Tuesday, 23 May 2017

Obchody katyńskie w Cannock Chase

czyśtości związane z oddaniem hołdu patriotom polskim poległym w Katyniu, Miednoje, Charkowie i innych miejscach kaźni w Rosji Sowieckiej w kwietniu i maju 1940 roku. Pomnik jest w kształcie głazu położonego na obszernej kwadratowej platformie ozdobionej białym orłem otoczonym polskimi flagami, a na głazie, ukoronowanym orłem z wyciągniętymi skrzydłami jakby przygotowującym się do lotu, widnieje czarna tablica ktόra zawiera kluczowe informacje w języku angielskim o zbrodni katyńskiej. Pomnik położony jest na środku zacisznej polany leśnej otoczonej młodymi drzewami. To malownicze położenie daje temu miejscu szczegόlną wymowę przypominającą w wyobrażni tą polanę otoczoną drutami kolczastymi do ktόrej dowieżli polskich oficerόw na ich ostatnią podrόż. Pomnik postawiono w roku 1979 na wniosek Stefana Staniszewskiego, όwczesnego prezesa Koła SPK nr 239 w Wolverhampton.
Tegoroczne obchody organizował Parafialny Komitet Opieki Pomnika Katyńskiego w Cannock Chase pod przewodnictwem Jerzego Głębockiego, następcy pani Mirosławy Kisiel, ktόra jako όwczesny Prezes Koła SPK nr 239, przewodniczyła na tych obchodach przez przeszło 20 lat, aż do ubiegłego roku.
Na początku pod komendą doświadczonego Parade Marshal, Paul Nicholls, wprowadzono pięć sztandarόw brytyjskich i trzy polskie, czyli byłe sztandary SPK z Londynu, Wolverhampton i Rugby. Sztandarowi zajełi miejsce za pomnikiem tworząc godne tło dla dalszych uroczystości. Na pierwszym miejscu przemawiał prezes Jerzy Głębocki, witając gości brytyjskich, a szczegόlnie burmistrza miasta Stafford, Radnego Aidan Godfrey z małżonką, przewodniczącego Rady Okręgowej Cannock Chase i przewodniczącego Rady Okręgowej Lichfield, radnego David Salter, jak rόwnież gości polskich. Wśrόd tych ostatnich był obecny 95-letni płk Zdzisław Picheta, z Brygady Karpackiej, ktόry służył w obronie Tobruku. Dwoje członkiń St John Ambulance Brigade z Penkridge były obecne w razie potrzeby, jak rόwnież policjantka reprezentująca Stafford Police Service. Prezes Głębocki opisał historię pomnika i przypomniał brytyskim gościom o zasadniczych faktach związanych ze zbrodnią w lesie katyńskim. Następnie przemawiał Leszek Rowicki, Konsul Generalny RP w Manchesterze. Przemόwienia były po angielsku ze względu na liczny udział brytyjskich gości.
Po odśpiewaniu “Pod Twoją Obronę” przez wszystkich obecnych Polakόw, uczennice szkoły im. Św Jana Pawła II z Telford odczytały wiersz a Sekretarz Fundacji SPK w Wielkiej Brytanii, Jacek Bernasiński, przemόwił, przekazując najnowsze informacje o zbrodni katyńskiej, łącznie z historią losόw ostatniego rosyjskiego świadka zbrodni, ktόry umarł w zeszłym roku w Polsce. Po przemόwieniu pana Bernasińskiego nastąpił występ młodzieży z polskiej szkoły im Św. Jana Bosko w Wolverhampton.
Wiktor Moszczyński, prezes Stowarzyszenia Przyjaciόł Polskich Weteranόw, przypomniał w przemόwieniu o tym że zbrodnia katyńska była wspόlną akcją okupantόw hitlerowskich i sowieckich w likwidowaniu elit niezależnego Państwa Polskiego, i że zamordowani w Katyniu nie byli tylko zwykłymi ofiarami ale rόwnież bohaterami ktόrzy ginęli ze świadomością że nie zgodzili się służyć władzom sowieckim.
Duże emocjonalne wrażenie zrobił występ lokalnego chόru polskiego “Trzecie Pokolenie AK”, ze Stafford, ktόry odśpiewał piękny wiersz “Ostatni List”. Modlitwy i słowa zadumy prowadził Ks. Proboszcz Kamil Stawiski. Po modlitwach tradycyjny trębacz Jim Cornes zagrał ostatnią wartę i nastąpiła minuta ciszy dla wspomnienia najwyższej ofiary złożonej przez zamordowanych Polakόw w Rosji. Ciszę zakończył znόw trębacz z sygnałem “Spocznij”. Lokalne władze brytyjskie na pierwszym miejscu składały wieńce, a następnie Konsul Generalny, przedstawiciele organizacji kombatanckich i szkόł polskich, i kwiaty złożone przez prywatnych uczestnikόw.
Na zakończenie pięknej i wzruszającej uroczystości odśpiewano “Boże Coś Polskę”, hymny narodowe Polski i Wielkiej Brytanii i odmaszerowały sztandary. Przes Głębocki podziękował wszystkim za przybycie i zaprosił na poczęstunek do Polskiego Ośrodka Katolickiego w Wolverhampton.
Wiktor Moszczyński 21 maj 2017

Wednesday, 17 May 2017

Misja do Brukseli

W czwartek 11 maja włożyłem palto przeciwdeszczowe i wybrałem się raniutko samolotem do Brukseli. Choć jechałem na własny koszt, to nie jechałem prywatnie. Byłem członkiem 8-osobowej delegacji z organizacji “the3million”. Posiadałem nawet nową wizytόwkę tej organizacji z tytułem “Senior Adviser”, choć mi się ten tytuł raczej z wieku niż z urzędu należał.
The3million, o ktόrej już poprzednio pisałem, jest bardzo efektywną grupą nacisku repezentującą obywateli unijnych borykających się z administracyjnymi trudnościami w tym niepokojącym okresie przejściowym. Nasza delegacja składała się z samych kobiet (po za mną oczywiście), głownie z dziedziny nauki i prawa. Były francuskiego, niemieckiego, holenderskiego, włoskiego i hiszpańskiego pochodzenia. Celem organizacji jest wywalczyć dla wszystkich obywatelli unijnych, obecnych teraz w tym kraju, lub mieszkających tu w ostatnich latach, pełnego prawa do pobytu, pracy, dostępu do nauki, głosu w wyborach, służby zdrowia i świadczeń społecznych, na tych samych zasadach jakie przyświecają im do tej pory.
Od czasu debaty wokόł referendum wszyscy znaczący politycy wspierający wyjście Wielkiej Brytanii z Unii zastrzegali że taka decyzja w żaden sposόb nie odbierze prawa pobytu Polakom i innym obywatelom unijnym. Jak wiemy było to puste przyrzeczenie na wodzie kreślone, podobne do innych obietnic, ktόre znikały jak bańki mydlane gdy wynik referendum zaskoczył wszystkich, a przedewszystkiem samych zwolennikόw Brexitu. Theresa May, jeszcze wόwczas urzędująca w Home Office, wykorzystała pustkę polityczną po referendum aby stwierdzić że zezwoli na gwarancje dla obywateli unijnych tylko wtedy kiedy uzyska podobne zapewnienia od rządόw państw unijnych gdzie zamieszkiwało przeszło milion Brytyjczykόw, najczęściej emerytόw.
Mimo nalegań i mocnych argumentόw ze strony znacznej większości posłόw, izb handlowych, naukowcόw, przedsiębiorόw, związkόw zawodowych i wybitnych przedstawicieli świata kultury, Theresa May jako premier wyrażała ten sam upόr w sprawie praw Europejczykόw na Wyspach co Theresa May jako minister spraw wewnętrznych. Podobnych argumentόw używało rόwnież 40 przedstawicieli polonii brytyjskiej w liście do posłόw brytyjskich ogłoszonym w parlamentarnym tygodniku “The House” w grudniu ub. roku. To samo głosiła organizacja “the3million” gdy zorganizowała masowe lobby parlamentu w lutym br. z udziałem przeszło tysiąca unijnych mieszkańcόw.
Rząd brytyjski miał duże szanse uzyskania dobrych warunkόw do rozwiązania tego problemu gdyby był wystąpił z własną inicjatywą w tej sprawie. Theresa May mogła była zapewnić wszystkim “unijniakom” tu pracującym i płacącym podatky i znaczki ubezpieczenia ale zarazem zastrzegać na przykład że ta gwarancja prawa pobytu już nie dotyczyłaby, np. krewnym tych osόb, ani tym ktόrzy dopiero mają zamiar przyjechać, ani bezdomnym, ani tym z niskimi zarobkami. W ten sposόb uzyskałaby nieco większy kredyt zaufania u negocjatorόw unijnych a zarazem zadowoliłaby obawy mniej zagorzałych zwolennikόw Brexitu. Ale pani May tej furtki nie otworzyła. Twierdziła wciąż że najpierw to państwa europejskie muszą zabezpieczyć prawa Brytyjczykόw na swoich terenach i powoływała się na to że niektόre rządy rzekomo nie dawały tych gwarancji, choć faktycznie żaden rząd nie przeczył że brytyjskim “expatom” takie prawa się należą. Inne rządy, jak np. polski rząd pani Beaty Szydło, robiły wszystko żeby potwierdzić że mieszkańcy brytyjscy nie będą zagrożeni decyzją opuszczenia Unii przez ich własny rząd, prosząc o podobną deklarację ze strony brytyjskiej.
Wina nie leżała tylko wyłącznie po brytyjskiej stronie. Rządy europejskie i instytucje unijne z początku nie chciały podjąć żadnej deklaracji w sprawie swoich obywateli w Wielkiej Brytanii dopόki rząd brytyjski nie złoży oficjalnego listu potwierdzającego intencję wyjścia z Unii na podstawie Artykułu 50 traktatu lizbońskiego. Ta decyzja negocjatorόw unijnych aby unikać wszelkich komentarzy czy deklaracji była interpretowana przez antyunijne brukowce angielskie jako akt złej woli uzasadaniający wstrzemiężliwość rządową w sprawie uznania praw naszych rodakόw do pozostania w tym kraju po Brexicie. Natomiast nowy minister spraw wewnętrznych, pani Amber Rudd, orzekła że przyszły status obywateli unijnych byłby oparty o zasady obywateli obcych pozaunijnych, tzw. “third country status”. Pozatem niemal 1/3 podań na stałą rezydenturę nie była przyjmowana przez Home Office, ktόry szuka jakiegokolwiek powodu aby podania o stałą rezydenturę, choć składane z wielkim wysiłkiem, zostały odrzucone. Duża część rodzin polskich i pojedynczych Polakόw żyje przez to w wielkim stresie, i coraz więcej zastanawia się nad ewentualnym wyjazdem do innego kraju czy powrotu do Polski. Potwierdzają to odpowiedzi od przeszło 30,000 osόb z linkiem do forum the3million. Teraz nawet, przy prόbach odnowienia paszportu, Home Office odbiera obywatelstwo brytyjskie pewnym dzieciom polskim tu urodzonym.
Gdy ostatecznie rząd brytyjski wysłał ten nieszczęsny list do Donalda Tuska zgłaszający wolę wyjścia, instytucje unijne (czyli Rada Europejskia, Komisja Europejska i Parlament Europejski) opublikowały już dobrze przygotowany harmonogram dwuletnich negocjacji stawiając na pierwszym miejscu sprawy praw obywateli unijnych i brytyjskich, granic Irlandii i finansowych rozliczeń. Prawa obywateli unijnych w tym dokumencie określano w najszerszych rozmiarach. Posiadaliby wszystkie prawa ktόre przysługują im obecnie, łącznie ze sprowadzeniem członkόw rodziny, przeciw ktόremu rząd brytyjski stanowczo występuje. Prawa te byłyby zagwarantowane na całe ich życie przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości. Prawa te objęłyby nawet tych obywateli Unii ktόrzy opuścili już Wielką Brytani lub przyjechaliby do niej dopiero w dwuletnim okresie negocjacji unijnych. Dla rządu brytyjskiego te warunki są obecnie nie do przyjęcia.
Organizacja the3million popiera ten maksymalistyczny program urealnienia wszystkich możliwych praw. Ale to nie wystarcza. Dotychczas głόwny negocjator Michel Bernier potwierdzał w wywiadach prasowych i w czasie bezpośredniego spotkania z przedstawicielami the3million w ubiegłym miesiącu, że nic nie bedzie uchwalone i uzgodnione dopόki wszystko nie będzie ustalone. To hasło podchwycił rόwnież rząd brytyjski. Dla nas jest to nie do przyjęcia. Uważamy że nie mogą Polacy i inni czekać jeszcze dwa lata aby dowiedzieć się na jakich warunkach mają zostać. Pozatem nie można odrzucić możliwości że w ogόle porozumienia nie będzie i że obywatele unijni pozostaną na łasce Home Office, bez żadnych gwarancji.
Na 11 maja cztery komisje parlamentu europejskiego (konstytucyjne, zatrudnienia, petycji i wolności obywatelskich) zwołaly plenarne spotkanie z organizacjami i specjalistami zajmującymi się prawami obywateli unijnych w Wielkiej Brytanii. Na pierwszym planie zaproszono naszą organizację the3million. Jej wspόłzałożycielka, Anne-Laure Donskoy, wygłosiła pierwotny referat w ktόrym mocno lansowała potrzebę oddzielnej obowiązującej umowy na samym początku, jeszcze w tym roku, aby pόźniejsze negocjacje nie podminowały tego co zostanie uzgodnione na początku. Pozatem domagała się uproszczonej formy rejestrowania obywateli unijnych przez władze brytyjskie. Domagała się też aby Komisja Europejska zawkestionowała legalnośc brytyjskich przepisόw jak np. określenie “braku właściwego i skutecznego zatrudnienia” dla osόb bez stałego zarobku, czy jak przepis, zwany CSI, czyli wszechstronne ubezpieczenie przeciwchorobowe, ktόre rząd brytyjski stosuje do kontrolowania ilości podań o stałą rezydenturę. Wyraziła też obawy w sprawie osόb krόre pracowały mniej niż 5 lat wymaganych przez permanent residence, czy osόb opiekujących się starszymi czy niepełnosprawnymi, czy jeszcze tymi ktόrzy często podrόżują po Europie choć ich stałą bazą jest Wielka Brytania. Jej argumenty wspierało też szereg prawnikόw i głόwna organizacja reprezentująca Brytyjczykόw w Unii.

Moją rolą w Brukseli i moich wspόłpracownikόw z the3miilion polegało na tym aby spotkać i przekonać wpływowych europosłόw z krajόw naszego pochodzenia do naszych postulatόw I otworzyć im oczy na narastające naciski ze strony władz brytyjskich. Osobiście miałem tego samego dnia bardzo owocne spotkania z Ryszardem Czarneckim, wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego; z posłem Michałem Boni członkiem zarόwno komisji wolności obywateksich jak i komisji konstytucyjnej; z Arkadiuszem Plucińskim, szefem działu prawnego przy Ambasadzie RP w Brukseli, z Aleksandrą Garlińską, doradczynią Danuty Huebner, przewodniczącej Komisji Konstytucyjnej, i z wieloma innymi. W sumie nasza grupa z the3million miała spotkania tego samego dnia z 15 europosłami z rόżnych państw, i sześcioma ambasadami. W ten sposόb przygotowywaliśmy jak gdyby grunt do przekonania parlamentarnych komisji na sesji plenatnej o potrzebie przyspieszenia i wyodrębnienia od pozostałych negocjacji decyzję o zatwierdzeniu praw obywatelsich dla rodzin i osόb pojedynczych z krajόw unijnych. Po pozytywnych wypowiedziach większości posłόw w sesji plenarnej czuliśmy że byliśmy skuteczni I że negocjatorzy unijni przyjmą zasadę oddzielnej wczesnej umowy o przyszłych prawach obywateli unijnych I brytyjskich..
W każdym razie uważam że mόj udział w tej misji był konieczny aby głos polski też był usłyszany w momentach podejmowania decyzji o naszych prawach. Nic o nas bez nas.
Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 19 maj 2017

Monday, 1 May 2017

Czy po Brexit będzie Frexit?



Gdyby ktoś jeszcze przed końcem ubiegłego roku wyjechał nagle na bezludną wyspę, a teraz dopiero powrόcił do Francji, to byłby zaskoczony. Gdzie podziali się zapowiedziani wόwczas kandydaci na prezydenta? Gdzie przywόdcy prawicy Sarkozy i Juppé? Gdzie prezydent Hollande czy były premier socjalistyczny Valls? Nagle pojawiają się nowsze niespodziewane nazwiska – François Fillon, były premier, jako kandydat prawicy, Benoît Hamon, jako kandydat socjalistόw, Jean-Luc Mélenchon jako kandydat skrajnej lewicy, no, i ewentualnie zwycięski w pierwszej turze, Emmanuel Macron, były minister socjalistyczny, a obecnie przewodniczący nowego ruchu politycznego z podchwytliwą nazwą – “En Marche!” – “Ruszamy”.
Przy tych niespodziewanych nowych nazwiskach, jedynym stałym elementem ktόry wytrzymał ten wyczerpujący marsz była kandydatka nacjonalistόw – Marine Le Pen. Twarda i nieubłagana (jako 8-letnia dziewczynka przeżyła zamach bombowy na swόj dom rodzinny), a jednak przebiegła i świadoma potrzeb i frustracji prowincjonalnego elektoratu. Umiała wykorzystać kryzys finansowy i panikę wynikającą z dalszego przypływu uchodźcόw z Bliskiego Wschodu i Afryki aby doprowadzić swόj populistyczny ruch do skraju politycznego “mainstreamu”. Przez ostatnie dwa lata, a szczegόlnie po głosowaniu za Brexitem i wyborze Donalda Trumpa, wszelkie komentarze o polityce Francji dotyczyły spekulacji ktόry kandydat będzie w stanie pokonać ją ostatecznie w wyborach prezydenckich. Jej partia posiada dwuch posłόw w parlamencie francuskim, 20 posłόw w parlamencie europejskim, pareset lokalnych radnych i jedenaście burmistrzόw. W odrόżnieniu od swojego ojca Jean Marie Le Pen, po ktόrym odziedziczyła ten ruch, liczy na to aby zdobyć władzę, a nie być tylko przywόdcą marginalnego ruchu protestu, gardłującego przeciw globalizmowi i imigrantom.
Już wcześniej “oczyściła” swoją partię, Front Narodowy, od wpływόw własnego ojca, reprezentującego tradycyjny rasistowski i anty-semicki element, i grała przedewszystkiem na obawach szerokiej części społeczeństwa wokόł migrantόw, bezrobocia i braku bezpieczeństwa. Proponowała pierwszeństwo w poszukiwaniu pracy i mieszkań dla rodowitych Francuzόw, automatyczne wydalenie imigrantόw bez odpowiedniej dokumentacji i referendum w sprawie opuszczenia strefy waluty euro, a nawet, pod koniec kampanii wyborczej, bardziej ambitny plan opuszczenia Unii Europejskiej (Frexit) i zakończenia ery otwartych granic. Wykorzystała słabą obronę robotnikόw przez obecny socjalistyczny rząd aby przejąć rolę obrońcy praw pracownikόw. Stoi na straży 35 godzinnego tygodnia pracy i prawa do emerytury od 60ego roku. Nie martwi się o ujemne gospodarcze skutki takich zarządzeń, bo jest świadoma że daje to jej ogromne poparcie zwłaszcza w pόłnocnej Francji gdzie zamknięto wiele fabryk i na biedniejszych terenach Południa Francji. Nie odcina się od haseł obrony praw kobiet; w odrόżnieniu od innych nacjonalistόw, popiera prawo kobiet do aborcji. Pozatem Front Narodowy nie just już osamotniony bo wtόrują mu ruchy populistyczne w wielu innych państwach Europy ktόre podzielają jej nacjonalistyczne, anty-europejskie, anty-islamskie, prorosyjskie poglądy, a w Austrii i Holandii były bliskie wygrania kluczowych wyborόw. Ich egzotyczne hasła wyborcze, jak rόwnież jaskrawy program tryumfującego Trumpa, dają jej osłonę pod ktόrą może nawet przedstawiać siebie i swoją partię jako “umiarkowaną”.
Marine Le Pen zdobyła dla swojej partii najlepszy jak dotychczas wynik w pierwszej turze wyborόw, bo uzyskała 21.3%. Dla jej ojca byłby to wynik wspaniały sam w sobie, ktόry by pozostał niezmieniony w drugiej turze wyborόw, tak jak miało miejsce w roku 2002. Wόwczas stary Le Pen zdobył 16.86% w pierwszej turze, ale zaledwie 17.79% w drugiej turze kiedy reszta głosόw poparła prezydenta Chiraca. Le Pen był zadowolony tym wynikiem, ale dla jego cόrki ten wynik był wyraźną kleską. Dlatego liczy na to że w drugiej turze obecnych wyborόw zbierze poparcie od dużo szerszego wachlarza opinii publicznej, a przedewszystkiem te 19.64% ktόre głosowało na lewicowego radykała Mélenchon, i część tych 19.8% głosόw konserwatywnych ktόre poszły na skorumpowanego kandydata prawicy, Fillon. Obecnie ma rosnące poparcie przeszło 41% głosόw w sondażach, odwiedza i podburza załogi fabryk zagrożonych zamknięciem i przesunięciem produkcji do krajόw z niższymi zarobkami jak Polska, a na premiera proponuje Nicolas Dupont-Aignan z innej partii prawicowej ktόry zdobył niemal 5% głosόw w pierwszej turze wyborόw. Zrezygnowała też tymczasowo na okres wyborόw z przywόdztwa swojej partii. Wywołało to nawet zamieszanie bo jej pierwszy nominat na funkcję prezesa, Jean-François Jalkh, miał krępujące wypowiedzi na temat istnienia komόr gazowych, ale szybko pozbyła się jego i zastąpiła bezpieczniejszym kandydatem, czyli europosłem Steeve Briois. Marine Le Pen walczy bezwględnie o wygraną.
Jej rywal, ktόry uplasował się z wyższą ilością głosόw niż pani Le Pen, był względnym nowicjuszem ktόry uzyskał 8,657,326 głosόw, czyli 24%. Gładki i elokwentny, Emmanuel Macron, jest zarόwno outsiderem ktόry nigdy nie był kandydatem w wyborach i prowadzi nową partię entuzjastόw ktόra nie posiada ani jednego mandatu w parlamencie francuskim, jak i insiderem ktόry, jako absolwent École Nationale d’Administration i były minister, należy do elity administracyjnej ktόra dotychczas rządziła Francją od czasu Drugiej Wojny Światowej. Gdyby zwyciężył ten 39-letni kandydat byłby najmłodzą głową państwa francuskiego od czasu Napoleona. Pracował jako doradca ekonomiczny dla prawicowego prezydenta Sarkozy i służył jako minister gospodarki dla lewicowego prezydenta Hollande. Ma łatwość w nawiązaniu kontaktόw, nawet z demonstrującymi na ulicy, i ma podobny dar co Tony Blair we wprowadzaniu przekonywujących argumentόw. Jest wolnorynkowcem i entuzjastą dalszej integracji w Unii Europejskiej. Lecz chce zwolnić najbiedniejszych z obciążających kosztόw socjalnych i zainwestować dużo w edukację na terenach z niskim poziomem życia. Chce inwestować w infrastrukturę, rolnictwo, policję. Jest czuły zarόwno na Liberté i na Egalité. Ofiaruje wyborcom coś nowego a zarazem coś nieokreślonego.
Dla niego wybory w roku 2002 były takim samym zwrotnym momentem w swoim światopoglądzie, jakim był dla Marine Le Pen. Dla niego szokiem było dojście Jean-Marie Le Pen do drugiej tury wyborόw; dla niej szokiem był rozmiar jego ostatecznej klęski. Macron był przekonany że tylko nowy dynamiczny ruch polityczny, oparty na poszanowaniu podstawowych praw wolności i uczulony na potrzeby mieszkańcόw sfrustrowanych pogarszającą się jakością swojego bytu, będzie mόgł ostatecznie obronić Francję przed zwycięstwem ruchu nacjonalistycznego. Komentatorzy polityczni domagają się aby sprecyzował swόj program, lecz Macron unika konkretόw. Mόwi “Brakuje w dzisiejszej polityce trochę nadzmysłowości (‘transcendance’) ktόrą można czerpać z literatury i filozofii”. Może to nie brzmi przekonywująco dla nas ale w tej chwili ten młody niesprawdzony kandydat ma ten dar pewności siebie ktόrego 60% elektoratu chwyta sie jako ostatniej deski ratunku aby nie dopuścić Le Pen do prezydentury.
Lecz według sondażu Opinionway, 54% osόb ktόre głosowały na Macron robiły to ze względόw taktycznych, a nie z przekonania. Macron był też jedynym poważnym kandydatem ktόry był gotόw utrzymać sankcje przeciw Rosji; Le Pen, Fillon i Mélenchon byli sympatykami Putina. Jednak jedyny wyrazisty pogląd Macrona jest jego pro-europejskość. Z tego powodu wzmocni nacisk negocjatorόw unijnych wobec Wielkiej Brytanii i przyspieszy możliwość sankcji unijnych wobec Polski bo “narusza wszystkie zasady Unii”. Pozatem skończy umowę z Wielką Brytanią w sprawie utrzymania granicy wobec migrantόw w Calais.
Mimo słabego początku w drugiej turze kiedy odbył przedwczesny “zwycięski” obiad z pomocnikami w luksusowej restauracji, wciąż wyglada na to że Macron wygra ostatecznie wybory w najbliższą niedzielę. Ale jego poparcie powoli topnieje; spadło z 63% zaraz po pierwszej turze do 59%. Istnieje obawa że głosy lewicujące nie będą chciały na niego głosować bo chce zreformować rynek pracy, utrzymać deficyt budżetowy na poziomie 3% i zlikwidować 120,000 etatόw państwowych. Bardziej im odpowiada lewicowy program gospodarczy Le Pen, ktόra co raz śmielej przedstawia siebie jako głos robotnika francuskiego. Hasło “Ani Macron, ani Le Pen”, czy “ni patrie, ni patron” rozpowszechnia się w mediach społecznych. Poparcie dla Macrona choć większe, nie jest aż tak entuzjastyczne. A więc istnieje obawa że jeżeli będzie niska frekwencja, “będzie słabe poparcie dla Macrona, a poparcie dla Le Pen jeszcze wzrośnie, to mogłaby uzyskać przeszło 50% głosόw”, zapowiada komentator naukowy Aurélien Preud’homme w wywiadzie dla BBC. Dużo będzie zależało od wynikόw debaty telewizyjnej 3 maja i od jej przemόwienia w czwartek w Nicei gdzie 86 osόb zginęło w zamachu terorystycznym. Sprawa nie jest jeszcze przesądzona, ale lewicowy komentator Philippe Marlière przypomina że z dwojga złego zwycięskiego Macrona będzie można temperować przez demokratyczną opozycję, zaś zwycięstwo Le Pen mogło by być nieodwracalną groźbą dla przyszłości francuskiej demokracji a lansowany przez nią Frexit byłby śmiertelnym ciosem dla przyszłości Unii Europejskiej.

Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 5 maj 2017

Thursday, 20 April 2017

Theresa May wkracza do akcji



18 kwietnia o godzinie 11.15 Theresa May opuściła spotkanie swojego zaskoczonego gabinetu na 10 Downing Street, stanęła przed drzwiami swojego domu i, ku zdumieniu zarόwno świata politycznego jak i mediόw brytyjskich, ogłosiła że zwołuje wybory parlamentarne na dzień 8go czerwca. Wszystkich zaskoczyła. Przez 8 miesięcy dawała do zrozumienia że dla dobra spokoju kraju w tak niepewnym okresie nie ma żadnego zamiaru ogłaszać wyborόw. Osobiście miałem poczucie wielkiej satysfakcji. Tylko dzień wcześniej wpisałem na moim blogu, ktόrego rozesłałem moim znajomym, dlaczego wczesne wybory były konieczne dla przygotowania negocjacji z Unią.
A jednak wybory są dla niej zarόwno ryzykowną deską ratunku jak i koniecznością. Dlaczego ryzykowne? Przecież wiadomo że mimo znikomej większośći 17 mandatόw nad pozostałymi partiami w parlamencie, w sondażach pani May ma wyjątkową przewagę. 56% ocenia ją jako osobę zdecydowaną, 44% uważa że jest zaradna w kryzysie, 40% że jest pradwomόwna. A więc jest szanowana, ale nie koniecznie lubiana, bo 46% uważa że nie ma kontaktu z normalnym wyborcą, a 45% uważa że ma zimny character. Jej partia też dominuje mając poparcie we wtorkowym sondażu ICM 46%, 25% tylko dla Labour, 11% dla LibDemόw, 8% dla UKIP, a 4% dla Zielonych. Szkocja stoi murem przeciw niej ale głowne partie opozycyjne w Anglii i Walii są słabe. Największa partia opozycyjna, czyli Partia Pracy, jest najsłabsza od wielu lat, nie tylko dlatego że ma słabe wyniki w sondażach ale też dlatego że jest rozdarta wojną domową między słabiutkim lecz upartym lewicowym liderem, Jeremy Corbyn, i szeroką masę zradykalizowanych członkόw z jednej strony, a posłami i samorządowcami wyselekcjonowanymi jeszcze przez bardziej umiarkowane wcześniejsze struktury partyjne, z drugiej. Ich wspόlna nieufność, choć zewnętrznie wyciszona, idzie tak głęboko że wielu posłow marzy o tym aby Labour przegrało w ogόle wybory by w ten sposόb wymusić rezygnację swojego lidera; ale w tym samym czasie będą walczyć jak lwy aby nie stracić własnego mandatu. Na szybkim spotkaniu klubu parlamentarnego we wtorek paru posłόw pytało Corbyna czy jednak nie zrezygnuje przed wyborami. Na skutek tej walki mogą stracić przynajmniej 50 mandatόw. W tej sytuacji zwołanie wyborόw wydaje się aktem oczywistym dla pani premier.
A jednak jest dalej aktem wysoce ryzykownym. Po pierwsze, dlatego że w tych latach wszystkie wybory są ryzykowne, gdy tyle osόb głosuje w oparciu o emocje, a nie o fakty. Po drugie, dlatego że pani May okazała się po raz pierwszy jako osoba nieprawdomόwna, wodząc społeczeństwo, a nawet własnych kolegόw partyjnych, deklaracjami że nie będzie żadnych przedwczesnych wyborόw.
A po trzecie, bo jej własne stronnictwo konserwatywne jest podzielone na dwie zasadniczo rόżniące się od siebie odmienne frakcje – pro-Brexit i pro-unijne. Dotychczas, ze względu na jej niską przewagę nad innymi partiami ten podział paraliżował jej zdolność podejmowania decyzji, szczegόlnie wobec negocjacji z Unią. Istnieje możliwość że w wyniku tego głosowania jej partia zdobędzie druzgocące żwycięstwo, szczegόlnie nad arcysłabiutką Partią Pracy, ale podziały przedwyborcze w jej partii mogą być uwypuklone w okresie powyborczym, a nawet w czasie wyborόw. W końcu jej pole do manewru w selekcji kandydatόw jest słabe a lokalne komitety partyjne są wystarczająco niezależne aby dobierać sobie kandydatόw ktόrzy odzwierciedlają poglądy lokalnego komitetu i lokalnego elektoratu. Aby mieć nad tym wszystkim kontrolę będzie musiała na samym początku, łącznie z własnym gabinetem (gdzie, pamiętajmy, znaczna większość głosowała za pozostaniem w Unii), przygotować i narzucić własnej partii program wyborczy wystarczająco ogόlny aby zadowolić osoby domagające się pełnej suwerenności i kontroli nad napływem imigrantόw z jednej strony, a rόwnież tych co chcą za wszelką cenę utrzymać dostęp do jednollitego rynku i unii celnej. Tej sytuacji rozłam w jej partii może przenieść się do następnego parlamentu.
Osobiście uważam, po wysłuchaniu jej uwag we wtorkowym oświadczeniu o wyborach, że będzie domagała się mandatu do negocjonowania bez określenia dalszych szczegόłόw. Czyli, jak to Anglicy mόwią, będzie poszukiwać “blank cheque”. Będzie po prostu chciała uzyskać wolną rękę do wynegocjowania co się da. Liczy na to że po wyborach parlament nie będzie już w stanie przeciwstawić się jej. Ale tę wolną rękę na pewno upiększy sobie jakąś gόrnolotną nazwą, jak np. “Nowe Partnerstwo”. Z tych samych powodόw będzie unikała udziału w debacie narodowej w telewizji. Zamiast partycypować w debacie narodowej, stanie obok, domagając się zaufania społecznego, ale bez ujawnienia kart.
Widzieliśmy już u niej ten sam upόr i bezwględność wbrew opinii większości elektoratu w jej podejściu do praw obecnych tu obywateli unijnych. Nawet najbardziej radykalni poplecznicy Brexitu, jak Boris Johnson, Michael Gove, Gisela Stuart, Peter Lilley wypowiadali się za gwarancją prawa dalszego pobytu Polakόw i innych obywateli unijnych na Wyspach. Natomiast Theresa May od początku uzależniła ich status od wynegocjowania podobnych warunkόw dla Brytyjczykόw żyjących w Unii Europejskiej mimo że to Wielka Brytania pierwsza podważyła status quo. Cały czas podkreślała walory obywateli unijnych dla gospodarki i kultury brytyjskiej, a rόwnież cały czas wetowała wszelkie prόby zagwarantowania ich prawa pobytu. Z tym samym uporem chciała upewnić się że parlament nie będzie przeszkadzał jej w negocjacjach, a gdy sędziowie zdecydowali że Parlament ma w końcu prawo monitorować cele i wyniki negocjacji, zrobiła wszystko aby zminimalizować jego wpływy. Teraz, po zwycięskich wyborach, będzie miała jeszcze większe możliwości aby parlament odstawić na boczny tor.
Strona unijna odkryła swoje karty do negocjacji zaraz po ogłoszeniu listu pani May powołującej się na artykuł 50 traktatu lizbońskiego. Przedyskutowali to ministrowie wszystkich 27 państw unijnych a dalsze szczegόły nie tylko zatwierdził, ale jeszcze mocniej podkreślił, Parlament Europejski. Ostateczna strategia negocjacyjna ma być zatwierdzona 29 kwietnia przez Radę Europejską. Wiadomo już że Unia chce odzyskać od Londynu £50mld wcześniej zadeklarowanych inwestycji unijnych, a akces do unijnego rynku udostępni tylko jeżeli Wielka Brytania przyjmie wolne poruszanie się nie tylko kapitału, usług i towarόw, ale rόwnież pracownikόw. Pani May udawała że niby jej na tym dostępie nie zależy i że jest gotowa na to że porozumienia w ogόle nie będzie, i że przyszła wymiana handlowa unijno-brytyjska byłaby już oparta tylko o wyższe cła Światowej Organizacji Handlowej. Ale wyraźnie jej celem będzie jednak uzyskać dostęp bezcłowy do tego rynku, lecz przy narzuceniu jakiejś kontroli nad imigrantami w Wielkiej Brytanii ktόrego domagała się większa część elektoratu. Prawdopodobnie myśli o kontroli nad świadczeniami ktόre wstępnie uzyskał jej poprzednik David Cameron w czasie poprzednich negocjacji. W obecnym stadium przed-negocjacyjnym takie rozwiązanie wydaje się niemożliwe, ale jeżeli Theresa May i Donald Tusk będą na tyle ufać sobie nawzajem aby doprowadzić do jakiegoś “Nowego Partnerstwa”, to przynajmniej pani May będzie miała tu wolną rękę od własnego elektoratu i własnej partii konserwatywnej.
Rόwnież w ten sam sposόb będzie chciała mieć wolną rękę do dostosowania gospodarki brytyjskiej do tymczasowego 3-letniego okresu przejściowego, wiedząc że przez cały ten okres będzie musiała sie zgodzić na dalsze prawo przyjazdu i prawo pracy dla obywateli unijnych a prawa brytyjskie będą wciąż jeszcze uzależnione of Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Liczy na to że wyniki tych wyborόw dadzą jej mandat do połknięcia tak upokorzającej pigułki dla dobra gospodarki, wbrew urojonym mitom z referendum o suwerenności państwa brytyjskiego. Będzie chciała uzyskać na tyle dobre warunki wspόłpracy aby zadowolić wystarczającą ilość Szkotόw do pozostania w Zjednoczonym Krόlestwie gdy tam z kolei nastąpi następne referendum niepodległościowe.
Uważam że polonia brytyjska powinna tu jeszcze odegrać role w obronie praw Polakόw ktόrzy nie mają obywatelstwa brytyjskiego. Zaś w terenie poza Londynem obywatele polscy będą mogli jeszcze brać udział w wyborach lokalnych 4 maja. Polacy zainteresowani swoją przyszłością w Wielkiej Brytanii powinni podłączyć się pod akcje grupy the3million ktόra dotychczas bardzo efektywnie walczy o gwarancje prawa pobytu obywateli unijnych w tym kraju.
Ani premier May, ani elektorat, nie wiedzą jaki będzie wynik wyborόw. Na pewno wzmocni się partia LibDemόw przez uzyskania mandatόw na terenach gdzie sympatie pro-unijne były największe. Czy Labour przełknie szefa i stanie murem do kampanii wyborczej z bardziej wyrazistym programem wyborczym wobec Unii Europejskiej? Czy ktoś skoncentruje się nad rozwiązeniem opłakanego stanu finansόw w służbie zdrowia, opiece społecznej, szkolnictwie, policji, więzieniach? Czy wybory te wzmocnią UKIP czy wreszcie go pogrzebią? Czy skłόceni Torysi przełkną rόżnicę zdań i wyjdą zwycięsko? Wybory, jak wojna, dają często nieoczekiwane wyniki.
Wiktor Moszczynski Tydzień Polski 21 kwiecień 2017













Wednesday, 5 April 2017

Brexitowski Maraton Rozpoczęty


W środę 25 marca kurier krόlewski odebrał spod skromnego londyńskiego adresu na 10 Downing Street zabezpieczoną czarną teczkę skόrzaną, wskoczył do pociagu Europe Shuttle podązającego z dworca St Pancras do Brukseli Centralnej, a stamtąd do gmachu Ambasady Brytyjskiej. Samochόd urzędowy od razu przewiόzł brodatego pana Ambasadora Sir Tim Barrow, noszącego tą samą teczkę do siedziby unijnej Berlaymont i zaniόsł ją uroczyście do Sali Przyjęć. Tu, otoczony flagą unijną i brytyjską, czekał na niego Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej, a na przeciwko stał zbity tłum dziennikarzy i kamer telewizyjnych, oczekujący historycznej foto-okazji zapoczątkowania pierwszej secesji członka Unii w dziejach zjednoczonej Europy. Ambasador przekazał z teczki list ktόry prezes Tusk otworzył z miną skazańca. Z wielkim smutkiem pokazał go telereporterom. Poczem przeszedł do sali konferencyjnej gdzie potwierdził że odebrał list Pani Premier May i że większość Europejczykόw i prawie połowa Brytyjczykόw żałuje tego rozwodu. Uważał że głόwnym motywem negocjacji będzie “ograniczanie szkόd” – czyli “damage control”. Zapowiedział że Rada Europejska przedstawi wytyczne do negocjacji 29 kwietnia. Na koniec powiedział “We miss you already. (Już za Wami tęsknimy)”. Zapomniał tylko wyciągnąć pistolet startowy i ogłosić rozpoczęcie negocjacyjnego maratonu.
Strona brytyjska też starała się być ugodowa. Po burzliwych debatach w Wielkiej Brytanii i buńczucznych wypowiedziach członkόw rządu, nadszedł jakby moment refleksji ktόry można było odczuć u Theresy May zarόwno w oświadczeniu parlamentarnym jak i w treści listu do Tuska gdzie, mimo odejścia od Unii Europejskiej i Euratomu, wyrażała gotowość na nowe partnerstwo z Europą i podkreślała że decyzja wyjścia z Unii nie jest jednak odrzuceniem wspόlnych wartości europejskich, a samej Unii życzy dalszych sukcesόw. Niestety nie wszystko w liście było takie ugodowe. W stylu Trumpa list potwierdził żę “zawsze na pierwszym miejscu stawiamy naszych obywateli” i że choć celem negocjacji będzie dojście do porozumienia we wspόlnym interesie, to w wypadku nierozwiązania sprzecznych interesόw zagrożona zostanie nie tylko gospodarka europejska ale też i jej bezpieczeństwo. Mimo miodowych słόw wstępnych ta ostatnia uwaga brzmiała już jako groźba zakończenia wspόłpracy w walce z teroryzmem i z organizową przestępczością w ramach Europol. W takim duchu przywόdcy europejscy to odebrali.
Faktem jest że obie strony nie mają do siebie zaufania i mimo pięknych słόw Tuska o potrzebie “ograniczania szkόd” wstępne przygotowania tylko pogłębiąły te szkody. Na tym traci na pierwszym planie Wielka Brytania. Ze strony europejskiej wyskoczyła na samym początku wymagana suma rozłąki jako “minimum £52mld” na ktόrą strona brytyjska ma się zgodzić nim cokolwiek innego może być wynegocjowane. Brytyjczycy twierdzą że najwyżej zaofiarują tylko £20mld ale Europejczycy odrzucają te kalkulacje. Tu konflikt będzie najostrzejszy.
Następnie wstępny dokument unijny mόwi o możliwości zawetowania ostatecznych wynikόw rozmόw przez rząd hiszpański domagający się zwrotu, lub conajmniej udziału, w suwerenności Gibraltaru i jej 32tys. mieszkańcόw. Zaskoczony rząd brytyjski zapewniał że będzie bronił Gibraltaru “na całego”. Zaś były lider partii konserwatywnej Michael Howard wynurzył sie z mroku aby zagrozić Hiszpanii wojną o Gibraltar w stylu Falklandόw. Pozatem Hiszpania zrobiła drugą niespodziankę bo wyraziła zgodę na przyjęcie niezależnej Szkocji do przyszłego członkostwa Unii. Dotychczas był to temat tabu dla Hiszpanii ze względu na dążenia Katalonii do niepodległego bytu w ramach Unii.
Dalsze ciosy na rząd brytyjski padały ze strony Szkocji domagającej się nowego referendum niepodległościowego w terminie następnych 18 miesięcy i Walii krytykującej braku udziału w negocjacjach unijnych. W Irlandii Pόłnocnej też sytuacja rozkleja się bo głόwne partie nie mogą dojść do porozumienia co do utrzymania koalicji pojednawczej między katolikami i protestantami, po czem katolicka Partia Sinn Fein dała do zrozumienia że znόw będzie dążyć do zjednoczenia Irlandii a jedynym dla nich kompromisem byłoby przekształcenie Pόłnocnej Irlandii na niezależną częśc terenu Unii Europejskiej. A więc mamy anty-brytyjskie secesję szkockie i irlandzkie wewnątrz anty-unijnej secesji brytyjskiej i co raz większą groźbę postępującego rozłamu starego Zjednoczonego Krόlestwa.
Sprawa naszych Polakόw i innych obywateli unijnich na Wyspach, jak i Brytyjczykόw w Europie, też już nie leży w gestii rządu brytyjskiego. Za trzy miesiące sprawa ta będzie obiektem zaciętych targόw między Wielką Brytanią a Europą na temat daty demarkacyjnej ktόra ma oddzielić tych obywateli ktόrzy uzyskają prawo stałego pobytu w tym kraju, od tych ktόrym by się to nie należało. Rząd chcial maksymalnie przyspieszyć ten termin aby powstrzymać falę nowych przybyszόw korzystających z obecnych i przyszłych uprawnień. Unijni negocjatorzy jednak mόwią o przedłużeniu praw wszystkich tu zamieszkałych i nowoprzybywających aż do końca negocjacji, czyli do 2019. Z obawy o interesy obywateli brytyjskich zagranicą rząd brytyjski tutaj też nie wygra. Ku złości zagorzałych Brexitowcόw Brytyjczycy będą musieli w sprawie imigracji, jak i w wielu podobnych sprawach, poddać się warunkom europejskim, albo uzyskać nic.
Nie latwiej będzie z samym parlamentem. Rząd ma zamiar wprowadzić poprawki do przeszło tysiąca ustaw unijnych, ktόre mają teraz być zaprawione w prawodawstwo i terminologię brytyjską. Rząd musi też wprowadzić poważniejsze nowe ustawy imigracyjne i nowe zarządzenie do wspierania rolnictwa i rybołόstwa po zniknięciu regulaminόw i dotacji unijnych. Ma zamiar użyć dekrety pozaparlamentarne aby je przeprowadzić sprawnie. Ale czy może liczyć na stałe poparcie tego w parlamencie? Pani May nie ma osobistego mandatu wyborczego od społeczeństwa poza tzw. “mandatem demokratycznym” narzuconym przez referendum. Ze względu na to że nie głosowała ani ona, ani większość jej gabinetu, za Brexitem, to dotychczas kierowała sie instynktem zachowawczym aby nie stracić poparcia zagorzałych Brexitowcόw w prasie i w jej własnej partii. Czy wreszcie będzie mόgła im stawić czoło?
Theresa May mogłaby zwołać wybory powszechne teraz aby uzyskać ten osobisty mandat. Na pewno jej partia konserwatywna wygrałaby obecnie te wybory. Ale jej partia jest podzielona na tych zagorzałych zwolennikόw zerwania z Europą bez żadnego porozumienia, i na byłych sympatykόw Unii ktόrzy wciąż chcieliby mieć dostęp do jednolitego rynku. Obydwie opcje oparte są na mitach, chyba że Londyn zrezygnuje jednak z kontroli imigrantόw unijnych, co połowa wyborcόw uważałaby za zdradę i mogłoby doprowadzić do krzysu konstytucyjnego. W ten sposόb Pani May nie uzyskałaby żadnego konkretnego mandatu i uzależniona byłaby dalej od przewlekłych przetargόw wewnętrznych ktόre utrudniałyby prowadzenie negocjacji z Unią. Zaś za rok, Mimo braku skutecznośći opozycji parlamentarnej ze strony Partii Pracy, pani May mogłaby stracić zaufanie parlamentu, szczegόlnie gdyby wyszło na jaw jak słaba jest szansa uzyskania pozytywnego porozumienia z Unią i że wynik bezie szkodliwy dla gospodarki brytyjskiej i zostawiłby Wielką Brytanię podzieloną i osamotnioną w świecie. A, jak mόwi ostatnio niemiecki minister spraw zagranicznych, Sigmar Gabriel, szanse na ukończenie rozmόw w ciągu tych dwuch lat przewidzianych w Artykule 50 są minimalne. A więc może nie dojść w ogόle do porozumienia, a wtedy W Brytania uzależniona byłaby od umόw celnych Światowej Organizacji Handlowej i dobrej woli Trumpa. Zwyciężyłby “trwady Brexit” i nastąpiłaby znaczna recesja połączona z rosnącą inflacją.
Cały ten obraz wygląda czarno dla Wielkiej Brytanii, tymbardziej że 27iu pozostałych członkόw Unii pozostaje dotychczas lojalnych wobec zasady że wynik negocjacji musi zostawić Wielkiej Brytanii gorsze warunki wspόłpracy z UE jako były członek niż te ktόre miała jak była członkiem. Rzeczywiście Europa na razie trzyma sie razem. Ale nadchodzą kontrowersyjne wybory we Francji i w Niemczech, rosną ruchy populistyczne i eurosceptyczne, Polska i Węgry wyłamują się od wspόlnej polityki wobec uchodźcόw, a nie wiadomo też jak się dalej potoczy kryzys waluty euro, szczegόlnie z potencjalnie żałosnymi skutkami polityki monetarnej na gospodarki śrόdziemnomorskie.
Maraton negocjacyjny zapowiedziany jest na dwa lata. Może potrwać jeszcze dłużej jeżeli państwa unijne zgodzą się przedłużyć je jednogłośnie. W tym czasie Unia Europejska może zmienić się dramatycznie; Wielka Brytania może jeszcze bardziej. Na koniec zobaczymy kto dotrwa do mety wzmocniony, a kto padnie plackiem; lub czy obie strony zmądrzeją i podadzą sobe rękę w nowym serdecznym partnerstwie.
Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 7 kwiecień 2017.


Sunday, 19 March 2017

Mobilizacja Nowej Polonii


Nowa polonia brytyjska wreszcie mobilizuje się i rusza w społeczeństwo brytyjskie. Powstają zarόwno w Londynie jak i w terenie organizacje ktόre nie są już efemerydami, nabierają kszałtu prawnego, doceniają potrzeby socjalne i kulturalne lokalnych Polakόw i rozwijają zwinięte dotychczas żagle integracji z brytyjskim otoczeniem. Polskie organizacje zajmujące się alkoholikami czy przemocą domową nie kryją się już przed urzędami i organizacjami brytyjskimi i jawnie z nimi wspόłpracują. Już nie wystarczy zakładanie szkόłki sobotniej, teraz dzieci polskie występują publicznie na lokalnych festiwalach i zaznajmiają się z realiami życia na Wyspach. Ostatnio w czasie mojej wizyty w szkole polskiej na Hanwell zjawiła się policja z psami i spędziła miłą godzinę z uczniami a ich najpopularniejszą nauczycielkę przebrali w pełny mundur “anty-zamieszkowy” z pałką i kaskiem. Coś nie do pomyślenia w zamkniętym świecie jakim operowała moja szkoła sobotnia 60 lat temu. Co raz częściej działacze polonijni czy nauczycielki odwiedzają szkoły angielskie z pogadankami na tematy polskie. A nowy projekt Ambasady aby uczcić Święto Trzeciego Maja zewnętrznie w ramach Polish Heritage Day jeszcze bardziej ośmiela polskie ośrodki do szukania drόg do wspόłpracy ze środowiskiem brytyjskim.
Jeszcze bardziej ambitny był polski udział w British Science Week. W zeszłą niedzielę Związek Technikόw Polskich, przy wspόłpracy z PUNO, Polskim Towarzystwem Naukowym na Obczyźnie i Polonium Foundation, zorganizował siedmiogodzinny Dzień Otwarty na terenie POSKu gdzie publiczność polsko-brytyjska mogła uczestniczyć w wykładach, warsztatach pracy i nawet w poszczegόlnych eksperymentach podkreślających szeroki wachlarz polskiej nauki. Poza udziałem wybitnych naukowcόw jak Profesor Michał Kleiber, astronom dr Marek Kukuła czy John Zarnecki, dyrektor International Space Science Institute, było pole do popisu dla młodzieży szkolnej przy takich tematach jak “Recykling, czyli drugie życie śmieci”, “Jak działa Mόzg”, no i oczywiście odwieczny temat dla nieco starszych studentόw - “Czego jeszcze nie wiemy o seksie?”, temat ktόry z każdym rokiem staje się jeszcze bardziej obszerny. Zainteresowani mogli zanurzyć się też w świecie wirtualnej rzeczywistości czy eksperymentować przy drukarce trzywymiarowej, a gdzie indziej reklamowano jak skonstruować budynek ze spaghetti. Dzień Otwarty stał się zarazem wehikułem do rozszerzania horyzontόw wiedzy i myślenia, a rόwnież promotorem Polski i jej świata naukowego.
Przy tak co raz bardziej ambitnym rozruszeniu polonii brytyjskiej udało się zorganizować dwie ciekawe konferencje ktόre odgrywały rolę treningu dla działaczy polonijnych wkraczających w ten szerszy świat.
Pierwszy, pod tytułem “Strengthening Community Collaboration: Poles in UK” powstał z inicjatywy brytyjskiej ambasady w Warszawie, wspόłpracującej z POSKiem. Odbył się 2 marca. Celem była rzetelna dyskusja na temat problemόw integracji nurtujących polskie wspόlnoty w Wielkiej Brytanii, a przedewszystkiem fenomen tzw. “hate crimes”. Obecność Ambasadora Arkadiego Rzegockiego na otwarciu podkreślała do jakiego stopnia to spotkanie uzyskało imprimatur władz polskich. Brytyjskiej Ambasadzie udało się zaprosić szereg wybitnych znawcόw do przedstawienia aspektόw “hejtu” ktόre tak rozrosło się w czasie debat poprzedzających referendum czerwcowe. A więc na pierwszym planie mόwił Paul Giannasi, koordynator rządowy na temat przestępstw z uprzedzeniem, potem Maarit Verenius-Varela z Home Office, zajmująca się nowoczesnym niewolnictwem, i Mick Conboy, określający rolę prokuratory w specyficznej dziedzinie tych przestępstw. Z dużym zaciekawieniem wysłuchano Mike Whine ktόry jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo społeczeństwa żydowskiego w tym kraju i ktόry opisywał skuteczny system informowania i alarmowania o przestępstwach anty-semickich, oparty na wielowiekowym doświadczeniu samoobrony gmin żydowskich. Okazuje się że w swojej centrali mają wielopiętrową galerię ekranόw pilnujących każdą synagogę i ośrodek żydowski w tym kraju. Jest to w dużym stopniu subsydiowane przez Home Office, a z kolei Foreign Office płaci im za przetłumaczenie na język włoski, polski i rumuński podręcznika opisującego czym jest społeczeństwo żydowskie
Najważniejsze jednak były dyskusje wywołane po przedstawieniu przykładόw wspόłpracy środowisk polskich z samorządami, policją i nezależnymi ośrodkami społecznymi w Londynie i w West Midlands. Szczegόlnie bogate było doświadczenie East European Resource Centre w POSKu I organizacji Rights and Equality w mieście Sandwell, gdzie dużą rolę odgrywa bardzo aktywna działaczka Zjednoczenia Polskiego, Elżbieta Kardynał. Trzeba pamiętać że rasizm nie jest tylko monopolem brytyjskim, i można go znaleść rόwnież w naszych szeregach i wśrόd innych mniejszości narodowych.
Jednak konkluzje uczestnikόw kierowały się przedewszystekiem do podtrzymania spόjności i dobrego samopoczucia polskich społeczeństw aby nie określali siebie wyłącznie jako ofiary. Natomiast, w stylu żydowskim, trzeba śmiało protestować przeciw każdej prόbie upokorzenia nas, zgłaszając zażalenia do odpowiednich instytucji i do policji. Organizacje polskie powinny wyrobić sobie markę wierzytelnej organizacji gotowej do składania zeznań w trzeciej osobie w wyniku każdego zgłoszonego wypadku przestępstwa wobec Polaka na tle rasowym. Było rzeczą budującą słyszeć jak rόzni działacze wyrażali swoje poglądy z dużym optymizmem że w końcu da się pokonać te przestępstwa ktόre są raczej przelotne a podkreślając zarazem konieczność wspόlpracy z policją mimo tradycyjnych polskich zawahań wobec służb porządkowych. Poglądy te ujrzały światło dzienne w formie artystycznych wykresόw na białych ścianach wielkiego parawanu ktόry POSK obecnie wystawił jako stałą ekspozycję.
Drugą jeszcze bardziej cenną inicjatywą był projekt zorganizowany przez Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii w ostatnią sobotę w POSKU pt. “Let’s Get it Right and Unite”. Sala Malinowa była wypełniona po brzegi uczestnikami z ośrodkόw polonijnych z całej Wielkiej Brytanii, łącznie ze Szkocją, skupionymi na ożywionym wykładzie Jakub Krupy z PAPu na temat polonii i mediόw brytyjskich. Uczestnicy ćwiczyli jak reklamować swoją działalność w krόtkich wypowiedziach, trwających 60 sekund, dla mediόw w języku polskim i angielskim, i jak przygotowywać komunikat prasowy. Polonijne organizacje komunikują się jeszcze na Facebook’u ale wpływ na opinię brytyjską trzeba już zdobywać przez Twittera. Lecz pomysłowe inicjatywy oparte na tradycjach staropolskich jak wysyłanie pączkόw na tłusty czwartek czy, jak Polonia w Merseyside, malowanie gigantycznego jajka wielkanocnego w ratuszu, są bardzo efektywne. Nikt jednal nie proponował wykorzystanie na ten cel dyngusa.
Jeszcze bardziej rewelacyjny dla uczestnikόw był wykład Elżbiety Kardynał na temat uzyskania funduszόw brytyjskich dla swojej działalności. Opisywała jak trzeba się przygotować na złożenie podania o wsparcie finansowe przez dobre obmyślenie swojej strategii finansowej i przez staranne przygotowanie poszczegόlngoe projektu z ktόrego będzie trzeba się pόżniej rozliczyć. Każdy projekt musi być ograniczony w czasie a każde potknięcie trzeba zgłosić żeby wykazać że jest się w stanie monitorować wykonanie swojego projektu. Każda organizacja składająca podanie powinna mieć świadomość jaki będzie miała stan organizacyjny i finansowy za 18 miesięcy, a więc chodzi tu o planowanie długoterminowe. Sam ten fakt świadczy już o tym że mimo obecnych problemόw z Brexitem i dorywczym “hejtem”, wspόlnoty polskie tworzące te organizacje widzą już tu swoją obecność jako stałą. Natomiast źrόdeł z ktόrych można czerpać fundusze jest wiele, nie tylko od samorządόw lokalnych ale rόwnież z fundacji jak np. Big Lottery Fund (ktόry subsydiował konferencję), Control Immigration Fund, Comic Relief, Sports England, Princes Trust, Princess Diana Fund, zaś dobrym żrόdłem informacji jest portal www.fundingcentral.org.uk.
Trzeba przyznać że gdy raz działacze polonijni zanurzą się w świat funduszy i wspόłpracy z brytyjskimi instytucjami to przechodzą nie tylko na inny sposόb myślenia ale też i na inny język. Wykłady i pytania mόwiły już o “councilach” I “fundach” z ktόrych można zdobyć “granty” poprzez “tykowanie wszystkich boksόw” i wypełnienie “service level agreementόw”. Nic dziwnego że na koniec uczestnicy uzyskali certyfikat obecności aby zaznaczyć że są już uświadomieni w odważnym nowym świecie działalności społecznej, ktόry mogłby się już wydawać zupełnie obcy działaczom społecznym ze starszych pokoleń. Lecz pamiętajmy że te wszystkie nowe śmiałe inicjatywy odbywają się wciąż w murach POSKu, ktόry jest świadectwem inicjatywy społecznej starszego pokolenia ktόra zdała, i wciąż zdaje, egzamin jako skuteczny ośrodek życia polskiego.

Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 24 marzec 2017

Tuesday, 7 March 2017

Los Polakόw uzależniony od Ping-Ponga


Mecz ping-pongu już się rozpoczął. Debatując 8 lutego proponowaną ustawę rządową o wywołanie Artykułu 50, Izba Gmin odrzuciła poprawkę Partii Pracy w sprawie gwarantowania stałego prawa pobytu Polakόw i innych obywateli unijnych w Wielkiej Brytanii. 290 głosόw za poprawką, lecz 322 przeciw. Wynik o tyle był zaskakujący bo liczono na to że poprawkę poprze nie tylko Partia Pracy, szkoccy nacjonaliści i lib-demokraci, ale rόwnież około 30 posłόw konserwatywnych. Ale z wyjątkiem weterana politycznego Kenneth Clarke, ktόry porόwnywał postępowanie rządu w zakresie Europy do marzeń Alicji w Krainie Baśni, Torysi dali się przekonać że rząd ostatecznie przyzna te prawa naszym obywatelom w ramach tzw. “Wielkiej Ustawy Uchylającej” ktόra zatwierdza ważność całego obecnego prawodawstwa unijnego w momencie ostatecznego wyjścia. Wόwczas nie poparli poprawki.
Następnego dnia Izba przegłosowała ustawę upoważniającą rząd Theresy May do rozpoczęcia negocjacji z Unią Europejską. Trzeba też wyjaśnić że to wcale nie znaczyło że większość posłόw jest przeciw zatwierdzeniu tych praw dla obywateli unijnych obecnych w tym kraju, ale zwolennicy Brexitu są w tej chwili zacietrzewieni przeciw jakiejkolwiek dyskusji na temat charakteru Brexitu. Wobec tego wszelka propozycja jakiejkolwiek poprawki do oryginalnej ustawy jest okrzykiwana aktem haniebnej zdrady. W tej gorącej atmosferze jakiekolwiek racjonalne argumenty odrzucone są na bok przez interesy partyjne.
Obecny rząd brytyjski jest koalicją dwuch odcieni partii konserwatywnej, a więc tych co głosowali za wyjściem i tych co głosowali za pozostaniem lecz przechrzcili się na neofitόw podążających za najsurowszą wersją odcięcia się od Europy, a więc nawet od jenolitego rynku i unii celnej. Przyjęli do wiadomości że potrzeba kontroli ilości imigrantόw i niezależność wobec prawa unijnego są ważniejsze dla elektoratu brytyjskiego niż wymogi jej gospodarki. Wszelkie prόby zakwestionowania tej tezy są traktowane jako świadectwa braku patriotyzmu a ekspertyzy ekonomistόw zastąpione są aktami wiary że gospodarka suwerennej Wielkiej Brytanii rozwinie się pomyślnie.
W tej gorączkowej atmosferze, i wciąż w obawie że może być posądzony jako “uległy” wobec cudzoziemcόw, rząd brytyjski przyjmuje zasadę że obywatele unijni w tym kraju mają w prawdzie automatyczne prawo pozostania jeżeli przebywali tu i pracowali legalnie przez 5 lat ale że rząd będzie mόgł im to zagwarantować tylko jeżeli pozostałe rządy europejskie przyznają te sama prawa Brytyjczykom przebywających na stałe w państwach unijnych. Tymczasem żaden rząd unijny nie kwestionował prawa pobytu Brytyjczykόw do zamieszkania i pobierania zasiłkόw na ich terenie. Ale negocjatorzy unijni trzymają się kurczowo zasady że nic nie negocjują ani deklarują dopόki Pani May nie przystąpi oficjalnie do negocjacji po wywołaniu artykułu 50. Skutek jest taki że, z inicjatywy rządu brytyjskiego, zarόwno Polacy w Wielkej Brytanii jak i Brytyjczycy w Europie, są obydwoje zakładnikami przetargu politycznego ktόrych prawa mogą być lada chwila zawieszone.
Tymczasem piłeczka podążyła w kierunku Izby Lordόw. Tu, mimo dalszych naciskόw ze strony rządu, grożącego stałym rozwiązaniem tej historycznej instytucji, lordowie 22go lutego przegłosowali wniosek 358 głosami do 256, wymagający od rządu ogłoszenia w ciągu 3 miesięcy po rozpoczęciu negocjacji, gwarancji stałego pobytu dla obywateli Unii. Piłka została odbita zamaszyscie przez paletkę parόw w kierunku wybranych przedstawicieli ludu w drugiej izbie a rikoszetem rόwnież w kierunku rządu.
Na to pani May ogłosiła przyspieszenie terminu rozpoczęcia negocjacji z 31 marca na 17 marca. W ten sposόb potwierdziła swoją wiarę że izba Gmin ostatecznie odrzuci w następnym tygodniu poprawkę Lordόw. Raczej trudno sobie wyobrazić aby niższa izba miała zmienić swoje zdanie, bo zarόwno dyscyplina partyjna jak i raz już zareklamowany wyraz poparcia pro-unijnych Torysόw dla wniosku rządowego, nie rokuje zmiany w głosowaniu.
Mimo tego widać że tu i tam jakieś lody pękają. Po pierwsze wyszło na jaw że jedna czwarta obecnych podań na stałą rezydenturę, ktόre niby mają być “automatyczne”, są odrzucane przez urzędnikόw Home Office. Okazuje się też że największa proporcja odrzuconych wnioskόw dotyczy obywateli z oryginalynch 14 państw unijnych na Zachodzie, a więc Franczuzόw, Włochόw, Nemcόw, itd. ktόrzy przebywają tu czasem przeszło 30 lat a teraz zmuszeni są odnaleść odpowiednią dokumentację potwierdzającą każdy ich wyjazd i każde świadectwo ich pracy w tym kraju. Dla nich jest to jeszcze większy koszmar niż dla Polakόw przebywających tu zaledwie 10 lat. Okazuje się że osoby nie mające stałej pracy, jak na przykład studenci czy emeryci unijni, muszą wykazać że posiadają ubezpiecznie na użycie służby zdrowia, o ktόre nikt się dotychczas nie kwapił bo służba zdrowia była za darmo. W tej chwili przeszło 100,000 podań tkwi w korytarzach ministerstwa ktόrych załatwienie przekroczyć może szereg lat. Organizacja Migration Observatory oblicza że gdyby te 2,9 milion obecnych tu obywateli unijnych złożyło teraz podanie na stałą rezydenturę to załatwienie tylu podań przy obecnym tempie pracy zajęłoby 140 lat. W dotychczasowo spokojnych szeregach rodzin unijnych dramatycznie rośnie poczucie niepokoju, i to samo dotyczy tych firm brytyjskich, łącznie ze służbą zdrowia, ktόre ich zatrudniają i na nich polegają. Co raz więcej Polakόw myśli jednak o wyjeździe a rząd polski już zaciera ręce i zapowiada że 200,000 Polakόw będzie wracało do Polski.
5 marca poseł Hilary Benn, prezes międzypartyjnej komisji parlamentarnej do spraw Brexitu, oświadczył że członkowie komisji jednogłośnie zwrόcili się do rządu z prośbą aby rząd zadeklarował że prawo pozostania jest zagwarantowane i że system regulujący ich prawo pobytu musi być uproszczony. Trzeba pamiętać że ta deklaracja komisji obejmuje nawet posłow konserwatywnych jak Michael Gove i Peter Lilley, ktόrzy zapalczywie popierali Brexit. Zaczęto zastanawiać się w kuluarach czy może jednak posłowie konserwatywni mogliby zmienić zdanie przy następnym głosowaniu nad poprawką Izby Lordόw. Wciąz nie wiemy jak piłeczka ping pongu będzie odbita w następnym tygodniu przez Izbę Gmin.
Prędzej czy pόźniej jakieś gwarancje będą ogłoszone. Lecz nawet przy najlepszej woli ze strony rządu i administracji trudno sobie wyobrazić jak ten problem może być rozwiązany administracyjnie. W atmosferze niepewności, nie tylko legislacyjnej, ale rόwniez zaburzeń społecznych opartych na rosnącej ksenofobii w społeczeństwie po-Brexitowskim, trzeba będzie zarejestrować szybko i sprawnie niemal 3 miliony obywateli unijnych ktόrzy tu przebywali legalnie do 17go marca, łącznie z ich rodzinami. Dyskusja nad tym zaledwie się dopiero rozpoczęła. Dotyczy to też tych co przebywają tu tylko rok czy dwa, a więc mniej niż te 5 lat minimum wymaganych przez rząd brytyjski na stałą rezydenturę.
Wariant pozostania tylko przy systemie stałej rezydentury, łącznie z prawem ewentualnego kosztownego podania o obywatelstwo brytyjskie po szόstym roku, nie wystarcza. Jest to legislacja unijna ktόra po roku 2019, gdy rzekomo skończą się negocjacje, nie będzie już tu obowiązywać. Rząd będzie musiał wprowadzić nowy specjalny status jednorazowy dla tych obywateli, ktόry może być upodobniony do obecnego statusu, ale będzie musiał być gwarantowany przez prawo brytyjskie. Celem tego będzie przyjęcie wszystkich ktόrzy są tu obecnie legalnie ale bez kruczkόw adminstracyjnych co do ich prawa do służby zdrowia, do emerytury i do świadczeń społecznych wynikająch z podatkόw ktόre płacili. Istnieje obawa że jeżeli administracja nowych przepisόw pozostanie w rękach Home Office to system wciąż będzie przedłużony na wiele lat i duża część podań będzie zakwestionowana. Nie tylko będzie to szkodliwe dla samych obywateli unijnych i dla stabilności gospodarki brytyjskiej polegającej na ich dalszym pozostaniu, ale rόwnież wprowadzi co raz ostrzejsze zatargi w negocjacjach z państwami unijnymi co może też odbić się niekorzystnie na brytyjskich emerytach w Hiszpanii czy Francji.
Dlatego na łamach “Observera” i “Evening Standard”, w porozumieniu z paroma posłami, proponowałem aby tę rejestrację prowadziły samorządy ktόre mają dostęp do wszystkich lokalnych unijnych obywateli rodzących się, biorących ślub, zapisanych na listach wyborczych, płacących podatek miejski, zarejestrowanych w szkołach i przez dział opieki społecznej. Mogą się do swoich mieszkańcόw zwrόcić bezpośrednio, bez prόby wykluczenia ich tak jak by to robił Home Office i rozdawać im nowe specjalne brytyjskie dowody osobiste dla uprawnionych cudzoziemcόw. System można by wykonywać szybko w ciagu roku czy dwuch lat a rόwnież utwierdziłoby naszych rodakόw i ich pracodawcόw że mają tu zapewnioną przyszłość dla siebie i dla swoich rodzin, zaś nasze dzieci będą mogły wreszcie spać spokojnie.

Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 10 marzec 2017

Wednesday, 22 February 2017

Demokracja nie wystarcza

Powszechnie znamy słynną wypowiedź Churchilla “Demokracja jest najgorzym systemem rządzenia, za wyjątkiem wszystkich innych systemόw ktόre są jeszcze gorsze.” Jest jeszcze druga mniej znana jego wypowiedz:.”Najlepszym argumentem przeciw demokracji jest pięciominutowa rozmowa z przeciętnym wyborcą.” Od końca Drugiej Wojny Światowej wszyscy uważaliśmy siebie jako demokraci i wszyscy potępialiśmy absolutne monarchie czy wszelkie systemy faszystowskie, komunistyczne, lub wyznaniowe. Modele demokratycznych rządόw stały się wzorem europejskim i amerykańskim dla całego świata i nawet powojenne dyktatury przynajmniej udawały że naśladują wzory zachodniej demokracji, nawet tej “burżuazyjnej”, ktόrą krytykowały reżymy komunistyczne.
I rzeczywiście okres powojennego dobrobytu i pokoju w Zachodniej Europie i Pόłnocnej Ameryce, pożniej wprowadzonego do Ameryki Południowej, Wschodniej Azji i centralnej Europy, kojarzono przedewszstkiem z demokracją, zwaną nawet “demokracją liberalną.” Dyktatury upadały w Hiszpanii, Grecji, Portugalii, Chile, Brazylii i wszędzie wracał dobrobyt i względne społeczne zadowolenie. Przypomina mi to jeszcze inny cytat, tym razem Bertranda Russella: “Demokracja: głupcy mają prawo głosować; dyktatura: głupcy mają prawo rządzić.”
Lecz w ostatnim roku przeżyliśmy wsztrąsy polityczne i światopoglądowe ktόre też wynikały z głosowania w demokratycznych referendach i wyborach. Po pierwsze, mieliśmy Brexit w Wielkiej Brytanii gdzie większość elektoratu głosowało w czerwcu za wyściem z Unii Europejskiej mimo że ta decyzja wybicia się na suwerenność państwową godziła w interesy gospodarcze Wielkiej Brytanii i podważała 40 lat pokojowego rozwoju Wielkiej Brytanii w bezpiecznych strukturach europejskich. Referendum zostało wywołane w wyniku daremnej prόby brytyjskiego premiera Camerona zabezpieczenia jedności partii konserwatywnej lecz pozostając wciąż w Unii a zakończyło się negatywnym wynikiem na skutek kłamliwych obietnic, niechęci do cudzoziemcόw i prόby u wielu wyborcόw do upokorzenia Camerona i jego partii. Mimo że niemal wszyscy naukowcy, eksperci ekonomiczni, przemysłowcy, ludzie kultury czy czołowi dziennikarze byli przeciwko Brexitowi, to jednak okazało się że większość społeczeństwa już ich nie słuchała. “Nie potrzebujemy opinii ekspertόw,” powiedział Michael Gove, a nie dopowiedział, bo nie musiał, że tu większość elektoratu nie decyduje na podstawie faktόw a raczej według własnych uprzedzeń, a nawet ksenofobii, opartych na “alternatywnych faktach”.
Co gorzej, okazało sie że, po ogłoszeniu wyniku referendum, zwyciężcy nie mieli żadnych konkretnych planόw jak doprowadzić do wyjścia z Unii. Rząd przez szereg miesięcy był zgubiony. Jak ma dokonać kwadratury koła? Jak zabezpieczyć bezcłowy dostęp do wspόlnego rynku ale zachować prawo do ograniczenia przyjazdu nowych obywateli unijnych? W końcu zdecydowali że kontrola imigracji ważniejsza jest od stabilnej gospodarki. Mamy twardy Brexit. Każda prόba posłόw, sędziόw, lordόw czy ekspertόw zdefiniowania na jakich korzystnych zasadach będzie można ten rozwόd z Unią przeprowadzić, został traktowany przez bardziej fanatycznych zwolennikόw Brexitu, szczegόlnie w redakcjach “Daily Mail” i “Daily Express” jako akt zdrady narodowej i jako zaprzeczenie demokratycznej decyzji 52% głosujących. Zwycięzcy w żadnym wypadku nie chcą przyjąć jakichkolwiek kompromisόw aby uwzględnić światopogląd tych 48% głosujących ktόrzy chcieliby w jakieś formie zachować rozwόj gospodarczy i wspόłpracę z Europą.
.
Dużym podobnym szokiem był wybόr Donalda Trumpa na prezydenta. Choć zdobył wystarczającą większość delegatόw poszczegόlnych stanόw to jednal nie zdobył przeważającej większości wszytkich wyborcόw. To nie podważa konstytucyjnie ważności jego wyboru na prezydenta, ale powinno narzucić mu moralny obowiązek aby starać przekonać zwolennikόw pani Hillary Clinton na swoją stronę. Lecz Trump zdecydował zagrać jak arogancki buc ktόry gotόw jest reprezentować tylko swoich własnych wyborcόw a wszystkich oponentόw, szczegόlnie w ławach sądowych i w mediach, traktuje jako wrogόw wewnętrznych Ameryki. Oskarża ich o “kłamliwe wiadomości” kiedy to jego personalni rzecznicy przedstwaiają we własnym słownictwie “alternatywne fakty”. Wprowadza drastyczne zmiany w sprawie powszechnego ubezpieczenia społecznego, polityki zagranicznej i imigracyjnej ale wykonuje swoje zmiany w najbardziej wyzywający sposόb, często niezgodnie z konstytucją Nie szuka kompromisu ani z całym społeczeństwem, ani z aliantami Stanόw Zjednoczonych (za wyjątkiem Rosji i Izraela). Odwołuje się wyłącznie do swoich kumpli przemysłowcόw i bankierόw ktόrych wciągnął do swojego rządu i do szerokich mas jego wyborcόw, ktόrych spotyka na emocjonalnych wiecach gdzie podsyca jeszcze bardziej ich nienawiść do tzw. “elit”. Czy nie znamy tu podobne charakterystyki z pewnym krajem europejskim?
Pytamy jak to jest że demokratyczne wybory mają tak pokraczne skutki dla naszych wartości demokratycznych? Ale historia już powinna nas przygotować na to. Przecież Władimir Putin został wybrany trzykrotnie w wyborach względnie otwartych. Jeszcze w marcu 2012 uzyskał 63.64% poczym już nadszedł dykatorski okres jego panowania. Jego sąsiad w Białorusi Aleksandr Łukaszenka też wygrał w swobodnych wyborach w roku 1994 a w drugiej turze wyborόw zdobył 80.6% głosόw. Były to pierwsze i zarazem ostatnie wolne wybory w historii Białorusi. A jak Hitler doszedł do władzy? W lipcu 1932 uzyskał największą ilość głosόw dla swojej partii i to też jeszcze w wolnych wyborach, To wtedy Prezydent Hindenburg i kadłubowy rząd Papena igrali z zasadami demokracji rządząc dekretami bez demokratycznego mandatu społecznego, Oczywiście już następne wybory w roku 1933 były sfałszowane. W roku 1924 Mussolini też wygrał ostatnie wybory przedwojenne we Wloszech zdobywając niemal 2/3 głosόw, choć trudno je nazwać w pelni wolnymi od manipulacji i zastraszenia wyborcόw.
Najczęściej to spaczenie demokracji wynika w okresach kryzysόw gospodarczych, jak w Niemczech po wielkiej inflacji, lub w wyniku wielkiego lęku przed cudzoziemcami lub innymi kozłami ofiarnymi podrzuconymi rozhisteryzowanemu społeczeństwu przez cynicznych demagogόw. Następują najczęściej, ale nie wyłącznie, kiedy system demokratyczny w danym państwie jest jeszcze względnie nowy i niewypόbowany, lub po okresie społecznej anarchii. Autorzy konstytucji amerykańskiej wiedzieli że sama dzika demokracja ktόra skutkuje w absolutną władzę zwycięzcy, nie wystarcza. Potrzebne są oddzielne niezależne środki władzy, a więc przedewszystkiem niezależne sądownictwo. Władza wykonawcza winna też być oddzielona od władzy legislacyjnej. Wojsko i policja też muszą być poza kontolą partyjną. W niepisanej brytyjskiej konstytucji opozycja ma oficjalną funkcję kontrolowania rządu i tworzy zalążek alternatywnego rządu, tzw. “gabinetu cieni”.
Po efektach Nazismu, upokorzenia okupacji i destrukcji wojennej, państwa zachodniej Europy też zrozumiały że demokracja nie może być dzika, i że musi być kierowana. Założyli wtedy nadrzędne międzynarodowe ciała prawnicze i gospodarcze ktόre wzięły na siebie wpowadzenie systemu wartości opartych na uszanowaniu praw człowieka, zabezpieczenia dobrobytu całego kontynetu i wspόlnego uzależnienia losόw jednego kraju od dobra całej wspόlnoty państw europejskich. Była to już kierowana demokracja trzymana w ryzach przez wspόlne wartości. Dla Wschodniej Europy po upadku imperium sowieckiego te wspόlne wartości stały się celem w samym sobie dla politycznych elit bo były kluczem dającym dostęp do europejskiego prosperity i spokoju społecznego. Kombinacja demokracji z humanizmem i uszanowaniem praw człowieka zabezpieczała ład państw europejskich aż do ostatnich lat.
Lecz teraz przy ponownym lęku i społecznym gniewie wobec zapaści euro i nieobliczalnej inwazji uchodźcόw z poza Europy, demokracje poddane są zarόwno kierowanej jak i żywiołowej manipulacji faktόw. Media publiczne i rόwnież programy na internecie jak Facebook tworzą świat odbity w czarnym zwierciadle w ktόrym fakty jednej części społeczeństwa stają się “alternatywnymi faktami” innej części społeczeństwa. I nagle bez obiektywnej prawdy, bez oparcia o autentycznych ekspertόw naukowych, brak spόjności wrażeń i wiedzy uniemożliwia utrzymanie ładu społecznego w państwie. Jesteśmy teraz zagrożeni instrumentami czystej nieokrzesanej demokracji ktόra grozi albo anarchią społeczną albo nową dyktaturą. Wyraźnie bez uszanowania prawa i uszanowania człowieka, sama surowa żywiołowa demokracja bez konstytucyjnych hamulcόw zewnętrznych i wewnętrznych nie wystarcza.

Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 24/02/2017

Monday, 6 February 2017

Wojna o Muzeum Wojny

“Prawda domaga się oręża.” Takimi buńczucznymi słowami w wywiadzie w “Tygodniu Polskim” prof Sławomir Cenckiewicz uzasadnia dość dramatyczne zmiany w programie eksponatόw nowo otwartego unikalnego Muzeum Drugiej Wojny Światowej w Gdańsku. Przypominam że to ten sam Cenckiewicz ktόry zachłystuje się w babraniu w dokumentach służb specjanych aby zniszczyć aurę bohaterską Lecha Wałęsy ktόrego zasługi dla wolności i demokracji w Polsce są niewątpliwie niezliczone. Obsesyjna książka Cenckiewicza oczerniająca Wałęsę byłaby odpowiednikiem biografii Jana Sobieskiego opartej na jego wspόłpracy ze Szwedami w czasie Potopu, czy biografiia Piłsudskiego opartej o jego wspόłpracę z austriackim wywiadem. Słowa Cenckiewicza o muzeum są tylko echem wypowiedzi ministra Jarosława Sellina “że należy stworzyć polską narrację historyczną” i “że przekaz (w muzeum) jest zbyt uniwersalistyczny, a powinna dominować polska interpretacja”. “Polski punkt widzenia na historię II Wojny Światowej,” pisze inny naukowy politruk, prof. Jan Żaryn, “został zasypany pseudouniwersalizmem”. Cenckiewicz daje temu wyraz narzekając na rzekome wyolbrzymienie statystyk partyzantki sowieckiej i potępia “unifikację pamięci” i naśladowanie zachodnich wzorόw “polityki wstydu” za np. kolonialne niewolnictwo czy masakry amerykańskich indian.
O co tu chodzi? Do tej chwili był zakulisowy wyścig trzech muzeόw aby dokończyć swoje otwarcie przed 80ą rocznicą wybuchu II Wojny Światowej i 100-leciem niepodległości Polski. Czyli mowa tu o spόżnionym Muzeum Historii Polski i o Muzeum Katynia w Warszawie i rόwnież o niemal zakończonym Muzeum Drugiej Wojny Światowej w Gdańsku. Do tego, w zeszłym roku powrόcił stary projekt Muzeum Westerplatte, też oczywiście w Gdańsku. Przy tej gonitwie wyraźnie brakuje wystarczająco funduszy na wszystkie cztery projekty, tym bardziej że koszta Muzeum Historii Polskiej i Muzeum Drugiej Wojny Światowej w sumie wynoszą niemal 1mld zł. Wobec tego wicepremier Michał Gliński zarządził, pod hasłem “Patriotyzm Jutra”, że ukrόci się “skandaliczne” wydatki na utrzymanie Muzeum Drugiej Wojny Światowej i dołączy się do niego nowo odgrzanego projektu Westerplatte. Wiadomo że te decyzje, rzekomo finansowe, kryją poważny konflikt o tzw.”politykę historyczną” obecnych władz.
Na początku, gdy nowy rząd ogłosił pojęcie “polityki historycznej” uważałem to za czymś pozytywnym. Martwiłem się słabą I płytką wiedzą młodych Polakόw o swojej historii i liczyłem się z tym że przypomni im najważniejsze wątki rozwoju Polski. Miałem na myśli z początku, prężne krόlestwo chrześcijańskie, potem potężną wieloetniczną i wielowyznaniową Rzeczpospolitę, następnie uparty narόd krzewiący swoją tożsamość w czasie rozbiorόw, a nakoniec wolne nowoczesne demokratyczne państwo europejskie ktόre przetrwało kataklizmy wojenne i powojenne i ktόre zna swoje miejsce w świecie. Nasze pokolenie powojenne w Londynie też wychowane było w duchu patriotycznym lecz nasze podręczniki szkolne, jak np. “Moja Ojczyzna” Michała Goławskiego, czy pόżniej popularna historia Jana Krok-Paszkowskiego, oparte były na poznaniu rozwoju Polski na tle historii Europy i świata. Widziałem w inicjatywie rządu możliwość przypomnienia tych wielkich osiągnięć cywilizacji polskiej w zakresie kultury, tolerancji, rozwoju gospodarki i w poszukiwaniu pokojowych rozwiązań z sąsiadami, a także gorącego patriotycznego poświęcenia w momentach kiedy kraj był zagrożony. W tym duchu popieram ostatnie inicjatywy naszej Ambasady w promowaniu majowego “Polish Heritage Day ” wśrόd samorządόw brytyjskich.
Tymczasem obawiam się że “polityka historyczna” w Warszawie przejawia raczej charakter podnieconego hurrapatriotyzmu w ktόrym Polska zawsze miała rację i wiecznie była zdradzana. Jest to podejście oparte na komplekasach polskich w momencie kiedy koncepcja zjednoczonej Europy jest w potrzasku a duża część Polakόw nie zakosztowała poczucia udziału w mocno reklamowanycm polskim dobrobycie. Trzeba przyznać że nie jest to eksluzywnie symptom polski. Wręcz na odwrόt. Poska może nawet się “pochwalić” że jest prekursorem obecnego wzrostu “wielkiego lęku” wobec uchodźcόw i wynikającego z tego nacjonalizmu. To ten “lęk” ktόry doprowadził do zakwestionowania przez rząd przyjazdu paredziesiąt sierot z Syrii na zaproszenia miasta Gdańsk.
Ekspozycje Muzeum Drugiej Wojny Światowej były oparte na koncepcji muzeum rzeczywiście światowego. Zaplanowano pokazać katastrofalny efekt wojny na cywilach, przedewszystkiem w Polsce, ale na skali porόwnawczej do tego co przeżyły inne państwa, a szczegόlnie te ktόre przetrwały najazdy I okupację, nie tylko w Europie, ale rόwnież w Azji. Są na przykład gabloty o wojnie hiszpańskiej, o wymordowaniu ćwierć miliona Chińczykόw w Nanjing, o wielkim głodzie na Ukrainie, o Hiroszimie. Najwięcej emocji tworzą sceny z okupacji w Polsce. Pokazane są trasy wywόzek Polakόw na Syberię czy na obozy pracy w Niemczech. Rόwnież widać efekty wojny totalnej I scen z obozόw zagłady, łącznie z ogromną ścianą opuszczonych walizek. Zwiedza się to samo mieszkanie rodzinne w Warszawie na trzech etapach, w roku 1939 z pełną zastawą obrazόw na ścianie i mebli, w roku 1943 gdy rodzina już jest głodująca I zamiast łόżka ma materac, a na koniec rok 1945 kiedy mury są przestrzelone pociskami a za oknem widać tylko szare gruzy. Jako kontrast do Sali transparentόw propagandy dyktatorόw, można przejść się normalną warszawską przedwojenną ulicą, zaglądać do witryn, czytać gazety o rόżnorodnych poglądach politycznych i zasmakować się polską wolnością. Z tej ulicy prowadżą drogi do innych sal, m.inn. do Sali Terroru w ktόrym widać kontrast między okupacją niemiecką w Polsce w porόwnaniu z Zachodnią Europą, czy Sali Oporu gdzie widać znόw kontrast partyzanckiej walki w całej Europie ale zaznaczając szczegόlnie imponujące struktury Polskiego Państwa Podziemnego. Są oczywiście militaria, często w zaskakujących ujęciach, np. czołg sowiecki w ślepym zaułku, niemiecki Junkers wiszący nad ulicą, zaparkowany bezwładnie motocykl Gestapo, pusty wagon bydlęcy. Są sceny z szopki politycznej w Ravensbrucku, autentyczne guziki oderwane od zniszczonych mundurόw ofiar katyńskich. Oddzielne eksponaty pokazują udział polskich sił zbrojnych na Zachodzie. Jest i okupacja sowiecka powojenna, łącznie z terorem NKWD i udziałem podziemia antykomunistycznego. Każdy rozdział wojny pokazany na przykładzie indywidualnych osόb i rodzin używając artefakty ofiarowane z wielkim poświęceniem przez osoby prywatne. Koncepcja była radyklana i politycznie dojrzała wykazująca nie tylko jak uniwesralnie niszcząca jest wojna i okupacja, ale rόwnież uwypuklająca specyficzny polski wymiar tego negatywnego zjawiska.
Jak w każdym nowoczesnym muzeum odwiedzający mogą telefonować o dalsze wyjaśnienia, oglądać filmy i skomponować pare własnych słόw zakodowanych na Enigmie. Sam budynek jest imponujący. Głόwna część eksponatόw znajduje się 15m pod ziemią w basenie otoczonym szczelnymi ścianami, natomiast można wyjechać na szczyt pochyłej wieży 40 metrόw nad miastem gdzie będzie można oglądać całe okolice miasta i deltę Wisły. Koszt był rzeczywiście niebywale drogi (450mln złotych) a plany opożnione ze względu na trudności techniczne i potrzebę ochrony zatopionych archeologicznych zabytkόw jeszcze ze średniowiecznego miasta odkrytych przy budowie fundamentόw.
Niestety, pod przykrywą wprowadzenia większego rygoru finansowego, ministerstwo kultury zdecydowało przyłączyć go do nie istniejącego jeszcze Muzeum Westerplatte i praktycznie w ten sposόb “zlikwidować” museum. Zezwoliło tylko na dwa dni tymczasowego otwarcia muzeum na końcu stycznia. Dopuszczono tylko 2000 osόb pod kontrolowanym wstępem. Nie zaproszono do takiego museum o charakterze międzynarodowym żadnych innych głόw państw, a nawet nie ambasadorόw czy naukowcόw światowej sławy. Poczem zapowiedziano że ekspozycja będzie zamieniona na coś bardziej “spolonizowanego.” Lecz historia Muzeum odbiła się echem w prasie zagranicznej i negatywnie skomentowano ministerialne zabiegi o powstrzymanie wystawy.
Cenckiewicz wierzy że zwycięża prawda dopiero wtedy kiedy władza ją narzuca. Daje przykład Cesarza Konstantyna narzucającego światu chrześcijaństwo. I na tej podstawie uważa że rząd narzuci swoją “prawdę historyczną”. Tymczasem Dyrektor Muzeum, Piotr Machcewicz, poparty przez Prezydenta Miasta Gdańsk i przez Rzecznika Praw Obywatelskich, skutecznie zaskarżył decyzję połączenia Muzeόw do Wojewόdzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie i do tej pory Sąd odrzucił plany Glińskiego. Sytuacja jest patowa ale Muzeum ma nadzieję że mimo poważnych cięć budżetowych utrzyma się, nie zmieniając charakteru i treśći ekspozycji.

Wiktor Moszczyński Tydzień Polski 13/01/2017

Tuesday, 24 January 2017

Nikodem Dyzma w Białym Domu

Obawiam się że nie wszyscy obecni londyńscy czytelnicy “Tygodnia”, wychowani na tych Wyspach, znają historię zawrotnej politycznej kariery Nikodema Dyzmy, bezrobotnego urzędnika pocztowego z prowincji w czasach międzywojenych, ktόry na skutek przypadku, a potem na podstawie swojej ignorancji i zuchwałego chamstwa, robi sobie zawrotną karierę w świecie biznesu, staje się prezesem Banku, a na koniec dostaje nominację na premiera Polski. Otoczenie polityczne owego czasu, zarόwno damskie jak i męskie, reagowało pozytywnie na jego akcje przemocy, brutalność słownictwa i ckliwe sentymentalne hasła kamuflujące cynizm i obłudę. Na szczęście to postać fikcyjna. Ta kreatura polityczna była wymysłem bujnej wyobraźni powieściopisarza Tadeusza Dołęgi-Mostowicz ktόry barwnie opisywał metody rządzenia όwczesnej sanacyjnej elity politycznej.
Niestety postać obecnie obejmująca Biały Dom nie jest fikcyjna. Donald Trump jest autentycznym cynicznym biznesmenem, a nie urojonym jak Dyzma, ktόry, prowadząc kampanię kłamstw, oszczerstw i obelg wobec swoich przeciwnikόw i na podstawie tanich haseł grających na frustracjach i strachu klas robotniczych, przeważnie białych, dorwał sie w wyborach na szczyt kariery politycznej, bez poprzedniego udziału w procesie politycznym swojego kraju. Cel jego kampanii byl dwustronny. Po pierwsze, chce obniżyć podatki dla swoich kumpli milionerόw i miliarderόw, pod zasłoną obniżenia ich dla wszystkich. Sam daje wzόr bo z dumą przyznaje że podatku nie płaci od wielu lat. A na drugim miejscu chce zaspokoić swόj apetyt megalomana, do znęcania się nad słabszymi i do przyjemnośći “ubicia interesu”. Jego książka “Sztuka ubicia interesu” jest jego odpowiednikiem “Mein Kampf”.
A pozostałe kontrowersyjne aspekty jego programu wyborczego oparte są na płytkich barwnych opiniach o życiu i polityce pochodzące od środowiska budowlańcόw zatrudnianych przez jego ojca a z ktόrymi obcował jako młodzieniec. Świetnie odczuwał ich nastroje i frustracje życiem, ich szowinistyczne podejście do kobiet i do kultury, ich obawy ze imigranci zabiorą im pracę za niższe stawki, ich pogardę dla tolerancyjnych poglądόw elit liberalnych i innych “pięknoduchόw”. Z tej filozoficznej studni wyłoniły się te upiory ktόre obecnie tworzą głόwne elementy jego programu wyborczego ktόry ma zamiar wprowadzić w życie już w pierwszych tygodniach swojego urzędowania
A więc co inicjuje? Zaniechanie programόw zapobiegających zmiany klimatyczne; nieograniczony program wydobycia kontrowersyjnego gazu łupkowego; zachowanie w pełni prawa do posiadania broni; zamrożenie państwowych wydatkόw na kulturę; zohydzenie pojęcia politycznej poprawności; budowę “pięknego” muru na meksykańskiej granicy; nałożenie wysokiego cła na import z Chin i Meksyku; opodatkowanie produktόw amerykańskich koncernόw wykonanych tańszą siłą roboczą zagranicą: anulowanie systemu taniego ubezpieczenia zdrowia dla biedniejszych i bezrobotnych, tzw. Obamacare; zniesienie umόw międzynarodowych wolnego bezcłowego handlu. Ponadto chce wprowadzić masowe projekty unowocześnienia infrastruktury drogowej i przemysłowej ktόre mogą przekroczyć $1tr. ale ktόre, przy ogόlnym skurczeniu dochodu od podatkόw, będą osiągalne tylko przez masowe zadłużenie państwa. Zapowiedział też zwiększenie budżetu amerykańskich sił zbrojnych, upowszechnienie parad wojskowych i rychłego zniszczenia kalifatu. Każdy z tych inicjatyw ktόry byłby typowym marzeniem przeciętnego robotnika siedzącego w barze z kuflem piwa w ręku, ma wzmocnić jego popularność wśrόd swoich plebejskich wyborcόw, szczegόlnie kiedy przypieczętował je, w swoim aroganckim przemόwieniu inauguracyjnym, pod szyldem “America First”.
Niestety pozytywne skutki tej polityki będą tylko krόtkotrwałe. Zwalczanie globalizacji gospodarczej przez wprowadzenie systemόw celnych w końcu obrόci się przeciw Ameryce gdy wzrost handlu międzynarodowego zpowolnieje, inne kraje narzucą cła na towary amerykańskiego a wysokie koszty manufaktury na rynku wewnętrznego doprowadzą do zawrotnej inflacji. Ponadto każda niewyparzona wypowiedź Trumpa na Twitterze grozi wywołaniem następnej z kolei awantury, czasem tylko w sprawach błahych, a czasem na szerokiej arenie międzynarodowej.
Przy tym Trump zapowiada jeszcze bardziej kontrowersyjną politykę zagraniczną. W wypadku Izraela Trump jest pod znacznym wpływem swojego zięcia, Jared Kushner, ktόry inwestował w agresywny program rozbudowy nowych osiedli na terenach zamieszkałych od wiekόw przez Palestyńczykόw. Trump dał już Izraelowi zielone światło w sprawie budowy tych osiedli i zapowiada przeniesienie ambasady amerykańskiej z Telawiwu do Jerozolimy. Odsuwa się też od uznania w przyszłości państwa palestyńskiego. Oczywiście rząd Netenyahu przyjął te wiadomości z radością I ogłosił budowę 566 nowych mieszkań w palestyńskiej Wschodniej Jerozolimie. W rozmowie telefonicznej z Trumpem w niedzielę nakłaniał go do wsparcia interwencji Izraela w Syrii i do odwołania traktatu z Iranem w sprawie ograniczeń w rozwoju energii nuklearnej. Ten kierunek prowadzi amerykańską politykę na Bliskim Wschodzie w ślepy zaułek ktόry jeszcze bardziej roznieci nienawiść muzułmanόw do Ameryki i wzmocni poparcie dla radykalnych Islamistόw, właśnie tych ktόrych Trump zapowiedział że zniszczy. Odwołanie umowy z Iranem sprowokuje z kolei ten kraj do zainwestowania w autentyczną islamistyczną broń nuklearną ktόra będzie zagrożeniem przedwszystkiem właśnie dla Izraela.
W wypadku Chin, Trump wyraźnie szuka zaczepki, zagrażając wprowadzeniem cła w wysokości 34% na eksport chiński, i otwierając dialog bezpośredni z Taiwanem ktόry Chiny Ludowe wciąż traktują jako część integralną Chin. Jego inicjatywy utrudnią negocjacje z Chinami tymbardziej że światowy wzrost gospodarczy polega przedewszystkiem na ożywieniu gospodarki chińskiej a pozatem Chiny są jedynym państwem mającym wpływ na Koreę Pόłnocną ktόra z każdym dniem staje się jeszcze bardziej niebezpieczna. W tym zakresie pokojowe stosunki chińsko-amerykańskie powinny być priorytetem. Widocznie uważa że tak w międzynarodowej dyplomacji “ubija się interes”.
Jeszcze więcej kontrowersji wzbudza podejście Prezydenta Trumpa do Rosji Putina. Mimo zbrodniczej polityki Rosji wobec Syrii i Ukrainy i mimo wtrącania się rosyjskich hackerόw w tok wyborόw amerykańskich, Trump szuka porozumenia z Putinem, ofiarując mu zniesienie sankcji finansowych w zamian za wspόlną redukcję w zbrojeniach. Czy dlatego wyraził się pogardliwie o “przestarzałym” pakcie połnocnoatlantyckim? Ta niezdrowa miłość do Putina nie tylko zagraża wiarygodnośći wsparcia Ameryki dla NATO ale rόwnież ma swόj wpływ na stosunek Trumpa do Unii Europejskiej ktόrą Putin chce koniecznie zniszczyć. Trump widocznie ma podobny cel. Jednoznacznie pochwalił Brexit, panią May zaprosił do Waszyngtonu jako pierwszego gościa zagranicznego po objęciu prezydentury a siebie samego zaprosił na golfa do pałacu krόlewskiego. Zapowiedział że Wielka Brytania będzie tylko jednym z pierwszych krajόw ktόre opuszczą Unię. To tak jakby wypowiadał wojnę rόwnież całej Europie. Przez swoje anty-europejskie i pro-rosyjskie wypowiedzi pobudza rόwnież do życia anty-unijne faszyzujące szakale z Francji, Niemiec, Holandii, Austrii czy Włoch ktόre zebrały się w sobotę w Koblencji aby zapowiedzieć rozkład 60 lat stałej i pokojowej integracji europejskiej.
Jeżeli głosy rozsądku na zapanują wreszcie w gabinecie Trumpa to nie jest wykluczone że Putin wykorzysta niejasność polityki wobec Unii i NATO i wywoła prowokacyjną interwencję Rosji na Bałkanach czy w krajach bałtyckich ktόry ostatecznie może rozłożyć cały powojenny system bezpieczeństwa dla Europy oparty na ochronnym parasolu Ameryki. Niestety większość zapowiedzianych ministrόw Trumpa, czekających na zatwierdzenie przez Kongres, wspiera jego pro-rosyjski kierunek. A więc skutkiem obecnych planόw Trumpa może być albo zbrojny konflikt, albo, szybciej, nowa Jałta dla Europy. Nic dziwnego że prawicowy rosyjski filozof Aleksandr Dugin zapowiada że przy wspόłpracy z Trumpem, Putin osiągnie wszystko co będzie chciał w Europie. “Nie musimy nawet potrząsać drzewem,” powiedział, “bo owoce same nam spadną”.
Chamstwo i ignorancja panoszy się w Białym Domu, samo-obłuda Prezydenta pozwala mu kłamać namiętnie, a na każde najdrobniejsze słowo krytyki ze strony amerykańskich mediόw reaguje jak raniony lew. Wyśmiewa masowe wielomilionowe ruchy protestestacyjne kobiet w Ameryce i w około 160 rόżnych miast na całym wolnym świecie i nie słucha porad od ludzi z poza jego najbliższego otoczenia. Dyzma przynajmiej w końcu zorzumiał swoje niedoskonałości i z premierostwa wycofał się. Ale to było w świecie fikcji. W prawdziwym świecie amerykański Dyzma nia ma zamiaru wycofywać się z czegokolwiek. Noc zapada już nad wolnym światem.
Wiktor Moszczyński Tydzien Polski 27 styczeń 2016

Saturday, 21 January 2017

70a rocznica Koła SPK nr 11 “Środkowy Wschόd”

Koło SPK nr 11, jedno z najbardziej wzorowych i liczebnych Kόł SPK, dostało swoją nazwę “Środkowy Wschόd” z tego prostego powodu że jako jedyne koło SPK W Brytania powstało poza W Brytanią, na Bliskim Wschodzie. A ścisle miało to miejsce jescze w roku 1946 na terenie byłego głόwnego obozu Drugiego Korpusu w Egipcie w miejscowości Quassasim. Stworzyła go grupa polskich żołnierzy w tym obozie ktόrzy organizowali wysyłki paczek do rodzin w kraju pod okupacją sowiecką i opiekowali się książkami pozostałymi po Korpusie..
W czerwcu 1947 roku, przy likwidacji obozu w Quassassim, przeniesiono tzw “placόwkę paczkową” do Anglii, a członkόw Koła rozproszono. Lecz lwia część członkόw pod wodzą prezesa Antoniego Ropelewskiego i sekretarza Tadeusza Jurowskiego przetoczyła się jako jednostka, poprzez cztery kolejne obozy w pόłnocnej Anglii – Repham, Mona Camp, Greystoke i Cark - zakładając w międzyczasie księgarnię i rόwnież zakład fotograficzny, kolportarz prasy wojskowej i emigracyjnej i kasę pożyczkową.
Z tymi zdolnościami i z tym samym patriotyzmem i energią przeniesiono Koło ewentualnie, po likwidacji każdego z kolei obozu, w marcu roku 1949 do Londynu, do nowo nabytej siedziby SPK Wielka Brytania na 18 Queens Gate Terrace w Kensingtonie. Bo wielu z oryginalnych członkόw z Quassasim przeniosło sie już indywidualnie lub z rodzinami do Londynu i tu Koło kontynuowało swoją pracowitą działalność pod kierownictwem aktywnego i charyzmatycznego prezesa Tadeusza Jurowskiego.
Koło nabrało w tym okresie ogromną dynamikę zarόwno w ilości członkόw i w szerokim wachlarzu działalności ideowej, kulturalnej i gospodarczej. Jeszcze w roku 1949 liczyła około 100 członkόw. Lecz już dwa lata pόźniej zarejestrowało się przeszło 1100 członkόw. Wśrόd najznakomitrzych członkόw, ktόrzy aktywnie brali udział w pracach Koła, byli generałowie Karol Ziemski, Stanisław Lubodziecki i Antoni Brochwicz-Lewiński, pułkownik Marian Jadwiński, b. wojewoda kielecki Władysław Dziadosz i profesor Roman Wajda, założyciel POSKu.
Prezes Jurowski przejął w roku 1950 od Zarządu Głόwnego bibliotekę polską, wόwczas posiadającą 10,000 tomόw. Prowadził ją w imieniu Koła w siedzibie na Queens Gate Terrace najpierw Jόzef Zadurski, a pόżniej z wielkim zamiłowaniem i poświęceniem Mirosława Pasek. Na przykład w jednym tylko roku 1951 było 764 stałych czytelnikόw a wypożyczono 38,496 tomόw. Do roku 1972, kiedy SPK sprzedało siedzibę na Queens Gate Terrace, i kiedy trzeba było zamknąć tą cenną placόwkę, biblioteka zebrała już 20,000 tomόw, w tym kilkaset cennych “białych krukόw” pochodzących z bibliotek wojskowych. Zbiory biblioteki rozprowadzono wόwczas m.inn. bibliotekom w POSKu, w SPK Manchester (gdzie poszło niemal 5000 tomόw beletrystyki), klubowi samotnych w Putney, do innych Kόł SPK i do szkόł sobotnich.
Koło miało bardzo czynną działaność naukową I kulturalną. Jej dział kulturalno-oświatowy wydał w druku pieśń pod nazwą “Marsz Kombatancki”. Wydał też tom poezji Tymona Terleckiego ktόry napisał w liście do Koła “gdyby 10% Kόł SPK, gdyby 1% wsystkich istniejących organizacji społecznych zdobyło się na tak konkretne I celowe działanie, los poezji na wygnaniu, a nawet całej literatury wolnej, wyglądałby inaczej….”. Koło założyło też Sekcję Studiόw Zagadnień Wojskowych.
Koło organizowało wciąż wysyłki paczek do rodzin w Polsce i załόżyło w latach 50-ych Komitet Pomocy Repatriantom z Sowietόw ktόry przekazał ofiarom zesłania mnόstwo lekarstw i przeszło 5000 workόw odzieży. Istniał też bardzy aktywny dział Opieki dla Starych Członkόw ktόry zajmował się poradami i odwiedzaniem starszych kolegόw w szpitalach.
Ale Koło było rόwniez wpatrzone w przyszłość. Od roku 1950 pod patronatem Koła była szkoła polska im Stefana Zeromskiego, najpierw na Fulham, a potem po roku 1966 w gmachu szkoły Our Lady of Victories w dzielnicy Brompton. Opiekunem był wciąż prezes Jurowski, a kierowniczką szkoły Wacława Całowa. W latach 1970ych szkoła zaczęła się kurczyć bo większość rodzicόw wyprowadziła się już z centralnego Londynu, ale trwała dla mniejszej grupki najpierw w Sali PUNO w POSKu, aż do roku 1988 kiedy pani Całowa prowadziła jeszcze kursy w Polish A level prywatnie u siebie w domu. Koło było też wspόlpatronem Zespołu Tanecznego im Oskara Kolberga pod kierownictwem Olgi Żeromskiej. Dzięki Tadeuszowi Krasoniowi był rόwnież bardzo aktywny Dział Sportowy ktόry założył klub sportowy “Wisła” a pόżniej “Młodzi” z mistrzowską drużyną piłkarską i organizował międzyszkolne zawody z atletyki pod nazwą “Biegi Narodowe 3 Maja”.
W czasie wizyty w obozie junackim na terenie Anglii Prezes Jurowski odkrył w starej skrzyni zaniedbany sztandar Szkoły Junakόw w Beit Nabala w Palestynie. Zajął się odnowieniem sztandaru ktόry potem służył jako sztandar Koła i rόwnież szkoły im Stefana Żeromskiego. W roku 1971, w czasie uroczystości śrebrnego Jubileuszu Koła w Sali sztandarowej Instytutu Sikorskiego, sztandar Koła został odznaczony złotą odznaką honorową SPK.
Lata 50 I 60 był okresem wspaniałych osiągnięć Koła i był wzorowym Kołem dla innych ogniw kombatanckich. Był otwarty dla wszystkich Polakόw wiernych Statutowi SPK niezależnie od ich politycznych przynależności i apelował na Zjazdach SPK o jedność obozu niepodległościowego. Lecz niestety biologia robiła swoje i z czasem, tak jak w innych organizacjach emigracyjnych, ilość członkόw zaczęła maleć. W roku 1960 miała jeszcze 572 członkόw a w roku 1965 już tylko 239. W tym czasie, a właściwie w roku 1968, zmarł tzw. “Żelazny Prezes” Tadeusz Jurowski. Jego prezesura trwała 20 lat I była bardzo owocna dla Koła. W uroczystym pogrzebie uczestniczyło przeszło 200 osόb. Mimo jego śmierci Koło działało dalej pod nową prezesurą Mariana Just-Tęgoborskiego i sekretarza Anny Moszczyńskiej ktόra organizowała szumne obchody 20 i 25-lecia Koła..
W roku 1971, ostatni dowόdca Jednostek Wojskowych na Środkowym Wschodzie, gen. Jόzef Wiatr, upoważnił wszystkich członkόw Koła do noszenia specjalnej odznaki tych Jednostek, czyli JWŚW. W roku 1976 Koło ufundowało nowy sztandar, wyhaftowany przez Jadwigę Hawerową, krόry łącznie z ryngrafem Matki Boskiej Ostrobramskiej, był uroczyście poświęcony w kościele św Andrzeja Boboli. Sztandar ten zostaje do pory obecnej sztandarem Koła. Poprzedni sztandar, były sztandar Junakόw z Palestyny, przekazany został w roku 1978 Szkole Junakόw i Młodszych Ochotniczek po ich Zjeździe w Birmingham.
W następnych latach Koło przetrwało okres odejścia wielu aktywnych członkόw a szczegόlnym szokiem była nagła śmierć w roku 1995 zarόwno prezesa Jozefa Szόkalskiego i długoletniego sekretarza Jόzefa Bieszczada. Koło liczyło wtedy już 136 członkόw. Była nawet propozycja rozwiązania Koła ale zdecydowano w końcu utrzymać dalej działalność Koła pod nową prezesurą Alojzego Kozłowskiego i sekretarza Krystyny Dereszewskiej.
Przy rosnących debatach na temat przyszłości organizacji SPK WB w następnych latach Koło trzymało się wciąż linii przetrwania organizacji i zaniechania pochopnych sprzedaży majątkόw. Wciąż regularnie organizowała coroczne uroczyste opłatki dla swoich członkόw i gości na terenie restauracji Łowiczanka w POSKu, zajmowała się chorymi członkami odwiedzając ich w szpitalach, a co roku organizowała Walny Zjazd członkόw Koła na ktόrym omawiano sprawy bieżące z udziałem przedstawiciela Zarządu Głόwnego SPK.
Po zjeżdzie w roku 2010, w ktόrym Stowarzyszenie zapowiedziało ewentualne rozwiązenie organizacji i przekazanie z czasem majątku krajowego do Fundacji SPK, Koło pod prezesurą już Krystyny Dereszewskiej stanęło po stronie tych 18 aktywnych jeszcze Kόł ktόre chciały kontynuować swoją działalność. Po bardzo przykrych konfliktach z byłym Zarządem Głόwnym SPK, ktόry jednak pochopnie rozwiązał organizację w roku 2013, Koła niezależne doszły do porozumienia w zeszłym roku z Fundacją SPK na zmianę nazwy z SPK na SPPW – Stowarzyszenie Przyjaciόł Polskich Weteranόw i mogły zachować wciąż strukurę organizacyjną Koła, stary numer i swόj sztandar.
I w tej chwili, wciąż, pod energiczną i już teraz długoletnią prezesurą kol. Krytyny Dereszewskiej, Koło SPPW nr. 11 “Srodkowy Wschόd” kontynuuje swoją działalnosć z lat poprzednich a dodatkowo zajmuje się organizowaniem, przy wspόłpracy z Polish Heritage Society, udziału Polakόw w corocznym pochodzie przed Cenotafem w Londynie na Remembrance Sunday i wspieraniem działalności innych Kόł SPPW.
Trudno nie wyrazić podziwu nad chwalebną działalnością społeczną i niepodległościową członkόw tego Kola przez ostatnie 70 lat i trudno nie wyrazić hołdu dla tych szerokich szeregόw zmarłych już działaczy ktόrz tyle czasu i poświęcenia łożyli na działalność społeczną, a szczegόlnie hołdu dla kolejnych członkόw Zarządu Koła i kolejnych prezesόw: Antoni Ropelewski, Tadeusz Jurowski, Marian Just-Tęgoborski, Stanisław Trębacz, Władysław Sikorski, Kazimierz Hołyński, Bolesław Barczyński, Jόzef Szόkalski, Alojzy Kozłowski i Jerzy Szumiło.
Cześć ich pamięci.

Wiktor Moszczyński 21 styczeń 2016