo te normalnie nie posiadają należytych środkόw finansowych do zatrudnienia odpowiednich naukowcόw. Chodzi tu raczej o samorządy, czyli te instytucje brytyjskie ktόre na prawdę będą mogły pomόc społeczeństwom polskim w integrowaniu się z brytyjskim otoczeniem. Aby zapewnić najbardziej skuteczną formę przeprowadzania swoich badań nawiązują kontakty z instytucjami naukowymi w Polsce i z lokalnymi organizacjami polonijnymi.
Przykład takiego raportu przysłano mi tuż przed Nowym Rokiem. Chodzi tu o konkluzje projektu “Londoner-Pole-Citizen” sporządzone w języku angielskim w dzielnicy południowo-londyńskiej – Lewisham, pod redakcją dr Anny Kordasiewicz i Przemysława Sadury. Sprawozdanie wynikło ze wspόłpracy Rady Miejskiej Lewisham z Ośrodkiem Badań nad Migracjami w Warszawie, z Uniwersytetem Londyńskim i z Polskim Ośrodkiem w Lewisham. Wspόłfinansował Senat RP.
Oryginalnym celem badań było wyszukanie drόg do bliższej integracji młodzieży polskiej w życiu społecznym i politycznym na terenie Lewisham. Okazało się że młodzi Polacy są “podwόjnie wykluczeni” bo nie uczęszczają w wydarzeniach organizowanych dla brytyjskiej młodzieży lokalnej i nie należą do żadnych polskich organizacji. Ale rozszerzono tematykę rόwnież do badań nad nikłym wspόłudziałem dorosłych Polakόw w życiu dzielnicy. I rzeczywiście w czasie badań udało się trochę nadrobić te braki. Dla przykładu, zaproszono Polakόw wypełniających ankietę na udział w wyborach na Młodego Burmistrza organizowanych corocznie przez magistrat w Lewisham; ściągnięto działaczy samorządu na warsztaty badawcze w Ośrodku Polskim i zorganizowano Otwarty Dzień w Ośrodku Polskim dla lokalnego społeczeństwa na ktόry rόwnież zjawiło się po raz pierwszy trochę młodzieży polskiej. A magistratat wprowadził nową mapę “Polskiego Lewisham” na swoim portalu w ktόrym zamieszczone są wszystkie lokalne instytucje polskie, kościόł, sklepy spożywcze, polska galeria obrazόw i polscy fryzjerzy. A młodzieżowa organizacja lokalna zorganizowała spacer połączony z pogadanką na temat Janusza Korczaka ktόry przebywał na jakiś czas w Forest Hill niedaleko dzisiejszego Ośrodka Polskiego.
Jeden z ciekawszych spostrzeżeń tych badań było potwierdzenie że Polacy ktόrzy przyjechali po roku 2004 nie mają jednolitych poglądόw a rόżnice uzależnione są w większym stopniu od jakiej klasy społecznej pochodzą. Dotyczy to ich podejścia do szkolenia dzieci, uczestnictwa w zajęciach Ośrodka Polskiego czy nastawienia do innych narodowości. Na przykład w wypadku szkolnictwa migranci ze średnich klas wybierają szkoły z najwyższym poziomem nauczania, a robotnicze rodziny wybierają szkoły ktόry są najbliżej albo są szkołami katolickimi. Natomiast wynik tych upodobań klasowych jest podobny bo ci z klas średnich też wybierają najczęsciej katolickie, ale nie dlatego że są katolickie, ale dlatego że mają wyższy poziom i lepszą dyscyplinę. . Zauważono też że wszyscy rodzice, niezależnie od pochodzenia, są świadomi jak znaleść w statystykach magistratu listę szkόł o nawyższym poziomie. Są rόwnież świadomi jako unikać dla swoich dzieci szkoły gdzie jest najwięcej wypadkόw napaści czy wizyt od policji.
Podobny podział klasowy dotyczy uczestnictwa w Zarządzie i w wydarzeniach Ośrodka Polskiego. Obecny Zarząd wciąż jest jeszcze dominowany przez starą polonię powojenną i ich bezpośrednich potomkόw. Po roku 2004 władze Ośrodka uświadomili sobie że budynek nie będzie miał przyszłości bez wspόludziału z nowszymi przybyszami ale też ta wspόłpraca najłatwiej rozwinęła się z osobami ze średniej klasy społecznej ktόrzy widzieli potencjał rozwinięcia tu działalności kulturalnej i ktόrym imponowało “bardziej kulturalne” starsze pokolenie. Jedna z tych nowszych członkόw zarządu chwaliła się przeczytaniem autobiografii założyciela Ośrodka w roku 1973, Tadeusza Walczaka. Natomiast ci z niższej klasy społecznej nie widzą dla siebie roli w tym bardziej “kulturalnym” środowisku bo wolą miejsce gdzie mogą spotkać sie towarzysko. Dopiero przychodzą do Ośrodka na festyny w ogrόdku gdzie mogą przyjść sami lub z rodzinami i spożyć polskie towary, alkoholowe i inne, razem z kolegami. Natomiast nowoprzybyli ze średnich klas cytują niefortunne przykłady rasistowskich poglądόw matek ze środowisk “niższych” ktόre zniechęcają kontakty swoich dzieci z dziećmi o ciemniejszym kolorze skόry.
Natomiast z rozmόw z młodymi Polakami (w wieku od 11 lat do 18) widać że rόżnorodność etniczna dzielnicy Lewisham im nie przeszkadza i nie podzielają uprzedzeń swoich rodzicόw. Tak jak rodzice, są zadowoleni z pomocy dla polskich dzieci w szkołach angielskich aby uzupełnić ich znajomość języka angielskiego w najmłodszych latach.W znacznej mierze liczą się ze stałym pobytem w Wielkiej Brytanii, określają siebie jako przedewszystkiem “młodzieżą”, a dopiero na drugim miejscu jako “Polacy”. Tracą już kontakt z Polską jako krajem i ze swoimi rodzinami, choć dalej udzielają się w polskich uroczystościach religijnych i jedzą polskie potrawy.
Brakuje mi pare cennych wątkόw w tym raporcie. Jeżeli dzielimy społeczeństwo nowoprzybyłych Polakόw według ich pochodzenia społecznego to dlaczego nie można też rozrόżnić wypowiedzi według płci. Wyczuwam z wypowiedzi w teksie raportu, ale rόwnież z własnego doświadczenia, że kobiety polskie są bardziej nastawione na integrację ze środowiskiem brytyjskim. Szybciej i sprawniej uczą się języka angielskiego. Rόwnież brakuje mi tu zasadniczego zainteresowania ze strony Lewisham Council w sprawie dalszej integracji choćby przez zachęcanie Polakόw do udziału w radach szkolnych (Governing Boards) i stowarzyszeniach mieszkańcόw (residents albo tenants associations) a rόwnież do wypełnienia etatόw w magistracie lub kandydowaniu na członka rady (borough councillors). Nie piszą też nic na temat głosowania w lokalnych wyborach, szczegόlnie teraz kiedy grozi Polakom utrata praw wyborczych.
Z tego raportu wyłoniono szereg wartościowych wskazόwek jak mogą tradycyjne polskie ośrodki, jak ten w Lewisham, przyciągać większego udziału społeczeństwa polskiego. Budynki te normalnie wyglądają dość surowe w wyglądzie, ze słabym światłem i atmosferą przepełnioną przeszłością. Prowadzone są zazwyczaj przez Zarządy w ktόrych brak świeżej krwi. Raport proponuje wprowadzenie więcej wydarzeń otwartych na świeżym powietrzu, wprowadzenie biura porad, lekcji językόw i klubu sportowego otwartego nie tylko dla młodzieży polskiej, ale rόwnież dla ich kolegόw z innych narodowości. Proponowane są rόwnież kursy gotowania czy pierwszej pomocy i konkursy fotograficzne lub artystyczne. Zewnątrzna ściana budynku powinna wyglądać bardziej kolorowo, a wewnątrz sale powinne być jasne i przejrzyste, z muzyką nowoczesną w tle. Podpisuję się dwoma rękami pod takimi propozycjami. Szkoda że nie udało się uratować w ten sposόb dziesiątki innych ośrodkόw polskich w terenie.
Wiktor Moszczyński 06/01/2017 Tydzień Polski
Monday, 19 December 2016
Prawo Pobytu Tak, ale Jakie?
Czy rząd brytyjski szykuje prezent gwiazdkowy dla Polakόw i innych obywateli unijnych w tym kraju w postaci oświadczenia o prawie pozostania? Obawiam się że nie jest jeszcze na to gotowy.
Pytam bo głosy domagające się takiej deklaracji natężają się. Głos 40 obywateli brytyjskich polskiego pochodzenia ktόry ukazał się w tygodniku parlamentarnym “The House” 9 grudnia domagający się “A Fair deal for Poles in UK” był tylko jedną kroplą w rosnącym strumeniu głosόw nawołujących do natychmiastowego uznania prawa pobytu na Wyspach. W niedzielę bardzo wymowna była wspόlna deklaracja centrali związkόw zawodowych i Brytyjskiej Izby Handlowej domagająca się rychłej decyzji jednostronnej o prawie pobytu. Mόwi się co raz częściej że to jest konieczny pierwszy akt nim jeszcze oficjalne negocjacje rozpoczną się. Pozatem 84% społeczeństwa orzekło w sondażu że popiera prawo pozostania dla tych ktόrzy już tu są. W parlamencie pojawiły się już znaczące pytania od wpływowych posłόw na ten temat. Na przykład Hilary Benn, przewodniczący komisji parlamentarnej do Brexitu, pyta czy przygotowywane są specjalne dokumenty dla obywateli unijnych w tym kraju. Minister do spraw wewnętrznych, pani Amber Rudd, odpowiada że nic konkretnego jeszcze nie jest przygotowane, choć ewentualnie specjalne dowody osobiste będą wprowadzane stopniowo dla unijnych obywateli.
Po zatwierdzeniu przez parlament rządowego harmonogramu do wywołania Artykułu 50 przed końcem marca, sprawa Brexitu w parlamencie ucichła nieco, mimo że w prasie skrajnie anty-europejskiej jak “Daily Mail” burza wciąż trwa o rzekomej “zdradzie” elektoratu przez parlamentarzystόw i sędziόw. Na zasadzie że nie ma pełnego zaufania do posłόw, rząd wciąż trzyma swoje karty zakryte, odkrywając je tylko wtedy kiedy już musi. Lecz głόwnym powodem tej tajemniczości pozostaje ciągły brak orientacji w samym gabinecie co do kierunku ktόry ma doprowadzić do ewentualnej umowy z Europą. Brexitowski minister David Davis wylicza czteropunktową formułę celόw negocjacji jako, primo, uzyskanie kontroli nad ilością obywateli unijnych przyjeżdająch w celu osiedlenia, a potem: odzyskanie suwerenności brytyjskich sądόw, jak najszerszy możliwy dostęp do jednolitego rynku unijnego i możliwośc wynegocjowania własnych umόw handlowych z innymi państwami. A więc wciąż, jak to Donald Tusk określił, marzą o tym aby posiadać cały tort, a jednak go skonsumować.
The Times opisuje rzekomy chaos odbywający się na posiedzeniach brytyjskiego gabinetu i jego podrzędnych komitetόw. Brexitowcy jak David Davis i Liam Fox nadają ton i z wielkim optymizmem określają szanse uzyskania umowy zaznaczając że ograniczenie liczby imigrantόw jest pierwszo-planowym celem. Przypominają np. że eksporterzy niemieckich samochodόw dopilnują tego że dalej będzie obowiązywała strefa bezcłowa w Europie dla brytyjskich towarόw. Po czym minister finansόw, Philip Hammond, przypomina z kolei że w żadnym wypadku społeczeństwo brytyjskie nie będzie chciało ponosić strat finansowych wynikających z decyzji wyjścia z Unii a taki właśnie będzie efekt tych ograniczeń w imigracji ktόrych domaga się Davis. Pozatem Hammond zaznacza że na dobrej woli przemysłowcόw niemieckich nie można będzie polegać bo rząd niemiecki i sekretariat w Brukseli kierują się innymi priorytetami. Na to minister rolnictwa, pani Andrei Leadsom, określa wszelką krytykę decyzji o Brexicie jako zdradę państwa. W tej krainie absurdu pani May stara się doprowadzić dyskusję w swoim gabinecie do jakiegoś konkretnego rozwiązania, ale wciąż jezcze bezskutecznie. Ale zgadzają się że będzie potrzebny okres przejściowy między pełnym członkostwem a ostatecznym odejściem.
Lecz w kontowersyjnej sprawie pozostania Polakόw i innych obywateli unijnych wyczuwam że rząd jest zgodny co do samej zasady ale jeszcze uzależnia decyzję od reakcji negocjatorόw unijnych. Pani May poruszyła to dyskretnie na ostatnim szczycie unijnym jako wstępny krok poprzedzający głόwne negocjacje. Miała nadzieję że w tej sprawie negocjatorzy unijni pomogą jej i zaproponują zatwierdzenie praw Brytyjczykόw w krajach Unii Europejskiej. Zawiodła się.
Natomiast, jak można było wywnioskować z wypowiedzi pani Rudd, rząd posunął się już tak daleko że zastanawia się co do metody wykonania tej decyzji o prawie pobytu. Mer Londynu i Londyńska Izba Handlowa proponują specjalny dowόd londyński dla unijnych obywateli w stolicy.Tak samo niezdecydowani jeszcze są lobbyiści starający się uzyskać gwarancje pozostania dla obywateli EU. Sprawy posunęły się już tak daleko że organizacje naciskające na to uznanie stałego pobytu, jak 3Milion, czy New Europeans czy British Future, nie mόwią już tylko “kiedy?”, ale rόwnież “jak?”.
Są dwa głόwne warianty. Pierwszy, zapowiedziany ostatnio przez organizację British Future, uważa że wszyscy obywatele unijni tu obecni powinny uzyskać stały pobyt (“permanent residence”) z tymi samymi prawami w dziedzinie zdrowia, opieki społecznej i oświaty co obywatele brytyjscy. Istnieje obawa że przy obecnym tempie przyznania stałego pobytu zatwierdzenie wszystkim podlegającym pod to prawo przekroczyłoby 150 lat! British Future proponuje więc aby ci ktόrzy już tu przebywają przeszło 5 lat uzyskaliby to prawo automatycznie poprzez rejestr utrzymany przez samorządy lokalne, zaś ci ktόrzy przybyli w ostatnich 5 latach musieliby zwrόcić się do Home Office o załatwienie tej gwarancji. To prawo nie dotyczyłoby już tych co przyjadą tu po marcu 2017 kiedy rozpoczną się oficjalne negocjacje. Ten projekt popierany jest zarόwno przez poplecznikόw pozostania i wyjścia z Unii, przez posłόw ze wszystkich partii, przez Instytut Dyrektorόw i przez związki zawodowe.
Drugi wariant, wspierany przez tzw. Grupę 3Million, obawia się że system wprowadzenia stałego pobytu jest zanadto biurokratyczny i niesprawiedliwy. Wymaga utrzymania szerokiej dokumentacji dotyczacej kontraktόw pracy, pejslipόw, świadectwa podrόży, aktόw ślubu, świadectw szkolnych i dyplomowych a często podania (84 stronicowe) są odrzucone z najrόżniejszych trywialnych powodόw. Członkowie tej grupy uważają że rząd brytyjski powinien stworzyć nowy oddzielny status prawny dla obywateli unijnych tu przebywających niezależnie od tego jak długo tu są.
Osobiście jestem zwolennikiem połączenia obydwu koncepcji. Sympatyzuję z propozycją wprowadzenia nowego oddzielnego statusu, coś jakby na wzόr statusu obywateli irlandzkich czy maltańskich. Rząd brytyjski może, przy dobrej woli, wprowadzić to dość szybko bez oglądania się na państwa europejskie. Nowy status prawny powinien obejmować wszystkich obywateli unijnych, łącznie z ich rodzinami, ktόrzy tu przybyli legalnie przed datą referendum (23 czerwca 2016), ktόrzy nie przyjęli jeszcze obywatelstwa brytyjskiego, posiadają tzw. National Insurance number i ktόrzy nie są winni przestępstwa ani w tym kraju ani w kraju pochodzenia. Osoby te będą miały prawo rόwnoznaczne do obecnych praw obywateli unijnych, a więc rόwnież będą mogli mieć prawo głosu w wyborach lokalnych i ostatecznie prawo ubiegania się o obywatelstwo brytyjskie. Aby przyspieszyć i ułatwić procedurę administracyjną istniejące już dane o nich powinny zarejestrować samorządy lokalne wykorzystując rόwnież do tego wsparcie finansowe i przekaz uzupełniających informacji ze strony Home Office i departamentu od usług społecznych (DWP).
Uważam że czas aby przedstawiciele polonii też zabrali głos na ten temat w połączeniu z innymi grupami nacisku, na zasadzie ktόry wariant będzie mniej szkodliwy dla Polakόw. W międzyczasie powinni namawiać rodakόw do zgromadzenia materiałόw z ostatnich 5 paru lat zatwierdzających ich prawo do pozostania w Wielkiej Brytanii na okres stały. Bo strzeżonych Pan Bόg strzeże.
Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 23/12/2016
Pytam bo głosy domagające się takiej deklaracji natężają się. Głos 40 obywateli brytyjskich polskiego pochodzenia ktόry ukazał się w tygodniku parlamentarnym “The House” 9 grudnia domagający się “A Fair deal for Poles in UK” był tylko jedną kroplą w rosnącym strumeniu głosόw nawołujących do natychmiastowego uznania prawa pobytu na Wyspach. W niedzielę bardzo wymowna była wspόlna deklaracja centrali związkόw zawodowych i Brytyjskiej Izby Handlowej domagająca się rychłej decyzji jednostronnej o prawie pobytu. Mόwi się co raz częściej że to jest konieczny pierwszy akt nim jeszcze oficjalne negocjacje rozpoczną się. Pozatem 84% społeczeństwa orzekło w sondażu że popiera prawo pozostania dla tych ktόrzy już tu są. W parlamencie pojawiły się już znaczące pytania od wpływowych posłόw na ten temat. Na przykład Hilary Benn, przewodniczący komisji parlamentarnej do Brexitu, pyta czy przygotowywane są specjalne dokumenty dla obywateli unijnych w tym kraju. Minister do spraw wewnętrznych, pani Amber Rudd, odpowiada że nic konkretnego jeszcze nie jest przygotowane, choć ewentualnie specjalne dowody osobiste będą wprowadzane stopniowo dla unijnych obywateli.
Po zatwierdzeniu przez parlament rządowego harmonogramu do wywołania Artykułu 50 przed końcem marca, sprawa Brexitu w parlamencie ucichła nieco, mimo że w prasie skrajnie anty-europejskiej jak “Daily Mail” burza wciąż trwa o rzekomej “zdradzie” elektoratu przez parlamentarzystόw i sędziόw. Na zasadzie że nie ma pełnego zaufania do posłόw, rząd wciąż trzyma swoje karty zakryte, odkrywając je tylko wtedy kiedy już musi. Lecz głόwnym powodem tej tajemniczości pozostaje ciągły brak orientacji w samym gabinecie co do kierunku ktόry ma doprowadzić do ewentualnej umowy z Europą. Brexitowski minister David Davis wylicza czteropunktową formułę celόw negocjacji jako, primo, uzyskanie kontroli nad ilością obywateli unijnych przyjeżdająch w celu osiedlenia, a potem: odzyskanie suwerenności brytyjskich sądόw, jak najszerszy możliwy dostęp do jednolitego rynku unijnego i możliwośc wynegocjowania własnych umόw handlowych z innymi państwami. A więc wciąż, jak to Donald Tusk określił, marzą o tym aby posiadać cały tort, a jednak go skonsumować.
The Times opisuje rzekomy chaos odbywający się na posiedzeniach brytyjskiego gabinetu i jego podrzędnych komitetόw. Brexitowcy jak David Davis i Liam Fox nadają ton i z wielkim optymizmem określają szanse uzyskania umowy zaznaczając że ograniczenie liczby imigrantόw jest pierwszo-planowym celem. Przypominają np. że eksporterzy niemieckich samochodόw dopilnują tego że dalej będzie obowiązywała strefa bezcłowa w Europie dla brytyjskich towarόw. Po czym minister finansόw, Philip Hammond, przypomina z kolei że w żadnym wypadku społeczeństwo brytyjskie nie będzie chciało ponosić strat finansowych wynikających z decyzji wyjścia z Unii a taki właśnie będzie efekt tych ograniczeń w imigracji ktόrych domaga się Davis. Pozatem Hammond zaznacza że na dobrej woli przemysłowcόw niemieckich nie można będzie polegać bo rząd niemiecki i sekretariat w Brukseli kierują się innymi priorytetami. Na to minister rolnictwa, pani Andrei Leadsom, określa wszelką krytykę decyzji o Brexicie jako zdradę państwa. W tej krainie absurdu pani May stara się doprowadzić dyskusję w swoim gabinecie do jakiegoś konkretnego rozwiązania, ale wciąż jezcze bezskutecznie. Ale zgadzają się że będzie potrzebny okres przejściowy między pełnym członkostwem a ostatecznym odejściem.
Lecz w kontowersyjnej sprawie pozostania Polakόw i innych obywateli unijnych wyczuwam że rząd jest zgodny co do samej zasady ale jeszcze uzależnia decyzję od reakcji negocjatorόw unijnych. Pani May poruszyła to dyskretnie na ostatnim szczycie unijnym jako wstępny krok poprzedzający głόwne negocjacje. Miała nadzieję że w tej sprawie negocjatorzy unijni pomogą jej i zaproponują zatwierdzenie praw Brytyjczykόw w krajach Unii Europejskiej. Zawiodła się.
Natomiast, jak można było wywnioskować z wypowiedzi pani Rudd, rząd posunął się już tak daleko że zastanawia się co do metody wykonania tej decyzji o prawie pobytu. Mer Londynu i Londyńska Izba Handlowa proponują specjalny dowόd londyński dla unijnych obywateli w stolicy.Tak samo niezdecydowani jeszcze są lobbyiści starający się uzyskać gwarancje pozostania dla obywateli EU. Sprawy posunęły się już tak daleko że organizacje naciskające na to uznanie stałego pobytu, jak 3Milion, czy New Europeans czy British Future, nie mόwią już tylko “kiedy?”, ale rόwnież “jak?”.
Są dwa głόwne warianty. Pierwszy, zapowiedziany ostatnio przez organizację British Future, uważa że wszyscy obywatele unijni tu obecni powinny uzyskać stały pobyt (“permanent residence”) z tymi samymi prawami w dziedzinie zdrowia, opieki społecznej i oświaty co obywatele brytyjscy. Istnieje obawa że przy obecnym tempie przyznania stałego pobytu zatwierdzenie wszystkim podlegającym pod to prawo przekroczyłoby 150 lat! British Future proponuje więc aby ci ktόrzy już tu przebywają przeszło 5 lat uzyskaliby to prawo automatycznie poprzez rejestr utrzymany przez samorządy lokalne, zaś ci ktόrzy przybyli w ostatnich 5 latach musieliby zwrόcić się do Home Office o załatwienie tej gwarancji. To prawo nie dotyczyłoby już tych co przyjadą tu po marcu 2017 kiedy rozpoczną się oficjalne negocjacje. Ten projekt popierany jest zarόwno przez poplecznikόw pozostania i wyjścia z Unii, przez posłόw ze wszystkich partii, przez Instytut Dyrektorόw i przez związki zawodowe.
Drugi wariant, wspierany przez tzw. Grupę 3Million, obawia się że system wprowadzenia stałego pobytu jest zanadto biurokratyczny i niesprawiedliwy. Wymaga utrzymania szerokiej dokumentacji dotyczacej kontraktόw pracy, pejslipόw, świadectwa podrόży, aktόw ślubu, świadectw szkolnych i dyplomowych a często podania (84 stronicowe) są odrzucone z najrόżniejszych trywialnych powodόw. Członkowie tej grupy uważają że rząd brytyjski powinien stworzyć nowy oddzielny status prawny dla obywateli unijnych tu przebywających niezależnie od tego jak długo tu są.
Osobiście jestem zwolennikiem połączenia obydwu koncepcji. Sympatyzuję z propozycją wprowadzenia nowego oddzielnego statusu, coś jakby na wzόr statusu obywateli irlandzkich czy maltańskich. Rząd brytyjski może, przy dobrej woli, wprowadzić to dość szybko bez oglądania się na państwa europejskie. Nowy status prawny powinien obejmować wszystkich obywateli unijnych, łącznie z ich rodzinami, ktόrzy tu przybyli legalnie przed datą referendum (23 czerwca 2016), ktόrzy nie przyjęli jeszcze obywatelstwa brytyjskiego, posiadają tzw. National Insurance number i ktόrzy nie są winni przestępstwa ani w tym kraju ani w kraju pochodzenia. Osoby te będą miały prawo rόwnoznaczne do obecnych praw obywateli unijnych, a więc rόwnież będą mogli mieć prawo głosu w wyborach lokalnych i ostatecznie prawo ubiegania się o obywatelstwo brytyjskie. Aby przyspieszyć i ułatwić procedurę administracyjną istniejące już dane o nich powinny zarejestrować samorządy lokalne wykorzystując rόwnież do tego wsparcie finansowe i przekaz uzupełniających informacji ze strony Home Office i departamentu od usług społecznych (DWP).
Uważam że czas aby przedstawiciele polonii też zabrali głos na ten temat w połączeniu z innymi grupami nacisku, na zasadzie ktόry wariant będzie mniej szkodliwy dla Polakόw. W międzyczasie powinni namawiać rodakόw do zgromadzenia materiałόw z ostatnich 5 paru lat zatwierdzających ich prawo do pozostania w Wielkiej Brytanii na okres stały. Bo strzeżonych Pan Bόg strzeże.
Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 23/12/2016
Wednesday, 7 December 2016
Ukryte Pokolenie
W ostatnim miesiącu zostałem wciągnięty w ciekawą dyskusję na temat roli drugiego polskiego pokolenia powojennego w Wielkiej Brytanii. Chodzi o tych polskich “baby boomers” urodzonych już w Wielkiej Brytanii, czy jeszcze na Bliskim Wschodzie, w pierwszych latach po wojnie. Ich rodzice pochodzili z emigracji żołnierskiej lub z uchodźcόw powojennych ktόrzy przeżyli Syberię lub obozy niemieckie. Oczywiście sam pochodzę z tego pokolenia. Urodzony byłem w rok po wojnie. Mama wywieziona bydlęcym wagonem ze Lwowa spędziła dwie zimy w trzaskającym mrozie wyciągając żywicę z drzew tajgi nie daleko jeziora Bajkał, ojciec odsiedział rok w obozie w Kozielsku. Obydwaj spotkali się pracując w ambasadzie polskiej w Kujbyszewie a potem spotkali się ponownie i pobrali w Londynie jeszcze w 1945 roku. Typowy życiorys tamtych nietypowych lat kiedy każdy Polak i każda Polka przeżywali niedole i tragedie niespόłmiernie bardziej dramatyczne niż mόgł by wyświetlić jakichś hollywoodzki film.
W porόwnaniu z nimi nasze dzieciństwa były anielsko beztroskie. Zyliśmy bezpiecznie w όwczesnej spokojnej Wielkiej Brytanii, pochłonięci szkołą angielską i polskimi tradycjami. Mieliśmy rajskie życie, mimo że na ogόł nasi rodzice nie byli majętni i dopiero powoli się dorabiali w tym obcym środowisku.
Otόz 28 października br. ukazał się artykuł Anny Dobieckiej w “Gońcu Polskim” pod tytułem “Kim Będą Nasze Dzieci”. Artykuł rozpatrywał decyzje dzisiejsze rodzicόw co do przyszłego wychowania swoich pociech. Czy mają pozostać w tradycyjnym polskim getcie? Czy mają się integrować w życie angielskie ale zachowując język polski w domu i polskie tradycje? Czy mają się asymilować w pełni i nawet w domu mόwić już tylko po angielsku? Autorka traktowała ten temat jakby był nowym zjawiskiem. Posługiwała się opiniami nie tylko samych rodzicόw ale rόwnież nauczycieli szkόł sobotnich i rόżnego rodzaju “specjalistόw”, w postaci psychologόw, psychoterapeutόw, autorόw podręcznikόw czy profesorόw na uniwersytetach w Polsce.
Autorka, choć wylicza sumiennie dylematy i opcje obecnych rodzicόw, ani razu nie zastanawiała się nad tym że w Wielkiej Brytanii wychowuje się dzieci polskie od 70 lat i że te dylematy nie są niczym nowym. W moim komentarzu do tego artykułu zwrόciłem uwagę że nie trzeba odkrywać tu nowych teorii. Od 70 lat istnieją parafie polskie i szkoły sobotnie, od 70 lat dzieci polskie chodzą do szkόł angielskich, uczą się biegle angielskiego a swoją wiedzę o Polsce uzupełniają w domu, w szkołach sobotnich, w harcerstwie, w klubach sportowych czy folklorystycznych. Był to okres jeszcze zimnej wojny. Przez pierwsze lata styczność naszego pokolenia z samą Polską była dość słaba ze względu na izolację starej emigracji od tzw. reżymu PRL, ale z czasem polskość wygrywała, młodzież sama już jeździła do Polski, często wbrew woli rodzicόw, i mogła wyrobić sobie własne zdanie na temat realiόw życia w Polsce.
Nasze pokolenie mόwiło, jak teraz, w domu po polsku, w szkole angielskiej po angielsku. Wśrόd naszej młodzieży powstawała podkultura anglo-polska wzbogacająca życie όwczesnej polonii. Ta młodzież integrowała się znakomicie w tkance życia społeczenego, kulturalnego i gospodarczego Wielkiej Brytanii. Co do dylematόw decyzyjnych najnowszych rodzicόw o ktόrych tu mowa powiem w skrόcie że najlepiej duchowo i materialnie z moich rόwieśnikόw wyszli ci co skorzystali z kultury i języka ojczystego rodzicόw a zarazem szkoły i uczelni brytyjskiej. Znaliśmy polskie tradycje świąteczne i (z grubsza) głόwny zarys historii Polski, nie zmienialiśmy nazwisk na język angielski a dzieci nasze z kolei wychowaliśmy w ten sam sposόb. Obecnie w szkołach sobotnich są już dzieci z trzeciego pokolenia starej emigracji powojennej. Natomiast najgorzej wypadaly te dzieci ktόrych rodzice zmieniali nazwiska i mόwili w domu z dziećmi wyłącznie po angielsku. Wόwczas dzieci mόwiły po angielsku ze złym akcenterm, języka polskiego nie poznawały, z rodziną w Polsce nie miały żadnego kontaktu a pόżniej, gdy dorośli, mieli poważne dylematy ze swoją tożsamością. Najbardziej udanym modelem była więc zawodowa integracja, ale bez kulturalnej asymilacji.
Z mojego doświadczenia wynika, że moimi obecnymi najserdeczniejszymi przyjaciόłmi są wciąż koledzy i koleżanki polskiego pochodzenia z mojego pokolenia. Mieliśmy i mamy wciąż życie bogate, dobrze się tu czujemy a jednak sprawami polskimi, a szczegόlnie nową polonią, wciąż się interesujemy. Wielu z nas brało udział w demonstracjach przez Ambasadą PRL w latach stanu wojennego, partycypowało w transformacji gospodarczej i ustrojowej Polski po roku 1990, prowadziło akcje o zniesienie wiz dla Polakόw, o przyłączenie Polski do NATO i UE (Poland Comes Home campaign) i ratowało parokrotnie polskie egzaminy na poziomie GCSE i A level. Ostatnio 40 naszych obywateli brytyjskich polskiego pochodzenia własnym kosztem pokryło opublikowanie 9 grudnia w organie parlamentranym “The House” otwartego listu domagającego się ustabilizowania statusu prawnego Polakόw ktόrzy tu przybyli w ostatnich latach.
Przypomniałem że w tej chwili z tych lat pozostaje pareset tysięcy osόb mόwiących gorzej czy lepiej po polsku, biegle po angielsku, i z dużym poczuciem tożsamości polskiej, ktόrych w ogόle autorka nie dostrzegła. Nawet skomentowałem że traktowano nas jako obcych dinozaurόw z epoki jurajskiej a nie jako odbitkę tego jak może będą wyglądać obecne pokolenia polskich dzieci po 50 latach pobytu w Anglii.
List mόj wywołał gorący odzew wśrόd moich rowieśnikόw wyrażających oburzenie że te nasze pokolenie jest niedostrzeżone. Wyraźnie byli wdzięczni że ten temat poruszyłem. Ale z kolei ten ich odzew też dał mi sporo do myślenia. To dlaczego jesteśmy niezauważeni? Dlaczego autorzy w Polsce i dziennikarze nowszych pism piszą dużo o Polakach w czasie wojny i o problematyce polskiej fali po-unijnej ale rzadko dostrzegają nas? Czemu jesteśmy tym “ukrytym” pokoleniem?
I uświadomiłem sobie dlaczego. Mimo naszych osiągnięć zawodowych w Wielkiej Brytanii i w świecie, mimo utrzymania tradycji polskich i wychowania naszych dzieci w tych samych tradycjach, pozostaje pytanie. Co nasze pokolenie osiągnęło nowego, swojego? Owszem w tej chwili jesteśmy menadżerami rόżnych instytucji i rόżnych organizacji: POSK, YMCA, PUNO, Penrhos, Instytut Sikorskiego, St. Johns Ambulance, Stowarzyszenia Przyjaciόł Polskich Weteranόw, Antokol, harcerstwo, parafie. Kierowaliśmy do ostatnich lat Polską Macierz Szkolną, Towarzystwo Pomocy Polakom i Związek Technikόw. Kierujemy te instytucje nawet, powiedziałbym, dość kompetentnie z dobrą znajomością praktyk I przepisόw brytyjskich. Konsolidujemy, unowocześniami, remontujemy, ale rzadko tworzymy od nowa. Były wyjątki. Takim liderem naszego pokolenia była śp. Ewa Brzeska ktόra prowadziła tzw. Polskie Pokolenie Powojenne, lecz za wcześniej odeszła. Powstawało parę instytucji charytatywnych jak Friends of Poland. Wyjątkiem jest też Polish Heritage Society odpowiedzialne za postawienie szeregu pomnikόw i tablic pamiątkowych, między innymi Polskich Sił Zbrojnych w Arboretum. Ale pozatem nie wiele
Nasze pokolenie naczęściej odziedziczało instytucje od poprzedniego pokolenia ktόre je zakładało. Szło to drogą, jak by to nazwać, “demokratycznej osmozy”. Czasem nawalaliśmy. Nasze pokolenie sprzedało przeszło 30 klubόw SPK porozsianych po całej Wielkiej Brytanii nie licząc się z tym że mogły z niego korzystać nowe pokolenia. Nie uratowaliśmy Dziennika Polskiego bo za mało z nas czytało lekturę polską. Nie mieliśmy własnego pisma, nie zakładaliśmy własnych organizacji. Rzadko o sobie pisaliśmy. “Bigos and Chips” Mike’a Oborskiego był już raczej wyjątkiem. Nie pisaliśmy też o naszych rodzicach; zostawialiśmy to historykom z Polski. Nie pozostawiliśmy po sobie żadnej trwałej literatury ani w języku polskim, ani angielskim. Tak że dorobek mieliśmy, ale nie taki aby pozostawić po sobie stałe ślady. Nie dostrzegają nas nowi przybysze bo się nie afiszujemy. Może jesteśmy za skromni.
Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 09.12.2016
Wednesday, 16 November 2016
Donald Trump – Szansa dla Polski?
8 listopad to kolejny krok w niepowstrzymalnym postępie prawicowych ruchόw populistycznych ktόre dominują co raz bardziej w państwach dotychczas traktowanych jako bufory zachodu. Tradycyjny postępowy liberalizm i wiara w nieograniczony rozkwit wolnego handlu bezcłowego rozpada się po kolei pod każdym nowym ciosem, jak domek z kart. Mamy już Brexit, brutalną reakcję na nieudany zamach w Turcji, nowego gangstera prezydenta Filipin, odrzucenie amerykańsko-unijnego traktatu handlowego, a teraz zwycięstwo Donalda Trumpa.
I tu nie koniec. W ostatnim tygodniu zwyciężyli w wyborach nowi pro-rosyjscy prezydenci w Bułgarii I Mołdawii. Szykują się do wyborόw następne z kolei tuzy radykalnej prawicy, czyli Norbert Hofer w Austrii, i, choć dopiero w maju, Marine Le Pen we Francji a w nadchodzącym referendum we Włoszech grozi rezygnacja obecnego rządu. Co nie znaczy że każde zwycięstwo prawicowych radykałόw jest przesądzone. Lecz wyraźnie obecne wartości ktόre były podstawą ustrojόw państw zamożniejszych i wyraźnym modelem dla rozwijających się państw w Azji, Ameryce Południowej i Afryce, teraz stoją przed znakiem zapytania.
Wiemy już teraz że Donald Trump nie jest jakimś ideologiem prawicy. Jest raczej cynicznym oportunistą ktόry kieruje się przedewszystkiem wiarą w swόj własny geniusz. Nie znosi krytyki ale da się skusic pochlebcom, nawet tych na Kremlu.
Jednak trzeba się liczyć z tym że w jakimś stopniu swoje przyrzeczenia wyborcze Trump będzie chciał spełnić. Na pierwszym planie jest sprawa “America first” w polityce gospodarczej i militarnej. Trump wierzy w selektywny protekcjonizm gospodarczy. Chce renegocjacji układόw wolnego handlu z Kanadą i Meksykiem, narzucić cło 35% na produkty z Meksyku i 45% na produkty z Chin. Podważa rόwnocześnie zasadniczy artykuł 5 karty NATO w ktόrym mόwi się o automatycznym staniu w obronie członka ktόry zostanie zaatakowany. Trudno o bardziej skrajny skręt w polityce międzynarodowej, a szczegόlnie wobec Chin ktόrej niemal że wypowiada wojnę handlową i wobec Rosji do ktόrej sygnalizuje chęć osłabienia NATO i przekazania jej wolnej ręki w Syrii i na Ukrainie.
I tu nie kończy się jego radykalizm. Zapowiada wydalenie 3 milionόw meksykańczykόw i innych nielegalnych imigrantόw z południa, wycofanie się USA od finansowania walki z globalnym ociepleniem (w ktόre nie wierzy), wprowadzenie nowych sędziόw w sądzie najwyższym ktόrzy wzmocnią prawa do posiadania broni i zmniejszą prawa do aborcji, obniżenie podatkόw od dochodu, likwidację podatkόw spadkowych, obcięcie podatkόw dla firm, i wprowadzenie masowych inwestycji infrastrukturalnych ktόre jeszcze bardziej zadłużą Stany Zjednoczone. Zapowiedział też likwidację reform prezydenta Obamy w służbie zdrowia, choć w tej sprawie już dwukrotnie zmienił zdanie od czasu wyborόw. Ekeft tych zmian na gospodarkę i na bezpieczeństwo na skali światowej będzie piorunujące, nawet jeżeli wykona tylko część swojego mandatu wyborczego.
Przywόdcy europejscy zareagowali żle na tą zmianę wiatru z Ameryki. Prezes Komisji Jean-Clause Juncker oświadczył że “musimy nauczyć Prezydenta Trumpa czym jest i jak pracuje Europa bo jego poglądy mogą podważyć stosunki USA-EU fundamentalnie i strukturalnie”. Angela Merkel potwierdziła że może być wspόłpraca ale tylko “na zasadach szanowania wspόlnych wartości demokracji, wolności, szacunku dla prawa i szacunku dla człowieka niezależnie od pochodzenia, koloru skόry, wiary, płci, orientacji seksualnej czy poglądόw politycznych”. Theresa May stwierdziła że wspόłpraca może być tylko na zasadach wolnego handlu międzynarodowego. Gianni Pittella, przywόdca socjalistόw w parlamencie europejskim, określił Trumpa jako “wykaz wirusa ktόry rozposciera się w Stanach i w Europie. UE winna być przeciwciałem tego wirusa”. Lider liberałόw Guy Verhofstadt wyrażnie żałował że nie wygrała Hillary Clinton jako pierwsza kobieta prezydent z ktόrą Europa dobrze by wspόłpracowała.
Dla większości przywόdcόw państw unijnych zwycięstwo Trumpa było nieprzewidzialnym szokiem, tak jak w czerwcu nieprzewidzialnym szokiem był wynik referendum w Wielkiej Brytanii. Lecz to samo zaślepienie przywόdcόw europejskich świadczy jak bardzo żyją w swoim świecie hermetycznym, bez świadomości tego jak bardzo ich ideały i cele polityczne przestały być realne dla ich własnych obywateli. Ich odpowiedzią na Brexit było dalsze zatwierdzenie błędnej polityki monetarnej wobec euro i utrzymanie zasady wolnego poruszania się obywateli unijnych, a zarazem wprowadzenie koncepcji wspόlnej armii europejskiej, ktόra właściwie jest zaprzeczeniem istnienia NATO i jakby uzasadnieniem krytyki nie tylko Trumpa ale całego amerykańskiego establishmentu wojskowego wobec polityki bezpieczeństwa UE. Zwołano zebranie europejskich ministrόw spraw zagranicznych, ktόrą zresztą Wielka Brytania, Francja i Węgry zbojkotowały, any uzgodnić wspόlny front wobec nadchodzących zmian w polityce amerykańskiej. Skończyło się uprzejmym zaproszeniem dla Trumpa aby przyjechał do Brukseli.
Jeśli przywόdcy europejscy myślą że Trump będzie chciał słuchać ich wywodόw na temat zmian klimatycznych, czy przewagi wolnego handlu międzynarodowego, czy konieczności dalszego przyjmowania uchodźcόw, to się grubo mylą.Trump już to wszystko raz wysłuchał a jednak przeciwnikόw pokonał. W sprawie NATO Trump jest wciąż jeszcze ambiwalentny. Nie odpisał tej instytucji jeszcze na straty choć kwestionował jej skuteczność i słusznie narzekał że wielu zamożnych państw w Europie i w Azji poszukuje ochrony ze strony Ameryki a nie są gotowi za to należycie zapłacić. Putin też kusi. Chce przekonać Trumpa że czas już uznać prawo Rosji do Krymu i do wschodniej Ukrainy, do zniesienia sankcji przeciw Rosji i do wprowadzenia pasu zdemilitaryzowanego między NATO a Rosją. Trump osobiście chciałby załatwić taką umowę. Sprawa wisi na ostrzu noża. Ale trzeba przyznać że głόwni nowi doradcy Trumpa z Partii Republikańskiej, jak Reince Priebus czy Rudy Giuliani, mają bardziej sceptyczne nastawienie do Putina.
Rząd Polski też był zaszokowany zwycięstwem Donalda Trumpa choć wielu zwolennikόw rządu, jak Ryszard Czarnecki, wyraźnie byli zadowoleni. “Ci ktόrzy straszą Trumpem,” chełpi się Czarnecki, “to ci sami ludzie ktόrzy straszą Jarosławem Kaczyńskim i PiSem.” Minister Waszczykowski wyraził słuszne obawy co do rzetelności zaangażowania przezydenta-elekta do obrony wschodniej flanki NATO. Ale tu właśnie leży szansa dla Polski. Obecny rząd Polski, jako czarna owca Europy, chyba najszybciej będze mόgł się dogadać z Trumpem, czarną owcą Ameryki. Polska płaci należną kwotę 2% budżetu państwowego na wydatki obronne (co Trump sam przyznał na spotkaniu z Kongresem Polonii Amerykańskiej w Chicago), ma poglądy zgodne z Trumpem w sprawie protekcjonizmu gospodarczego, zmian klimatycznych, groźbą najazdu uchodźcόw, a szczegόlnie muzułmańskich, czy ochrony życia poczętego. Polska nie ma zamiaru w tych sprawach pouczać Trumpa cokolwiek a wystarczy jej tylko koncentrować się na sprawach bezpieczeństwa, i najwyżej jeszcze możliwości przyjazdόw bezwizowych Polakόw do USA. I dlatego w tych sprawach Trump będzie chętniej słuchał wypowiedzi politykόw polskich raczej niz przedstawicieli innych państw europejskich. Możliwe że to znόw Polska będzie miała szansę przemόwić skutecznie w imieniu obronności nie tylko własnej, ale całej Europy, choć będzie to ciężka pigułka do przełknięcia dla demokratycznych przeciwnikόw PiSu zarόwno w Polsce jak i za granicą.
Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 18/11/16
Monday, 31 October 2016
Przyjaciele Putina z lewa i z prawa
Działalność agenturalna dyktatury putinowskiej rośnie na całym świecie. Obecne cele polityki rosyjskiej porόwnuje się do poprzedniego sowieckiego imperializmu. Lecz to jednak nie to samo. Polityka Stalina i Breżniewa wspierała ideologię alternatywną wobec liberalnego “wolnego” Zachodu. Oparta była na zasadzie promowania, w imieniu światowego proletariatu, totalitarnego systemu rządzenia gdzie społeczeństwo pozbawione jest wszelkiej podmiotowości poza wolą kierującej partii. Ta ideologia apelowała przedewszystkiem do ludzi o poglądach lewicowych wrogo nastawionych do działania wolnego rynku. Natomiast ideologia Putina jest bardziej subtelna opierająca się w Rosji na monopolizowaniu władzy przez elementy nacjonalistyczne i religijne, a poza Rosją na udowodnieniu że demokratyczny system władzy i działalność globalnej gospodarki zachodniej jest tak samo skompromitowany jak system w Rosji. Otoczka cynizmu jest niby ta sama co była za Sowietόw, ale w wypadku polityki Putina ten cynizm jest nie tylko otoczką, jest rόwnież i “mięsem” tej potrawy. Bo jego cel osobisty jest prosty - utrzymać się przy władzy, kosztem wszystkiego i wszystkich, nawet Rosji.
Widzimy rosnące wpływy tej polityki przy stałym kurczeniu się wpływόw gospodarczych, politycznych i kulturalnych liberalnego Zachodu. Nawet wielkie osiągnięcia i szerokie kulturalne wpływy kalifornijskich korporacji informatycznych jak Google i Facebook są już pod stałym obstrzałem ograniczeń cenzury w Rosji, w Chinach, w Turcji, w państwach muzułmańskich, a nawet na Filipinach. Rosja wkracza na Krym, ich wojska okupują wschodnią Ukrainę, ich pociski zestrzeliwują bezkarnie malezyjski samolot cywilny, ich lotnicy bombardują szpitale w Aleppo i ONZowski konwόy pokojowy, ich łodzie podwodne wprowadzają nuklearną broń do Kaliningradu, ich czołgi czyhają złowieszczo przy Moście Przyjaźni na granicy estońskiej. A świat zachodni zmuszony jest ograniczać swoje reakcje do głośnych protestόw i do wprowadzenia długoterminowych sankcji ktόre zdają się być rόwnie szkodliwe dla Zachodu jak i dla gospodarki rosyjskiej. To tak jak by się biło kąsającego węża tylko po ogonie, a więc bezskutecznie, lecz rόwnocześnie rozwścieczając go.
Putin jest dużo skuteczniejszy w swojej polityce zagranicznej niż rządy zachodnie bo głόwnymi priorytetami jego polityki kieruje on sam i nie musi się na kimkolwiek opierać czy przed kimś tłumaczyć. Nie liczy się z żadnym parlamentem czy wolną prasą czy nawet z “opinią światową”, z ktόrą Sowiety kiedyś musiały się liczyć. W Rosji wystarcza mu monopol w mediach i ostra kontrola innych środkόw przekazu medialnego, a za granicą medialna dezinformacja i wsparcie finansowe dla ruchόw odzwierciedlających jego wrogość wobec elit zachodnich z lewa i z prawa. Widzimy to w jego wyraźnym poparciu dla kandydatury Trumpa w amerykańskich wyborach, dla UKIPu i dla Brexitu na Wyspach, dla Narodowego Frontu we Francji (ktόra dostała ostatnio pożyczkę 9m euro z rosyjskiego banku), dla nacjonalistycznej partii Jobbik na Wegrzech i dla Ligii Pόłnocnej we Włoszech. To Farage, przywόdca UKIPu, chwalił w czerwcu Putina odnośnie Brexitu jako “większego męża stanu niż Obama”. Wywiad rosyjski rόwnież popiera w Austrii skrajnie prawicową kandydaturę Norberta Hofera w grudniu, a obecnie kandydaturę pro-rosyjskiego przywόdcę partii socjalistycznej, Igora Dodona, na prezydenta dotychczasowej pro-unijnej Mołdawii. Wszystkie te partie są wrogo nastawione do Unii Europejskiej, potępiają sankcje finansowe przeciw Rosji i krytykują decyzje NATO w sprawie obrony wschodnich rubieży Sojuszu.
W Wielkiej Brytanii widać ich wpływy nawet w partii konserwatywnej. Dyrektor euro-sceptycznej tzw. Grupy Bruges, Robert Oulds, występuje często w angielskojęzycznej tubie propagandowej RT, mόwi o “hitlerowcach” (czyli mόwi o legalnym rządzie Ukrainy) grożących “republice donieckiej” I apeluje aby oswobodzić więcej terenu Ukrainy od rządόw “junty kijowskiej”. Innym razem nawet wyraził zrozumienie dla “rosyjskiej doktryny wojennej unicestwienia wroga” z myślą o przeciwnikach Assada w Syrii. Założycielem i pierwszym honorowym Dyrektorem Bruges Group była kiedyś Margaret Thatcher ale miała zupełnie inne poglądy. Oulds był na krόtko zawieszony jako członek partii konserwatywnej za popieranie sojuszu wyborczego z UKIPem ale jest już znόw pełnoprawnym członkiem.
Nie jest on sam. Ben Harris-Quinney, przewodniczący innego ugrupowania konserwatystόw, tzw. Bow Group, też przemawiał w Moskwie z krytycznymi uwagami na temat obecnych sankcji unijnych przeciw Rosji a na występie w telewizji RT potępiał zachodni “spacer w śnie w kierunku wojny i konfliktu z Rosją”. Trzeba pamiętać że obecnie RT ma przeszło 700,000 słuchaczy w Wielkiej Brytanii. Według artykułu Andrew Gilligan w “Sunday Times” w ostatniej dekadzie Rosja wprowadziła już 10 nowych fundacji kulturalnych i oświatowych ktόre szerzą subtelną dezinformację wśrόd pracownikόw naukowych i społecznych w tym kraju. Agenturom rosyjskim wtorują rόwnież rosyjscy oligarchowie w tym kraju, choćby żeby zabezpieczyć swoje interesy w Rosji.
Ale rόwnie groźne są wpływy rosyjskie na lewicę. Chcą przedewszyskiem powiększyć swoje wpływy w związkach zawodowych i przez to w Partii Pracy. Jeremy Corbyn ma otwartych sympatykόw Putina w swoim najbliższym otoczeniu, łącznie ze swoim głόwnym rzecznikiem prasowym Seumas Milne, ktόry przez wiele lat systematycznie bronił i tłumaczył Putina na łamach “Guardian’a”.
Poważniejszym tu elementem jest sprawa największego związku zawodowego Unite, posiadające 1,4 milion członkόw a gdzie pare tysięcy polskich pracownikόw też zapisało się do Związku. Kluczową figurą jest tu Andrew Murray, szef sztabu Związku Unite, ktόry koordynuje prace 10 regionόw Związku. Murray jest wieloletnim członkiem Partii Komunistycznej i całe życie był zwolennikiem Związku Sowieckiego i jego rosyjskich następcόw. Jego rolą jest dopilnowywanie wyboru pro-rosyjskich kandydatόw do władz Unite. Następne wybory mają mieć miejsce w grudniu ale trzymane są we względnej tajemnicy aby zabezpieczyć wybόr tych kandydatόw przy jak namniejszej frekwencji.
Murray jest rόwnież głόwnym zarządcą Stop the War Campaign ktόra obejmuje wielu członkόw Unite i Partii Pracy. Do niedawna przewodniczył temu ruchowi Jeremy Corbyn nim został przywόdcą Labour Party, choć Corbyn dalej identyfikuje się z tym pacyfistycznym ruchem. Historycznie organizacja ta powstała w roku 2001 jako protest przeciwko inwazji Iraku. W praktyce głόwnym obecnym celem tej organizacji jest protestowanie przeciw interwencjom militarnym, ale tylko Zachodu lub ich sojusznikόw, nigdy przeciw interwencjom ze strony Rosji. Mόwią że nie chcą demonstrować przed ambadadą rosyjską bo byłoby to “prowojenną prowokacją”. Nie potępili nigdy inwazji na Gruzję, ani na Krym ani bombardowanie Aleppo przez Rosjan a określili zeszłoroczną masakrę w Paryżu jako “zbieranie owocόw zachodniego wsparcia dla teroru na Bliskim Wschodzie”.
Uważam że jest naszym obowiązkiem aby poinformować w odpowiednim czasie licznych polskich członkόw tego związku o nadchodzących wyborach do zarządu (Executive Committee) związku Unite aby mogli w pełnej świadomości wybrać kandydatόw do nowych władz Związku ktόrzy nie byli kiedyś sympatykami niewoli sowieckiej w Polsce i masakry w Katyniu, a teraz zwalczają zachodni system bezpieczeństwa na ktόrym obecna wolność Polski się opiera.
Wiktor Moszczyński - 4 listopad 2016 Tydzień Polski
Kim Będą Nasze Dzieci
Szanowna Redakcjo Gońca Polskiego!
Teraz
Wtedy.
28 października ukazał się artykuł Anny Dobieckiej w “Gońcu Polskim” pod tytułem “Kim Będą Nasze Dzieci”. Artykuł rozpatrywał decyzje rodzicόw co do przyszłego wychowania swoich dzieci, czy jako asymilanci, czy jako integraliści, czy jako tradycjonaliści. Autorka posługiwała się opiniami nie tylko samych rodzicόw ale rόwnież nauczycieli szkόł sobotnich i rόżnego rodzaju “specjalistόw”, w formie psychologόw, psychoterapeutόw, autorόw podręcznikόw czy profesorόw na uniwersytetach w Polsce.
Autorka, choć wylicza sumiennie dylematy, argumenty i opcje obecnych rodzicόw, ani razu nie zastanawia się nad tym że w Wielkiej Brytanii wychowuje się dzieci polskie od 70 lat! Nic nowego pod słońcem. Nie trzeba odkrywać tu nowych teorii. Od 70 lat istnieją parafie polskie i szkoły sobotnie, od 70 lat dzieci polskie chodzą do szkόł angielskich, uczą się biegle angielskiego a swoją wiedzę o Polsce uzupełniają w domu, w szkołach sobotnich, w harcerstwie, w klubach sportowych czy folklorystycznych. Szczegόlnie ruchliwe w tym zakresie były lata 50, 60 i 70 kiedy polonia brytyjska (wόwczas jeszcze emigracją pożołnierską) była dość liczna, patriotyczna, zakładała polskie sklepy i instytucje samopomocy i naukowe, budowała kościoły i kluby polskie w miastach prowincjonalnych, a w Londynie powstawał POSK, Klub Orła Białego i Polski Uniwersytet na Obczyżnie a regularnie wychodził Dziennik Polski i liczne publikacje towarzyskie i naukowe. Był to okres jeszcze zimnej wojny. Przez pierwsze lata styczność tych dzieci z samą Polską była dość słaba ze względu na izolację starej emigracji od tzw. reżymu PRL, ale z czasem polskość wygrywała, młodzież sama już jeździła do Polski i mogła wyrobić sobie własne zdanie na temat realiόw życia w Polsce.
W latach 70 ych przyjeżdzało znόw wiele kobiet z Polski a one z kolei zakładały rodziny, miały swoje dzieci, wychowane niby inaczej niż dzieci pierwszych emigrantόw, ale faktycznie z tym samym wynikiem. Wśrόd młodzieży była ta sama podkultura anglo-polska wzbogacająca życie όwczesnej polonii ale też i świata brytyjskiego. Ta młodzież też integrowała się znakomicie w tkance życia społeczenego, kulturalnego i gospodarczego Wielkiej Brytanii.
Przeciez w tej chwili z tych lat pozostaje parest tysięcy osόb mόwiących gorzej czy lepiej po polsku, biegle po angielsku, i z dużym poczuciem tożsamości polskiej. Czy nie powinna była autorka zwrόcić uwagę nie tylko na specjalistόw ale rόwnież na autentyczne żyjące wzory wychowywania polskich dzieci w Wielkiej Brytanii? To tak jakby traktowano nas jako obcych dinozaurόw z epoki jurajskiej a nie jako potencjalnych wzorόw tego jak będą wyglądać obecne polskie dzieci po 50 latach pobytu w Anglii.
Co do dylematόw decyzyjnych o ktόrych tu mowa powiem w skrόcie na podstawie mojego własnego doświadczenia (jestem urodzony w Londynie w roku 1946), że najlepiej duchowo i materialnie wyszli na tym ci co skorzystali z kultury i języka ojczystego rodzicόw a zarazem szkoły i uczelni brytyjskiej. W w domu mόwili po polsku, w szkole po angielsku, znali polskie tradycje świąteczne i (z grubsza) głόwny zarys historii Polski, nie zmieniali nazwiska a dzieci z kolei wychowali w ten sam sposόb. Obecnie w szkołach sobotnich są dzieci pierwszego pokolenia z nowej fali pounijnej i dzieci z trzeciego pokolenia starej emigracji powojennej.
Natomiast najgorzej wypadly te dzieci ktόrych rodzice zmieniali nazwiska i mόwili w domu z dziećmi wyłącznie po angielsku. Wόwczas dzieci mόwiły po angielsku ze złym akcenterm, języka polskiego nie poznały, z rodziną w Polsce nie miały żadnego kontaktu a pόżniej gdy dorośli mieli poważne dylematy ze swoją tożsamością. Najbardziej udanym modelem była integracja ale bez asymilacji.
W moim doświadczeniu moimi obecnymi najserdeczniejszymi przyjaciόłmi są wciąż inni koledzy i koleżanki polskiego pochodzenia z mojego dzieciństwa. Mieliśmy i mamy wciąż życie bogate, dobrze się tu czujemy a jednak sprawami polskimi, a szczegόnie nową polonią interesujemy się wciąż. Wielu z nas partycypowało w transformacji gospodarczej i ustrojowej Polski po roku 1990, prowadziło akcje o zniesienie wiz dla Polakόw, o przyłączenie Polski do NATO i UE (Poland Comes Home campaign) i ratowało parokrotnie polskie egzaminy na poziomie GCSE i A level. Przykładem naszej polskości są instytucje prowadzone teraz przez nasze pokolenia jak POSK, czy parafie i koła kombatanckie, czy Instytut Sikorskiego, jak rόwnież ostatnio list wysłany dp premiera Wielkiej Brytanii Theresy May domagający się ustabilizowania statusu prawnego Polakόw ktόrzy tu przybyli przed decyzją o Brexicie (a ktόry list redakcja Gońca Polskiego nie miała dotychczas widocznie okazji do wydrukowania).
Łacze wyrazy poważania
Wiktor Moszczyński
Subscribe to:
Posts (Atom)





