Sunday, 10 June 2018

Pięciogwiazdkowe Risotto Zadławi Europę


Źle się dzieje w podbrzuszu Europy. Właściwie to co się działo na pόłwyspie włoskim było przeciwstawieniem wszelkiej logiki gospodarczej już przez ostatnie dziesięć lat. Włochy to narόd o wielkim potencjale z trzecią największą gospodarką w strefie euro, mający obecnie wciąż 1.5% wzrostu gospodarczego rocznie. Lecz ma ogromne podziały w dochodzie poszczegόlnych mieszkańcόw, a przedewszystkim w dochodzie poszczegόlnych regionόw. Ma 11% bezrobocia , choć wiadomo że wiele osόb żyje z gospodarki czarnorynkowej często w ramach mafijnej działalności. Posiada rόwnież publiczny dług przekraczający 132% dochodu narodowego a przeciętne dochody nie przekraczają wysokości dochodόw z czasu wielkiego kryzysu finansowego w roku 2008. Przy wysokich wydatkach na świadczenia społeczne I archaicznym sposobie zarządzania poszczegόlnych firm Włochy posiadają niemal najniższą wydajność gospodarczą na głowę w całej Unii Gospodarczej.
Wszystko jeszcze jakoś się kleiło gospodarczo przez wiele lat przez lepik rozszerzonej korupcji na każdym szczeblu i przez łagodniejsze traktowanie spłacania długόw wobec Europejskiego Banku Centralnego prowadzonego zresztą przez włoskiego bankiera. Ze względu na szerokie rozmiary gospodarki włoskiej traktowano Włochy o wiele łagodniej niż, powiedzmy, Grecję czy nawet Hiszpanię. Liczono się też z tym że Włochy były jednym z sześciu państw zakładających strukturę ktόrą teraz nazywamy Unią Europejską. Rόwnież po upadku skorumpowanego hochsztaplera premiera Berlusconiego, rządy włoskie wykazywały duże poczucie odpowiedzialności za potrzebą spłacania długόw, wprowadzenia koniecznych reform i dotrzymania obietnic wprowadzenia ostrzejszej dyscypliny fiskalnej wymaganej przez reżym waluty euro. W postaci Premiera Mario Renzi, szefa progresywnej Partii Demokratycznej, Włosi zaufali nawet osobie z dużą charyzmą osobistą ktόry mόgł utrzymać dalej program większej dyscypliny w wydatkach i ograniczeniu wydatkόw wymaganych przez Europejski Bank Centralny.
Ale nawet Renzi nie był w stanie sprostać coraz wyraźniejszym sprzecznościom w zarządzaniu gospodarką i zapobiec rosnącej frustracji wynikającej ze stałego obniżenia w poziomie życia, za co najłatwiej było oskarżać elity polityczne i gospodarcze ktόrych identyfikowano z wymogami strefy euro. A elity mogły utrzymać się przy władzy przez tworzenie kolejnych koalicji partyjnych ktόre przez swoj wspόlne uzależnienie nie były w stanie podejmować skuteczniejszych krokόw dla zaspokojenia potrzeb sfrustrowanego lecz zrόżnicowanego elektoratu. Władzę przekazywały właściwie technokratom mającym zaufanie przedewszystkim sąsiednich państw europejskich wobec ktόrych Włosi byli zadłużeni.
Gospodarcze i polityczne sprzeczności tego systemu najefektowniej prześmiewał popularny komik włoski Bepper Grillo ktόry przeszło 10 lat temu wzniecił nowy ruch polityczny mający na celu wprowadzenie demokracji “bezpośredniej”, przedewszystkiem na szczeblu lokalnym, i domagał się “oczyszczenia” instytucji parlamentarnych z zawodowych politykόw i osόb skazanych poprzednio za przestępstwa. Krytykowano też rolę Unii Europejskiej w uniemożliwieniu radykalniejszych reform gospodarczych. Zapowiedział że jego ruch nie będzie wspόłpracował w żadnej tradycyjnej koalicji i będzie domagał się ostrzejszych przepisόw w ochronie środowiska. Przy stęchłej atmosferze włoskiej demokracji opartej na koalicjach i rządach technokratόw, ruch Grillo, zwany Narodowym Ruchem Pięciogwiazdkowym, uzyskał coraz szersze poparcie w wyborach na wszystkich szczeblach. Wybierano kandydatόw na podstawie plebiscytόw lokalnych a nie według kluczy partyjnych. Przedstawiciele Ruchu wybrani zostali na przykład na burmisztrzόw Rzymu i Turinu I Ruch regularnie uzyskiwał poparcie w okolicach 20% na szczeblu krajowym.
Lecz wzrastający niekończący się napływ uchodźcόw z Afryki Pόłnocnej ktόrych Włochy zmuszone zostały przyjąć, najbardziej zaognił sytuację. Inne kraje unijne nie kwapiły się aby przyjąć znaczną część tych uchodźcόw z rąk Włochόw. Początkowe wielkie akcje humanitarne w ratowaniu tych uciekinierόw przemieniały się z czasem w ostre konflikty społeczne I wzbudzenie poczucia bezradności I strachu wobec nowoprzybyłych, a szczegόlnie w południowych prowincjach gdzie poziom życia był i tak niski. Wykorzystały to z kolei prawicowe organizacje polityczne, a szczegόlnie tzw. Liga (poprzednio Liga Pόłnocna) ktόra zapowiadała że po zdobyciu władzy będzie w stanie wypędzić niepotrzebnych cudzoziemcόw, wprowadzić ambitny program zainwestowania w infrastrukturę państwa i “odzyskać monetarną suwerenność” przez wystąpienie ze strefy walutowej euro. Przywόdca Ligi, Matteo Salvini, jest entuzjastycznym sympatykiem zarόwno Trumpa jak i Putina.
Czując potrzebę radykalniejszych zmian w strukturze politycznej aby zapobiec tym ruchom anty-europejskim z prawa i z lewa, premier Mario Renzi zapowiedział referendum w zeszłym roku aby zmienić konstytucję, osłabić senat i wzmocnić centralną władzę centralną wykonawczą. Sromotnie przegrał I musiał zrezygnować z premierostwa. Ruch Pięciogwiazdkowy (M5S) i prawicowa Liga prowadziły ostrą lecz skuteczną kampanię aby obalić referendum.
Doceniając słaby autorytet tradycyjnych partii w obliczu ich niepopularności w społeczeństwie Prezydent Sergio Mattarella zmuszony został zwołać nowe wybory w marcu tego roku. Wynik podkreślił jeszcze mocniej obecny stan rzeczy. M5S pod przewodnictwem nowego lidera Luigi di Maio zdobył 32.7% głosόw i największą ilość mandatόw w Izbie parlamentarnej. Na drugim miejscu uplasowała się Liga , uzyskując 17%), a dopiero na trzecim Partia Demokratyczna. Po niemal trzech miesiącach impasu politycznego dwie partie anty-establishmentowe zdecydowały, mimo wspόlnych zatargόw, powołac nowy rząd a na czele miał stanąć technokrata professor prawa, Giuseppe Conte, ktόry ma zaufanie obydwu stronnic. Skrajnie prawicowy Salvini przyjął funkcję ministra spraw wewnętrznych a di Maio funkcję wicepremiera i ministra od gospodarki. Prezydent z początku zakwestionował kandydata nowej koalicji na ministra finansόw ktόry był zagorzałym przeciwnikiem waluty euro. To wywołało nowy kryzys polityczny ktόrego skutkiem mogłyby być nowe wybory w wyniku ktόrych obie partie radykalne zdobyłyby jeszcze więcej mandatόw. Ale po paru dniach oskarżeń Prezydenta o zdradę stanu skończyło się na tym że koalicja podała nowego kandydata na ministra finansόw ktόrego już mόgł Prezydent przyjąć.
Obecny rząd Ruchu i Ligi jest z kolei 66y rząd Włoszech od czasu Drugiej Wojny Światowej, a z nich wszystkich najbardziej radykalny i politycznie nieokrzesany. Zapowiada zaskakujące zmiany na każdym froncie. Ma zamiar wprowadzić uproszczony system podatkowy oparty tylko na dwuch poziomach oprocentowanego dochodu, czyli na 15% i na 20% i chce odwrόcić cięcia w emeryturach wprowadzone jeszcze w roku 2011. Zapowiada “dochόd obywatelski” €780 miesięcznie dla osόb poszukujących pracę i dla ludzi w potrzebie (taka włoska wersja naszego 500 plus, ale nie prorodzinna). Te dodatkowe dziury w budżecie wynikające z tych reform społecznych chce załatać sprzedażą państwowych udziałόw w firmie inwestującej w fundusze emerytalne, sprzedażą rόwnież innych państwowych instytucji i zamrożeniem znacznego procentu długu wobec Europejskiego Banku Centralnego.
W ogόle chce zmniejszyć mocną dyscyplinę fiskalną utrzymaną przez strefę euro co powoduje już mocne reakcje w Brukseli, Paryżu i Berlinie. ź Wyraźnie wpada też w konflikt z innymi instytucjami europejskimi przez inne decyzje, a mianowicie zelżenie w unijnych regulacji usług, w zawieszeniu udziału w sankcjach przeciwko Rosji I w wprowadzeniu ostrego kursu anty-imigracyjnego opartego na natychmiastowym wyrzuceniu przeszło pόł miliona nielegalnych imigrantόw z Afryki. W innych dziedzinach widać wyraźny konflikt między koalicjantami gdzie na przykład Liga chce zwalczać bezrobocie przez ambitne inwestycje w infrastrukturze, gdy zaś mocny zielony odłam Ruchu Pięciogwiazdkowego odrzuca wielkie projekty tego rodzaju jako są zagrożeniem dla ekologii.
Trudno przewidzieć aby ta koalicja miała szanse przetrwania dłużej niż rok ale w międzyczasie może narobić wiele szkόd dla instytucji demokratycznych i dla funkcjonowania gospodarki. Może też wzmocnić konflikty z sąsiadami południowymi jak Tunezja w momencie kiedy Włochy powinny wzmożyć umowy repatriacyjne z tymi krajami. Nie jest wykluczone że cały system bankowy we Włoszech może być zagrożony przez niezrόwnoważoną politykę gospodarczą.
Ale nie tylko gospodarka włoska jest tu zagrożona. Zapowiada się jeszcze następny z kolei etap w przedłużonym kryzysie w Eurolandzie, a właściwie i w samej Unii Europejskiej. Po kryzysach finansowych, nawale uchodźcόw, wybrykach prawnych w Polsce i na Węgrzech, po Brexicie, i po zapowiedzianej wojnie celnej ze Stanami Zjednoczonymi, bałagan włoski jest mimo wszystko największym zagrożeniem dla Europy bo trafia w same jej serce. A winę za to muszą ponosić instytucje europejskie ktόre pchają wciąż strategię finansową opartą na stabilizacji euro kosztem wszystkich państw południowych ktόre nie mają elastyczności aby odbić się od zawyżonych cen dewaluacja swojej waluty. Już od czasu kryzysu finansowego jedynie państwa pόłnocnej Europy, a szczegόlnie Niemcy, korzystają z niskiego (dla nich) kursu europejskiej waluty ktόra umożliwia im eksportować tanio towary przemysłowe i rolnicze, a innym państwom jak Włochy narzucają rygor obcy ich rozwojowi gospodarczego. Euro miało być tym żelem ktόry zapewni spόjność w rozwoju wszystkich państw europejskich, a stał się powodem największego rozbicia w rodzinie europejskiej. A więc nie tylko Włochy muszą zreformować, ale Unia Europejska rόwnież. Inaczej kryzys włoski może zakończyć się nie tylko kryzysem finansowym dla euro, ale i rozkładem politycznym Unii Europejskiej.
Wiktor Moszczyński

Tuesday, 29 May 2018

Największy wrόg Izraela.


Powojenne pokolenia Polakόw kochały Izrael. Nasza wiedza o nim mogła być nieco powierzchowna ale widzieliśmy śmiałe odważne państwo stawiające czoło nieprzejednanym wrogom ktόrzy nie chcieli uznać jego istnienia i oświadczali że chcą go ewentualnie zniszczyć. Izrael wydawał się nam europejski, ze swoimi tradycyjnymi partiami politycznymi i ze wszystkim cechami i wyzwaniami kultury europejskiej. Podziwialiśmy śmiałość (po żydowsku “hucpa”) komandosόw jak rόwnież ich ofiarność i przedsiębiorczość w przeobrażeniu pustynnych terenόw w żyzne pola i sady owocowe. Czuliśmy tym większe przywiązanie bo na początku najpopularniejszym językiem Izraela, poza angielskim i hebrajskim, był język polski.
Mieliśmy też poczucie wielkiego długu moralnego wobec nich za to że tak wielu bezbronnych Żydόw wymordowano w naszej Europie i że choćby z tych powodόw im się te ziemie należały. Byliśmy przecież wychowani na biblijnych opowiadaniach o wybranym narodzie żydowskim ktόre traktowaliśmy jako naszą pra-historię i ktόrą podzielał każdy narόd chrześcijański. Abraham, Mojżesz, Dawid, Solomon, Izajasz to jakby nasi protoplaści. A więc ich holokaust stał się jakby i naszym holokaustem; przeżywaliśmy z nimi potrzebę odzyskania Ziemi Obiecanej.
Tradycyjne przedwojenne europejskie nastroje antysemickie były dla nas na Zachodzie zupełnie obce. A nawet w Polskiej Republice Ludowej gdzie tkwił jeszcze podskόrny antysemityzm i gdzie propaganda sowiecka określała Izrael jako bastion imperializmu amerykańskiego, społeczeństwo polskie przyjęło ze szczerą choć zakamuflowaną radością wiadomość o zwycięstwie wojsk izraelskich w wojnie sześciodniowej, co widać było w rόżnych powszechnie znanych kawałach na ten temat.
Oczywiście z punktu widzenia arabskich sąsiadόw wyglądało to zupełnie inaczej. Palestyna odwiecznie leżała na terenach arabskich, choć wspόłżyły tam i inne narody, a szczegόlnie Żydzi i Ormianie. Jerozolima pozostaje dla muzułmanόw świętym miastem ze względu na powiązania z Prorokiem Mahometem. W czasie wczesnego średniowiecza chrześcijańskie krucjaty opanowały Palestynę i założono szereg efemerycznych krόlestw, lecz ostatecznie zapanował tu sułtanat osmański ktόry panował do końca Pierwszej Wojny Światowej. Turcja znalazła się po stronie niemieckiej w tym konflikcie, wobec czego Brytyjczycy w Egipcie podsunęli szczepom arabskim projekt niezależnego państwa arabskiego na oswobodzonych terenach Syrii i Palestyny, mimo że w tym samym czasie zachęcili rόwnież Żydόw do założenia na tym samym terenie swoją siedzibę narodową. Przez dwadzieścia lat Brytyjskiego Mandatu Londyn zapewniał zarόwno Żydόw i Arabόw że będą mogli wspόlnie zamieszkać na tych terenach. Sąsiedzi arabscy i żydowscy mogli jeszcze wspόłżyć na tym terenie do czasu, karmieni brytyjskimi sprzecznymi przyrzeczeniami.Lecz prόby masowego osiedlenia tu europejskich Żydόw szukających bezpiecznego schroniska po pożodze wojennej, ktόre władze brytyjskie starały się powstrzymać na siłę, stworzyły sytuację wybuchową między dwoma narodami czego Brytyjczycy nie byli już w stanie opanować.
Przekazali swόj mandat ONZowi ktόry zaproponował utworzenie rόwnolegle dwoje niezależnych państw z Jerozolimą jako wolnym miastem, na co Izrael 14 maja 1948 zareagował ogłoszeniem się niezależnym państwem. Stoczył wόwczas wojnę o terytorium Palestyny z arabskimi państwami. Dotarł nawet do przedmieścia Jerozolimy, I na koniec przepędził 700 tysięcy Arabόw do państw sąsiednich gdzie trzymano ich przez wiele dekad w obozach dla uchodźcόw. Dla ludności arabskiej ta wojna nazwana jest “nakba” czyli katastrofą. 8 lat pόźniej Izrael uwikłał się w wojnę z Egiptem jako sojusznik Anglii i Francji gdzie ich wojsko podeszło pod Kanał Sueski, a następnie w roku 1967 napadnięty wspόlnie przez Syrię, Egipt i Jordanię, pokonał ich wojska i przejął kontrolę nad całą Palestyną łącznie z pozostałą częścią Jerozolimy, lewym brzegiem rzeki Jordan i miastem Gazą. Na tych terenach okupowanych miało ewentualnie powstać oddzielne państwo palestyńskie, pod nadzorem państwa Izrael. Przez wiele lat układ ten zwalczała znaczna część Palestyńczykόw kierowanych przez paramilitarną grupę Al Fatah, ktόra przeprowadzała ataki terorystyczne wobec Izraela zarόwno na terenie własnym jak i wobec obywateli Izraelu za granicą. Te walki nabierały czasem formy niechlubnych wyczynόw jak porwanie i zamordowanie izraelskich zawodnikόw olimpijskich w Monachium czy uprowadzenie samolotu Air France do Entebbe. Przez cały ten okres zawsze kibicowaliśmy Izraelowi i gdy wreszcie doszło do umowy z szefem Al Fatah, Arafatem, i uznano go jako pierwszego prezydenta Państwa Palestyńskiego pod protektoratem Izraela wszyscyśmy odetchnęli. Izrael obejmuje teraz około 80% starego mandatu brytyjskiego, a tereny okupowanej Palestyny tworzą pozostałe 20%. Wyglądało to na optymalne rozwiązanie zarόwno z punktu widzenia bezpieczeństwa jak i sprawiedliwości.
Rzeczywiście nastąpił wόwczas okres względnego pokoju i przyjaciele Izraela mogli z optymizmem przyglądać się rozwojowi kraju i jego prόbami dojścia do porozumienia z sąsiadami, a szczegόlnie z Egiptem. Lecz pokojowi zaczął przeszkadzać nowy agresor. Tym razem chodziło nie o Arabόw ale o osadnikόw żydowskich budujących na tych ograniczonych terenach przeznaczonych dla Palestyńczykόw. Nawiedzeni swoją wiarą że okupują historyczne tereny Judei i Samary przeznaczone Żydom jeszcze w Piśmie Świętym, nie przejmowali się prawami lokalnych mieszkańcόw. Wiedzieli że żaden rząd izraelski nie będzie miał odwagi im się oprzeć. Mało tego, liczyli jeszcze na to że państwo izraelskie ochroni ich przed protestującymi wysiedlonymi mieszkańcami. I rzeczywiście, chcąc nie chcąc, wojsko musiało bronić te osiedla. Z początku rząd robił to niechętnie będąc świadomy że każdy kraj w ONZie, za wyjątkiem śtanόw Zjednoczonych, potępia tą działalność. Premier Icchak Rabin nazywał osadnikόw “rakiem na tkance naszej demokracji.” Lecz od czasu zamordowania Rabina w roku 1995 gdy obecny premier Beniamin Netanyahu objął rządy, nowe władze praktycznie zachęcają osadnikόw do nowych konstrukcji na terenach palestyńskich. Izrael ma swoich zagorzałych wrogόw w ruchach militarnych jak Hezbollah w Libanie, Hamas w Gazie i Irańską Rewolucyjną Gwardię, jak rόwnież rządy Syrii czy Arabii Saudyjskiej, ale rząd Netanyahu robi wszystko przez swόj zawzięty upόr w obronie budowy nowych osiedli, aby do tych nieprzejednanych wrogόw zaliczyć rząd i ludność Palestyny czy bardziej umiarkowane państwa muzułmańskie
Tydzień temu Izrael obchodził swoje 70 urodziny. Izrael się cieszy. Jest lokalnym mocarstwem na Bliskim Wschodzie, dumny ze swoich osiągnięć, uzbrojony nielegalnie nawet w broń nuklearną ktόrą żaden z ich rywali nie posiada. Popiera ich na razie z zapałem zmienny w poglądach Prezydent Trump ktόry też odrzucił koncepcję dwuch państw na terenie Palestyny i uznał Jerozolimę za stolicę Izraela. Teraz naiwnego Prezydenta wpychają na niepotrzebną konfrontację z Iranem mimo protestόw ze strony nie tylko ONZ ale i Unii Europejskiej.
Bo europejscy przyjaciele Izraela wcale się nie cieszą. Poza Ameryką, Izrael znalazł się w dyplomatycznej izolacji. Dla ONZ Izrael ma tylko pogardę bo tyle razy starano się tam bezskutecznie potępiać Izrael za brutalność ich odwetόw przeciw sąsiadującym państwom lub przeciw lokalnym buntom młodych Arabόw. Obecnie snajperzy izraelscy strzelają bronią palną do mieszkańcόw Gazy protestujących zza krat swojej linii granicznej przeciw uznaniu Jerozolimy jako stolicy i w akcie rozpaczy z okazji 70-lecia ich “nakby”, czyli klęski. Według ONZ w ostatnich trzech tygodniach snajperzy zabili 106 protestujących Palestyńczykόw, w tym 15 dzieci. Jeszcze można by uzasadnić ich brutalne riposty na pociski Hamasu lecz strzelanie do protestującej młodzieży nie posiadającej broni wskazuje jak daleko zadufanie z siebie zamyka Izraelowi oczy na wyraźny ślepy zaułek do ktόrego prowadzi ich obecna polityka. To już jest nie żydowska “hucpa” lecz “hubris”. Z jednej strony ciągną w kierunku wyraźnej wojny przeciw Iranowi i jej sojusznikom, a na terenie Palestyny wprowadzają stan stałej okupacji zbrojnej w ktόrej arabscy mieszkańcy mogą być poddani jakiemuś systemowi apartheid bez prawa głosu. Będzie to gruntownym zaprzeczeniem izraelskiej demokracji i zapewni permanentny stan wojny i nienawiści w ktόrej kiedyś w dalszej przyszłości lepiej uzbrojone już państwa muzułmańskie mogą ostatecznie rozliczyć się z Izraelem.
Gdzie ta tradycyjna mądrość żydowska? Gdzie ich miłość pokoju? Gdzie ten humanizm ktόrym kiedyś wzbogacali rozwόj cywilizacyjny całej Europy? Kto w Izraelu pokona to obecne samolubne zarozumialstwo ktόre oślepia im drogę? Obecnie sami są już największym wrogiem własnego swojego rozwoju kierując ten wspaniały narόd niechybnie do ewentualnej katastrofy.
Zresztą czy to nie jedyny znany nam z bliska kraj poddający się takiemu zaślepieniu?

Wiktor Moszczyński

Monday, 14 May 2018

Krόlewskie Wyrόżnienie

Jakoś w ostatnich latach nie jest łatwo pisać z optymizmem o zjawiskach społecznych w polskim społeczeństwie w Wielkiej Brytanii przy wzrastających napięciach międzypokoleniowych, rosnących obawach o prawo pobytu tutejszych Polakόw po Brexicie i debacie o radykalizujących poglądach napływających z Polski wśrόd zdezorientowanej młodzieży.
Mam jednak antidotum dla osόb załamujących się pod kaskadą przewrażliwionych obaw o przyszłość naszego społeczeństwa w tym kraju. Proponuję zapoznać się z działalnością najbliższej polskiej szkoły sobotniej. Mόwię “najbliższej” bo istnieje ich przeszło 170 na całym terenie Wielkiej Brytanii, a więc musi być przynajmniej jedna szkoła blisko każdego środowiska polskiego na tych Wyspach.
W zeszłą sobotę skorzystałem z zaproszenia i miałem przyjemność uczestniczyć w uroczystościach przy wręczeniu odznaczenia Queen’s Award for Voluntary Service (QAVS) Polskiej Sobotniej Szkole Przedmiotόw Ojczystych im. T. Kościuszki na Ealingu. Odznaczenie jest najbardziej prestiżowym wyrόżnieniem dla organizacji opartej głόwnie na pracy ochotnikόw i składa się z dyplomu od Krόlowej, przezroczystej makiety z nazwą organizacji i możliwości corocznego zaproszenia przedstawiciela danej organizacji na krόlewski “garden party” przy Buckingham Palace. I rzeczywiście na ceremonię przybył przedstawiciel Krόlewej na miasto Ealing, noszący szumny tytuł Representative Deputy Lieutenant for London Borough of Ealing, lecz z polskim nazwiskiem. Był synem słynnego lotnika Franciszka Kornickiego, byłym szefem oddziału do spraw zorganizowanej przestępczości w Home Office i obecnie przewodniczącym Komitetu Ochrony Pomnika Lotnikόw. Po wzruszającym przemόwieniu w języku polskim p. Richard Kornicki, wręczył uroczyście makietę i dyplom krόlewski wybranym przedstawicielom kierownictwa szkoły. Przemawiali następnie Ambasador RP Arkady Rzegocki i Krystyna Oliffe, Prezes Polskiej Macierzy Szkolnej.
Inicjatywa nadania odznaczenia polskiej szkole pochodziła od dobrze znanego Polakom lokalnego posła Stephen’a Pound. Na spotkaniu w szkole ożywił swoim tradycyjnym wylewnym opisie o pozytywnej roli Polski i Polakόw na Ealingu. Zresztą zna ten temat od podszewki bo miał wielu przyjaciόł polskich i doradcόw (do ktόrych się chyba zaliczam) ktόrzy szkolili go w wymawianiu polskich słόw jak “flaga polska na Ratuszu”. Wysławił rόwnież patrona szkoły Kościuszkę ktόremu gotowy był jednak przebaczyć że walczył po amerykańsliej stronie przeciwko Brytyjczykom w Wojnie o Niepodległość Ameryki. Rozbawił słuchaczy do tego stopnia że gotowi byli przebaczyć mu błąd w sprawie Gόry Kościuszko; znajduje się w Australii, a nie w Ameryce.
Dr Marek Stella-Sawicki, prezes Polish Historical Society, przekazał obecnym okrągłą tablicę pamiątkową reklamującą szkołę, ktόrą już ofiarował rok temu. Tablica jest wykonana w stylu brytyjskich “Blue Plaques”, lecz w szarym kolorze. Prezes Stella-Sawicki, ze swoją zwykłą śmiałością, skorzystał z chwili aby zaskoczyć obecnego w pierwszym rzędzie p.Andrew Johnson, dyrektora szkoły angielskiej, St Benedicts School, czyli gospodarza budynku w ktόrym szkoła polska odbywa swoje czynności, aby zgodził się (po roku wahania) na znalezienie odpowiedniej części zewnętrznego muru budynku aby umieścić tam tablicę na stałe. Przyjęto to dużymi brawami.
W profesjonalnej lecz serdecznej atmosferze szkoła wyraziła podziękowanie za wyrόżnienie. Pod sprawnym przewodnictwem prezesa powiernikόw koła rodzicielskiego, p. Jarosława Skręty, odbyła się seria krόtkich przemόwień zarόwno w języku angielskim jak i polskim. Były prezes powiernikόw, Krzysztof de Berg, obecnie nauczyciel historii w szkole, opisywał zasadniczą rolę wolontariatu działającego przy szkole od wielu pokoleń wstecz a nowy dyrektor szkoły p. Sylwia Spek dała wyraz podziwu dla pracy ochotnikόw wśrόd rodzicόw i opisała na czym polega wspόłpraca wolontariatu z nią jako dyrektorką szkoły. Prezes Skręta przedstawił swojego długoletniego poprzednika Andrzeja Rumuna i poprosił go aby przyjął w imieniu szkoły dyplom i makietę z rąk przedstawiciela Krόlowej. Nie można było mieć podobnej uroczystości bez udziału uczniόw. Chόr składający się z młodszych dzieci ze szkoły odśpiewał wiązankę piosenek a nieco starsza grupa młodzieży odtworzyła skecz podkreślający potrzebę dobrego opanowania mowy polskiej by mόc zachować dumę z własnego kraju pochodzenia a na tym opiera się zdrowy patriotyzm.
Prezes Skręta skorzystał z okazji aby wyrόżnić specjalnym pochwalnym dyplomem czterech szczegόlnie zasłużonych wolontariuszy. Charakterystyczną cechą całej czwόrki, niezależnie od rόżnorodności ich dokonań, była długoletność ich stażu. Na pewno dotyczyło to i wielu innych ochotnikόw pracujących przy szkole. Oznaczało to że zaczęli swoją działalność jako rodzice opiekujący się szkołą w czasie pobytu w niej swoich dzieci, lecz po odejściu ich dzieci ze szkoły pozostaja na swoim posterunku z poczucia obowiązku i dumy ze swojej pracy. A wielokrotnie ich dzieci wracają do szkoły jako opiekunowie kiedy oni ponownie przyprowadzają z kolei swoje dzieci. Ciągłość i wspόłpraca pokoleń jest tym ważnym elementem wieloletniego sukcesu tej szkoły.
Jak przypomniał Prezes Skręta, szkoła istnieje i wychowuje młodych Polakόw już niemal 70 lat, bo od roku 1950 kiedy założył ją pierwszy proboszcz parafii na Ealingu, ks. Wrόbel. Była to chyba pierwsza polska szkoła w Londynie. Pamiętam te wczesne czasy kiedy szkoła zaczynała w prywatnych pomieszczeniach, a pόźniej przeniosła się kolejno do St Gregorys School i do Grange School na Ealingu. Trochę w stylu Dr Jekyll i Mr Hyde byłem zarazem celującym uczniem i strasznym rozrabiaką. Lecz znałem na wylot historię Polski, a geografii uczyliśmy się z mapy Polski sięgającej od Odry i Nysy do Zbrucza i Wileńszczyzny. Lekcją religii zajmowała się urocza (w moich dziecięcych oczach) Siostra Katarzyna, a z okazji pierwszej komunii Ksiądz Kornacki załatwił dla nas piękny indywidualny kolorowy dokument na pergaminie zawierający imienne błogosławieństwo Papieża Piusa XII. Szkόła ewoluowała, powiększała się, to znόw pod presją demograficzną zmniejszała się, aż w ostatnich piętnastu latach przekroczyła ponownie 600 uczniόw, od przedszkola do klas maturalnych. W tej chwili nie może przyjmować wszystkich uczniόw zgłaszających się co roku i zmuszona jest odsyłać wiele dzieci do innych lokalnych polskich szkόł na Ealingu czy Chiswicku.
Lecz charakter szkoły pozostał ten sam, przekazujący uczniom miłość do języka i kultury polskiej, co z kolei ułatwia uczniom w uzyskaniu poszanowania dla Polski i jej tradycji. Co napawa mnie szczegόlnym optymizmem to jest stały entuzjazm dzieci do uczęszczania w szkole, nawet przez te trudne lata buntujących się nastolatkόw, bo wyczuwam że wzmacnia to ich więzi społeczne na przyszłość. Wiem z własnego doświadczenia że moi koledzy i koleżanki ze szkoły polskiej i harcerstwa pozostają do dziś moimi najserdeczniejszymi przyjaciόłmi.
Drugim tak pozytywnym elementem tej szkoły jest jej wychowawcza rola nie tylko dla uczniόw ale rόwnież dla samych rodzicόw, niezależnie od tego czy są wolontariuszami czy nie. Przysposabia ich do udziału aktywnego uczestnictwa zarόwno w środowisku polskim i brytyjskim. Szkoła umiała zebrać petycję przeszło 50,000 podpisόw dla utrzymania egzaminu polskiego na poziomie A level ; ofiaruje możliwość dostępu do dalszych brytyjskich zawodowych kursόw pedagogicznych dla nauczycieli; wysyła pomoc materialną polskim szkołom na Ukrainie i na Białorusi; udziela się w polskich i brytyjskich akcjach charytatywnych; wspόłpracuje z organizacjami jak Poles in Need i Polish Psychologists Association aby wspierać dzieci i rodziny specjalnej troski; organizuje spotkania dla rodzicόw z organizacjami brytyjskimi i z policją aby ułatwić wspόłpracę i wspόlne zrozumienie ich roli w zwalczaniu przestępczości; utrzymuje też dobre stosunki z parafią brytyjską i z lokalnym władzami samorządu. Jest to wzorowe przygotowanie społeczeństwa na życie w Wielkiej Brytanii, oparte na integracji ze środowiskiem brytyjskim, ale bez asymilacji. Ważnym wyzwaniem dla wszystkich polskich szkόł pod koniec tego roku będzie akcja uświadamiająca o potrzebie rejestrowania się w Home Office dla wszystkich polskich rodzin i pojedynczych Polakόw bez obywatelstwa brytyjskiego, jeżeli będą chcieli pozostać po Brexicie.
Stoi też przed szkołą znaczny problem natury finansowej. Szkoła prowadzi swoje księgi skrupulatnie, znajduje rόżne źrόdła dochodόw ale traci na ilości dotacji ze Wspόlnoty Polskiej. Opiera się na opłatach i dotacjach ze strony rodzicόw lecz i tak była zmuszona z powodόw oszczędnościowych zwolnić dwuch nauczycieli w zeszłym roku. Szkoły polskie jak Ealing są wielką nadzieją dla przyszłości naszej społeczności i nie mogą opierać się wyłącznie na pracy ofiarnych wolontariuszy. Docenia to Fundacja SPK ktόra już od dwuch lat dopuszcza przedewszystkiem sztandary szkolne pod pomnik katyński w czasie corocznych uroczystości. Całe społeczeństwo polskie będzie musiało skupiać swoje środki materialne na pierwszym miejscu na zapewnianiu przyszłości polskim szkołom bo bez tych szkόł nie mamy przyszłości.

Monday, 30 April 2018

EU citizens? Nie, my Polacy!

Jak już wielu cierpliwych czytelnikόw Tygodnia Polskiego domyśliło się z lektury moich felietonόw jestem aktywnym członkiem onkiem
onkiem organizacji the3million ktόra jest głosem medialnym przeszło trzech milionόw obywateli unijnych w tym kraju. Przez swόj partnerski związek z organizacją British in Europe broni też interesόw miliona obywateli brytyjskich żyjących w krajach Unii, głόwnie we Francji i Hiszpanii. The3million ma przeszło 30,000 odbiorcόw ze swojej strony internetowej, ma stały kontakt z Home Office, z ministerstwem do spraw opuszczenia Unii (DExEU), z posłami i członkami Izby Lordόw, i z europosłami w Brukseli. Ostatnio miała spotkania z decydentami na najwyższym szczeblu, łącznie z negocjatorem unijnym Michel Barnier, z byłym premierem Guy Verhofstedt (ktόry jest głόwnym “strażnikiem” sprawy Brexit w Parlamencie Europejskim), z kolejnymi brytyjskimi ministrami do spraw imigracji, z ambasadorami londyńskimi 27 państw unijnych, jak rόwnież z organizacjami reprezentującymi samorządy angielskie i walijskie.
Organizacja ma już od roku osobiste zaproszenie od premiera Theresy May aby utrzymywać kontakt z ministerstwami. Świadoma niedociągnięć w działaniu Home Office starała się, przy poparciu europosłόw, o utrwalenie istniejących praw obywateli unijnych, co spowodowało poprawioną brytyjską ofertę “settled status” Dwukrotnie zmobilizowała skuteczne masowe lobby w parlamencie, organizowała wiec na Trafalgar Square, a ostatnio zasypała Home Office 127 pytaniami na jednym dokumencie do wyjaśnienia obecnego uzgodnionego statusu, na ktόre obecna minister imigracji Caroline Nokes przyrzekła że the3million otrzyma 127 odpowiedzi. The3million walczy o prawa obywateli unijnych jak lew.
Biorąc pod uwagę że jedną trzecią obywateli unijnych w tym kraju stanowią Polacy pomyślał by ktoś że Polacy masowo garną sie do wsparcia tej organizacji. I rzeczywiście jest mała garstka bardzo aktywnych Polakόw ktόrzy odgrywają w niej rolę. Ale jest to rzeczywiście garstka. W małych ilościach przybywali na lobbying i tylko mała grupka podniosła rękę na wiecu na Trafalgar Square gdy zapytano ilu było obecnych Polakόw. Na ostatnim masowym zlocie osόb protestującym przeciw Brexitowi widziałem tylko jedną flagę polska, a i ta należala do Komitetu Obrony Demokracji. Dlaczego nas tak mało?
Gdy rozdawałem ostatnio przed kościołem polskim na Ealingu ulotki the3million o potrzebie rejestrowania obywateli unijnych przed wyborami samorządowymi na ogόł spotykała mnie zupełna obojętność. Co to ma ze mną wspόlnego? Gdy rozdawaliśmy podobne ulotki na terenie Balham ulotki nasze chętnie przechwytywali Francuzi, Włosi, Litwini, Węgrzy. Lecz gdy moi koledzy podeszli do obywateli polskich na oczach ich były wyrazy zdumienia. “Are you EU citizens?” zapytano ich. “No no!” odpowiedzieli łamaną angielsczyzną, “We Polish” . Taką odpowiedź uzyskaliśmy dwukrotnie.
Czy na prawdę świadomość obywatelska masy Polakόw na Wyspie jest tak płytka? Gdy przypomina się obywatelom unijnym tu osiadłym że w ciągu następnych trzech lat, a więc do czerwca 2021, wszyscy obywatele unijni nie posiadający obywatelstwa brytyjskiego muszą się zarejestrować w Home Office lub być zdani na deportację razem ze swoją rodziną, czy Polacy nie są świadomi że tu chodzi o nich właśnie? Może rzeczywiście trafiliśmy w Balham na przypadki znudzonych Polakόw zaskoczonych przez nieznajome osoby na ulicy i ze słabą znajomością języka angielskiego. Lecz wielu jest takich ktόrzy wciąż nie pojmują co się dzieje w “polityce” i ktόrzy nie widzą powodu dlaczego mają tu głosować na kogokolwiek. To tak jakby proszono ich o głosowanie na innej planecie.
Inicjatywa the3million i innych podobnych organizacji nacisku powstała w środowiskach obywateli zachodniej Europy, często pochodzących z mieszanych małżeństw i posiadających brytyjskie dzieci, ktόrzy czują że ich pobyt w tym kraju jest oparty o podstawowy fundament prawny i że tu jest ich dom. Natomiast wielu Polakόw czuje że są tu intruzami, nawet jeżeli ich dzieci widzą swoją przyszłość w Wielkiej Brytanii. Myslą że co będzie, to będzie, ale to nie od nas zależy. Faktycznie co raz bardziej jestem przekonany że do szerokich mas Polakόw w Wielkiej Brytanii możemy dotrzeć tylko przez społeczne media polskie, przez telewizję polską lub co najwyżej przez ulotki z organizacji jak the3million skierowane wyłącznie w języku polskim do Polakόw.
I to dobrze pojął Jan Żyliński ze swoją akcją wyborczą z 48 polskimi kandydatami ktόry wie że przeciętny wyborca polskiego pochodzenia nie reaguje aż do jego drzwi zastuka Polak czy Polka. To potwierdza zresztą i moje doświadczenie że polski kandydat z ramienia brytyjskiej partii politycznej może trafić do polskiego wyborcy i uzyskać pojedynczy głos tylko jak się jemu osobiście przedstawi. Trzeba wtedy przejrzeć listę wyborcόw, spisać sobie wszystkie polskie nazwiska i imiona (tzn imiona polskich kobiet z nie polskimi nazwiskami) i odwiedzić ich wszystkich osobiście. Lecz jest to rόwnież głos rozpaczy, potwierdzający gettoizację znacznej części polskiego społeczeństwa ktόra nie jest w stanie czy nie ma chęci integrowania się z brytyjskim otoczeniem.
Czytając to wielu czytelnikόw Tygodnia Polskiego oburzy się. Jak to? Przecież stara emigracja gdy w końcu uzyskała obywatelstwa brytyjskie, a szczegόlnie ich potomstwo, jak najbardziej zintegrowała się, brała udział w wyborach i wystarczały im informacje czy hasła w prasie brytyjskiej skierowane ogόlnie do brytyjskich wyborcόw aby wiedzieć na kogo głosować. Tak samo oburzą się na to młodsi Polacy ktόrzy przybyli tu w ostatnim dwudziestoleciu, pracują w biurach angielskich, czy w bankach w City, czy zakładają własne przedsiębiorstwa, są lekarzami, księgowymi, nauczycielami, czy pracują w firmach gdzie istnieją dobrze zorganizowane związki zawodowe. Tak samo oburzonych byłoby sporo rodzicόw, a szczegόlnie matek polskich, ktόre żywo interesują się życiem swojego dziecka w angielskiej szkole. Z czasem doszedłem jednak do przekonania że te osoby tworzą tylko jak by pewną elitę życia polskiego na Wyspach i słabo orientują się życiem Polakόw kόrzy nawet teraz, 14 lat po wejściu Polski do Unii Europejskiej, nie znają ani języka ani zasad życia w tym kraju.
Cztery lata temu Polish City Club podjął inicjatywę zorganizowania spotkania z lokalnymi przywόdcami partii politycznych dla polskich wyborcόw żyjących w podlondyńskich przedmieściach Greenford i Perivale, gdzie 12% wyborcόw stanowią obywatele polscy. Reklamowano spotkanie masą ulotek rozdawanych pod lokalnym kościołem polskim i przy szkołach sobotnich na Northolt i na Ealingu. I rzeczywiście stawili się lokalni liderzy partii politycznych na Ealingu, telewizja i prasa polska, przedstawiciel Ambasady, no i oczywiście pełni zapału młodzi organizatorzy. A ilu przybyło lokalnych polskich wyborcόw? Tylko jedna osoba. Nie było właściwie żadnego dialogu czy żadnego wspόlnego języka, między elitą nowej fali a masą.
W tym roku proponowałem podobną inicjatywę ze wszystkimi partiami brytyjskimi, łącznie z Polską Dumą, ale już w ramach lokalnej parafii czy szkoły sobotniej. Od parafii nie było żadnej odpowiedzi. Prezes rady z jednej z polskich szkόł sobotnich wyraził wielkie zainteresowanie. Powiedział że postara się przekonać do tego rodzicόw w Radzie Szkolnej. Niestety prawie nikt go nie poparł. Wytłumaczył mi że jako Polak długo zamieszkały w Londynie, z dobrą pracą, pochodzący zresztą z Warszawy, bardzo popiera inicjatywy ktόre umożliwiają bliższą integrację polskich rodzin z środowiskiem brytyjskim. Lecz nie jest to pogląd innych członkόw rady szkolnej, szczegόlnie że w większości przybyli tu z terenόw wiejskich gdzie nastawienie do wszelkiej polityki jest negatywne. Pozatem za mało z nich znało wystarczająco język angielski aby uczestniczyć z pożytkiem w takim spotkaniu.
Nie można dać za wygraną. Polacy na ogόł są zintegrowani z życiem gospodarczym, pracują i płacą podatki a dzieci wysyłają do szkόl angielskich gdzie czują się młodymi Brytyjczykami. Świadomość obywatelska może pojawić się w końcu tak jak po wielu latach dla Polakόw powojennych. Lecz po drodze leży kryzys Brexitu na ktόry muszą w końcu zareagować czynnie, a nie biernie. Każdy obywatel polski tu żyjący a nie posiadający brytyjskiego obywatelstwa będzie musiał sie zarejestrować aby miał tu prawo pobytu do pracy, nauki i służby zdrowia dla siebie i dla swoich dzieci. Konsulat, polskie i brytyjskie organizacje charytatywne a prawdopodobnie wreszcie też i samorządy brytyjskie będą musiały stać na wysokości zadania aby jednemu milionowi Polakόw przypominać o przygotowaniu odpowiednich dokumentόw a potem informować i pomagać w tej koniecznej rejestracji. Ale każdy Polak czy Polka muszą obudzić się ze swojego obywatelskiego letargu i sami zadeklarować “Składam podanie o pozostanie, bo mam prawo jako obywatel unijny tu pozostać”.
Wiktor Moszczyński

Tuesday, 17 April 2018

Bukiety Agresji


W ostatnich dwuch tygodniach rozpętała się dziwna i zatrważająca w skutkach burza na ulicach dzielnicy londyńskiej Hither Green.
W nocy 4 kwietnia odbył się dramat. Do domu 70-letnich emerytόw wtargnęło dwuch włamywaczy. Wiemy że jeden z nich był uzbrojony w duży śrubokręt. Obudzili i nastraszyli niepełnosprawną właścicielkę domu a jej męża wyciągneli z sypialni i przeprowadzili do kuchni. Tu właściciel domu, 78-letni pan Richard Osborn-Brooks, zaczął szamotać się z jednym z napastnikόw i udało mu sie go zranić tym właśnie śrubokrętem. Skaleczonego 37-letniego złodzieja, Henry Vincent, wyprowadził z domu jego wspόlnik 28-letni Billy Jeeves i poprowadził do swojej ciężarόwki zaparkowanej na ulicy. Lecz Vincent był tak osłabiony że opadł na ziemię. Speszony tym, Jeeves czuł się zmuszony zostawić swojego kolegę leżącego na ulicy i odjechać. Rana okazała się być zbyt ciężka. Vincent leżał nieprzytomny na ulicy, w kałuży swojej własnej krwi. Tam go znalazła policja i służba zdrowia i zawieziono go do szpitala. Ciężarόwkę Jeeves’a znaleziono pόźniej spaloną w sąsiedniej dzielnicy a po Jeevesie znikł wszelki ślad.
Policję oczywiście wezwali domownicy. Gdy pan Osborne-Brooks opisał cały incydent policja, zamiast go pochwalić za odwagę, oskarżyła go wpierw o prόbę zabόjstwa napastnika, a potem prόbę zamordowania go. Po paru godzinach doszła wiadomość że Vincent umarł jednak w szpitalu ze swoich ran. Zmienono ponownie stan oskarżenia z prόby morderstwa na morderstwo. Zakutego w kajdanki stroskanego emeryta policja zawiozła do komisariatu i zamknęła w celi. Brytyjskie media, a przy tym duża część społeczeństwa brytyjskiego, była wręcz oburzona. Gazety opisywały pana Osborne-Brooks jako bohatera ktόry bronił własnego mienia i sparaliżowanej żony przed napaścią. Okazało się że Henry Vincent był zawodowym złodziejem, parokrotnie aresztowanym ktόry przesiedział szereg lat za kratami za oszustwa. Poza włamywaniem się do domόw specjalizował się w oszukiwaniu naiwnych emerytόw, wykonując niepotrzebne prace domowe za bajońskie sumy. Dla przykładu jednemu emerytowi zmienił jeden kafel na dachu za przeszło £10 tys. Szajka rodzinna skazana razem z nim 15 lat temu nabrała emerytόw na przeszło £440tys. Pod naciskiem mediόw i widocznym sygnałem z Home Office oskarżenie cofnięto i gospodarza domu odesłano spowrotem do chorej żony.
Niestety, pod wpływem opublikowanych gróźb na jego życie, biedny właściciel domu zmuszony został do opuszczenia własnego mieszkania wraz z małżonką. Policja obawiała się że ktoś z zamożnej rodziny zmarłego będzie chciał wziąść odwet za śmierć swojego kuzyna. Na razie mieszka pod chronionym adresem pod opieką policji ale czuł się zmuszony wystawić swόj dom na sprzedaż.
Okazało się że ucieczka starszego bohatera ktόry obronił własny dom nie wystarczyła. Od pierwszego dnia zaczęły ukazywać się bukiety kwiatόw i wspominkόw w kształcie misiόw i balonikόw przyczepionych do prywatnych płotόw na przeciwko domu pana Osborne-Brooks. Dolepiono na płotach listy od rodziny, a nawet list do “ukochanego Tatusia” rzekomo pochodzący od nieletnich dzieci zmarłego. Zarόwno sąsiedzi, jak i media, byli oburzeni. Jeden starszy brodaty, lecz energiczny, sąsiad zaczął zrywać i deptać kwiaty. Zapytany przez dziennikarzy dlaczego niszczy tą “tymczasową kapliczkę” orzekł że te symbole “ubliżają” mieszkańcom ulicy South Park Crescent, że są “aktem agresji” wobec nich, i że Vincent nie jest człowiekiem, a tylko “zerem”. Zwrόcił uwagę też na to że Vincent i jego rodzina rzekomo opływają w luksusach w czasie gdy jego własny ojciec ktόry “był ranny pod Monte Cassino” potem żył z nędznej groszowej tylko emerytury.
Następnego dnia kwiaty wrόciły. Kobiety ktόre je składały prosiły o “tolerancję dla rodziny” aby mogli godnie uczcić pamięć zmarłego na miejscu gdzie zmarł a zrywanie kwiatόw nazywały “aktem barbarzyństwa". Nie wyrażały żadnej skruchy. Tego samego popłudnia inny lokalny mieszkaniec przybył i niemal w milczeniu, ale na oczach kamer, zerwał ponownie bukiety kwiatόw.
Anarchia na ulicach Londynu! To była rzecz niesłychana. Prasa krajowa, a szczegόlnie brukowce, była oszołomiona kompletnym brakiem jakiegokolwiek porządku mimo nadejścia od czasu do czasu patrolόw policyjnych. W większości prasa, nawet ta liberalna, uważała że mieszkańcy ulicy mają prawo mieszkać bez potrzeby oglądania tych kwiatόw na cześć osoby krόra ich dotychczas prześladowała. Ale każdy liczył się z tym że w końcu policja i lokalne władze (czyli Lewisham Council) wkroczą w akcję i kwiaty usuną. Przecież to jest Wielka Brytania, gdzie zawsze panuje ład i bezpieczeństwo. Sondaż publiczny wykazał że 82% osόb pytanych uważało że kwiaty powinne być usunięte a na Facebooku przeszło pareset osόb natychmiast wyraziło poparcie na nowej stronie ktόrą założono w obronie mieszkańcόw.
I przyszła interwencja. Lokalny komisarz policji, Sir Craig Mackey, podkreślił w wywiadzie dla lokalnego radia LBC, że jest to przedwszystkiem tragedia dla rodziny zmarłego i lokalni mieszkańcy powinni uznać prawo rodziny do publicznej żałoby. W końcu “kładzenie kwiatόw nie jest zbrodnią” a ci co kwiaty zrywają mogą być aresztowani. Kontrowersyjny polemista w Daily Mail, Richard Littlejohn, napisał artykuł na całą stronę atakujący policję za ich polityczną poprawność z dopiskiem “a teraz będą stawiać pomniczki z kwiatόw dla zamachowcόw-samobόjcόw”.
Przedewszystkiem, poza niefortunną interwencją policji, daje się odczuć zupełne milczenie ze strony oficjalnych rzecznikόw lokalnych. Gdzie są lokalni radni? Gdzie jest lokalny poseł? (Czyli Heidi Alexander, MP for Lewisham East). Gdzie są lokalni duchowni? Kto występuje na miejscu w imieniu obrony prawa i załagodzenia konfliktu?. Kto stara się doprowadzić do jakiegoś porozumienia między potrzebami mieszkańcόw a życzeniami rodziny zmarłego? Wydaje się że anarchia rządzi dalej. Przez cztery dni kwiaty wracają; a przez cztery noce, mimo gróźb policji, kwiaty znikają
Dlaczego policja wydaje się być tak przychylna rodzinie zmarłego? Dlaczego inni nie spieszą się z interwencją, mimo że w innych okolicznościach, byliby pierwszymi do chwycenia za mikrofon, I do spotkania publicznego z mieszkańcami. Otόż, rodzina pana Vincent jest dość znana policji, a szczegόlnie w sąsiednim hrabstwie Kent, jako “crime family”, czyli jako rodzina przestępcza. Okazuje się że jego liczna rodzina mieszka w eleganckich okolicach podlondyńskich jak Orpington i St Mary’s Cray. Ponadto członkowie rodziny identyfikują się jako Romowie co nadaje ich statusowi element charyzmatycznej legendy gdzie ich codzienne poczynania osnute są w świecie fantazji i zbiorowej legendy. Posiadają swoje rodowe rytuały i wewnętrzne lojalności niekoniecznie zgadzające się z wymogami codziennego prawa. Ze względu na to że są traktowani jako mniejszość narodowa. Powołują się na bogatą historię tradycyjnego ucisku ich narodu I nietolerancji wobec ich stylu życia. Posiadają znamię “obcości”, ktόrych tradycje powinno się szanować. Policja londyńska jest nieco opętana takimi względami i przy innych grupach mniejszościowych, ale w wypadku Romόw ich obcość jest często uwypuklona przez nich samych na swoją własną korzyść. Policja zapowiedziała też że będzie chroniła orszak pogrzebowy, kosztujący przeszło £100,000, gdy będzie przechodził przez ulicę na ktόrej umarł Vincent. Poszczegόlni mieszkańcy grozili że orszaku nie dopuszczą do swojej ulicy.
Dopiero po 10 dniach kontrowersji, w ostatni poniedziałek, w porozumienu z policją zainterweniowała lokalna rada miejska i kwiaty usunięto już oficjalnie i przeniesiono gdzie indziej. To powinno było być wykonane natychmiast, w dzień po pierwszym ukazaniu sie bukietόw. Wiadomo że Romowie są przeważnie katolikami. Mόgł więc w porozumieniu z radą miejską, zainterweniować ktόryś ksiądz katlicki i zaproponować należyte miejsce dla składania kwiatόw przy jednym z kościołόw czy przy kaplicy na pobliskim cmentarzu Hither Green. Oczywiście zmarły zawsze ma prawo aby go rodzina żegnała czule i w tym wypadku z tradycyjnym cygańskim rozmachem, ale nie w takim miejscu, czy w taki sposόb, ktόry byłby wyzywający dla mieszkańcόw uchodzących jako ofiary czy potencjalne ofiary jego przestępstw.
Od razu zaznaczam że doceniam i szanuje potrzebę politycznej poprawności w zdrowym rozsądnym społeczeństwie. Polacy nie zawsze ją doceniają mimo że chroni ona też polskie społeczeństwo, a szczegόlnie polskie dzieci. Lecz musi to być poprawność prowadzona z umiarem i z poszanowaniem dla wszystkich środowisk w społeczeństwie. Nie można zezwalać na sytuację gdzie ludzie szanujący prawo czują się bezsilni i bez odpowiedniego przedstawiciela ktόry przemόwi w ich obronie. Inaczej przyjdą inni bardziej podejrzani “obrońcy” ktόrzy tak samo będą igrać z prawdą i z prawem, jak ci ktόrzy celebrowali bezprawną przestępczość Zmarłego i jego rodziny.
Wiktor Moszczyński

Monday, 2 April 2018

Ostatnia Rejestracja?


Tegoroczny Trzeci Maj to nie tylko “u Polakόw błogi raj” ale może też stać się ostatnią okazją dla obywateli polskich do zagłosowania w wyborach lokalnych w Wielkiej Brytanii. Zarόwno rząd brytyjski, jak i opinia publiczna, sympatyzują z poglądem że obywatele unijni po Brexicie powinni dalej mieć prawo udziału w głosowaniu. Niestety sprawa ta wypada poza nawias negocjacji z Unią gdyż każdy kraj unijny ma swoje własne prawa wyborcze i negocjatorzy UE umywają ręce od zajęcia stanowiska w tej sprawie. Ze względu na to że niemal wszystkie decyzje w tych negocjacjach podejmowane są na zasadzie wzajemności, a nie każdy rząd unijny gwarantuje Brytyjczykom za granicą prawo do udziału w wyborach, nie mamy żadnej gwarancji że obywatele unijni, a w tym Polacy bez obywatelstwa brytyjskiego, będą mieli prawo głosu od następnego roku.
A więc trzeba wykorzystać jak najbardziej tegoroczne wybory aby podkreślić naszą obecność i nasze prawa w tym kraju, bo może to być ostatnia nasza szansa. Jak dotychczas nasz udział w wyborach wypadał słabo w porόwnaniu z innymi miejszościami. Nie mieliśmy własnych postulatόw, nie mieliśmy własnych zebrań wyborczych, nie mieliśmy własnych kandydatόw. Po prostu nie istnieliśmy.
Według ostatnich szacunkόw jest nas przeszło million w tym kraju, z czego można wnioskować że jest około 600,000 upoważnionych do głosowania. W samym tylko Londynie mamy 110,189 polskich obywateli oficjalnie zarejestrowanych do głosowania, a więc mimo Brexitu, jeszcze więcej niż kiedykolwiek od czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej. Tworzymy niemal 2% wyborcόw całego Londynu. W samym tylko Ealingu mamy 14,861 wyborcόw, nie licząc oczywiście dalsze parę tysięcy Polakόw, czy osόb pochodzących z polskich rodzin, ktόrzy posiadają obywatelstwo brytyjskie. Tu rzeczywiście jesteśmy potencjalną siłą wyborczą, posiadając około 5% głosόw całego elektoratu. W podokręgach Ealingu, jak Perivale i Greenford Green, tworzymy około 12% elektoratu.
Jak już mόwiłem w wywiadzie dla Cooltury “powinnyśmy być wyborczym gigantem w nadchodzących wyborach lokalnych …… i każda partia polityczna powinna zabiegać o nasze głosy. Niestety jesteśmy elektoralnym pigmejem”. Za dużo z nas uważa że te wybory ich nie dotyczą i nawet nie przyglądają się programom poszczegόlnych partii i poszczegόlnych kandydatόw. Ulotki wyborcze od razu idą do kosza. Nawet kiedy od czasu do czasu ujawni się ulotka w języku polskim to też jest ignorowana.
Nawet bez naszego polskiego pochodzenia powinniśmy myślić o obywatelskim obowiązku głosowania. Wiemy że samorządy (councils) zajmują się zbieraniem śmieci i że żądają od nas podatku corocznego za nasze mieszkanie, ale nie wiele więcej. Lecz ich praca dotyczy niemal każdego aspektu naszego życia codziennego. Czy mamy dzieci? W ratuszu rejestruje się porόd dziecka, samorządy odpowiedzialne są za znalezienie miejsca dla dziecka w żłobku czy w szkole, utrzymanie parkόw i plac zabaw. Mamy w rodzinie osoby starsze? Opieka społeczna utrzymana jest przez samorządy, w tym domy starcόw czy bilety darmowe dla emerytόw. Mamy samochόd? Samorządy są odpowiedzialne za utrzymanie stanu ulic i kontrolę parkowania. Wynajmujemy mieszkanie? Samorządy zarządzają mieszkaniami komunalnymi i mogą interweniować w wypadku zaniedbań ze strony prywatnego landlorda. Pozatem samorządy odpowiedzialne są za ochronę praw konsumenta, biblioteki, cmentarze, zezwolenia na festiwale. Mają duży wpływ też na lokalne służby zdrowia i na wspόłpracę z policją.
Polscy wyborcy powinni wspierać tych kadydatόw ktόrzy wyrażają gotowość wspόłpracy z polskim społeczeństwem i zadeklarują swoje poparcie dla polskich inicjatyw, a szczegόlnie dla potrzeb polskich szkόł sobotnich. Jeżeli polskie parafie będą potrzebowały zezwolenia z działu planowania na rozszerzenie domu parafialnego, czy polskie szkoły chciały przedłużyć godziny wynajmu angielskiej szkoły, czy polskie zespoły taneczne lub polskie organizacje opiekuńcze chciały złożyć podanie na dotacje od Rady, warto już w czasie wyborόw znaleść tych kandyddatόw ktόrzy będą czuli że jest w ich interesie nasze inicjatywy poprzeć. Na przykład, kiedy starałem się o pozwolenie na postawienie na terenie Ravenscourt Park płyty z granitu upamiętniającej tragiczną śmierć działacza pro-solidarnościowego, Giles Harta, na pierwszym miejscu zwrόciłem się do lokalnych radnych w tym podokręgu Hammersmithu o poparcie, tymbardziej że byli już wcześniej zadeklarowanymi sympatykami POSKu, a sam nasz projekt był dość kontrowersyjny.
Oczywiście w tych sytuacjach najlepiej znaleść kandydatόw pochodzenia polskiego czy mających polskich partnerόw. Niestety nie wyrobiliśmy sobie za wielu kandydatόw polskiego pochodzenia w głόwnych partiach politycznych. Obecnie wiem tylko że na Ealingu będzie przynajmniej dwuch kandydatόw Polakόw z ramienia partii konserwatywnej – Joanna Dąbrowska w podokręgu Ealing Common i Mariusz Woźniak na Greenford Green, a w dzielnicy Sutton kandyduje Hanna Żuchowska jako Lib-Dem. Kandydaci polscy ofiarują szansę opiekowania się polskimi sprawami i przyjęcia polskich petentόw w swoich przychodniach w języku polskim.
Książe Jan Żyliński, przedsiębiorczy jak zawsze, zarejestrował specyficznie polskie stronnictwo, czyli Duma Polska, ktόre ma wystawić do dwustu kandydatόw w tych wyborach. Jak dotychczas ich nazwiska i miejsca kandydowania jeszcze nie zostały ujawnione. W Londynie każdy podokręg najczęściej reprzezentowany jest przez trzech radnych, a więc występuje aż trzech kandydatόw z każdej głόwnej partii. W tej sytuacji jeden dobry kandydat polski mόgłby uzyskać choć jeden głos każdego z polskich wyborcόw w tym podokręgu, a pozostałe głosy możnaby przekazać kandydatom brytyjskim lub w ogόle nikomu. Ale obawiam się że bez szerszego poparcia poza ścisłym kręgiem samych polskich tylko wyborcόw, szanse wygrania miałby tylko kandydat polski występujący z ramienia istniejącej partii brytyjskiej. Arytmetyka wyborcza robi swoje, i to mimo dotychczasowej niskiej frekwencji wyborczej w lokalnych wyborach. Przynajmniej, jak w czasie wyborόw Żylińskiego na mera Londynu, inicjatywa jego pobudzi pewną ilość Polakόw do udziału w wyborach, a i to będzie widoczne dla Brytyjczykόw.
Największym mankamentem dla nas jest brak potencjalnej listy postulatόw ktόre wyborcy polscy powinni wystawić kandydatom, a nawet tym polskim kandydatom. Daje przykład takiej listy:
1/ Wsparcie nauki języka angielskiego dla cudzoziemcόw, tzw. ESOL, aby było jak najszerzej dostępne
2/ Udostępnienie informacji i porady darmowej w związku z nadchodzącą przymusową rejestracją wszystkich obywateli unijnych w ciągu następnych dwuch lat
3/ Założenie lokalnej skrzynki pocztowej dla wysyłki i zwrotu unijnych paszportόw w czasie tej rejestracji
4/ Zapewnienie poparcia dla zachowania prawa głosu w wyborach lokalnych dla obywateli unijnych po Brexicie
4/ Stała konsultacja z polskimi organizacjami przynajmniej dwa razy w roku
5/ Umożliwienie przyjmowania korespondencji do Rady Miejskiej od mieszkańcόw w języku polskim
6/ Utrzymanie stałego dostępu dla polskich książek i taśm w bibliotekach miejskich

Takie właśnie programy wyborcze powinne być uzgodnionie wewnątrz polskich organizacji lokalnych a potem powinne być udostępnione publicznie przedstawicielom głόwnych partii politycznych. Jestem przekonany że przedstawiciele partii chętnie uczestniczyliby w takim wspόlnym spotkaniu bo szukają dialogu nie tylko z Polakami, ale rόwnież z innymi obywatelami unijnymi. W końcu nie jesteśmy sami.

Ale jeszcze przed kampanią wyborczą i ewentualnym głosowaniem w czwartek 3 maja, wszyscy obywatele polscy powinni się zarejestrować. Ostatecznym terminem do rejestracji jest już 17 kwiecień. Trzeba wejść na portal www.gov.uk/get-on-electoral-register, podać swόj kod pocztowy, a potem adres w Wielkiej Brytanii, datę urodzenia i numer ubezpieczenia społecznego, tzw. National Insurance Number. Bez rejestracji polskie nazwiska nie ukażą się na liście wyborczej.

Pamiętajmy że w około Brexitu, Brytyjczycy będą podejmować decyzje o nas Polakach zarόwno na rządowym szczeblu centralnym jak I na szczeblu lokalnym. Lecz w tym drugim przypadku każdy polski wyborca będzie miał szansę udziału w tych decyzjach przez oddanie swojego głosu. Nic o nas bez nas. Ale może już ostatni raz.

Wiktor Moszczyński

Monday, 19 March 2018

Kto broni zatrutą Julię Skripal?




W roku 1079 Bolesław Śmiały okrzyknął biskupa krakowskiego, Stanisława ze Szczepanowa, “zdrajcą” i zagroził mu śmiercią przez utratę członkόw, poczym niewymienieni sprawcy napadli na biskupa przy ołtarzu na Skałce i rozbili jego czaszkę tępym obuchem. Krόl banita ciężko przez lata pokutował za swόj niepohamowany gniew.
Zaledwie 90 lat pόźniej inny monarcha, Henryk II angielski, rozwścieczony konfliktem o władzę kościelną w państwie z arcybiskupem Thomas Becketem, też zawył w swoim pałacu w Normandii “Kto by mόgł pozbyć mi się tego niesfornego księżyny”. I znόw ruszyli rycerze pod ołtarz, tym razem w katedrze w Canterbury, i przy głόwnym ołtarzu zasiekli arcybiskupa na śmierć. Aby uchylić interdykt papieski krόl musiał, w modlitwach i w publicznym poddaniu się biczowaniu przez księży, odpokutować za tę zbrodnię.
W roku 2010, w czasie wymiany więźniόw złapanych na szpiegostwie między Rosją a Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią, Władimir Putin, wόwczas premier Rosji, został zapytany przez słuchacza w telewizji na temat swojego stanowiska do szpiegόw rosyjskich ktόrzy służyli państwom zachodnim a teraz po otrzymaniu amnestii opuszczają Rosję. Jego twarz skamieniała. Po chwili ciszy wykrztusił z siebie następujący komentarz: “Zdrajcy zawsze źle zakończą. Zdrajcy odwalą kitę. Ufajcie mi. Ci ludzie zdradzili swoich przyjaciόł, swoich towarzyszy broni. Cokolwiek uzyskali w wymianie za to, to te 30 srebrnikόw ktόre dostali, zakrztuszą się nimi.”
Wśrόd tych “zdrajcόw”, o ktόrych mόwił premier, był Sergej Skripal, ktόry został wykupiony przez rząd brytyjski, ktόremu przedtem służył. Jak wiemy zamieszkał pod własnym nazwiskiem z żoną w mieście angielskim Salisbury, żył skromnie w domku ktόry zakupił za swoje “srebrniki” brytyjskie, grał na loterii i kupował regularnie jedzenie w lokalnym polskim sklepie. Wyglądało na to że jego kariera szpiegowska była zakończona. Prawdopodobnie jeszcze wywiad brytyjski korzystał z jego informacji, jak rόwnież organizacje zainteresowane handlem z Rosją. Jednak był już dla Rosji nie groźny.
A jednak. W dzień po przyjeździe swojej cόrki, Julii, w odwiedzinach z Rosji, policja znajduje ich oboje na publicznej ławce w ciężkim pόł przytomnym stanie odurzenia, ktόre okazuje się po paru dniach badań obojga pacjentόw w szpitalu w Salisbury, jako porażenie trującą substancją bojową, zwaną Nowiczukiem, ktόra jest produkowana wyłącznie w laboratorium wojskowym w Rosji.
Po pierwszym tygodniu ostrożnego unikania oskarżeń, rząd brytyjski potępił rząd rosyjski jako “bardzo prawdopodobnie odpowiedzialny” za tą zbrodnię dokonanego na szpiegu I jego cόrce. Trucizna rόwnież ciężko poraziła policjanta brytyjskiego a w mniejszym stopniu przeszło 30 innych niewinnych mieszkańcόw Salisbury. Minister Boris Johnson oskarżał nawet bezpośrednio Putina. Domysły prasowe, szczegόlnie w “Daily Telegraph”, nawet sugerowały że trucizna została przewieziona z Moskwy do Anglii w walizce nieświadomej cόrki.
Poprzednio, przy podobnych incydentach, władze zachodnie, w tym i brytyjskie, zwlekały z reakcją prawną, powoli szukając na pierwszym miejscu rozwiązania bardziej dyplomatycznego. Tak było w sprawie Aleksandra Litwinienki, poprzedniego podwόjnego szpiega, otrutego w Londynie w roku 2006 radioaktywną dawką Polonium. Po wielu latach sąd brytyjski postawił pod stanem oskarżenia dwuch rosyjskich wojskowych, ale już nieskutecznie. Jeden został potem ostentacyjnie wybrany na deputowanego do Dumy rosyjskiej.
Inni rosyjscy wrogowie Putina, jak Aleksandr Perepilicznij, Borys Berezowski czy Badri Patarkatsiszwili, umierali na terenie Anglii w dziwnych niespodziewanych okolicznościach. Policja i koronerzy prowadzący dochodzenia przyczyny śmierci tych osobnikόw kończyli konkluzją albo śmierci naturalnej albo samobόjstwa. Widocznie jeżeli rosyjskie służby specjalne były odpowiedzialne za te niespodziewane zgony, często pryjęte złośliwymi komentarzami w mediach rosyjskich, widocznie doszliby do konkluzji że to im uchodzi zupełnie bezkarnie i bez dalszych konsekwencji politycznych.
Był to już okres rosnącej agresji rosyjskiej na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie, gdzie zbrojna hybrydowa dyplomacja rosyjska odnosiła wyraźnie sukcesy. Nie uchodziło to zupełnie bezkarnie, ale wprowadzono tylko pewne mało efektywne sankcje gospodarcze przeciwko sojuszniczym oligarchom Putina. Ujawnione zostały w ostatnim roku prorosyjskie inicjatywy organizacji medialnych jak Cambridge Analytica buszujące na internecie, szerzące fałszywe wiadomości i interweniujące w wyborach w Stanach Zjednoczonych, Francji i w Niemczech, a w Wielkiej Brytanii w referendum europejskim. Twierdząc że Rosja jest otoczona wrogami, rząd Putina z pełną świadomością wspiera każdy możliwy element ktόry rozbiłby demokratyczne ustroje i zachodnie sojusze gospodarcze, polityczne i militarne. Symptomem tego jest chaotyczna prezydentura Trumpa, Brexit, nieudany pucz turecki, nacjonalistyczne sukcesy wyborcze we Włoszech, Austrii, na Węgrzech, a nawet w Niemczech i we Francji, gdzie ruchy anty-europejskie albo mają dostęp do rządu, albo tworzą największą siłę w opozycji. Unia Europejska i NATO zagrożone są wyraźnym osłabieniem. Konflikt Brukseli z Warszawą też jest jak najbardziej Putinowi na rękę.
Mając przed sobą pewność wielkiego zwycięstwa swojego szefa w wyborach prezydenckich, służby i media rosyjskie zachłystują się butą i szyderstwem wobec słabości i podziałόw Zachodu. Ewentualne stanowcze wystąpienie rządu Pani May traktują pobłażliwie, a nawet pogardliwie. Użyli terminu brytyjskiego “bardzo prawdopodobnie odpowiedzialny” jako internetowy “hasztag” do posługiwania się żartami jak np. że Rosja ponosi winę za śnieg na Wyspach Brytyjskich. Na pierwsze wiadomości o zagrożonym życiu Skripala powstają plotki że nadużywał narkotykόw albo że się sam otruł. Dyplomata rosyjski przy Unii Europejskiej stwierdził że od roku 1992 Rosja nie posiada żadnej broni chemicznej, co jest zupełną nieprawdą, a nawet sugerował czy może same brytyjskie służby wojskowe zatruły Skripala aby sprowokować nową zimną wojnę z Rosją.
W prawdzie mocne poparcie dla rzadu brytyjskiego wyraziły rządy sojusznicze w Stanach, Francji, Niemczech, Polsce. Mocne poparcie pani May uzyskała rόwnież w parlamencie brytyjskim, z wyjątkiem wyrazόw wątpliwości ze strony szefa opozycji, Corbyna. A nawet i on poparł wydalenie 23 dyplomatόw (czytaj szpiegόw) rosyjskich z Wielkiej Brytanii. Te postawy solidarności może zaskoczyły rząd rosyjski, choć sam Putin zajęty był dalej swoją kampanią wyborczą i pogardliwie zbył pytania brytyjskich dziennikarzy o zbrodni.
Corbyn nie był odosobniony w wyrażeniu pewnych zastrzeżeń o oskarżeniu Putina osobiście o tą zbrodnię, bo poparło go szereg dziennikarzy, z prawicy i lewicy. Corbyn zastrzegał że rzeczywiście winne są czynniki rosyjskie, ale że nie jest udowodnione czy wykonał to sam Putin. Może, twierdzi Corbyn, zrobiła to mafia rosyjska używając materiału skradzionego z rządowego laboratorium? Czy może wykonali to oligarchowie w porachunkach gospodarczych raczej niż sam rząd? Choć Corbyn zgadza się z wydaleniem dyplomatόw, ale nie chce powstrzymać możliwości dialogu z rządem rosyjskim. Natomiast proponuje przedewszystkiem ograniczać przepływ mafijnych pieniędzy ktόre obecnie zalewają londyńskie przedsiębiorstwa i nieruchomości. Uważa też że rząd brytyjski powinien wzmocnić swoje dowody winy rosyjskiej na arenie międzynarodowej przez przekazanie prόbek trucizny chemicznej instytucji ONZowskiej.
Co do przepływu mafijnych inwestycji rosyjskich (i innych narodowości) Corbyn ma rację. Problem z tym że często te fundusze są już tak głęboko zakorzenione na giełdzie londyńskiej, gdzie ostatnio sfinansowano nowe przypływy funduszy dla Gazpromu, że brytyjskie banki boją się utraty tych nowych źrόdeł, a sami oligarchowie, kpiący wciąż ze zgniłego liberalizmu Zachodu, wysyłają tu swoją młodzież do nauki, zakupują strategiczne punkty w przemyśle i nawet dowolnie wspierają finansowo partie polityczne. Ostatnio żona ministra rosyjskiego zapłaciła pokaźną sumę pieniędzy Torysom aby zagrać osobiście w tenisa z Boris Johnsonem. Ale w ostatnich dniach rząd jednak zapowiedział zaostrzenia przepisόw przeciw “skorumpowanym inwestycjom”. Johnson podkreślił także, że w poniedziałek do Londynu przyjadą przedstawiciele Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW), którzy pobiorą próbki zabezpieczone przez brytyjskich śledczych po ataku na Skripala.
Ale inne obawy Corbyna co do roli Kremla są bezpodstawne. Po pierwsze, to kpiarstwo oficjalnych mediόw rosyjskich świadczy o tym że decydenci w Moskwie (a więc i Putin) wcale nie chcą pomόc władzom brytyjskim w wyjaśnieniu roli Rosji w tej zbrodni. Urzędnik ambasady rosyjskiej w Londynie zaproponował aby wysłać do Salisbury fikcyjnego detektywa Poirota. Głόwny komentator na rosyjskim kanale pierwszym, Kyril Klejmenow, skomentował że Wielka Brytania nie jest bezpieczną przystanią dla “zdrajcόw” i krytykόw Rosji, bo, jak mόwi, “może klimat nieodpowiedni. Ludzie się wieszają, trują, giną w helikopterach, wypadają z okień w masowych ilościach”. Trudno o bardziej cyniczne przedstawienie autentycznych scenariuszy śmierci. To nie jest język szukający wyjaśnienia prawdy.
Pozatem zastanόwmy się nad cόrką zdrajcy, Julią. Jest obywatelem rosyjskim, pod ochroną prawną konsulatu rosyjskiego, zatrutą w Anglii w dziwnych okolicznościach. Czy nie byłoby obowiązkiem każdego konsulatu interweniować skutecznie w ministerstwach i mediach aby odkryć prawdę o jej zatruciu swojego obywatela? Ta cisza władz rosyjskich nad jej losem daje tylko do zrozumienia że wiedzą dobrze jaki był powόd zagrożenia jej życia. Dopiero w ostatni piątek, po dwuch tygodniach, władze rosyjskie ocknęły się i oświadczyły że rosyjska policja zajmie się odkryciem prawdy o zatruciu Julii Skripal i “poprosi o wspόłpracę władz brytyjskich”. W tym samym czasie zajęli się rόwnież oficjalnie losem biznesmana rosyjskiego w Londynie, Mikołaja Głuszkowa, ktόrego zgon w zeszłym tygodniu policja brytyjska traktuje teraz jako morderstwo.
Odpowiedzialność Putina jest taka sama jaka Bolesława Śmiałego czy Henryka Drugiego. Nic na piśmie, ale słowa wypowiedziane w roku 2010 są cichym sygnałem w ktόrym pisemne potwierdzenie nie jest koniecznie. Ale z konsekwencjami gorzej. Banitą nie będzie bo ma przed sobą dalsze 6 lat nowej prezydentury. Na miejsce moralnego autorytetu Papieża mamy dzisiaj tylko ONZ gdzie osamotnione weto rosyjskie powstrzymało oficjalną kondemnację Rosji za tą i inne podobne zbrodnie. Interdyktu więc nie będzie i biczowania też nie. A szkoda. Najsilniejszą sankcją dla Putina byłoby wycofanie się Wielkiej Brytanii z Brexitu. Ale tego Theresa May nie jest w stanie zrobić. Obawiam się że po tymczasowej burzy dyplomatycznej Rosja dalej będzie mogła popełniać swoje zbrodnie bezkarnie.




Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 23 styczeń 2018