Monday, 14 May 2018

Krόlewskie Wyrόżnienie

Jakoś w ostatnich latach nie jest łatwo pisać z optymizmem o zjawiskach społecznych w polskim społeczeństwie w Wielkiej Brytanii przy wzrastających napięciach międzypokoleniowych, rosnących obawach o prawo pobytu tutejszych Polakόw po Brexicie i debacie o radykalizujących poglądach napływających z Polski wśrόd zdezorientowanej młodzieży.
Mam jednak antidotum dla osόb załamujących się pod kaskadą przewrażliwionych obaw o przyszłość naszego społeczeństwa w tym kraju. Proponuję zapoznać się z działalnością najbliższej polskiej szkoły sobotniej. Mόwię “najbliższej” bo istnieje ich przeszło 170 na całym terenie Wielkiej Brytanii, a więc musi być przynajmniej jedna szkoła blisko każdego środowiska polskiego na tych Wyspach.
W zeszłą sobotę skorzystałem z zaproszenia i miałem przyjemność uczestniczyć w uroczystościach przy wręczeniu odznaczenia Queen’s Award for Voluntary Service (QAVS) Polskiej Sobotniej Szkole Przedmiotόw Ojczystych im. T. Kościuszki na Ealingu. Odznaczenie jest najbardziej prestiżowym wyrόżnieniem dla organizacji opartej głόwnie na pracy ochotnikόw i składa się z dyplomu od Krόlowej, przezroczystej makiety z nazwą organizacji i możliwości corocznego zaproszenia przedstawiciela danej organizacji na krόlewski “garden party” przy Buckingham Palace. I rzeczywiście na ceremonię przybył przedstawiciel Krόlewej na miasto Ealing, noszący szumny tytuł Representative Deputy Lieutenant for London Borough of Ealing, lecz z polskim nazwiskiem. Był synem słynnego lotnika Franciszka Kornickiego, byłym szefem oddziału do spraw zorganizowanej przestępczości w Home Office i obecnie przewodniczącym Komitetu Ochrony Pomnika Lotnikόw. Po wzruszającym przemόwieniu w języku polskim p. Richard Kornicki, wręczył uroczyście makietę i dyplom krόlewski wybranym przedstawicielom kierownictwa szkoły. Przemawiali następnie Ambasador RP Arkady Rzegocki i Krystyna Oliffe, Prezes Polskiej Macierzy Szkolnej.
Inicjatywa nadania odznaczenia polskiej szkole pochodziła od dobrze znanego Polakom lokalnego posła Stephen’a Pound. Na spotkaniu w szkole ożywił swoim tradycyjnym wylewnym opisie o pozytywnej roli Polski i Polakόw na Ealingu. Zresztą zna ten temat od podszewki bo miał wielu przyjaciόł polskich i doradcόw (do ktόrych się chyba zaliczam) ktόrzy szkolili go w wymawianiu polskich słόw jak “flaga polska na Ratuszu”. Wysławił rόwnież patrona szkoły Kościuszkę ktόremu gotowy był jednak przebaczyć że walczył po amerykańsliej stronie przeciwko Brytyjczykom w Wojnie o Niepodległość Ameryki. Rozbawił słuchaczy do tego stopnia że gotowi byli przebaczyć mu błąd w sprawie Gόry Kościuszko; znajduje się w Australii, a nie w Ameryce.
Dr Marek Stella-Sawicki, prezes Polish Historical Society, przekazał obecnym okrągłą tablicę pamiątkową reklamującą szkołę, ktόrą już ofiarował rok temu. Tablica jest wykonana w stylu brytyjskich “Blue Plaques”, lecz w szarym kolorze. Prezes Stella-Sawicki, ze swoją zwykłą śmiałością, skorzystał z chwili aby zaskoczyć obecnego w pierwszym rzędzie p.Andrew Johnson, dyrektora szkoły angielskiej, St Benedicts School, czyli gospodarza budynku w ktόrym szkoła polska odbywa swoje czynności, aby zgodził się (po roku wahania) na znalezienie odpowiedniej części zewnętrznego muru budynku aby umieścić tam tablicę na stałe. Przyjęto to dużymi brawami.
W profesjonalnej lecz serdecznej atmosferze szkoła wyraziła podziękowanie za wyrόżnienie. Pod sprawnym przewodnictwem prezesa powiernikόw koła rodzicielskiego, p. Jarosława Skręty, odbyła się seria krόtkich przemόwień zarόwno w języku angielskim jak i polskim. Były prezes powiernikόw, Krzysztof de Berg, obecnie nauczyciel historii w szkole, opisywał zasadniczą rolę wolontariatu działającego przy szkole od wielu pokoleń wstecz a nowy dyrektor szkoły p. Sylwia Spek dała wyraz podziwu dla pracy ochotnikόw wśrόd rodzicόw i opisała na czym polega wspόłpraca wolontariatu z nią jako dyrektorką szkoły. Prezes Skręta przedstawił swojego długoletniego poprzednika Andrzeja Rumuna i poprosił go aby przyjął w imieniu szkoły dyplom i makietę z rąk przedstawiciela Krόlowej. Nie można było mieć podobnej uroczystości bez udziału uczniόw. Chόr składający się z młodszych dzieci ze szkoły odśpiewał wiązankę piosenek a nieco starsza grupa młodzieży odtworzyła skecz podkreślający potrzebę dobrego opanowania mowy polskiej by mόc zachować dumę z własnego kraju pochodzenia a na tym opiera się zdrowy patriotyzm.
Prezes Skręta skorzystał z okazji aby wyrόżnić specjalnym pochwalnym dyplomem czterech szczegόlnie zasłużonych wolontariuszy. Charakterystyczną cechą całej czwόrki, niezależnie od rόżnorodności ich dokonań, była długoletność ich stażu. Na pewno dotyczyło to i wielu innych ochotnikόw pracujących przy szkole. Oznaczało to że zaczęli swoją działalność jako rodzice opiekujący się szkołą w czasie pobytu w niej swoich dzieci, lecz po odejściu ich dzieci ze szkoły pozostaja na swoim posterunku z poczucia obowiązku i dumy ze swojej pracy. A wielokrotnie ich dzieci wracają do szkoły jako opiekunowie kiedy oni ponownie przyprowadzają z kolei swoje dzieci. Ciągłość i wspόłpraca pokoleń jest tym ważnym elementem wieloletniego sukcesu tej szkoły.
Jak przypomniał Prezes Skręta, szkoła istnieje i wychowuje młodych Polakόw już niemal 70 lat, bo od roku 1950 kiedy założył ją pierwszy proboszcz parafii na Ealingu, ks. Wrόbel. Była to chyba pierwsza polska szkoła w Londynie. Pamiętam te wczesne czasy kiedy szkoła zaczynała w prywatnych pomieszczeniach, a pόźniej przeniosła się kolejno do St Gregorys School i do Grange School na Ealingu. Trochę w stylu Dr Jekyll i Mr Hyde byłem zarazem celującym uczniem i strasznym rozrabiaką. Lecz znałem na wylot historię Polski, a geografii uczyliśmy się z mapy Polski sięgającej od Odry i Nysy do Zbrucza i Wileńszczyzny. Lekcją religii zajmowała się urocza (w moich dziecięcych oczach) Siostra Katarzyna, a z okazji pierwszej komunii Ksiądz Kornacki załatwił dla nas piękny indywidualny kolorowy dokument na pergaminie zawierający imienne błogosławieństwo Papieża Piusa XII. Szkόła ewoluowała, powiększała się, to znόw pod presją demograficzną zmniejszała się, aż w ostatnich piętnastu latach przekroczyła ponownie 600 uczniόw, od przedszkola do klas maturalnych. W tej chwili nie może przyjmować wszystkich uczniόw zgłaszających się co roku i zmuszona jest odsyłać wiele dzieci do innych lokalnych polskich szkόł na Ealingu czy Chiswicku.
Lecz charakter szkoły pozostał ten sam, przekazujący uczniom miłość do języka i kultury polskiej, co z kolei ułatwia uczniom w uzyskaniu poszanowania dla Polski i jej tradycji. Co napawa mnie szczegόlnym optymizmem to jest stały entuzjazm dzieci do uczęszczania w szkole, nawet przez te trudne lata buntujących się nastolatkόw, bo wyczuwam że wzmacnia to ich więzi społeczne na przyszłość. Wiem z własnego doświadczenia że moi koledzy i koleżanki ze szkoły polskiej i harcerstwa pozostają do dziś moimi najserdeczniejszymi przyjaciόłmi.
Drugim tak pozytywnym elementem tej szkoły jest jej wychowawcza rola nie tylko dla uczniόw ale rόwnież dla samych rodzicόw, niezależnie od tego czy są wolontariuszami czy nie. Przysposabia ich do udziału aktywnego uczestnictwa zarόwno w środowisku polskim i brytyjskim. Szkoła umiała zebrać petycję przeszło 50,000 podpisόw dla utrzymania egzaminu polskiego na poziomie A level ; ofiaruje możliwość dostępu do dalszych brytyjskich zawodowych kursόw pedagogicznych dla nauczycieli; wysyła pomoc materialną polskim szkołom na Ukrainie i na Białorusi; udziela się w polskich i brytyjskich akcjach charytatywnych; wspόłpracuje z organizacjami jak Poles in Need i Polish Psychologists Association aby wspierać dzieci i rodziny specjalnej troski; organizuje spotkania dla rodzicόw z organizacjami brytyjskimi i z policją aby ułatwić wspόłpracę i wspόlne zrozumienie ich roli w zwalczaniu przestępczości; utrzymuje też dobre stosunki z parafią brytyjską i z lokalnym władzami samorządu. Jest to wzorowe przygotowanie społeczeństwa na życie w Wielkiej Brytanii, oparte na integracji ze środowiskiem brytyjskim, ale bez asymilacji. Ważnym wyzwaniem dla wszystkich polskich szkόł pod koniec tego roku będzie akcja uświadamiająca o potrzebie rejestrowania się w Home Office dla wszystkich polskich rodzin i pojedynczych Polakόw bez obywatelstwa brytyjskiego, jeżeli będą chcieli pozostać po Brexicie.
Stoi też przed szkołą znaczny problem natury finansowej. Szkoła prowadzi swoje księgi skrupulatnie, znajduje rόżne źrόdła dochodόw ale traci na ilości dotacji ze Wspόlnoty Polskiej. Opiera się na opłatach i dotacjach ze strony rodzicόw lecz i tak była zmuszona z powodόw oszczędnościowych zwolnić dwuch nauczycieli w zeszłym roku. Szkoły polskie jak Ealing są wielką nadzieją dla przyszłości naszej społeczności i nie mogą opierać się wyłącznie na pracy ofiarnych wolontariuszy. Docenia to Fundacja SPK ktόra już od dwuch lat dopuszcza przedewszystkiem sztandary szkolne pod pomnik katyński w czasie corocznych uroczystości. Całe społeczeństwo polskie będzie musiało skupiać swoje środki materialne na pierwszym miejscu na zapewnianiu przyszłości polskim szkołom bo bez tych szkόł nie mamy przyszłości.

Monday, 30 April 2018

EU citizens? Nie, my Polacy!

Jak już wielu cierpliwych czytelnikόw Tygodnia Polskiego domyśliło się z lektury moich felietonόw jestem aktywnym członkiem onkiem
onkiem organizacji the3million ktόra jest głosem medialnym przeszło trzech milionόw obywateli unijnych w tym kraju. Przez swόj partnerski związek z organizacją British in Europe broni też interesόw miliona obywateli brytyjskich żyjących w krajach Unii, głόwnie we Francji i Hiszpanii. The3million ma przeszło 30,000 odbiorcόw ze swojej strony internetowej, ma stały kontakt z Home Office, z ministerstwem do spraw opuszczenia Unii (DExEU), z posłami i członkami Izby Lordόw, i z europosłami w Brukseli. Ostatnio miała spotkania z decydentami na najwyższym szczeblu, łącznie z negocjatorem unijnym Michel Barnier, z byłym premierem Guy Verhofstedt (ktόry jest głόwnym “strażnikiem” sprawy Brexit w Parlamencie Europejskim), z kolejnymi brytyjskimi ministrami do spraw imigracji, z ambasadorami londyńskimi 27 państw unijnych, jak rόwnież z organizacjami reprezentującymi samorządy angielskie i walijskie.
Organizacja ma już od roku osobiste zaproszenie od premiera Theresy May aby utrzymywać kontakt z ministerstwami. Świadoma niedociągnięć w działaniu Home Office starała się, przy poparciu europosłόw, o utrwalenie istniejących praw obywateli unijnych, co spowodowało poprawioną brytyjską ofertę “settled status” Dwukrotnie zmobilizowała skuteczne masowe lobby w parlamencie, organizowała wiec na Trafalgar Square, a ostatnio zasypała Home Office 127 pytaniami na jednym dokumencie do wyjaśnienia obecnego uzgodnionego statusu, na ktόre obecna minister imigracji Caroline Nokes przyrzekła że the3million otrzyma 127 odpowiedzi. The3million walczy o prawa obywateli unijnych jak lew.
Biorąc pod uwagę że jedną trzecią obywateli unijnych w tym kraju stanowią Polacy pomyślał by ktoś że Polacy masowo garną sie do wsparcia tej organizacji. I rzeczywiście jest mała garstka bardzo aktywnych Polakόw ktόrzy odgrywają w niej rolę. Ale jest to rzeczywiście garstka. W małych ilościach przybywali na lobbying i tylko mała grupka podniosła rękę na wiecu na Trafalgar Square gdy zapytano ilu było obecnych Polakόw. Na ostatnim masowym zlocie osόb protestującym przeciw Brexitowi widziałem tylko jedną flagę polska, a i ta należala do Komitetu Obrony Demokracji. Dlaczego nas tak mało?
Gdy rozdawałem ostatnio przed kościołem polskim na Ealingu ulotki the3million o potrzebie rejestrowania obywateli unijnych przed wyborami samorządowymi na ogόł spotykała mnie zupełna obojętność. Co to ma ze mną wspόlnego? Gdy rozdawaliśmy podobne ulotki na terenie Balham ulotki nasze chętnie przechwytywali Francuzi, Włosi, Litwini, Węgrzy. Lecz gdy moi koledzy podeszli do obywateli polskich na oczach ich były wyrazy zdumienia. “Are you EU citizens?” zapytano ich. “No no!” odpowiedzieli łamaną angielsczyzną, “We Polish” . Taką odpowiedź uzyskaliśmy dwukrotnie.
Czy na prawdę świadomość obywatelska masy Polakόw na Wyspie jest tak płytka? Gdy przypomina się obywatelom unijnym tu osiadłym że w ciągu następnych trzech lat, a więc do czerwca 2021, wszyscy obywatele unijni nie posiadający obywatelstwa brytyjskiego muszą się zarejestrować w Home Office lub być zdani na deportację razem ze swoją rodziną, czy Polacy nie są świadomi że tu chodzi o nich właśnie? Może rzeczywiście trafiliśmy w Balham na przypadki znudzonych Polakόw zaskoczonych przez nieznajome osoby na ulicy i ze słabą znajomością języka angielskiego. Lecz wielu jest takich ktόrzy wciąż nie pojmują co się dzieje w “polityce” i ktόrzy nie widzą powodu dlaczego mają tu głosować na kogokolwiek. To tak jakby proszono ich o głosowanie na innej planecie.
Inicjatywa the3million i innych podobnych organizacji nacisku powstała w środowiskach obywateli zachodniej Europy, często pochodzących z mieszanych małżeństw i posiadających brytyjskie dzieci, ktόrzy czują że ich pobyt w tym kraju jest oparty o podstawowy fundament prawny i że tu jest ich dom. Natomiast wielu Polakόw czuje że są tu intruzami, nawet jeżeli ich dzieci widzą swoją przyszłość w Wielkiej Brytanii. Myslą że co będzie, to będzie, ale to nie od nas zależy. Faktycznie co raz bardziej jestem przekonany że do szerokich mas Polakόw w Wielkiej Brytanii możemy dotrzeć tylko przez społeczne media polskie, przez telewizję polską lub co najwyżej przez ulotki z organizacji jak the3million skierowane wyłącznie w języku polskim do Polakόw.
I to dobrze pojął Jan Żyliński ze swoją akcją wyborczą z 48 polskimi kandydatami ktόry wie że przeciętny wyborca polskiego pochodzenia nie reaguje aż do jego drzwi zastuka Polak czy Polka. To potwierdza zresztą i moje doświadczenie że polski kandydat z ramienia brytyjskiej partii politycznej może trafić do polskiego wyborcy i uzyskać pojedynczy głos tylko jak się jemu osobiście przedstawi. Trzeba wtedy przejrzeć listę wyborcόw, spisać sobie wszystkie polskie nazwiska i imiona (tzn imiona polskich kobiet z nie polskimi nazwiskami) i odwiedzić ich wszystkich osobiście. Lecz jest to rόwnież głos rozpaczy, potwierdzający gettoizację znacznej części polskiego społeczeństwa ktόra nie jest w stanie czy nie ma chęci integrowania się z brytyjskim otoczeniem.
Czytając to wielu czytelnikόw Tygodnia Polskiego oburzy się. Jak to? Przecież stara emigracja gdy w końcu uzyskała obywatelstwa brytyjskie, a szczegόlnie ich potomstwo, jak najbardziej zintegrowała się, brała udział w wyborach i wystarczały im informacje czy hasła w prasie brytyjskiej skierowane ogόlnie do brytyjskich wyborcόw aby wiedzieć na kogo głosować. Tak samo oburzą się na to młodsi Polacy ktόrzy przybyli tu w ostatnim dwudziestoleciu, pracują w biurach angielskich, czy w bankach w City, czy zakładają własne przedsiębiorstwa, są lekarzami, księgowymi, nauczycielami, czy pracują w firmach gdzie istnieją dobrze zorganizowane związki zawodowe. Tak samo oburzonych byłoby sporo rodzicόw, a szczegόlnie matek polskich, ktόre żywo interesują się życiem swojego dziecka w angielskiej szkole. Z czasem doszedłem jednak do przekonania że te osoby tworzą tylko jak by pewną elitę życia polskiego na Wyspach i słabo orientują się życiem Polakόw kόrzy nawet teraz, 14 lat po wejściu Polski do Unii Europejskiej, nie znają ani języka ani zasad życia w tym kraju.
Cztery lata temu Polish City Club podjął inicjatywę zorganizowania spotkania z lokalnymi przywόdcami partii politycznych dla polskich wyborcόw żyjących w podlondyńskich przedmieściach Greenford i Perivale, gdzie 12% wyborcόw stanowią obywatele polscy. Reklamowano spotkanie masą ulotek rozdawanych pod lokalnym kościołem polskim i przy szkołach sobotnich na Northolt i na Ealingu. I rzeczywiście stawili się lokalni liderzy partii politycznych na Ealingu, telewizja i prasa polska, przedstawiciel Ambasady, no i oczywiście pełni zapału młodzi organizatorzy. A ilu przybyło lokalnych polskich wyborcόw? Tylko jedna osoba. Nie było właściwie żadnego dialogu czy żadnego wspόlnego języka, między elitą nowej fali a masą.
W tym roku proponowałem podobną inicjatywę ze wszystkimi partiami brytyjskimi, łącznie z Polską Dumą, ale już w ramach lokalnej parafii czy szkoły sobotniej. Od parafii nie było żadnej odpowiedzi. Prezes rady z jednej z polskich szkόł sobotnich wyraził wielkie zainteresowanie. Powiedział że postara się przekonać do tego rodzicόw w Radzie Szkolnej. Niestety prawie nikt go nie poparł. Wytłumaczył mi że jako Polak długo zamieszkały w Londynie, z dobrą pracą, pochodzący zresztą z Warszawy, bardzo popiera inicjatywy ktόre umożliwiają bliższą integrację polskich rodzin z środowiskiem brytyjskim. Lecz nie jest to pogląd innych członkόw rady szkolnej, szczegόlnie że w większości przybyli tu z terenόw wiejskich gdzie nastawienie do wszelkiej polityki jest negatywne. Pozatem za mało z nich znało wystarczająco język angielski aby uczestniczyć z pożytkiem w takim spotkaniu.
Nie można dać za wygraną. Polacy na ogόł są zintegrowani z życiem gospodarczym, pracują i płacą podatki a dzieci wysyłają do szkόl angielskich gdzie czują się młodymi Brytyjczykami. Świadomość obywatelska może pojawić się w końcu tak jak po wielu latach dla Polakόw powojennych. Lecz po drodze leży kryzys Brexitu na ktόry muszą w końcu zareagować czynnie, a nie biernie. Każdy obywatel polski tu żyjący a nie posiadający brytyjskiego obywatelstwa będzie musiał sie zarejestrować aby miał tu prawo pobytu do pracy, nauki i służby zdrowia dla siebie i dla swoich dzieci. Konsulat, polskie i brytyjskie organizacje charytatywne a prawdopodobnie wreszcie też i samorządy brytyjskie będą musiały stać na wysokości zadania aby jednemu milionowi Polakόw przypominać o przygotowaniu odpowiednich dokumentόw a potem informować i pomagać w tej koniecznej rejestracji. Ale każdy Polak czy Polka muszą obudzić się ze swojego obywatelskiego letargu i sami zadeklarować “Składam podanie o pozostanie, bo mam prawo jako obywatel unijny tu pozostać”.
Wiktor Moszczyński

Tuesday, 17 April 2018

Bukiety Agresji


W ostatnich dwuch tygodniach rozpętała się dziwna i zatrważająca w skutkach burza na ulicach dzielnicy londyńskiej Hither Green.
W nocy 4 kwietnia odbył się dramat. Do domu 70-letnich emerytόw wtargnęło dwuch włamywaczy. Wiemy że jeden z nich był uzbrojony w duży śrubokręt. Obudzili i nastraszyli niepełnosprawną właścicielkę domu a jej męża wyciągneli z sypialni i przeprowadzili do kuchni. Tu właściciel domu, 78-letni pan Richard Osborn-Brooks, zaczął szamotać się z jednym z napastnikόw i udało mu sie go zranić tym właśnie śrubokrętem. Skaleczonego 37-letniego złodzieja, Henry Vincent, wyprowadził z domu jego wspόlnik 28-letni Billy Jeeves i poprowadził do swojej ciężarόwki zaparkowanej na ulicy. Lecz Vincent był tak osłabiony że opadł na ziemię. Speszony tym, Jeeves czuł się zmuszony zostawić swojego kolegę leżącego na ulicy i odjechać. Rana okazała się być zbyt ciężka. Vincent leżał nieprzytomny na ulicy, w kałuży swojej własnej krwi. Tam go znalazła policja i służba zdrowia i zawieziono go do szpitala. Ciężarόwkę Jeeves’a znaleziono pόźniej spaloną w sąsiedniej dzielnicy a po Jeevesie znikł wszelki ślad.
Policję oczywiście wezwali domownicy. Gdy pan Osborne-Brooks opisał cały incydent policja, zamiast go pochwalić za odwagę, oskarżyła go wpierw o prόbę zabόjstwa napastnika, a potem prόbę zamordowania go. Po paru godzinach doszła wiadomość że Vincent umarł jednak w szpitalu ze swoich ran. Zmienono ponownie stan oskarżenia z prόby morderstwa na morderstwo. Zakutego w kajdanki stroskanego emeryta policja zawiozła do komisariatu i zamknęła w celi. Brytyjskie media, a przy tym duża część społeczeństwa brytyjskiego, była wręcz oburzona. Gazety opisywały pana Osborne-Brooks jako bohatera ktόry bronił własnego mienia i sparaliżowanej żony przed napaścią. Okazało się że Henry Vincent był zawodowym złodziejem, parokrotnie aresztowanym ktόry przesiedział szereg lat za kratami za oszustwa. Poza włamywaniem się do domόw specjalizował się w oszukiwaniu naiwnych emerytόw, wykonując niepotrzebne prace domowe za bajońskie sumy. Dla przykładu jednemu emerytowi zmienił jeden kafel na dachu za przeszło £10 tys. Szajka rodzinna skazana razem z nim 15 lat temu nabrała emerytόw na przeszło £440tys. Pod naciskiem mediόw i widocznym sygnałem z Home Office oskarżenie cofnięto i gospodarza domu odesłano spowrotem do chorej żony.
Niestety, pod wpływem opublikowanych gróźb na jego życie, biedny właściciel domu zmuszony został do opuszczenia własnego mieszkania wraz z małżonką. Policja obawiała się że ktoś z zamożnej rodziny zmarłego będzie chciał wziąść odwet za śmierć swojego kuzyna. Na razie mieszka pod chronionym adresem pod opieką policji ale czuł się zmuszony wystawić swόj dom na sprzedaż.
Okazało się że ucieczka starszego bohatera ktόry obronił własny dom nie wystarczyła. Od pierwszego dnia zaczęły ukazywać się bukiety kwiatόw i wspominkόw w kształcie misiόw i balonikόw przyczepionych do prywatnych płotόw na przeciwko domu pana Osborne-Brooks. Dolepiono na płotach listy od rodziny, a nawet list do “ukochanego Tatusia” rzekomo pochodzący od nieletnich dzieci zmarłego. Zarόwno sąsiedzi, jak i media, byli oburzeni. Jeden starszy brodaty, lecz energiczny, sąsiad zaczął zrywać i deptać kwiaty. Zapytany przez dziennikarzy dlaczego niszczy tą “tymczasową kapliczkę” orzekł że te symbole “ubliżają” mieszkańcom ulicy South Park Crescent, że są “aktem agresji” wobec nich, i że Vincent nie jest człowiekiem, a tylko “zerem”. Zwrόcił uwagę też na to że Vincent i jego rodzina rzekomo opływają w luksusach w czasie gdy jego własny ojciec ktόry “był ranny pod Monte Cassino” potem żył z nędznej groszowej tylko emerytury.
Następnego dnia kwiaty wrόciły. Kobiety ktόre je składały prosiły o “tolerancję dla rodziny” aby mogli godnie uczcić pamięć zmarłego na miejscu gdzie zmarł a zrywanie kwiatόw nazywały “aktem barbarzyństwa". Nie wyrażały żadnej skruchy. Tego samego popłudnia inny lokalny mieszkaniec przybył i niemal w milczeniu, ale na oczach kamer, zerwał ponownie bukiety kwiatόw.
Anarchia na ulicach Londynu! To była rzecz niesłychana. Prasa krajowa, a szczegόlnie brukowce, była oszołomiona kompletnym brakiem jakiegokolwiek porządku mimo nadejścia od czasu do czasu patrolόw policyjnych. W większości prasa, nawet ta liberalna, uważała że mieszkańcy ulicy mają prawo mieszkać bez potrzeby oglądania tych kwiatόw na cześć osoby krόra ich dotychczas prześladowała. Ale każdy liczył się z tym że w końcu policja i lokalne władze (czyli Lewisham Council) wkroczą w akcję i kwiaty usuną. Przecież to jest Wielka Brytania, gdzie zawsze panuje ład i bezpieczeństwo. Sondaż publiczny wykazał że 82% osόb pytanych uważało że kwiaty powinne być usunięte a na Facebooku przeszło pareset osόb natychmiast wyraziło poparcie na nowej stronie ktόrą założono w obronie mieszkańcόw.
I przyszła interwencja. Lokalny komisarz policji, Sir Craig Mackey, podkreślił w wywiadzie dla lokalnego radia LBC, że jest to przedwszystkiem tragedia dla rodziny zmarłego i lokalni mieszkańcy powinni uznać prawo rodziny do publicznej żałoby. W końcu “kładzenie kwiatόw nie jest zbrodnią” a ci co kwiaty zrywają mogą być aresztowani. Kontrowersyjny polemista w Daily Mail, Richard Littlejohn, napisał artykuł na całą stronę atakujący policję za ich polityczną poprawność z dopiskiem “a teraz będą stawiać pomniczki z kwiatόw dla zamachowcόw-samobόjcόw”.
Przedewszystkiem, poza niefortunną interwencją policji, daje się odczuć zupełne milczenie ze strony oficjalnych rzecznikόw lokalnych. Gdzie są lokalni radni? Gdzie jest lokalny poseł? (Czyli Heidi Alexander, MP for Lewisham East). Gdzie są lokalni duchowni? Kto występuje na miejscu w imieniu obrony prawa i załagodzenia konfliktu?. Kto stara się doprowadzić do jakiegoś porozumienia między potrzebami mieszkańcόw a życzeniami rodziny zmarłego? Wydaje się że anarchia rządzi dalej. Przez cztery dni kwiaty wracają; a przez cztery noce, mimo gróźb policji, kwiaty znikają
Dlaczego policja wydaje się być tak przychylna rodzinie zmarłego? Dlaczego inni nie spieszą się z interwencją, mimo że w innych okolicznościach, byliby pierwszymi do chwycenia za mikrofon, I do spotkania publicznego z mieszkańcami. Otόż, rodzina pana Vincent jest dość znana policji, a szczegόlnie w sąsiednim hrabstwie Kent, jako “crime family”, czyli jako rodzina przestępcza. Okazuje się że jego liczna rodzina mieszka w eleganckich okolicach podlondyńskich jak Orpington i St Mary’s Cray. Ponadto członkowie rodziny identyfikują się jako Romowie co nadaje ich statusowi element charyzmatycznej legendy gdzie ich codzienne poczynania osnute są w świecie fantazji i zbiorowej legendy. Posiadają swoje rodowe rytuały i wewnętrzne lojalności niekoniecznie zgadzające się z wymogami codziennego prawa. Ze względu na to że są traktowani jako mniejszość narodowa. Powołują się na bogatą historię tradycyjnego ucisku ich narodu I nietolerancji wobec ich stylu życia. Posiadają znamię “obcości”, ktόrych tradycje powinno się szanować. Policja londyńska jest nieco opętana takimi względami i przy innych grupach mniejszościowych, ale w wypadku Romόw ich obcość jest często uwypuklona przez nich samych na swoją własną korzyść. Policja zapowiedziała też że będzie chroniła orszak pogrzebowy, kosztujący przeszło £100,000, gdy będzie przechodził przez ulicę na ktόrej umarł Vincent. Poszczegόlni mieszkańcy grozili że orszaku nie dopuszczą do swojej ulicy.
Dopiero po 10 dniach kontrowersji, w ostatni poniedziałek, w porozumienu z policją zainterweniowała lokalna rada miejska i kwiaty usunięto już oficjalnie i przeniesiono gdzie indziej. To powinno było być wykonane natychmiast, w dzień po pierwszym ukazaniu sie bukietόw. Wiadomo że Romowie są przeważnie katolikami. Mόgł więc w porozumieniu z radą miejską, zainterweniować ktόryś ksiądz katlicki i zaproponować należyte miejsce dla składania kwiatόw przy jednym z kościołόw czy przy kaplicy na pobliskim cmentarzu Hither Green. Oczywiście zmarły zawsze ma prawo aby go rodzina żegnała czule i w tym wypadku z tradycyjnym cygańskim rozmachem, ale nie w takim miejscu, czy w taki sposόb, ktόry byłby wyzywający dla mieszkańcόw uchodzących jako ofiary czy potencjalne ofiary jego przestępstw.
Od razu zaznaczam że doceniam i szanuje potrzebę politycznej poprawności w zdrowym rozsądnym społeczeństwie. Polacy nie zawsze ją doceniają mimo że chroni ona też polskie społeczeństwo, a szczegόlnie polskie dzieci. Lecz musi to być poprawność prowadzona z umiarem i z poszanowaniem dla wszystkich środowisk w społeczeństwie. Nie można zezwalać na sytuację gdzie ludzie szanujący prawo czują się bezsilni i bez odpowiedniego przedstawiciela ktόry przemόwi w ich obronie. Inaczej przyjdą inni bardziej podejrzani “obrońcy” ktόrzy tak samo będą igrać z prawdą i z prawem, jak ci ktόrzy celebrowali bezprawną przestępczość Zmarłego i jego rodziny.
Wiktor Moszczyński

Monday, 2 April 2018

Ostatnia Rejestracja?


Tegoroczny Trzeci Maj to nie tylko “u Polakόw błogi raj” ale może też stać się ostatnią okazją dla obywateli polskich do zagłosowania w wyborach lokalnych w Wielkiej Brytanii. Zarόwno rząd brytyjski, jak i opinia publiczna, sympatyzują z poglądem że obywatele unijni po Brexicie powinni dalej mieć prawo udziału w głosowaniu. Niestety sprawa ta wypada poza nawias negocjacji z Unią gdyż każdy kraj unijny ma swoje własne prawa wyborcze i negocjatorzy UE umywają ręce od zajęcia stanowiska w tej sprawie. Ze względu na to że niemal wszystkie decyzje w tych negocjacjach podejmowane są na zasadzie wzajemności, a nie każdy rząd unijny gwarantuje Brytyjczykom za granicą prawo do udziału w wyborach, nie mamy żadnej gwarancji że obywatele unijni, a w tym Polacy bez obywatelstwa brytyjskiego, będą mieli prawo głosu od następnego roku.
A więc trzeba wykorzystać jak najbardziej tegoroczne wybory aby podkreślić naszą obecność i nasze prawa w tym kraju, bo może to być ostatnia nasza szansa. Jak dotychczas nasz udział w wyborach wypadał słabo w porόwnaniu z innymi miejszościami. Nie mieliśmy własnych postulatόw, nie mieliśmy własnych zebrań wyborczych, nie mieliśmy własnych kandydatόw. Po prostu nie istnieliśmy.
Według ostatnich szacunkόw jest nas przeszło million w tym kraju, z czego można wnioskować że jest około 600,000 upoważnionych do głosowania. W samym tylko Londynie mamy 110,189 polskich obywateli oficjalnie zarejestrowanych do głosowania, a więc mimo Brexitu, jeszcze więcej niż kiedykolwiek od czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej. Tworzymy niemal 2% wyborcόw całego Londynu. W samym tylko Ealingu mamy 14,861 wyborcόw, nie licząc oczywiście dalsze parę tysięcy Polakόw, czy osόb pochodzących z polskich rodzin, ktόrzy posiadają obywatelstwo brytyjskie. Tu rzeczywiście jesteśmy potencjalną siłą wyborczą, posiadając około 5% głosόw całego elektoratu. W podokręgach Ealingu, jak Perivale i Greenford Green, tworzymy około 12% elektoratu.
Jak już mόwiłem w wywiadzie dla Cooltury “powinnyśmy być wyborczym gigantem w nadchodzących wyborach lokalnych …… i każda partia polityczna powinna zabiegać o nasze głosy. Niestety jesteśmy elektoralnym pigmejem”. Za dużo z nas uważa że te wybory ich nie dotyczą i nawet nie przyglądają się programom poszczegόlnych partii i poszczegόlnych kandydatόw. Ulotki wyborcze od razu idą do kosza. Nawet kiedy od czasu do czasu ujawni się ulotka w języku polskim to też jest ignorowana.
Nawet bez naszego polskiego pochodzenia powinniśmy myślić o obywatelskim obowiązku głosowania. Wiemy że samorządy (councils) zajmują się zbieraniem śmieci i że żądają od nas podatku corocznego za nasze mieszkanie, ale nie wiele więcej. Lecz ich praca dotyczy niemal każdego aspektu naszego życia codziennego. Czy mamy dzieci? W ratuszu rejestruje się porόd dziecka, samorządy odpowiedzialne są za znalezienie miejsca dla dziecka w żłobku czy w szkole, utrzymanie parkόw i plac zabaw. Mamy w rodzinie osoby starsze? Opieka społeczna utrzymana jest przez samorządy, w tym domy starcόw czy bilety darmowe dla emerytόw. Mamy samochόd? Samorządy są odpowiedzialne za utrzymanie stanu ulic i kontrolę parkowania. Wynajmujemy mieszkanie? Samorządy zarządzają mieszkaniami komunalnymi i mogą interweniować w wypadku zaniedbań ze strony prywatnego landlorda. Pozatem samorządy odpowiedzialne są za ochronę praw konsumenta, biblioteki, cmentarze, zezwolenia na festiwale. Mają duży wpływ też na lokalne służby zdrowia i na wspόłpracę z policją.
Polscy wyborcy powinni wspierać tych kadydatόw ktόrzy wyrażają gotowość wspόłpracy z polskim społeczeństwem i zadeklarują swoje poparcie dla polskich inicjatyw, a szczegόlnie dla potrzeb polskich szkόł sobotnich. Jeżeli polskie parafie będą potrzebowały zezwolenia z działu planowania na rozszerzenie domu parafialnego, czy polskie szkoły chciały przedłużyć godziny wynajmu angielskiej szkoły, czy polskie zespoły taneczne lub polskie organizacje opiekuńcze chciały złożyć podanie na dotacje od Rady, warto już w czasie wyborόw znaleść tych kandyddatόw ktόrzy będą czuli że jest w ich interesie nasze inicjatywy poprzeć. Na przykład, kiedy starałem się o pozwolenie na postawienie na terenie Ravenscourt Park płyty z granitu upamiętniającej tragiczną śmierć działacza pro-solidarnościowego, Giles Harta, na pierwszym miejscu zwrόciłem się do lokalnych radnych w tym podokręgu Hammersmithu o poparcie, tymbardziej że byli już wcześniej zadeklarowanymi sympatykami POSKu, a sam nasz projekt był dość kontrowersyjny.
Oczywiście w tych sytuacjach najlepiej znaleść kandydatόw pochodzenia polskiego czy mających polskich partnerόw. Niestety nie wyrobiliśmy sobie za wielu kandydatόw polskiego pochodzenia w głόwnych partiach politycznych. Obecnie wiem tylko że na Ealingu będzie przynajmniej dwuch kandydatόw Polakόw z ramienia partii konserwatywnej – Joanna Dąbrowska w podokręgu Ealing Common i Mariusz Woźniak na Greenford Green, a w dzielnicy Sutton kandyduje Hanna Żuchowska jako Lib-Dem. Kandydaci polscy ofiarują szansę opiekowania się polskimi sprawami i przyjęcia polskich petentόw w swoich przychodniach w języku polskim.
Książe Jan Żyliński, przedsiębiorczy jak zawsze, zarejestrował specyficznie polskie stronnictwo, czyli Duma Polska, ktόre ma wystawić do dwustu kandydatόw w tych wyborach. Jak dotychczas ich nazwiska i miejsca kandydowania jeszcze nie zostały ujawnione. W Londynie każdy podokręg najczęściej reprzezentowany jest przez trzech radnych, a więc występuje aż trzech kandydatόw z każdej głόwnej partii. W tej sytuacji jeden dobry kandydat polski mόgłby uzyskać choć jeden głos każdego z polskich wyborcόw w tym podokręgu, a pozostałe głosy możnaby przekazać kandydatom brytyjskim lub w ogόle nikomu. Ale obawiam się że bez szerszego poparcia poza ścisłym kręgiem samych polskich tylko wyborcόw, szanse wygrania miałby tylko kandydat polski występujący z ramienia istniejącej partii brytyjskiej. Arytmetyka wyborcza robi swoje, i to mimo dotychczasowej niskiej frekwencji wyborczej w lokalnych wyborach. Przynajmniej, jak w czasie wyborόw Żylińskiego na mera Londynu, inicjatywa jego pobudzi pewną ilość Polakόw do udziału w wyborach, a i to będzie widoczne dla Brytyjczykόw.
Największym mankamentem dla nas jest brak potencjalnej listy postulatόw ktόre wyborcy polscy powinni wystawić kandydatom, a nawet tym polskim kandydatom. Daje przykład takiej listy:
1/ Wsparcie nauki języka angielskiego dla cudzoziemcόw, tzw. ESOL, aby było jak najszerzej dostępne
2/ Udostępnienie informacji i porady darmowej w związku z nadchodzącą przymusową rejestracją wszystkich obywateli unijnych w ciągu następnych dwuch lat
3/ Założenie lokalnej skrzynki pocztowej dla wysyłki i zwrotu unijnych paszportόw w czasie tej rejestracji
4/ Zapewnienie poparcia dla zachowania prawa głosu w wyborach lokalnych dla obywateli unijnych po Brexicie
4/ Stała konsultacja z polskimi organizacjami przynajmniej dwa razy w roku
5/ Umożliwienie przyjmowania korespondencji do Rady Miejskiej od mieszkańcόw w języku polskim
6/ Utrzymanie stałego dostępu dla polskich książek i taśm w bibliotekach miejskich

Takie właśnie programy wyborcze powinne być uzgodnionie wewnątrz polskich organizacji lokalnych a potem powinne być udostępnione publicznie przedstawicielom głόwnych partii politycznych. Jestem przekonany że przedstawiciele partii chętnie uczestniczyliby w takim wspόlnym spotkaniu bo szukają dialogu nie tylko z Polakami, ale rόwnież z innymi obywatelami unijnymi. W końcu nie jesteśmy sami.

Ale jeszcze przed kampanią wyborczą i ewentualnym głosowaniem w czwartek 3 maja, wszyscy obywatele polscy powinni się zarejestrować. Ostatecznym terminem do rejestracji jest już 17 kwiecień. Trzeba wejść na portal www.gov.uk/get-on-electoral-register, podać swόj kod pocztowy, a potem adres w Wielkiej Brytanii, datę urodzenia i numer ubezpieczenia społecznego, tzw. National Insurance Number. Bez rejestracji polskie nazwiska nie ukażą się na liście wyborczej.

Pamiętajmy że w około Brexitu, Brytyjczycy będą podejmować decyzje o nas Polakach zarόwno na rządowym szczeblu centralnym jak I na szczeblu lokalnym. Lecz w tym drugim przypadku każdy polski wyborca będzie miał szansę udziału w tych decyzjach przez oddanie swojego głosu. Nic o nas bez nas. Ale może już ostatni raz.

Wiktor Moszczyński

Monday, 19 March 2018

Kto broni zatrutą Julię Skripal?




W roku 1079 Bolesław Śmiały okrzyknął biskupa krakowskiego, Stanisława ze Szczepanowa, “zdrajcą” i zagroził mu śmiercią przez utratę członkόw, poczym niewymienieni sprawcy napadli na biskupa przy ołtarzu na Skałce i rozbili jego czaszkę tępym obuchem. Krόl banita ciężko przez lata pokutował za swόj niepohamowany gniew.
Zaledwie 90 lat pόźniej inny monarcha, Henryk II angielski, rozwścieczony konfliktem o władzę kościelną w państwie z arcybiskupem Thomas Becketem, też zawył w swoim pałacu w Normandii “Kto by mόgł pozbyć mi się tego niesfornego księżyny”. I znόw ruszyli rycerze pod ołtarz, tym razem w katedrze w Canterbury, i przy głόwnym ołtarzu zasiekli arcybiskupa na śmierć. Aby uchylić interdykt papieski krόl musiał, w modlitwach i w publicznym poddaniu się biczowaniu przez księży, odpokutować za tę zbrodnię.
W roku 2010, w czasie wymiany więźniόw złapanych na szpiegostwie między Rosją a Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią, Władimir Putin, wόwczas premier Rosji, został zapytany przez słuchacza w telewizji na temat swojego stanowiska do szpiegόw rosyjskich ktόrzy służyli państwom zachodnim a teraz po otrzymaniu amnestii opuszczają Rosję. Jego twarz skamieniała. Po chwili ciszy wykrztusił z siebie następujący komentarz: “Zdrajcy zawsze źle zakończą. Zdrajcy odwalą kitę. Ufajcie mi. Ci ludzie zdradzili swoich przyjaciόł, swoich towarzyszy broni. Cokolwiek uzyskali w wymianie za to, to te 30 srebrnikόw ktόre dostali, zakrztuszą się nimi.”
Wśrόd tych “zdrajcόw”, o ktόrych mόwił premier, był Sergej Skripal, ktόry został wykupiony przez rząd brytyjski, ktόremu przedtem służył. Jak wiemy zamieszkał pod własnym nazwiskiem z żoną w mieście angielskim Salisbury, żył skromnie w domku ktόry zakupił za swoje “srebrniki” brytyjskie, grał na loterii i kupował regularnie jedzenie w lokalnym polskim sklepie. Wyglądało na to że jego kariera szpiegowska była zakończona. Prawdopodobnie jeszcze wywiad brytyjski korzystał z jego informacji, jak rόwnież organizacje zainteresowane handlem z Rosją. Jednak był już dla Rosji nie groźny.
A jednak. W dzień po przyjeździe swojej cόrki, Julii, w odwiedzinach z Rosji, policja znajduje ich oboje na publicznej ławce w ciężkim pόł przytomnym stanie odurzenia, ktόre okazuje się po paru dniach badań obojga pacjentόw w szpitalu w Salisbury, jako porażenie trującą substancją bojową, zwaną Nowiczukiem, ktόra jest produkowana wyłącznie w laboratorium wojskowym w Rosji.
Po pierwszym tygodniu ostrożnego unikania oskarżeń, rząd brytyjski potępił rząd rosyjski jako “bardzo prawdopodobnie odpowiedzialny” za tą zbrodnię dokonanego na szpiegu I jego cόrce. Trucizna rόwnież ciężko poraziła policjanta brytyjskiego a w mniejszym stopniu przeszło 30 innych niewinnych mieszkańcόw Salisbury. Minister Boris Johnson oskarżał nawet bezpośrednio Putina. Domysły prasowe, szczegόlnie w “Daily Telegraph”, nawet sugerowały że trucizna została przewieziona z Moskwy do Anglii w walizce nieświadomej cόrki.
Poprzednio, przy podobnych incydentach, władze zachodnie, w tym i brytyjskie, zwlekały z reakcją prawną, powoli szukając na pierwszym miejscu rozwiązania bardziej dyplomatycznego. Tak było w sprawie Aleksandra Litwinienki, poprzedniego podwόjnego szpiega, otrutego w Londynie w roku 2006 radioaktywną dawką Polonium. Po wielu latach sąd brytyjski postawił pod stanem oskarżenia dwuch rosyjskich wojskowych, ale już nieskutecznie. Jeden został potem ostentacyjnie wybrany na deputowanego do Dumy rosyjskiej.
Inni rosyjscy wrogowie Putina, jak Aleksandr Perepilicznij, Borys Berezowski czy Badri Patarkatsiszwili, umierali na terenie Anglii w dziwnych niespodziewanych okolicznościach. Policja i koronerzy prowadzący dochodzenia przyczyny śmierci tych osobnikόw kończyli konkluzją albo śmierci naturalnej albo samobόjstwa. Widocznie jeżeli rosyjskie służby specjalne były odpowiedzialne za te niespodziewane zgony, często pryjęte złośliwymi komentarzami w mediach rosyjskich, widocznie doszliby do konkluzji że to im uchodzi zupełnie bezkarnie i bez dalszych konsekwencji politycznych.
Był to już okres rosnącej agresji rosyjskiej na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie, gdzie zbrojna hybrydowa dyplomacja rosyjska odnosiła wyraźnie sukcesy. Nie uchodziło to zupełnie bezkarnie, ale wprowadzono tylko pewne mało efektywne sankcje gospodarcze przeciwko sojuszniczym oligarchom Putina. Ujawnione zostały w ostatnim roku prorosyjskie inicjatywy organizacji medialnych jak Cambridge Analytica buszujące na internecie, szerzące fałszywe wiadomości i interweniujące w wyborach w Stanach Zjednoczonych, Francji i w Niemczech, a w Wielkiej Brytanii w referendum europejskim. Twierdząc że Rosja jest otoczona wrogami, rząd Putina z pełną świadomością wspiera każdy możliwy element ktόry rozbiłby demokratyczne ustroje i zachodnie sojusze gospodarcze, polityczne i militarne. Symptomem tego jest chaotyczna prezydentura Trumpa, Brexit, nieudany pucz turecki, nacjonalistyczne sukcesy wyborcze we Włoszech, Austrii, na Węgrzech, a nawet w Niemczech i we Francji, gdzie ruchy anty-europejskie albo mają dostęp do rządu, albo tworzą największą siłę w opozycji. Unia Europejska i NATO zagrożone są wyraźnym osłabieniem. Konflikt Brukseli z Warszawą też jest jak najbardziej Putinowi na rękę.
Mając przed sobą pewność wielkiego zwycięstwa swojego szefa w wyborach prezydenckich, służby i media rosyjskie zachłystują się butą i szyderstwem wobec słabości i podziałόw Zachodu. Ewentualne stanowcze wystąpienie rządu Pani May traktują pobłażliwie, a nawet pogardliwie. Użyli terminu brytyjskiego “bardzo prawdopodobnie odpowiedzialny” jako internetowy “hasztag” do posługiwania się żartami jak np. że Rosja ponosi winę za śnieg na Wyspach Brytyjskich. Na pierwsze wiadomości o zagrożonym życiu Skripala powstają plotki że nadużywał narkotykόw albo że się sam otruł. Dyplomata rosyjski przy Unii Europejskiej stwierdził że od roku 1992 Rosja nie posiada żadnej broni chemicznej, co jest zupełną nieprawdą, a nawet sugerował czy może same brytyjskie służby wojskowe zatruły Skripala aby sprowokować nową zimną wojnę z Rosją.
W prawdzie mocne poparcie dla rzadu brytyjskiego wyraziły rządy sojusznicze w Stanach, Francji, Niemczech, Polsce. Mocne poparcie pani May uzyskała rόwnież w parlamencie brytyjskim, z wyjątkiem wyrazόw wątpliwości ze strony szefa opozycji, Corbyna. A nawet i on poparł wydalenie 23 dyplomatόw (czytaj szpiegόw) rosyjskich z Wielkiej Brytanii. Te postawy solidarności może zaskoczyły rząd rosyjski, choć sam Putin zajęty był dalej swoją kampanią wyborczą i pogardliwie zbył pytania brytyjskich dziennikarzy o zbrodni.
Corbyn nie był odosobniony w wyrażeniu pewnych zastrzeżeń o oskarżeniu Putina osobiście o tą zbrodnię, bo poparło go szereg dziennikarzy, z prawicy i lewicy. Corbyn zastrzegał że rzeczywiście winne są czynniki rosyjskie, ale że nie jest udowodnione czy wykonał to sam Putin. Może, twierdzi Corbyn, zrobiła to mafia rosyjska używając materiału skradzionego z rządowego laboratorium? Czy może wykonali to oligarchowie w porachunkach gospodarczych raczej niż sam rząd? Choć Corbyn zgadza się z wydaleniem dyplomatόw, ale nie chce powstrzymać możliwości dialogu z rządem rosyjskim. Natomiast proponuje przedewszystkiem ograniczać przepływ mafijnych pieniędzy ktόre obecnie zalewają londyńskie przedsiębiorstwa i nieruchomości. Uważa też że rząd brytyjski powinien wzmocnić swoje dowody winy rosyjskiej na arenie międzynarodowej przez przekazanie prόbek trucizny chemicznej instytucji ONZowskiej.
Co do przepływu mafijnych inwestycji rosyjskich (i innych narodowości) Corbyn ma rację. Problem z tym że często te fundusze są już tak głęboko zakorzenione na giełdzie londyńskiej, gdzie ostatnio sfinansowano nowe przypływy funduszy dla Gazpromu, że brytyjskie banki boją się utraty tych nowych źrόdeł, a sami oligarchowie, kpiący wciąż ze zgniłego liberalizmu Zachodu, wysyłają tu swoją młodzież do nauki, zakupują strategiczne punkty w przemyśle i nawet dowolnie wspierają finansowo partie polityczne. Ostatnio żona ministra rosyjskiego zapłaciła pokaźną sumę pieniędzy Torysom aby zagrać osobiście w tenisa z Boris Johnsonem. Ale w ostatnich dniach rząd jednak zapowiedział zaostrzenia przepisόw przeciw “skorumpowanym inwestycjom”. Johnson podkreślił także, że w poniedziałek do Londynu przyjadą przedstawiciele Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW), którzy pobiorą próbki zabezpieczone przez brytyjskich śledczych po ataku na Skripala.
Ale inne obawy Corbyna co do roli Kremla są bezpodstawne. Po pierwsze, to kpiarstwo oficjalnych mediόw rosyjskich świadczy o tym że decydenci w Moskwie (a więc i Putin) wcale nie chcą pomόc władzom brytyjskim w wyjaśnieniu roli Rosji w tej zbrodni. Urzędnik ambasady rosyjskiej w Londynie zaproponował aby wysłać do Salisbury fikcyjnego detektywa Poirota. Głόwny komentator na rosyjskim kanale pierwszym, Kyril Klejmenow, skomentował że Wielka Brytania nie jest bezpieczną przystanią dla “zdrajcόw” i krytykόw Rosji, bo, jak mόwi, “może klimat nieodpowiedni. Ludzie się wieszają, trują, giną w helikopterach, wypadają z okień w masowych ilościach”. Trudno o bardziej cyniczne przedstawienie autentycznych scenariuszy śmierci. To nie jest język szukający wyjaśnienia prawdy.
Pozatem zastanόwmy się nad cόrką zdrajcy, Julią. Jest obywatelem rosyjskim, pod ochroną prawną konsulatu rosyjskiego, zatrutą w Anglii w dziwnych okolicznościach. Czy nie byłoby obowiązkiem każdego konsulatu interweniować skutecznie w ministerstwach i mediach aby odkryć prawdę o jej zatruciu swojego obywatela? Ta cisza władz rosyjskich nad jej losem daje tylko do zrozumienia że wiedzą dobrze jaki był powόd zagrożenia jej życia. Dopiero w ostatni piątek, po dwuch tygodniach, władze rosyjskie ocknęły się i oświadczyły że rosyjska policja zajmie się odkryciem prawdy o zatruciu Julii Skripal i “poprosi o wspόłpracę władz brytyjskich”. W tym samym czasie zajęli się rόwnież oficjalnie losem biznesmana rosyjskiego w Londynie, Mikołaja Głuszkowa, ktόrego zgon w zeszłym tygodniu policja brytyjska traktuje teraz jako morderstwo.
Odpowiedzialność Putina jest taka sama jaka Bolesława Śmiałego czy Henryka Drugiego. Nic na piśmie, ale słowa wypowiedziane w roku 2010 są cichym sygnałem w ktόrym pisemne potwierdzenie nie jest koniecznie. Ale z konsekwencjami gorzej. Banitą nie będzie bo ma przed sobą dalsze 6 lat nowej prezydentury. Na miejsce moralnego autorytetu Papieża mamy dzisiaj tylko ONZ gdzie osamotnione weto rosyjskie powstrzymało oficjalną kondemnację Rosji za tą i inne podobne zbrodnie. Interdyktu więc nie będzie i biczowania też nie. A szkoda. Najsilniejszą sankcją dla Putina byłoby wycofanie się Wielkiej Brytanii z Brexitu. Ale tego Theresa May nie jest w stanie zrobić. Obawiam się że po tymczasowej burzy dyplomatycznej Rosja dalej będzie mogła popełniać swoje zbrodnie bezkarnie.




Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 23 styczeń 2018

Monday, 5 March 2018

Petardy i Pomniki


Papież Jan Paweł Drugi pisał o patriotyzmie: “Patriotyzm oznacza umiłowanie tego, co ojczyste: umiłowanie historii, tradycji, języka czy samego krajobrazu ojczystego. Jest to miłość, która obejmuje również dzieła rodaków i owoce ich geniuszu. Próbą dla tego umiłowania staje się każde zagrożenie tego dobra, jakim jest ojczyzna. Nasze dzieje uczą, że Polacy byli zawsze zdolni do wielkich ofiar dla zachowania tego dobra albo też dla jego odzyskania.” Te piękne słowa materializują się coraz bardziej w Polsce gdzie lokalne miasta spisują kroniki historii swojego okręgu, powstają wspaniałe nowe muzea historyczne i pomniki, a młodzież interesuje się coraz bardziej historią i historycznymi bohaterami. Proces ten zaczynał się w czasie pierwszego rozkwitu “Solidarności” a wzmocnił się z czasem w okresie odzyskania suwerenności Polski po roku 1990. Po raz pierwszy młodzież w Polsce mogła się dowiedzieć o roli Legionόw w odzyskaniu niepodległości, o zwycięstwie nad bolszewicką Rosją, o wywozach na Syberię, o Katyniu, o prawdziwej historii Powstania Warszawskiego, o Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie, a nieco pόźniej o tych żołnierzach niezłomnych, teraz zwanych “wyklętych”, ktόrzy walczyli jeszcze o wolne państwo polskie, wierni swojej przysiędze żołnierskiej.
W tym samym czasie wchłaniali obyczaje i aspiracje życiowe zachodniej Europy ktόra coraz bardziej była też dla nich dostępna jak podmuch świeżego powietrza po stęchłej atmosferze zaściankowego PRLu. Dopasowywali nową świadomość o własnej historii z otwartą drogą na Zachόd, z szerszymi ambicjami przynależności do dobrobytu materialnego i szerszej kultury europejskiej. Dla nas wychowanych tu w Wielkiej Brytanii ten mariaż kulturowy wydawał się nam zupełnie normalnym. Sami wchłanialiśmy sprawdzony patriotyzm naszych rodzicόw i naszego otoczenia polskiego i też uczyliśmy się historii i geografii polskiej, tańcόw ludowych a przedewszystkiem mowy polskiej w szkołach sobotnich i w harcerstwie. Ale rόwnie dobrze znaliśmy historię i kulturę Wielkiej Brytanii i mogliśmy patrzeć odważnie na świat oczyma Brytyjczyka, jak i Polaka, a ostatecznie po wejściu Wielkiej Brytanii do Wspόlnego Rynku, też z czasem nabyliśmy poczucia że jesteśmy też Europejczykami. I z tego powodu tak bardzo nam zależało na tym aby Polska też była częścią tej Europy.
Nasz patriotyzm polski nosiliśmy lekko i radośnie, bez poczucia zawstydzenia wobec otaczających nas wartości brytyjskich i europejskich. Umieliśmy dopasować dla własnego użytku świadomość roli Polski w szerszym świecie, nawet jeżeli uczono nas mało na ten temat w szkole angielskiej. Na Święta narodowe, na koncerty polskie, na mecze, mieliśmy gotowe biało-czerwone stroje, koszulki i szaliki. Na demonstracjach protestacyjnych wobec represji w Polsce występowaliśmy śmiało przed Ambasadą PRL. Gdy Polska odzyskała suwerenność jeździliśmy do Polski aby wspόłdziałać w transformacji ustrojowej i byliśmy częścią lobbyingu o przyjęcie Polski do Unii Europejskiej i do NATO. A nasze dzieci i wnuki też wychowaliśmy na młodych Polakόw z mniejszym czy większym sukcesem.
W ostatnich dekadach sama Europa ewoluowała z kontynentu przeważnie białego i chrześcijańskiego w kierunku bardziej eklektycznym, wieloetnicznym, z urozmaiceniem religijnym. I my ewoluowaliśmy, przynajmniej częściowo, z tymi zmianami przyjmując zasadę tolerancji i integracji tych nowych kultur w poczet cywilizacyjnego rozwoju kraju naszego zamieszkania. Nie zawsze to było łatwe i nie wszędzie ta integracja była sukcesem ale stała się podkładem nowego pojęcia, czyli być zarόwno Europejczykiem jak i obywatelem swojego kraju zamieszkania czy pochodzenia. Wielu Polakόw z Polski też, przy większej styczności ze światem zachodnim, ewoluowało w swoich poglądach. Szczegόlnie dotyczyło to mieszkańcόw wielkich metropolii. Lecz nie wszyscy Polacy byli od początku gotowi utożsamiać się z bardziej świeckim nastawieniem do społeczeństwa w Europie, a tym bardziej nie mogli się dostosować już do tej nowej Europy wieloetnicznej gdzie kościόł chrześcijański przestawał być dominującym kryterium wychowania obywatelskiego i etycznego.
Papież Jan Paweł był poważnym katalizatorem bliższej przynależności Polski do Europy i nadawał Polsce szczegόlne znaczenie wewnątrz kościoła powszechnego. Lecz po jego odejściu niektόrzy duchowni w Polsce zaczęli kwestionować swoją rolę w kościele powszechnym a uwypuklać raczej polskość tej instytucji. W tym byli jakby odbiciem coraz rosnącej tendencji wśtόd środowisk wiejskich i miasteczek prowincjonalnych ktόre czuły się nieswojo wobec nowych trendόw europejskich. Peszyły ich rosnące wpływy bardziej powszechnych zainteresowań swojej młodzieży zajętej bardziej nowoczesną muzyką czy literaturą czy grami komputerowymi ze świata anglosaskiego. Obce im były akcje w sprawie praw kobiet czy gejόw czy zmian klimatycznych. W tej alienacji do wartości europejskich wyprodukowali własną orientację, opartą na ocenie świata wyłącznie przez pryzmat Polski i interpretując coraz częściej rolę swojego kraju i swojej kultury jako dobro ktόre jest pod stałym zagrożeniem wynarodowienia i utraty wartości religijnych. Nagle wszystkiemu co złe winni mieli być “inni”. Osoby te noszą w sobie ogromne poczucie krzywdy sięgającej znόw głęboko w własną historię i obwiniającej obcych i Polakόw “gorszego sortu” za własne braki sukcesόw.
Tak jak tu w Wielkiej Brytanii mogliśmy śmiało przywdziać nasz patriotyzm bez kompleksόw w szatach barwy biało czerwonej, nie skrępowani całą tęczą innych barw otaczających na sąsiadόw, tak te nowe niespokojne elementy w Polsce przywdziewają strόj w postaci kaftanu bezpieczeństwa, bardziej czerwonego niż białego, ktόry dusi i ogranicza ich człowieczeństwo i przymusza do nadmiaru jakiegoś napuszonego patriotyzmu w duchu bezmyślnego “Polen, Polen, uber Alles”. I wtedy te dziwolągi w czarnych koszulach maszerują polskimi drogami pod Jasną Gόrę czy w Marszu Niepodległości wołając “My chcemy Boga,” a zarazem “Biała Siła! Biała Rasa!” “Czysta Krew, trzeźwy umysł”, “Europa będzie biała, albo bezludna”, a nawet “Sieg Heil”. A w toruńskim radiu księdza redemptorysty sączy się jad niechrześcijańskiej nienawiści wobec obcych i wobec “zdrajcόw-Polakόw” pod płaszczem ewangelizacji. Znόw przypominają mi się słowa Papieża Jana Pawła wypowiedziane w ONZie, “Musimy wyjaśnić zasadnicze różnice pomiędzy niezdrową formą nacjonalizmu, który uczy pogardy dla innych narodów i kultur, a patriotyzmem, który jest właściwą miłością własnego kraju. Prawdziwy patriotyzm nigdy nie stara się dążyć do dobrobytu własnego narodu kosztem innych.”
Słowa te przypominam sobie gdy czytam w Tygodniu Polskim lamentacje Polish Youth Association (właściwa nazwa “Patriae Fidelis”) za to że nie dopuszczono ich pod pomnik Lotnikόw w Northolt. Hillingdon Council miał poważne co do nich obawy w związku z niemądrym użyciem petard pod pomnikiem w zeszłym roku. Żal mi przedewszystkiem tych “potomkόw polskich pilotόw” i Sybirakόw ktόrzy niechybnie dołączyli się do tego pochodu. Ta niby niewinna organizacja młodzieżowa zachwyca się tradycją Narodowych Sił Zbrojnych (niestety nie najlepszym wzorem polskości czy polskiego patriotyzmu), a jej członkowie hołubią rzekomych bojownikόw o Polskę ktόrzy odgrywali rolę zbirόw dla brytyjskiego gangstera. Właściwie szkoda mi tej młodzieży rόwnież bo mogliby odegrać bardziej pożyteczną rolę w tym kraju w ramach polskiego harcerstwa czy pracy społecznej przy opiece nad starszymi. Nie rozumieją że swoją obecnością i zachowaniem w obecnych swoich strukturach psują wizerunek i dobre imię Polski w tym kraju.
Bardziej mnie martwią organizacje młodzieżowe jak Stowarzyszenie Patriotyczne “Ogniwo”, ktόre organizuje na Wyspach ćwiczenia wojskowe w porozumieniu z byłym instruktorem “Gromu”. Też żal mi ich bo są to ludzie patriotyczni, przeważnie młodzi, ktόrzy zachłystują się historią Polski ale patrzą już wtedy na otaczającą ich rzeczywistość przez niekrytyczny pryzmat tych bohaterόw narodowych, a szczegόlnie poszczegόlnych żołnierzy “wyklętych” na ktόrych się wzorują, niezależnie od ich indywidualnych poczynań. Żal mi też działaczy prawicowej grupy Polska Niepodległa ktόrzy nie mogą się nadziwić że posłowie I władze brytyjskie przeszkadzają im w sprowadzeniu rόżnych mόwcόw z Polski. Winią za to “komunistόw” brytyjskich w Labour Party i “niepatriotycznych” polskich donosicieli. Nie rozumieją że osoby ktόre chcą tu sprowadzać, jak zajadły antysemita Jacek Międlar, czy cyniczny endecki publicysta Rafał Ziemkiewicz, kpiący w telewizji z pojęcia “żydowskie obozy śmierci” i nawołujący na walkę z Islamem, są zagrożeniem dla układu społecznego Wielkiej Brytanii. Ci mόwcy podżegają swoich słuchaczy do wykpiwania integracji mniejszości społecznych w tym kraju i starają się podważać strategiczną wspόłpracę z społeczeństwem muzułmańskim we wspόlnej walce z terroryzmem. Są też bardziej niebezpieczne jawne polskie grupy rasistowskie jak ci ostatnio skazani na więzienie za rozboje w Liverpoolu, czy te ugrupowania polskie ktόre szukają wspόłpracy z neo-faszystowskimi organizacjami brytyjskimi, bo ci rzeczywiście są wrogami Polski.
Dlatego mόwię tym zapalonym patriotycznym entuzjastom w czarnych koszulach aby, pozostając wiernym swoim zamiłowaniom historycznym, wyszli ze swojego getta, weszli w nurt życia politycznego w Wielkiej Brytanii i tam działali na korzyść zarόwno Polski, tutejszych Polakόw i rόwnież dla dobra kraju zamieszkania. Jak to się mόwi w Anglii, “Get a life!”

Wiktor Moszczyński 9 marzec 2018 Tydzień Polski


Wednesday, 21 February 2018

Otwarty List do Marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego


Szanowny Panie Marszałku!
Dziękuję za zwrόcenie się do zorganizowanej Polonii z apelem o wspόlne akcje dla obrony dobrego imienia Polski. Polonia brytyjska docenia tę wspόłpracę z przedstawicielami rządu polskiego i zapewniam że już to robimy własnymi środkami.
W wypadku Polakόw w Wielkiej Brytanii robimy to bezustannie od 1940 roku kiedy rząd gen. Sikorskiego przeniόsł się do Londynu po upadku Francji. Przez okres okupacji niemieckiej a pόźniej gdy Polka znalazła się pod jarzmem Sowietόw i ich polskich kolaborantόw, polscy publicyści i polskie oragnizacje kombatanckie przemawiały w imieniu wolnej Polski, szerząc prawdę o zbrodniach dokonanych wobec narodu polskiego i korygując zarόwno niemieckie jak i sowieckie kłamstwa. Robiliśmy to nie tylko słowem pisemnym, ale rόwniez w wielkich, często wręcz masowych, demonstracjach. Przypominam marsz milczenia przeciw wizycie Chruszczowa i Bułganina, a pόżniej w obronie studentόw marcowych, przeciw wizycie KGBowca Szelepina, w poparciu dla robotnikόw wybrzeża w roku 1970, a potem w obronie Solidarności i przeciw stanu wojennego. Stawialiśmy pierwszy pomnik katyński na świecie. Prowadziliśmy czynny i ekeftywny lobbying w sprawie zniesienia wiz dla Polakόw w roku 1992, przyjęcia Polski do NATO i Unii Europejskiej (akcja Poland Comes Home) i wielokrotne wystąpienia w obronie egzaminόw z języka polskiego. W tych momentach polskie organizacje wspόłpracują i wykorzystują swoje kontakty w mediach brytyjskich, parlamencie i władzach samorządowych. W ostatnich trzydziestu latach jako przewodniczący Polish Solidarity Campaign, a pόżniej jako rzecznik Zjednoczenia Polskiego, sam odgrywałem czynną role w tych inicjatywach. Obecnie zajmuje się obroną praw obywateli unijnych po Brexicie.
Nie zwlekaliśmy też w sprawach kłamstw i przekręconych faktόw o udziale Polski w Drugiej Wojnie Światowej, a szczegόlnie w sprawie Holocaustu. Od początku mieliśmy tu dobre stosunki z organizacjami żydowskimi w Wielkiej Brytanii, i wzajemnie szanowaliśmy Pamięć Narodową naszych narodόw. Żydzi pamiętali o swoim Holocauscie, a Polacy przeżywali swoją Golgotę gdy na pierwszym planie Niemcy i Rosjanie, ale rόwnież Ukraińcy, Litwini I Białorusini, mordowali polską ludność i wyniszczali wszelkie oznaki polskości. Przez wiele lat, przy pomocy organizacji jak Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii i Polish Media Issues, zadawaliśmy kłam w mediach brytyjskich o roli Polakόw w zagładzie Żydόw i tępiliśmy skutecznie określenia “Polish death camps” czy “Polish concentration camps”. Powtarzam, “skutecznie”, dlatego że to określenie już prawie nigdy nie ukazuje się w prasie i telewizji brytyjskiej, a wiele redakcji krajowych zakazało użycia tego określenia. Najczęściej określenia te były wynikiem niedbalstwa brytyjskich dziennikarzy, szczegόlnie w prasie lokalnej, gdy opisywali wrażenia z wypraw brytyjskiej młodzieży szkolnej do Oświęcimia. Nawet w momentach kiedy ukazywały się wręcz wrogie czy złośliwe komentarze o naszej roli w czasie Holocaustu w prasie brytyjskiej, były to wypowiedzi poszczegόlnych jednostek żydowskich, a nie ich organizacji.
Jesteśmy więc gotowi, Panie Marszałku, dalej występować w tej sprawie indywidualnie i zbiorowo, i wielu młodszych już Polakόw robi to znakomicie. Wyczuwam że w Swoim apelu Pan Marszałek nie zapowiada przeznaczenie nowych środkόw finansowych na tą walkę. Nie szkodzi. I tak będziemy to dalej robić. Pochwalamy też tutejszą Ambasadę za ich czynną role w tych inicjatywach.
Natomiast osobiście muszę stwierdzić z żalem że wprowadzenie nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, na ktόrą powołuje się Pan Marszałek, jest błędem w walce o dobre imię Polski. Nowa ustawa stwierdza że za publiczne przypisywanie Narodowi Polskiemu odpowiedzialność czy wspόłodpowiedzialność za zbrodnie nazistowskie podlega grzywnie lub więzieniu na okres 3 lat. Od razu mόwię. “Bad idea”.
Polska chce zaliczać się do wielkich narodόw Europy, jak na przykład narody brytyjskie, czy francuskie, czy hiszpańskie. Ale te narody nie potrzebują prawodawstwa chroniącego swojego dobrego imienia. Bo wielki narόd gotόw jest przynać sie do swoich chwalebnych wyczynόw i do swoich przestępstw, zarόwno narodu jak i jednostek. Każdy kraj ma swoich aniołόw i swoich demonόw. Polska nie jest inna. A przecież Polska nie ma na swoim sumieniu takich masowych zbrodni kolonialnych jakich popełniały powyższe trzy narody. Nowelizacja ustawy o IPN może więc być nie tyle wynikiem wielkości naszego narodu, ile skutkiem nadmiernej wrażliwości nieczystego sumienia w działaniu swoich nikczemniejszych jednostek. Izoluje nas i ośmiesza.
Uważam że sprawa korygowania faktόw o roli Polakόw jest sprawą dla historykόw i publycistόw, ale nie dla prawnikόw. Pamiętamy i uwypuklamy rolę rządu polskiego w Londynie nagłaśniającego zbrodnie wobec narodu żydowskiego przez Niemcόw. Pamiętamy że ZWZ, a potem Armia Krajowa, karała Polakόw wyrokiem śmierci za wydawanie Żydόw w ręce Gestapo a mόwimy też o tym że polskim rodzinom groziła zagłada jeżeli jeden z jej członkόw był złapany w pomaganiu czy przechowywaniu Żydόw. Znamy szlachetną i bohaterską działalność Rady Pomocy Żydom – “Żegoty”. Wiemy o drzewkach w muzeum Yad Vashem poświęconym Polakom ktόrzy ratowali Żydόw. Nagłaśniamy te pozytywne przykłady działalności indywidualnych Polakόw i oficjalnych władz reprezentujących Rząd Polski. W tym tygodniu pisaliśmy w tej sprawie do “Guardiana” w odpowiedzi na ich negatywny komentarz redakcyjny. Tu nie mamy czego się wstydzić. Ale nie możemy zaprzeczać że rόwnolegle z tym bohaterstwem szmalcownicy wydawali Żydόw Niemcom i to nie były tylko “przypadki odosobnione”. Zdala od szlachetnych zamiarόw przywόdzstwa podziemia w Warszawie, organizującego pomoc dla Żydόw i zbierania informacji o ich zagładzie, grupy prymitywnych Polakόw polowały i zabijały Żydόw chowających się w lasach. Nie każdy oddział partyzancki w terenach wiejskich dzielił szlachetne nastawienie stolicy do Żydόw. Wojna jest rzeczą straszną i ostatecznie może wypaczyć normalne zachowania humanitarne cywilnego społeczeństwa oszołomionego terrorem i otaczającej go tragedii narodowej. Te zbrodnie istniały i nie reprezentowały woli narodu, ale Żydzi, a szczegόlnie dzieci żydowskie, były ich ofiarami czy świadkami. I niestety te świadectwa wytykają nam, czasem oparte o prawdę, a czasem zmyślone czy przesadzone.
Uważam że trzeba badać kolaborację Polakόw z okupantem hitlerowskim z tą samą intensywnością co wspόłpracę z władzami sowieckimi. Mimo że jest to przykry temat dla nas. Wiem że nowelizacja ustawy zastrzega że ta kara nie będzie obowiązywała działalności badawczej czy twόrczosci artystycznej. Ale nie uważam za wskazane aby policjant czy prawnik miał określać co jest działalnością badawczą czy artystyczną, a co aktem złośliwości lub wrogiej dezinformacji. Zła interpretacja tego prawa już doprowadziła do potępienia Polski przez rządy Izraela i Ukrainy i podważa atmosferę wspόlpracy w ktόrej zespoły historyczne tych nacji starały się dojść do wspόlnego porozumienia i do uzyskania obiektywnej prawdy o wspόlnej przeszłości wojennej. Pan Marszałek pisze że “jest to droga do budowania mostόw pomiędzy oboma narodami “, ale widać że w tej chwili, wręcz na odwrόt, wprowadzenie sankcji prawniczych uniemożliwia rzetelną interpretację o zbrodniach hitlerowskich. Rόwnież wywołało to ostrą reakcję w mediach amerykańskich I oświadczenie od Departamentu Stanu o zachwianym “partnerstwie” z Polską, a pojawienie się hasztagu “#polishdeathcamps” na internecie wzrόsło dramatycznie od niemal zera do 28 milionόw w ciągu pierwszego tygodnia po nowelizacji.
Wiem że tu działają emocje. Polakόw denerwuje i frustruje każda wzmianka za granicą o polskim anty-semityzmie i o rzekomych polskich zbrodniach. Turkόw też denerwowały ciągłe wzmianki o masowych mordach Ormian w czasie Pierwszej Wojnie Światowej. Wprowadzili zakaz wymienienia tych zbrdodni pod groźbą więzienia. Nic im to nie dało bo o zbrodniach powszechnie wiadomo za granicą a młodzież turecka jest pozbawiona możliwości poznania przykrej prawdy o swojej przeszłości. Nie bądźmy Turkami. Polskie władze powinni były opanować swoje emocje i ograniczać się do publicystyki I do badań historykόw aby swoją prawdę rozszerzać.
I nie wypominajmy Żydom na szczeblu państwowym o zbrodniach żydowskich jednym tchem z zbrodniami niemieckimi. Kolaboracja Judenratόw i policji żydowskiej w gettach jest ich wewnętrzną tragedią. Nasze narody są bardzo podobne. Nie lubimy jako obcy wytykają nam nasze mniemane czy prawdziwe zbrodnie, oczyszczając w ten sposόb ich własne zbrodnie czy nieczynność. Panie Marszałku, spodziewam się większej i rozsądniejszej dyplomacji od naszych władz.
Mimo tych uwag jestem przekonany że polonia brytyjska w niczym nie zawiedzie Polski w tropieniu i korygowaniu nieprawdziwych informacji o naszym kraju. I że Senat z tym samym poświęceniem zajmie się tez losem Polakόw w Wielkiej Brytanii po Brexicie.
Łączę wyrazy poważania,
Wiktor Moszczyński