Monday, 6 June 2022

Drugi Walny Zjazd Stowarzyszenia Przyjaciół Polskich Weteranów w Luton

 




Drugi Walny Zjazd Stowarzyszenia Przyjaciół Polskich Weteranów odbył się w sobotę 14 maja 2022 w

wyremontowanym i odnowionym Polskim Klubie Parafialnym w Dunstable, 17 Victoria Street LU6

3AZ

Po uroczystym wprowadzeniu 6iu sztandarów kół terenowychSPPW, Wiktor Moszczyński przyjął na

siebie obowiązek prowadzenia Zjazdu.Zebranie rozpoczęliśmy od przeczytania inwokacji przez

Krystynę Dereszewską.Następnie, razem z ks. Proboszczem Piotrem Redlińskim, odmówiliśmy

modlitwę, iminutą ciszy uczciliśmy pamięć członków SPPW, którzy w ciągu ostatnich 5 lat,odeszli na

wieczną wartę.    

Przewodniczący zebrania Wiktor Moszczyński powitał delegatów Kół, licznych gości oraz chwilowo

nieobecnego Konsula RP p. TomaszaBalcerowskiego. Najstarsza 104 letnia delegatka pani Stanisława

Kosela, zostałamianowana Honorowym Prezesem Koła w Luton-Dunstable. Pani Krystyna Ciałowicz z

Koła nr 364 Luton została poproszona osporządzenie Protokołu Zjazdu. Na Sali było obecnych 19

delegatów zarejestrowanych jako uczestników Zjazdu.

W związku z ograniczonym czasem Protokół z PierwszegoWalnego Zjazdu SPPW z dnia 14

października 2017, razem ze sprawozdaniem PrezesaKrajowego SPPW za lata 2017-2022, zostały

wcześniej przesłane do Kół w celuzapoznania z treścią. Następnie przedstawiciele Kół odczytali

swojesprawozdania tj. Z Bradford, Londyn, Luton-Dunstable, Manchester, Oldham, Rugby i

Southampton.

Pomimo trudności związanych z pandemią COVID-19, wszystkie Koła działały z oddaniem i dużym

zaangażowaniem. Zgodnie z obowiązującymizaleceniami i w miarę możliwości, przedstawiciele Kół

brali udział wuroczystościach historycznych, patriotycznych, okolicznościowych, solidaryzującsię z

władzami lokalnymi. Należy także pamiętać o pocztach sztandarowych, któretowarzyszyły podczas

pogrzebów zmarłych członków Kol oraz w czasie uroczystości narodowych, między innymi z okazji 3

maja, 15 sierpnia i 11 listopada, czyli dnia Odzyskania Niepodległości.

We wszystkich sprawozdaniach Kół zostało podkreślone, żeczynni członkowie SPPW pamiętają o

żyjących kombatantach i ofiarach represji,którzy są odwiedzani i wspierani w codziennych sprawach.

Ponadto szczególniepamięta się o tych, którzy już odeszli, opiekując się ich nie odwiedzanymi

grobami. W dyskusji nad sprawozdaniami pani Krystyna Dereszewska zkoła w Londynie, zaapelowała

o uzupełnienie listy członków Kół. Sprawozdania Prezesa i Kół zostały przyjęte jednogłośnie i

absolutorium udzielono, nawniosek Tomasza Kaźmierskiego.

Przewodniczący omówił jeszcze ciężką sytuację Koła w kirkcaldy,w Szkocji, która mimo zgłoszenia

poważnej oferty, wciąż napotyka trudności wzakupie ośrodka polskiego od Fundacji SPK.

Podziękował Pani Barbarze Fryc i Zarządowi Koła w Luton za przyjęcie roli gospodarza i z

organizowanie torturocznicowego i obiadu dla delegatów.Ustępujący Prezes, w ostatnim słowie,

serdecznie podziękował swoim współpracownikom i ludziom dobrej woli, za pomoc w wspieraniu

przez długiokres konfliktu i procesowaniu się z Fundacją SPK, uzasadniając przetrwanie Kół po

arbitralnym zamknięciu Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w roku 2012. Szczególnie dziękował

skarbnikowi, Krystynie Dereszewskiej, i Honorowemu Prezesowi SPPW, Ottonowi Hulackiemu.

Również delegaci Kół, głęboko i ze wzruszeniem dziękowali byłemu Prezesowi za długie lata posługi,

pomoc w rozwiązywaniu wielu bardzo poważnych problemów i zawiłych spraw.

Prezes podał kandydaturę pani Alicji Łapińskiej, z zarządu Koła w Bradford, na nowego Prezesa

Zarządu Głównego SPPW do koordynowaniawspółpracy Kół w terenie. Kandydatura została przyjęta

jednogłośnie, a nowy Prezes Alicja Łapińska, podziękowała za zaszczyt i zaufanie.


Pan Konsul Tomasz Balcerowski serdecznie podziękował zazaproszenie na Zjazd, gratulował postawy

i oddania przy szerzeniu patriotyzmuoraz przekazywaniu dziedzictwa narodowego poprzez

kultywowanie polskości wewszystkich Kołach. Ponadto wyraził chęć pomocy w działalności Kół.

Po odśpiewaniu Roty i Hymnu Narodowego przy akompaniamencie intrumentami pp. Zofii i Adama

Gorsala, sztandary zostały wyprowadzone, a Zjazd zakończony. Delegaci udali się na posiłek, po

którym nastąpił ich odjazd.

Krystyna Ciałowicz

Niewygodna twórczość Józefa Mackiewicza

 


Zawsze kochałem historię, a historię Polski szczególnie. Jeszcze jako dziecko połykałem wszystkie możliwie dostępne opisy dziejów polskich. Ze względu na to że nie mieszkałem w Polsce, moja Polska istniała w książkach i w mojej bujnej wyobraźni. Więc miałem niezachwiany niczym jasny tradycyjny obraz dziejów Polski, jako przedmurza chrześcijaństwa i kraju bez Quislinga. Z takiego kraju z taką historią mogłem być rzeczywiście dumny.

Byłem świadomy że tą wersję historii starała się podważyć kłamliwa publicystyka pochodząca z PRL. Nie spodziewałem się natomiast że równie krytycznie do tej wersji podchodził, znany mi wówczas tylko z nazwiska, pisarz emigracyjny, Józef Mackiewicz. Nie znałem jeszcze wówczas jego książek, poza jego podstawową książką o zbrodni katyńskiej, z przedmową generała Andersa. Ale wpadła mi w ręce broszurka wydana przez Stowarzyszenie Polskich Kombatantów pt. „W obronie prawdy historycznej: Głosy i opinie o książce „Lewa Wolna”. Doczytałem się tu o „niedopuszczalnej i szkodliwej rewizji historii” w której Piłsudski oskarżony jest o ratowanie rewolucji bolszewickiej, a polscy ułani przedstawieni są, nie jako kryształowi bohaterze, ale jako zwykli żołnierze, zdemoralizowani przez wojenne okrucieństwa. Główny autor kombatanckiej broszury, płk Aleksander Biegański, uważał że książka była napisana z punktu widzenia rosyjskich białogwardzistów i że Mackiewicz „propaguje nihilizm kulturalny i zgniliznę moralną w przedstawieniu epoki uznanej za wzlot wysiłków całości narodu.” Szczególnie tu krytykowano Polską Fundację Kulturalną za wydanie tej książki.

Równie krytycznie o Mackiewiczu wypowiadali się przedstawiciele Armii Krajowej. Już w roku 1947 Józef Garliński potępiał jego krytykę Armii Krajowej za to że w roku 1944 wciąż traktowała Niemców jako głównego wroga Polski, gdy głównym zagrożeniem, według Mackiewicza, był Związek Sowiecki.

W roku 1969 Mackiewicz wydał następną powieść po „Lewej Wolnie”, pt. „Nie Trzeba Głośno Mówić”. Dawała epicki  obraz życia i walk na północno-wschodnich ziemiach Polski od czasu ataku Hitlera na Rosję aż do końca wojny. Mimo że książka pokazuje całe okrucieństwo okupacji niemieckiej, łącznie z wymordowaniem tysięcy Żydów i Polaków w Ponarach, zaskakuje polskiego czytelnika opisem wkroczenia Wehrmachtu do Smoleńska, wzorującym się na marszu Napoleona na Moskwę, i niepokoi potępieniem współpracy oddziałów AK z partyzantką sowiecką i Armią Czerwoną. Krytykuje przekazywanie Brytyjczykom sprawozdań wywiadu polski podziemnej o ruchach armii niemieckiej, bo w końcu te informację przekazywane są Sowietom. Krytykuje anty-niemiecką politykę „szlacheckiego” polskiego rządu w Londynie i  kontrastuje to z antysowieckim nastrojem Polaków i innych narodowości żyjących na starych terenach Wielkiego Księstwa Litewskiego, które Mackiewicz traktował, wzorem Mickiewicza, jako swoją ojczyznę. 

Wobec oskarżeń ze strony kół legionowych, czy akowców, o przekręcaniu prawdy historycznej,  Mackiewicz ripostował że to on właśnie piszę prawdę. Twierdził że uwalnia siebie i swojego czytelnika od rzekomego samo-oślepienia historyków i pisarzy polskich na emigracji, a tym bardziej od kłamliwej propagandy PRLu. “Tylko prawda jest ciekawa”, pisze. Broni tej prawdy zaciekle, nawet prowokacyjnie, podważając tradycyjne, nieco zmitologizowane, oficjalne powszechnie przyjęte narracje o polskiej misji dziejowej, i o polskim bohaterstwie i męczeństwie.

Ale która “prawda”? Sięgam do jego bulwersującej wczesnej powieści „Kontra”, w której opisuje brutalnie wymuszone przesiedlenie kozaków i innych obywateli rosyjskich przez brytyjskich żołnierzy  w ręce oprawcom sowieckim. Był to temat tabu zarówno dla Brytyjczyków i Polaków. We wstępie do książki podkreślił że są dwa rodzaje prawdy. Językiem lirycznym, niemal biblijnym, określał pierwszą prawdę jako „prawda przyrodzona”, czyli ta oczywista i naukowa prawda o ziemi, o przyrodzie, pozbawiona emocji, bo „nie okazuje ani miłości, ani nienawiści.... niczego nie zmienia i niczego nie przeinacza.” Pisze „Kto zabił muchę, ten zabił. Kto zabił człowieka, ten zabił.” Natomiast istnieje też druga prawda, oparta o etykę, oceniająca co jest dobre i co jest złe. Ta prawda kierowana jest pojęciami względnymi, a więc uprzedzeniem, czy ideologią, czy interesem materialnym. Niby będzie to prawda opisująca szereg zjawisk obiektywnie, ale pisarz „stara się ją dopasować do swoich względnych celów, a w pośpiechu życia, wiele przeinacza”. Szermierzy tej drugiej prawdy dobierają sobie te skrawki prawdy przyrodzonej które im odpowiadają, ale przymykają oczy na inne prawdy, które nie chce się, z powodów subiektywnych, dopatrzyć.    

Józef Mackiewicz używaL swój ogromny talent pisarski do ujawnienia poszczególnych wątków prawdy które zostały zapomniane, a nawet ukryte. Ukryte przez kogo? Przez tych którzy tworzą narrację wygodną dla opinii publicznej, zagłuszając tym samym wszystko co jej nie dogodzi. Oskarżał między innymi elity polskie, ale również rząd amerykański, a nawet Watykan posoborowy, o przymykanie oczu na groźbę zawładnięcia świata przez komunizm. W wyniku tego poglądu potępiaL np. brak współpracy Piłsudskiego z carskimi generałami którzy nie uznawali niepodległości Polski, czy jego zaniechanie ataku na Moskwę. Potępiał  traktat ryski który przekazał lwią część Białorusi i Ukrainy władzom sowieckim, i błędną politykę narodową wobec mniejszości w Polsce. Potępiał umowę Sikorski-Majski która nie uzyskała uznania Stalina na granicę ryską. Potępiał „kolektywizm ideologiczny” władz podziemnych zawarty w Testamencie Polski Podziemnej i akcję Burza opartą o próbie współpracy z Armią Czerwoną w wyswobodzeniu Polski przed Niemcami. Pogardliwie pisał o umiarkowanej opozycji ZNAKu i KORu.

W swoich polemikach z polityką Watykanu potępiał próby papieży, Jana XXIII i Pawła VI, przy nawiązaniu kontaktów z Patriarchatem Moskiewskim, które było tylko agenturą aparatury sowieckiej, ale które były wstępem do osłabienia walki kościoła katolickiego z marksizmem. Tym samym był krytycznie nastawiony do całej polityki „aggorniamento”, czyli „udzisiejszenia”, Kościoła Katolickiego przez ruch soborowy. Żałował pozbycia się mszy w języku łacińskim. Natomiast wszelkie europejskie ruchy socjaldemokratyczne traktował jako częścią jednej wielkiej prowokacji sowieckiej.

Dla Mackiewicza wielki wróg, nie tylko narodów, ale i całego gatunku ludzkiego, był wszechobecny komunizm. Ten sam komunizm który mógł jeszcze być zdławiony przez Polskę w latach 1918-1921, ale już nie potem. Każdy dialog czy kompromis z komunizmem, ideologiczny czy polityczny, był dla niego godny potępienia. Uważał że z komunizmem można było tylko podjąć ostrą walkę i stawiać nieugięty opór ideologiczny. Wszelki nacjonalizm traktował jako podporę dla komunizmu, bo różnił narody między sobą i uniemożliwiał wspólny front antybolszewicki. Najskrajniejszy nacjonalizm, w formie Nazismu, był szkodliwy, nie tyle dlatego że mordował i niszczył, ale dlatego że swoimi zbrodniami zrażał narody zagrożone przez Rosję Sowiecką. Przez masową zagładę Żydów, przez utrzymanie kołchozów sowieckich po wkroczeniu do Rosji, przez traktowanie potencjalnie sprzyjających mu Rosjaninów jako podludzi, czy przez zdławienie Powstania Warszawskiego, Hitler wykreował dla Sowietów rolę oswobodziciela. A ten wybawca nosił w swoim zapleczu nowy bardziej powszechny terror czerwony, który ujarzmiał wszystkie narody od wewnątrz i odbierał jej mieszkańcom człowieczeństwo.

„Prawda” Mackiewicza była rzeczywiście częścią wielkiej prawdy. Ale była jednak tylko częścią. Była jednowymiarowa. Aby przyjąć historyczną narrację Mackiewicza trzeba była zamknąć oczy na imperialne ambicje białogwardzistów, czy na zagładę biologiczną polskiego narodu przez Trzecią Rzeszę, już nie mówiąc o masowej likwidacji Żydów i innych narodowości. Nie przyjmowała realia wojny nuklearnej. To prawda że 45 lat rządów komunistycznych zdewastowało polską moralność obywatelską i polską gospodarkę, i zatruwało wszelkie aspiracje społeczne opromieniowaniem powszechnego cynizmu. Ale dało też możliwość rozwoju kulturalnego i rozpowszechnienia oświaty. Ale kontrastowo, 45 lat rządów hitlerowskich zlikwidowałyby elity biologicznie i narzuciły niewolnictwo pozostałej polskiej ludności, pozbawionej osobistej godności i własnego języka. Jednak trzeba było postawić na to mniej gorsze zło. 

W inauguracji tegorocznej 80-lecia Biblioteki Polskiej POSK w Londynie, które miało miejsce 30 kwietnia br. w Sali Malinowej, właśnie wybrano twórczość tego kontrowersyjnego autora jako temat dla konferencji naukowej.

Była obecna na sali Nina Karsov, która wraz z nieżyjącym już Szymonem Szechterem, założyła w roku 1970, właśnie w Londynie, wydawnictwo Kontra, z pionierskim celem ewentualnego wydania wszystkich prac tego autora. Dzięki jej wytrwałej pracy i poświęceniu, uratowano i udostępniono twórczość Mackiewicza szerszemu społeczeństwu, oryginalnie na emigracji, a już po roku 1990 w Polsce. Mówię „uratowano” nie tylko dlatego że twórczość Mackiewicza była zakazaną anatemą w oczach cenzury PRLu, ale również dlatego że była ostro krytykowana przez najwybitniejszych pisarzy i przez organizacje kombatanckie na emigracji.

Obecnie powstała niemal cała szkoła naukowców i krytyków literackich specjalizujących się w interpretowaniu i przekazaniu szerzej obrazoburczej wizji i filozofii życiowej Mackiewicza. Wielu z nich, jak Włodzimierz Bolecki czy Adam Fitaś, zostało zaproszonych na tą konferencję, a jego miejsce w poczecie ideologii narodowej zostało jakby zatwierdzone obecnością  sekretarza stanu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Jarosława Sellina. Wśród wielbicieli postawy antykomunistycznej autora przybył też Sławomir Cenckiewicz, którzy wsławił się tym że wykorzystuje źródła bezpieki do wykazania jednowymiarowej prawdy o agencyjnych wpadkach znanych osobistości z opozycji solidarnościowej, a szczególnie Lecha Wałęsy. Patrzenie na Lecha Wałęsy tylko przez pryzmat agenta Bolka jest też zniekształceniem historii, tak jak ocena Jana Sobieskiego wyłącznie pod względem jego wcześniejszego poparcia dla Karola Gustawa w czasie Potopu szwedzkiego.

Społeczny konserwatyzm obecnego rządu polskiego prawdopodobnie odpowiadałby Mackiewiczowi, ale nie mógłby przyjąć jej radykalny nacjonalizm który wprowadza niepotrzebny konflikt z europejskimi sojusznikami w walce z potomkiem komunizmu, jakim jest Putin, rozpowszechniający kult prawicowego populizmu. Również nie do przyjęcia dla Mackiewicza byłoby podporządkowanie prawdy historycznej orzekaniom prawnym obecnego politycznie kierowanego Instytutu Pamięci Narodowej. Bliżej jego tradycji byliby chyba, równie jak on, niewygodni autorzy odkrywający ciemniejsze strony wojennej i powojennej historii Polski, jak Jan Tomasz Gross czy Anna Bikont.

Mackiewicz pozostaje wspaniałym ale niewygodnym obrazoburczym pisarzem i nie można jego twórczością afiszować dzisiejszą konwencjonalną narodowo poprawną wersję naszej historii, propagowaną przez obecne polskie ministerstwo edukacji.   

Wiktor Moszczyński    Tydzień Polski -   10 czerwiec 2022

 

Wednesday, 11 May 2022

W Londynie 55 kandydatów polskich, a tylko 6 wybranych

 



Byliśmy świadkami wyjątkowo dużej ilości polskich nazwisk biorących czynny udział w wyborach samorządowych w Londynie 5 maja. Lista 55 kandydatów, ogłoszona przez Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii, była ilościowo zaskakująca i niespodziewana.

 

Ta cyfra wyraźnie przekraczała ilość 16 kandydatów pod szyldem Polskiej Dumy, zgłoszonych przez Jana Żylińskiego 5 lat temu.  Jako jednorazowa inicjatywa, miała rozbudzić świadomość obywatelską Polaków w Londynie, ale wysiłek ten, roztrąbiony przesadną reklamą o rychłym zwycięstwie, kończył się słabym wynikiem, gdzie każdy kandydat uzyskał przeciętnie zaledwie 300 parę głosów, niemal wyłącznie polskich . Zawiedzeni kandydaci odeszli od tej przygody rozczarowani, nie skłonni już do przyszłych wystąpień jako kandydatów niezależnych. Natomiast kandydaci należący do istniejących partii brytyjskich, jak Stefan Krawczyk w Islington, czy Joanna Dąbrowska na Ealingu, uzyskiwali odpowiednią ilość paru tysięcy głosów aby zdobyć mandaty radnego, świadomi że zawdzięczają to przedewszystkim głosom ogólnych wyborców głosujących na etykietę partyjną.

 

Oczywiście te polskie głosy mogą od czasu do czasu odegrać rolę dostarczenia uzupełniającej garstki oddanych kartek, które zapewnią przejście polskich kandydatów przy okręgach marginalnych. Dlatego warto wciąż namawiać Polaków do głosowania. Ale trzon głosów dla zwycięskiego kandydata nie pochodzi od naszych rodaków. Ich poparcie mogłoby być tylko lukrem z roztopionego cukru polanym aby uatrakcyjnić pączek dla konsumenta. 

 

Polacy rzadko kiedy głosują w wyborach lokalnych, indywidualnie czy jako zdyscyplinowana grupa wyborców. Nic dziwnego, bo właściwie  nie mają żadnych polskich postulatów. Jeszcze dwadzieścia lat temu, pojawiały się brytyjskie ulotki wyborcze w języku polskim. Była wtedy mowa o poparciu dla polskich szkół czy organizacji charytatywnych, lub segregowaniu odosobnionych pięter dla polskich emerytów w domach starców, czy zapewnieniu usług czy porad mieszkańcom w języku polskim. Ale dziś nikt już takich postulatów nie stawia w imieniu Polaków, ani je nie ofiaruje. Jak na razie, polskie głosy tylko wtedy się ożywiają, i to marginalnie, gdy występują kandydaci polskiego pochodzenia w szeregach głównych partii. Dlatego można było się nacieszyć gdy w tym roku pojawiło się aż 55 kandydatów.

 

Jak się oni dostają na te listy kandydatów? Tylko przy pełnym poświęceniu swojego czasu i energii w popieraniu swojej partii, nie tylko w czasie wyborów, ale również w działalności w okresach między wyborami. Członkowie partii, jeżeli chcą być skuteczni, odbywają regularne zebrania co miesiąc, od czasu do czasu obchodzą domy wyborców nowymi ulotkami, i prowadzą działalność informacyjną przy ulicznych straganach. Praca ta intensywnieje w czasie wyborów do rad miejskich i do parlamentu. Członkowie podlegają też pewnej dyscyplinie wewnętrznej aby nie podważać filozofię życiową partii, czy jej linię partyjną. Natomiast, ani taka dyscyplina, ani poświęcenie tyle czasu na sprawy, na pewno ważne, ale z dala od codziennych trosk Polaków, nie są atrakcyjną opcją dla Polaków czynnych społecznie w polskich organizacjach, jak parafie, czy szkoły sobotnie, gdzie obowiązuje neutralność, a nawet obojętność, wobec brytyjskich partii politycznych.

 

Skutek jest taki że czynny Polak, czy Polka, który chce w polskim środowisku zadziałać, albo Polakom pomóc, musi wybrać. Albo działalność polonijna, albo udział czynny w brytyjskiej polityce. Znam to z własnego doświadczenia. Przechodziłem wciąż alternatywne fazy działalności w moim życiu. To byłem radnym w Ipswich, to potem działaczem prosolidarnościowym, to kandydowałem do parlamentu, to byłem znowu radnym na Ealingu, a to znów wiceprezesem Zjednoczenia, to ponownie kandydowałem do rady miejskiej, to wracałem do polskiej działalności, i tak w kółko. Aby zostać posłem czy burmistrzem, trzeba w całości poświęcić się jednemu nurtowi. Ale z drugiej strony, w okresie gdy byłem już radnym na Ealingu, mogłem poświęcić wiele czasu na pomoc polskim instytucjom, czy załatwić dotacje dla polskich organizacji społecznych czy kulturalnych, a nawet dla kombatantów polskich podróżujących do Włoch na rocznicę bitwy o Monte Cassino. Mogłem w pewnym okresie załatwić darmowe wynajęcie budynku szkolnego dla szkoły sobotniej (gdy to było jeszcze w gestii rady miejskiej), albo zainicjować przyjęcie w ratuszu dla Lecha Wałęsy w czasie jego pierwszej wizyty do Londynu. Natomiast potem, jako działacz w Zjednoczeniu Polskim, mogłem użyć moje znajomości polityczne do nakłonienia posłów do zniesienia wiz dla Polaków czy ratowania polskich egzaminów.

 

Ale wracając do naszych kandydujących 55 ciu, wybranych zostało tylko 6iu Polaków, i to z jednej tylko partii, czyli Partii Pracy (Labour). Dlaczego? Przecież Polacy kandydowali, jak przystoi, z różnych partii. Było 7 kandydatów laburzystów, 8 liberalnych demokratów, 11 zielonych, i aż 27 konserwatystów. Niestety nie wystarczy przyłączyć się w rydwan brytyjskiej partii politycznej. Trzeba też mieć nosa politycznego, aby wybrać nie tylko swoją partię, ale również miejsce gdzie chce się głosować. Trzeba swoją działalnością partyjną zasłużyć się lokalnej komórce partyjnej w rejonie gdzie ma się najlepszą szansę przebicia. Wymaga to gotowości na początku do kandydowania tam gdzie nie ma szansy wygrania, po prostu aby zaistnieć, zarówno w świadomości swojej partii, jak i lokalnych rodaków. Rzadko kiedy dostaje się od razu okręg potencjalnie zwycięski. W Ipswich kandydowałem trzy razy bezskutecznie, aby potem dwa razy być wybranym w odpowiednim okręgu. Na Ealingu w sumie kandydowałem cztery razy, a wygrałem tylko raz. Nie miałem szczęścia, bo nawet gdy kandydowałem w lepiej zapowiadającym się podokręgu (ward), w tym momencie Labour wpadło w sidła niepopularności w skali krajowej. A więc nie tylko liczy się odpowiedni okręg, ale również odpowiedni termin. Do tych klęsk osobistych trzeba się przyzwyczajać aby ewentualnie zatryumfować. Mogę też dodać że nawet wyżej wymienieni radni, Krawczyk i Dąbrowska, nie mogli by już teraz kandydować skutecznie w swoich starych okręgach, bo tamtejsi wyborcy głosowali teraz na  inne partie.

 

A więc dla polskich kandydatów z Labour był to odpowiedni okręg, i jeszcze bardziej, odpowiedni rok. Trudności polityczne partii konserwatywnej dały się we znaki i stracili przeszło 400 mandatów na skali krajowej, a w Londynie stracili kontrolę nad tradycyjnie konserwatywnymi samorządami w Westminster, Barnet i Wandsworth, choć pokonali Labour w Harrow. Z tej zwycięskiej „czerwonej” fali skorzystali polscy laburzyści, jak radny Richard Olszewski, w Fortune Green Ward w dzielnicy Camden (1387 głosów), nowy kandydat Liam Jarnecki w Vauxhall Ward w dzielnicy Lambeth (896 głosów), radna Eva Stamirowski w Catford South Ward w dzielnicy Lewisham (1648 głosów), radna Louise Krupski w Rushey Green Ward, też w dzielnicy Lewisham (2421 głosów), Sławek Szczepański w Lavender Fields Ward w dzielnicy Merton (1390 głosów) i radna Renata Jolanta Hamvas w Peckham Rye Ward, w dzielnicy Southwark (1802 głosów). Szczepański dla przykładu jest działaczem społecznym pomagającym Polakom w ramach organizacji Polish Family Association, a Richard Olszewski współpracował z organizacją POMOC, która starała się uaktywnić głosy polskich wyborców, szczególnie żeńskich, w Londynie i Birmingham, ale ich środowisko działania jest dalej brytyjskie, a nie polskie.

 

Konserwatywni kandydaci polscy nie mieli ani odpowiedniego okręgu, ani odpowiedniego roku. Aż 18 polskich kandydatów, a szczególnie kandydatek, występowało w lewicowej dzielnicy Hackney, gdzie uzyskiwali przeciętnie około tylko 180 głosów na osobę. Dostali nawet mniej głosów niż zielony kandydat w Hackney, Stefan Liberadzki, który zdobył przynajmniej 519 głosów, choć też przegrał. Nie lepiej wypadło czterem polskim konserwatystom i jednemu liberałowi w równie lewicowej dzielnicy Haringey, gdzie również zdobyli przeciętnie po tylko 220 głosów. Konserwatysta Theodore Karpiński kandydował akurat w dzielnicy konserwatywnej Kensington, ale niestety wciąż w laburzystowski podokręgu, Dalgarno Ward, więc też przegrał (uzyskał 316 głosów).

 

Aby kandydować skutecznie jako liberał w Londynie trzeba występować w dzielnicach Kingston albo Sutton, a nasi polscy liberałowie znaleźli się na nieszczęśliwym gruncie lewicowych czy prawicowych dzielnic, gdzie wszyscy po kolei przegrywali. Liberał John Paul Gorski zdobył aż 581 głosów w konserwatywnej dzielnicy Bromley, Też nie wystarczyło.

 

Chylę czapkę przed naszymi ideowymi kandydatami polskimi występującymi w barwach Partii Zielonej. Ale wiadomo że, na razie, ich starania były równie bezskutecznie. Trzeba pamiętać jednak że w polityce wiatry opinii publicznej zmieniają kierunek, i ci wytrwali polscy liberałowie czy zieloni będą z czasem jeszcze wygrywać w niespodziewanych okręgach w niedalekiej przyszłości. Życzę im, i właściwie wszystkim polskim kandydatom, tej wytrwałości. 

 

Może jako społeczeństwo wrócimy jeszcze do myśli wprowadzenia treningu dla potencjalnych polskich kandydatów w całej Wielkiej Brytanii, niezależnie od ich opcji politycznych. Ten brak polskich nazwisk i twarzy w parlamencie i w samorządach źle świadczy o obywatelskiej dojrzałości licznego polskiego społeczeństwa w Wielkiej Brytanii.

 

Wiktor Moszczyński                                             Tydzień Polski       13 maj 2022



Posłowie

11 maja  wieczorem otrzymałem telefon od Councillor Simche Steinberger w Hackney ze Springfield Ward który przypomniał ze poza 17 polskimi kandydatami konserwatywni w Hackney których wyliczyłem w oświadczeniu prasowym i którzy nie byli wybrani, jest jeszcze więcej kandydatów.z polskimi korzeniami.

Na pierwszym miejscu wyliczył siebie. Został ponownie wybrany do rady miejskiej w Hackney w Springfield Ward, uzyskując 2273 głosów, a uwaza sie za Polaka, bo pochodzi z Wrocławia.. Poza tym powiedział ze trzech innych zwycięskich konserwatywnych kandydatów w Hackney tez mialo polsko żydowskie pochodzenie, a mianowicie Benzon Papier z Stamford Hill Ward, wybrany z 1872 glosami, a również ze Springfield Ward, Michael Levy pochodzący z Warszawy (2012 głosów) i Shaul Krantwirt (2144 głosów).

Zaznaczył ze przynajmniej 5 innych konserwatywnych kandydatów w Hackney, a więc Yaakov Lauer, Yeshoam Leibowitz, Pauline Levy, Leijia Softic i Yisroel Cik, sa polsko-żydowskiego pochodzenia. Nie zostali jednak wybrani.

Steinberger zwierzył mi sie ze "tylko czterech konserwatywnych kandydatów w Hackney nie było polskiego czy polsko-żydowskiego pochodzenia" Zrekrutowal  znaczna grupe Polakow do organizacji Polish Friends of Conservatives, którzy aktywnie organizują pomoc dla uchodźców ukraińskich i planują spotkanie z Polskim Ambasadorem.

Na podstawie tych nowych wiadomości muszę zmienić moje statystyki. Było 63 kandydatów polskiego pochodzenia w Londynie, w tym aż 35 konserwatystów. W ostatecznym wyniku wygrało  w Londynie 6 laburzystów i 5 konserwatystów.

Nie wiem czy udaloby sie te informacje zmieścić do artykułu. Może jako posłowie. .

Z uszanowaniem

Wiktor Moszczynski

Monday, 14 March 2022

Czas zastąpić Zjednoczoną Prawicę zjednoczonym narodem





Rzeczpospolita Polska jest w niebezpieczeństwie. Już każdy Polak czy Polka, zorientowany w nawet minimalnym stopniu z sytuacją międzynarodową, może rozeznać znaki nadchodzącego potencjalnego konfliktu światowego, w którym Polska może z czasem zastąpić Ukrainę jako przedpole walki. Szczególnie jeśli wojska rosyjskie dojdą do granicy Polski.

Nie łudźmy się że Putinowi chodzi tylko o Ukrainę. Już od dwudziestu lat prezydent Putin wyrażał swój głęboki żal z powodu rozpadu Związku Sowieckiego. Oczywiście nie chodziło mu o samą ideologię komunistyczną, ale o potrzebę mocnej centralnej władzy na Kremlu która odbuduje ponownie układ sił  i sfer interesów rosyjskich istniejący przed rokiem 1990.Prezydent Duda, cytując prezydenta Lecha Kaczyńskiego w wywiadzie dla telewizji BBC w ubiegłą niedzielę, podkreślił że od czasu konfliktu w Gruzji, ideologia mocarstwowa Putina będzie prowadzić do ataków na Ukrainę, potem kraje bałtyckie, i wreszcie Polskę, z jej aktywnym członkostwem NATO i Unii Europejskiej.

O frustracji Putina w sprawie odrestaurowania należytego miejsca w świecie dla Rosji, i obsesji na temat okrążenia Rosji przez państwa NATOwskie i przez Unię Europejską, wiedziano już dawno. Dał temu głos na monachijskiej konferencji bezpieczeństwa w roku 2007 gdy określał ekspansję NATO jako „prowokację”. Wiedziano też o jego historycznej tezie o Rosji i Ukrainie jako częścią, wraz z Białorusią, jednego wielkiego narodu rosyjskiego pochodzącego jeszcze z czasów wczesnego średniowiecza. Ale nie uświadomiono sobie w pełni na Zachodzie jak daleko był gotowy posunąć się z tą obsesją, aż do stopnia zbrojnego wkroczenia na teren obcego państwa. Poprzednie sankcje zachodnie, np. po wkroczeniu do Krymu w roku 2014, były zarazem za słabe aby go zastraszyć, ale wystarczająco groźne aby nakłonić go do przygotowania gospodarki rosyjskiej na stan oblężenia w momencie jego następnej interwencji, w terminie bardziej dla niego dogodnym. Dalsze próby zbliżenia się Ukrainy do możliwości członkostwa Unii Europejskiej było już dla Putina wystarczającym uzasadnieniem groźby inwazji.

Obecny układ sił był jeszcze lepszy dla Putina niż w roku 2014. Rosja posiada już mocniejsze zaplecze walut zagranicznych, a, w wypadku bojkotu rosyjskiego gazu przez kraje zachodnie, ma zaplecze zbytu na gaz i naftę w Chinach i Iranu, z którymi nawiązuje coraz bliższą współpracę przeciwko Zachodowi. Stany Zjednoczone mają bałagan w swojej polityce zagranicznej po szkodliwych próbach demontażu paktu atlantyckiego przez Trumpa, a potem przez demoralizującą ucieczkę w wielkim popłochu z Afganistanu. Zarówno Trump i Biden chcieli koncentrować swoją politykę przede wszystkim na konflikcie gospodarczym i militarnym z Chinami, a bezpieczeństwo Europy odkładano na drugi plan. Niemcy postawili się w sytuacji uległości gospodarczej wobec Rosji po zgodzie na wybudowanie zastępczego gazociągu Nord Stream 2. A Unia Europejska chwiała się pod kolejnymi ciosami Brexitu, pandemii i jawnego buntu Polski i jej prorosyjskiego partnera węgierskiego przed liberalnym ustrojem państw europejskich. A więc potencjalny chaos. Putin już liczył na to że sama koncentracja wojsk rosyjskich na granicy ukraińskiej doprowadzi do uległego poddania się szantażowi zarówno przez rozbitą koalicję państw zachodnich i przez ich „marionetkę prezydenta@ w Kijowie.

Gdy ani Zachód, ani Ukraina, nie ugięły się przed tymi groźbami, Putin me mógł się wycofać bez utraty twarzy, a więc i władzy. Putin może teraz tylko brnąć naprzód. Czuje się zmuszony wykonać inwazję, pod kamuflażem „specjalnej operacji wojskowej” o ograniczonym zasięgu. Prawda o inwazji jest niewygodna, więc musi okłamywać własne społeczeństwo zaciskając śrubę, zamykając pozostałe niezależne media i grożąc więzieniem protestującym przeciw wojnie. Odcinając własny naród od realiów, sam odcina się od tych realiów, karząc dymisją tym którzy przynoszą mu niewygodne wieści. Ukraińcy się bronią i paraliżują ruchy wojskowe, więc Putin niszczy miasta ukraińskie bombami próżniowymi i terroryzuje cywilów, domagając się rezygnacji rządu. Grozi nawet bronią chemiczną i biologiczną. Jest to jego strategia systematycznej eskalacji militarnej. Ostatnim przykładem była krwawa napaść na poligon wojskowy w Jaworowie, opodal granicy polskiej.

Natężenie gospodarczych sankcji zachodnich, spoistość ich reakcji politycznej i kontynuacja pomocy militarnej dla obrony ukraińskiej, zaskoczyła Putina i jego generałów. Nie mogąc się cofnąć Putin grozi konfrontacją nuklearną, mimo że logika wojenna wskazuje że taki konflikt zniszczy Rosję również. W desperacji Putin grozi państwom graniczącym z Ukrainą odwetem, o dużo szybciej niż to przewidywał. A więc Polska jest w niebezpieczeństwie w trybie bardziej przyspieszonym niż się tego ktokolwiek spodziewał. Nie chodzi już o obronę przesmyku suwalskiego między obwodem kaliningradzkim a rosyjskim wojskiem w Białorusi, w wypadku wojny konwencjonalnej. NATO było akurat na to przygotowane. Tu chodzi o groźbę odwetu bronią masowego rażenia na teren Polski. Czy to blef? Nie wiemy. Nawet chyba sam Putin nie wie.

W roku 1939, gdy Polska była zagrożona przez inwazję niemiecką, po odrzuceniu żądań niemieckich w sprawie Gdańska i korytarza pomorskiego, cała Polska już czuła zagrożenie. Czechosłowacja była już w rękach niemieckich, Litwa zmuszona była oddać Niemcom Kłajpedę, propaganda antypolska w Niemczech i w Gdańsku szalała. Polsce groziło oskrzydlenie z trzech stron. Nastąpiły propozycje w Polsce aby rozszerzyć udział opozycyjnych partii w rządzie; ale marszałek Rydz-Śmigły i premier Składkowski odrzucili pomysł rządu koalicyjnego. Jeszcze 2 go września przywódcy partii opozycyjnych, Arciszewski i Mikołajczyk, apelowali o tworzenie rządu jedności narodowej. Na co wicemarszałek Sejmu, Zygmunt Wenda, oświadczył im, "My rozpoczęliśmy walkę i nie mamy zamiaru z nikim dzielić się owocami zwycięstwa!". Oczywiście taka koalicja nie uratowałaby Polskę od katastrofy. Na to było już za późno. Ale całe odium za klęskę wrześniową spadła w całości na piłsudczyków. Czołowych władz przedwojennych zostawiono na pastwę losu w Rumunii, oficerów sanacyjnych więziono w Szkocji na Wyspie Wężów, szczuto ich w Armii Krajowej i w tworzeniu Armii w Rosji. A poeta Słonimski pisał w Paryżu o byłym rządzie złośliwie:

„A nam potrzebny las, który śpiewa, szumiący bór,konar prawdziwy twardego drzewa i mocny sznur.”  

Obecnie Polska stoi zagrożona, podobnie jak w roku 1939. Niby nie jest samotna, bo jest częścią NATO, chroniona słynnym artykułem 5-ym, zapewniającym wszystkim członkom pomoc militarną w wypadku napadu na jednego członka sojuszu. Ale wówczas Polska też miała sojuszników, którzy obrzucili miasta niemieckie ulotkami. Polsce to nic nie pomogło. Została sama, tak jak dziś Ukraina. 

Przy tym zagrożeniu, odpowiedzialność za państwo powinny wziąć na siebie wszystkie kierunki polityczne. Czas już zakończyć święte wojny z „gorszymi sortami”, czy, z kolei, kpiny z „ciemnogrodu”, i połączyć zwaśnione szczepy ideologiczne dzielącą nasze społeczeństwo.  W razie katastrofy chwiejna już obecna koalicja rządząca nie powinna brać na siebie monopol nad odpowiedzialnością, mimo tymczasowego wzrostu poparcia w sondażach. Potrzebny jest wysiłek ogólnonarodowy aby zmobilizować wojsko, zakupić najbardziej nowoczesne uzbrojenia, zapewnić obecność wojsk alianckich w stałych bazach w kraju, i wynegocjować wreszcie zakończenie drażliwego i upokarzającego sporu z Unią o prawodawstwo, aby udostępnić wreszcie dla Polski fundusze odbudowy post-covidowej. Potrzebne jest prawidłowe zagospodarowanie pomocy dla niekończącego się przypływu uchodźców z Ukrainy, dla których społeczeństwo ofiarowało od razu wszystko, a rząd nie przygotował nic. Dopiero w drugim tygodniu wojny, przy aktywnym udziale opozycji, sejm przyznał Ukraińcom, jako obywatelom innego państwa, de facto prawa równe obywatelom Polski. I to dzięki opozycji odrzucono podsunięty podstępnie przez rząd przepis o bezkarności w zarządzaniu pomocy. Wciąż nie przygotowano żadnych obozów dla osiedlenia dalszych uchodźców, mimo nalegań opozycji. 

Taki rząd koalicyjny musi rozważnie unikać nieprzemyślanych posunięć, jak ten z MiGami, które w końcu nie wydano sfrustrowanym Ukraińcom, po niezręcznym wciśnięciu Amerykanom odpowiedzialności za przekaz samolotów. To uzewnętrzniło spór między sojusznikami i mogło było zostawić Polskę osamotnioną wobec rosyjskiego odwetu. I to właśnie przywódcy opozycji mogą mieć odpowiedni autorytet w Washingtonie i Berlinie aby zapewnić śmielszą strategię pomocy Ukrainie, i nakłonić Generalne Zgromadzenie ONZ do inaugurowania korytarzy humanitarnych, a nawet strefę zakazu lotów, w zachodniej Ukrainie. 

W ostatnich tygodniach rosnącego zagrożenia, prezydent Andrzej Duda jakby urósł do wysokości swojego urzędu, głosząc elokwentnie obawy i determinacje społeczeństwa w obronie Ukrainy i Polski. Stał się też głównym orędownikiem na Zachodzie bohaterskiego prezydenta Żeleńskiego. Konsultuje się z opozycją i szerzej ze społeczeństwem. Objeżdża stolice państw sąsiednich nalegając, tłumacząc, przypominając polską rację stanu. Wtoruje mu premier Morawiecki. Lecz prezydent i premier obciążeni są wciąż członkami rządu którzy nie cieszą się zaufaniem, ani naszych sojuszników, ani polskiego społeczeństwa. Czas rozszerzyć koalicję aby odrzucić monopol jednej partii i odzwierciedlić szeroki wachlarz poglądów reprezentowany w Sejmie i w Senacie. A elementy przeciwstawiające się szerszej zgody narodowej, czyli spadkobiercy Składkowskiego i Wendy, powinni się pożegnać ze swoimi resortami. Organizacje polonijne w Europie od szeregu lat oczekują ujednolicenia stałej polityki zagranicznej naszego kraju i utrzymania trójpodziału władzy zgodnie ze standardami europejskimi. 

Przed Polską stoi okres wielkiej próby wymagający zarówno odwagi jak i rozwagi, abyśmy mogli jak najskuteczniej zabezpieczyć przyszłość naszą, przyszłość Ukrainy i trwałość naszego udziału w pakcie atlantyckim i w Unii Europejskiej, ale bez narażania naszego terytorium na katastrofę wojenną przy której kampania wrześniowa byłaby tylko zapomnianym koszmarem.

 

Wiktor Moszczyński                Tydzień Polski, Londyn        18 marzec 2022


Tuesday, 1 March 2022

Zachód i Ukraina zaskoczyly Putina



Pesymiści mówili że nadchodzi inwazja Ukrainy; optymiści tłumaczyli że to tylko straszak, i że Putin nie wariat i nie zaryzykuje wojny. Niestety wygrali pesymiści.

Najgłośniej o wojnie trąbili Amerykanie, podając nawet którego dnia nastąpi wojna, a wcześniej wycofując swój personel dyplomatyczny. Okazało się że tym razem prezydent Biden, który przespał Afganistan, ocknął się i trafił celnie. Biden nawet ostrzegał że nastąpi próba jakiejś prowokacji która zwaliłaby winę na otwarcie wojny na Ukrainę. Tym razem też rosyjskie próby prowokacji nie wypaliły. Odrzucając tradycyjne zachowanie tajemnicy wojskowej Biden rzucał na antenę wszystko co jego wywiad wiedział o konsolidacji 190 tys żołnierzy rosyjskich na granicach Rosji, i w ten sposób skomplikował i opóźniał decyzje wojskowe Rosjanów.

Ale ostatecznie wojna wybuchła, bo, tak jak w Pierwszej Wojnie Światowej, sam harmonogram mobilizacji wojsk stał się autorem działań militarnych. Gdy, ku zaskoczeniu Putina, ani Zachód ani rząd ukraiński, nie zgodzili się na żadne ustępstwa, jego wojsko tkwiło w martwym punkcie. Nie było kwater i środków utrzymania na tak wielką koncentrację wojsk. Dla wielu poborowych sołdatów którzy przybyli z granicy chińskiej, czy z głębi Syberii, czy z wybrzeża Morza Białego, nie było już dachu nad głową, czy prowiantu. Spali pod gołym niebem, a jedzenie musieli kupować lub kraść sami. Taka sytuacja nie mogła trwać długo. Putin miał wówczas tylko dwa wyjścia, albo mobilizację odwołać, co oznaczałoby klęskę, albo pchać to wojsko na teren Ukrainy. To niestety zupełnie logiczna opcja. I wiemy którą opcję wybrał.

A w międzyczasie, zachodnie rządy, zarazem groziły sankcjami, i negocjowały. Putin i jego minister spraw zagranicznych, Ławrow, kokietowali tych, jak Macron, którzy proponowali dyplomatyczne rozwiązania, i pokpiwali z tych, jak brytyjski minister Liz Truss, którzy im grozili odwetem finansowym. Zapewniali wszystkim, łącznie z publiką rosyjską, że żadnej inwazji nie będzie. I w końcu wszystkich Putin okłamał. Pamiętał jak ociężale i bezprzekonania reagowały państwa zachodnie na konflikt z Gruzją czy na okupację Krymu. Wściekał się natomiast na to jak mało zwracali uwagę na Zachodzie na jego deklarowaną obsesją o rzekomym agresywnym otoczeniu Rosji przez pierścień zbrojeń nuklearnych NATO. Teraz logika techniczna mobilizacji i nie ustępliwość rządu ukraińskiego i głównych państw w NATO, uniemożliwiły mu spodziewanego tryumfu dyplomatycznego.

Został mu więc tryumf militarny. Był przekonany o słabości i braku wspólnej strategii państw zachodnich, i świadomy ich deklarowanej decyzji nie interweniowania militarnego. Odizolowany od opinii własnego społeczeństwa przez natężoną ochroną wojskową, a szczególnie medyczną (unikał jak ognia kontaktu fizycznego ze wszystkimi z powodu Covidu), tkwił w swoim urojonym świecie paranoi anty-zachodniej. I dlatego zdecydował w końcu na inwazję. Tyle tylko, że zakazał użycia słów„inwazja” czy „wojna”, i  kazał mediom rosyjskim, pod groźbą więzienia, pisać tylko o „specjalnej operacji wojskowej”. Akcja miała być krótka i względnie bezkrwawa (dla Rosjan).

Z początku wyglądało na to że państwa zachodnie będą rzeczywiście reagować ze ślimaczym pędem. Pierwszego dnia inwazji rządy mówiły tylko o stopniowym przykrceniu śruby, przy sankcjach wobec personalnych czynników wojskowych i propagandowych. Gdy drugiego dnia pierwsze rakiety zaczęły padać na obiekty wojskowe i lotniska ukraińskie ujawniły się wstępne podziały. Stany, Wielka Brytania, Hiszpania, Polska i kraje bałtyckie, domagały się jak najostrzejszych sankcji, zaś Francja, Niemcy, Włochy, Węgry jeszcze się ociągały, tak jak Putin oczekiwał.

Od momentu inwazji Krymu w roku 2014, Putin przygotowywał gospodarkę rosyjską na potencjalną groźbę sankcji zachodnich. Skomasował rezerwę walut zagranicznych powyżej 600 milardów dolarów. Tworzą one jedną trzecią wartości całej gospodarki rosyjskiej. Również uzależnił państwa europejskie od dostaw rosyjskiej ropy naftowej i gazu kosztujących powyżej 700 milionów dolarów. Obecnie aż 40% dostaw nafty Unia Europejska kupuje z Rosji, i 20% gazu.  Niemcy szczególnie są uzależnieni bo 55% ich gazu importują przez gazociągi rosyjskie, a nawet Polska sprowadza 80% swojego gazu z Rosji. Tymczasem, giełda i rynek nieruchomości w Londynie czerpie grube dochody z pieniędzy oligarchów z ekipy współpracowników Putina, a proponowany bojkot banków rosyjskich groził narażeniem na wielkie straty dla banków państw śródziemnomorskich.

Nagle, po trzecim dniu wojny, pod naciskiem oburzonej opinii społeczeństw zachodnich Niemcy zgodziły się wreszcie nie korzystać z nowo wybudowanego gazociągu Nord Stream 2, a Unia Europejska, i nawet Szwajcaria, przyłączyły się do USA, Wielkiej Brytanii i Kanady aby zamknąć dostęp rosyjskiego banku centralnego do swoich rezerw leżących w zachodnich bankach. Uruchomili też odcięcie Rosji od systemu Swift i zablokowali „złote paszporty” unijne dla zamożnych oligarchów. Ale i to posunięcie Putin miał wliczone w swojej kalkulacji, uważając że te sankcje gospodarcze będą krótkotrwałe. Uważał że gdy tylko zachodnie społeczeństwa odczują na własnej kieszeni dramatyczny wzrost cen paliwa na Zachodzie, to zniechęcą się do kontynuacji sankcji. Putin wie, dla przykładu, że Boris Johnson tak bojowy w zapowiadaniu coraz nowszych sankcji gospodarczych, nie uświadomił jeszcze społeczeństwo brytyjskie o kosztach tych sankcji. Biden, Macron i kanclerz Scholz byli tu bardziej rzetelni wobec swojego elektoratu. Sankcje, choć konieczne, na pewno zaszkodzą rosyjskiej gospodarce, ale mogą więc być mieczem dwusiecznym dla Zachodu w konflikcie z Rosją.

Ale są i inne, bardziej skuteczne i mniej kosztowne, opcje do wykazania poparcia dla Ukrainy i izolowania tyrana na Kremlu. Putin niedocenił przede wszystkim reakcji społeczeństw nie tylko na Zachodzie, ale na całym świecie. Masowe demonstracje przed ambasadami rosyjskimi i składanie kwiatów przed ambasadami ukraińskimi, miały swój efekt na rosnącą stanowczość zachodnich rządów. Nawet normalnie uległy rząd Kazachstanu odmówił udziału w wojnie. W Radzie Bezpieczeństwa ONZ, Chiny nie poparły Rosji, a państwa afrykańskie, normalnie neutralne, głosowały za potępieniem inwazji rosyjskiej. Całe żniwa amatorskich filmików z Ukrainy powtarzane są masowe w mediach społecznych całego świata, zadając kłam propagandzie rosyjskiej. Media szeroko chwalą odwagę ludności ukraińskiej i jej prezydenta Żeleńskiego, byłego aktora który, mimo swojej naiwności, okazał się prawdziwym bohaterem narodowym.

Poza sankcjami, co może jeszcze zrobić Zachód?

1/ Na pierwszy plan występuje dalsza pomoc militarna dla Ukrainy, nawet jeżeliby wojna przemieniłaby się w partyzantkę. Zachód już zbroi Ukrainę po cichu od czasu kryzysu krymskiego. Obecnie Ukraińcy proszą wciąż i dostają więcej amunicji, i pociski przeciwczołgowe które dotychczas wykorzystywali skutecznie. Korzystają z usług wywiadu amerykańskiego. Aż 17 krajów dostarcza im śmiercionośny sprzęt wojenny. W tym, Niemcy, które nigdy od czasu Drugiej Wojny, nie dostarczali broń palną krajom w konflikcie, obecnie zgodzili się wysłać do Ukrainy 1,000 sztuk broni przeciwczołgowej i 500 przeciwlotniczych systemów obronnych marki Singer.

2/ Ważna jest oczywiście pomoc materialna i prawo azylu dla wielkiej masy uchodźców opuszczających Ukrainę. Do wtorku 600,000 uchodźców przekroczyło zachodnie granice, głównie do Polski, a rząd ukraiński zapowiada że może znaleźć się 4,5 milion uchodźców jeżeli walki obejmą cały kraj. Archidiecezja Lwowska organizuje konto finansowe dla organizacji polonijnych. W Londynie Polska Fundacja Kulturalna zakłada już gotowy fundusz, a wiele parafii i Polaków indywidualnych organizuje koce, namioty, zabawki, towary pierwszej potrzeby i żywność które dostarczają do granicy polsko-ukraińskiej własnymi ciężarówkami. Ostatnio telewizja brytyjska pokazywała sale i parking Klubu Orła Białego na Balham, i w siedzibie Merseyside Polonia w Liverpoolu, wypełnione po brzegi paczkami dla uchodźców ukraińskich.Państwa unijne otwarły szeroko granice na okres trzyletni dla nieograniczonej liczby uchodźców, a tylko rząd brytyjski ociąga się nieco w przyznaniu bezwarunkowych wiz dla rodzin ukraińskich.

3/ Wiadomo że Ukraina jest tylko kolejnym etapem Putina w jego projekcie odrodzenia mocarstwowości Rosji post-sowieckiej. Dlatego teraz nadszedł czas na wzmocnienie wschodniej flanki państw Nato. Wprowadzono wcześniej 4000 żołnierzy NATO w krajach bałtyckich, 1000 w Polsce. Państwa zachodnie zapowiadają przerzucenie jeszcze większych kontyngentów wojsk na wschód i zwiększą rezerwę wojsk szybkiej reakcji. Wielka Brytania mówi na przykład o przeniesieniu wojska z Armii Reńskiej do zapowiedzianej nowej Armii Bałtyku. Szwecja i Finlandia rozważają możliwość przystąpienia do NATO.

4/ Nie tylko chodzi o stały udział wojsk ziemnych. Trzeba przyspieszyć instalację najnowszego sprzętu pocisków krótkiego i średniego zasięgu jak i baterie ochronne systemu Patriot na wschodnim Morzu Śródziemnym, w Rumunii i nad Bałtykiem. Między innymi czas dokończyć wprowadzenie w życie amerykańskiego systemu uzbrojenia przeciwrakietowego AEGIS w Redzikowie, który już czeka na uruchomienie niemal 10 lat.  

5/ Kraje europejskie, a szczególnie Niemcy, powinni zwiększyć budżety wojskowe do poziomu 2% PKB wymaganego przez NATO i unowocześniać broń i sprzęt wojskowy. W wypadku Polski czas aby rząd starał się wreszcie unowocześniać armię. Rząd chce powiększyć armię liczbowo, ale ważniejsze jest zastąpić w całości przestarzałe czołgi sowieckie marki T-2 nowoczesnymi niemieckimi Leopardami, i zakupić znacznie więcej nowoczesnych armatohaubic Krab, transporterów opancerzonych Rosomak, myśliwców amerykańskich i nowej klasy śmigłowców. Szwedzki thinktank FOI szacuje że 75% obecnego polskiego sprzętu jest przestarzała, a gotowość bojowa nieadekwatna.   

6/ Dla wielu Rosjan najbardziej dotkliwy cios, poza gwałtownym spadkiem wartości rubla o 29% i braku dostępu do towarów z Zachodu, będą niezrozumiałe dla nich z początku sankcje w świecie sportu i kultury. Niedopuszczenie Rosji do corocznego koncertu Eurowizji, czy bojkot sportowy, choćby tenisa, piłki nożnej czy siatkówki, daje zwykłym mieszkańcom Rosji, opętanym kłamliwymi raportami z własnych mediów, dużo do myślenia.

7/ Na apel prezydenta Żeleńskiego aby przyspieszyć przyjęcie Ukrainy do Unii Europejskiej, każdy kraj unijny powinien odpowiedzieć natychmiast„Tak!”. Ukraina zasłużyła na to swoją walką, tak jak zasłużyły 20 lat wcześniej Polska, Węgry, Czechy i Słowacja. Natomiast hasła o przystąpieniu Ukrainy do NATO są zbyt przedwczesne.

8/ Ostatecznie pamiętajmy że poza zakończeniem rozlewu krwi w Ukrainie najważniejsza pozostaje walka o opinię publiczną w Rosji. Nastąpiły masowe nielegalne protesty w 53 miastach Rosji przeciw wojnie. Już niemal 2000 osób protestujących aresztowano. Przeciwko wojnie występują aktorzy, redaktorzy pism oficjalnych, tenisiści, nawet córki czołowych „siᴌowikȯw” reżimu. Powstał  Antywojenny Komitet Rosji z byłym więźniem Chodorkowskim i szachistą Kasparow w składzie zarządu. Trzeba opublikować jak najszerzej każdy przykład protestu ludności rosyjskiej i przypominać im że już zginęło niemal 6 tysięcy żołnierzy rosyjskich w tej zaciętej wojnie, a gazety brytyjskie pokazywały piece w którym mają palić zwłoki żołnierzy aby uniknąć skandalu przekazywania masowo zwłok rodzinom w głąb Rosji. Trzeba wszystkim przypominać że to jest wojna Putina, nie Rosji..

Ostatecznym celem Ukrainy jest uwolnić się od wojny, ale ostatecznym celem rządów zachodnich powinno być obalenie oszalałego tyrana Putina, który teraz grozi zagładą nie tylko  Ukrainie, ale, przy użyciu broni nuklearnej, całemu Zachodowi.

Wiktor Moszczyński                Tydzień Polski   4 marzec 2022

 

 

 

 

Wednesday, 12 January 2022

Działalność Lobbyistyczna Zjednoczenia Polskiego w roku 2021

 Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii


Mimo koronawirusa i lockdownu, 2021 był aktywnym rokiem dla Zjednoczenia Polskiego w Wielkiej Brytanii. W styczniu, na Walnym Zjeździe, nowo wybrany prezes, dr Włodzimierz Mier Jędrzejowcz, zapowiedział, że uaktywni jeszcze bardziej tradycyjną rolę Zjednoczenia, jako głos reprezentujący polskie organizacje i polskie społeczeństwo w Wielkiej Brytanii. Odgrywa tę rolę od roku 1946 w imieniu swoich 63 organizacji członkowskich, takich jak np. POSK, Związek Techników czy Polska Macierz Szkolna. 

Już w lutym pisaliśmy do ambasadora niemieckiego, krytykując projekt podłączenia nowo wybudowanego gazociągu Nord Stream II do sieci niemieckiej, omijając tym samym Polskę i Ukrainę. List Zjednoczenia w tej sprawie ukazał się w niedzielnej gazecie „The Observer”.

W kwietniu Zjednoczenie apelowało do organizacji członkowskich, aby namawiali swoich członków do wypełnienia ankiet związanych ze spisem ludności. Ogłoszono filmik na YouTubie, tłumacząc, jak można było podkreślić swoje polskie pochodzenia przy pięciu specyficznych pytaniach. 

Również w kwietniu Zjednoczenie Polskie napisało list do ambasadora Białorusi, protestując przeciw aresztowaniu Andżeliki Borys, prezesa bratniej organizacji w Białorusi, czyli Związku Polaków na Białorusi, i innych działaczy polskich, jak dziennikarz Andrzej Poczobut. Poruszaliśmy tę sprawę dwukrotnie w brytyjskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych. W sierpniu prezes Mier Jędrzejowicz przemawiał na wiecu protestacyjnym na Parliament Square, utożsamiając kampanię o uwolnienie Borys i Poczobuta z walką o wolność i autentyczną demokrację w Białorusi.

Jeszcze w kwietniu Zjednoczenie poruszyło sprawę nadgorliwej interwencji policji brytyjskiej w czasie mszy w kościele polskim w Balham w Londynie, gdzie kazano wszystkim wiernym opuścić kościół z powodu domniemanych przekroczeń przepisów anty-covidowych. 

W maju apelowaliśmy w polskich mediach, aby Polacy w Wielkiej Brytanii brali udział w brytyjskich wyborach samorządowych. 

W czerwcu Zjednoczenie pisało do premiera Johnsona z prośbą o przedłużenie terminu na składanie podań na tzw. stan osiadły w Wielkiej Brytanii. Ostatecznie rząd zdecydował nie przedłużać terminu po 30 czerwca, ale złagodził warunki, w których osoby spóźnione będą jeszcze mogły złożyć podania. W sumie jeden milion polskich obywateli zdążyło złożyć podanie. Przedstawiciele Zjednoczenia komentowali te sprawy w Telewizji Polskiej. 

W listopadzie Zjednoczenie zorganizowało w POSK-u udaną akademię z udziałem zespołu „Mazury” i szkoły polskiej w Amersham.

Zjednoczenie było zaniepokojone słabszą akceptacją szczepionki przeciwko covidowi przez młodsze pokolenia Polaków. Ankieta naukowa przeprowadzona wśród Polaków wykazała, że aż 18% Polaków nie godzi się być szczepionymi, a dalsze 17% jeszcze nie było o tym przekonanych. W listopadzie, w liście do ministra zdrowia Sajida Javida, Zjednoczenie Polskie apelowało, aby zająć się tym negatywnym zjawiskiem i zrobić promocję szczepionki w języku polskim.   

Wiktor Moszczyński

Strona internetowa: www.zpwb.org.uk
Facebook: www.facebook.com/zjednoczenie.polskie

Cooltura 06.01.2022
 

 

Sunday, 19 December 2021

Wieczor Autorski Kasi Budd i Janusza Guttnera

 


Wieczór Autorski Katarzyny Bzowskiej- Budd

W niedzielę 12go grudnia w Sali Szafirowej w POSKu odbyła się promocja dwóch książek: Katarzyny Bzowskiej-Budd „Brexitania, czyli coraz mniej zjednoczone królestwo” i Janusza Guttnera „Słowem Fotografowane oraz ciąg dalszy”. Organizatorem spotkania był Związek Pisarzy Polskich na Obczyźnie

Autorów i książki przedstawił prowadzący spotkanie Wiktor Moszczyński po czym autorzy mówili o swoich książkach.

Katarzyna Bzowska-Budd, warszawianka z urodzenia, a londynianka z wyboru, dziennikarz, redaktor, specjalistka od badań opinii publicznej, znalazła się w Londynie jeszcze przed stanem wojennym. Była aktywną działaczką Polish Solidarity Campaign. Założyła tu rodzinę. Od roku 1983 była pracownikiem, a między rokiem 1991 i 2002 redaktorem naczelnym, „Dziennika Polskiego”. Jej felietony ukazują się regularnie w „Tygodniu Polskim”, który zastąpił „Dziennik Polski”. Publikuje również w innych gazetach polskojęzycznych, zarówno w kraju jak i zagranicą. Jest też wieloletnim aktywnym działaczem Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie, do niedawna członkiem redakcji „Pamiętnika Literackiego” i członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W roku 2016 wydała część swoich felietonów i reportaży w książce „Mieszkam na Wyspie”. Była też redaktorem pracy zbiorowej „Dopóki jest Dziennik, jestem....” wydanej przez Polską Fundację Kulturalną w roku 2000.

Obecna jej książka „Brexitania, czyli coraz mniej zjednoczone królestwo” nie jest zbiorem artykułów czy reportaży, ale pracą oryginalną. Akt Brexitu był dla niej aktem narodowego szaleństwa i samookaleczenia Brytyjczyków, którego przyczyny starała się wyjaśnić rzeczowo i w sposób przystępny dla czytelnika polskiego. Książka ta może być postrzegana jako przestroga przed wejściem, niemal przypadkiem, na drogę, z której później trudno się cofnąć. Pisze o tym jak Anglik ustawia się w kolejce, na przykład na przystanku autobusowym – staje tak, jakby zaczynał tworzyć kolejkę, nawet jeśli jest ona „jednoosobowa”. Tak było z Wielką Brytanią, która najpierw stała w kolejce, aby wejść do struktur europejskich, a potem ustawiła się w „jednoosobowej kolejce”, by z nich wyjść. Jak powiedziała autorka podczas spotkania, nie wiadomo czy teraz inny kraj nie zajmie jej miejsca. Odczuwa i opisuje dramat Brexitu siedząc jakby na sejsmografie, nie tylko jako mieszkanka Londynu, ale i jako Polka i Europejka tu zamieszkała. Wgłębia się w historię i tradycje Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, zastanawia się, dlaczego w pewnym momencie ten skuteczny twór traci swój genialny pragmatyzm, którego wynikiem było powstanie państwa, a obecnie, przy zaniku tego zdrowego rozsądku, może rozpaść się na oddzielne państewka.

Doprowadza swoje rozmyślania niemal do ostatnich miesięcy, kiedy negatywne efekty Brexitu zostały zakamuflowane przez pandemię i lockdowny.

Autorka podkreśliła, że słowo „Brexitania” po raz pierwszy użył w roku 2016 doktor politologii Niels Goet, który argumentował, że może opuszczenie Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię nie będzie miało tak złych konsekwencji, jak przewidywali naukowcy. Zwróciła uwagę, że na ogół osoby bez wyższego wykształcenia, i nie zajmujący się na co dzień polityką, nie tylko częściej popierały Brexit, ale wciąż są z tej decyzji zadowoleni, nie widząc ujemnych skutków. Natomiast naukowcy i ludzie na wykształceni przepowiadali, że Brexit odbije się katastrofalnie na gospodarce i kulturze. Po wprowadzeniu w życie brexitowego eksperymentu twierdzą, że ich obawy się sprawdziły. Ze względu na swoje wykształcenie socjologiczne, autorka poświęciła cały rozdział badaniom naukowym i sondażom, które od szeregu lat wskazywały, że poglądy przeciętnego Anglika wykazywały niepokojące obawy o wynarodowienie kulturalne, o brak etatów dla rodowitych Brytyjczyków oraz o utratę suwerenności. Wobec tych poglądów wynik referendum był właściwie przewidywalny, ale przez elity naukowe i polityczne nie dostrzegany, gdyż sondaże wskazywały na niewielką przewagę przeciwników Brexitu.

Autorka nie uważa swojej książki za pracę naukową. Tworzy oszczędną narrację wydarzeń i ich interpretację, często wracając w różnych rozdziałach do historycznych i kulturalnych źródeł poszczególnych zjawisk, jak np. historia północnej Irlandii, czy secesyjne tendencje Szkocji. Zwraca też uwagę na radykalizację Labour Party pod kierownictwem Jeremy’ego Corbyna. Komentując przekazy prasy w Polsce na tematy brytyjskie zauważa, że wśród polskich dziennikarzy istnieje  spora ignorancja na temat kultury, tradycji i procedur brytyjskiego systemu politycznego, a wynikające z tego sytuacje czy zdarzenia wydają się dla polskiego czytelnika śmieszne, jak komedia rozgrywana w imponujących dekoracjach brytyjskiego parlamentu. Niektóre aspekty systemu rządzenia i brak pisanej konstytucji brytyjską, a decyzje były podejmowane są na dekoracyjnym tle parlamentu brytyjskiego sprawiają wrażenie jakbyśmy „mieli do czynienia ze spektaklem w pięknym teatrze,” mówiła autorka.

Przyznała, że książka nie powstawała systematycznie. Na początku była zlepkiem fragmentów felietonów napisanych do „Tygodnia”, rozrastających się następnie w obszerne rozdziały. Później dochodziły rozdziały pisane specjalnie do książki, które potem z kolei ukazywały się jako felietony. I tak rosła książka aż doszła od obecnego rozmiaru 360 stron. W pewnym momencie musiała przestać pisanie, bo według niej byłaby za długa. Książka jest też wynikiem frustracji samej autorki wynikającej z tego, że Europejczycy zamieszkali w Wielkiej Brytanii nie mogli sami brać udziału w głosowaniu w referendum, mimo że wynik przede wszystkim ich dotyczył.

Po przeczytaniu przez Janusza Guttnera fragmentów z „Brexitanii” sala zasypała autorkę pytaniami. Pytano o samą pracę nad książką. Katarzyna Bzowska-Budd przyznała, że nie pisała z myślą o konkretnym czytelniku. Starała się pisać w taki sposób, aby jej czytelnikiem mogli być zarówno studenci czy naukowcy wyższych uczelni, ale także zwykły czytelnik. Podkreśliła, że frustracje społeczne i kulturowe, które doprowadziły do decyzji wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej dotyczyły tylko Anglików, a nie pozostałych narodowości to znaczy Irlandczyków z Ulsteru i Szkotów. Zgodziła się z tezą Mai Elżbiety Cybulskiej, że Anglicy po utracie imperium starali się znaleźć nową rolę w eksperymencie europejskim, ale ten eksperyment się im się nie udał. To prawda, że Londyn głosował za pozostaniem w UE i były nawet głosy, aby stworzyć oddzielne proeuropejskie „państwo londyńskie”. Londyn musiał się w końcu dostosować do życzeń Anglików. To bardziej zacofana gospodarczo północ, która zazdrościli rozkwitu gospodarczego południa i chciała być z Londynem zrównana, uznała, że łatwiej osiągnie swój cel niezależnym państwie, bez interwencji ze strony Europy.

Katarzyna Bzowska-Budd „Brexitania, czyli coraz mniej zjednoczone królestwo”, Oficyna Wydawnicza Kucharski, Toruń Londyn 2021.

Wieczór Autorski Janusza Guttnera

W niedzielę 12go grudnia w Sali Szafirowej w POSKu odbyła się promocja dwóch książek: Katarzyny Bzowskiej-Budd „Brexitania, czyli coraz mniej zjednoczone królestwo” i Janusza Guttnera „Słowem Fotografowane oraz ciąg dalszy”. Organizatorem spotkania był Związek Pisarzy Polskich na Obczyźnie

Po przeprowadzenia spotkania z autorką Katarzyną Budd, przewodniczący Wiktor Moszczyński przedstawił drugiego autora wieczoru. Autorem tym był Janusz Guttner, którego prowadzący  przedstawił, zgodnie z tym, co znalazło się na tylnej okładce książki. Tak więc, Janusz Guttner to „aktor, architekt, fotograf, grafik, trochę poeta, ojciec trzech wspaniałych osób”, a od siebie dodał: „dziennikarz, filozof, przyjaciel świata, miłośnik wolności i zdrowego rozsądku.”

Urodzony również w Warszawie, Janusz Guttner występował w Polsce w szeregu filmach w latach 60-tych, jak „Chwila Ciszy”, „Niekochana” czy „Gra”. Był etatowym aktorem Teatru Klasycznego i Rozmaitości w Warszawie. W spektaklu muzycznym „Dziś do ciebie przyjść nie mogę” objechał wiele krajów w tym Związek Sowiecki, Jugosławię i Stany Zjednoczone. Spektakl oparty na piosenkach partyzanckich dotarł nawet do Berlina!

W Londynie mieszka od roku 1970. Szukając stabilizacji pracował w różnych zawodach, ale zawsze wracał do aktorstwa. Występował w filmach, serialach telewizyjnych i na scenie w POSKu. Był bohaterem filmu angielskiego „Letter to Poland”, w którym przedstawiano życie Polaka w Anglii w burzliwych czasach Solidarności i stanu wojennego. Jest członkiem Sceny Polskiej UK w POSKu, i w zarządzie Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie. Jest też współorganizatorem popularnych Salonów Literackich w Londynie, a także do czasu pandemii stworzył i prowadził cykl wieczorów czytania poezji, prezentując twórczość wybitnych polskich poetów.

Obecna jego książka „Słowo Fotografowane oraz ciąg dalszy...” zawiera wiersze i krótkie formy poetyckie z poprzedniego tomu „Słowem fotografowane”, uzupełnione przez „Ciąg dalszy”, czyli najnowszą twórczość. Wiersze Janusza Guttnera są urozmaicone zarówno, jeśli chodzi o formę, jak i tematykę. Czytelnik znajdzie tu sonety, elegie, aforyzmy, krótkie opowiadania. Zaletą Guttnera jest to, że pisze prostym językiem unikajac skomplikowanych metafor czy przebrzmiałych skojarzeń. Wiersze wskazują, że autor jest człowiekiem szukającym prawdy (choć pisał, że tylu jej szuka, że wszystkie ślady są już zadeptane), dobroci, miłości na tle obrazów z przyrody, wspomnień z dzieciństwa i migawek z życia współczesnego. Lecz umie pokazać kły i niespodziewaną złośliwość, gdy wyczuwa hipokryzję, głupotę czy zawiść. Główna puenta jego wierszy jest prosta, trącąca  nostalgią, a często zabawna.

Poza poezją w książce znalazły się utwory pisane prozą, nazwane „Prozy i prózki” oraz trzy wywiady: z Julią Hartwig, Magdaleną Zawadzką i Katarzyną Herbert. W prozie autor daje wyraz swojej filozofii życiowej, co często czyni z humorem, jak choćby w „Rozmowie z Panem Bogiem”, czy absurdalnych „Londyńskich dialogach pandemnicznych”, a także w reinterpretacji bajki o Kopciuszku; ten ostatni tekst napisany jest w języku angielskim.

Prowadzący spotkanie zacytował aforyzm, jego zdaniem bardzo trafnie ujmujący polską rzeczywistość zatytułowany „Politycznie”.

„Kto białym orłem  i krzyżem wojuje,

Ten prędzej czy później orła ukrzyżuje”.

Janusz Guttner odczytał utrzymany w podobnej tematyce wiersz „Antycznie” o postaciach z mitologii grecko-rzymskiej gdzie jeden bohater mówi do Cezara: “Wszak ustawy, pało łysa, nie dla tego co je pisał!” Sounds familiar?

Nie były to jedyne wiersze odczytane podczas spotkania. Na ekranie monitora pojawiła się Magdalena Zawadzką i odczytała wiersze „Tematy” i „Cmentarz”. Po niej zaś, dobrze znana londyńskiej publiczności Dorota Zięciowska; w jej interpretacji usłyszeliśmy przejmujący wiersz „Krajobraz po Bitwie”.

Janusz Guttner zaznaczył, że nie jest „zawodowym poetą”. Przytoczył popularną sentencję, którą  kiedyś sformułował Norwid, a później przypominali inni  jak na przykład Jonasz Kofta – Poetą się nie jest, poetą się bywa. W młodości Guttner, jak wielu innych, pisał wiersze do szuflady. W pewnym momencie wydawało się, że te wiersze zaistnieją w druku, ale trwało to długo, autor porzucił nadzieję I wylądował w Państwowej WyższejSzkole Teatralnej i wtedy, jak na złość, wiersze ukazały się w Almanachu Młodej Poezji Polskiej redagowanej przez Artura Międzyrzeckiego. Nie wrócił jednak od razu do pisania. Stało się to dopiero po wielu latach, gdy zamieszkał już w Londynie. Życie dało trochę w kość. A wtedy nieźle się pisze – powiada Guttner.         

Dla Janusza Guttnera pisanie wierszy było formą rzucania nieuczesanych myśli na papier. Nie wszystkie były wycelowane w tym samym kierunku. Poszczególne wiersze wynikały z reakcji na specyficzne wydarzenie, które opisywał, albo od razu, albo po dłuższym czasie. Określił siebie jako wizualistę. Czasem dzieje się to tak – wyjaśniał - „jak w reklamie, w której ktoś idziei przez las z polaroidem, co zaobserwował fotografował, a odbitki ze zdjęciami wylatują z jego aparatu, tworząc ślad.” Te zarejestrowane obrazy zostają zaszufladkowane, a potem wracają, czasem w postaci wiersza, a czasem w snach, które też mogą kiedyś przekształcić się w wiersz. Z takiego podejścia wynika to, że nie pisze na tematy modne, ani na zamówienie. Pytany czy pisze inaczej jako aktor odpowiedział, że i jeden i drugi fach wymaga zdolności obserwowania, ale będąc aktorem każdy swój wiersz czyta na głos nim go opublikuje. „Często wiersze czytane nabierają nowego, niedostrzeżonego wcześniej znaczenia i mogą być zaskoczeniem dla samego autora” - podkreślił aby najlepiej go zrozumieć.

Pytany w jakiś sposób powstawały teksty angielskie, Janusz Guttner podkreślił, że nie były to tłumaczenia z wcześniej napisanych tekstów po polsku, ale oryginalne kompozycje po angielsku, choć ortografię czasem sprawdzał u swoich dzieci. Pytany czy to trudno pisać w obcym języku, zaśmiał i powiedział: „O bardzo, ale Conrad i ja dajemy sobie radę!” Sala śmiała się z nim!

W czasie dyskusji, udział wzięła uczestnicząca w spotkaniu online prof. Ewa Lewandowska-Tarasiuk która pochwaliła książkę „Brexitanię” za jej „wielokontekstowość”, a szczególnie za podjęcie przez autorkę badania „Brexlitu”, czyli literatury zarówno tradycyjnej, jak i nowszej współczesnej, wykazującej wyspiarską inność Anglików. Również doceniała Janusza Guttnera jako znakomitego poetę, który w swej książce rozprzestrzenia wątki ciekawe, często egzystencjalne i wykazuje zręczność słownictwa na poziomie „intelektualno-artystycznym”. „Jesteś tym co piszesz,” zakończyła.

----------------------

Janusz Guttner „Słowem Fotografowane oraz ciąg dalszy,,,,”, ZPPnO, Londyn Warszawa 2021