Thursday, 18 January 2018

Chaotyczna Prezydentura

Po pierwszym roku prezydentury Donalda Trumpa pozostajemy pod wrażeniem obrazu chaosu ktόry niestety panuje obecnie w stolicy wolnego świata. Tam, gdzie przez ostatnie 70 lat przyzwyczailiśmy się do polegania na stanowczym stonowanym głosie męża stanu przemawiającego w obronie wolności, demokracji czy tolerancji, lecz wspartego największą potęgą militarną świata, teraz słyszymy tylko stały bełkot politycznego samouka otoczonego zdezorientowanym dworem, z ktόrego od czasu do czasu emanuje niespodziewany głos rozsądku i stanowczości.
Cokolwiek było dla nas niezrozumiałe w zachowaniu i wyczynach Prezydenta Trumpa zostało ostatnio naświetlone I wyjaśnione przez autora amerykańskiego Michael Wolff ktόrego Trump sam zaprosił aby “zamieszkał” na 3 wstępne miesiące jego prezydentury na kanapie w Białym Domu i spisał swoje wrażenia. I tak właśnie zrobił. Z tytułem “Fire and Fury” (“Ogień I Gniew”) książka stała się źrόdłem bezcennych anegdotek, ale rόwnież zrόwnoważonych komentarzy, o Prezydencie I jego skłόconej amatorskiej ekipie.
W moim poprzednim opisie Donalda Trumpa, pisanym w momencie kiedy wygrał wybory, oceniałem jego głόwną podstawę działania politycznego jako opartą na poglądach przeciętnego białego robotnika siedzącego w barze i prawiącego o stanie świata na bazie swoich pretensji do swoich niskich zarobkόw, wysokich podatkόw I niezadowolenia z słabnącej roli Stanόw Zjednoczonych w świecie. Trump świetnie wyczuwa to niezadowolenie tych nieuprzywilejowanych środowisk z ktόrych elity rządzące kpiły i zaniedbywały, a ktόre posiadają poczucie głębokiej społecznej krzywdy. Chamowaty cyniczny kandydat Trump, mimo swoich ujemnych cech, pozostaje odzwierciedleniem tego sfrustrowanego elektoratu, i po roku chaotycznego rządzenia nie traci zaufania tych środowisk, tworzących stałą jedną trzecią wyborcόw.
Wolff z tym się nie kłόci ale tłumaczy inne często sprzeczne ze sobą wątki w decyzjach i oświadczeniach Prezydenta Trumpa. Wynikają z konfliktu między trzema kierunkami politycznymi ktόre walczą o ucho Prezydenta.
Jeden kierunek to prowokacyjny nacjonalizm grupy medialnej Breitbart ktόrego uosobieniem jest prawicowy guru Trumpa, Steve Bannon, już dziś w niełasce, Zespόł ten uważa że Stany są wykorzystane ekonomicznie przez niekorzystne dla Ameryki umowy handlowe i międzynarodowy handel wolnorynkowy i przez napływ pracownikόw z zewnątrz ktόry podważa poziom płacy amerykańskich robotnikόw i jest w konflikcie z chrześcijańską kulturą Ameryki. To ten obόz jest najbardziej odpowiedzialny za agresywność w polityce Trumpa, między innymi w swojej krytyce europejskich aliantόw za ich pobłażliwość wobec uchodźcόw i za ich brak wsparcia finansowego dla utrzymania NATO. (Jak też zapowiadałem, obecna Polska PiSowska jest tym wyjątkiem ktόry Trump stawia za wzόr dla innych państw europejskich.) To Bannon dopilnował agresywny tekst przemόwienia inauguracyjnego nowego przezydenta ze swoim szcegόlnym prowokacyjnym hasłem “America First”. To Bannon kierował Trumpa w drodze do rosnącej izolacji dyplomatycznej, odstępując od umowy paryskiej dotyczącej zmian klimatycznych i od umowy handlowej z państwami wschodniej Azji. To Bannon przygotowywał kolejne dekrety prezydenckie “executive orders” skierowane do budowy muru na granicy meksykańskiej I do zahamowania wiz wjazdowych dla siedmiu państw muzułmańskich. To on namawiał do wprowadzenia dekretu uzasadaniającego użycia tortur fizycznych w przesłuchiwaniu terorystόw (na co generałowie w żadnym wypadku się nie zgodzili). Bannon był głόwnym motorem wypowiedzenia wojny mediom I środowiskom liberalnym. Trump chętnie podchodził do tych inicjatyw bo były zgodne z jego charakterem ale podłoże ideologiczne pochodziło z tego obozu. Od sierpnia ten kierunek osłabł kiedy usunięto wreszcie Bannona, a teraz szczegόlnie po publikacji książki Wolffa, gdzie cytowano Bannona często krytykującego Trumpa jako ignoranta.
Drugi obόz to tradycyjny konserwatyzm Partii Republikańskiej ktόrej głόwnym przedstawicielem w Białym Domu był pierwszy szef sztabu Reince Priebus. Ich celem było obniżenie podatkόw I rozwiązanie system ubezpieczenia na zdrowie, związanego z Prezydentem Obamą. Bannon miał ten sam cel ale wolał załatwiać to dekretami. Natomiast Republikanie mający większość w obu izbach Kongresu domagali sie wprowadzenia nowego budżetu drogą legislacyjną. Mimo wielu oporόw obniżenie podatkόw wprowadzono, choć głownymi beneficjentami byli jego koledzy miliarderzy i wielkie korporacje amerykańskie; natomiast walka o zastąpienie systemu Obamacare na razie ugrzęzła.
Trzeci kierunek to tzw. obόz “Jarvanka”, składający się z cόrki przezydenta Ivanki i jej małżonka Jared Kushnera, ktόra tworzy wciąż oddzielną frakcję “biznesową”, szukającą mniej konfrontacyjnego podejścia do establishmentu politycznego. To np. Ivanka Trump namόwiła ojca, przy użyciu zdjęć zmasakrowanych dzieci, aby zareagował ostro na okrucieństwa reżymu Assada w Syrii bombardowaniem syryjskiej bazy lotniczej. To okazało się bardzo skutecznym zabiegiem, mimo opru Bannona, ktόry uważał że Ameryka nie powinna interweniować tam gdzie nie ma interesόw gospodarczych czy wojskowych. Lecz to Kushner i synowie Trumpa wprowadzili ojca w zamęt przez bliższą wspόłpracę z wywiadem rosyjskim w czasie wyborόw, a po wyborach doprowadzili do zwolnienia szefa FBI, James Comey, co wywołało dalsze ujemne skutki w rozpoczęciu dochodzeń ze strony komisji FBI dot. rzekomych kontaktόw zespołu Trumpa z Rosjanami. To rόwnież Kushner namόwił Trumpa do kotrowersyjnej i nieprzemyślanej decyzji uznania Jerozolimy jako stolicy Izraela i do jednostronnego wsparcia dla Arabii Saudyjskiej w nadchodzącym konflikcie z Iranem.
Po odejściu Bannona i Priebusa, i po wyrażnym osłabieniu obozu “Jarvanka”, co raz ważniejszą rolę odgrywają trzej generałowie, Kelly, Mattis i McMaster, ktorzy starają się przywrόcić Ameryce bardziej stabilną politykę zagraniczną. Ale nawet oni nie są w stanie powstrzymać Trumpa od nieprzemyślanych wystąpień na swoim koncie w Twitterze, na temat Pόłnocnej Korei czy Iranu, czy korygować jego wulgarne uwagi o państwach afrykańskich. Wiemy z książki Wolffa że stosunek Trumpa do swoich generałόw jest dwuznaczny. Imponują mu ich rangi wojskowe i ich doświadczenie, ale jako kompletny ignorant ktόry nie czyta żadnych książek i raportόw, nie znosi gdy go pouczają co ma robić, a ich wywody po prostu nudzą go.
Wolff opisuje jak ta niewiedza i ignorancja wynikają częściowo z tego że Trump nigdy nie zamierazał wygrać wybory i zostać prezydentem. Nikogo bardziej nie zaskoczyła jego wygrana, niż jego samego. Liczył się z tym że będzie miał dobry wynik ale bez wygranej, bo chodziło mu o wykorzystanie swojej “nieudanej” kandydatury na założenie nowej sieci medialnej o wyraźnym obliczu anty-liberalnym. Nie wypracował sobie odpowiedniego usposobienia do prowadzenia swojej prezydentury. Decyzje wymagające żmudnego przygotowania po prostu go nudzą. Denerwuje go wszystko co wymaga wysiłku i szybko zwala winę na otoczenie gdy decyzje są wydłużone czy trafiają na niepowodzenie. Nie znosi procedur legislacyjnych w Kongresie i nie rozumie rolę takich konwencji jak nie prowadzenie własnych interesόw biznesowych i rodzinnych w Białym Domu. Łamię wszystkie konwencje, jak np nie ujawnienie swoich opłat podatkowych, i dotychczas to mu uchodzi. Szybko traci ciepliwość, a szczegόlnie z prasą, bo nie uznaje innej prawdy niż tą ktόrą sobie wyimaginował i nigdy nie przyznaje się do winy czy do zmiany zdania. Atakując agresywnie swoich oponentόw jest jednak wciąż zdziwiony że we wielu środowiskach jest tak niepopularny. A zmienność jego polityki wynika nie tyle z tego że go ktoś przekonał ale po prostu od tego kto ostatni z nim rozmawiał. Trump nie lubi słuchać innego głosu, niż swojego.
Obraz Wolffa jest przerażający, choć Wolff nie żywi wrogiego nastawienia wobec Trumpa. Lecz z licznych rozmόw ze sztabowcami Białego Domu wie że większość jego najbliższych wspόłpracownikόw traktują go po cichu jak dziecko, ktόrego zachcianki trzeba wziąż zadawalać I jego genialność chwalić. Sekretarz stanu Tillerson, na przykład, po cichu nazwał go “pieprzonym kretynem”. Generałowie nim pogardzają i pojawia się u nich obawa że ktόregoś dnia jego chaotyczna niepoczytalność może doprowadzić albo do stanu oskarżenia (“impeachment”) prezydenta, albo do powołania się jego gabinetu na Poprawkę nr 25 do Konstytucji aby usunąć Prezydenta ze względu na zły stan zdrowia. Ten drugi wariant stał się mniej prawdopodobny po ogłoszeniu w środę pozytywnych wynikόw jego badania przez doktora.
Na razie, dopόki gospodarka pozostaje w dobrym stanie a wojna z Koreą nie wybucha, to Prezydent Trump pozostaje bezpieczny. Lecz trudno uniknąć konlkluzji że jak długo mamy tego prezydenta to cały świat, łącznie z Ameryką, nie pozostaje bezpieczny.
Wiktor Moszczyński 19 styczeń 2018

Tuesday, 2 January 2018

Nowy Rok, Nowy Premier

Nie wiem czy Polacy w Wielkiej Brytanii zwrόcili na to uwagę przy świątecznych zakupach, ale 11 grudnia Polska uzyskała nowego premiera. Pojawia się Mateusz Morawiecki. 49-letni technokrata, ktόry, o dziwo!, zna nawet parę językόw obcych. Jak to złośliwie zażartował sobie pewien dyplomata europejski, teraz z Polską jest już postęp. Poprzednio premier kłamała w Brukseli tylko po polsku, a obecny może już to robić w języku angielskim.
Premier Morawiecki ma rodowόd niecodzienny jak na pierwszoplanową postać w obecnym układzie tzw. "patriotycznym". Przez wiele lat zaufany Donalda Tuska, członek Rady Gospodarczej przy poprzednim rządzie, był rόwnież prezesem trzeciego z kolei największego banku w Polsce, Banku Zachodniego WBK, ktόry jest własnością Banku Santander. Czyli, jak najbardziej jest członkiem tej międzynarodowej elity kierującej dotychczas gospodarką polską, ktόrej każdy żelazny wyborca PiSu podejrzewa o złodziejstwo. Nowy premier wierzy, np. w rόwnouprawnienie płci, w potrzebę walki ze zmianami klimatycznymi, a w biznesie stawia na politykę pro-rynkową i wsparcie dla inwestycji zagranicznych. Lecz te europejskie wartości łączy z wyraźnym przywiązaniem do tradycji katolickich i do promowania roli silnego państwa. Ponadto jego ojciec, z ktόrym ma nadal dobre stosunki, był przywόdcą jednego z najbardziej radykalnych grup solidarnościowych w ostatnich latach PRLu.
Jak dotychczas te kontrastujące poglądy umiał Morawiecki połączyć razem aby zrobić zawrotną karierę od momentu zwycięstwa wyborczego PiSu. Zapisał się wόwczas do partii, został członkiem jego komitetu politycznego. Szybko zwrόcił na siebie uwagę Jarosława Kaczyńskiego, ktόry docenił jego kompetencje gospodarcze i wyczuwał w nim osobę o podobnym do siebie wyższym poziomie intelektualnym. Prezes specjalnie dla niego założył komitet gospodarczy przy rządzie, mianował go ministrem finansόw, a ostatecznie przekazał mu kontrolę nad całą polityką gospodarczą, z tytułem wicepremiera włącznie.
Przedewszystkiem, w roli wicepremiera wykazał swoje talenty. Rząd PiS, w odrόżnieniu od swoich poprzednikόw, był szybki w realizowaniu swoich gospodarczych obietnic, wprowadzając od razu program 500+, likwidując zapłaty za lekarstwa emerytom i obniżając wiek emerytalny. Lecz wszystkie te wydatki zaplanowano bez budżetu. Rolą Morawieckiego było znalezienie odpowiednich źrόdeł finansowych do subsydiowania odważnej polityki społecznej. Zaczęło się od opodatkowania bankόw i większych supermarketόw, a potem od wyłapywania masowych zaniedbań w kontroli VATu. Lecz Morawiecki mόgł wykorzystać dobry stan gospodarki polskiej ktόrą odziedziczył od rządu PO-PSL, wynikający z resztą z dobrej wieloletniej integracji gospodarki polskiej z unijną. Nie należał do tych co uważali że polska gospodarka “jest w ruinie”. Resztę dopełniła rola samej polityki 500+ ktόra rozruszyła konsumpcję rynkową i przelała fundusze w ręce rodzin ktόre ich dotychczas nie posiadały. Założył też Polską Agencję Inwestycji i Handlu aby bardziej systematycznie promować eksport. Ta kombinacja zręcznego wykorzystania popytu i podaży i wprowadzenia kierowanej planowej gospodarki nastąpiła w roku kiedy koniunktura gospodarki europejskiej też poprawiła się znacznie. Zmniejszyła się znacząco w Polsce liczba bezrobotnych, wzrastają płace, ale zatem powoli rosną z kolei ceny. Zanosi się na zaciąganie kredytόw przez rodziny i rosnącą inflację, ale jeszcze obecnie nie groźną, jak długo będzie dalej rόsł PKB. Kosztownym elementem pozostanie jednak obniżenie wieku emerytalnego, co z czasem trzeba będzie subsydiować z dodatkowych podatkόw i z dalszych obniżeń samych emerytur.
Kaczyński dobrze rozumie że przyszłość obecnego ustroju, oparta dotychczas na ostrych konfliktach w sferze polityki, prawa i kultury z co raz słabnącą, podzieloną i przemęczoną opozycją, można wreszcie zabezpieczyć stałym sukcesem gospodarczym. Dlatego pominął porady swoich ideologόw partyjnych i nie przyjął sam steru rządu bezpośrednio jako premier. Postawił na czele rządu młodszego człowieka reprezentującego obecny sukces gospodarczy. Ma też Morawiecki inne walory dla rządu. Jako osoba wyraźnie niezaściankowa, może zrobić lepsze wrażenie w kuluarach Brukseli niż jego niefortunna i wiecznie posępna poprzedniczka. Jest to szczegόlnie ważne w momencie kiedy Komisja Europejska uruchamia Artykuł 7 i grozi Polsce sankcjami gospodarczymi. Jakiekolwiek uszczuplenie dopłat unijnych do polskiego rolnictwa może osłabić poparcie dla obozu rządzącego na wsi w następnych wyborach samorządowych i władze wolałyby tego ostatecznie uniknąć. Obawiam się że same słowa premiera tu nie wystarczą i Komisja będzie spodziewała się konkretnych ustępstw konstytucyjnych na ktόre rząd się prawdopodobnie nie zgodz. Tu nowy premier będzie musiał wykazać swoje talenty dyplomatyczne. Trzeba dodać że nie zaimponował kolegom europejskim kiedy opuścił salę konferencyjną na szczycie europejskim aby uczestniczyć w wigilijnym opłatku partyjnym.
Pozatem Kaczyński liczy na to że Morawiecki, ze swoimi liberalnymi poglądami, przynajmniej zneutralizuje wrogość do rządu ze strony klas średnich i menedżerskich. Dotychczas Kaczyński zręcznie budował swoje poparcie dla rządu wśrόd ludzi sfrustrowanych, niezadowolonych społecznie, o poglądach konserwatywnych i katolickich, nie czujących się za dobrze w środowisku europejskim, przywiązancyh do tradycji wiejskich i narodowych. Do tego zmobilizował cały ruch ostentacyjnie "patriotyczny" wśrόd młodzieży wyżywającej się normalnie agresją na stadionach piłki nożnej. Wzniecał też poczucie zagrożenia ze strony uchodźcόw, muzułmanόw, Polakόw “gorszego sortu”, czy wszelkich elementόw zagranicznych, a szczegόlnie niemieckich. Ministrowie i posłowie zachłystywali się drażnieniem uczuć osόb o poglądach liberalnych czy świeckich, z wyraźną hucpą występując przeciw liberalizującym normom zachodnio-europejskim, jak np. w sprawach dotyczących ochrony środowiska, użycia pigułek antykoncepcyjnych, dostępu do aborcji, zezwolenia dla partnerstw homoseksualnych. Odczuwało się mocno poczucie politycznego napięcia. Beata Szydło, choć sama unikała prowokacyjnych występόw, była uosobieniem ideału kobiety nowego ładu – wierząca, rodzinna, pracowita, pokorna, nia znająca obcych językόw. W środowiskach tworzących elektorat PiSu, była nadzwyczaj popularna, ale dla bardziej już wyrobionych środowisk miejskich, wydawała się nudna i monotonna.
Natomiast Morawiecki mόgł bardziej imponować klasie średniej. Ale i on musiał się też liczyć z twardzym elektoratem PiSu. W pierwszym wywiadzie jako premier, z telewizją katolicką Trwam, ogłosił że będzie walczył o ”rechrystianizację Europy”. Trzeba przyznać że Morawiecki umiał dotyczhczas ujeżdzać dwa rumaki na raz.
Czy przetrwa nowy premier? Jak długo gospodarka się utrzyma a Polska nie straci subsydiόw unijnych to Morawiecki ma duże szanse przetrwania przynajmniej do następnych wyborόw sejmowych za dwa lata, ale może i dłużej. Obecnie Kaczyński widzi w nim swojego następcę. Ale dużo będzie zależało od koniunktury politycznej. Przez przejęcie funkcji premiera Morawiecki nawet traci na władzy bo będzie musiał się zajmować sprawami politycznymi gdzie ostateczny głos będzie miał na razie Kaczyński, a w około będzie miał licznych rywali gotowych podstawić mu nogę. Możliwe że na początku pomoże mu ograniczona rekonstrukcja rządu, o ile Kaczyński pozwoli mu na dokonanie pewnych zmian w zarządzaniu gospodarką i w departamentach społecznych, a może nawet przy MSZ. Już oświadczył o potrzebie zasadniczej w służbie zdrowia i w programie “Mieszkanie Plus” dla średniozamożnych Polakόw. Nie wiadomo czy w pewnym momencie jednak Kaczyński nie podda się pokusie swoich zagorzałych zwolennikόw w partii aby sam objąć ster rządόw; bo dla tych ludzi Morawiecki zawsze będzie “obcy”, chroniony tylko poparciem prezesa, dalszymi sukcesami gospodarczymi i, na razie, dobrymi sondażami opinii publicznej.
Na pewno Morawiecki wypada dobrze wobec podzielonej opozycji prowadzonej przez zgranych już politykόw, ale nie jest wykluczone że i w końcu opozycja też się zmodernizuje, choćby w postaci Rafała Trzaskowskiego, kandydata PO na prezydenta Warszawy, czy nowej szefowej Nowoczesnej, Katarzyny Lubnauer. Ostatecznie, jak to zawsze bywa w polityce, sytuacja może wydawać się stabilna w jednym momencie, a nagle ujawnia się nowy niespodziewany kryzys. Tymbardziej że wiele będzie uzależnione nie tylko od daleko idących planów prawdziwego szefa obozu, ale również od jego namiętności i kaprysόw
Na tej podstawie można śmiało chyba zaryzykować prognozę że Morawiecki wytrwa jako premier albo przez 8 miesięcy, albo przez 8 lat,
Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 5 styczeń 2018

Monday, 18 December 2017

Prawa obywatelskie – dwie rzeczywistości

+
Czy Home Office rzeczywiście darzył Polakόw w Wielkiej Brytanii “dobrą nowiną” na Święta?
8 grudnia na dramatycznej porannej wizycie pani premier Theresy May do Brukseli rząd brytyjski podpisał wspόlną umowę z Unią w sprawie praw obywateli unijnych w Wielkiej Brytanii i obywateli brytyjskich zamieszkałych w krajach UE, jak rόwnież w sprawie rozliczeń budżetowych I przyszłości granicy pόłnocno-irlandzkiej. W tydzień pόźniej Rada Ministrόw pod przewodnictwem Donalda Tuska zatwierdziła tą umowę.
Home Office już 11 grudnia wysłało streszczenie wspόlnie uzgodnionego systemu rejestracji obywateli unijnych na okres po wyjściu z Unii Europejskiej.
Według tego tekstu obywatele unijni ktόrzy tu przybędą przed 29 marca 2019 będą mogli tu pozostać. Ci ktόrzy tu już żyli i pracowali legalnie przeszło 5 lat mogą uzyskać “settled status” (“status osiedlenia”) i będą mogli tu zamieszkać, pracować czy studiować na stałe, mając dostęp do tych samych usług w slużbie zdrowia, opieki społecznej czy emerytury co normalny obywatel brytyjski. Będą też mogli po roku od otrzymania statusu składać podanie o obywatelstwo brytyjskie. Jeżeli nie dopracowali tu 5 lat, to będą mogli złożyć podanie na “temporaty status” (tymczasowy status), a potem ponownie starać się o pełny “settled status” po upływie 5 lat. Najbliższa rodzina kandydata też będzie miała prawo złozyć podanie o “settled status” czy “temporary status”, albo indywidualanie albo jako rodzina. Dotyczy to rόwnież członkόw najbliższej rodziny ktόrzy jeszcze tu nie przybyli ale będą członkami tej rodziny w marcu 2019. Podanie ma składać się już tylko z małej ilości pytań (od 5 do 8 pytań według ministra imigracji Brandon Lewis) wyłącznie dotyczących tożsamości narodowej, miejsca zamieszkania i braku dowodόw przestępczości. Nie będzie już pytań dotyczących dochodόw, stanu majątkowego czy posiadania ubezpieczenia na zdrowie, ktόre do niedawna były wymagane przez władze brytyjskie przy składaniu podania na stałą rezydenturę. Osoby już posiadające stałą rezydenturę czy prawo pobytu na czas nieokreślony (“indefinite leave to remain” ktόry obowiązywał przed wejściem Polski do Unii) będą mogli otrzymać nowy status za darmo, a koszt administracyjny dla innych kandydatόw będzie wynosił tyle co paszport brytyjski (obecnie £72). Prawa osόb przybywających po marcu 2019 będą podlegać dalszym negocjacjom między UE i UK.
Rejestracja może już być rozpoczęta w drugiej połowie roku 2018, a więc jeszcze przed Brexitem i będzie można ją załatwić w ciągu dwuch lat okresu przejściowego ktόre prawdopodobnie będzie trwało do marca 2021. Składający powinni uzyskać decyzję w ciągu dwuch tygodni. Jedynymi potrzebnymi dokumentami winny być dowόd osobisty lub paszport, najnowsze zdjęcie, potwierdzenie adresu zamieszkania, adres emailowy i deklaracja o braku przestępczości. Podanie należy złożyć na internecie ale w wypadku trudności czy błędόw w aplikacji, urzędnik Home Office osobiście zwrόci się o poprawienie podania bez automatycznego odrzucenia go. Wszyscy składający podanie mogą czekać na terenie Wielkiej Brytanii dopόki ich podanie nie jest zatwierdzone. Apelacje przeciw odmowie będzie można składać do sądu brytyjskiego ktόre będzie interpretowało prawo według umόwy wynikającej z ostatecznego Porozumienia Wystąpienia (“Withdrawal Agreement”), raczej niż brytyjskich regulacji imigracyjnych.
Te szczegόły podało obwieszczenie Home Office, ale we wspόlnym dokumencie podpisanym jeszcze 8 grudnia przez głόwnych negocjatorόw unijnych i brytyjskich były jeszcze dodatkowe szczegόły ominięte przez Home Office. Po pierwsze, przez pierwsze 8 lat po zakończeniu dwuletniego okresu przejściowego (czyli od 2021 do 2028) sąd brytyjski będzie mόgł odwoływać sie do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie interpretacji apelacji przeciw odrzuceniu wnioskόw o “settled status”, ale same sądy brytyjskie muszą posługiwać się prawem unijnym w Interpretacji praw obywateli unijnych. Wszelkie niejasności w interpretacji informacji w podaniu powinny być decydowane na korzyść aplikanta, a nie urzędu. Osoby ktόre tymczasowo opuściły Wielką Brytanię na okres nie przekraczający 5 lat też będą mieli prawo złożyć podanie o “settled status”, o ile wypracowały odpowiednią ilość lat przed wyjazdem. Nie będzie można dyskryminować obywateli unijnych odnośnie pracy czy świadczeń społecznych. Wszystkie prawa obywatelskie wyliczone w powyższej umowie mają być zatwierdzone w nowej Ustawie o Porozumieniu i Implementacji dotyczącej wyjścia z Unii, choć inne aspekty tych praw mają jeszcze być uzgodnione na dalszym etapie negocjacji w roku 2018.
Tak wygląda podarunek świąteczny od Home Office w dodatkowym opakowaniu negocjatorόw unijnych. Dobre wychowanie nakazuje aby darowanemu koniu nie zaglądać w zęby. Co prawda dentystą nie jestem, ale jednak z myślą o czytelniku, do tej szczęki zajrzę.

Po pierwsze, czy w ogόle możemy mieć zaufanie do takiego dokumentu wydanego przez Home Office, kiedy jesteśmy świadomi jakie są teraz realia? Przeszło 5 tysięcy obywateli unijnych już wysiedlono, najczęściej bez apelacji, po długim internowaniu w ośrodkach odosobnienia, niezależnie od tego czy posiadają tu rodzinę czy nie. Głόwnym motywem były popełnienia drobnych przestępstw czy braku oficjalnego adresu zamieszkania, co nie jest upoważnieniem do deportacji według prawa unijnego, a przeciez do marca 2019 ma jeszcze obowiązywać tu prawo unijne. Innym odmawiano prawo do stałej rezydentury z błahych powodόw lub z administracyjnego niedbalstwa, a odmowie często towarzyszył list naglący do natychmiastowego wyjazdu, też zupełnie niezgodnie z prawem unijnym. Wiemy że już służba zdrowia zaczyna domagać się zapłaty za zabiegi szpitalne, gospodarze domόw odmawiają wynajmu mieszkań a banki odmawiają pożyczki długoterminowej w atmosferze ogόlnego niepokoju I zastraszenia. Jest to tzw. “hostile environment” ogłoszony oficjalnie przez Theresę May jeszcze w roku 2010 jako metoda pozbywania się nielegalnych imigrantόw. Teraz obejmuje rόwnież obywateli unijnych przebywających tu zupełnie legalnie. W tej atmosferze zagrożenia jaką wiarę w nowy system rejestracji może mieć obywatel polski? Realia w ktόrym wydano powyższe oświadczenie wydają się być oparte o świat wirtualny, zdala od rzeczywistości ktόrą znają na co dzień zaszczuci obywatele unijni.
Po drugie, jeżeli sędziowie unijni będą mogli interpretować tu prawo unijne tylko przez pierwsze 8 lat, i to tylko w przypadku kiedy dobrowolnie zwrόcą się do nich sędziowie brytyjscy, to kto będzie monitorował w sposόb w ktόrym brytyjskie władze decydują o dostępie do “settled status”? Na razie to monitorowanie ma dokonywać ciało brytyjskie, ale w jakim składzie, z jakimi uprawnienami i z niejasnym mostem komunikowania swoich uwag do instytucji unijnych? Nie wiadomo jeszcze.
Po trzecie, “settled status” już nabiera dwuznaczności bo jest odpowiednikiem prawa stałego pobytu dla obywateli pozaunijnych, a wobec obywateli unijnych ma już bardziej rozszerzone znaczenie. Ta rozbieżność będzie powodem do wielu nieporozumień prawnych i adminstracyjnych. Ciekawe że we wspόlnej deklaracji negocjatorόw mowa jest tylko o “special status”, a nie “settled status”, czyli to drugie jest nomenklaturą czysto brytyjską. Zdecydowanie trzeba będzie tę nazwę zmienić.
Po czwarte, jest ciągle rόżnica zdań między Wielką Brytanią a Unią dotyczącą samej zasady rejestracji. Czy ma być tylko zatwierdzeniem istniejącego prawa pobytu, czy podaniem o nowy status? Jeżeli to pierwsze to dlaczego takie wymagania o doszukiwaniu potencjalnej przestępczości.
Po piąte, jaki jest poziom przestępczości ma być podstawą do odmowy, a więc i do deportacji. Home Office zapowiada ostrzejszy reżym w tej dziedzinie niż dotychczasowe prawo unijne, ale nie jest jasne do jakiego stopnia. Co prawda Home Office twierdzi że nie ma to dotyczyć drobniejszych przestępstw za kόre odbyte już karę, ale obecna praktyka jest inna. To musi jeszcze być wyjaśnione.
Po szόste, obecne prawodawstwo daje prawo obywatelom brytyjskim do zbadania informacji o sobie ktόre posiada Home Office. Ale obywatele unijni są wykluczeni z korzystania z tego prawa dostępu a to może znacznie utrudnić im składanie podania na pobut ktόry dla wielu co raz bardziej prypomina akt samooskarżenia.
Na koniec pozostaje wciąż zagadnienie jak szybko Home Office jest w stanie przeprowadzic 3 miliony podań o prawo pobytu w ciągu dwuch lat (czyli 4000 podań do załatwienia dziennie). Home Office zapowiada że rekrutuje tysięce nowych pracownikόw, zmienia swoją “kulturę działania”, konsultuje rόżne grupy narodowe (a przedewszystkiem Polakόw) i zamierza oprzec się też częściowo na danych uzyskanych od biura podatkowego i od ministerstwa zatrudnienia i usług społecznych (DWP). Uważam że bez udziału samorządόw, ktόre najwięcej o nas wiedzą, Home Office nie ma szansy dokonania tej rejestracji, bez ktόrej żaden obywatel unijny nie będzie miał prawa pozostania w Wielkiej Brytanii. Jak mają z tym dotrzec do 3 milionόw obywateli, wielu nie piśmiennych, czy nie znających języka angielskiego, czy bez dostępu do internetu, a w większości nieufnym wobec władz brytyjskich, szczegόlnie po ostatnich doświadczeniach? Na ostatniej konferencji o Brexicie w POSKu, organizowanym przez PUNO, przedstawicielka biura porad zapowiadała że pareset obywatli polskich po prostu będzie się ukrywało i żadnego dokumentu nie złożą. Jeżeli tak, to będzie to tragedia dla nas wszystkcih.
Takiego konia poklepać nie moźna. Przypomina konia trojańskiego.
Wiktor Moszczyński Tydzień Polski - 22 grudzień 2017

Tuesday, 5 December 2017

Brytyjski Guantanamo

Czwartego września, w podlondyńskim ośrodku zatrzymania dla nielegalnych imigrantόw w Harmondsworth, zwanym potocznie “brytyjskim Guantanamo”, Marcin Gwoździński powiesił się
Normalnie wesoły pogodny 27-letni pracownik budowlany, po 11 miesięcznym pobycie za kratami zaczynał popadać w głęboką depresję i okazywał znaki wyraźnej choroby psychicznej. Świadkowie mόwili że przed śmiercią płakał i błagał o ambulans bo czuł że jego umysł poddawał się halucynacjom. Poprosił nawet o kopię Koranu, choć byl praktykującym katolikiem. Zignorowano jego prośby o pomoc. Po paru godzinach inni internowani odkryli jego jeszcze na w pόł żywe ciało zawieszone u belki stropowej. Polski kolega starał się go odratować ale nieskutecznie. Przewieziono go do szpitala gdzie, nie odzyskawczy przytomności, po paru dniach zmarł.
Był to trzeci przypadek samobόjstwa w ośrodku deportacyjnym w ciągu jednego miesiąca, a dziesiąty przypadek w tym roku. Harmondsworth jest jednym z szeregu takich ośrodkόw, często znajdujących się się na peryferiach lotnisk czy portόw, gdzie przetrzymuje się imigrantόw na czas nieokreślony przed ostateczną deportacją. Ośrodki są przeważnie w rękach firm prywatnych a więc nie podlegają potrzebie ujawnienia ich praktyk w wypowiedziach ministerialnych czy w odpowiedziach na pytania mediόw. Więźniowie nie są oskarżani o żadne przestępstwa ale podlegają restrykcjom w wyniku niejaśności ich prawa pobytu w Wielkiej Brytanii.
W tych ośrodkach zatrzymania “detention centres” (a jest ich 12) więźniowe często są trzymani za dnia w swoich celach w przez 10 godzin, rzadko mają dostęp do adwokatόw czy konsuli ze swoich krajόw, i nie mają prywatności nawet przy załatwieniu czynności fizjologicznych. Mają słabą znajomość swoich praw, tymbardziej że mają rόwnie słabą znajomość języka angielskiego. Czasem taki więzień może być zatrzymany aż 4 lata, bez adwokata, czy tłumacza, czy należytej opieki lekarskiej, nim się go ostatecznie wydali z kraju. Władze tych ośrodkόw zatrzymania nie mają żadnego obowiązku informować jak długo więzięń będzie zatrzymany, a najczęściej nawet Home Office nie ma odpowiedzi na takie pytanie. Decyzja wysłania tam więżnia wydana jest przez urzędnika Home Office, ktόry często nie musi przed nikim usprawiedliwić swojej decyzji i może nawet “zapomnieć” o swoim więzniu, jeżeli nic nowego w jego sprawie nie następuje. To trochę jak zapomniany więzień Edmond Dantes osadzony w Chateau d’If.
Inspekcja poselska w roku 2015 stwierdziła że warunki dla internowanych przypominają więzienia dla szczegόlnie niebezpiecznych kryminalistόw, mimo że większość internowanych nie jest winna żadnego przstępstwa, a inni tam się znajdują po drobnych przewinieniach jak pijaństwo czy kradzież ze sklepu. Internowani tłumaczyli posłom jak dużo było prόb samobόjstwa (przeszło 350 w roku 2014, a 395 w roku 2015), jak kobiety były seksualnie molestowane przez dozorcόw, i że w czasie wizyt szpitalnych nie zdejmowano więźniom kajdanek. Jeden więzień opisywał jak znalazł się w obozie po przebyciu tortur jako niewolnik w drodze do Anglii, zjawił się bez paszportu, i czeka przeszło 3 lata w ośrodku na decyzję, dlatego że pochodzi z nieokreślonego terenu na pograniczu Nigerii i Kamerun. Ze względu na niepewność co do swojej przyszłoścu już parokrotnie starał się udusić prześcieradłem. Posłowie uważali że όwczesny system był zarazem upokarzający dla internowanych, ale rόwnież nie skuteczny. Okazało się że na końcu roku 2014 trzymano w tych ośrodkach 3462 więźniόw, z ktόrych 397 trzymano już przeszło 6 miesięcy, 108 dłużej niż jeden rok, a 18 dłużej niż dwa lata. Przeszło 30,000 przewaliło się w sumie przez te ośrodka w jednym tylko roku. Komisja poselska zaproponowała aby trzymano internowanych bez decyzji nie dłużej niż 28 dni, aby nie trzymać w nich kobiety w ciązy ani dzieci i apelowali o bardziej staranne dopilnowywanie zdrowia pszychicznego zatrzymanych. Rząd nie zwrόcił na te rekomendacje żadnej uwagi, za wyjątkiem w sprawie trzymania tam dzieci. Obecnie dzieci internowanych rodzicόw zostają teraz oddzieleni od rodzicόw i przekazani rodzinom zastępczym.
W tym roku Home Office podaje że około 210 osόb przebywa w tych obozach dłużej niż jeden rok. A więc system jeszcze bardziej się zaostrzył.
Oryginalnie ośrodki były przeznaczone dla cudzoziemcόw, ktόrych podania na pozostanie w Wielkiej Brytanii zostały albo odrzucone, albo były jeszcze rozpatrywane. Są wśrόd nich azylanci i ludzie ktόrych kraj pochodzenia, jak np, Iran czy Algeria, nie przyjmie ich spowrotem. Są tacy ktόrzy mieszkali już w Wielkiej Brytanii wiele lat ale ich narodowoć jest nie jasna. Ostatnio gazety pisały o kobiecie ktόra przyjechała tu jako dziewczynka z Jamaiki przeszło 50 lat temu, jeszcze przed wprowadzeniem ostrej Ustawy Imigracyjnej z roku 1971, ale teraz nagle podpadła jakiemuś urzędnikowi bo nie posiada pisemnego uzasadnienia przyjazdu, mimo że ma tu liczną rodzinę z wnukami, a Jamajkę nigdy nawet nie odwiedziła.
Srogość systemu oparta była na ostrym zaczepnym reżymie wprowadzonym w roku 2010 przez panią Theresa May, ale jeszcze pełniącej wόwczas funkcję ministra spraw wewnętrznych. Reżym ten nazwała “hostile environment” (czyli “wrogie środowisko”) i był przenaczony dla potencjanych nielegalnych imigrantόw. Użyła to określenie, przedstawiając swόj projekt w parlamencie, i jej urzędnicy chętnie dostosowali się do wprowadzenia odpowiedniej atmosfery strachu dla wszystkich imigrantόw pozaunijnych. Społeczeństwo brytyjskie, w rosnącej obawie przed słabo kontrolowanymi falami nowych imigrantόw, przyjęło pojęcie “wrogiego środowiska” z aprobatą.
Ten ostry reżym nie był zwrόcony przeciw obywatelom unijnym, ktόrzy w końcu mieli tu prawo pobytu, chyba że popełniali poważne przestępstwa albo byli wyławiani przez europejskie listy gończe, z ktόrych korzystały przedewszystkiem władze polskie wysyłając masowo owe listy za rόwnie drobne i ciężkie przestępstwa.
Referendum w sprawie Brexitu zmieniło wszystko. Jeszcze Wielka Brytania nie wyszła z Unii a już urzędnicy z Home Office dobrali się do obywateli unijnych, a szczegόlnie Polakόw ktόrych było liczbowo najwięcej, polując na nich jak lwy na pojedyncze zabląkane ofiary ze stada, do ktόrych można by się przyczepić. Ostatnio w raporcie do komisji Parlamentu Europejskiego dawałem wiele przykładόw. Na przykład 25-letni Polak z miasteczka Thameside, żyjący z partnerką i 7-letnim synem, na stale zatrudnionym i zamieszkałym tu 8 lat. Aresztowany za pijaństwo podpisał dokument nieświadomie ktόry okazał się być zgodą na deportację. Apelował jeszcze z ośrodka ale deportowano go dzień przed trybunałem apelacyjnym. Teraz od 9 miesięcy kontaktuje się z synkiem przy pomocy Skype’a. Podobnie 25 letni Polak z Cardiff, żonaty z jednym synem, znalazł się w ośrodku za pijaństwo i po czasie został deportowany. 32 letnia Polka, kosmetyczka z Bishop Stortford, w UK od 2012, aresztowana za rzekomą kradzież płynu do paznokci, przekazana do ośrodka deprtacyjnego dla kobiet w YarlWood, też podpisała dokument ktόrego treści nie rozumiała i została w rezultacie deportowana. Inny znowu był kierowcą TIRu ktόrego złapano na sfałszowaniu swojego tachografu. To co łączy te sprawy to popełnienie drobnegp przstępstwa, słaba znajomość języka, brak dostępu tłumacza czy obrońcy i wrogie, wręcz aroganckie, podejście urzędnikόw brytyjskich. Według danych Home Office, 5321 obywateli unijnych deportowano na siłę w pierwszych 9 miesiącach tego roku, wbrew przepisom unijnym.
Historia Gwoździńskiego była podobna. W październiku ubiegłego roku miał awanturę z dealerem cannabisu, został aresztowany i przewieziony do Harmondsworth. Nie miał innych poprzednich przestępstw i zarabiał na budowie, więc przy pomocy rodziny starał się o apelację przeciw deportacji. Zapowiedziano mu że niebawem będzie uwolniony. Potem cofnięto tą informację. Nie wytrzymał z powodu braku informacji dotyczącej długości okresu swojego pobytu w ośrodku. W wyniku zaburzeń psychicznych, i użycia powszechnie udostępnionego w więzieniu narkotyku “spice”, odebrał sobie życie. Oburzeni jego koledzy w ośrodku, głόwnie też Polacy, zatrymani tak jak on za drobne przestępstwa, podpisali protest przeciw nieprawemu traktowania go przez władze więzienne. Dokument ten z blędami ortograficznymi przedrukował niedzielny “Observer”. Niebawem większość tych protestujących świadkόw szybko deportowano, lub przeniesiono do innych ośrodkόw.
Mam nadzieję że władze polskie zareagują na to stałe i systematyczne poniżanie i deptanie zasadniczych praw polskich obywateli w tym kraju, z tą samą energią z jaką zareagowali po zabόjstwie Polaka, Arkadiusza Jόźwika, w Harlow rok temu. Powinni też stanowczo przypomnieć negocjatorom unijnym że obecne traktowanie polskich i innych unijnych obywateli gdy Wielka Brytania jest jeszcze członkiem Unii, jest ostrzeżeniem jak mogą być traktowani obywatele unijni po Brexicie, jeżeli nie będą pod ochroną Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.
Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 8 grudzień 2017

Monday, 20 November 2017

Uwaga, Idzie Kobieta!


Angelina Jolie na szczycie ONZ w Vancouver

W roku 2014 młoda Soshana Roberts przechadzała się ulicami Manhattanu przez 10 godzin a przed nią szedł kolega ktόry przez dziurę w koszuli na plecach potajemnie filmował jej otoczenie. W czasie jej wyprawy mężczyzni zaczepiali ją w mniejszym czy większym stopniu 108 razy. Ubrana była sugestywnie, ale nie wyzywająco, w T shircie i w jeansach. Wyraz twarzy był poważny ale ani razu nie odezwała się i nie reagowała na jakąkolwiek uwagę czy akcję. A formy zaczepania były przerόżne. Od bardzo niewinnych życzeń dobrego dnia i niewinne lecz nie proszone komplementy, przez gwizdy I seksualne komentarze, aż do osόb proszących ją agresyenie o imię czy o spotkanie, a wreszcie jednego wysokiego osobnika o rozwniętych barach ktόry w milczeniu dotzymywał jej kroku przez przeszło 5 minut. Był to eksperyment wykonany przez organizację charytatywną Hollaback zajmującą się dokuczliwym publicznym zachowaniem mężczyzn wobec kobiet. Film zrobił furorę na kanale YouTube.
Każdy szanujący się mężczyzna przyglądający się temu filmowi odczułby na moment zawstydzenie z powodu zachowania codziennego swoje gatunku, a może nawet zastanawiał by się czy sam kiedyś choćby myślą, jeśli nie mową czy uczynkiem, popełnił takie wykroczenie wobec kobiety, choćby sprośną uwagą albo nieproszonym komplementem. Na pewno teraz dopiero odczuł jak to wygląda z punktu widzenia młodej kobiety samotnej na ulicach wielkiego miasta.
Oczywiście wielu mężczyzn pozwalało sobie na poważniejsze przekroczenia wobec kobiet niż w większości niewinnych zaczepek na ulicy. Parę lat temu Dominique Strauss-Khan, socjalistyczny kandydat na przezydenta Francji, został zatrzymany po oskarżeniu przez pokojόwkę hotelową o sugestywne seksualne zachowanie, co doprowadziło do szeregu poważniejszych skarg o napastliwym molestowaniu, a nawet gwałcie, przez dziennikarki i wolontariuszki partyjne we Francji. Okazało się że ten potencjalny mąż stanu traktował kobiety jako przedmiot dla swojej własnej przyjemności, nie licząc się zupełnie z ich wrażliwością na jego grubiańskie zapędy. W każdym razie ten szereg skandali zakończył jego karierę polityczną.
Jeszcze większe trzęsienie ziemi sopowodowały oskarżenia ktόre ujawnionne zostały dopiero w tym roku o stałym upokarzaniu ambitnych aktorek, reżyserek i szenografek przez przeszło 20 lat przez właściciela Miramaxu, Harvey’a Weinstein’a. Zapraszał na spotkania, niby związane z ich zawodem, ktόre zamieniały się na potencjalne oferty zatrudnienia w zamian za usługi natury seksualnej. Tym ktόre odmόwiły podobnej oferty, nie tylko zagroził zniszczeniem kariery ale jeszcze założył specjalną agencję złożoną z byłych agentόw Mossadu, aby tropić i rozpracować te “niepokorne” kobiety, używając szantażu pod adresem ich rodzin, aby zatrzymały w tajemnicy zachowanie Weinstein’a. Po czasie, na zasadzie, “ja też”, aktorka po aktorce, łącznie z gwiazdami jak Angelina Jolie i Jennifer Lawrence, złożyły oświadczenia nie tylko o molestowaniu i nieprzyzwoitych ofertach, ale rόwnież o gwałtach. Okazało sie że przeszło 100 kobiet ze świata Hollywoodu było ofiarami jego lubieżności ale paniczny lęk przed brutalnym zachowaniem i mściwością tego filmowego magnata zapewniał mu zmowę milczenia na temat jego wyuzdanego zachowania. Dopiero odwaga tych pierwszych kobiet umożliwiła rozpoczęcie całego strumienia oskarżeń i komentarzy publicznych w prasie i w mediach społecznych ktόre wreszcie położyły kres jego wszechwładzy i doprowadziły do stracenia przez niego wszystkich jego dyrektorskich stanowisk we własnej firmie, oraz odebranie mu tytułu szlacheckiego w Wielkiej Brytanii.
Ten strumień oskarżeń i komentarzy wnet zamienił się w kaskadę i objął inne postacie, najpierw w Hollywoodzie, a potem w innych krajach zachodnich, zarόwno w świecie filmowym, teatralnym a ostatecznie i w polityce. W Wielkiej Brytanii ofiarą tych oskarżeń, zresztą bardzo poważnych, bo obejmujący molestowanie młodych chłopcόw, padł Ameykanin, Kevin Spacey, były dyrektor tradycyjnego teatru szekspirowskiego Old Vic Theatre. Spacey otrzymał poprzednio dwa Oscary i występował w popularnym serialu politycznym “Domek z Kart”. Teraz zaprzestano nakręcać serial a producent Netflix stara się znaleść innego aktora, rόwnie zdolnego , aby Spacey zastąpić. Rόwnież zatrzymano produkcję filmu ktόry był już prawie gotowy w ktόrym Spacey był gwiadą, sprowadzono nowego aktora w głόwnej roli I nagrywają ponownie sceny w ktόrych poprzednio był Spacey, ale już bez niego. Reakcja wobec Spacey była powszechna i brutalna (nawet opuścił go jego agent), ale trzeba przyznać że na to zasługiwał.
Ta sama kaskada trafiła na politykόw brytyjskich. Labour Party miała problem z niewybrednym zachowaniem paru posłόw. Wypłynęła nawet sprawa zgwałcenia jednej z działaczek Partii przez kogoś na wyższym stanowisku partyjnym. Sprawą miala się zająć policja. Chronoloigcznie jednak, pierwszy poleciał minister obrony Sir Michael Fallon. Z początku chodziło o stosunkowo trywialną sprawę położenia ręki na kolanie dziennikarki czternaście lat temu. Lecz potem okazało się że miał cięższe przewinienia, robiąc rόżne lubieżne uwagi i dotykając inne części ciała kobiet. Najbardziej na niego obrażona była rywalka polityczna Theresy May, Angela Leadsom. Ta stwierdziła że kiedyś, gdy narzekała w rozmowie że ma zimne ręce, minister zasugerował jej żeby “włożyła ręce tam gdzie ma ciepłe miejsce”. Komentatorzy męscy byli zdziwieni że taka żartobliwa wypowiedż mogłaby by być uważana za obraźliwą, lecz zależy komu to się mόwi, i w jakim kontekscie taka wypowiedż miała miejsce. Pod obstrzałem jest rόwnież wicepremier Damian Green za zbyt lekkomyślne komentarze. Najbardziej zaskoczyła jednak wypowiedź posłanki brytyjskiej ktόra stwierdziła że aby uniknąć obrażania kobiet pracownicy w biurze nie powinni przekomarzać się wzajemnie, tylko pracować. Byłaby to jakby zapowiedź nowej ery purytańskiej pozbawionej humoru i rozrywek.
Kto komu? To jest tu istotną kwestią tego problemu. Nie chodzi tu o lubieżność męską. W końcu kobiety też mogą być lubieżne. Jest to częścią codziennego wspόlżycia męskodamskiego. Kobiety szczycą się że od lat 60-ych ubiegłego wieku mogą swobodnie rozwijać swoją wyzwoloną seksualność bez interwencji męskiej. Dziś jednak chodzi tu, nie o seks, czy sprośny humor, ale o nadużycie władzy przez mężczyznę ze względu na jego stanowisko i możmość patronatu. I w państwach zachodnich dobrze to zrozumiano. W Szwecji, oskarżony w obliczu licznych wypowiedzi w Facebooku poszkodowanych kobiet, wybitny dziennikarz musiał się poddać do dymisji. Jedna pracowniczka parlamentu europejskiego w Brukseli zanotowała 420 incydentόw molestowania seksualnego w okresie trzech lat pracy. We Francji powstał popularny wątek na Facebooku pt. “BalanceTonPorc” (ujawnił swojego prosiaka) do ktόrego dopisało się 50tys. kobiet w ciągu jednego dnia. Zarόwno prezydent Macron, jak i Theresa May, mają zamiar wprowadzić radykalniejsze rozwiązania prawne i zwyczajowe w sprawie molestowania. Prezydent Trump nie bardzo widzi taką potrzebę.
A w Polsce? W Polsce dziennikarze nowej elity post-dobrozmianowej już wiedzą co mają powiedzieć. Marcin Wolski pisze w “Gazecie Polskiej” że “chcąc wykluczyć element kokieterii, należałoby wszystkie niewiasty odziać w burki”. Poczem winę za to że Weinstein tak się zachował, zwalił na kobiety, pytając ile “osobiście zgłosilo się do niego z seksualną ofertą, ile nagabywało, marząc o roli, a on, słaby samiec, ulegał”. Piotr Skwieciński w swoim felietonie potępia zwolennikόw “lewackiej akcji, ktόra jest wykwitem ideologii radykalnie lewicowo-liberalnej, i służy .... zastraszeniu wsystkich mężczyzn i wtrąceniu ich w poczucie winy”. To są wypowiedzi asόw prasy w kraju gdzie rząd odmawiał podpisania konwencji antyprzemocowej bo “to uderza w rodzinę”, a w Sejmie jest propozycja zakazania antykoncepcji awaryjnej bo kobiety “będą łykać jak cukierki”.
W Polsce Centrum Praw Kobiet już od początku obecnych rządόw straciło rzadowe dotacje a obecnie po ostatnich demonstracjach kobiet w obronie swoich praw, policja skonfiskowała im komputery i wydrukowaną dokumentację. Niestety w tym wypadku żelazna kurtyna znowu zapadła między Polską a zachodnią Europą, ale w kształcie wielkiego żelaznego pasa cnoty.
Wiktor Moszczyński Tydzień Polski - 24 listopad 2017.

Wednesday, 8 November 2017

Los Polakόw na angielskim Podlasiu

Krajobraz pόłwyspu East Anglia, najbardziej położonego na wschόd terenu Wielkiej Brytanii, jest rzeczywiście malowniczy. Łagodne zalesione lub pokryte zbożem pagόrki, przeplatane jeziorami i wijącymi rzekami, lecz pozbawione wielkich miast i ciężkiego przemysłu, przypominają nieco w Polsce wystawione najbardziej na wschόd Podlasie. I tu i tam ludność posiada raczej niższe wykształcenie niż średnia krajowa i uzyskuje niższy dochόd niż w innych częściach kraju. Większość ludności East Anglia głosowała za wyjściem z Unii i, tak jak ludność Podlasia, nie czuje się wygodnie w wielkomiejskim żywiole europejskim. Pamiętam nawet jak kiedyś mieszkałem w hrabstwie Suffolk ktόrego mieszkańcy określali siebie jako “silly Suffolk” a wszelkie osobistości podejmujące decyzje gospodarcze czy polityczne były dla nich “cudzoziemcami”, tzn. pochodzili z Londynu czy z pόłnocnej Anglii.
Lecz i tu, w jak każdym zakątku Anglii, mieszkają teraz polskie rodziny. Tak jak wszędzie, zatrudnieni są w biurach, w służbie zdrowia, w fabrykach, a szczegόlnie w produkcji towarόw spożywczych. Mają parafie, polskie szkόłki i polskie sklepy. Lecz nie czują się tu tak pewni siebie jak na przykład w Londynie. Tu szybciej napotykają na ulicy na krytyczne uwagi czy wyzwiska gdy matka rozmawia z dzieckiem po polsku. Tu częściej niepokorni sąsiedzi utrudniają polskim rodzinom życie konfrontacyjnym zachowaniem i nawoływaniem do rychłego wyjazdu z Anglii. Opowiedziano mi przypadek gdzie policjant, wezwany w końcu przez polską rodziną prześladowaną przez nahalną sąsiadkę, po spotkaniu i wypiciu herbatki z sąsiadką kazał Polakom zaprzestać swoich skarg i zaproponował “aby wrόcili do swojego kraju jak im się tu nie podoba”. Widać że to nie jest Londyn.
W zeszłą niedzielę zaprosiła mnie do Great Yarmouth bardzo aktywna Polka, Dorota Darnell, ktόra prowadzi biuro doradcze “Athena Immigration Advice”. Dorota walczy sprytnie i odważnie o swoich podopiecznych (głόwnie Polakόw, ale też i innych obywateli unijnych jak Portugalczykόw). Pomaga w wypełnienu formularzy na stałą rezydenturę czy na obywatelstwo brytyjskie, może udostępnić porady od lokalnych prawnikόw brytyjskich z ktόrymi ma umowę i broni Polakόw przed eksploatacją przez bezwględnych pracodawcόw i nieodpowiedzialnych gospodarzy domu.
Dam przykłady. Przy pomocy pani Doroty poznałem Panią ktόra pracowała już siedem lat w firmie płącąc, w swoim mniemaniu, za ubezpieczenie zdrowotne i emeryturę, aż się okazało że przez ten cały okres właściciel firmy, zatrudniający zresztą paredziesiąt osόb tak samo naiwnych jak nasza Polka, nie płacił nic na ich fundusz emerytalny i nic na National Insurance. Pod groźbą wzięcia go do sądu przez Panią Dorotę szef wyrόwnał należne national insurance, ale ten okres siedmiu lat bez wpłaty na emeryturę był już dla niej nieodwracalnie stracony. Inna rodzina, ktόrą też poznałem, płaciła komorne lącznie z opłatą za ogrzewanie, ale właściciel domu nie podłączał ogrzewania centralnie w czasie zimy tak że lokatorka musiała potajemnie podgrzewać dom grzejnikiem. Dopiero Pani Dorota wytłumaczyła zarόwno jej jak i rόwnież godpodarzowi że to jest jego obowiązek aby w mieszkaniu włączono kaloryfery gdy temperatura spadała poniżej 20 stopni.
Głόwny problem polegał na tym że Polacy często nie znali swojego prawa i bali się konfrontacji z wlądzą brytyjską. Nie zawsze wynikało to ze słabej znajomości języka angielskiego, choć dla wielu to był istotny problem. Ale nawet kiedzy znali język angielski brakowało im pewności siebie aby postawić na swoim i bronić swoich njbardziej zasadniczych praw. Pani Dorota parokrotnie podkreślała mi w rozmowie że chodzi jej o to aby Polacy nauczyli się od niej że nie są czymś gorszym niż otaczJący ich Anglicy. Wręcz na odwrόt. Pozatem nakłania ich do czynnego udziału w następnych wyborach samorządowych.
Lecz we wrogiej atmosferze wobec obcokrajowcόw w okolicach Great Yarmouth, nie łatwo jest walczyć o swoje prawa i Pani Dorota zmaga się z obojętnością administracji lokalnej, np. policji, czy pracownikόw Job Centre, ktόrzy Polakόw traktują niedbale bo i jedni i drudzy są przekonani że po marcu 2019 wszyscy Polacy będą zmuszeni opuścić Wielką Brytanię, nawet jeżeli mają stałą rezydenturę. Ignorancja lokalnych czynnikόw jest przerażająca i po prostu odzwierciedla szeroko przyjętą zasadę że Polacy i inni zabierają prace rdzennym Brytyjczykom. Mόwię “szeroko” dlatego że gdy zaszokowane dzieci moich rozmόwcόw usłyszały od kolegόw w klasie że mają wracać do Polski, nauczycielka odpowiedziała rodzicom że chyba jej dziecko to źle zrozumiało, a innym razem że dzieci tylko powtarzają poglądy swoich rodzicόw i nic na to nie można poradzić. Nie znam ani jednej szkoły w Londynie gdzie dopuszczono by do takich uwag.
To przedświadczenie że Polacy niebawem wyjadą, jakby zatwierdzone przez referendum i przez brak decyzji obecnego rządu co do przyszłości pobytu obywateli unijnych, ujawnia się też w uprzedzeniach pracodawcόw. Sama Pani Dorota, gdy szukała zatrudnienia ostatnio na stanowisku kierowniczym w firmie doradczej, otrzymała odpowiedż że taka praca jest dostępna tylko dla obywateli brytyjskich, a Polka mogłaby najwyżej dostać pracę w “call centre”. Taka wypowiedź jest zupełnie nielegalna w kraju unijnym bo nie może być dyskryminacji obywateli unijnych, lecz w przeświadczeniu lokalnej ludności Wielka Brytania JUŻ opuściła Unię, i właściwie niewiadomo po co ci Polacy tu się jeszcze pętają.
Jak mają reagować ludzie lokalni kiedy urzędnicy w krajowej siedzibie Home Office traktują Polakόw nie lepiej. Pani Dorota dawała mi przykład złośliwego niedbalstwa urzędnikόw, a szereg osόb z jej teczek poznałem osobiście w czasie mojej jednodniowej wizyty. Jednej Polce, na przykład, żyjącej tu już szereg lat, odmόwiono stałej rezydentury bo jej małżeństwo z Pakistańczykiem uważano za podrabiane (“bogus”) mimo że są autentycznym małżeństwem zawartym w lokalnym ratuszu.
Druga Polka, zatrudniona przeszło 11 lat w biurze wynajmu mieszkań, złożyła podanie o rezydenturę. Po paru tygodniach zwrόcono paszport bo wzięli już należną kopię dokumentu. Zaś po paru następnych miesiącach odrzucono podanie bo urząd nie posiadał już jej zwrόconego paszportu. Potem odesłano jej następne z kolei podanie bo brakowały zdjęć. Lecz te zdjęcia w odpowiedniej kopercie były dołączone do zwrόconych dokumentόw.
W innym wypadku Pani Dorota dostała odmowę dla swojego klienta bo rzekomo nie posiadali jej aktu urodzenia. Zadzwoniła do odpowiedniego urzędnika i kazała jeszcze raz sprawdzić, po czym urzędniczka przeprosiła bo “znalazła” akt urodzenia leżący na podłodze. U tego samego klienta Home Office zatwierdził prawo pobytu syna Krzysztofa, ale dokument przybył z błędem w pisowni. Złożone zażalenie i Home Office powiedział że nie może nic zmienić i żeby przysłać ponownie drugie podanie na ten sam dokument.
Inna osoba pracująca już tu 12 lat nie dostała rezydentury bo nie była zarejestrowana z lokalną kliniką. Okazało się że leczyła się wyłącznie w Polsce. Przecież nigdzie nie było prawa nakazującego korzystanie z angielskiej służby zdrowia. Powόd odmowy był wyssany z palca.
Wszędzie odmowy z tak błahych a nawet fałszywych powodόw następują szybko i tylko część wysłanych kosztόw jest zwrόcona. Natomiast udanych podań w obecnym roku o rezydenturę nie ma żadnych. A gdy Pani Dorota wysyła oficjalne skargi do Home Office na podane adresy emailowe, po jakimś czasie adresy te są pozmieniane a jej skargi stają się przez to przedawnione i nieaktualne. Scenariusz tych podań mόgłby napisać Franz Kafka, choć w rzeczywistości chce się nad tym płakać.
Może, żyjąc w Londynie, jesteśmy uodpornieni na tego rodzaju traktowanie lecz w terenie istnieje prawdziwa dyskryminacja na każdym kroku, personalna, urzędowa i prawna. Do jakiegoś stopnia nasza dzielna Pani Dorota może jeszcze kruszyć kopie o sprawiedliwosc dla naszych rodakόw, i za to jej należy się medal, lecz uważam że z tym złośliwym i chyba kierowanym niedbalstwem urzędowym powinny się zająć instytucje polskie i brytyjskie z potecjalnie większą siłą przebicia. Gdy słuchamy głosu brytyjskich urzędnikόw w Londynie i Birmingham mamiących nas o rzekomym wspaniałomyślnym “settled status” gwarantowanym przez prawo brytyjskie, nie bądźmy naiwni. To wszystko fikcja. Dla większości naszych rodakόw w terenie tylko to co się dzieje przykładowo na angielskich kresach wschodnich jest prawdziwe. I tylko międzynarodowa umowa zagwarantowana przez prawodawstwo unijne zapewni wszystkim Polakom i innym obywatelom unijnym prawo pozostania tutaj po Brexicie.
Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 10 listopad 2017

Wednesday, 25 October 2017

Polska na kolonialnych bezdrożach

Zanurzam się w najciemniejsze kąty Czarnego Lądu. Wędrując przez nieprzeniknione puszcze i moczary, kamienne pustynie, wydmy, zadymy i dzikie nadbrzeża, przekraczam rzeki, jeziora i bagna gdzie panuje bezwględny świat komarόw, much tsetse i szarańczy; błądze po wioskach porozsianych gdzie szerzy sje bieda, apatia, trąd i malaria, gdzie woda do picia zawiera robactwo i fekalia zwierzęce. A w tym piekle jednak samotny podrόżnik zachłystuje się ciszą, spokojem i urokiem gwiaździstch afrykańskich nocy, słuchając kumkania ropuch i ryku lwόw.
Czytam z zachwytem i podziwem angielskojęzyczną kronikę* podrόźy polskiego donkiszota Kazimierza Nowaka, prawdziwego bohatera i podrόżnika, ktόry w latach 30-ych, w ciągu pięciu lat pokonał samotnie Afrykę rowerem od Libii przez Egipt i Kongo do Kapsztadu, a potem znόw spowrotem do Algieru, choć już teraz posługując się końmi, transportem wodnym i w końcu wielbłądem. W sumie pokonał w tym czasie 40,000 kilometrόw, a wszędzie spisywał pamiętnik, pisał listy i robił fotografie. Widać na tym zdjęciach też jego portety gdzie z wyglądu przypomina powiększoną wersję kronikarza Koszałka Opałka.
Nawet po przeczytaniu książki nie mogę w pełni zrozumieć skąd ten obsesyjny Polak zdecydował na swoją podrόż nie mając ani wsparcia finansowego ani właściwych kontaktόw do ułatwiania mu podrόży. Chciał zapoznąć się z Afryką, przekazać jej tajemniczy urok czytelnikom w Polsce, a przedewszystkiem chciał wystawić siebie na prόbę. Czy wytrzyma? Czy pokona? Czy przeżyje?
Z początku zachłystywał się urokiem życia kolonialnego ktόry spopularyzował w przedwojennej Polsce Sienkiewicz, a pόźniej Janusz Korczak ze swoimi egzotycznymi czarnymi przyjaciόłmi Krόla Maciusia. Z jednej strony wabiła go egzotyka przyrody i prymitywność afrykańskich szczepόw, a z drugiej strony, ład i komfort życia kolonialistόw. Lecz Nowak czuje się źle wśrόd białych. Gdy dojeżdza do zamożniejszych miast jak Kair, Elisabethville, Johannesburg, od razu czuje się nieswojo. Nie znosi hałasu aut i odgłosu radia. Nocuje pod swoim namiotem na peryferiach miasta, walczy z biurokracją o wizy i przepustki, i marzy o powrocie do buszu i do dżungli. Tam znόw walczy z przyrodą i użera się z tubylcami. Najlepiej czuje się wśrόd misjonarzy i właściwie calą trasę wyznacza wyprawami do misji katolickich, często w niedostępnych bezdrożnych lasach do ktόrych stara się trafiać nawet nocami. i niemal każda misja ratuje go z kolei z kolejnej zaraźliwej choroby czy z zupełnego wycieńczenia. Pozatem odpoczywał psychicznie gdy trafiał od czasu do czasu na Polakόw, jak np na hrabiego Zamoyskiego w Angolii ktόry podarował mu konia.
Nowak unika białej “cywilizacji” częściowo ze względu na brak pieniędzy, ale głownie dlatego że dochodzi do wniosku że biali kolonizatorzy (w odrόżnieniu od misjonarzy) są zakałą Afryki. Wprowadzają drogi, mosty, słupy telegraficzne, koleje, szpitale, szkoły lecz czynią to dla własnej korzyści, a tubylcόw eksploatują, przekupują i upokarzają. W angielskiej szkole podstawowej jeszcze uczono mnie o “white man’s burden” w Afryce, czyli “brzemię białego człowieka”. Lecz biali stali się brzemieniem dla czarnych mieszkańcόw. Podbito ich kraj, narzucono im podatki, wprowadzano najsurowsze kary, wystawiono sztuczne granice i zmuszano ich do pracy w krόtkotrwałych kopalniach, a najgorzej zdeprawowano ich kobiety i dziewczyny, z ktόrymi kolonizatorzy rodzili dzieci, ktόre potem błąkały się z chorowitymi matkami po wyjeździe “białego tatusia” na stałe do Europy. Przy istniejących już chorobach tropikalnych, jak trąd, filarioza, beri-beri, śpiączka afrykańska czy dżuma, dochodzi powszechnie w Afryce syfilis i inne choroby weneryczne poprzednio tam nieznane. Dalej mimo zaprzeczeń białych władz uprawia się niewolnictwo, szczegόlnie w terenach na południe od Sahary. Wycieczki z Europy masowo polowały na zwierzynę co już wtedy, przed Wojną, groziło wyniszczeniem źrόdła pokarmu dla tubylcόw. W Rodezji Nowak był poddany pod ostracyzm przez Anglikόw bo uważali że nie przystało aby biały człowiek sam sobie parzył herbatę.
Nowak, osoba żarliwie religijna, jest głęboko przejęty zakłamaniem kolonializmu i zapowiada że kiedyś czarni tubylcy wyjdą ze swojego letargu i siłą odbiją Afrykę białym. Wtedy to było do niepomyślenia, ale już zaledwie 20 lat pόźniej, jego zapowiedzi zaczęły się spełniać.
Parokrotnie Nowak pisze z zadowoleniem że na szczęście Polska nie ma kolonii. Gdy widzi arogancję Brytyjczykόw czy Belgόw, brutalność i bezwględność systemu ktόre korumpuje zarόwno eksploatorόw i eksploatowanych, cieszy się że Polacy nie są zdani na takie pokusy. Tu staje w konflikcie z Polską Ligą Morską i Kolonialną ktόra ofiarowała mu poważne wsparcie i była gotowa udostępnić mu darmowe wydanie jego książki po swoim powrocie do Polski, lecz Nowak nie poddawał sie takim namowom i sam organizował swoje wykłady w Polsce.
Oczywiście kolonie w Afryce powstawały nie tylko ze względu na potrzebę eksploatacji gospodarczej, i nie tylko z moralnej ambicji poszczegόlnych ewangelizujących misjonarzy, ale głόwnie żeby wypełnić pustkę terenόw nie objętych stręfą wpływόw όwczesnych mocarstw. Jeszcze w pierwszej połowie dziewiętnastego wieku Francuzi dominowali w pόłnocnej Afryce, Burowie i Anglicy na południu, a Portugalczycy i Hiszpanie na zachodnich wybrzeżach. Lecz po pełnym rozpoznaniu wybrzeża Afryki pnastała pokusa dotarcia do wnętrza Afryki gdzie, poza Abysinią, panowały słabe państewka i plemiona afrykańskie o słabym rozwoju cywilizacyjnym ktόre trzeba było opanować po to aby je nie opanowało inne mocarstwo europejskie. Zacząl się nagły wyścig ktόry zakończył się traktatem berlińskim, organizowanym przez Bismarcka, w ktόrym Afrykę, dotychczas nie okupowaną, podzielono pomiędzy Anglią, Francją, Niemcami, Belgią i ewentualnie Włochami, a granice wykreślono ołόwkiem na όwczesnych primytywnych jeszcze mapach Afryki, pełnych białych plam. Po pierwszej wojnie, w ktόrej wielu Afrykańczykόw walczyło i ginęło w mundurach kolonizatorόw, Niemcy zmuszeni zostali do oddania swoich kolonii ktόre przejęli natychmiast Anglicy i Francuzi. Już w latach 30ych gdy wybierał się Nowak Afryka nie miała już białych plam gdzie nie rządzili Europejczycy, i nawet cesarstwo abysińskie zostało podbite przez Włochόw. W międzyczasie samo posiadanie tych kolonii stało się symbolem prestiżu państw europejskich.
Natomiast ambicje polskiej Ligi Morskiej i Kolonialnej oparte były niemal wyłącznie na prestiżu aby wykazać że Polska też jest mocarstwem, bo posiada kolonie. Przeszło 1 milion Polakόw zapisało się na członka tej organizacji przedwojennej. W tym byli też chłopi chętni do znalezienia pracy na odległych terytoriach z dala od wynędzniałej polskiej wsi. Ale Liga nie miała już szans wciśnięcia Polski do rangi prawdziwego państwa kolonialnego. I całe szczęście. Prόbowano wykupić 2 miliony hektarόw w brazylijskim stanie Parana. W końcu osiedlono około 350 rolnikόw w osadzie Morska Wola, ale rząd brazylijski wyczuł że Polska może mieć tu ambicje imperialne, zakazał dalszą imigrację polską i projekt zaniechano. W Liberii, mimo podpisania bardzo korzystnej umowy handlowej, podobna prόba wprowadzenia osadnikόw polsich zakończyła się fiaskem gdy liberyjscy dyplomaci doczytali się w prasie polskiej że ich państwo jest już polską kolonią. Była też mowa o przesiedleniu osadnikόw, w tym też Żydόw, do Madagaskaru, ale w końcu władze francuskie nie zezwoliły na to.
Faktycznie Polska i tak nie potrzebowała terenόw do osiedlenia za granicą bo przecież posiadała Kresy Wschodnie. Tereny te zdobył polski żołnierz w walce z Rosją bolszewicką ale rządy polskie nie bardzo wiedziały jak ten teren administrować, biorąc pod uwagę że poza głόwnymi miastami jak Lwόw i Wilno, tereny te miały znikomą tylko polską ludność. Sprowadzenie polskich osadnikόw na te tereny było tylko kroplą w morzu. Koncepcja jagielońska Piłsudskiego przewidywała szerokie państwo wieloetniczne, w ktόrym dominacja polityczna Polski zapewniałaby ochronę całego terenu przed imperializmem rosyjskim. Propagatorami tych koncepcji byli Tadeusz Hołόwko, niestety zamordowany, i wojewoda nowogrodzki Henryk Jόzewski. Lecz endecka koncepcja “nowoczesnego” monoetnicznego państwa, uniemożliwiła tę wizję, i choć trzeba przyznać że Polska w żadnym wypadku nie popełniała zbrodni porόwnywalnych do zbrodni kolonizatorόw czy Sowietόw, lecz jednak krόtkozwroczna arogancja polskich władz (endecka prasa nawet nie uznawała istnienia odrębnej narodowości ukraińskiej) i wojskowe pacyfikacje ukraińskich wsi, były świadectwem jak bardzo mogłaby i Polska zostać skorumpowana gdyby posiadała kolonie w Afryce. Myślę że z czasem sytuacja by się poprawiła na Kresach ale musiała by odrosnąć koncepcja państwa wielonarodowego. Ale jak wiemy czasu nie było.
Nie było też czasu dla Kazimierza Nowaka aby się nacieszyć powrotem do Polski, o ktόrym przez 5 lat podrόży systematycznie marzył. Zniszczony przez choroby afrykańskie przeżył w swoim kochanym Poznaniu zaledwie jeden rok. Osłabiony malarią zmarł w szpitalu na zapalenie płuc. Nie dożył wyzwolenia Afryki, nie wiadomo też czy by się z tego wyzwolenia tak bardzo nacieszył.

Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 27 październik 2017

• Kazimierz Nowak, “Across the Dark Continent” – Bicycle diaries from Africa 1931-1936, Wyd, Sorus, Poznań