Sunday, 16 June 2013

Nadchodzi Zmierzch Ery Donalda Tuska

“Wszystko w tej Polsce rozkradają,” mówi mi w POSKlubie nowoprzyjezdny z Polski. “Gospodarka w rękach ludzi ze starego układu,nwszędzie korupcja,“zapewnia mnie. “Nic dla nas Polaków nie zostaje w Polsce bo nie ma pracy, chyba że należysz do mafii rządzacej,” mówi mi dobry znajomy który przyjeżdza do Anglii co roku od dwunastu już lat. “Nawet emerytury nam rozkradli i każą dłuzej pracowaċ.” Tu w Londynie, znamy już te stałe Jeremiady o Polsce i o katastrofalnym życiu w tym biednym nadwiślańskim kraju znajdującym się pod jakimś “nowym zaborem dyktatora von Tuska”. Przecież “wszyscy” wiedzą o tym że w Polsce są sfałszowane wybory i o wszystkim decyduje “inna stolica”. (Ale która?) Włosy stoją mi dęba na głowie gdy to słyszę. I to nie tylko powtarzają ludzie prosci. Od czasu do czasu Koło Członków Indywidualnych Zjednoczenia Polskiego zaprasza z Polski jednostki ze świata medialnego czy ludzi chwalących się tytułem Profesora ktorzy w kwiecistych słowach podkreślają agenturalną działalnośċ prezydenta i premiera a świetlaną przyszłośċ widzą tylko w obaleniu obecnego ustroju. Wtedy dopiero Polska ma odzyskaċ swoją suwerennośċ, przybliżyċ się do nauk Kościoła i daċ sobie radę z korupcją i agentami. Rzeczywiście ostatnie sondaże wykazują zbliżenie się procentu poparcia dla PiSu I PO, mimo że od sześciu lat dominowała w sondażach Platforma. Już od ostatnich wyborów parlamentarnych w roku 2011 Platformę opuściło około 40% zwolenników. Poparcie procentowe opadło z 42% do 23%. Tymczasem poparcie dla PiSu wzrosło do 27%. Na lewicy wzrosło poparcie dla SLD ale tylko do 9% a Ruch Palikota już się wypalił. PO traci poparcie na lewicy i na prawicy, ale przedewszystkiem wielu poprzednich wyborców może w ogóle nie będzie głosowaċ. Najbardziej PO stracił wyborców wśród najstarszych i najmłodszych, mieszkańców wielkich miast i osób z wyższym wykształceniem. Przełom w kierunku PiS świadczy o dramatycznym upadku w zaufaniu dla partii rządzącej. To jakby potwierdzało te negatywne oceny dzisiejszej Polski które słyszymy tu co raz częściej. To niezadowolenie widaċ przedewszstkiem w Warszawie gdzie obecny ambitny burmistrz Ursynowa zorganizował masową petycję w celu odwołania doświadczonego prezydenta miasta Warszawy, Hannę Gronkiewicz-Waltz, która mimo wyraźnych sukcesów przy wieloletnim urzędowaniu obecnie popełnia jedną gafę po drugiej. Rzeczywiście grozi jej utrata mandatu. Według marcowych badań CBOS 68% respondentów wyraziło opinię że Polska zmierza w złym kierunku, a 54% oceniło polityczną sytuację w kraju jako złą a 33% jako przeciętną. Zdaniem 64% respondentów CBOS w specjalnym sondażu w kwietniu o nastrojach społecznych podało że “Polskę czeka nasilenie społecznych protestów”, a 14% że dojdzie do “wybuchu poważnego konfliktu społecznego”. Te same badania wykazały wzrost pesymizmu nawet wśród zwolenników Platformy wśród których tylko 22% wierzyło że sytuacja w kraju będzie się uspakajaċ. A więc czy wreszcie dochodzimy do dawno przez prawicę zapowiadanego końca ery Donalda Tuska? Czy już w roku 2015 powrócą rządy Kaczyńskiego, które nie dawno temu wydawały się tylko mrzonką sympatyków prawicy polskiej? Przy tych negatywnych ocenach sytuacji politycznej i gospodarczej Polski zaskoczyły mnie wyniki porównawczego sondażu przeprowadzonego przez Pew Research Center i poświęcone wszystkim krajom europejskim. Okazuje się że Polacy są mimo wszystko niemal najszczęśliwszym krajem w bardzo nieszczęśliwej Europie. Przy całym utyskiwaniu Polaków na gospodarkę 27% uważa że sytuacja gospodarcza Polski jest dobra. Przygnębiające? Może tak, ale większośċ państw europejskich wykazuje jeszcze bardziej przygnębiające wyniki. W Wielkiej Brytanii tylko 15% pytanych uważa sytuację gospodarczą jako dobrą, w Czechach 20%, we Francji tylko 9%. Już pomijam poczucie beznadziejności państw śródziemnomorskich gdzie zaledwie 1% Greków, 3% Włochów i 4% Hiszpanów jest zadowolonych z sytuacji gospodarczej. Szczęśliwi w Europie są tylko Niemcy. Tak samo badania rodzin polskich co dwa lata przez Uniwersytet Warszawski pod czapką “Diagnoza Społeczna” wykazują że procent Polaków zadowolonych z własnego życia wzrósł przez 20 lat od 50% do 80% a podobny odsetek rodzin uważał że ich “dochody wystarczają na zaspokojenie potrzeb”. Z tych 58% uważa ze ich sytuacja materialna nie pogorszy się w najbliższych latach. Ocena ta oparta jest na ich obecnych warunkach materialnych. Ale to nie zawdzięczają politykom bo tylko “8% Polaków widzi związek między działaniami władzy a kondycją osobistą”. Potwierdzają te wyniki wyżej wymienione marcowe badania CBOS. W pytaniach o sytuację rodzin i zakładów pracy 41% stwierdziło że żyje im się dobrze a 46% że przeciętnie, a tylko 13% jako źle. 38% respondentów określało warunki życia gospodarstwa domowego jako dobre, 48% jako przeciętne , a tylko 14% jako złe. Tylko 19% uważało że sytuacja ich w zakładzie pracy jest zła. Tylko 13% uważało że domowe warunki materialne pogorszą się. Widaċ pesymizm, niezadowolenie, niepokój o przyszłośċ kraju, ale nie koniecznie o przyszłośċ własnej rodziny czy zakładu pracy. Jednym z problemów rządu Tuska jest fakt że jego ekipa rządzi długo. Tusk jest jedynym politykiem w historii Trzeciej Rzeczpospolitej które wygrał po raz drugi wybory. Dominuje scenę polityczną od roku 2007. Koncentracja władzy w jego rękach jest jeszcze bardziej skupiona niż za rządow Leszka Millera i Jarosława Kaczyńskiego. Jak na doświadczenia demokratycznej Polski jest to okres bardzo długi. Czy może za długi? Czy zdani jesteśmy na burzliwą dwuletnią agonię rozpadającego rządu? Jak widaċ z powyższych sondaży negatywna ocena przyszłości państwa nie odzwierciedla pozytywny obraz własnego stanu posiadania. To nie są nastroje rewolucyjne. Podział trzystronny wśród respondentów negatywnych między zwolennikami PiSu, zwolennikami lewicy a tych nie zamierzających głosowaċ w ogóle, oznacza że nie ma jeszcze wiary większości społeczeństwa skupionej na alternatywnym wybawcą. Może ekipa Tuska nie jest w stanie na razie uzależniċ nastrojów społecznych od świadomości własnego względnego dobrobytu. Lecz jeżeli sytuacja gospodarcza nie pogorszy się dramatycznie rząd mógłby jeszcze odzyskaċ zaufanie społeczeństwa. Co przedewszystkiem przeszkadza rządowi? Brak wizji na przyszłośċ. Opierali się trtadycyjnie na tym że są gospodarczo kompetentni, nie będą podejmowaċ szaleńczych kroków w polityce społecznej i że nie przyniosą Polsce wstydu za granicą. A więc że są zaprzeczeniem PiSu. Na tej podstawie dwukrotnie wygrali wybory, nawet kosztem lewicy których zwolennicy bardziej bali się ciemnogrodu PiSu niż wolnorynkowych haseł PO. Ale teraz to nie wystarcza. Nawet w wypadku tragedii smoleńskiej widąc było że przez długi okres większośċ odrzucało teorie spiskowe prawicy czekając na potwierdzenie całej prawdy ze strony rządu. Ale nawet tu rząd nie daje konkretnej alternatywy odkładając wciąż ostateczne ogłoszenie wyników badań. Tą próżnię informacyjną co raz bardziej wypełniają opinie wybujałych fantazji rzeczników opozycji i ich ekspertów. Najbardziej rządowi grozi utrata wiary wśród tych którzy jeszcze nie dorobili się – a więc ludzi młodych. To oni byli kiedyś największymi oponentami rzadow PiSu którzy widzieli w Tusku zbawiciela. Ale dzisiejsza młodzież rządów braci Kaczyńskich już nie pamięta. Biurokratyczna lewica też rzadko ich pociąga, choc w pewnym okresie zapalili się do radykalnych haseł przegranego już Palikota. Inna wizja jest potrzebna gdy cała niemal Europa wali się i pali a w prosperującej dotychczas Polsce zapowiada się niski wzrost gospodarki i duże bezrobocie na następne pare lat. Czy jeszcze im może Tusk zaproponowaċ jakąś optymistyczną perspektywę? W ostatnim wywiadzie dla “Polityki” na początku czerwca Tusk określił swój project polityczny jak następuje: “Pomnażaċ dobro wspólne, minimalizowaċ ryzyko – to było i jest nasze zadanie.” Liczy na to że odpowiednie rozporządzenie 400 mld złotych z Unii Europejskiej “daje nam szanse na drugi skok cywilizacyjny”. Z takimi hasłami jednak Tusk nie uratuje Hanny Gronkiewicz i nie poderwie społeczeństwa, a szczególnie nie młody elektorat i bezrobotnych. Nie wystarczy dobrze gospodarzyċ, trzeba zagraċ na wyobraźni, daċ nadzieję. Trzeba wyskoczyċ z prozy i zagraċ poezją. Niestety nie widzę jeszcze w tym rządzie ani poetów, ani młodych “Platformiaków” którzy mogliby, jeżdząc po kraju w legendarnym “Tuskobusie”, poderwaċ nowych zwolenników i wskrzesiċ ponownie poparcie swojego starego elektoratu. Czasu jest już bardzo mało. Wiktor Moszczyński “Dziennik Polski” 21 czerwca 2012

Tuesday, 28 May 2013

Wyprowadziċ Sztandary

“Wyprowadziċ sztandary” padł rozkaz. Eleganccy panowie w granatowych beretach i blejzerach, opasani czerwono-białymi szarfami, gdzieniegdzie obwieszeni szeregiem medali, podejmują swoje podopieczne sztandary którymi chlubiły się ich koła przez ostatnie 60 lat, i powolnym marszem wyprowadzają je ze sceny. Cała sala teatralne w POSKu staje na ich cześċ, mimo wszystko wzruszona. Pojawia się łezka, nawet u młodzieży z Mazurów i szkoły polskiej na Chiswicku. Po licznych występach na lokalnych akademiach, po marszach w listopadowym deszczu brytyjskich miast, po udziale w marszu zwycięstwa w Warszawie w roku 1992 i na opóźnionym marszu zwycięstwa pod Buckingham Palace w roku 2005,sztandary przechodzą już do historii, a praktycznie złożone są uroczyście następną niedzielę w kościele garnizonowym pod wezwaniem św. Andrzeja Boboli. A sami panowie, najczęściej, ale nie wyłącznie, z drugiego pokolenia emigracji powojennej, mogą już odejśċ do swoich rodzin i swoich ośrodków, świadomi że ich misja została dla nich zakończona i że ich pozostały majątek ze sprzedanych Domów Kombatanta spoczywa w ręku “Polish Ex-Combatants Association in Great Britain Trust Fund”. Ale to przecież nie cała prawda. Po pierwsze złożono w kościele 11 sztandarów. Natomiast w programie wieczoru pokazane jest piękne zdjęcie z paradą sztandarów, na którym widaċ aź 23 sztandary. A gdzie się podziały pozostałe sztandary? Szukajmy odpowiedzi wśród kół SPK które sprzeciwiły się gdy kazano wszystkim kołom rozwiązaċ się do końca marca tego roku i przekazaċ, razem ze swoimi sztandarami, wszystkie swoje fundusze Trustowi SPK. Decyzja rozwiązania organizacji i przekazania całego majątku Trustowi powstała jako podrzędny cel starego Zarządu jeszcze wiele lat temu kiedy zarządził wbrew Statutowi zaprzestanie werbowania nowych członków z nowo przybyłych Polaków.Propozycja likwidacjii była parokrotnie odrzucona przez większośċ członków SPK. Dopiero została uformalizowana na Walnym Zjeździe SPK WB w roku 2010 uchwałą podrzuconą w ostatniej chwili nie dającą delegatom Kół czasu do namysłu czy skonsultowaniu własnych członków. Uchwała nie podawała terminu zamknięcia. To zostało dopiero ujawnione w zeszłym roku przez Zarząd który również wyznaczył kto ma zostaċ powiernikiem Trustu. Trust ten jest fundacją kierowaną przez 8 osobowy skład wybrany przez stary Zarząd SPK (czyli wybrany przez samych siebie) jako permanenty zespół powierników którzy z czasem mogą przekazaċ kierownictwo majątku “swoim dzieciom”. Wszystkie Koła tracą nawet prawo do wielotysięcznych własnych depozytów które obecnie Trust Fund również pochłania tworząc rezerwy prznajmniej 1.5 milionów funtów, czyli z tego co zostało po sprzedaży 21 freeholdów poprzez ostatnią dekadę. Cała ta smutna historia opisana jest w oświadczeniu wydanym 19 maja przez nowo zarejestrowaną organizację Stowarzyszenie Polskich Kombatantów Ltd które ukazuje się w dzisiejszym numerze “Tygodnia Polskiego”. Po raz pierwszy ta polska nazwa staje się podmiotem prawnym w tym kraju. Członkowie Stowarzyszenia Polskich Kombatantów Ltd, składających się z 19 kół które w sumie posiadały niemal 60% wszystkich członków SPK, zatrzymały swoje sztandary i swoją tożsamośċ ale czują się zdradzone przez Zarząd Główny który odrzucił ich petycję we wrześniu ub.r. domagającego się nowego Walnego Zjazdu i nowych wyborów. Szczególnie boleśnie odczuwają to koła którym mimo głośnych protestów lokalnych, albo już zabrano Domy, jak Leicester, Bradford czy Manchester, lub którym pozostałe Domy mają byċ zabrane (Bristol, Kirkcaldy, Edinburgh, Glasgow, Peterborough). Fundusze Kół pochłonięte w ten sposób interpretowane są niestety przez te Koła SPK jako dobra “splądrowane” z długoletniego dobytku żołnierzy polskich w terenie a które teraz częściowo mogą byċ rozprowadzone przez powierników Trustu w formie społecznego “łupu” dla organizacji które będą się im kłaniaċ W poprzednim numerze “Tygodnia Polskiego” redaktor Jarosław Koźmiński przypomniał słowa opisujące dalekowzroczną wizję prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego na Zjeździe Federacji Światowej SPK siedem lat temu kiedy proponował przekształcenie organizacji na nowsze potrzeby, a szczególnie “na rzecz utrzymania polskiego dorobku kulturalnego poza krajem.” Sugerował nawet przykładowo nazwę “Stowarzyszenie Polskiej Kultury” zachowującą inicjały “SPK”. Mówiąc to był świadomy o astronomicznym wzroście ilości Polaków przyjeżdzająych do Wielkiej Brytanii aby tu żyċ i pracowaċ, a którzy z czasem zakładają tu rodziny i co raz częściej przemieniają charakter swojego pobytu z tymczasowego na długotrwały. Jak widaċ z tekstu wydrukowanego w programie uroczystości pożegnalnej starej organzacji SPK, istnieje w świadomości ich władz podział społeczeństwa na “ideowy” i “zarobkowy”. W tej interpretacji “ideowe” pokolenie się kończy więc trzeba już zamknąċ “ideowe” instytucje jak SPK. Jest to uderzenie w twarz zarówno tutejszym rodzinom kombatanckim z drugiego i trzeciego pokolenia jak i nowo przybyłym z Polski. Bo prawda jest bardziej złożona. SPK była nie tylko instytucją “ideową”; było też organizacją samopomocy społecznej i materialnej. W końcu wszyscy członkowie SPK musieli się staċ “zarobkowi” aby żyċ. Jeśli myśli się natomiast o emigracji “zarobkowej” to myśli się o dziewiętnastowieczych polskich chłopach wyjeżdzających za chlebem do Francji, Argentyny czy Ameryki. Lecz gdy Ojczyzna wzywała w czasie Pierwszej Wojny Światowej do pomocy, ci sami Polacy “zarobkowi” z drugiego i trzeciego pokolenia zgłaszali się masowo do Armii Błękitnej we Francji. I tu i tam “chleb” szedł w parę z polskim patriotyzmem. Ci którzy przyjeżdzali tu dorobiċ się po roku 2004 też nie zaniedbują sprawy polskiej, mimo że nie zawsze w ten sam sposób i z tą samą intensywnością wykazują swój patriotyzm co starsze pokolenia. W ostatniej dekadzie ilośċ Polskich szkól i parafii wzrosła dramatycznie. W ostatnim roku bywałem na polskich uroczystościach patriotycznych w Manchesterze, Portsmouth, Bristolu. Młode rodziny, często z dziecmi, licznie uczęsczają na tych okazjach z pełnym oddaniem i należytym szacunkiem. Przybywają zaproszeni na te okazje burmistrze lokalnych władz i przedstawiciele władz polskich. To że ta nowa diaspora przyjeżdza tu głównie za zarobkiem który pochłania dużo ich czasu w tej chwili, nie jest wystarczającym powodem aby “ideowi” Polacy tutejsi traktowali nowoprzybyłych jako innych, gorszych od siebie, Polaków. Stare SPK mówi wciąż o potrzebie zachowania dorobku SPK w ramach tylko tutejszych rodzin kombatanckich. Ale Druga Wojna objęła cały naród. Każdy Polak czy Polka dzisiaj pochodzą od Kombatantów lub od ofiar wojennych. Wszyscy jesteśmy “rodzinami kombatanckimi”. W tej sytuacji zamykaċ po kolei przeszło 20 Domów Kombatanta w różnych częściach Wielkiej Brytanii w ostatnich latach kiedy ilośċ Polaków wzrosła dramatycanie od 72,000 w roku 2001 do 575,000 w roku 2011 pozostaje aktem wymierzonym przeciw Polsce i tutejszym Polakom i świadczy o bardzo niskim poczuciu obowiązku “patriotów kombatanckich” wobec Polski. W każdym mieście gdzie mieścił się Dom Polski tętni teraz nowym życiem polskim. Mimo ogromnego potencjału gospodarczego w posiadaniu, co prawda niedoinwestowanych, lecz gotowych do użytku budynków w terenie, społeczeństwa te zostały pozbawione najbardziej solidnej materialnej gwarancji przyszłego rozwoju polskości. Ośrodki takie trzeba kupowaċ I zakładaċ ponownie od zera. Tragedia leży w tym że w organizacji o najszerszych kontaktach terenowych wśród który osiedlało się nowe społeczeństwo najbardziej zachwiał się dialog między-pokoleniowy.To jakby Polacy pochodzili z dwuch odrębnych planet. W innych instytucjach jak Zjednoczenie Polskie czy Macierz Szkolna czy Polska YMCA ten dialog zaowocował. Niestety tak niebyło w starym SPK, mimo ze zgodnie ze statutem była dostępna dla wszystkich Polaków na Wyspach. Koła zszerzające się obecnie w Stowarzyszeniu Polskich Kombatantów Limited i które stanowiły wyraźną większośċ członków starego SPK, uważają że sprawa majątku SPK nie była sprawiedliwie załatwiona i będą się odwoływaċ w tej sprawie. Ale chcą też patrzyċ w pryszłośċ. Koła te, przejmując zarejstrowany szyld, cele i tradycje SPK WB, spotykają się ponownie w Londynie w lipcu na zjezdzie które będzie kontynuacją starego SPK ale będą mogli tam w nowym kształcie, z nowym statutem, a może nawet z zapowiedzią nowej nazwy, służyċ nowym pokoleniom w rozwoju kutlury Polski niepodległościowej w Wielkiej Brytanii. Wiktor Moszczyński “Dziennik Polski” 7 czerwiec 2013

Monday, 13 May 2013

Polacy – Ratujcie Anglię

Ktoś z innej planety przyglądający się wynikom majowych wyborów samorządow (tzw. County Councils) w Wielkiej Brytanii mógłby pomyśliċ że kraj zwariował. Nowopowstała partia niepodległościowa, przezwana przez członka rządu “partią klownów”, posiadająca chaotyczny program postulujący mniejsze podatki lecz większe wydatki, wyjście z Unii Europejskiej i pozbycie się nieproszonych imigrantów (nawet obywateli unijnych), zdobywa niespodziewanie 139 mandatów samorządowych i poparcie23% wyborców. UKIP niemal dogonił narodowe partie Labour (29%) i Torysów (25%) i dramatycznie prześcignął tradycyjną partię protestu czyli Liberałów (zaledwie 14%). Przywódca tej nowej trzeciej partii, Nigel Farage, pali ostentacyjnie cygaro, przy każdej okazji fotomedialnej żłopie ciepłe angielskie piwo, wykpiwa wszelką polityczną poprawnośċ i szydzi z obaw klimatycznych ekologów. Jest to partia narodowej nostalgii i wyspiarskich mrzonek tożsamościowych. Trudno wyobraziċ osobę i partię bardziej nie pasującą do wartości społecznych Brytyjczyków głoszonych jeszcze pięc lat temu - nim zapanowała recesja. I w tym leży problem. Recenzja i kryzys bankowy na Wyspach nastąpił równolegle z kryzysem waluty wspólnej w Europie i paniką przed zapowiedzianym przebrzmiałym napływem pracowników bułgarskich i rumuńskich. Ta panika podsycana przez pisma prawicowe obejmuje przedewszystkiem dwa elektoraty. Pierwszy to zaściankowy robotniczy świat który boi się o swoją pracą zagrożoną konkurencją nie tylko ze strony obecnych już Polaków I Litwinów, ale również przez nowy napływ z Bałkanów. A drugi to prowincjonalny świat drobnych przedsiębiorców przerażony “cudzym”, a więc w ich oczach “negatywnym”, wpływem Europy na ich życie codzienne. Argumenty znamy. Kto umożliwił masowy przyjazd Polaków do Wielkiej Brytanni? – Europa. Kto poddał się wpływom dominującego duumwiratu Niemiec I Francji? – Europa. Kto doprowadził do ruiny rybołóstwa brytyjskiego? – Europa. Kto obciąża przedsiębiorstwa duże i małe całymi tomami niezrozumiałych przepisów które utrudniają wszelką działalnośċ gospodarczą? – Europa. Kto uniemożliwia wydalenie z Wielkiej Brytanii zfanatyzowanego mułłę muzułmańskiego bo w Jordanii grozi mu sąd z oskarżeniami opartymi rzekomo na zeznaniach wydobytych na skutek tortur? – Europa. Jaki poważny rynek eksportowy Wielkiej Brytanii kurczy się w wyniku obecnego kryzysu waluty wspólnej? – Europa. Komu Wielka Brytania dopłaca niemal £15 miliardów rocznie – Europie. Ta próba zwalenia wszelkich kłopotów brytyjskich – zarówno obyczajowych i gospodarczych - nie jest ograniczona tylko do UKIP. Te argumenty powtarzają co raz częściej politycy z głównych partii, a szczególnie wśród partii konserwatywnej – kiedyś, w latach 60-ych, tak pro-europejskiej. Dużo tego sentymentu pro-europejskiego jeszcze zostaje ale, jak to określił były minister Peter Luff, Europa “jest tą miłością którą każdy z nas boi się wyznaċ. ” Lepiej przyznaċ się do miłości dla chłopców niż do miłości dla Europy. Konserwatyści panicznie boją się wpływów partii UKIP nie dlatego że tamci wygraliby wybory parlamentarne w roku 2015, bo na to się nie zanosi, ale dlatego że boją się zwycięstwa wyborczego UKIP do parlamentu europejskiego w następnym roku i wystarczającą utratę w poparciu własnych tradycyjnych wyborców w kierunku UKIP aby byċ pokonanym przez Partię Pracy Milibanda. Dlatego premier Cameron czuł się zmuszony zapowiedzieċ zwołanie referendum nad przyszłością Wielkiej Brytanii w Unii po następnych wyborach po renegocjacji warunków członkostwa Unii. Robi wszystko aby zaspokoiċ swój bardziej skrajny anty-europejski anty-imigracyjny elektorat ale wszelkie ustępstwa nie zadawalają naciski ze strony UKIPuiI bardziej prawicowych członków jego własnej partii. Smoka nie da się tak łatwo zadowoliċ jeżeli przez ostatnie 40 lat robiono tak mało aby doceniċ pozytywny wpływ członkostwa Unii. Nawet przemówienie królowej w zeszłym tygodniu przy otwarciu parlamentu było zdominowane przez agresywną anty-imigracyjną politykę prawicowych rywali Camerona. Brakowało tylko wniosku o uchwalenie wstępnej zapowiedzi referendum, ale to tylko dlatego że zawetowali taką wypowiedź liberalni partnerzy koalicyjni. Mimo tego 100 posłów konserwatywnych zamierza wprowadziċ wniosek na plenum Izby Gmin zatwierdzający zwołanie referendum. Premier Cameron nie jest w stanie tej akcji powstrzymaċ w parlamencie bez oparcia się o głosy Labourzystów i Liberałów. Mimo że UKIP nie jest w parlamencie to jednak nadaje teraz ton debatom poselskim a główna partia rządząca śpiewa zasadniczo z ich śpiewnika. Wzmacnia się język dzielący na pół społeczeństwo brytyjskie i szukający winnych za obecne problem gospodarcze,w postaci Europy, cudzoziemców, związków zawodowych, biednych na zasiłkach czy ruchów ekologicznych. W Partii Pracy która przeciwstawia się tej tendencji z hasłem “One Nation”, też odzywają się głosy anty-europejskie. Pamiętajmy że lider Ed Miliband już orzekł w zeszłym roku że otwarcie rynku pracy 9 lat temu dla Polaków było błędem. A więc jaki będzie status Polaków jeżeli dojdzie do referendum i przeważą głosy wyjścia z Unii? Jeżeli Wielka Brytania przestanie byċ członkiem Unii to nasze obywatelstwo unijne może staċ się zupełnie bezwartościowe w tym kraju. Polacy mogą straciċ prawo pracy, prawo dzieci do szkół angielskich, prawo do darmowej służby zdrowia, prawo do świadczeń, czy prawo głosu w wyborach lokalnych. Zakres tych ograniczeń będzie uzależniony od umowy między Unią a Wielką Brytanią (może już wtedy tylko Anglią I Walią, bez Szkocji) wynegocjowanej w czasie brytyjskiego odwrotu z Europy. Oczywiście Polacy którzy przebywają i pracują tu legalnie przeszło siedem lat powinni uzyskaċ status “permanent resident” i wtedy właściwie nic im, czy ich najbliższej rodzinie, nie powinno groziċ. Najwyżej mogą w przyszłości mieċ trudności z ściągnięciu tu na stałe rodzeństwo czy przyjaciół. Jeszcze lepiej będzie jeżeli załatwią sobie teraz obywatelstwo brytyjskie, choc z każdym rokiem narastają większe koszta i przeszkody w zdobyciu tego. Ale fakt pozostaje faktem. Polacy są w linii ognia. Nie powinni staċ na uboczu gdy ich przyszłośc na Wyspach staje się przedmiotem debat czy intryg politycznych. Uważam że Polacy powinni staċ się podmiotem, nie przedmiotem, w tej walce i włączyċ się do debaty nad ich przyszłością. Są mocne argumenty dlaczego Wielka Brytania powinna zostaċ w Unii, choc można przynaċ się że pewne aspekty członkostwa które można by poprawiċ, nie tylko dla tego kraju ale dla wszystkich członków, łącznie z Polską. Unia Europejska nie jest ideałem bo w tym momencie kryzys waluty euro stwarza dużo chaosu w krajach europejskich. Mimo tego Europa wciąż tworzy największy rynek zjednoczony w światowym systemie gospodarczym, większy niż Stany Zjednoczone i większy niż Chiny. Członkostwo Unii działa wciąż jak magnes który przyciąga inwestycje z państw azjatyckich do Wielkiej Brytanii i który umożliwia umowy handlowe z całym świecie z wiele korzystniejszymi warunkami niż by to osiągnęła Wielka Brytania o własnych siłach. Pomijam już historyczne zasługi Europy w zapewnieniu pokoju w Europiei szerzeniu demokracji, praw człowieka i wolnego rynku. Ale nawet dziś Unia zapewnia ochronę środowiska i ochronę konsumenta, zwalcza kartele gospodarcze, umożliwia handel ze światem z najbardziej konkurencyjnymi cenami. Prezydent Obama przypomniał Cameronowi że zapowiada się umowa handlowa Unii ze Stanami która zniesie wysokie cła pomiędzy tymi blokami. Dlaczego Wielka Brytania miałaby się wycofaċ z Unii w takim momencie? A więc pozostanie Wielkiej Brytanii w ramach Unii leży nie tylko w naszym polskim interesie, ale brytyjskim też. I po to mamy głosy w wyborach aby wreszcie wykazaċ że jako polska mniejszośċ etniczna w tym kraju też mamy coś do powiedzenia. W tym roku 98,799 obywateli polskich pojawiło się na listach wyborczych w samym tylko Londynie. Wiemy ze statystyk brytyjskich z roku 2011 że w Londynie mieszka zaledwie jedna czwarta wszystkich Polaków w Anglii i Walii. A więc dysponujemy około 400,000 glosami w wyborach europejskich i samorządowych w przyszłym roku. Dodajmy głosy polskich rodzin powojennych i głosy innych mniejszości z centralnej Europy. Pół miliona głosów to wielka siła. Ale jeszcze uśpiona. Teraz Polacy nie mogą staċ na uboczu w wyborach europejskich w roku 2014. Pamiętajmy że UKIP to nasz wróg. Jest wrogiem naszych osiągnięċ w Wielkiej Brytanii i wrogiem idei europejskiej. Również każdy poseł konserwatywny, czy z jakiejkolwiek innej partii, który stara przymilaċ się do elektoratu UKIP ulegając jej szownistycznym hasłom też jest naszym wrogiem. Osoby które starają szerzyċ anty-polską propaganda UKIP przez zaproszenie ich przedstawicieli do “Ogniska” nie służą interesom Polaków tutejszych. Musimy organizowaċ siebie w tym krytycznym momencie i zainterweniowaċ w walce o przyszłośċ Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej, bo to jest walka o naszą przyszłośċ. Wiktor Moszczyński Dziennik Polski 17 maj 2013

Monday, 29 April 2013

Kto Się Boi Angeli Merkel?

“Nie będzie Niemiec pluł nam twarz, I dzieci germanizował….” Znamy te dumne słowa śpiewane w patriotycznej Rocie którą upamiętniła Maria Konopnicka. Te słowa wyzwania wobec próby wypędzenia Polaków z polskich ziem w zaborze niemieckim były jakby tylko wstępem do następnych konfrontacji z jeszcze bardziej okrutnym niemieckim okupantem. Efektem okupacji wojennej były całe dwa pokolenia polskie zdominowane głębokim urazem do Niemców. Co więcej, władzom PRL zależało na jątrzeniu tego poczucia niepokoju dopatrując “rewizjonizm niemiecki” w każdym geście Zachodnich Niemiec i denerwowaniu społeczeństwa rzekomą groźbą utraty Ziem Odzyskanych. Jeszcze teraz, 68 lat po zakończeniu wojny, mimo wiele lat pokoju, mimo uznania nowych granic na Odrze i Nysie, mimo wspólnego udziału w NATO i Unii Europejskiej, ta głęboko zakorzeniona podejrzliwośċ w naszych genach wobec Niemiec jest gotowa ujawniċ się gdy ocieramy się o jakieś dzwięki czy gesty które przypomną tam okres naszego narodowego upokorzenia. Odczuwaliśmy to jako nasza eksluzywna narodowa zadra której nie wypadało z powodów dyplomatycznych ujawniaċ w czasach obecnych aby nie zakłócaċ pokojowego “zeitgeist” europejskiego. Zaskakujący bałagan ostatnich trzech lat w okół zarządzania europejskiej waluty doprowadził do załamania tego “zeitgestu” i dramatycznego kryzysu gospodarczego w południowej Europie. Groźba bankructwa bankowgo i nadmiar długu publicznego w tych krajach, które mimo woli oparły swoją niezdysciplowaną gospodarkę na solidnych rezerwach waluty wspartej przez gospodarkę Niemiec i innych krajów północnych, doprowadziły do zmiany postawy rządu niemieckiego wobec swoich nieudolnych sąsiadów. Narzucił im ostrą politykę deflacyjną aby zredukowaċ długi państwowe, I zmusił parlamenty danych państw do przyjęcia tego programu mimo masowych demonstracji ulicznych. W wypadku Włoch wyznaczono nawet tymczasowego premiera aby wprowadziċ w ruch reformy, a na Cyprze domagano się haraczu trzydziesto-procentowego od większych depozytorów bankowych aby uratowaċ banki od bankructwa. Społeczeństwa te znalazły się na skraju przepaści gospodarczej, masowego bezrobocia i rozbicia tradycyjnych struktur społecznych. I nagle okazało się że Polacy nie posiadają już monopolu w tej utajonej urazy wobec Niemców. Z tym że te urazy wcale już nie są już utajone. Ukazują się już w pełnej krasie. W Nikosii setki Cypryjczyków maszerowało z wizerunkiem pani Merkel ubranej w hitlerowskim mundurze. Widoczne były transparenty z napisem “Merkel, skradłaś nam nasze oszczędności”. Poza stabilizacją euro rządowi niemieckiemu szczególnie zależało na likwidowaniu oazy bezpodatkowej na peryferyjnych wyspach jak Cypr. Nowy reżym podatkowy narzucony przez Bank Europejski i przyjęty “nolens volens” przez parlament cypryjski ograniczy na długie lata dochody tego państwa, a winę za to wszystko Cypryjczycy zwalają na karb pani Merkel. Szczególnie dotkliwie odebrano pierwsze decyzje o ukróceniu o 20% wszelkich depozytów w bankach cypryjskich, ale to była decyzja bankowców cypryjskich a nie Banku Europejskiego czy rządu niemieckiego. Póżniej zostało to odwołane ale nienawiśċ anty-niemiecka nawet się spiętrzyła. Ta nienawiśċ nie jest tylko ograniczona do wyspy Cypr. W Grecji 50,000 demonstrantów wyległo na ulice Aten w czasie wizyty pani kanclerz a związki domagały się generalnego strajku. Podpalano kukły pani kanclerz w ubiorze hitlerowskim już od wielu miesięcy. Dwukrotne wybory w Grecji wciąż nie zapewniają stabilnego rządu do przeprowadzenia ograniczeń w wydatkach państwowych wymaganach przez Brukselę i Berlin.Tym razem opinia publiczna w Niemczech nie chce pozwoliċ na trzecie z kolei subsydiowanie gospodarki greckiej niewypłacalną pożyczką bez wprowadzenia ostrych sankcji wobec Greków mimo że to jeszcze bardziej zasili szeregi bezrobotnych, obecnie dochodzących do 28% zdolnych do pracy. Gospodarka grecka skurczyła się o 20% w ostatnich trzech latach. Wzrasta popularnośċ partii skrajnych na lewicy i na prawicy. Ostatnio grecki minister spraw zagranicznych, Avramopoulos, wpadł na pomysł domagania się zwrotu pożyczki wymuszonej na greckiej gospodarce przez niemieckich okupantów w czasie wojny. Co prawda wojenne długi niemieckie zostały spłacone Grekom przez Amerykanów w ramach Planu Marshalla, ale temperatura wzrosła do takiego stopnia że greccy politycy nie mogą teraz wycofaċ się od domagania tego zwrotu, obliczonego na €162miliardy, czyli przeszło połowę długu greckiego wobec Banku Europejskiego i Międzynarodowej Fundacji Walutowej. W Hiszpanii jest przeszło 6 milionów bezrobotnych a banki hiszpańskie są w pełni uzależnione od pożyczek zagranicznych. Wiodąca gazeta hiszpańska “El Pais” ogłosiła ostatnio artykuł porównujący Angelę Merkel do Hitlera co wywołało burzę międzynarodową. Artykuł twierdził że kanclerz wypowiedziała wojnę całej Europie I że chce ukaraċ Hiszpanów aby ratowaċ własny przemysł i system bankowy. Nawet w normalnie spokojnej Portugalii wizytę pani Merkel witano transparentami z napisem “Hitlerze wracaj do domu”. Rządząca Paria Socjalistyczna we Francji też zwala winę na wysokie bezrobocie we Francji i innych krajach Europy na panią Merkel i jej politykę “deregulacji, dezindustrializacji I dezintegracji”. Jak to się stało że ta skromna niby niemiecka “hausfrau” została teraz nazwana “Kaiser Merkel”? Artykuł pod tym tytułem w “Daily Mail” przypomina jak z “bezwględną chytrością ustawiła państwo niemieckie jako władcę Europy w sposób o którym Hitler czy Kaiser Wilhelm mogli tylko pomarzyċ”. Socjolog niemiecki Ulrich Beck nazwał ją “niekoronowaną królową Europy”. Tytuł ten uzyskała nie w oparciu o wyczyny Wehrmachtu, czy wielkich zdolności krasomówczych, bo tego nie posiada. Pozycję tę zdobyła w oparciu o solidną bazę niemieckiej gospordarki i swoich własnych zdolności manipulacyjnych zakamuflowanych w jej drobnomieszczańskiej banalności. Uparta, pracowita, wnikliwie badająca wszystkie szczegóły, ta weteranka wielu szczytów europejskich pozostaje wciąż bardzo popularna we własnym kraju, i to głównie z powodu jej niepopularności w krajach sąsiednich. Ale jej polityka gospodarcza, powściągliwa i ostrożna, oparta o najprostsze zasady gospodarki zbalansowanej, jest zbawcza tylko w krótkim terminie dla Niemiec. Oparta jest na zachowaniu waluty euro która w tej chwili okazała się zabójcza dla Europy środziemnomorskiej. Właśnie ten prężny eksport niemiecki, oparty teraz o walutę znacznie bardziej konkurencyjną niż poprzedzającą ją markę niemiecką, jest szkodliwy dla pozostałych państw południowych dla których europejska “waluta-więzienie” jest o dużo mniej konkurencyjna niż ich własne poprzednie waluty krajowe. Niemcy domagają się stabilizacji dla siebie, i teoretycznie dla Europy, ale ta stabilizacja powstaje kosztem jeszcze intensywniejszego zcentralizowania decyzji gospodarczych w ramach unii bankowej, i kompletnie pomylonej unii fisklanej do której nawet Polska niepotrzebnie chce się dołączyċ. Na tej bazie politycznej Niemcy będą gotowi zwalniaċ dalsze kredyty europejskie dłużnym państwom które przez następne 10 lat, jeżeli nie więcej, będą tkwiċ w co raz to głębszej destabilizującej recesji . Przez ten okres te państwa, wciąż kurczowo trzymające się tej samobójczej walucie, będą traciċ systematycznie swoją suwerennośċ państwową i celowośċ wszelkich zasad demokratycznych, gdyż większośċ społeczeństwa sprzeciwia się bezskutecznie surowym ograniczeniom narzuconym przez Berlin. Pamiętajmy że nic bardziej nie zezłościło panią Merkel niż propozycja poprzedniego rządu greckiego aby zwołaċ referendum zatwierdzający narzucone im upokarzające warunki wsparcia ich gospodarki. Umowy w kuluarach bankowych liczą się bardziej niż głosy zdesperowanego społeczeństwa. Ironia leży w tym że jej niby stabilizująca polityka w ramach jednoczącej wszystkich walucie prowadzi bezpośrednio do destabilizacji i rozbicia Europy na poszczególne kraje pogrążone w strajkach, protestach, wysokim bezrobociu lub odwrotnie pod wpływem rosnących nastrojów faszyzujących. Pax Teutonica na takich zasadach nie wróży Europie nic dobrego. My Polacy już do tej “hausfrau” nieco przywykliśmy i nie nadążamy za tymi anty-niemieckimi nastrojami , tymbardziej kiedy wyszło na jaw że jej panieńskie nazwisko Kasner, jest zgermanizowaną wersją polskiego nazwiska jej dziadka - Kaźmierczak. Ale czy to właśnie takich “germanizowanych dzieci” polskich obawiała się Konopnicka? Wiktor Moszczyński “Dziennik Polski” 3 maj 2013

Monday, 15 April 2013

Ostatnia Konfrontacja Żelaznej Damy

Nawet w momencie śmierci pani premier ożywiła raz jeszcze świat polityczny swoją niezwykłą osobowością. Rząd brytyjski zwołał siedmiogodzinną sesję parlamentu poświęconą jej zasługom i zafundował jej uroczysty pochód pogrzebowy za £10 milionów. Senat amerykański jednogłośnie uchwalił wniosek dziękujący jej za jej wkład do walki o wolnośċ na świecie. Ludzie z zagranicy chwalą jej odwagę osobistą, jej pryncypialne stanowisko wobec komunizmu i jej reakcję wobec Argentyny po zajęciu wysp Falklandzkich. Pamiętają jej upór w bronieniu interesów brytyjskich na arenie europejskiej. Zaś jej liczni zamożni sympatycy zbierają fundusze aby założyċ specjalną bibliotekę, a nawet muzeum, dedykowany ku jej pamięci. Natomiast partia konserwatywna przypomina wszystkim jej triumfy w polityce wewnętrznej. Osiągnięċ jest dużo. Mamy poskromienie monopolizującej siły związków zawodowych, udaną prywatyzację telefonów i firm energetycznych, wykupienie własnych mieszkań przez lokatorów municypalnych, obniżenie podatków dla zamożnych, deregulację giełdy i banków, znaczne obniżenie poziomu inflacji a predewszystkiem jej trzykrotne zwycięstwa wyborcze dla Partii Konserwatywnej, wynikające częściowo z rozłamu i słabości ideologicznych oponentów. Przekształciła partię pragmatyczną w partię ideologiczną. Torysi wytykają labourzystom że jej hasła wolnorynkowe zaadoptowali kolejni premierzy Partii Pracy -Blair i Brown. Prawicowi konserwatyści znów zachłystują się jej anty-socjalistyczną i anty-liberalną retoryką. Zapominają tylko o jednym – to sami Torysi pozbyli się jej, a nie społeczeństwo w wolnych wyborach. Padła, jak Cezar, z nożem w plecach. I tu wskrzesiła się legenda rozpowszechniona przez tych samych konserwatystów o żelaznym niepokonanym premierze. Najbardziej Panią Thatcher chwalą oczywiście Polacy a to dlatego że czują że na duumwiracie Ronald Reagan/Margaret Thatcher uzyskali kluczowego sprzymierzeńca który w swoim konfrontacyjnym stanowisku wobec Kremla wymusił upadek bloku sowieckiego i systemu komunistycznej gospodarki. Minister Radek Sikorski chwalił jej postawę moralną w obalaniu komunizmu we Wschodniej Europy gdzie znalazła się po stronie “aniołów demokracji”. I rzeczywiście w tym wypadku Polacy choċ raz nie zawiedli się na zachodnim sprzymierzeńcu. Popierała opozycję w Polsce ale, tak naprawdę, nie była wielbicielką Solidarności którą traktowała jako ruch chaotyczny i mało odpowiedzialny. Zresztą nie ufała żadnym związkom zawodowym. Jeszcze przed stanem wojennym jej minister spraw zagranicznych, Carrington, ostrzegł Amerykanów że, mimo sympatii brytyjskiej opinii publicznej dla Solidarności, w wypadku ostrzejszych konfliktów jej rząd byłby po stronie rządu Jaruzelskiego. Po wprowadzeniu stanu wojennego, choċ potępiła zamach, to nie poparła prezydenta Reagana w wprowadzeniu sankcji gospodarczych wobec junty polskiej. Jaruzelski odwdzięczył się później w udostępnieniu jej zwiększonych dostaw węgla co ułatwiło pani Thatcher w pokonaniu strajku górników. Szanowała ruch Solidarności jedynie jako element podważenia system sowieckiego ale przekonała się do niego dopiero po wizycie w Polsce w roku 1988 kiedy poznała osobiście Lecha Wałęsę i kiedy uzyskała zapewnienia przed okrągłym stole że przyszły rząd solidarnościowy wprowadzi gospodarkę rynkową. Jest rzeczą charakterystyczną że kiedy znowu spotkała się z Wałęsą w Anglii rok pózniej było to jej pierwsze spotkanie z Norman Willis, szefem brytyjskich związków zawodowych, który akompaniował Wałęsie na tym spotkaniu. Potem na spotkaniu z Anglo-Polish Conservative Association w Ognisku Polskim nie zgodziła się poprzeċ apel o zniesienie wiz dla polskich obywateli . Ceniła Polaków, ale instrumentalnie, jako efektywny element walki z komunizmem. Z drugiej strony w Anglii ujawnił się wyjątkowo radykalny głos protestu przeciw uhonorowaniu jej pamięci w którym połowa posłów opozycji zbojkotowała udział w debacie w Izbie Gmin na temat jej dorobku a inne grupy opozycyjne organizują publiczne festiwale uliczne celebrujące jej śmierċ. W ciągu jednego tygodnia niewinna piosenka z filmu “Czarodziej z Krainy Oz”, pod tytułem “Ding dong! The witch is dead”, skoczyła niespodziewanie na drugie miejsce w popularności przebojów muzycznych, a sympatycy Pani Premier starają się odgryzċ kolportując nieco ironiczną piosenkę “I’m in love with Margaret Thatcher”. Że postaċ schorowanej i od szeregu lat politycznie nieczynnej staruszki wywołuje tyle kontrowersji z okazji jej śmierci nie jest aż tak zaskakujące. Zaskakuje jednak młody wiek wielu uczestników w tych protestach ulicznych, szkalujących ją rowniez na łamach Twitteru i Facebooku. Wielu z nich urodziło się dopiero po jej upadku który miał miejsce przeszło 22 lata temu. Wobec jej osoby i jej wartosci wyrażali nie tyle niechęċ, co nienawiśċ, która nabierała cechy odziedziczonej pamięci zbiorowej, a nawet szczepowej. Wyrażana jest szczególnie w terenach najbardziej przez panią Thatcher zaniedbanych w czasie jej rewolucji społecznej i gospodarczej, a więc w miastach północy, na terenie Walii, w byłych ośrodkach przemysłu hutniczego, kopalni węgla i stoczni (których zamknięcie brutalnie przyspieszyła), w zaniedbanych centrach wielkich miast a najbardziej w Szkocji , gdzie, na skutek jej apodaktycznych rządów, Szkocja nie wybiera prawie ani jednego konserwatywnego posła do parlamentu w Londynie i obecnie sięga po pełną niepodległośċ. Te środowiska pamiętają bezwględnośċ jej zwycięstw, wiele lat wymuszonego bezrobocia ufundowanego przez dochody z przemysłu naftowego i jej wrogośċ wobec samorządów lokalnych. Londyn też nigdy nie zapomniał że zlikwidowała Radę Wielkiego Londynu kiedy ideologicznie nie pasowały jej programy polityczne jej demokratycznie wybranych radnych. Jej jaskrawa postawa wobec wolności była jednak uwarunkowana. Zwalczała skutecznie dyktatury marksistowskie ale w pełni popierała brutalne dyktatury w Czile i Pakistanie o ile wspierały gospodarkę wolnorynkową; była nader powściągliwa w potępieniu apartheid w RPA. Dyktaturę w Argentynie krytykowała dopiero po inwazji Falklandów. Najbardziej pamiętano w tych środowiskach o ostatecznym zwycięstwie jej ideologii wolnościowej która uzewnętrzniła się w nieograniczonej zachłanności ludzi bogatych i wzgardzie dla nieudaczników wyrzuconych na bruk w czasie modernizacji systemu. Nie uwzględniała bardziej tradycyjnych cnót obywatelskich jak dążenie do sprawiedliwośċi społecznej czy poczucie obowiązku za otaczające nas społeczeństwo. “Nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo,” stwierdziła raz Żelazna Dama. Nie używała nigdy pociągów ani autobusów. Uważała że przyszłośċ społeczeństwa powinna byċ oparta na posiadaniu własnego domu, własnego biznesu, własnych udziałów i własnego samochodu. Twierdziła że jeżeli ktoś chciał mieszkaċ w wynajętym mieszkaniu czy poruszaċ się po miescie autobusem po trzydziestym roku życia to jest osobą bez ambicji przegrywającą wyścig o przetrwanie. A kto przegrywa wyścig to frajer. Trzeba przyznaċ że kryzys bankowy i ostatnie rewelacje o pazerności I braku poczucia obywatelskiego w kręgach finansowych podkopało w dużym stopniu ślepą wiarę społeczeństwa w zalety nieuregulowanego rynku które ona narzuciła swojemu pokoleniu i również obecnemu. Oczywiście nie wraca poprzednia ślepa wiara w nieokrzesane państwo opiekuńcze które ona tak doszczętnie podważyła. Ale jej wolnorynkowa ideologia jest już teraz tak samo przedawniona jak ten wiatrak socjalizmu który kiedyś zwalczała tak zawzięcie. Tak odczytuje to większośċ społeczeństwa brytyjskiego które jest gotowe unhonorowaċ ją jako pierwszą kobietę która przebiła się na szefa rządu mimo ciężkich przeszkód obyczajowych, i to węwnatrz bastionu męskich klubów jakim była wówczas partia konserwatywna. Przeciętny Brytyjczyk ceni jej odwagę i prostolinijnośċ w w polityce wewnętrznej i zagranicznej, jej zwycięską wojnę z Argentyną i cieszy się z pewnych nieodwracalnych reform które przeprowadziła i z osłabienia roli niedemokratycznych baronów w związkach zawodowych. Natomiast przeciętny Brytyjczyk ocenia wiele pozostałych posunięċ pani premier jako po prostu kontrowersyjnych i na tym sprawę zostawiċ. To ogólnie umiarkowane podejście do tej nieumiarkowanej osoby świadczy wciąż o dojrzałości politycznej społeczeństwa brytyjskiego. Zresztą komitet przygotowujący jej pogrzeb działa już dyskretnie od czterech lat. W tym otoczeniu przesadne przypochlebianie torysów czy niesmaczne wybryki zaciekłych jej oponentów w obliczu uroczystego pogrzebu traktuje się jako wyłom w tradycyjnym umiarze angielskim. Nie krytykujmy za mocno tych zagorzałych Brytyjczyków za takie okolicznościowe wybryki. Sami wiemy że w obecnej Polsce takie niegodne zachowanie się przy poważnych okazjach nie jest niestety zjawiskiem obcym. Wiktor Moszczyński “Dziennik Polski” 19 kwiecień 2013

Monday, 1 April 2013

Odszedł Niezwykły Dyplomata - Bohdan Lewandowski

W ostatnim tygodniu przed Świętami zmarł wybitny polski dyplomata Bohdan Lewandowski. W prasie polskiej, poza paroma prywatnymi klepsydrami, ani słowa o człowieku który przez 11 lat piastował funkcję zastępcy sekretarza generalnego ONZ. Jak na syna nauczyciela z Ostrołęki była to zawrotna kariera. Absolwent szkoły Batorego, zdał mature jeszcze z podziemiu. Wraz z bratem był ofiarą łapanki ale udało im się ucieċ z obozu tranzytowego. Koniec wojny zastał go jako młodego robotnika pracującego w Tartaku w Brwinowie pod Warszawą. Zdolny i młody chłopak, szybki w nauce języków obcych, z odpowiednim pochodzeniem społecznym i równie odpowiednim ideowym nastawieniem, był wciągnięty jako stażysta do powojennego MSZ i już w roku 1946 służył jako 20-letni urzędnik w PRLowskim konsulacie w Pittsburgh, a następnie jako attaché konsularny w Waszyngtonie. Mimo panującej wówczas w PRL ideologii miał oczy otwarte na świat i zaślubił nawet Amerykankę polskiego pochodzenia. Po powrocie do Polski, specjalizował się w zagadnienach amerykańskich i brytyjskich dla MSZ. W latach 1960-1966 pełnił już odpowiedzialną funkcję jako ambasador PRLu w ONZie. Był niechętnym uczestnikiem w dramatycznych debatach na plenum ONZ w czasie obydwu kryzysów kubańskich, niestety jako poplecznik strony sowieckiej ale mimo tego działający w kulisach nad szukaniem pokojowego rozwiązania do amerykańskiej blokady Kuby i wycofania sowieckich rakiet. Osobiście był niezwykle popularnym dyplomatą i nawiązał świetnie stosunki z prasą amerykańską, a szczególnie z “New York Times”. Wypowiadał się ostro przeciw zwróceniu do Argentyny porwanego zbrodniarza Eichmanna i brał aktywny udział w negocjacjach nad zakończeniem wojny w Wietnamie. Lewandowski należał do najbliższej grupy wsółpracowników reżymowego ministra spraw zagranicznych, Adama Rapackiego, który starał się o nieco bardziej niezależną politykę zagraniczną dla Polski. Wspierał na forum międzynarodowym plan rozbrojeniowy Rapackiego dla Centralnej Europy który był korzystny dla Sowietów ale dawał też Polsce większy margines samodzielności i możliwości uznania przez Zachód granicy na Odrze i Nysie. Razem z Rapackim zrezygnował z MSZ po wybrykach anty-semickich w roku 1968 i znalazł zatrudnienie jako doradca do spraw zagranicznych Komitetu Centralnego PZPR. Po upadku Gomułki Gierek mianował go Dyrektorem Generalnym w MSZie. I wtedy nastąpił ten niespodziewany awans gdy w roku 1972 generalny sekretrarz ONZ, Kurt Waldheim, zaprosił go na jego zastępcę. Choċ mianowany przez Polskę był łatwy do zaakceptowania przez Amerykanów. Pełnił funkcję w ONZ organizatora międzynarodowych konferencji dyplomatycznych i naukowych. Porzucił kuluary władzy w szarym warszawskim Domu Partii aby poruszaċ się w kuluarach władzy w egzotycznej nowojorskiej siedzibie ONZ. Przy swojej łatwości w nawiązywaniu kontaktów I świetnej znajomości angielskiego Lewandowski wybił się w tej funkcji. Kursując po świecie ze swoim nowym ONZowskim paszportem obracał się w sferach najważniejszych decydentów świata. Poznawał prezydentów i królów, obracał się w najwykwintniejszych środowiskach naukowych, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, brał udział w wielu konferencjach szukających drogi do rozwiązania konfliktów w sposób pokojowy. Jego funkcja, jak i jego oczywiste zdolności administracyjne i dyplomatyczne, dawały mu autorytet na arenie międzynarodowej który był dalszym odzwierciedleniem ówczesnego wizerunku Polski jako częściowo niezależnego okna wystawowego bloku sowieckiego, wystarczająco atrakcyjnego aby otwieraċ ówczesnej ekipie Gierka możliwości unowocześnienia gospodarki polskiej przez rozszerzony handel z zagranicą. Wizerunek ten był nieco iluzyjny. Wiemy teraz że doprowadziło to do ciężkiego zadłużenia Polski i pominięcia możliwości koniecznych reform gospodarczych, ale wówczas widziano rządy Gierka jako rządy sukcesu. Ostatecznie zadłużenie wplątywało zachodnich wierzycieli i instytucji finansowych do przejęcia się losem Polski na skutek którego nie byliśmy już zaściankową częścią bloku sowieckiego. Polska tworzyła już scenę która ściągała na siebie uwagę polityków zachodnich w momencie kiedy zaczęły się u nas dziaċ rzeczy niebywałe – powstanie zorganizowanej opozycji, zajścia radomskie, wybór Papieża polskiego i ewentualnie rozkład władzy partyjnej w Polsce przez powstanie Solidarności. Lewandowski miał dobry kontakt personalny z Ojcem Świętym. Spotkał go jako przedstawiciel ONZ przy intronizacji Papieża. Nie zmieniał swoich ateistycznych poglądów ale widział w Papieżu lepsze i potężniejsze wcielenie swojej własnej roli jako osoby otwierającej Polsce co raz szerszą rolę niezależną na arenie międzynarodowej . Oczywiście Papież poprowadził to o dużo dalej bo szukał źródeł regeneracji moralnej nie tylko w Polsce ale na całym świecie i mógł poruszyċ masy gdy Lewandowski mógł operowaċ tylko sztuką dyplomatyczną i mocą dobrze dobranych argumentów w kuluarach. Lewandowski zrezygnował z Partii i w momentach pobytu w Polsce nawiązywał spotkania z członkami opozycji. Zresztą posiadając paszport ONZowski był praktycznie nietykalny i polskie służby bezpieczeństwa mie miała prawa wstępu do jego mieszkania na Alei Róż. Zresztą na parterze jego kamienicy mieszkał były zarządca gospodarki PRL Eugeniusz Szyr, a dwa piętra wyżej Nina Andrycz. Przy sąsiedniej klatce mieszkał Mieczysław Rakowski. Tu opozycja mogła się czuċ bezpieczna. Gdy nastąpił stan wojenny doradca prezydenta Reagana, Richard Pipes, natychmiast polecił Lewandowskiego jako stałego łącznika między Papieżem Janem Pawłem a generałem Jaruzelskim. Chodziło o dostarczenie Papieżowi, a przez niego przywódcom zachodnim, bezpośredniego kanału informacji ze strony władz PRL, a z kolei umożliwiał Papieżowi wywierania wpływu na poczynania Jaruzelskiego i Rakowskiego. Już 18 grudnia 1981, a więc zaledwie 5 dni od wprowadzenia stanu wojennego, Papież wysłal przez Lewandowskiego list bezpośredni do Generała domagającego się “powrotu do metod pokojowego dialogu” i zakończenia stanu wojennego”. Współpraca Papieża z Lewandowskim trwała szereg lat. Po okrągłym stole Lewandowski został członkiem Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie. Poznałem go wówczas gdyż jego drugą żoną była moja kuzynka, Barbara Liberska, professor socjologii na Uniwersytecie Jagiellońskim i pochodząca z krakowskiego środowiska katolickiego. Wraz z małżonką odwiedził moją mamę w Londynie nawet w czasie stanu wojennego, co wywołalo tymczasowy popłoch u brytyjskich służb specjalnych. Gdy wytłumaczyłem im że to “rodzina” to oddechnęli przyznając się zarazem że w ich kartotekach widniał jako postaċ jak najbardziej pozytywna. Przygotował nam wspaniały obiad w naszej własnej kuchni i wykazywał zresztą niebywałe talenty kulinarne oparte na znajomości potraw z całego świata. Choċ po roku 1990 nie piastował już zadnej funkcji oficjalnej ale wciąż jeżdził na coroczne konferencje naukowe w Ameryce i Korei Południowej. Podróżował sporo z wykładami. Wraz z biskupem Tadeuszem Pieronkiem, marszałkiem Wiesławem Chrzanowskim i byłym ambasadorze w Londynie, Ryszard Stemplowskim, wydał zbiorową książkę o “Etyce Dyplomacji” w której mógł przekazaċ swoje szerokie doświadczenia o zachowaniu właściwej osobowości w zawiłym świecie międzynarodowej dyplomacji. U niego w mieszkaniu w roku 1990 spotkałem na przykład Adama Michnika który zazdrościł mu ogromną bibliotekę prywatną nietkniętą przez konfiskatę bezpieki. Prowadziłem z nim liczne rozmowy i szanowałem jego wiedzę I doświadczenia w sprawach międzynarodowych. W końcu sam skończyłem studia w stosunkach międzynarodowych I temat był zawsze dla mnie ciekawy. Omawiałem z nim opcje w polityce zagranicznej niepodległej już Polski , możliwości wejścia do Unii I do NATO, którego kiedyś tak zwalczał. Był wielkim zwolennikiem Stanów Zjednoczonych ale Busha i wojnę w Iraku od razu potępił jako największe głupstwo. Wyrażał ciągłe obawy wobec Rosji, jako czynnika niepoczytalnego na arenie międzynarodowej. Nie znosił zarówno betonu partyjnego jak i fundamentalistów prawicy i w pewnym okresie wyrażał się sympatycznie o Unii Pracy, ale martwił się przedewszystkiem czy polskie elity rządzące nie porzucą drogę umiaru i szukania wspólnego zrozumienia interesów państwa po odejściu Papieża. Obecny stan podziałów i braku wspólnych wartości w polskim świecie politycznym sprowadzał go do rozpaczy. Może to była osoba kontrowersyjna służąca krajowi w ramach wąskiego pola manewru dla Polski w żelażnym uścisku Rosji sowieckiej, tak jak kiedyś w objęciu zaborców starali się działaċ Adam Czartoryski, czy Agenor Gołuchowski czy Aleksander Wielopolski, ale zasługuje na jakąś ocenę moralną czy praktyczną. Nie powinien pozostaċ w zapomnieniu. Wiktor Moszczyński 5 kwiecień 2003 “Dziennik Polski”

Wednesday, 20 March 2013

Pomnik Powstańców w Portsmouth

W sobotę wybieram się do Portsmouth ze sztandarem koła SPK nr. 11. Liczę na dobra pogodę. Jadę na zaproszenie Ottona Hulackiego, czcigodnego prezesa Komitetu Odbudowy Pomnika Powstańców Listopadowych aby uczestniczyċ w poświęceniu tego pomnika. Otton jest również prezesem Towarzystwa Przyjaciół ORP “Błyskawica” na wyspie Isle of Wight i jednym z najaktywniejszych nestorów polonii brytyjskiej. Mimo swoich kuli i 93 przeszło lat ten wiecznie uśmiechnięty weteran Drugiego Korpusu jest pełen energii i zapału myślący praktycznie i działający skutecznie w wspieraniu swoich specyficznych projektów. Pozostaje też jedynym członkiem Zarządu SPK Wielka Brytania który nie uległ pokusie współudziału w likwidacji SPK. Ten niemal jedyny autentyczny kombatant w Zarządzie nie został mianowany jednym z powiernikiem fundacji PCA ze swoim samowybieralnym zarządem. Trudno oceniċ które było większym poczuciem do dumy, czy powstanie i odnowienie pomnika na brytyjskim cmentarzu w porcie brytyjskiej marynarki wojennej, czy przetrwanie pamięci o tych 212 bohaterów Powstania Listopadowego którzy zawitali okrętem w Portsmouth w styczniu 1834. Okrętów z polskimi żołnierzami było originalnie trzy. “Elisabeth”, “Union” I “Marianne”, wynajętych przez pruskie wojsko aby wysłaċ upartych podoficerów I żołnierzy jak najdalej od Europy. Zołnierze przetrwali nie tylko upadek Powstania ale również trzy ciężkie lata w twierdzach pruskich w Elblągu i Grudziądzu. Pruskie wojsko robiło wszystko aby tych powstańców nakłoniċ do powrotu do podbitego Królestwa Polskiego gdzie czekał dla nich pobór 15-letni do carskich pułków karnych. Bito ich w pruskich więzieniach, głodzono, torturowano przez przetrzymanie w tzw. “łatach”, czyli celach gdzie nie mogli ani staċ, ani siedzieċ ani kłaśċ się. Dopiero pod naciskiem rządów Anglii I Francji wypuszczono ich pod warunkiem że nie zostaną w Europie. Celem trzech okrętów miały byċ Stany Zjednoczone. Tymczasem okręty rozdzieliła burza. “Elisabeth” dopłynął do Le Havre we Francji. Po interwencji generała Dwernickiego w Paryżu pozwolono 158 żołnierzom z tego statku osiąśċ we Francji. Drugi okręt “Union” zawitał do Harwich, w wschodniej Anglii, skąd przewieziono 219 żołnierzy do Algierii i wcielono do Ligi Cudzoziemskiej. Okręt “Marianne” dobrnął do Portsmouth. 212 polskich żołnierzy, wśród nich już tylko 2 oficerów, ale za to 13 bohaterów odznaczonych orderem Virtuti Militari, domagało się przewiezienia do Francji. Załoga była zdeterminowana popłynąċ po remoncie statku do Ameryki ale żołnierze nie dopuszaczli do odpłynięcia I konfrontacja trwała 5 tygodni. Anglicy I ks Czartoryski proponowali aby również odpłynęli do Algieru ale na to nie zgadzali się polscy żołnierze. Nie chcieli służyċ w obcym wojsku narzucającym niewole ludom Afryki. Mieszkańcy Portsmouth przejęli się tym dramatem i interweniowali u premiera. W końcu władze brytyjskie zezwoliły na tymczasowy pobyt w Anglii. Z czasem pobyt okazał sie jednak stały. Żołnierze pochodzili z różnych dyscyplin wojskowych. Byli kawalerzystami (krakusi i poznaniacy) , grenadierami, piechurami, artylerzystami, saperami. Najwięcej było “czwartaków”, pochodzili z legendarnego czwartego pułku piechoty. Ich bohaterstwo w czasie bitew z Moskalami, wytrwałośċ wobec pruskich szykan i głęboki patriotyzm nie podlegały kwestii ale byli to przeważnie podoficerowie i szeregowcy. Mieli dużo pretensji do swoich oficerów i “paniczów” którzy sprzeniewierzyli hasła Powstania swoją uległością wobec Caratu a na koniec opuścili swoich podwładnych w niewoli pruskiej uchodząc od razu na Zachód. Wobec tego żołnierze z “Marianne” zradykalizowali swoje poglądy polityczne tworząc grupę pod nazwą “Lud Polski – Grudziąż” który prowadził ostre polemiki z Towarzystwem Demokratycznym i potępiał paryski Hotel Lambert. Ich radykalizm społeczny posunął się tak daleko że sprzeciwiali się nie tylko do pańszczyzny ale w ogóle do pojęcia własności prywatnej. “Kiedy uznajemy prawo do życia równe dla wszystkich ludzi, obalamy już przez to samo potworne prawo własności indywidualnej. Jak prawo do życia jest wspólne, tak i własnośċ jest wspólną.” “Bólem polskiego ludu jest głód, zimno, choroby, chłosta, wzbronienie umysłowego wzrostu. Nędzę sprowadzają posiadacze, cierpią nieposiadacze. “ *Ojczyzna nasza to jest Lud Polski, zawsze była odłączoną od ojczyzny szlachty; i jeżeli było jakie zetknięcie pomiędzy krajem szlachty a krajem Ludu Polskiego , miało one niezaprzeczone podobieństwo styczności, jaka zachodzi pomiędzy zabójcą a ofiarą.” Gorzkie słowa. Był to jeden z pierwszych zwiastunów polskiego socjalizmu romantycznego poprzedzający późniejszy socjalizm naukowy Karola Marksa. Zresztą późniejszy marksistowski cytat “byt określa świadomośċ” pasuje do tych zradykalizowanych zgorzkniałych żołnierzy jak ulał. W Polsce byli często chłopami pochodzenia pańszczyznaniego. Warunki ich życia w Portsmouth były z początku dośċ podłe. Magistrat miasta Portsmouth ulokował ich w dawnym szpitalu cholerycznym, który był właściwie tylko drewnianym barakiem znajdującym się pod murem fortecy morskiej Portsea. Angielski autor współczesny opisywał ich byt jak następuje: “ Był to wąski budynek , wzniesiony z drzewa pokrytego słomą, z oknami po obu stronach, tak że można go było przejrzeċ na wylot. …Wewnątrz zamieszkiwało ponad stu Polaków.” W tym baraku wszystkie rzeczy były własnością wspólną. Dzielili chłód i głód i wspólne mienie. Przedstawiciele Towarzystwa Demokratycznego organizowali dla nich nauki czytania, pisania, arytmetyki I historii Polski. Uczyli się też języka angielskiego i francuskiego. Żołd faktycznie wypłacał rząd brytyjski po 5 szylingów i 3 pensy tygodniowo, zaś 10 szylingów dla oficerów. Zołnierzom-chłopom takie podziały nie odpowiadały. Istniały mocne zatargi z oficerami które czasem nagłaśniały gazety lokalne. Ale anty-rosyjskie nastroje mieszkańców miasta powoli ocieplały warunki życia. Z czasem powstańcy zapoznali się bliżej ze środowiskiem brytyjskim, pobrali się z lokalnymi Angielkami, nawiązali kontakt z angielskimi czartystami, znależli zatrudnienie w mieście i też często na farmach, szczególnie w czasie żniw. Wielu wyjechało do Londynu, a nawet dalej do Ameryki i Francji. Kilku wróciło do Polski i brało udział w Wiośnie Ludów a potem w Powstaniu Węgierskim. Jeszcze w roku 1846 mieszkało w Portsmouth 78 Polaków. Od jednego z tych emigrantów, Józefa Sosnowskiego, pochodzi Len Goodman, sędzia w popularnym serialu telewizyjnym “Strictly Come Dancing”. To pochodzenie wyszło na jaw w zeszłym roku w czasie programu badającego jego drzewo genealogiczne. “Wszyscy mieszkańcy mający z nimi stycznośċ chwalą ich postępowanie I pracowitośċ,” pisał o nich londyński “Times” w roku 1834. Skąd my to znamy. Ta sama praca upokarzająca przy zmywakach i na farmach oczekiwała póżniej wykształconych Polaków-żołnierzy po Drugiej Wojnie Światowej. To samo oczekiwali młodzi Polacy którzy tu przybyli masowo niemal 10 lat temu już jako obywatele unijni. Ta sama harówka, ale również ta sama pochwała polskiej etyki pracy. Stulecia i nowe pokolenia nie zmieniły naszej natury na brytyjskiej glebie. Póżniej już zaczęliśmy się dorabiaċ, zakładaċ rodziny, obrastaċ nieco w piórka. Ci powstańcy w Portsmouth to nasi protoplaści. A więc i za to powinnyśmy czciċ ich pamięc i pochyliċ sztandar. Okazały pomnik ku czci powstańców na cmentarzu Kingston powstał w roku 1970, projektowany przez Halinę Rawicz-Rawę. Powstał z inicjatywy Koła 4 Pułku Piechoty Legionowej w Londynie. Członkowie pułku uważali siebie jako spadkobierców Czwartaków z Powstania. Ale po roku 1971 funduszy zabrakło. Dalszą konstrukcję pomnika zawieszono a tablice pamiątkowe zostały złożone w biurze architekturalnym magistratu w Portsmouth. Sprawa odżyła w roku 1998 i powstał Komitet Odbudowy Pomnika z inicjatywy naszego niezastąpionego Ottona Hulackiego i pod honorowym patronatem prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego.W roku 2004 odbyła się uroczystośċ odsłonięcia I poświęcenia nowego pomnika w obecności burmistrza Portsmouth, polskiego ambasadora, Stanisława Komorowskiego, polskich sztandarów kombatanckich i młodzieży polskiej przebranej w powstańcze mundury. Architektem tym razem był Stefan Jakóbek, syn powstańca warszawskiego I główny architekt magistratu. Pomnik Powstańców Listopadowych, Pomnik Katyński, Pomnik Sił Zbrojnych, Pomnik Lotników jak I inne większe czy mniejsze nasze pomniki porozsiane po Wyspach Brytyjskich pozostają wspaniałym świadectwem naszych osiągnięċ I naszą kartą wizytową wobec tubylców ale zostawiamy po sobie pomnik jeszcze cenniejszy – przyszłe pokolenia polskich rodzin które będą świadczyċ o naszych osiągnięciach nie tylko jako bohaterowie wojen ale również w świecie nauki, kultury I życia gospodarczego tego kraju. Wiktor Moszczyński “Dziennik Polski” 22 marzec 2013