Monday, 16 March 2015

Krew w Sześciu Etapach

Rzadko mam możność skorzystać z uczęszczania na przedstawieniach Sceny Poetyckiej. Życie i obowiązki rzadko dają mi szansę na randki z zespołem w ich ciekawszych inscenizacjach. Nacieszyłem się jeszcze “Gęsią Nadziewaną” o Gałczyńskim, ale już ich interpetacja Pana Tadeusza mnie ominęła, czego bardzo żałuję bo sam kiedyś występowałem na scenie w “Ognisku” jako Mickiewicz w inscenizacji “Pana Tadeusza” {należałem wtedy do Warsztatu Teatralnego kierowanego przez Barbarę Reńską). Zwabiła mnie wreszcie aranżacja teatralna Julii Holewińskiej mimo wyjątkowo nieciekawego tytułu “Krzywicka/Krew”. No bo “krew” to słowo-symbol określający przebrzmiałe opisy polskich zmagań i cierpień, nadużywane w patriotycznych wierszach i patetycznych przemówieniach.Zachłystujemy się tym pojęciem lejącej się krwi niemal tyle co Hiszpanie. Ale już afisz spektaklu był bardziej zachęcający. Pod przezroczystą czerwoną zasłoną widać było uwypuklone kształty obnażonej kobiety – może to już coś bardziej na mój gust. Przedstawienie miało miejsce w awangardowej atmosferze Jazz Café ale szybko się zorientowałem że byłem niemal jedynym mężczyzną na widowni. Widziałem jeszcze Wojtka Piekarskiego, Janusza Findera i pana z motylkiem…. i to wsio. Reszta to białogłowy. Miałem nie dawno temu podobne poczucie inności na zebraniu Polskiej Macierzy Szkolnej gdzie też byłem niemal jedynym mężczyzną Natomiast na scenie występowały już same kobiety. Doliczyłem ich sześć. Weszły gęsiego i ustawiły się w szeregu jak harcerki, tyle że wszystkie urbane na czarno, jak na jakąś sztukę Franciszka Lorci. No jasne, znowu te skojarzenia z krwią i Hiszpanią. A z tyłu wisiał czarny ponury portet Ireny Krzywickiej, emancypantki polskiej z XXwieku, spoglądającej na nas z wyrzutem. Nasze czarne druhny przedstawiły się nam kolejno podając swoje imiona łącznie z datami urodzenia obejmujące lata przedwojenne aż do roku 1988. I rozpoczęły się ich monologi przedstawiające swoje życiorysy w oparciu o sześciu rozdziałach z których każdy kojarzony jest z krwią, poczynający od rozdziału Matka. Monologi przeskakiwały się nawzajem unikające w ten sposób monotonii i przeplatywały mówiony tekst od czasu do czasu chóralnym i często komicznym skojarzeniem ostatniego słowa dialogu z jakąś piosenką czy hasłem z popularnych ogłoszeń telewizyjnych. Z początku te muzyczne interpunkcje były nieco szokujące. Gdy najmłodsza (chronoligicznie) kobieta opisała czerwień swojej krwi w czasie menstruacji, pozostałe jej koleżanki podchwyciły słowo “czerwone” i zanuciły całą pierwszą zwrotkę “Czerwonych Maków na Monte Cassino”. Później już przywykłem do tej obrazoburczej anarchii myślowej. A monologi nabrały już tempa przenosząc się przez kolejne z krwią kojarzone etapy życia kobiety, etapy opisane lub zasugerowane już dawno w pionierskich pracach i pamiętnikach Ireny Krzywickiej, czyli: Kobieta, Miłość, Dziecko, Choroba, Śmierć. Można już było rozpoznać charakterystykę i wątek życiowy każdej kolejnej kobiety żyjącej w innej dekadzie i w innych okolicznościach. Była patriotyczna warszawska radna, czy matka przeżywająca wojnę i wychowywująca syna z fanatyczną nadgorliwością chroniąc go przed otoczeniem, czy druga matka ratująca syna przed PRLowskim więzieniem przez zdradzenie wszystkich jego konspiracyjnych kolegów, czy zakonnica pałająca nienawiścią do wszystkich w świecie poza klasztorem, nawet do Papieża, a otaczająca miłością tylko swego Pana, no i spowiednika Księdza Romana któremu się fizycznie oddaje, czy obrażona na Polskę i na siebie polska Żydówka wypędzona z kraju do Szwecji w czasie czystek pomarcowych, czy alkoholiczka poszukująca butelki whisky chowanej przed nią przez zapracowanego męża, czy nieszczęśliwa nowoczesna dziewczyna w obecnej Polsce zakochana w innej kobiecie umierającej na raka i szykanowana jako lezbijka. Widz cieszy się ich wstępnymi sukcesami a pożniej przeżywa razem z nimi ich nieszczęścia oparte w dużym stopniu na ich braku kontroli nad własną namiętnością ale również na ignoranckim reagowaniu środowiska na ich dolegliwości. Wszystko co Krzywicka naświetlała jeszcze w przedwojennej Polsce, a więc edukację seksualną, planowanie macierzyństwo, antykoncepcję czy aborcję staje się realnym przeżyciem poszczególnych kobiet i każda po kolei określa na końcu swój stosunek do tej pionierki praw kobiecych. Stosunek ten zabarwiony jest również tym że Krzywicka też była żydowskiego pochodzenia i w czasie wojny ukrywała się u polskich rodzin i również tym że była na te czasy skandalistką, a w nowoczesnych czasach określona jako kobieta wyswobodzona, dzieląca swoje życie między mężem, kochankiem (Boyem Żeleńskim) i uświadamianiem innych kobiet o i prawach. Jedna z kobiet była z niej dumna, druga wyraziła jej podziękowanie za jej podręcznik który pomógł jej znaleść nową drogą życiową, inne była nastawione do niej wręcz wrogo, a najmłodsza nic o niej w ogóle nie wiedziała bo nie była na Facebooku. Lecz wszystkie były przesiąknięte tymi samymi problemami życiowymi z którymi wzmagała się Krzywicka. Na koniec przedstawienia składano aktorkom (Joanna Kańska, Helena Kaut-Howson, Marlena Psiuk, Małgorzata Ścisłowicz, Magdalena Włodarczyk i Justyna Wnęk) zasłużone podziękowanie w formie rzęsistych braw, a Janusz Finder nabrał na tyle męskiej odwagi aby przewodniczyć na pytaniach ze sali do gwiazd spektaklu. Podniosła się dyskusja na temat ponurej rzeczywistości tych kobiet, w której każda była jakby przegrana, w odróżnieniu sztuk o męskich sukcesach. Krytykowano również sztukę bo nie podnosiła “uniwersalną” problematykę kobiet a tylko dręczyła się specyfiką polską wynikającą z jej ponurego historycznego doświadczenia. Rozumiałem te tezy ale nie zgadzałem się z nimi, a aktorki zawzięcie broniły sztukę przed tymi zarzutami. Czy te przeżycia kobiet wykazywały ich słabości i nieudacznictwo życiowe? Oczywiście sztuka podkreślała że często ich drogi życiowe uzależnione były od warunków tworzonych przez mężczyzn (wojna, konspiracja, marnotrawni kochankowie, obojętni małżonkowie, niewdzięczni synowie, już nie mówiąc o księżach) ale sztuki o kobietach pokazują całokształt ich życia, a nie tylko sferę publiczną która ukazuje się w życiu mężczyzn bez zachodzenia w głąb ich uczuć. Zresztą czy mężczyzni umieliby w ogóle z taka szczerością wykazywać swoje uczucia, emocje, niedociągnięcia? Czy przyznaliby się tak jaskrawo do poczucia winy czy zazdrości? Nie, bo to zła samoreklama, szczególnie wśród kolegów w pubie. Zawsze trzymałem się tezy że cokolwiek powie mężczyzna z kuflem piwa w ręku stojąc wśród kolegów przy barku, jest tylko samochwalczą bujdą. A to co będzie głęboko wyczuwać czy przeżywać ale nie będzie w stanie wypowiedzić, uzyska światło dzienne przez agresję, ustną lub fizyczną. Takich ciekawych dramatach o męzczyznach z tak bogatym monologiem o własnym życiu nie ma co szukać. A co do rzekomego braku “uniwersalizmu”, że to niby znów słoń (czy krew) i sprawa polska, mogę tylko powtórzyć moje słowa w dyskusji gdy w końcu nabrałem odwagi aby w niej uczestniczyć. “Uniwersalizm” nie jest abstrakcją. Wszystkie uniwersalne problemy są naświetlane w sztuce teatralnej czy powieści na doświadczeniu poszczególnych osób i uzależnione od ich rodzićow, dzieciństwa, przeżyć życiowych, poziomu życia czy zdrowia. Wielkie uniwersalne dzieła “Don Quixote”, “Nędznicy”, “Wojna i Pokój”, “Noce i Dnie”, “David Copperfield” oparte są na doświadczeniach osobistych autora we własnym kraju. Trudno o bardziej polskie tło niż płęta filmu “Ina” nagrodzonego jednak w końcu Oscarem. Przeżycia opisywane przez kobiety Krzywickiej były uniwersalne, choć oparte o polską rzeczywistość, zboczoną przez wojnę, okupację niemiecką i zniekształcenia PRLu. Ręką sięgnąłem właśnie do pułki z książkami. Trafiłem na “Słownik uczestniczek walki o niepodległość Polski 1939-1945. Poległe i zmarłe w okresie okupacji niemieckiej” wydane przez PWN jeszcze w roku 1988, gdzie nie ma nawet wzmianki o tych które zginęły pod okupacją sowiecką. Ale i tak książka jest wstrząsająca. Jest tu 4430 haseł-biogramów kobiet które zginęły, najczęściej torturowane i umęczone przez niemieckich okupantów, w tym wiele zdjęć pięknych kobiet . Są tu arystokratki, zakonnice, chłopki, uczennice, harcerki, robotnice. Biogramy pisane są zwięźle, nawet szorstko. A jednak ile z tej masy zamordowanych dzielnych kobiet słyszało czy czytało o tezach Krzywickiej? Ile przechodziło kolejne dramaty podobne do tych przeżytych przez bohaterki naszej sztuki? Ile z nich kochało, przeżywało kobiece choroby, traciło dzieci, dyskutowało z koleżankami o prawach kobiet, nim ogarnęła ich tragedia narodowa i brutalna śmierć przerwała ich indywidualny bogaty życiorys? Kobiety z uniwersalnymi, krwią ogarnietymi, przeżyciami żyją i giną na tle krwawej historii własnego kraju. Ta myśl nie ujmuje nic od ich bohaterstwa, ale przywraca im człowieczeństwo. Wiktor Moszczyński DziennikPolski 20 – marzec -2014

Thursday, 5 March 2015

Strzały na Moście

Cztery strzały z zeszłego piątku które padły na Dużym Moście Moskworeckim, opodal Kremla i Placu Czerwonego, trafiając w plecy najwybitniejszego wodza opozycji , Borysa Niemcowa, i zadając mu ranę śmiertelną, zatwierdzają raz na wiele lat pełną prawdę, już oczywistą dla większości. To znaczy że Rosja nie będzie już demokracją na modłę europejską. Pozostaje już tylko dyktaturą personalną prezydenta Rosji na najbliższe lata ozdobioną co prawda pozorami praktyk demokratycznych ale uzupełnioną powszechną korupcją i jawnymi organizacjami paramilitarnymi. Dla optymistów na Zachodzie ta zbrodnia wydaje się być aktem desperacji ze strony reżymu Putina. Przypominają kluczową rolę Niemcowa jako postać z pierwszej ligi polityków rosyjskich nowej ery, młodego wicepremiera w latach 90-ych, kompetentnego reformującego gubernatora poważnej prowincji Niżni Nowgorod, przewidzianego w pewnym momencie jako swojego następcę prez prezydenta Jelcyna. Niemcow przez wiele lat był stałym krytykiem wielkoruskiego szowinizmu i korupcji politycznej która rozpanoszyła się jeszcze bardziej pod rządami Putina. Groził że ujawni dowody udziału żołnierzy rosyjskich w walkach we wschodniej Ukrainie co na pewno nie byłoby na rękę Putina. Obserwowano pośmiertny pochód milczącego protestu z udziałem 50,000 odważnych demonstrantów w dwa dni po zamachu, potępiający zbrodnię i udział Rosji w wojnie na Ukrainie. Teza optymistów twierdzi że wyraźne oburzenie społeczne wynikające z zabójstwa Niemcowa grozi rozkładem systemu władzy które zostało już podważone przez obecny kryzys gospodarczy wynikający z sankcji zachodnich i dramatycznego obniżenia ceny nafty. Nie zupełnie tak jednak. Po pierwsze, czy Niemcow na prawdę był aż tak groźny dla Putina? 55-letni opozycjonista dawno już stracił inicjatywę przywódczą w opozycji posługującej się już teraz internetem niż ulotkami przy stacjach. Ale nawet ta nowa młoda opozycja trafia tylko głównie do intektualnych elit w wielkich miastach a pozostaje bez echa dla większości społeczeństwa rosyjskiego karmionego w mediach i szkołach papką putinowskiej wielkoruskiej propagandy która przedstawia Rosję jako ofiarę zachodniej agresji popartej przez “piątą kolumnę” zdrajców i opozycjonistów. Zaledwie 2 tygodnie wcześniej odbył się w samym centrum Moskwy marsz zwolenników wojny, tzw. Anty-Majdan, z udziałem parest tysięcy młodych zwolenników inwazji Ukrainy kipiących nienawiścią do zdrajców pro-zachodnich, wśród których zaliczano Niemcowa. Nieznani zamachowcy z tych szeregów mogli działać bezkarnie tak blisko Kremlu wobec Niemcowa bez nawet konkretnego sygnału ze strony Putina ale ze świadomością że ujdzie im to bezkarnie. O oburzenie społeczeństwa nie było najmniejszej obawy. Osoby wyznaczone przez Putina do zbadania powodów zbrodni zapowiedzieli już całą listę potencjalnych sprawców jak np. Islamiści (bo Niemcow był pochodzenia żydowskiego) lub wywiad ukraiński wykonywujący “prowokację”, ulubiony termin potępienia używany przez służby specjalne w Rosji za czasów carskich i komunistycznych. Niemcow mógł być dla Putina nie tyle zagrożeniem a raczej irytującym gadem którego warto było rozdeptać. Tak samo jak rozdeptano również innych wrogów jak polityka liberalnego Sergej Juszenkowa, dziennikarzy Juri Szczekoczychina i Annę Politowskają, redaktora Paul Chelebnikowa, byłego szpiega Aleksandr Litwinienko, czy prawnika Sergej Magnickiego. Było dużo hałasu na zachodzie i w kołach opozycji po ich kolejnych zabójstwach ale większego wstrząsu w społeczeństwie rosyjskim nie wywołało. Oczywiście mają rację ci którzy wskazują na obecny opłakany stan gospodarki rosyjskiej. W drugiej połowie ubiegłego roku efekt sankcji dał się wreszcie odczuć w społeczeństwie w momencie kiedy światowa cena nafty, głównego towaru eksportowego Rosji, opadła o połowę. Spadła też wartość rubla na rynku światowym co pogłębiło wielomiliardowe długi zagraniczne rosyjskich firm i uniemożliwiły dostęp towarów zagranicznych, a szczególnie żywności, dla konsumenta rosyjskiego. Inflacja cen żywności wzrosła o 20% w zeszłym roku, a wzrost płac tylko 7%, tak że obecnie wydatek na żywność pochłania połowę malejącego dochodu przeciętnej rodziny rosyjskiej. Wcześniej w czasie boomu gospodarczego w zeszłej dekadzie rezerwy finansowe państwa przekraczały 600 miliardów dolarów. Teraz spadły do zaledwie 200 miliardów. Analitycy z Instytutu Międzynarodowej Ekonomii Petersona obliczają spadek gospodarki rosyjskiej o 10% na koniec roku 2015. Jak długo obywatel rosyjski wytrzyma taki spadek w wartości własnego portfela? Kiedy to wreszcie obróci się przeciw Putinowi? Na pewno nie prędko. Według wiarygodnych sondaży publicznych 85% społeczeństwa popiera wciąż Putina. Nie tylko Putina. Pięcu najpopularniejszych polityków rosyjskich są w jego obecnym gabinecie a na szóstym miejscu jest członek opozycji, ale nie tej liberalnej, lecz ultra-narodowej, czyli Żyrynowski. Rosjanie pamiętają okres rządów Gorbaczowa i Jelcyna jako lata klęski i upokorzenia, tak jak kiedyś oceniano okres “smuty” na początku XVII wieku kiedy w Rosji trwała anarchia a Polacy opanowali Kreml. Jelcyna kojarzono z rozpadem nie tylko Związku Sowieckiego, ale nawet Federacji Rosyjskiej, gdy gubernie rządziły się same a Czeczenia niemal wywalczyła niepodległość; kiedy NATO zignorowało weto rosyjskie w ONZ, bombardowało sojusznicą Serbię i przyznało niepodległość Kosowie; kiedy kraje bałtyckie przystąpiły do NATO; kiedy Rosja musiała ogłosić bankructwo i uzależnić się od zachodnich banków a oligarchowie prowadzili gospodarkę rabunkową wyworząc dochody z rozkradzionych sprywatowanych firm do banków zachodnich. W oczach przeciętnego Rosjanina to Putin przywrócił porządek wewnętrzny, ujarzmił oligarchów, zcentralizował władzę Moskwy nad guberniami, podniósł wartość rubla, zgniótł bunt Czeczenii, powstrzymał parcie UE na Ukrainie po pomarańczowej rewolucji i upokorzył USA w Syrii. Przywrócił Rosjanom poczucie optymizmu i dumy narodowej i zapewnił Rosjanom stały wzrost własnego dochodu i dostęp do towarów zachodnich przez niemal 15 lat. Szczególnie popularnym osiągnięciem były zimowe igrzyska olimpijskie w Soczi i odzyskanie niemal bezkrwawe Krymu po upadku rządu Janukowicza. Niedociągnięcia organizacyjne i widoczną korupcję władz nie zrobiło ża dużego wrażenia na szarego obywatela bo nie wiele o tym wiedział a nawet gdyby wiedział to wydawałoby się to małym kosztem wobec poczucia dobrobytu i bezpieczeństwa. Putin jest świadomy jak groźna jest sytuacja gospodarcza i militarna ale nie jest jeszcze w tak ciężkiej sytuacji podbramkowej jak by się wydawało na Zachodzie. Wręcz na odwrót. Wynik drugiego rozejmu mińskiego po interwencji kanclerza Niemiec i przeydenta Francji był dla niego wyraźnie korzystny. Uzgodniono zawieszenie walk ale w praktyce to zawieszenie nastąpiło dopiero po poddaniu się garnizonu ukraińskiego w Debalcewie. Ukraina ma prowadzić rozmowy konstytucyjne z osobami dotychczas określanymi jako “teroryści” a “nielegalne grupy” mają rozbroić się od razu, choc status tych “nielegalnych” nagle został zlegalizowany. “Cudzoziemskie wojska” mają natychmiast wycofać się kiedy, według Putina, tych “cudzoziemskich wojsk” na Ukrainie w ogóle nie ma. Dostęp do starej granicy Ukraina może uzyskać dopiero pod koniec roku a porządek i uskutecznienie umowy mińskiej ma przeprowadzić tylko 600 osobowy skład Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie pod wodzą dyplomaty włoskiego na 400 kilometrowym odcinku granicy pasa neutralnego. Oczywiście Putin liczy na zwłokę i zmęcznie decydentów unijnych gdzie państwa wydają zaledwie 1.5% dochodu na budżety wojskowe (wobec niemal 20% w Rosji) i gdzie Putin może liczyć na poparcie ze strony europejskich partii prawicowych jak Fronte National we Francji (częściowo subsydiowany przez Rosję) i na sympatię licznych przedsiębiorców zachodnich którzy zainwestowali w gospodarkę rosyjską w ostatniej dekadzie. Podejmuje wciąż inicjatywy na Bliskim Wschodzie wzmacniając pozycję Assada w Syrii, sprzedając broń nowym władzom Egiptu, kupując drony z Izraela i dostarczając Iranowi 70% ich uzbojenia wojskowego. Sprzedał ostatnio 12 reaktorów nuklearnych Indiom. Zaciągnął również półtora tryliona dolarów kredytu w Chinach przekazując im udziały w rosyjskich gigantach energetycznych jak Rosneft, Gazprom i Nowatek. Ostatnio trwają rozmowy z Cyprem o założeniu nowych baz wojskowych i lotniczych na tej wyspie, opodal baz RAFu. MiGy lecą bezkarnie nad Europą a szef Strategicznych Sił Pociskowych, generał Burbin, w dniu śmierci Niemcowa, zapowiada błyskawiczny odwet nuklearny wywołany automatycznie w wypadku nadmiaru radioaktywności gdziekolwiek w Rosji. Jest to gra hazardowa na czas, licząca na to że w międzyczasie cena nafty znów urośnie a Europie znudzą się sankcje i przestaną wspierać i zbroić Ukrainę. Liczy też na to że ogłupiony wciąż przez media obywatel rosyjski będzie gotów zacisnąć pasa na ten okres wierząc że recesja jest winą zachodniego agresora i ukraińskich “faszystów” których ich wielki wódz wreszcie poskromi, tak jak poskromił “zdrajcę” Niemcowa. Wiktor Moszczyński “Dziennik Polski” 6 marzec 2015