Thursday, 20 April 2017

Theresa May wkracza do akcji



18 kwietnia o godzinie 11.15 Theresa May opuściła spotkanie swojego zaskoczonego gabinetu na 10 Downing Street, stanęła przed drzwiami swojego domu i, ku zdumieniu zarόwno świata politycznego jak i mediόw brytyjskich, ogłosiła że zwołuje wybory parlamentarne na dzień 8go czerwca. Wszystkich zaskoczyła. Przez 8 miesięcy dawała do zrozumienia że dla dobra spokoju kraju w tak niepewnym okresie nie ma żadnego zamiaru ogłaszać wyborόw. Osobiście miałem poczucie wielkiej satysfakcji. Tylko dzień wcześniej wpisałem na moim blogu, ktόrego rozesłałem moim znajomym, dlaczego wczesne wybory były konieczne dla przygotowania negocjacji z Unią.
A jednak wybory są dla niej zarόwno ryzykowną deską ratunku jak i koniecznością. Dlaczego ryzykowne? Przecież wiadomo że mimo znikomej większośći 17 mandatόw nad pozostałymi partiami w parlamencie, w sondażach pani May ma wyjątkową przewagę. 56% ocenia ją jako osobę zdecydowaną, 44% uważa że jest zaradna w kryzysie, 40% że jest pradwomόwna. A więc jest szanowana, ale nie koniecznie lubiana, bo 46% uważa że nie ma kontaktu z normalnym wyborcą, a 45% uważa że ma zimny character. Jej partia też dominuje mając poparcie we wtorkowym sondażu ICM 46%, 25% tylko dla Labour, 11% dla LibDemόw, 8% dla UKIP, a 4% dla Zielonych. Szkocja stoi murem przeciw niej ale głowne partie opozycyjne w Anglii i Walii są słabe. Największa partia opozycyjna, czyli Partia Pracy, jest najsłabsza od wielu lat, nie tylko dlatego że ma słabe wyniki w sondażach ale też dlatego że jest rozdarta wojną domową między słabiutkim lecz upartym lewicowym liderem, Jeremy Corbyn, i szeroką masę zradykalizowanych członkόw z jednej strony, a posłami i samorządowcami wyselekcjonowanymi jeszcze przez bardziej umiarkowane wcześniejsze struktury partyjne, z drugiej. Ich wspόlna nieufność, choć zewnętrznie wyciszona, idzie tak głęboko że wielu posłow marzy o tym aby Labour przegrało w ogόle wybory by w ten sposόb wymusić rezygnację swojego lidera; ale w tym samym czasie będą walczyć jak lwy aby nie stracić własnego mandatu. Na szybkim spotkaniu klubu parlamentarnego we wtorek paru posłόw pytało Corbyna czy jednak nie zrezygnuje przed wyborami. Na skutek tej walki mogą stracić przynajmniej 50 mandatόw. W tej sytuacji zwołanie wyborόw wydaje się aktem oczywistym dla pani premier.
A jednak jest dalej aktem wysoce ryzykownym. Po pierwsze, dlatego że w tych latach wszystkie wybory są ryzykowne, gdy tyle osόb głosuje w oparciu o emocje, a nie o fakty. Po drugie, dlatego że pani May okazała się po raz pierwszy jako osoba nieprawdomόwna, wodząc społeczeństwo, a nawet własnych kolegόw partyjnych, deklaracjami że nie będzie żadnych przedwczesnych wyborόw.
A po trzecie, bo jej własne stronnictwo konserwatywne jest podzielone na dwie zasadniczo rόżniące się od siebie odmienne frakcje – pro-Brexit i pro-unijne. Dotychczas, ze względu na jej niską przewagę nad innymi partiami ten podział paraliżował jej zdolność podejmowania decyzji, szczegόlnie wobec negocjacji z Unią. Istnieje możliwość że w wyniku tego głosowania jej partia zdobędzie druzgocące żwycięstwo, szczegόlnie nad arcysłabiutką Partią Pracy, ale podziały przedwyborcze w jej partii mogą być uwypuklone w okresie powyborczym, a nawet w czasie wyborόw. W końcu jej pole do manewru w selekcji kandydatόw jest słabe a lokalne komitety partyjne są wystarczająco niezależne aby dobierać sobie kandydatόw ktόrzy odzwierciedlają poglądy lokalnego komitetu i lokalnego elektoratu. Aby mieć nad tym wszystkim kontrolę będzie musiała na samym początku, łącznie z własnym gabinetem (gdzie, pamiętajmy, znaczna większość głosowała za pozostaniem w Unii), przygotować i narzucić własnej partii program wyborczy wystarczająco ogόlny aby zadowolić osoby domagające się pełnej suwerenności i kontroli nad napływem imigrantόw z jednej strony, a rόwnież tych co chcą za wszelką cenę utrzymać dostęp do jednollitego rynku i unii celnej. Tej sytuacji rozłam w jej partii może przenieść się do następnego parlamentu.
Osobiście uważam, po wysłuchaniu jej uwag we wtorkowym oświadczeniu o wyborach, że będzie domagała się mandatu do negocjonowania bez określenia dalszych szczegόłόw. Czyli, jak to Anglicy mόwią, będzie poszukiwać “blank cheque”. Będzie po prostu chciała uzyskać wolną rękę do wynegocjowania co się da. Liczy na to że po wyborach parlament nie będzie już w stanie przeciwstawić się jej. Ale tę wolną rękę na pewno upiększy sobie jakąś gόrnolotną nazwą, jak np. “Nowe Partnerstwo”. Z tych samych powodόw będzie unikała udziału w debacie narodowej w telewizji. Zamiast partycypować w debacie narodowej, stanie obok, domagając się zaufania społecznego, ale bez ujawnienia kart.
Widzieliśmy już u niej ten sam upόr i bezwględność wbrew opinii większości elektoratu w jej podejściu do praw obecnych tu obywateli unijnych. Nawet najbardziej radykalni poplecznicy Brexitu, jak Boris Johnson, Michael Gove, Gisela Stuart, Peter Lilley wypowiadali się za gwarancją prawa dalszego pobytu Polakόw i innych obywateli unijnych na Wyspach. Natomiast Theresa May od początku uzależniła ich status od wynegocjowania podobnych warunkόw dla Brytyjczykόw żyjących w Unii Europejskiej mimo że to Wielka Brytania pierwsza podważyła status quo. Cały czas podkreślała walory obywateli unijnych dla gospodarki i kultury brytyjskiej, a rόwnież cały czas wetowała wszelkie prόby zagwarantowania ich prawa pobytu. Z tym samym uporem chciała upewnić się że parlament nie będzie przeszkadzał jej w negocjacjach, a gdy sędziowie zdecydowali że Parlament ma w końcu prawo monitorować cele i wyniki negocjacji, zrobiła wszystko aby zminimalizować jego wpływy. Teraz, po zwycięskich wyborach, będzie miała jeszcze większe możliwości aby parlament odstawić na boczny tor.
Strona unijna odkryła swoje karty do negocjacji zaraz po ogłoszeniu listu pani May powołującej się na artykuł 50 traktatu lizbońskiego. Przedyskutowali to ministrowie wszystkich 27 państw unijnych a dalsze szczegόły nie tylko zatwierdził, ale jeszcze mocniej podkreślił, Parlament Europejski. Ostateczna strategia negocjacyjna ma być zatwierdzona 29 kwietnia przez Radę Europejską. Wiadomo już że Unia chce odzyskać od Londynu £50mld wcześniej zadeklarowanych inwestycji unijnych, a akces do unijnego rynku udostępni tylko jeżeli Wielka Brytania przyjmie wolne poruszanie się nie tylko kapitału, usług i towarόw, ale rόwnież pracownikόw. Pani May udawała że niby jej na tym dostępie nie zależy i że jest gotowa na to że porozumienia w ogόle nie będzie, i że przyszła wymiana handlowa unijno-brytyjska byłaby już oparta tylko o wyższe cła Światowej Organizacji Handlowej. Ale wyraźnie jej celem będzie jednak uzyskać dostęp bezcłowy do tego rynku, lecz przy narzuceniu jakiejś kontroli nad imigrantami w Wielkiej Brytanii ktόrego domagała się większa część elektoratu. Prawdopodobnie myśli o kontroli nad świadczeniami ktόre wstępnie uzyskał jej poprzednik David Cameron w czasie poprzednich negocjacji. W obecnym stadium przed-negocjacyjnym takie rozwiązanie wydaje się niemożliwe, ale jeżeli Theresa May i Donald Tusk będą na tyle ufać sobie nawzajem aby doprowadzić do jakiegoś “Nowego Partnerstwa”, to przynajmniej pani May będzie miała tu wolną rękę od własnego elektoratu i własnej partii konserwatywnej.
Rόwnież w ten sam sposόb będzie chciała mieć wolną rękę do dostosowania gospodarki brytyjskiej do tymczasowego 3-letniego okresu przejściowego, wiedząc że przez cały ten okres będzie musiała sie zgodzić na dalsze prawo przyjazdu i prawo pracy dla obywateli unijnych a prawa brytyjskie będą wciąż jeszcze uzależnione of Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Liczy na to że wyniki tych wyborόw dadzą jej mandat do połknięcia tak upokorzającej pigułki dla dobra gospodarki, wbrew urojonym mitom z referendum o suwerenności państwa brytyjskiego. Będzie chciała uzyskać na tyle dobre warunki wspόłpracy aby zadowolić wystarczającą ilość Szkotόw do pozostania w Zjednoczonym Krόlestwie gdy tam z kolei nastąpi następne referendum niepodległościowe.
Uważam że polonia brytyjska powinna tu jeszcze odegrać role w obronie praw Polakόw ktόrzy nie mają obywatelstwa brytyjskiego. Zaś w terenie poza Londynem obywatele polscy będą mogli jeszcze brać udział w wyborach lokalnych 4 maja. Polacy zainteresowani swoją przyszłością w Wielkiej Brytanii powinni podłączyć się pod akcje grupy the3million ktόra dotychczas bardzo efektywnie walczy o gwarancje prawa pobytu obywateli unijnych w tym kraju.
Ani premier May, ani elektorat, nie wiedzą jaki będzie wynik wyborόw. Na pewno wzmocni się partia LibDemόw przez uzyskania mandatόw na terenach gdzie sympatie pro-unijne były największe. Czy Labour przełknie szefa i stanie murem do kampanii wyborczej z bardziej wyrazistym programem wyborczym wobec Unii Europejskiej? Czy ktoś skoncentruje się nad rozwiązeniem opłakanego stanu finansόw w służbie zdrowia, opiece społecznej, szkolnictwie, policji, więzieniach? Czy wybory te wzmocnią UKIP czy wreszcie go pogrzebią? Czy skłόceni Torysi przełkną rόżnicę zdań i wyjdą zwycięsko? Wybory, jak wojna, dają często nieoczekiwane wyniki.
Wiktor Moszczynski Tydzień Polski 21 kwiecień 2017













Wednesday, 5 April 2017

Brexitowski Maraton Rozpoczęty


W środę 25 marca kurier krόlewski odebrał spod skromnego londyńskiego adresu na 10 Downing Street zabezpieczoną czarną teczkę skόrzaną, wskoczył do pociagu Europe Shuttle podązającego z dworca St Pancras do Brukseli Centralnej, a stamtąd do gmachu Ambasady Brytyjskiej. Samochόd urzędowy od razu przewiόzł brodatego pana Ambasadora Sir Tim Barrow, noszącego tą samą teczkę do siedziby unijnej Berlaymont i zaniόsł ją uroczyście do Sali Przyjęć. Tu, otoczony flagą unijną i brytyjską, czekał na niego Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej, a na przeciwko stał zbity tłum dziennikarzy i kamer telewizyjnych, oczekujący historycznej foto-okazji zapoczątkowania pierwszej secesji członka Unii w dziejach zjednoczonej Europy. Ambasador przekazał z teczki list ktόry prezes Tusk otworzył z miną skazańca. Z wielkim smutkiem pokazał go telereporterom. Poczem przeszedł do sali konferencyjnej gdzie potwierdził że odebrał list Pani Premier May i że większość Europejczykόw i prawie połowa Brytyjczykόw żałuje tego rozwodu. Uważał że głόwnym motywem negocjacji będzie “ograniczanie szkόd” – czyli “damage control”. Zapowiedział że Rada Europejska przedstawi wytyczne do negocjacji 29 kwietnia. Na koniec powiedział “We miss you already. (Już za Wami tęsknimy)”. Zapomniał tylko wyciągnąć pistolet startowy i ogłosić rozpoczęcie negocjacyjnego maratonu.
Strona brytyjska też starała się być ugodowa. Po burzliwych debatach w Wielkiej Brytanii i buńczucznych wypowiedziach członkόw rządu, nadszedł jakby moment refleksji ktόry można było odczuć u Theresy May zarόwno w oświadczeniu parlamentarnym jak i w treści listu do Tuska gdzie, mimo odejścia od Unii Europejskiej i Euratomu, wyrażała gotowość na nowe partnerstwo z Europą i podkreślała że decyzja wyjścia z Unii nie jest jednak odrzuceniem wspόlnych wartości europejskich, a samej Unii życzy dalszych sukcesόw. Niestety nie wszystko w liście było takie ugodowe. W stylu Trumpa list potwierdził żę “zawsze na pierwszym miejscu stawiamy naszych obywateli” i że choć celem negocjacji będzie dojście do porozumienia we wspόlnym interesie, to w wypadku nierozwiązania sprzecznych interesόw zagrożona zostanie nie tylko gospodarka europejska ale też i jej bezpieczeństwo. Mimo miodowych słόw wstępnych ta ostatnia uwaga brzmiała już jako groźba zakończenia wspόłpracy w walce z teroryzmem i z organizową przestępczością w ramach Europol. W takim duchu przywόdcy europejscy to odebrali.
Faktem jest że obie strony nie mają do siebie zaufania i mimo pięknych słόw Tuska o potrzebie “ograniczania szkόd” wstępne przygotowania tylko pogłębiąły te szkody. Na tym traci na pierwszym planie Wielka Brytania. Ze strony europejskiej wyskoczyła na samym początku wymagana suma rozłąki jako “minimum £52mld” na ktόrą strona brytyjska ma się zgodzić nim cokolwiek innego może być wynegocjowane. Brytyjczycy twierdzą że najwyżej zaofiarują tylko £20mld ale Europejczycy odrzucają te kalkulacje. Tu konflikt będzie najostrzejszy.
Następnie wstępny dokument unijny mόwi o możliwości zawetowania ostatecznych wynikόw rozmόw przez rząd hiszpański domagający się zwrotu, lub conajmniej udziału, w suwerenności Gibraltaru i jej 32tys. mieszkańcόw. Zaskoczony rząd brytyjski zapewniał że będzie bronił Gibraltaru “na całego”. Zaś były lider partii konserwatywnej Michael Howard wynurzył sie z mroku aby zagrozić Hiszpanii wojną o Gibraltar w stylu Falklandόw. Pozatem Hiszpania zrobiła drugą niespodziankę bo wyraziła zgodę na przyjęcie niezależnej Szkocji do przyszłego członkostwa Unii. Dotychczas był to temat tabu dla Hiszpanii ze względu na dążenia Katalonii do niepodległego bytu w ramach Unii.
Dalsze ciosy na rząd brytyjski padały ze strony Szkocji domagającej się nowego referendum niepodległościowego w terminie następnych 18 miesięcy i Walii krytykującej braku udziału w negocjacjach unijnych. W Irlandii Pόłnocnej też sytuacja rozkleja się bo głόwne partie nie mogą dojść do porozumienia co do utrzymania koalicji pojednawczej między katolikami i protestantami, po czem katolicka Partia Sinn Fein dała do zrozumienia że znόw będzie dążyć do zjednoczenia Irlandii a jedynym dla nich kompromisem byłoby przekształcenie Pόłnocnej Irlandii na niezależną częśc terenu Unii Europejskiej. A więc mamy anty-brytyjskie secesję szkockie i irlandzkie wewnątrz anty-unijnej secesji brytyjskiej i co raz większą groźbę postępującego rozłamu starego Zjednoczonego Krόlestwa.
Sprawa naszych Polakόw i innych obywateli unijnich na Wyspach, jak i Brytyjczykόw w Europie, też już nie leży w gestii rządu brytyjskiego. Za trzy miesiące sprawa ta będzie obiektem zaciętych targόw między Wielką Brytanią a Europą na temat daty demarkacyjnej ktόra ma oddzielić tych obywateli ktόrzy uzyskają prawo stałego pobytu w tym kraju, od tych ktόrym by się to nie należało. Rząd chcial maksymalnie przyspieszyć ten termin aby powstrzymać falę nowych przybyszόw korzystających z obecnych i przyszłych uprawnień. Unijni negocjatorzy jednak mόwią o przedłużeniu praw wszystkich tu zamieszkałych i nowoprzybywających aż do końca negocjacji, czyli do 2019. Z obawy o interesy obywateli brytyjskich zagranicą rząd brytyjski tutaj też nie wygra. Ku złości zagorzałych Brexitowcόw Brytyjczycy będą musieli w sprawie imigracji, jak i w wielu podobnych sprawach, poddać się warunkom europejskim, albo uzyskać nic.
Nie latwiej będzie z samym parlamentem. Rząd ma zamiar wprowadzić poprawki do przeszło tysiąca ustaw unijnych, ktόre mają teraz być zaprawione w prawodawstwo i terminologię brytyjską. Rząd musi też wprowadzić poważniejsze nowe ustawy imigracyjne i nowe zarządzenie do wspierania rolnictwa i rybołόstwa po zniknięciu regulaminόw i dotacji unijnych. Ma zamiar użyć dekrety pozaparlamentarne aby je przeprowadzić sprawnie. Ale czy może liczyć na stałe poparcie tego w parlamencie? Pani May nie ma osobistego mandatu wyborczego od społeczeństwa poza tzw. “mandatem demokratycznym” narzuconym przez referendum. Ze względu na to że nie głosowała ani ona, ani większość jej gabinetu, za Brexitem, to dotychczas kierowała sie instynktem zachowawczym aby nie stracić poparcia zagorzałych Brexitowcόw w prasie i w jej własnej partii. Czy wreszcie będzie mόgła im stawić czoło?
Theresa May mogłaby zwołać wybory powszechne teraz aby uzyskać ten osobisty mandat. Na pewno jej partia konserwatywna wygrałaby obecnie te wybory. Ale jej partia jest podzielona na tych zagorzałych zwolennikόw zerwania z Europą bez żadnego porozumienia, i na byłych sympatykόw Unii ktόrzy wciąż chcieliby mieć dostęp do jednolitego rynku. Obydwie opcje oparte są na mitach, chyba że Londyn zrezygnuje jednak z kontroli imigrantόw unijnych, co połowa wyborcόw uważałaby za zdradę i mogłoby doprowadzić do krzysu konstytucyjnego. W ten sposόb Pani May nie uzyskałaby żadnego konkretnego mandatu i uzależniona byłaby dalej od przewlekłych przetargόw wewnętrznych ktόre utrudniałyby prowadzenie negocjacji z Unią. Zaś za rok, Mimo braku skutecznośći opozycji parlamentarnej ze strony Partii Pracy, pani May mogłaby stracić zaufanie parlamentu, szczegόlnie gdyby wyszło na jaw jak słaba jest szansa uzyskania pozytywnego porozumienia z Unią i że wynik bezie szkodliwy dla gospodarki brytyjskiej i zostawiłby Wielką Brytanię podzieloną i osamotnioną w świecie. A, jak mόwi ostatnio niemiecki minister spraw zagranicznych, Sigmar Gabriel, szanse na ukończenie rozmόw w ciągu tych dwuch lat przewidzianych w Artykule 50 są minimalne. A więc może nie dojść w ogόle do porozumienia, a wtedy W Brytania uzależniona byłaby od umόw celnych Światowej Organizacji Handlowej i dobrej woli Trumpa. Zwyciężyłby “trwady Brexit” i nastąpiłaby znaczna recesja połączona z rosnącą inflacją.
Cały ten obraz wygląda czarno dla Wielkiej Brytanii, tymbardziej że 27iu pozostałych członkόw Unii pozostaje dotychczas lojalnych wobec zasady że wynik negocjacji musi zostawić Wielkiej Brytanii gorsze warunki wspόłpracy z UE jako były członek niż te ktόre miała jak była członkiem. Rzeczywiście Europa na razie trzyma sie razem. Ale nadchodzą kontrowersyjne wybory we Francji i w Niemczech, rosną ruchy populistyczne i eurosceptyczne, Polska i Węgry wyłamują się od wspόlnej polityki wobec uchodźcόw, a nie wiadomo też jak się dalej potoczy kryzys waluty euro, szczegόlnie z potencjalnie żałosnymi skutkami polityki monetarnej na gospodarki śrόdziemnomorskie.
Maraton negocjacyjny zapowiedziany jest na dwa lata. Może potrwać jeszcze dłużej jeżeli państwa unijne zgodzą się przedłużyć je jednogłośnie. W tym czasie Unia Europejska może zmienić się dramatycznie; Wielka Brytania może jeszcze bardziej. Na koniec zobaczymy kto dotrwa do mety wzmocniony, a kto padnie plackiem; lub czy obie strony zmądrzeją i podadzą sobe rękę w nowym serdecznym partnerstwie.
Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 7 kwiecień 2017.


Sunday, 19 March 2017

Mobilizacja Nowej Polonii


Nowa polonia brytyjska wreszcie mobilizuje się i rusza w społeczeństwo brytyjskie. Powstają zarόwno w Londynie jak i w terenie organizacje ktόre nie są już efemerydami, nabierają kszałtu prawnego, doceniają potrzeby socjalne i kulturalne lokalnych Polakόw i rozwijają zwinięte dotychczas żagle integracji z brytyjskim otoczeniem. Polskie organizacje zajmujące się alkoholikami czy przemocą domową nie kryją się już przed urzędami i organizacjami brytyjskimi i jawnie z nimi wspόłpracują. Już nie wystarczy zakładanie szkόłki sobotniej, teraz dzieci polskie występują publicznie na lokalnych festiwalach i zaznajmiają się z realiami życia na Wyspach. Ostatnio w czasie mojej wizyty w szkole polskiej na Hanwell zjawiła się policja z psami i spędziła miłą godzinę z uczniami a ich najpopularniejszą nauczycielkę przebrali w pełny mundur “anty-zamieszkowy” z pałką i kaskiem. Coś nie do pomyślenia w zamkniętym świecie jakim operowała moja szkoła sobotnia 60 lat temu. Co raz częściej działacze polonijni czy nauczycielki odwiedzają szkoły angielskie z pogadankami na tematy polskie. A nowy projekt Ambasady aby uczcić Święto Trzeciego Maja zewnętrznie w ramach Polish Heritage Day jeszcze bardziej ośmiela polskie ośrodki do szukania drόg do wspόłpracy ze środowiskiem brytyjskim.
Jeszcze bardziej ambitny był polski udział w British Science Week. W zeszłą niedzielę Związek Technikόw Polskich, przy wspόłpracy z PUNO, Polskim Towarzystwem Naukowym na Obczyźnie i Polonium Foundation, zorganizował siedmiogodzinny Dzień Otwarty na terenie POSKu gdzie publiczność polsko-brytyjska mogła uczestniczyć w wykładach, warsztatach pracy i nawet w poszczegόlnych eksperymentach podkreślających szeroki wachlarz polskiej nauki. Poza udziałem wybitnych naukowcόw jak Profesor Michał Kleiber, astronom dr Marek Kukuła czy John Zarnecki, dyrektor International Space Science Institute, było pole do popisu dla młodzieży szkolnej przy takich tematach jak “Recykling, czyli drugie życie śmieci”, “Jak działa Mόzg”, no i oczywiście odwieczny temat dla nieco starszych studentόw - “Czego jeszcze nie wiemy o seksie?”, temat ktόry z każdym rokiem staje się jeszcze bardziej obszerny. Zainteresowani mogli zanurzyć się też w świecie wirtualnej rzeczywistości czy eksperymentować przy drukarce trzywymiarowej, a gdzie indziej reklamowano jak skonstruować budynek ze spaghetti. Dzień Otwarty stał się zarazem wehikułem do rozszerzania horyzontόw wiedzy i myślenia, a rόwnież promotorem Polski i jej świata naukowego.
Przy tak co raz bardziej ambitnym rozruszeniu polonii brytyjskiej udało się zorganizować dwie ciekawe konferencje ktόre odgrywały rolę treningu dla działaczy polonijnych wkraczających w ten szerszy świat.
Pierwszy, pod tytułem “Strengthening Community Collaboration: Poles in UK” powstał z inicjatywy brytyjskiej ambasady w Warszawie, wspόłpracującej z POSKiem. Odbył się 2 marca. Celem była rzetelna dyskusja na temat problemόw integracji nurtujących polskie wspόlnoty w Wielkiej Brytanii, a przedewszystkiem fenomen tzw. “hate crimes”. Obecność Ambasadora Arkadiego Rzegockiego na otwarciu podkreślała do jakiego stopnia to spotkanie uzyskało imprimatur władz polskich. Brytyjskiej Ambasadzie udało się zaprosić szereg wybitnych znawcόw do przedstawienia aspektόw “hejtu” ktόre tak rozrosło się w czasie debat poprzedzających referendum czerwcowe. A więc na pierwszym planie mόwił Paul Giannasi, koordynator rządowy na temat przestępstw z uprzedzeniem, potem Maarit Verenius-Varela z Home Office, zajmująca się nowoczesnym niewolnictwem, i Mick Conboy, określający rolę prokuratory w specyficznej dziedzinie tych przestępstw. Z dużym zaciekawieniem wysłuchano Mike Whine ktόry jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo społeczeństwa żydowskiego w tym kraju i ktόry opisywał skuteczny system informowania i alarmowania o przestępstwach anty-semickich, oparty na wielowiekowym doświadczeniu samoobrony gmin żydowskich. Okazuje się że w swojej centrali mają wielopiętrową galerię ekranόw pilnujących każdą synagogę i ośrodek żydowski w tym kraju. Jest to w dużym stopniu subsydiowane przez Home Office, a z kolei Foreign Office płaci im za przetłumaczenie na język włoski, polski i rumuński podręcznika opisującego czym jest społeczeństwo żydowskie
Najważniejsze jednak były dyskusje wywołane po przedstawieniu przykładόw wspόłpracy środowisk polskich z samorządami, policją i nezależnymi ośrodkami społecznymi w Londynie i w West Midlands. Szczegόlnie bogate było doświadczenie East European Resource Centre w POSKu I organizacji Rights and Equality w mieście Sandwell, gdzie dużą rolę odgrywa bardzo aktywna działaczka Zjednoczenia Polskiego, Elżbieta Kardynał. Trzeba pamiętać że rasizm nie jest tylko monopolem brytyjskim, i można go znaleść rόwnież w naszych szeregach i wśrόd innych mniejszości narodowych.
Jednak konkluzje uczestnikόw kierowały się przedewszystekiem do podtrzymania spόjności i dobrego samopoczucia polskich społeczeństw aby nie określali siebie wyłącznie jako ofiary. Natomiast, w stylu żydowskim, trzeba śmiało protestować przeciw każdej prόbie upokorzenia nas, zgłaszając zażalenia do odpowiednich instytucji i do policji. Organizacje polskie powinny wyrobić sobie markę wierzytelnej organizacji gotowej do składania zeznań w trzeciej osobie w wyniku każdego zgłoszonego wypadku przestępstwa wobec Polaka na tle rasowym. Było rzeczą budującą słyszeć jak rόzni działacze wyrażali swoje poglądy z dużym optymizmem że w końcu da się pokonać te przestępstwa ktόre są raczej przelotne a podkreślając zarazem konieczność wspόlpracy z policją mimo tradycyjnych polskich zawahań wobec służb porządkowych. Poglądy te ujrzały światło dzienne w formie artystycznych wykresόw na białych ścianach wielkiego parawanu ktόry POSK obecnie wystawił jako stałą ekspozycję.
Drugą jeszcze bardziej cenną inicjatywą był projekt zorganizowany przez Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii w ostatnią sobotę w POSKU pt. “Let’s Get it Right and Unite”. Sala Malinowa była wypełniona po brzegi uczestnikami z ośrodkόw polonijnych z całej Wielkiej Brytanii, łącznie ze Szkocją, skupionymi na ożywionym wykładzie Jakub Krupy z PAPu na temat polonii i mediόw brytyjskich. Uczestnicy ćwiczyli jak reklamować swoją działalność w krόtkich wypowiedziach, trwających 60 sekund, dla mediόw w języku polskim i angielskim, i jak przygotowywać komunikat prasowy. Polonijne organizacje komunikują się jeszcze na Facebook’u ale wpływ na opinię brytyjską trzeba już zdobywać przez Twittera. Lecz pomysłowe inicjatywy oparte na tradycjach staropolskich jak wysyłanie pączkόw na tłusty czwartek czy, jak Polonia w Merseyside, malowanie gigantycznego jajka wielkanocnego w ratuszu, są bardzo efektywne. Nikt jednal nie proponował wykorzystanie na ten cel dyngusa.
Jeszcze bardziej rewelacyjny dla uczestnikόw był wykład Elżbiety Kardynał na temat uzyskania funduszόw brytyjskich dla swojej działalności. Opisywała jak trzeba się przygotować na złożenie podania o wsparcie finansowe przez dobre obmyślenie swojej strategii finansowej i przez staranne przygotowanie poszczegόlngoe projektu z ktόrego będzie trzeba się pόżniej rozliczyć. Każdy projekt musi być ograniczony w czasie a każde potknięcie trzeba zgłosić żeby wykazać że jest się w stanie monitorować wykonanie swojego projektu. Każda organizacja składająca podanie powinna mieć świadomość jaki będzie miała stan organizacyjny i finansowy za 18 miesięcy, a więc chodzi tu o planowanie długoterminowe. Sam ten fakt świadczy już o tym że mimo obecnych problemόw z Brexitem i dorywczym “hejtem”, wspόlnoty polskie tworzące te organizacje widzą już tu swoją obecność jako stałą. Natomiast źrόdeł z ktόrych można czerpać fundusze jest wiele, nie tylko od samorządόw lokalnych ale rόwnież z fundacji jak np. Big Lottery Fund (ktόry subsydiował konferencję), Control Immigration Fund, Comic Relief, Sports England, Princes Trust, Princess Diana Fund, zaś dobrym żrόdłem informacji jest portal www.fundingcentral.org.uk.
Trzeba przyznać że gdy raz działacze polonijni zanurzą się w świat funduszy i wspόłpracy z brytyjskimi instytucjami to przechodzą nie tylko na inny sposόb myślenia ale też i na inny język. Wykłady i pytania mόwiły już o “councilach” I “fundach” z ktόrych można zdobyć “granty” poprzez “tykowanie wszystkich boksόw” i wypełnienie “service level agreementόw”. Nic dziwnego że na koniec uczestnicy uzyskali certyfikat obecności aby zaznaczyć że są już uświadomieni w odważnym nowym świecie działalności społecznej, ktόry mogłby się już wydawać zupełnie obcy działaczom społecznym ze starszych pokoleń. Lecz pamiętajmy że te wszystkie nowe śmiałe inicjatywy odbywają się wciąż w murach POSKu, ktόry jest świadectwem inicjatywy społecznej starszego pokolenia ktόra zdała, i wciąż zdaje, egzamin jako skuteczny ośrodek życia polskiego.

Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 24 marzec 2017

Tuesday, 7 March 2017

Los Polakόw uzależniony od Ping-Ponga


Mecz ping-pongu już się rozpoczął. Debatując 8 lutego proponowaną ustawę rządową o wywołanie Artykułu 50, Izba Gmin odrzuciła poprawkę Partii Pracy w sprawie gwarantowania stałego prawa pobytu Polakόw i innych obywateli unijnych w Wielkiej Brytanii. 290 głosόw za poprawką, lecz 322 przeciw. Wynik o tyle był zaskakujący bo liczono na to że poprawkę poprze nie tylko Partia Pracy, szkoccy nacjonaliści i lib-demokraci, ale rόwnież około 30 posłόw konserwatywnych. Ale z wyjątkiem weterana politycznego Kenneth Clarke, ktόry porόwnywał postępowanie rządu w zakresie Europy do marzeń Alicji w Krainie Baśni, Torysi dali się przekonać że rząd ostatecznie przyzna te prawa naszym obywatelom w ramach tzw. “Wielkiej Ustawy Uchylającej” ktόra zatwierdza ważność całego obecnego prawodawstwa unijnego w momencie ostatecznego wyjścia. Wόwczas nie poparli poprawki.
Następnego dnia Izba przegłosowała ustawę upoważniającą rząd Theresy May do rozpoczęcia negocjacji z Unią Europejską. Trzeba też wyjaśnić że to wcale nie znaczyło że większość posłόw jest przeciw zatwierdzeniu tych praw dla obywateli unijnych obecnych w tym kraju, ale zwolennicy Brexitu są w tej chwili zacietrzewieni przeciw jakiejkolwiek dyskusji na temat charakteru Brexitu. Wobec tego wszelka propozycja jakiejkolwiek poprawki do oryginalnej ustawy jest okrzykiwana aktem haniebnej zdrady. W tej gorącej atmosferze jakiekolwiek racjonalne argumenty odrzucone są na bok przez interesy partyjne.
Obecny rząd brytyjski jest koalicją dwuch odcieni partii konserwatywnej, a więc tych co głosowali za wyjściem i tych co głosowali za pozostaniem lecz przechrzcili się na neofitόw podążających za najsurowszą wersją odcięcia się od Europy, a więc nawet od jenolitego rynku i unii celnej. Przyjęli do wiadomości że potrzeba kontroli ilości imigrantόw i niezależność wobec prawa unijnego są ważniejsze dla elektoratu brytyjskiego niż wymogi jej gospodarki. Wszelkie prόby zakwestionowania tej tezy są traktowane jako świadectwa braku patriotyzmu a ekspertyzy ekonomistόw zastąpione są aktami wiary że gospodarka suwerennej Wielkiej Brytanii rozwinie się pomyślnie.
W tej gorączkowej atmosferze, i wciąż w obawie że może być posądzony jako “uległy” wobec cudzoziemcόw, rząd brytyjski przyjmuje zasadę że obywatele unijni w tym kraju mają w prawdzie automatyczne prawo pozostania jeżeli przebywali tu i pracowali legalnie przez 5 lat ale że rząd będzie mόgł im to zagwarantować tylko jeżeli pozostałe rządy europejskie przyznają te sama prawa Brytyjczykom przebywających na stałe w państwach unijnych. Tymczasem żaden rząd unijny nie kwestionował prawa pobytu Brytyjczykόw do zamieszkania i pobierania zasiłkόw na ich terenie. Ale negocjatorzy unijni trzymają się kurczowo zasady że nic nie negocjują ani deklarują dopόki Pani May nie przystąpi oficjalnie do negocjacji po wywołaniu artykułu 50. Skutek jest taki że, z inicjatywy rządu brytyjskiego, zarόwno Polacy w Wielkej Brytanii jak i Brytyjczycy w Europie, są obydwoje zakładnikami przetargu politycznego ktόrych prawa mogą być lada chwila zawieszone.
Tymczasem piłeczka podążyła w kierunku Izby Lordόw. Tu, mimo dalszych naciskόw ze strony rządu, grożącego stałym rozwiązaniem tej historycznej instytucji, lordowie 22go lutego przegłosowali wniosek 358 głosami do 256, wymagający od rządu ogłoszenia w ciągu 3 miesięcy po rozpoczęciu negocjacji, gwarancji stałego pobytu dla obywateli Unii. Piłka została odbita zamaszyscie przez paletkę parόw w kierunku wybranych przedstawicieli ludu w drugiej izbie a rikoszetem rόwnież w kierunku rządu.
Na to pani May ogłosiła przyspieszenie terminu rozpoczęcia negocjacji z 31 marca na 17 marca. W ten sposόb potwierdziła swoją wiarę że izba Gmin ostatecznie odrzuci w następnym tygodniu poprawkę Lordόw. Raczej trudno sobie wyobrazić aby niższa izba miała zmienić swoje zdanie, bo zarόwno dyscyplina partyjna jak i raz już zareklamowany wyraz poparcia pro-unijnych Torysόw dla wniosku rządowego, nie rokuje zmiany w głosowaniu.
Mimo tego widać że tu i tam jakieś lody pękają. Po pierwsze wyszło na jaw że jedna czwarta obecnych podań na stałą rezydenturę, ktόre niby mają być “automatyczne”, są odrzucane przez urzędnikόw Home Office. Okazuje się też że największa proporcja odrzuconych wnioskόw dotyczy obywateli z oryginalynch 14 państw unijnych na Zachodzie, a więc Franczuzόw, Włochόw, Nemcόw, itd. ktόrzy przebywają tu czasem przeszło 30 lat a teraz zmuszeni są odnaleść odpowiednią dokumentację potwierdzającą każdy ich wyjazd i każde świadectwo ich pracy w tym kraju. Dla nich jest to jeszcze większy koszmar niż dla Polakόw przebywających tu zaledwie 10 lat. Okazuje się że osoby nie mające stałej pracy, jak na przykład studenci czy emeryci unijni, muszą wykazać że posiadają ubezpiecznie na użycie służby zdrowia, o ktόre nikt się dotychczas nie kwapił bo służba zdrowia była za darmo. W tej chwili przeszło 100,000 podań tkwi w korytarzach ministerstwa ktόrych załatwienie przekroczyć może szereg lat. Organizacja Migration Observatory oblicza że gdyby te 2,9 milion obecnych tu obywateli unijnych złożyło teraz podanie na stałą rezydenturę to załatwienie tylu podań przy obecnym tempie pracy zajęłoby 140 lat. W dotychczasowo spokojnych szeregach rodzin unijnych dramatycznie rośnie poczucie niepokoju, i to samo dotyczy tych firm brytyjskich, łącznie ze służbą zdrowia, ktόre ich zatrudniają i na nich polegają. Co raz więcej Polakόw myśli jednak o wyjeździe a rząd polski już zaciera ręce i zapowiada że 200,000 Polakόw będzie wracało do Polski.
5 marca poseł Hilary Benn, prezes międzypartyjnej komisji parlamentarnej do spraw Brexitu, oświadczył że członkowie komisji jednogłośnie zwrόcili się do rządu z prośbą aby rząd zadeklarował że prawo pozostania jest zagwarantowane i że system regulujący ich prawo pobytu musi być uproszczony. Trzeba pamiętać że ta deklaracja komisji obejmuje nawet posłow konserwatywnych jak Michael Gove i Peter Lilley, ktόrzy zapalczywie popierali Brexit. Zaczęto zastanawiać się w kuluarach czy może jednak posłowie konserwatywni mogliby zmienić zdanie przy następnym głosowaniu nad poprawką Izby Lordόw. Wciąz nie wiemy jak piłeczka ping pongu będzie odbita w następnym tygodniu przez Izbę Gmin.
Prędzej czy pόźniej jakieś gwarancje będą ogłoszone. Lecz nawet przy najlepszej woli ze strony rządu i administracji trudno sobie wyobrazić jak ten problem może być rozwiązany administracyjnie. W atmosferze niepewności, nie tylko legislacyjnej, ale rόwniez zaburzeń społecznych opartych na rosnącej ksenofobii w społeczeństwie po-Brexitowskim, trzeba będzie zarejestrować szybko i sprawnie niemal 3 miliony obywateli unijnych ktόrzy tu przebywali legalnie do 17go marca, łącznie z ich rodzinami. Dyskusja nad tym zaledwie się dopiero rozpoczęła. Dotyczy to też tych co przebywają tu tylko rok czy dwa, a więc mniej niż te 5 lat minimum wymaganych przez rząd brytyjski na stałą rezydenturę.
Wariant pozostania tylko przy systemie stałej rezydentury, łącznie z prawem ewentualnego kosztownego podania o obywatelstwo brytyjskie po szόstym roku, nie wystarcza. Jest to legislacja unijna ktόra po roku 2019, gdy rzekomo skończą się negocjacje, nie będzie już tu obowiązywać. Rząd będzie musiał wprowadzić nowy specjalny status jednorazowy dla tych obywateli, ktόry może być upodobniony do obecnego statusu, ale będzie musiał być gwarantowany przez prawo brytyjskie. Celem tego będzie przyjęcie wszystkich ktόrzy są tu obecnie legalnie ale bez kruczkόw adminstracyjnych co do ich prawa do służby zdrowia, do emerytury i do świadczeń społecznych wynikająch z podatkόw ktόre płacili. Istnieje obawa że jeżeli administracja nowych przepisόw pozostanie w rękach Home Office to system wciąż będzie przedłużony na wiele lat i duża część podań będzie zakwestionowana. Nie tylko będzie to szkodliwe dla samych obywateli unijnych i dla stabilności gospodarki brytyjskiej polegającej na ich dalszym pozostaniu, ale rόwnież wprowadzi co raz ostrzejsze zatargi w negocjacjach z państwami unijnymi co może też odbić się niekorzystnie na brytyjskich emerytach w Hiszpanii czy Francji.
Dlatego na łamach “Observera” i “Evening Standard”, w porozumieniu z paroma posłami, proponowałem aby tę rejestrację prowadziły samorządy ktόre mają dostęp do wszystkich lokalnych unijnych obywateli rodzących się, biorących ślub, zapisanych na listach wyborczych, płacących podatek miejski, zarejestrowanych w szkołach i przez dział opieki społecznej. Mogą się do swoich mieszkańcόw zwrόcić bezpośrednio, bez prόby wykluczenia ich tak jak by to robił Home Office i rozdawać im nowe specjalne brytyjskie dowody osobiste dla uprawnionych cudzoziemcόw. System można by wykonywać szybko w ciagu roku czy dwuch lat a rόwnież utwierdziłoby naszych rodakόw i ich pracodawcόw że mają tu zapewnioną przyszłość dla siebie i dla swoich rodzin, zaś nasze dzieci będą mogły wreszcie spać spokojnie.

Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 10 marzec 2017

Wednesday, 22 February 2017

Demokracja nie wystarcza

Powszechnie znamy słynną wypowiedź Churchilla “Demokracja jest najgorzym systemem rządzenia, za wyjątkiem wszystkich innych systemόw ktόre są jeszcze gorsze.” Jest jeszcze druga mniej znana jego wypowiedz:.”Najlepszym argumentem przeciw demokracji jest pięciominutowa rozmowa z przeciętnym wyborcą.” Od końca Drugiej Wojny Światowej wszyscy uważaliśmy siebie jako demokraci i wszyscy potępialiśmy absolutne monarchie czy wszelkie systemy faszystowskie, komunistyczne, lub wyznaniowe. Modele demokratycznych rządόw stały się wzorem europejskim i amerykańskim dla całego świata i nawet powojenne dyktatury przynajmniej udawały że naśladują wzory zachodniej demokracji, nawet tej “burżuazyjnej”, ktόrą krytykowały reżymy komunistyczne.
I rzeczywiście okres powojennego dobrobytu i pokoju w Zachodniej Europie i Pόłnocnej Ameryce, pożniej wprowadzonego do Ameryki Południowej, Wschodniej Azji i centralnej Europy, kojarzono przedewszstkiem z demokracją, zwaną nawet “demokracją liberalną.” Dyktatury upadały w Hiszpanii, Grecji, Portugalii, Chile, Brazylii i wszędzie wracał dobrobyt i względne społeczne zadowolenie. Przypomina mi to jeszcze inny cytat, tym razem Bertranda Russella: “Demokracja: głupcy mają prawo głosować; dyktatura: głupcy mają prawo rządzić.”
Lecz w ostatnim roku przeżyliśmy wsztrąsy polityczne i światopoglądowe ktόre też wynikały z głosowania w demokratycznych referendach i wyborach. Po pierwsze, mieliśmy Brexit w Wielkiej Brytanii gdzie większość elektoratu głosowało w czerwcu za wyściem z Unii Europejskiej mimo że ta decyzja wybicia się na suwerenność państwową godziła w interesy gospodarcze Wielkiej Brytanii i podważała 40 lat pokojowego rozwoju Wielkiej Brytanii w bezpiecznych strukturach europejskich. Referendum zostało wywołane w wyniku daremnej prόby brytyjskiego premiera Camerona zabezpieczenia jedności partii konserwatywnej lecz pozostając wciąż w Unii a zakończyło się negatywnym wynikiem na skutek kłamliwych obietnic, niechęci do cudzoziemcόw i prόby u wielu wyborcόw do upokorzenia Camerona i jego partii. Mimo że niemal wszyscy naukowcy, eksperci ekonomiczni, przemysłowcy, ludzie kultury czy czołowi dziennikarze byli przeciwko Brexitowi, to jednak okazało się że większość społeczeństwa już ich nie słuchała. “Nie potrzebujemy opinii ekspertόw,” powiedział Michael Gove, a nie dopowiedział, bo nie musiał, że tu większość elektoratu nie decyduje na podstawie faktόw a raczej według własnych uprzedzeń, a nawet ksenofobii, opartych na “alternatywnych faktach”.
Co gorzej, okazało sie że, po ogłoszeniu wyniku referendum, zwyciężcy nie mieli żadnych konkretnych planόw jak doprowadzić do wyjścia z Unii. Rząd przez szereg miesięcy był zgubiony. Jak ma dokonać kwadratury koła? Jak zabezpieczyć bezcłowy dostęp do wspόlnego rynku ale zachować prawo do ograniczenia przyjazdu nowych obywateli unijnych? W końcu zdecydowali że kontrola imigracji ważniejsza jest od stabilnej gospodarki. Mamy twardy Brexit. Każda prόba posłόw, sędziόw, lordόw czy ekspertόw zdefiniowania na jakich korzystnych zasadach będzie można ten rozwόd z Unią przeprowadzić, został traktowany przez bardziej fanatycznych zwolennikόw Brexitu, szczegόlnie w redakcjach “Daily Mail” i “Daily Express” jako akt zdrady narodowej i jako zaprzeczenie demokratycznej decyzji 52% głosujących. Zwycięzcy w żadnym wypadku nie chcą przyjąć jakichkolwiek kompromisόw aby uwzględnić światopogląd tych 48% głosujących ktόrzy chcieliby w jakieś formie zachować rozwόj gospodarczy i wspόłpracę z Europą.
.
Dużym podobnym szokiem był wybόr Donalda Trumpa na prezydenta. Choć zdobył wystarczającą większość delegatόw poszczegόlnych stanόw to jednal nie zdobył przeważającej większości wszytkich wyborcόw. To nie podważa konstytucyjnie ważności jego wyboru na prezydenta, ale powinno narzucić mu moralny obowiązek aby starać przekonać zwolennikόw pani Hillary Clinton na swoją stronę. Lecz Trump zdecydował zagrać jak arogancki buc ktόry gotόw jest reprezentować tylko swoich własnych wyborcόw a wszystkich oponentόw, szczegόlnie w ławach sądowych i w mediach, traktuje jako wrogόw wewnętrznych Ameryki. Oskarża ich o “kłamliwe wiadomości” kiedy to jego personalni rzecznicy przedstwaiają we własnym słownictwie “alternatywne fakty”. Wprowadza drastyczne zmiany w sprawie powszechnego ubezpieczenia społecznego, polityki zagranicznej i imigracyjnej ale wykonuje swoje zmiany w najbardziej wyzywający sposόb, często niezgodnie z konstytucją Nie szuka kompromisu ani z całym społeczeństwem, ani z aliantami Stanόw Zjednoczonych (za wyjątkiem Rosji i Izraela). Odwołuje się wyłącznie do swoich kumpli przemysłowcόw i bankierόw ktόrych wciągnął do swojego rządu i do szerokich mas jego wyborcόw, ktόrych spotyka na emocjonalnych wiecach gdzie podsyca jeszcze bardziej ich nienawiść do tzw. “elit”. Czy nie znamy tu podobne charakterystyki z pewnym krajem europejskim?
Pytamy jak to jest że demokratyczne wybory mają tak pokraczne skutki dla naszych wartości demokratycznych? Ale historia już powinna nas przygotować na to. Przecież Władimir Putin został wybrany trzykrotnie w wyborach względnie otwartych. Jeszcze w marcu 2012 uzyskał 63.64% poczym już nadszedł dykatorski okres jego panowania. Jego sąsiad w Białorusi Aleksandr Łukaszenka też wygrał w swobodnych wyborach w roku 1994 a w drugiej turze wyborόw zdobył 80.6% głosόw. Były to pierwsze i zarazem ostatnie wolne wybory w historii Białorusi. A jak Hitler doszedł do władzy? W lipcu 1932 uzyskał największą ilość głosόw dla swojej partii i to też jeszcze w wolnych wyborach, To wtedy Prezydent Hindenburg i kadłubowy rząd Papena igrali z zasadami demokracji rządząc dekretami bez demokratycznego mandatu społecznego, Oczywiście już następne wybory w roku 1933 były sfałszowane. W roku 1924 Mussolini też wygrał ostatnie wybory przedwojenne we Wloszech zdobywając niemal 2/3 głosόw, choć trudno je nazwać w pelni wolnymi od manipulacji i zastraszenia wyborcόw.
Najczęściej to spaczenie demokracji wynika w okresach kryzysόw gospodarczych, jak w Niemczech po wielkiej inflacji, lub w wyniku wielkiego lęku przed cudzoziemcami lub innymi kozłami ofiarnymi podrzuconymi rozhisteryzowanemu społeczeństwu przez cynicznych demagogόw. Następują najczęściej, ale nie wyłącznie, kiedy system demokratyczny w danym państwie jest jeszcze względnie nowy i niewypόbowany, lub po okresie społecznej anarchii. Autorzy konstytucji amerykańskiej wiedzieli że sama dzika demokracja ktόra skutkuje w absolutną władzę zwycięzcy, nie wystarcza. Potrzebne są oddzielne niezależne środki władzy, a więc przedewszystkiem niezależne sądownictwo. Władza wykonawcza winna też być oddzielona od władzy legislacyjnej. Wojsko i policja też muszą być poza kontolą partyjną. W niepisanej brytyjskiej konstytucji opozycja ma oficjalną funkcję kontrolowania rządu i tworzy zalążek alternatywnego rządu, tzw. “gabinetu cieni”.
Po efektach Nazismu, upokorzenia okupacji i destrukcji wojennej, państwa zachodniej Europy też zrozumiały że demokracja nie może być dzika, i że musi być kierowana. Założyli wtedy nadrzędne międzynarodowe ciała prawnicze i gospodarcze ktόre wzięły na siebie wpowadzenie systemu wartości opartych na uszanowaniu praw człowieka, zabezpieczenia dobrobytu całego kontynetu i wspόlnego uzależnienia losόw jednego kraju od dobra całej wspόlnoty państw europejskich. Była to już kierowana demokracja trzymana w ryzach przez wspόlne wartości. Dla Wschodniej Europy po upadku imperium sowieckiego te wspόlne wartości stały się celem w samym sobie dla politycznych elit bo były kluczem dającym dostęp do europejskiego prosperity i spokoju społecznego. Kombinacja demokracji z humanizmem i uszanowaniem praw człowieka zabezpieczała ład państw europejskich aż do ostatnich lat.
Lecz teraz przy ponownym lęku i społecznym gniewie wobec zapaści euro i nieobliczalnej inwazji uchodźcόw z poza Europy, demokracje poddane są zarόwno kierowanej jak i żywiołowej manipulacji faktόw. Media publiczne i rόwnież programy na internecie jak Facebook tworzą świat odbity w czarnym zwierciadle w ktόrym fakty jednej części społeczeństwa stają się “alternatywnymi faktami” innej części społeczeństwa. I nagle bez obiektywnej prawdy, bez oparcia o autentycznych ekspertόw naukowych, brak spόjności wrażeń i wiedzy uniemożliwia utrzymanie ładu społecznego w państwie. Jesteśmy teraz zagrożeni instrumentami czystej nieokrzesanej demokracji ktόra grozi albo anarchią społeczną albo nową dyktaturą. Wyraźnie bez uszanowania prawa i uszanowania człowieka, sama surowa żywiołowa demokracja bez konstytucyjnych hamulcόw zewnętrznych i wewnętrznych nie wystarcza.

Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 24/02/2017

Monday, 6 February 2017

Wojna o Muzeum Wojny

“Prawda domaga się oręża.” Takimi buńczucznymi słowami w wywiadzie w “Tygodniu Polskim” prof Sławomir Cenckiewicz uzasadnia dość dramatyczne zmiany w programie eksponatόw nowo otwartego unikalnego Muzeum Drugiej Wojny Światowej w Gdańsku. Przypominam że to ten sam Cenckiewicz ktόry zachłystuje się w babraniu w dokumentach służb specjanych aby zniszczyć aurę bohaterską Lecha Wałęsy ktόrego zasługi dla wolności i demokracji w Polsce są niewątpliwie niezliczone. Obsesyjna książka Cenckiewicza oczerniająca Wałęsę byłaby odpowiednikiem biografii Jana Sobieskiego opartej na jego wspόłpracy ze Szwedami w czasie Potopu, czy biografiia Piłsudskiego opartej o jego wspόłpracę z austriackim wywiadem. Słowa Cenckiewicza o muzeum są tylko echem wypowiedzi ministra Jarosława Sellina “że należy stworzyć polską narrację historyczną” i “że przekaz (w muzeum) jest zbyt uniwersalistyczny, a powinna dominować polska interpretacja”. “Polski punkt widzenia na historię II Wojny Światowej,” pisze inny naukowy politruk, prof. Jan Żaryn, “został zasypany pseudouniwersalizmem”. Cenckiewicz daje temu wyraz narzekając na rzekome wyolbrzymienie statystyk partyzantki sowieckiej i potępia “unifikację pamięci” i naśladowanie zachodnich wzorόw “polityki wstydu” za np. kolonialne niewolnictwo czy masakry amerykańskich indian.
O co tu chodzi? Do tej chwili był zakulisowy wyścig trzech muzeόw aby dokończyć swoje otwarcie przed 80ą rocznicą wybuchu II Wojny Światowej i 100-leciem niepodległości Polski. Czyli mowa tu o spόżnionym Muzeum Historii Polski i o Muzeum Katynia w Warszawie i rόwnież o niemal zakończonym Muzeum Drugiej Wojny Światowej w Gdańsku. Do tego, w zeszłym roku powrόcił stary projekt Muzeum Westerplatte, też oczywiście w Gdańsku. Przy tej gonitwie wyraźnie brakuje wystarczająco funduszy na wszystkie cztery projekty, tym bardziej że koszta Muzeum Historii Polskiej i Muzeum Drugiej Wojny Światowej w sumie wynoszą niemal 1mld zł. Wobec tego wicepremier Michał Gliński zarządził, pod hasłem “Patriotyzm Jutra”, że ukrόci się “skandaliczne” wydatki na utrzymanie Muzeum Drugiej Wojny Światowej i dołączy się do niego nowo odgrzanego projektu Westerplatte. Wiadomo że te decyzje, rzekomo finansowe, kryją poważny konflikt o tzw.”politykę historyczną” obecnych władz.
Na początku, gdy nowy rząd ogłosił pojęcie “polityki historycznej” uważałem to za czymś pozytywnym. Martwiłem się słabą I płytką wiedzą młodych Polakόw o swojej historii i liczyłem się z tym że przypomni im najważniejsze wątki rozwoju Polski. Miałem na myśli z początku, prężne krόlestwo chrześcijańskie, potem potężną wieloetniczną i wielowyznaniową Rzeczpospolitę, następnie uparty narόd krzewiący swoją tożsamość w czasie rozbiorόw, a nakoniec wolne nowoczesne demokratyczne państwo europejskie ktόre przetrwało kataklizmy wojenne i powojenne i ktόre zna swoje miejsce w świecie. Nasze pokolenie powojenne w Londynie też wychowane było w duchu patriotycznym lecz nasze podręczniki szkolne, jak np. “Moja Ojczyzna” Michała Goławskiego, czy pόżniej popularna historia Jana Krok-Paszkowskiego, oparte były na poznaniu rozwoju Polski na tle historii Europy i świata. Widziałem w inicjatywie rządu możliwość przypomnienia tych wielkich osiągnięć cywilizacji polskiej w zakresie kultury, tolerancji, rozwoju gospodarki i w poszukiwaniu pokojowych rozwiązań z sąsiadami, a także gorącego patriotycznego poświęcenia w momentach kiedy kraj był zagrożony. W tym duchu popieram ostatnie inicjatywy naszej Ambasady w promowaniu majowego “Polish Heritage Day ” wśrόd samorządόw brytyjskich.
Tymczasem obawiam się że “polityka historyczna” w Warszawie przejawia raczej charakter podnieconego hurrapatriotyzmu w ktόrym Polska zawsze miała rację i wiecznie była zdradzana. Jest to podejście oparte na komplekasach polskich w momencie kiedy koncepcja zjednoczonej Europy jest w potrzasku a duża część Polakόw nie zakosztowała poczucia udziału w mocno reklamowanycm polskim dobrobycie. Trzeba przyznać że nie jest to eksluzywnie symptom polski. Wręcz na odwrόt. Poska może nawet się “pochwalić” że jest prekursorem obecnego wzrostu “wielkiego lęku” wobec uchodźcόw i wynikającego z tego nacjonalizmu. To ten “lęk” ktόry doprowadził do zakwestionowania przez rząd przyjazdu paredziesiąt sierot z Syrii na zaproszenia miasta Gdańsk.
Ekspozycje Muzeum Drugiej Wojny Światowej były oparte na koncepcji muzeum rzeczywiście światowego. Zaplanowano pokazać katastrofalny efekt wojny na cywilach, przedewszystkiem w Polsce, ale na skali porόwnawczej do tego co przeżyły inne państwa, a szczegόlnie te ktόre przetrwały najazdy I okupację, nie tylko w Europie, ale rόwnież w Azji. Są na przykład gabloty o wojnie hiszpańskiej, o wymordowaniu ćwierć miliona Chińczykόw w Nanjing, o wielkim głodzie na Ukrainie, o Hiroszimie. Najwięcej emocji tworzą sceny z okupacji w Polsce. Pokazane są trasy wywόzek Polakόw na Syberię czy na obozy pracy w Niemczech. Rόwnież widać efekty wojny totalnej I scen z obozόw zagłady, łącznie z ogromną ścianą opuszczonych walizek. Zwiedza się to samo mieszkanie rodzinne w Warszawie na trzech etapach, w roku 1939 z pełną zastawą obrazόw na ścianie i mebli, w roku 1943 gdy rodzina już jest głodująca I zamiast łόżka ma materac, a na koniec rok 1945 kiedy mury są przestrzelone pociskami a za oknem widać tylko szare gruzy. Jako kontrast do Sali transparentόw propagandy dyktatorόw, można przejść się normalną warszawską przedwojenną ulicą, zaglądać do witryn, czytać gazety o rόżnorodnych poglądach politycznych i zasmakować się polską wolnością. Z tej ulicy prowadżą drogi do innych sal, m.inn. do Sali Terroru w ktόrym widać kontrast między okupacją niemiecką w Polsce w porόwnaniu z Zachodnią Europą, czy Sali Oporu gdzie widać znόw kontrast partyzanckiej walki w całej Europie ale zaznaczając szczegόlnie imponujące struktury Polskiego Państwa Podziemnego. Są oczywiście militaria, często w zaskakujących ujęciach, np. czołg sowiecki w ślepym zaułku, niemiecki Junkers wiszący nad ulicą, zaparkowany bezwładnie motocykl Gestapo, pusty wagon bydlęcy. Są sceny z szopki politycznej w Ravensbrucku, autentyczne guziki oderwane od zniszczonych mundurόw ofiar katyńskich. Oddzielne eksponaty pokazują udział polskich sił zbrojnych na Zachodzie. Jest i okupacja sowiecka powojenna, łącznie z terorem NKWD i udziałem podziemia antykomunistycznego. Każdy rozdział wojny pokazany na przykładzie indywidualnych osόb i rodzin używając artefakty ofiarowane z wielkim poświęceniem przez osoby prywatne. Koncepcja była radyklana i politycznie dojrzała wykazująca nie tylko jak uniwesralnie niszcząca jest wojna i okupacja, ale rόwnież uwypuklająca specyficzny polski wymiar tego negatywnego zjawiska.
Jak w każdym nowoczesnym muzeum odwiedzający mogą telefonować o dalsze wyjaśnienia, oglądać filmy i skomponować pare własnych słόw zakodowanych na Enigmie. Sam budynek jest imponujący. Głόwna część eksponatόw znajduje się 15m pod ziemią w basenie otoczonym szczelnymi ścianami, natomiast można wyjechać na szczyt pochyłej wieży 40 metrόw nad miastem gdzie będzie można oglądać całe okolice miasta i deltę Wisły. Koszt był rzeczywiście niebywale drogi (450mln złotych) a plany opożnione ze względu na trudności techniczne i potrzebę ochrony zatopionych archeologicznych zabytkόw jeszcze ze średniowiecznego miasta odkrytych przy budowie fundamentόw.
Niestety, pod przykrywą wprowadzenia większego rygoru finansowego, ministerstwo kultury zdecydowało przyłączyć go do nie istniejącego jeszcze Muzeum Westerplatte i praktycznie w ten sposόb “zlikwidować” museum. Zezwoliło tylko na dwa dni tymczasowego otwarcia muzeum na końcu stycznia. Dopuszczono tylko 2000 osόb pod kontrolowanym wstępem. Nie zaproszono do takiego museum o charakterze międzynarodowym żadnych innych głόw państw, a nawet nie ambasadorόw czy naukowcόw światowej sławy. Poczem zapowiedziano że ekspozycja będzie zamieniona na coś bardziej “spolonizowanego.” Lecz historia Muzeum odbiła się echem w prasie zagranicznej i negatywnie skomentowano ministerialne zabiegi o powstrzymanie wystawy.
Cenckiewicz wierzy że zwycięża prawda dopiero wtedy kiedy władza ją narzuca. Daje przykład Cesarza Konstantyna narzucającego światu chrześcijaństwo. I na tej podstawie uważa że rząd narzuci swoją “prawdę historyczną”. Tymczasem Dyrektor Muzeum, Piotr Machcewicz, poparty przez Prezydenta Miasta Gdańsk i przez Rzecznika Praw Obywatelskich, skutecznie zaskarżył decyzję połączenia Muzeόw do Wojewόdzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie i do tej pory Sąd odrzucił plany Glińskiego. Sytuacja jest patowa ale Muzeum ma nadzieję że mimo poważnych cięć budżetowych utrzyma się, nie zmieniając charakteru i treśći ekspozycji.

Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 13/01/2017

Tuesday, 24 January 2017

Nikodem Dyzma w Białym Domu

Obawiam się że nie wszyscy obecni londyńscy czytelnicy “Tygodnia”, wychowani na tych Wyspach, znają historię zawrotnej politycznej kariery Nikodema Dyzmy, bezrobotnego urzędnika pocztowego z prowincji w czasach międzywojenych, ktόry na skutek przypadku, a potem na podstawie swojej ignorancji i zuchwałego chamstwa, robi sobie zawrotną karierę w świecie biznesu, staje się prezesem Banku, a na koniec dostaje nominację na premiera Polski. Otoczenie polityczne owego czasu, zarόwno damskie jak i męskie, reagowało pozytywnie na jego akcje przemocy, brutalność słownictwa i ckliwe sentymentalne hasła kamuflujące cynizm i obłudę. Na szczęście to postać fikcyjna. Ta kreatura polityczna była wymysłem bujnej wyobraźni powieściopisarza Tadeusza Dołęgi-Mostowicz ktόry barwnie opisywał metody rządzenia όwczesnej sanacyjnej elity politycznej.
Niestety postać obecnie obejmująca Biały Dom nie jest fikcyjna. Donald Trump jest autentycznym cynicznym biznesmenem, a nie urojonym jak Dyzma, ktόry, prowadząc kampanię kłamstw, oszczerstw i obelg wobec swoich przeciwnikόw i na podstawie tanich haseł grających na frustracjach i strachu klas robotniczych, przeważnie białych, dorwał sie w wyborach na szczyt kariery politycznej, bez poprzedniego udziału w procesie politycznym swojego kraju. Cel jego kampanii byl dwustronny. Po pierwsze, chce obniżyć podatki dla swoich kumpli milionerόw i miliarderόw, pod zasłoną obniżenia ich dla wszystkich. Sam daje wzόr bo z dumą przyznaje że podatku nie płaci od wielu lat. A na drugim miejscu chce zaspokoić swόj apetyt megalomana, do znęcania się nad słabszymi i do przyjemnośći “ubicia interesu”. Jego książka “Sztuka ubicia interesu” jest jego odpowiednikiem “Mein Kampf”.
A pozostałe kontrowersyjne aspekty jego programu wyborczego oparte są na płytkich barwnych opiniach o życiu i polityce pochodzące od środowiska budowlańcόw zatrudnianych przez jego ojca a z ktόrymi obcował jako młodzieniec. Świetnie odczuwał ich nastroje i frustracje życiem, ich szowinistyczne podejście do kobiet i do kultury, ich obawy ze imigranci zabiorą im pracę za niższe stawki, ich pogardę dla tolerancyjnych poglądόw elit liberalnych i innych “pięknoduchόw”. Z tej filozoficznej studni wyłoniły się te upiory ktόre obecnie tworzą głόwne elementy jego programu wyborczego ktόry ma zamiar wprowadzić w życie już w pierwszych tygodniach swojego urzędowania
A więc co inicjuje? Zaniechanie programόw zapobiegających zmiany klimatyczne; nieograniczony program wydobycia kontrowersyjnego gazu łupkowego; zachowanie w pełni prawa do posiadania broni; zamrożenie państwowych wydatkόw na kulturę; zohydzenie pojęcia politycznej poprawności; budowę “pięknego” muru na meksykańskiej granicy; nałożenie wysokiego cła na import z Chin i Meksyku; opodatkowanie produktόw amerykańskich koncernόw wykonanych tańszą siłą roboczą zagranicą: anulowanie systemu taniego ubezpieczenia zdrowia dla biedniejszych i bezrobotnych, tzw. Obamacare; zniesienie umόw międzynarodowych wolnego bezcłowego handlu. Ponadto chce wprowadzić masowe projekty unowocześnienia infrastruktury drogowej i przemysłowej ktόre mogą przekroczyć $1tr. ale ktόre, przy ogόlnym skurczeniu dochodu od podatkόw, będą osiągalne tylko przez masowe zadłużenie państwa. Zapowiedział też zwiększenie budżetu amerykańskich sił zbrojnych, upowszechnienie parad wojskowych i rychłego zniszczenia kalifatu. Każdy z tych inicjatyw ktόry byłby typowym marzeniem przeciętnego robotnika siedzącego w barze z kuflem piwa w ręku, ma wzmocnić jego popularność wśrόd swoich plebejskich wyborcόw, szczegόlnie kiedy przypieczętował je, w swoim aroganckim przemόwieniu inauguracyjnym, pod szyldem “America First”.
Niestety pozytywne skutki tej polityki będą tylko krόtkotrwałe. Zwalczanie globalizacji gospodarczej przez wprowadzenie systemόw celnych w końcu obrόci się przeciw Ameryce gdy wzrost handlu międzynarodowego zpowolnieje, inne kraje narzucą cła na towary amerykańskiego a wysokie koszty manufaktury na rynku wewnętrznego doprowadzą do zawrotnej inflacji. Ponadto każda niewyparzona wypowiedź Trumpa na Twitterze grozi wywołaniem następnej z kolei awantury, czasem tylko w sprawach błahych, a czasem na szerokiej arenie międzynarodowej.
Przy tym Trump zapowiada jeszcze bardziej kontrowersyjną politykę zagraniczną. W wypadku Izraela Trump jest pod znacznym wpływem swojego zięcia, Jared Kushner, ktόry inwestował w agresywny program rozbudowy nowych osiedli na terenach zamieszkałych od wiekόw przez Palestyńczykόw. Trump dał już Izraelowi zielone światło w sprawie budowy tych osiedli i zapowiada przeniesienie ambasady amerykańskiej z Telawiwu do Jerozolimy. Odsuwa się też od uznania w przyszłości państwa palestyńskiego. Oczywiście rząd Netenyahu przyjął te wiadomości z radością I ogłosił budowę 566 nowych mieszkań w palestyńskiej Wschodniej Jerozolimie. W rozmowie telefonicznej z Trumpem w niedzielę nakłaniał go do wsparcia interwencji Izraela w Syrii i do odwołania traktatu z Iranem w sprawie ograniczeń w rozwoju energii nuklearnej. Ten kierunek prowadzi amerykańską politykę na Bliskim Wschodzie w ślepy zaułek ktόry jeszcze bardziej roznieci nienawiść muzułmanόw do Ameryki i wzmocni poparcie dla radykalnych Islamistόw, właśnie tych ktόrych Trump zapowiedział że zniszczy. Odwołanie umowy z Iranem sprowokuje z kolei ten kraj do zainwestowania w autentyczną islamistyczną broń nuklearną ktόra będzie zagrożeniem przedwszystkiem właśnie dla Izraela.
W wypadku Chin, Trump wyraźnie szuka zaczepki, zagrażając wprowadzeniem cła w wysokości 34% na eksport chiński, i otwierając dialog bezpośredni z Taiwanem ktόry Chiny Ludowe wciąż traktują jako część integralną Chin. Jego inicjatywy utrudnią negocjacje z Chinami tymbardziej że światowy wzrost gospodarczy polega przedewszystkiem na ożywieniu gospodarki chińskiej a pozatem Chiny są jedynym państwem mającym wpływ na Koreę Pόłnocną ktόra z każdym dniem staje się jeszcze bardziej niebezpieczna. W tym zakresie pokojowe stosunki chińsko-amerykańskie powinny być priorytetem. Widocznie uważa że tak w międzynarodowej dyplomacji “ubija się interes”.
Jeszcze więcej kontrowersji wzbudza podejście Prezydenta Trumpa do Rosji Putina. Mimo zbrodniczej polityki Rosji wobec Syrii i Ukrainy i mimo wtrącania się rosyjskich hackerόw w tok wyborόw amerykańskich, Trump szuka porozumenia z Putinem, ofiarując mu zniesienie sankcji finansowych w zamian za wspόlną redukcję w zbrojeniach. Czy dlatego wyraził się pogardliwie o “przestarzałym” pakcie połnocnoatlantyckim? Ta niezdrowa miłość do Putina nie tylko zagraża wiarygodnośći wsparcia Ameryki dla NATO ale rόwnież ma swόj wpływ na stosunek Trumpa do Unii Europejskiej ktόrą Putin chce koniecznie zniszczyć. Trump widocznie ma podobny cel. Jednoznacznie pochwalił Brexit, panią May zaprosił do Waszyngtonu jako pierwszego gościa zagranicznego po objęciu prezydentury a siebie samego zaprosił na golfa do pałacu krόlewskiego. Zapowiedział że Wielka Brytania będzie tylko jednym z pierwszych krajόw ktόre opuszczą Unię. To tak jakby wypowiadał wojnę rόwnież całej Europie. Przez swoje anty-europejskie i pro-rosyjskie wypowiedzi pobudza rόwnież do życia anty-unijne faszyzujące szakale z Francji, Niemiec, Holandii, Austrii czy Włoch ktόre zebrały się w sobotę w Koblencji aby zapowiedzieć rozkład 60 lat stałej i pokojowej integracji europejskiej.
Jeżeli głosy rozsądku na zapanują wreszcie w gabinecie Trumpa to nie jest wykluczone że Putin wykorzysta niejasność polityki wobec Unii i NATO i wywoła prowokacyjną interwencję Rosji na Bałkanach czy w krajach bałtyckich ktόry ostatecznie może rozłożyć cały powojenny system bezpieczeństwa dla Europy oparty na ochronnym parasolu Ameryki. Niestety większość zapowiedzianych ministrόw Trumpa, czekających na zatwierdzenie przez Kongres, wspiera jego pro-rosyjski kierunek. A więc skutkiem obecnych planόw Trumpa może być albo zbrojny konflikt, albo, szybciej, nowa Jałta dla Europy. Nic dziwnego że prawicowy rosyjski filozof Aleksandr Dugin zapowiada że przy wspόłpracy z Trumpem, Putin osiągnie wszystko co będzie chciał w Europie. “Nie musimy nawet potrząsać drzewem,” powiedział, “bo owoce same nam spadną”.
Chamstwo i ignorancja panoszy się w Białym Domu, samo-obłuda Prezydenta pozwala mu kłamać namiętnie, a na każde najdrobniejsze słowo krytyki ze strony amerykańskich mediόw reaguje jak raniony lew. Wyśmiewa masowe wielomilionowe ruchy protestestacyjne kobiet w Ameryce i w około 160 rόżnych miast na całym wolnym świecie i nie słucha porad od ludzi z poza jego najbliższego otoczenia. Dyzma przynajmiej w końcu zorzumiał swoje niedoskonałości i z premierostwa wycofał się. Ale to było w świecie fikcji. W prawdziwym świecie amerykański Dyzma nia ma zamiaru wycofywać się z czegokolwiek. Noc zapada już nad wolnym światem.
Wiktor Moszczyński Tydzien Polski 27 styczeń 2016